kebabbathehutt
03.09.19, 14:06
Czesc,
w miare nowa na tym forum, poczytuje juz od jakiegos czasu, kilka razy udzielilam sie w komentarzach. Emama nie jestem, ale widzie, ze tu rozni ludzie sie udzielaja takze pomyslalam, ze sama cos napisze.
Jakis czas temu przeprowadzilam sie do nowej okolicy. Planowalam poznac nowych ludzi i zajac sie soba, bo kilka wydarzen mialo miejsce przed przeprowadzka, z ktorymi musialam sobie emocjonalnie poradzic. Nie szukalam faceta i nie mialam planu angazowac sie w zaden zwiazek przynajmniej do konca roku. No, ale plany planami, a zycie zyciem....
Krotko po przeprowadzce poznalam faceta. Jak to z reguly bywa, na poczatku wszystko bylo super ekstra. Facet bardzo mily, zabawny, inteligentny, pomocny, traktowal mnie po prostu super. Ale w miare szybko pojawilo sie kilka zgrzytow:
1) po kilku wizytach u niego zorientowalam sie, ze nie splukuje toalety po sikaniu i nie myje tez rak.... juz wtedy rozwazalam zakonczenie zwiazku zwlaszcza, ze kiedy z nim na ten temat porozmawialam, to dostalam cala liste wymowek. W koncu wyslalam mu link do jakies strony w necie opisujacej ryzyka wynikajace z takiego braku higieny i powiedzialam, ze jesli dalej bedzie tak robil, to moja stopa w jego mieszkaniu nie stanie. Podzialalo, zaczal i rece myc i splukiwac toalete.
2) bar - facet najchetniej spedzalby kazdy wieczor w barze. Nie zawsze, zeby sie upic, po prostu jest bardzo ekstrowertyczny, lubi towarzystwo ludzi i z nimi dyskusje. Ja sobie tez lubie na rozne tematy podyskutowac, ale nature mam bardziej introwertyczna takze takie czeste przesiadywanie w barze to dla mnie bylby horror. Fakt faktem, ze czasem potrafil dwa piwa przez caly wieczor meczyc, ale jednak tez czesto sie upijal, chociaz klopotow zadnych nie sprawial. Pogadalam z nim na ten temat, wyjasnilam jak ja sie z tym czuje, no to zaczal mniej czasu spedzac w pobliskim barze, ale ciagle jeszcze czesto tam wpadal no i mi objecal, ze jak znajdzie prace to to zachowanie sie diametralnie zmieni. Teraz mu sie zwyczajnie nudzi, spedza wiekszosc czasu w domu i dlatego tyle wychodzi. Przyznam szczerze, ze mu uwierzylam, pracy tez szukal i wiedzialam, ze wkrotce znajdzie, ale nie bylam pewna czy chce na to czekac no i czy on rzeczywiscie bedzie w stanie to zachowanie zmienic. Chciec to on by mogl, ale skoro tak czesto pije, to moglo by sie okazac, ze nie bylo by to takie latwe. Pomyslalam jednak, ze dam mu szanse i troche moge poczekac chociaz czekanie nie jest czyms to latwo mi przychodzi.
Miarka sie jednak przebrala, kiedy w pewien weekend ja sie bardzo zle czulam. Przyniosl mi jedzenie okolo poludnia i mowi, ze spotyka sie z kumplem w barze okolo 2 "skoro ja sie zle czuje".... Nie najlepszy plan z mojej perspektywy, ale nic nie powiedzialam, jak chce to niech idzie. Po czym pojawil sie wieczorem. Ja otwieram drzwi, a on stoi pijany tak, ze sie troche chwieje, w rece butelka z polowa piwa, a w reklamowce wiecej piwa. No myslalam, ze mnie cos trafi, tym bardziej ze iles tam czasu wczesniej kilka razy go prosilam, zeby nie przynosil alkoholu do mnie do domu. Poklocilismy sie, powiedzialam, ze ma wyjsc i juz nie wracac. Probowal ze mna kilka razy rozmawiac nastepnego dnia, raz wieczorem sie pojawil (znowu pijany!), ale ja sie uparlam i koniec. Brakuje mi go i czasu spedzonego razem, ale kurcze, zasluguje na wiecej niz takie cos.
Co mysli ematka?