Zacznijmy od małych rzeczy

27.10.04, 11:56
Zainspirował mnie wątek o tym czy faceci mają lepiej i ten o zazdrosnych
mężach.
Stereotypy są? No są. Ale zanim zaczniemy zmieniać świat, normy społeczne i
środowiskowe możnaby zacząć od siebie, od drobiazgów.
Zmienić stereotypy mogą kobiety - jeśli będą chciały i to konsekwentnie a
jeśli nie chcą to niech nie marudzą.
Podam przykład: rozmawiałam kiedyś z fajną, bystrą dziewczyną ze studiów
doktoranckich. Wysępiła ode mnie papierosa, wypaliła a potem wypsikała się
dezodorantem z komentarzem "Mój narzeczony nie pozwala mi palić ani kupować
fajek, jak znalazł paczkę w MOJEJ TOREBCE to papierosy połamał".
Facet bez pozwolenia grzebał w JEJ torebce. I ona o tym mówiła z takim
debilnym uśmiechem pt.: "tak bardzo się o mnie troszczy".
Biedna panna nawet nie wiedziała, że jest ucieleśnieniem stereotypu uległej
kobiety.
Zacznijmy od drobiazgów: moja torebka, moje biurko, mój notes - miejsca
święte i niedotykalne. Moja rozmowa telefoniczna - bez podsłuchiwania i
wypytywania. Mój telefon komórkowy. Moi znajomi. Moje prawo do czasu wolnego
spędzanego bez męża/partnera w sposób który ja wybieram.

    • isma Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 12:11
      Osobiscie jestem za i stosuje.
      No, moze poza "moi znajomi" - bo my mamy z mezem tak, ze wartosciowymi wieziami
      sie lubimy dzielic. W ten sposob moi znajomi stali sie jego znajomymi, i
      odwrotnie (chociaz on mial tych znajomych mniej).

      Z tym, ze widze pewna trudnosc w upowszechnieniu tego modelu, zwiazana z tym,
      ze wielu kobietom hmmm... trudno przychodzi zastosowanie retorsji wobec
      partnera w tej kwestii. Tzn. chcialyby, owszem, zeby "moja komorka" i "moje
      konto mailowe", ale same chetnie partnera poczte przejrza, bo przeciez
      mezczyzna to, tego, wiadomo...
      • aetas Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 12:15
        isma napisała:

        >
        > Z tym, ze widze pewna trudnosc w upowszechnieniu tego modelu, zwiazana z tym,
        > ze wielu kobietom hmmm... trudno przychodzi zastosowanie retorsji wobec
        > partnera w tej kwestii. Tzn. chcialyby, owszem, zeby "moja komorka" i "moje
        > konto mailowe", ale same chetnie partnera poczte przejrza, bo przeciez
        > mezczyzna to, tego, wiadomo...

        Isma, jak ja Cię lubię, trafiłaś w samo sedno, fajnie, jakby to "we dwie
        strony" działało smile
      • neospasmina Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 12:21
        Popieram.
        Stosuję.
        Działa.
        Ale...
        Ale problem może tkwić w modelu, jaki wynosimy (my i nasi partnerzy)z domu,
        gdzie (jak sądzę w większości) mężczyzna i męskie było górą. Oczywiście, że
        model można i należy zmieniać, ale to idzie powoli i opornie. Gdzieś tam
        wdrukowane są pewne wzorce i musi dokonac sie praca kilku pokoleń, żeby zmiany
        sie rozgościły i utrwaliły.
        Tym bardziej powinnyśmy zacząć.
        Ale myslę, że należy ostrożniej z tymi oskarżeniami, że same na to pozwalamy,
        bo nie każdy ma taką twardą osobowość, wykształcone poczucie własnej wartości i
        wyćwiczoną asertywność. Wydaje mi się raczej, że takie kobiety są w
        mniejszości.
        Ja np. nienawidzę się wykłócać o swoje, egzekwować, zapierać się itp. A u mnie
        spokojnie się nie da, tylko wszystko na noże. Ale walczę, bo dzieci patrzą, a
        nie chcę, aby syn później tyranizował swoją żonę, a córka całe życie obierała
        ziemniaki.
        Ale z drugiej strony chcę mieć święty spokój w domu o dlatego kobiety maja
        gorzej - bo muszą się dobijać o swoje. To kosztuje.
        • triss_merigold6 Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 12:31
          Kwestia wyboru partnera - ma znaczenie.
          Lubię święty spokój, nie będę ukrywać ale jeszcze bardziej lubię swój komfort
          psychiczny. Mam trochę inaczej bo nie ustąpię w imię świętego spokoju.
          Zresztą relacje na przyszłość ustala się w ciągu kilku pierwszych miesięcy
          związku - na ile sobie pozwolisz tyle masz.
          • fiszerowa Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 12:38
            triss_merigold6 napisała:

            > Zresztą relacje na przyszłość ustala się w ciągu kilku pierwszych miesięcy
            > związku - na ile sobie pozwolisz tyle masz.

            Ano wlasnie! I jak to sie ma do Twojego apelu? Przeciez tutaj sa same mezatki,
            ktore pierwsze miesiace zwiazku juz dawno maja za soba wink. Dla wiekszosci z
            nich, model wypracowany na poczatku, jest jak najbardziej wlasciwy, a grzebanie
            w torebce traktuja jako troske wlasnie.
            • triss_merigold6 Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 12:45
              Ja też nie jestem w "nowym" związku tylko takim trwającym kilka lat.smile
              Ale pewne rzeczy zostały wyjaśnione na początku, kiedy się poznawaliśmy. Z
              zazdrośnikiem czy osobnikiem kontrolującym bym się nie związała po prostu.
              Kwestia doświadczenia i wyobraźni.
              Jesteś pewna, że większość jest zachwycona modelem relacji jaki ma w domu?
              To skąd skargi na zazdrość; męża wychodzenie z kolegami bez prawa do
              samodzielnych wypadów; narzekanie na uwiązanie w domu; na brak
              przestrzeni "tylko dla siebie"?
              Dla mnie grzebanie w moich rzeczach jest uwłaczające. To brak zaufania a nie
              troska.
              • fiszerowa Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 12:50
                Nie czytalam tamtego watku. Oparlam sie na Twoim przykladzie z tego watku.
                Jesli tak jest jak piszesz, no to apeluje: Dziewczyny nie dajcie! Zacznijcie od
                malych rzeczy i walczcie o swoja prywatnosc!

                A tak wogole Triss, to ja jestem po Twojej stronie wink
          • neospasmina widziały gały... 27.10.04, 12:38
            triss_merigold6 napisała:

            > Kwestia wyboru partnera - ma znaczenie.
            > relacje na przyszłość ustala się w ciągu kilku pierwszych miesięcy
            > związku - na ile sobie pozwolisz tyle masz.


