sztuczkamagiczna
18.08.19, 16:40
Mąż ma kuzynkę którą bardzo lubimy. Mieszka daleko, widujemy się raz w roku. Zawsze chętnie gościmy ją i jej męża. Wszyscy czekamyna te wizyty z niecierpliwością.
Problem polega na tym, że kuzynka zapowiada się dzień wcześniej, my zmieniamy plany, a potem okazuje się, że jednak przyjadą za dwa dni. Gdyby powód przełożenia odwiedzin był poważny, to pewnie nie miałabym pretensji.
W tym tygodniu miała miejsce podobna sytuacja.
Kuzynka dzwoni w środę, że jutro przyjadą, że około 12 będą na miejscu. Rezygnujemy więc z planowanego wyjazdu, jedziemy na zakupy, bo w lodówce tylko światło, planuję obiad, piekę ciasto, mąż jedzie ogarnąć domek na działce, bo pewnie skoczymy na grilla...
W czwartek otrzymuję wiadomość, że będą o 14, bo wyjechali później. Trudno, zdarza się. O 15 kolejny sms, że właściwie to oni dopiero wyjechali. O 16 znowu wiadomość, że przenocują po drodze i zjawią się w piątek.
Trochę się wkurzyłam, bo zrezygnowaliśmy z planów żeby się spotkać.
W piątek dzwonię żeby dowiedzieć się o której się zjawią i nie mogę się dodzwonić. W końcu dzwoni mąż kuzynki o 16 i mówi, że po drodze zrobili zakupy i moglibyśmy spotkać się u nas na działce, mają ochotę na grilla. Jedziemy więc na działkę. Zjawiają się o 18.
Na początku byłam wkurzona ale dałam sobie spokój.
Umawiamy się, że w sobotę pójdziemy na grzyby, potem skoczymy do nowej knajpy na obiad.
Siedzimy już w tej knajpie, gadamy, jest miło, ale rozmowa schodzi na temat spóźniania się. Mąż kuzynki rozprawia o tym, że ludzie spóźniający się nie szanują czasu innych, kuzynka przytakuje i opowiada o koleżance która notorycznie się spóźnia.
Zupełnie jak wy, wypaliłam. Atmosfera siadła, przestało być fajnie.
Dziś rano odjechali.
Z jednej strony żałuję, z drugiej nie, bo może da im to do myślenia. Ja jestem szalenie punktualna.
Mąż stwierdził, że dobrze się stało, bo miał już dość ich spiznialstwa.
Czy istnieje choć cień szansy, że następnym razem zaplanują wyjazd tak, żeby nie spóźnić się dwa dni?