Jak to jest z tymi kosmetykami naturalnymi?
Kolejny marketingowy pomysł na biznes? Czy realna potrzeba?
Czy istnieją jakieś badania, które udowadniają, że silikony, parabeny, slsy są naprawdę szkodliwe?
Teorię, że silikony "zaklajają skórę" znam. Że to wszystko "chemia", że to jak z pożywieniem: im krótszy skład, tym lepiej, też słyszałam.
Ale jak się mają do tego fakty?
I jak się ma wasza praktyka?
Osobiście, pod wpływem mody i reklam (jestem podatna), przez rok czasu używałam szamponów i odżywek, bez silikonów, bez parabenów, tych "naturalnych".
Spostrzegłszy po roku, że moje włosy to dramat (a nigdy nie farbowałam) rzuciłam się szybko na te silikonowe. Poprawa nastąpiła prawie od razu.
Z kremem do twarzy podobnie. Mogę się posmarować wszelkimi cudami, ale i tak po pół godziny rzucę się na nivea soft - bo mam uczucie ściągniętej skóry.
Przy okazji odpowiedzi na powyższy temat, odpowiedzcie mi równolegle na bardzo ważne pytanie:
czy używacie płynów do higieny intymnej?
Ps. Wiecie, że woda i roślinki to też "chemia"?