            Jasne, że tak. Ale ludzie żenią się czasem (często!) z wielkiej, ślepej miłości
            (albo wpadki), która trwa jeszcze czas jakiś i wtedy nie ma walki, ale
            ustępowanie i hołubienie. Poza tym ludzie się też zmieniają (często - na
            niekorzyść). Poza tym niewiele młodych osób ma jakiekolwiek doświadczenie w tym
            względzie (w drugim związku jest się o niebo mądrzejszym, rozważniejszym i
            przemyślnym).
            Myśle, że warto myśleć, co i jak mozna zmieniać w tym układzie, który aktualnie
            jest na stanie smile zamiast wyrzucać sobie, że widziały gały... itd.
            I dlatego droga małych kroczków jest sensowna i wykonalna.
            Trzeba chcieć.
    • kubusala Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 12:16
      Triss problem nie dotyczy tylko kobiet: ilu jest mężczyzn, którzy muszą się
      tłumaczyc z każdej minuty spóxnienia, z każdej wydanej złotówki, z każdego nr.
      telefonu znalezionego w Jego kieszeni. Moim zdaniem w małzeństwie czy tez
      związku jesteśmy tak traktowani jak sobie na to pozwalamy.Jesli Twoja znajoma
      przekopywanie swojej torebki traktuje jako troskę O Jej zdrowie i dobrze Jej z
      tym to chwała jej za to, niech tak sobie myśli, dlczego ma to zmieniać skoro
      Jej z tym dobrze?
      Myślę,że za bardzo się czasami martwimy o innych, szczególnie o tych którzy tej
      troski nie potrzebują.
    • fiszerowa Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 12:18
      No cóż nie dla wszystkich czyjeś osobiste rzeczy są tak na prawdę osobiste.
      Mnie i mojemu mężowi nawet do głowy by nie przyszło zaglądać do nie swojego
      portfela, torby, komputera, odbierać telefon czy otwierać korespondencję. U nas
      nawet rachunki telefoniczne otwierane są przez adresatów.
      A jeśli chodzi o zachowanie prywatności, a właściwie jej braku, to znam
      przykład z drugiej strony.
      Kiedyś zadzwoniła komórka męża. Mąż w wannie, więc nie odbiera. Ale, że czekał
      na dość ważny telefon, więc mu go zanoszę. Dzwoni przyjaciel (widać na
      wyświetlaczu), mąż nie zdążył odebrać, ale prosi mnie żebym oddzwoniła. Więc ja
      biorę swój telefon i dzwonię. Człowiek był w SZOKU, że ja NIE ODEBRAŁAM
      telefonu męża tylko dzwonię ze swojego. Okazało się, że jego żona nagminnie
      odbiera jego telefon w tym również rozmowy służbowe! Na mój tekst o
      prywatności, zaczął się biedny tłumaczyć, że musi w takim razie ze swoją
      porozmawiać.

      Wracając do tematu. Prywatność musi być zachowana po obu stronach. My kobiety
      jesteśmy strasznie ciekawskie i wścibskie ;-(, i obawiam się, że my też musimy
      się nauczyć szacunku dla odrębności... nawet męża.

      pozdrawiam
      Fiszerowa
      • kubusala Fiszerowa 27.10.04, 12:22
        No odbieranie cudzego telefonu(nawet męża) jest juz dla mnie szczytem
        bezczelności i nieuprzejmosci i to głównie w stosunku do osoby dzwoniącej,
        przeciez dzwoni na komórke i traci pieniadze na rozmowe nie z tym z kim chciała.
        • fiszerowa Re: Fiszerowa 27.10.04, 12:24
          A widzisz, nie dla wszystkich, jak sie okazuje ;-(
          Ale w kwestii ciekawskich zon jestesmy zgodne wink))

          Fisza
        • burza4 Re: telefon 27.10.04, 13:03
          przyznaję bez bicia - zdarza mi się odebrać telefon męża (służbowy), kiedy on
          nie może podejść. Po prostu do szału mnie doprowadzają goście, którzy jak nikt
          nie odbiera dzwonią namolnie 15 razy pod rząd! dla normalnej osoby chyba
          powinno być logiczne, że jak ktoś nie odbiera to albo nie może, albo nie chce
          rozmawiać i wystarczy zostawić wiadomość na skrzynce? ale nie, skoro nie
          odbiera, to może za 14 razem odbierze... takim mało rozgarnietym mówię po
          prostu, że mąż oddzwoni ewentualnie że mogę coś przekazać.

          no i drugi powód - kwestie odległości w domu - u nas odbiera ten, kto jest
          bliżej telefonu, jeśli małż np. jest w piwnicy, to odbieram ja, bo on nie
          słyszy dzwonka.
          • fiszerowa Re: telefon 27.10.04, 13:31
            burza4 napisała:

            > przyznaję bez bicia - zdarza mi się odebrać telefon męża (służbowy), kiedy on
            > nie może podejść. Po prostu do szału mnie doprowadzają goście, którzy jak
            nikt
            > nie odbiera dzwonią namolnie 15 razy pod rząd! dla normalnej osoby chyba
            > powinno być logiczne, że jak ktoś nie odbiera to albo nie może, albo nie chce
            > rozmawiać i wystarczy zostawić wiadomość na skrzynce? ale nie, skoro nie
            > odbiera, to może za 14 razem odbierze... takim mało rozgarnietym mówię po
            > prostu, że mąż oddzwoni ewentualnie że mogę coś przekazać.
            >
            A dla mnie takie sytuacje sa nie do przyjecia! W jakim swietle stawialoby to
            mojego meza? Jesli przeszkadza dzwoniacy telefon to mozna go wylaczyc po
            prostu! I wtedy od razu bedzie wlaczala sie poczta.

            > no i drugi powód - kwestie odległości w domu - u nas odbiera ten, kto jest
            > bliżej telefonu, jeśli małż np. jest w piwnicy, to odbieram ja, bo on nie
            > słyszy dzwonka.

            W takiej sytuacji albo zanosze telefon mezowi, albo jak wroci mowie ze ktos
            dzwonil. NIGDY!!! nie odebralabym jego telefonu bez jego wiedzy!
            Ale jesli macie taki uklad... hmmm, no to Wasza sprawa...
            • burza4 Re: telefon 27.10.04, 14:03
              Telefonu z różnych względów nie wyłączamy prawie nigdy (no, chyba, że w kinie
              czy teatrze). Dlatego jak się trafi ktoś namolny to dzwoni i dzwoni....
              Normalnie jeśli identyfikuje mi się numer nieznany i dzwoni raz, to nie
              odbieram, jeśli ktoś dzwoni jak oszalały, to podnoszę i tyle,
              szczególnie "niezidentyfikowane". Ten numer jest podany jako kontakt w
              przypadku wypadków, włączenia alarmu, niewidząca babcia męża ma ten numer
              wklepany w pamięci swojego aparatu na wypadek, gdyby potrzebowała pomocy itp -
              więc nie ignoruję dzwonka.

              Kiedy widzę, że dzwoni ktoś znajomy a mąż jest daleko, to odbieram - z bardzo
              prostego powodu - zanim mu doniosę albo on zdaży podejść, włączyłaby się
              poczta, a ja nie widzę nic zdrożnego w zamienieniu kilku słów z przyjaciółmi.
              Tak się składa, że wszyscy mają numer komórki męza jako domyślny, a pozostałe
              numery do nas gdzieś głębiej wpisane, więc "do nas" też wszyscy dzwonią
              najczęściej na jego numer. Komórka jest u nas przedłużeniem numeru domowego,
              albo raczej - podstawowym numerem kontaktowym, bo zaledwie 1 na 20 telefonów od
              znajomych jest na telefon domowy.

              Oddzwanianie - cóż - jeśli widzę, że np. dzwonią z firmy, to wiem, że zanosi
              się na półgodzinną naradę telefoniczną, a potem znowu mąż będzie dopłacał
              kilkaset złotych za przekroczenie limitu. Więc wolę odebrać - jeśli kolega
              prezes jest na tyle uprzejmy, że zawraca mu głowę w sobotni wieczór, (bo w
              piątek ze względu na grę w golfa nie miał czasu zajrzeć do firmy a ciekawi go
              co słychać), to niech choć mąż nie dokłada do tego interesu finansowo, jeśli
              już ma wieczór spieprzony.

