nangaparbat3
05.01.20, 19:57
Film "Małżeńska historia" przypomniał mi mój własny rozwód.
Nie mieliśmy pojęcia, jak się to załatwia, więc usiedliśmy przy stole i wspólnie napisaliśmy sądu prośbę o rozwiązanie naszego małżeństwa, skoro już od 4 lat mieszkamy osobno. Podpisaliśmy oboje i przyszły ex powędrował z tym do kancelarii, gdzie go wyśmiano, kazano pisać pozew przeciwko mnie, napisał, znowu mu powiedziano, ze to nie zadziała, bo muszą być konkretne zarzuty, napisał jeszcze raz, wtedy pani doradziła mu pójść do najbliższego adwokata. Co zrobił, pani mecenas napisała pozew, nie zaakceptował, coś tam kazał pozmieniać, powykreślać, ale i tak kiedy go czytałam popłakałam się ze złości, choć ex przepraszał i zapewniał, ze tak nie myśli.
Myślę, że wymagana prawem procedura, kiedy jedno z małżonków MUSI pozwać i obwinić drugie, jest niepotrzebna, szkodliwa i bezwzględnie powinna być zmieniona. Nie rozumiem, po co komu pozew, jeśli nie chce orzeczenia winy drugiej strony?
Może by wystąpić z wnioskiem obywatelskim o dopuszczenie możliwości wspólnej prośby obojga małżonków o rozwiązanie małżeństwa - powinni by wówczas tylko przedstawić dowody rozpadu więzi, bez oskarżania. Kto chce, niech pozywa, kto chce, niech pisze wspólny wniosek.
Poparłybyście taką inicjatywę?