lauren6
09.12.19, 11:32
Artykuł o psychiatrii dziecięcej z dzisiejszej strony głównej gazety:
wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,25485103,psychiatra-w-tym-roku-szkolnym-do-szpitala-przywieziono-nam.html#s=BoxOpImg8
"Mamy przeciążone oddziały psychiatryczne, przeciążone poradnie, coraz więcej dzieci podejmujących próby samobójcze. Ale takiego początku roku szkolnego jeszcze nie było. Codziennie trzech, czterech uczniów jest przywożonych ze szkół do szpitala psychiatrycznego przez rodziców albo karetkami. Dla porównania rok temu w okresie wrzesień – październik interwencji w izbie przyjęć było cztery razy mniej, to bardzo duża różnica. A w poprzednich latach było o wiele mniej."
"Co jest przerażające, od początku tego roku szkolnego na izbę przyjęć w trybie nagłym najczęściej trafiają dzieci 7- i 10-11-letnie. Wcześniej nie było takiej powtarzalności, grupa była bardziej zróżnicowana."
"w tej chwili mamy 34 osoby na oddziale, z czego tylko pięć z rozpoznaniem chorób psychicznych. Większość dzieci przyjmowanych na oddział psychiatryczny miała różnego rodzaju zachowania agresywne lub autoagresywne, często związane z czynnikami środowiskowymi."
"Przykład: przyjeżdża do nas 4-letni chłopiec potwornie wystraszony – wezwanie karetki, przyjazd do szpitala na psychiatrię u dorosłego wywołuje stres, a co dopiero u dziecka. Chłopiec w przedszkolu zaczął krzyczeć, był bardzo pobudzony. Okazało się, że pani kazała mu zjeść podwieczorek, a on akurat tej potrawy nie lubił."
Przypomina mi się wątek sprzed kilku dni: rzut przedszkolakiem. Widocznie filmik był nagrany w poprzednich latach. Dzisiaj przedszkolanka, której dzieciak się nie słucha, zamiast rzucać dzieckiem zadzwoniłaby po karetkę, żeby zabrała chłopca na oddział psychiatryczny.
Jak myślicie skąd się bierze w Polsce opisane zjawisko?
W artykule jest podanych kilka przykładów dzieci, które zostały przywiezione karetką na oddział psychiatryczny. Wszystkie - jak ten 4 latek - to były zdrowe psychicznie dzieci, którym wystarczyło rozwiązanie bieżących problemów, często z związanych z przemocą ze strony rówieśników, na miejscu w szkole.
Czy to efekty deformy - ale wtedy raczej uderzyłyby w nastolatków, a nie głównie w 7 i 11 latków. Wypalenie zawodowe nauczycieli? Brak wsparcia w systemie edukacji do walki z zachowaniami trudnymi u uczniów?