              No i rzeczywiście - to kwestia ustaleń między stronami. Nam to pasuje. Dla mnie
              równie oczywiste jest, że np. nie wypada dzwonić z byle służbową duperelą po
              godzinach pracy, albo w dni wolne, albo dzwonić co 2 minuty, jesli ktoś za
              pierwszym razem nie odbiera, ale cóż...
              • le_lutki Re: telefon 27.10.04, 14:42
                U nas telefon komorkowy (i sluzbowy) meza funkcjonuje tak naprawde jako JEDYNY.
                Co to oznacza - stacjonarny w domu dzwoni jedynie gdy: dzwonia rodzice zza
                granicy, albo jakas namolna reklama - czyli prawie nigdy.
                Wszyscy znajomi i rodzina uzywaja komorek i basta.
                W rezultacie w ciagu dnia swoje sluzbowe telefony maz odbiera sam, chyba ze
                mnie poprosi bo jest zajety. Wieczorem albo w przerwie obiadowej albo w week-
                end jesli dzwoni telefon to albo odbiera on albo ja - jesli meza nie ma - widze
                kto dzwoni i w zaleznosci od tego odbieram lub nie. Zreszta znam doskonale
                ludzi z jego obecnej (a mojej bylej) pracy i wg tego oceniam czy wazne czy
                nie. Albo mu wrzeszcze przez pol mieszkania co sie wyswietla a on mi
                odwrzaskuje - to odbierz! albo - nie odbieraj!
                Jesli nr niezydentyfikowany to najczesciej olewamy - jesli pilne to sie i tak
                nagra na sekretarke.
                Moja komorka dzwoni rzadko i wlasciwie tylko ja jej uzywam. Jedyny raz kiedy
                maz ja mial w rece to kiedy testowal cos na swojej nowej komorce i musial
                podzwonic smile Zreszta szlag go trafia bo mam nokie z polskim tekstem smile
                Ale mniejsza o to - mysle ze zareagowalby tak jak ja z jego telefonem, kiedy
                dzwoni. Po prostu taki mamy uklad i nam to nie wadzi ani troche.

                Poczta - coz zdarzylo mi sie, ze mnie ochrzanil, bo jak go nie bylo to nie
                otworzylam kopert adresowanych na jego nazwisko a to akurat bylo cos pilnego.
                Stwierdzil, ze nie ma raczej nic do ukrycia i nie widzi powodu, dla ktorego
                mialabym nie otwierac poczty pod jego nieobecnosc. Z tym, ze widzac (bez pudla)
                list od jego ojca np, adresowany do niego - nie otwieram nigdy.
                Wszystko kwestia wyczucia, ktore wynika z koegzystencji.

                Jedyny raz, kiedy moj maz szukal czegos w mojej torebce - tydzien temu kiedy
                wyjezdzal i szukal dodatkowej tubki pasty do zebow, ktora ja akurat mialam w
                pracy smile Poza tym jakos nie mial potrzeby nigdy no i nie lubi grzebac w babskim
                balaganie.
                Pozyczamy sobie co prawda czasem karty kredytowe.
                Zdarza sie, ze moje rozliczenia (na moja prosbe) maz wklepuje do komputera (bo
                ja nie znosze). I widzi co i na ile i kiedy wydalam wink

                A ja? Coz - zdarzylo mi sie zapytac o jakis rachunek z wyjazdu sluzbowego,
                jesli akurat wklepywal cos przy mnie - najczesciej, czy knajpa byla dobra smile
                Nigdy nie ma zadnych podtekstow (przynajmniej ja jestem nieswiadoma).
                Nie wyobrazam sobie przekopywania komorki mojego meza w poszukiwaniu
                podejrzanych polaczen (nie robilam tego nigdy, nawet kiedy byl jeszcze w stalym
                kontakcie ze swoja eks). Nigdy nie ponize sie do przeszukiwania kieszeni czy
                torby podroznej (a podrozuje czesto). Stracilabym szacunek do samej siebie.
                Oczywiscie moze sie zdarzyc, ze jak cos bedzie mialo sie okazac to sie okaze i
                bez przeszukiwania - ale ja przynajmniej nie strace dla siebie szacunku.

                Co mi sie podoba w naszym ukladzie, to to - ze to, co robimy wynika z naszych
                wspolnych ustalen a nie jest zalozone z gory (ze np on moze otwierac moje
                koperty bez pytania). Kiedy trzeba bylo - zapytal, albo ja mu powiedzialam i
                sprawa jest jasna - juz moze. Nie znioslabym gdyby bylo inaczej. Ja postepuje
                wg tych samych zasad.

                Pozdrawiam
        • burza4 Re: Fiszerowa 27.10.04, 16:41
          kubusala napisała:

          > No odbieranie cudzego telefonu(nawet męża) jest juz dla mnie szczytem
          > bezczelności i nieuprzejmosci i to głównie w stosunku do osoby dzwoniącej,
          > przeciez dzwoni na komórke i traci pieniadze na rozmowe nie z tym z kim
          chciała

          no to mamy skrajnie rózne podejściasmile)) - ja jako dzwoniący byłabym wdzięczna
          komukolwiek (nawet cioci Józi) za odebranie telefonu i informację, że dana
          osoba będzie dostępna za godzinę, dwa dni lub 3 tygodnie, bo np. jest na
          urlopie. Nie ma dla mnie nic gorszego jak zostawienie wiadomości i czekanie "w
          próżni" na oddzwonienie... po prostu nie wiadomo co robić, czy ten ktoś
          oddzwoni za pół godziny, czy np. leży w szpitalu po operacji wyrostka i trzeba
          szukać innego rozwiązania.

          Dlatego uważam, że z tą "bezczelnością" to akurat trafiłaś jak kulą w płot, bo
          uprzejmiej jest, jeśli odbiorę telefon i przekazę, że np. dziś mąż zapomniał
          komórki w domu i jest do złapania pod numerem.... lub że będzie dopiero za 3
          godziny i jesli to super pilne, to postaram się przekazać mu wiadomość
          wcześniej... notabene - na szkoleniach z obsługi klienta stali na podobnym
          stanowisku - że lepiej jak ktoś odbierze i okaże swoje zainteresowanie a nie
          zostawia klienta czekającego i bez żadnej informacji... a że odbiera żona, a
          nie sekretarka, to już akurat mniej istotne, grunt, że ten ktoś może sobie w
          międzyczasie jakoś inaczej zaprogramować działania, wiedząc na czym stoi...
          • fiszerowa Re: Fiszerowa 27.10.04, 20:05
            burza4 napisała:

            notabene - na szkoleniach z obsługi klienta stali na podobnym
            > stanowisku - że lepiej jak ktoś odbierze i okaże swoje zainteresowanie a nie
            > zostawia klienta czekającego i bez żadnej informacji... a że odbiera żona, a
            > nie sekretarka, to już akurat mniej istotne,

            Chyba to wszystko zalezy o jakim kliencie mowimy. Moj maz realizuje kontrakty o
            wartosci kilku milonow euro i wierz mi ze o operacji wyrostka informowalby
            swojego klienta lezac na stole operacyjnym wink. W przypadku braku kontaktu z
            moim mezem zawsze mozna zadzwonic do firmy. I o ile firma uzna ze to sprawa b.
            wazna zadzwonia do mnie. A ja nie odbieram telefonu meza, bo tak jak napisalam
            wczesniej, stawialoby go to w zlym swietle. A telefon dzwoni w najdziwniejszych
            porach, bo wspolpracownicy sa na roznych kontynentach.

            Kazdy ma swoje racje i jesli tylko dwoje ludzi sie do gaduje i jest im z tym
            dobrze, to nic nam do tego wink

            pozdrawiam
            Fiszerowa
            • burza4 Re: Fiszerowa 28.10.04, 13:04
              Kochana, ja tez realizowałam kontrakty o wartości kilku milionów eurosmile))- TYM
              BARDZIEJ uczono mnie, ze bezwzględnie klient musi mieć świadomość
              zainteresowania jego problemami, choćby od osoby która niewiele może pomóc
              merytorycznie - ale sam fakt, że nie pozostawia się go samemu sobie już go
              pozytywnie nastawia. Pracodawca oczekiwał od nas odbierania telefonów za
              nieobecnych kolegów - właśnie po to, żeby klient nie miał wrazenia, że jest
              pozostawiony sam sobie. I w drugą stronę - jako klienta do szału doprowadzało
              mnie czekanie aż ktoś oddzwoni - bo nie widziałam na czym stoję, a ten czas
              mogłabym zorganizować jakoś inaczej, bo np. jesli wiem, że gościa złapię
              dopiero o 16, to kombinuję inaczej, posiłkując się połowicznymi danymi.

              Nie rozumiem, dlaczego troska o interes klienta miałaby stawiać męża w złym
              świetle? w końcu nie wyskakuję z tekstem " wie pan, on nie może rozmawiać, bo
              akurat robi przepierkę, dziecko wymiotowało w nocy i trzeba było zmieniać
              pościel, rozumie pan, to trochę potrwa..." tylko udzielam związłej
              informacji "maz będzie osiągalny dopiero za 2 godziny, jesli jest to coś bardzo
              pilnego, to postaram się złapać go wcześniej"
              • fiszerowa Re: Fiszerowa 28.10.04, 13:55
                burza4 napisała:

                > Kochana, ja tez realizowałam kontrakty o wartości kilku milionów eurosmile))-
                TYM
                > BARDZIEJ uczono mnie, ze bezwzględnie klient musi mieć świadomość
                > zainteresowania jego problemami, choćby od osoby która niewiele może pomóc
                > merytorycznie - ale sam fakt, że nie pozostawia się go samemu sobie już go
                > pozytywnie nastawia. Pracodawca oczekiwał od nas odbierania telefonów za
                > nieobecnych kolegów - właśnie po to, żeby klient nie miał wrazenia, że jest
                > pozostawiony sam sobie. I w drugą stronę - jako klienta do szału doprowadzało
                > mnie czekanie aż ktoś oddzwoni - bo nie widziałam na czym stoję, a ten czas
                > mogłabym zorganizować jakoś inaczej, bo np. jesli wiem, że gościa złapię
                > dopiero o 16, to kombinuję inaczej, posiłkując się połowicznymi danymi.

                Kochana! Jesli tez realizowalas takie kontrakty wink)) to wiesz ze nie robi sie
                tego w pojedynke. Sa wspolpracowicy, przelozeni, asystentki. Jest firma po
                prostu. Nie ma potrzeby odbierac nie swojego telefonu, bo jesli komus zalezy na
                kontakcie to dzwoni po prostu do firmy. I tam juz go odpowiednio pokieruja. Ja
                pracuje od 13 lat w miedzynarodowej firmie audytoskiej i nigdy nikt nie odbiera
                czyjegos telefonu. Jesli klient nie moze sie do kogos dodzwonic na komorke to
                dzwoni do firmy a tam sekretarka stanie na glowie i skontaktuje zainteresowane
                osoby.

                > Nie rozumiem, dlaczego troska o interes klienta miałaby stawiać męża w złym
                > świetle? w końcu nie wyskakuję z tekstem " wie pan, on nie może rozmawiać, bo
                > akurat robi przepierkę, dziecko wymiotowało w nocy i trzeba było zmieniać
                > pościel, rozumie pan, to trochę potrwa..." tylko udzielam związłej
                > informacji "maz będzie osiągalny dopiero za 2 godziny, jesli jest to coś
                bardzo pilnego, to postaram się złapać go wcześniej"

                Nie wiem jak mam Cie przekonac. Dam przyklad. Znam czlowieka, ktory byl na
                rozmowie w sprawie pracy. Niestety wypadl "za dobrze" jak na to stanowisko,
                jednak przyszly pracodawca zapamietal go i mial zamiar zaproponowac mu inna
                prace. Oczywiscie ten czlowiek o tym nie wiedzial. I tu wkroczyla jego bardzo
                zaradna i przedsiebiorcza zona. Zadzwonila do tego pracodawcy z prosba o
                ponowne rozpatrzenie kandydatury jej meza. Komentarz byl nastepujacy: Co to za
                psychopata co napuszcza na mnie zone? Nie musze dodawac ze pracy juz nigdy mu
                nie zaproponowano.
                Przy okazji tej sprawy, szeroko w srodowisku mojego meza komentowane byly
                zachowania i angazowanie sie zon w prace mezow. I w efekcie tych komentarzy
                wiem, ze nie nalezy miedzy innymi dotykac sie do nie swojego telefonu. Dla
                faceta dzialajace w biznesie, nie ma nic gorszego od osmieszenia. Zostaje
                spalony w momencie. Gdybym odebrala telefon meza i przedstawila sie, ze mowi
                zona zostaloby to odebrane w jeden sposob: Co to za pantofel co pozwala aby
                zona odbierala jego telefon!
                No coz. Zona tego faceta byla swiecie przekonana o slusznosci swojego
                postepowania... podobnie jak Ty.
                • burza4 Re: Fiszerowa 28.10.04, 15:04
                  Cóz - widać co firma - to inna polityka. A co do kontraktów - to tez mają różny
                  charakter - u nas akurat były prowadzone indywidualnie, więc nikt inny nie
                  bardzo był w stanie pomóc, ale mógł i powinien - okazać zainteresowanie.
                  Współpracownicy i podwładni męża nie są decyzyjni, stąd rozmowa z kims innym
                  nie rozwiąże kwestii. Ponadto generalnie rozmawiamy o rozmowach po godzinach
                  pracy, więc siłą rzeczy kontakt przez biuro odpada, a jeśli już ktoś dzwoni po
                  godzinach pracy, to zazwyczaj oznacza to jakiś "pożar" (albo wyjątkowo
                  namolnego gościa).

                  A co do przykładu - cóż - całkowicie się z tobą zgadzam, że tego typu zagranie
                  odebrałabym to przegięcie; natomiast niezupełnie odnosi się to do mojej
                  sytuacji - gdyby mi ktoś udzielił konkretnej informacji - byłabym po prostu
                  wdzięczna, że SZANUJE mój czas i nie nie muszę go marnotrawić na oczekiwanie z
                  założonymi rękami.

                  Zresztą - robię to sporadycznie i SELEKTYWNIE. Odbiorę telefon od znajomego
                  (nawet prezesa), z którym znamy się jak łyse konie i od wieków jesteśmy
                  na "ty" - bo wiem, ze jak nie odbiorę komórki męża to zaraz zadzwoni na moją z
                  tym pytaniem "no co nie odbierasz jak dzwonię????". Odbiorę taki, który dzwoni
                  jak oszałały (bo mam podstawy przypuszczać, że coś wymaga natychmiastowej
                  interwencji, normalny człowiek zostawiłby wiadomość), wreszcie - nie dopytuję
                  się natrętnie, po co taki dzwoni; nie sprzedaję informacji, że wysłałam męza po
                  kapustę kiszoną na bazareksmile)) - mówię jedynie, kiedy mąz będzie dostępny i
                  pytam jedynie czy sprawa wymaga nadzwyczajnych działań w sensie wykopania małża
                  spod ziemi - jak fachowa asystentkasmile))

                  on ma ugruntowaną pozycję zawodową i nie obawia się ośmieszenia - żałosne
                  byłoby, gdyby jego pozycja zawodowa miała podupaść bo żona odbierze telefon i
                  udzieli RZECZOWEJ informacji (nie mylmy z wtrącaniem się w sprawy męża)- to dla
                  mnie oznacza, że tak naprawdę ta pozycja i tak była pośrednia. Posądzenia
                  o "pantoflarstwa" boją się tylko młodzi chłopcy... Tym bardziej, że nie raz
                  bywało, że moja "interwencja" była wysoce pożądana bo dzwoniący wylewnie
                  dziękował mi za pomoc. No a przede wszystkim - gdyby mąż miał coś przeciwko
                  temu, albo źle by to wygladało w jego gronie - to by mi powiedział.

                  ale zdaje się że ta dyskusja prowadzi donikąd, ty masz inną sytuację ja inną,
                  ty pracujesz w otoczeniu, które ma takie upodobania - w moim jest inaczej;
                  każda firma ma swoją kulturę organizacyjną, i to nie znaczy, że któraś jest
                  lepsza, po prostu każda dostosowuje się do potrzeb swoich klientów...
                  • fiszerowa Re: Fiszerowa 28.10.04, 20:09
                    burza4 napisała:

                    > Cóz - widać co firma - to inna polityka.

                    To prawda...

                    > on ma ugruntowaną pozycję zawodową i nie obawia się ośmieszenia - żałosne
                    > byłoby, gdyby jego pozycja zawodowa miała podupaść bo żona odbierze telefon i
                    > udzieli RZECZOWEJ informacji (nie mylmy z wtrącaniem się w sprawy męża)- to
                    dla mnie oznacza, że tak naprawdę ta pozycja i tak była pośrednia. Posądzenia
                    > o "pantoflarstwa" boją się tylko młodzi chłopcy...

                    Napisalam, ze wnioski wyciagnelam po dyskusji, ktora toczyla sie w srodowsku
                    mojego meza - wsrod dojrzalych, zonatych facetow o nieposledniej (chyba o taka
                    chodzilo wink) pozycji zawodowej... I nie chodzi o lek przed utrata pozycji
                    zawodowej, ale o niechec do przytoczonych zachowan, kpiny i usmiechy... Telefon
                    jest sluzbowy i zona zeby nie wiem jaka byla zaangazowana i kompetentna jest
                    zona. A sfere zawodowa od zycia rodzinnego nalezy oddzielac.

                    > ale zdaje się że ta dyskusja prowadzi donikąd,

                    Tyz prawda... Na szczescie nie tylko ja uwazam ze nie nalezy odbierac czyjejs
                    sluzbowej komorki (patrz posty ponizej), bo juz myslalam, ze jakas dziwna
                    jestem wink.
                • umasumak Re: Fiszerowa 02.11.04, 09:37
                  fiszerowa napisała:

                  > Kochana! Jesli tez realizowalas takie kontrakty wink)) to wiesz ze nie robi
                  sie
                  > tego w pojedynke.

                  Fisz smile). Nie zawsze tak jest. Mój pierwszy mąż, pracował kiedyś w
                  międzynarodowej firmie paliwowej w dziale reale state. Dział składał się z
                  kilku osób, z których każda miała przydzielony inny rejon Polski. Za zadanie
                  miały wyszukanie odpowiednich działek pod budowę stacji benzynowych, nawiązanie
                  kontaktu z ich właścicielami, oraz finalizownie tego zadania przez podpisanie
                  umowy kupna lub dzierżawy. Zapewniam Cię, że były to kontrakty wielomilionowe i
                  nie mieli do tego żadnych "posiłków". Działali w pojedynkę smile). Żadne z nich
                  nie orientowało się w tym co robił kolega mający na glowie inny rejon polski.


                  > Nie wiem jak mam Cie przekonac. Dam przyklad. Znam czlowieka, ktory byl na
                  > rozmowie w sprawie pracy. Niestety wypadl "za dobrze" jak na to stanowisko,
                  > jednak przyszly pracodawca zapamietal go i mial zamiar zaproponowac mu inna
                  > prace. Oczywiscie ten czlowiek o tym nie wiedzial. I tu wkroczyla jego bardzo
                  > zaradna i przedsiebiorcza zona. Zadzwonila do tego pracodawcy z prosba o
                  > ponowne rozpatrzenie kandydatury jej meza. Komentarz byl nastepujacy: Co to
                  za
                  > psychopata co napuszcza na mnie zone? Nie musze dodawac ze pracy juz nigdy mu
                  > nie zaproponowano.

                  No dobrze Fisz. Ale nie widzę związku. Czym innym jest odebranie telefonu
                  służbowego męża, a czym innym wydzwanianie do firmy i załatwianie za niego
                  spraw.


                  > Przy okazji tej sprawy, szeroko w srodowisku mojego meza komentowane byly
                  > zachowania i angazowanie sie zon w prace mezow. I w efekcie tych komentarzy
                  > wiem, ze nie nalezy miedzy innymi dotykac sie do nie swojego telefonu. Dla
                  > faceta dzialajace w biznesie, nie ma nic gorszego od osmieszenia. Zostaje
                  > spalony w momencie. Gdybym odebrala telefon meza i przedstawila sie, ze mowi
                  > zona zostaloby to odebrane w jeden sposob: Co to za pantofel co pozwala aby
                  > zona odbierala jego telefon!

                  Boszzzzz.... przecież to nie jest wyznacznikiem pantoflarstwa wink). Fisz nie
                  przesadzaj smile)
      • triss_merigold6 Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 12:35
        Wiesz, wydawało mi się, że poszanowanie prywatności powinno działać w obie
        strony... Mąż ma swój komputer, biurko, rzeczy osobiste - nie tykam bo to jego.
        Aż tak wścibska nie jestem. Nie robimy przed sobą jakichś wielkich tajemnic ale
        mamy sfery prywatności - jak dorośli ludzie.
        • fiszerowa Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 12:39
          Triss, daj spokoj wink))
          Pisalam "my kobiety" aby uogolnic. Przeciez sama tez taka nie jestem wink))
      • mama_szefusia Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 14:59
        No to na mnie się pewnie gromy posypią, bo my z mężem odbieramy sobie nawzajem
        telefony i nie bronimy dostępu do swoich toreb, teczek, emaili itp. Oczywiście
        nie oznacza to nalotów, kontroli, sledztw. Po prostu jesteśmy rodziną, nie mamy
        przed sobą tajemnic. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie, żeby mąż mi nagle
        powiedział, że coś tam (SMSy, emaile, znajomi) są jego prywatną sprawą i mi nic
        do tego. Tak samo nie mogę sobie wybrazić siebie mówiącej takie rzeczy do
        swojego męża.

        Oczywiście na babskie spotkania chodzę sama, a mąż na męskie piwka sam. Ale
        takich spotkań teraz kiedy mamy małe dziecko jest niedużo (parę w roku) na
        resztę chodzimy sobie razem często zabierając szefusia. Mąż zna moje koleżanki,
        a ja jego kolegów. Włanie tak jak napisała isma, bo lubimy się dzielić
        wartościowymi kontaktami.

        Jak dzwoni telefon a mąż jest daleko, na spacerze, w stajni, w kotłowni to
        odbieram i już. Tak samo jeśli ja zapomnę telefnu to mąż nie wygłupia się i po
        prostu odbiera. Zazwyczaj jesteśmy zorientowani w swoich wzajemnych obowiązkach
        więc nawet na służbowe tematy możemy udzielić informacji a przynajmniej możemy
        poinformować dzwoniącego dlaczego ktoś nie odbiera telefonu.

        Ja często zostawiam w torebce klucze, dokumenty od samochodu, jakies
        papierzyska i niech sobie mąż sam wyjmie jak mu potrzebne. Znowu u niego w
        teczce leży notes z telefonami, który często mi jest potrzebny i też sobie
        biorę. Żadnemu z nas nigdy nie przyszło do głowy rewidować sobie nawzajem toreb
        lub kieszeni ale nie są to strefy zakazane.

        Przez wiele miesięcy mieliśmy właściwie wspólny adres email, bo moja skrzynka
        była malutka i wolno chodziła i używaliśmy z wygody skrzynki męża. Teraz
        sytuacja się odwróciła, bo nie mamy dostępu do internetu w domu więc ja
        odbieram wszystkie wspólne maile i siłą rzeczy głównie moja skrzynka jest w
        użyciu (mężowi drukuję ważniejsze maile).

        Nasza wspólnota wynika z wygody i zaufania. Po prostu gdy dwoje ludzi żyje
        razem od lat to taki rozdwojony układ jest okropnie uciążliwy. Zastanawiam się
        też czy macie wspólne czy oddzielne konta bankowe? Był niedawno taki wątek i
        tez zdania były podzielone

        Pozdrawiam
        Ola mama Jasia
        • janowa Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 19:43
          mama_szefusia napisała:

          > Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie, żeby mąż mi nagle
          > powiedział, że coś tam (SMSy, emaile, znajomi) są jego prywatną sprawą i mi
          nic do tego. Tak samo nie mogę sobie wybrazić siebie mówiącej takie rzeczy do
          > swojego męża.

          Mnie sie wydaje, ze powinno byc odwrotnie - i tak bylo u nas. Jezeli nie
          przeszkadza mi, ze maz otwiera moje listy, czyta SMS-y czy e-maile - to wlasnie
          mu o tym mowie. U nas nikt nikomu nie mowil "nie otwieraj, to moje", takie
          zasady po prostu wynieslismy z domu. Listow do mojej mamy tez nigdy nie
          otwieralam, ani ona moich, a tez nie mialysmy przed soba tajemnic.

          Pozdrawiam,
          D.


          ---
          "Tylko niewielu ludzi, którzy cierpią na kaszel, idzie do lekarza. Większość
          idzie do teatru."
          Alec Guiness
          • fiszerowa Janowa ;-) 27.10.04, 20:20
            Ja to chyba Twoim klonem jestem wink)) Niemal zawsze moge sie podpisac pod tym
            co Ty napiszesz wink))

            pozdrawiam
            i poglaszcz ode mnie brzuch

            Fiszerowa
            • janowa Re: Janowa ;-) 28.10.04, 09:08
              smile)))) Fajnie wiedziec, ze sie nie jest osamotnionym swiatopogladowo smile
              Ostatnio musze sie powstrzymywac od glaskania, bo strrrrasznie swedzi! Ale dla
              cioci Fiszerowej zrobie wyjatek smile

              Milion pozdroowek,
              D.
              ---
              "Tylko niewielu ludzi, którzy cierpią na kaszel, idzie do lekarza. Większość
              idzie do teatru."
              Alec Guiness
      • iwonaw2 Re: Zacznijmy od małych rzeczy 28.10.04, 13:04
        Widzisz, to ja chyba jakas inna jestem, bo i owszem ciekawi mnie, ale jestem
        często BARDZO taktowana i nie pytam o nic i jestem wręcz posądzana o brak
        zainteresowania - np. przez mojego męża. Listów do niego z banku nie otwieram,
        ale wspólne rachunki typu telefon, czynsz jak najbardziej. Są to nasze wspólne
        sprawy.
        Kolejna rzecz: portfel. Mąż rano śpi kiedy ja wychodzę. Czasem potrzebuję
        jakichś moniaków i mam go budzic, żeby dał mi 2 zł? Biorę sama. Ale nie jest to
        przeglądanie z wścibstwa.
        Kiedyś zapomniałał, idąc do sklepu, służbowej komórki, a czekał na ważny
        telefon, więc odebrałam. I nie uważam, że to coś złego. Dla mnie służbowe
        sprawy są niejako bardziej oficjalne więc jeśli będzie chciał coś ukryć to ma
        masę innych możliwości.
        Kieszeni mu nie przeglądam, szuflady i komórek też nie. Ale takie nie
        zaglądanie na siłę uważam za przesadzone.
        Ja również nie mam nic przeciwko jak bierze ode mnie kartę bankomatową (tak,
        jak wycofuje kasę z mojego konta) czy kasę. Gdyby natomiast podsłuchiwał moje
        rozmowy telefoniczne czy przeglądał sms-y to bym się wkurzyła. Ale ja też tego
        nie robię.


        Pozdrawiam

        Iwona
    • mama_ewa25 Re: Właśnie, co facetom wolno a kobietom NIE! 27.10.04, 12:50
      Romans
      Facet "Oj tam nic się nie stało, mały skok w bok, faceci tacy są..."
      Kobieta "Jak ona mogła, a to dzi....a, przecież ma rodzinę"

      Związek z młodszym parterem
      Facet "E to normalne,że facet chce związać się z młodszą, kryzys wieku itp"
      Kobieta "Co ona wyrabia,wstydu nie ma!"

      Związek ze starszym parterem
      Facet "Widocznie się kochają, jak on ją kocha - mimo że młodszy"
      Kobieta "Pewnie poleciała na kasę"

      Dbanie o siebie, siłownia, fryzjer, solarium dla 40-50 latków
      Facet "Noo to dobrze że o siebie dba, taki zadbany , przystojny mężczyna"
      Kobieta" By się wstydziła, nastolatkę chce z siebie zrobić stara baba!"

      Niezadbanie
      Facet "No tak nie ma kobiety ktora by o niego zadbala"
      Kobieta " Ale fleja"

      Zdrada - patrz Romans.

      Dużo pracuje
      Facet " Męzyczna tak musi"
      Kobieta "A to pracoholicznka, zaniedbuje dom!"

      Itp, itd.


      W torebkę i telefon nie daję zaglądać!

      • mama_ewa25 Re: dalej... 27.10.04, 12:53
        Duża liczba partnerów seksualnych
        Facet " Facet musi się wyszumieć"
        Kobieta "A to dziw...a, du...dajka"

        Upicie się
        Facet "Męzyczyzna od czasu do czasu musi sobie wypić"
        Kobieta " Jak ona sie nie wstydzi! A to pijaczka"
        • mik5 Re: dalej... 27.10.04, 13:07
          wiesz, akurat w tych dziedzinach to nie chciałabym z facetami konkurowac, z
          innymi kobietami równiez nie
          • mama_ewa25 Re: dalej... 27.10.04, 13:09
            Ale ja nie pisałam o konkurowaniu. Nie o to tu chodzi.
            Pisałam że tak większość rzeczy uchodzi facetom na sucho, te powyższe to tylko
            małe przykłady.
            • mik5 Re: dalej... 27.10.04, 13:18
              To, co niewłaściwe nikomu nie powinno uchodzic na sucho, niezaleznie od płci, i
              to właśnie chciałam podkreslić; zeby kobiety nie "równały w dół", jesli chodzi
              o "równouprawnienie", tzn. nie zaczeły przejmować złych zachowań.
              • mama_ewa25 Re: dalej... 27.10.04, 13:27
                Nie zrozumiałaś mnie mik!
                Chciałam tylko przedstawić myślenie większości społeczeństwa.
                To fakt i prawda że więcej potknięć i wysoków facetom uchodzi na sucho,
                kobietom już nie.
                Nikomu nie każę się równac, a podałam przykłady złych zachowań bo przecież
                dobre nie muszą nikomu uchodzić na sucho, prawda?
                Więc te negatywne były tu bardzo wskazane,a błędy popełnia z nas każdy.
                • mik5 Re: dalej... 27.10.04, 13:40
                  Wymieniałaś i pozytywne zachowania (dbanie o siebie) i negatywne, i neutralne
                  (związek ze starszym czy młodszym partnerem). Trochę to dla mnie dziwne domagac
                  się zeby można było robic źle i żeby inni temu pobłazali, bo niektórym
                  pobłażają. Ale zgadzam się, ze tak jest jak piszesz.
                  • mama_ewa25 Re: dalej... 27.10.04, 13:44
                    Mik podam Ci przykład.
                    Zdrada jest zła. Ale ja zdradziłam i domagałabym się takiego samego
                    potraktowania mnie jak traktowani są męzczyzni gdy zdradzą.
                    Wiadomo że kobieta jest gorzej oceniana, bo albo jest czyjąś kochanką
                    rozbijającą rodzinę, albo jako mężatka lub osoba w wolnym zwiazku zdradza męża,
                    rozbija swoja rodzinę, "co z niej za matka, co z niej za żona"...
                    (ja sama tak myślałam kiedyś!!!)I tak o zdradzających kobietach gorzej sie mówi
                    niż o zdradzających mężczyznach.
                    Ja nie chcę się równać "do dołu". Poparzyłam na to ze swojej perspektywy.
                    Czy to negatywne czy pozytyne kobietom zawsze gorzej...
                    • mik5 Re: dalej... 27.10.04, 13:47
                      Ale może to mężczyzn należałoby traktowac równie ostro i piętnowac tak jak
                      kobiety w takich sytuacjach, a nie na odwrót!
                      • mama_ewa25 Re: dalej... 27.10.04, 13:54
                        Oczywiście jestem ZA. Tylko jakoś to w życiu się układa że to kobiety więcej
                        wybaczają, próbują ratować zwiazek, przymykają oczy i tak widzisz...błędne
                        koło.
      • janowa Re: Właśnie, co facetom wolno a kobietom NIE! 27.10.04, 13:24
        Slyszy sie takie rzeczy czasem, to prawda.
        Wazne jest jednak OD KOGO SIE SLYSZY smile Ano z reguly od sasiadek, kolezanek w
        pracy itp., ktore 1) same maja gorzej, 2) nudza sie, 3) moga sobie poprawic
        samopoczucie tylko przywalajac innej kobiecie.

        Czy naprawde nalezy sie tym przejmowac? Czy tym osobom zalezy, zeby Tobie bylo
        dobrze? Wrecz przeciwnie.

        Poza tym, jak juz mik5 powiedziala, to sa zachowania, ktore nie powinny miec
        miejsca z ZADNEJ strony w zdrowym zwiazku dwojga kochajacych sie ludzi.

        Pozdrawiam,
        D.
        ---
        "Tylko niewielu ludzi, którzy cierpią na kaszel, idzie do lekarza. Większość
        idzie do teatru."
        Alec Guiness
        • mama_ewa25 Re: Właśnie, co facetom wolno a kobietom NIE! 27.10.04, 13:36
          Sąsiadek? Koleżanek?Nie tylko...Takie rzeczy słyszalam od osób ktorych bym
          nigdy nie posądziła o takie myślenie, no i od...FACETÓW.

          Ja sama myslałam o kobietach które zmieniają partnerów coś w stylu "ale się
          szanują...heh" dopóki sama nie zaczęłam bo tak mi wyszlo w życiu.
          A także potępialam zdradzające kobiety póki sama nie zdradziłam...coś w tym
          jednak jest.
          • janowa Re: Właśnie, co facetom wolno a kobietom NIE! 27.10.04, 14:13
            Podtrzymuje co powiedzialam - stereotypom mowie nie.
            Jezeli ktos naprawde chce ze mna porozmawiac o problemie, wysluchac i doradzic
            to super. A jak chodzi tylko o to, zeby mi dowalic to po co ja mam sie
            przejmowac? Wiem, ze to czasem nielatwe, ale to tez pozwala zweryfikowac grono
            prawdziwie zyczliwych osob.

            A ze prostackie myslenie nie jest domena zadnej plci to dla mnie nie nowosc smile

            ---
            "Tylko niewielu ludzi, którzy cierpią na kaszel, idzie do lekarza. Większość
            idzie do teatru."
            Alec Guiness
    • milarka Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 13:08
      Triss, popieram

      dbajmy o to, żeby nasze relacje z mężem/niemężem były partnerskie i opierały
      się na szacunku i zaufaniu (w obie strony),

      dbajmy o to, żeby nasze dzieci - córki i synowie byli wychowywanie podobnie, a
      nie na zasadzie - że córka pomaga w kuchni, a synek w garażu, dajmy szansę
      dzieciom poznać smak wszelkich zajęć i pomocy przy różnych czynnościach, a
      przede wszystkim dawajmy dzieciom dobry przykład związku partnerskiego

      dbajmy o to, żeby nie oceniać ludzi wg stereotypów (czyli wg tego co napisała
      mama_ewa25)

      dążmy małymi kroczkami do celu
      • ewa2233 U nas jest nienormalnie? 27.10.04, 13:34
        1. Z racji tego, że to ja mam dostęp do internetu - sprawdzam wszystkie
        skrzynki (swoje i męża) a wiadomości dla Niego np. zgrywam na CD, by przekazać.
        Gdy nie sprawdzę którejś, prosi by nie zapomnieć sprawdzić na następny dzień.
        Gdy ja byłam "odcięta" od internetu - skrzynki sprawdzał mąż.
        2. SMSy odbieramy sami w swoich komórkach, ale zwykle czytamy na głos,
        bo są w sprawach "nas" dotyczących. Albo, tak po prostu, mówimy kto napisał
        (bez wcześniejszych "umów", że tak MA BYĆ).
        Cóż znowu za tajemnica może być w SMSie?
        - Jest spotkanie klubu jutro o 18
        (i tak się dowiem, bo będzie wychodził),
        - ERA napisała, że mogę wygrać wycieczkę do Głuchej Dolnej
        (i tak się dowiem, bo pojedziemy tam razem - wszak to nagroda dla 2 osóbsmile
        3. Komórki odbieramy każdy swoją, lecz gdy dzwoni, a właściciel jest dalej,
        zwykle krzyczy: "odbierz !!!"
        4. Torebka = moja własność.
        Zwykle gdy proszę o podanie mi czegoś z torebki, mąż mi ją "całą" przynosi
        (no, cóż - zdecydowanie ŁATWIEJ MI będzie coś w niej ZNALEŹĆ smile
        5. Listy "zwykłe" otwiera adresat.

        Wszystko, co napisałam działa w sposób naturalny.
        Tą barierę, "której przekroczyć nie wolno" smile po prostu wyczuwamy przez skórę.
        • jagienkaa Re: U nas jest nienormalnie? 27.10.04, 14:02
          kurczę u mnie jest podobnie jak u Ewy z tym że mąż ma utrudnioną sprawę bo tak
          dobrze nie mówi po polskusmile
          nie mam żadnych tajemnic przed mężem ani on przede mną, żadne z nas się nie
          wdryga gdy jedno drugiemu zagląda w komórkę czy w pocztę lub email (mąż dostaje
          często pocztę na moje konto). Dzięki temu mam zaufanie do męża i wiem że
          niczego przede mną nie ukrywa. Gdy przychodzi sms przeważnie czytam go mężowi i
          tak i tak i odwrotnie...
          i dokładnie tak jak napisała Ewa, u nas też granica jest naturalna, mamy
          podobne charaktery i te same rzeczy uznajemy za oczywiste (no może poza tym kto
          płaci za parkingwink)
          • janowa Re: U nas jest nienormalnie? 27.10.04, 14:17
            jagienkaa napisała:

            > żadne z nas się nie wdryga gdy jedno drugiemu zagląda w komórkę czy w pocztę
            > lub email (mąż dostaje często pocztę na moje konto). Dzięki temu mam zaufanie
            > do męża i wiem że niczego przede mną nie ukrywa.

            Ja mam zaufanie do meza bez sprawdzania jego poczty i nie dlatego wiem, ze nic
            nie ukrywa. Zasada "ufaj, ale sprawdzaj" zawsze byla mi wstretna.
            Absolutnie nie twierdze, ze u was tak jest - jezeli oboje jestescie happy to OK.
            Ale twoje stwierdzenie, ze "dzieki temu" masz zaufanie troche mnie uderzylo.
            Zreszta, kont mailowych mozna miec wiecej niz jedno...

            ---
            "Tylko niewielu ludzi, którzy cierpią na kaszel, idzie do lekarza. Większość
            idzie do teatru."
            Alec Guiness
            • ewa2233 Hola! Hola! 27.10.04, 14:30
              Nasze zachowanie nie wynika z ograniczonego zaufania.
              Po prostu nasz świat jest "łatwiejszy", bez takich ograniczeń.
              A mnie osobiście najbardziej razi (poza "moja kochanka" smile
              - "moje konto", (bo np. JA więcej zarabiam) O!
              • janowa Re: Hola! Hola! 27.10.04, 14:45
                To fajnie smile
                Mnie chodzilo tylko o to "dzieki temu"...

                Co do konta, to tez zalezy co na to drugi partner i co sie dzieje w sytuacjach
                kryzysowych - wiadomo raz na wozie, raz pod wozem. Jezeli w kryzysie druga
                strona mowi "od mojego konta wara" to jest zle. Ale poza tym nie widze w tym nic
                zlego.

                Nie wazne tak naprawde jak inni maja w domu, wazne z czym nam jest dobrze i zeby
                oboje partnerzy mieli takie same poglady na te sprawe smile Ale 100% zaufanie jest
                dla mnie jednym z filarow, bez ktorych zwiazek nie ma sensu...

                Pozdrawiam,
                D.
                ---
                "Tylko niewielu ludzi, którzy cierpią na kaszel, idzie do lekarza. Większość
                idzie do teatru."
                Alec Guiness
                • jagienkaa Re: Hola! Hola! 27.10.04, 16:28
                  no ale ja tak myślę, nic na to nie poradzę.
                  To że mój mąż nie ma żadnych tajemnic przede mną (i odwrotnie) i nie ma nic
                  przeciwko temu żebym np mu zaglądnęła do komórki to tylko daje mi większe
                  poczucie zaufania! Tak jak napisałam - mamy to samo nastawienie z mężem do tego.
                  Nie wyobrażam sobie że mój mąż by mi powiedział nie zaglądaj mi do komórki,
                  wtedy zaczęłabym go podejrzewać! i pomyślałabym że nie ma do mnie zaufania...
              • iwonaw2 Re: Hola! Hola! 28.10.04, 14:30
                A my mamy osobne konta, bo:
                1. mnie nie podoba się jego bank i na odwrót,
                2. zaciągnął, jako kawaler, spory kredyt w banku - ma debet na kilka tysięcy -
                i ja z tym kontem nie chcę mieć nic wspólnego.

                Nie jest to bynajmniej kwestia ukrywania zarobków czy dysponowania tylko swoimi
                pieniędzmi.

                Pozdrawiam

                Iwona

                Pozdrawiam

                Iwona
    • melka_x Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 13:19
      Sprawę grzebania w torebce, telefonie zostawiam, bo to dla mnie rzecz
      oczywista, że tego się nie robi. Zastanawia mnie co innego, jednak tak trudno
      się uwolnić od stereotypów. Sama zostałam wychowana w rodzinie, gdzie nie było
      podziału na obowiązki kobiece i męskie. Ojciec mnie kąpał, przewijał, robił
      pranie, odkurzał etc. Nigdy nie usłyszałam od rodziców, że czegoś mi nie
      wypada, bo jestem dziewczynką. I co? I też się łapię na przedziwnych
      odczuciach. Przykład nr 1 - wchodzę do brudnego mieszkania znajomych, pierwsza
      moja myśl, ojej jak ona mogła je tak zapuścić. I dopiero po chwili dociera do
      mnie, że przecież OBOJE je zapuścili. Przykład nr 2 - gdy usłyszałam, że w
      czasach gdy mój mąż i jego brat byli dziećmi często w domu zamiast obiadu można
      było tylko sobie wziąć z lodówki kawał kiełbasy, że do szkoły nie dostawali -
      jak dla mnie- żelaznego kompletu kanapka + jabłko/pomidor, tylko pieniądze na
      drożdzówki zaczęłam się zastanawiać, jak ta moja teściowa tak mogła. No właśnie
      a dlaczego właściwie teściowa, a nie teściowie (pracowali oboje, gdyby ona nie
      pracowała zawodowo to co innego). Potraficie mi to wyjaśnić?smileBo te odczucia
      nie mają nic wspólnego z wzorcami wyniesionymi z domu, więc co u licha?
      • neospasmina wzorce 27.10.04, 13:26
        Jak nie z domu, to z tzw. ulicy.
        wzorce dopadaja nas wszędzie i trudno się od nich uwolnić...
        ostatnio sama się tłumaczyłam, że zatrudniłam nianię, żebym mogła pracować (że
        mąż pracuje to oczywiste, jemu niania nie jest potrzebna)
        A niby taka wyemancypowana jestem, qrcze...
      • isma Re: Zacznijmy od małych rzeczy 28.10.04, 08:17
        Melka, bingo.
        Ja jestem jedynaczka, wiec oczywiste, ze musialam sie nauczyc i robic powidla,
        i reperowac krany wink)). Oboje rodzice pracowali zawodowo, domem zajmowala sie
        babcia. Wiec niby z domu tez stereotypu nie wynioslam.

        W naszej rodzinie jest tak, ze to ja pracuje zawodowo, plus sie forsownie
        udzielam spolecznie, a maz zajmuje sie corka i domem. Robi zakupy, placi
        rachunki, gotuje. Ale sprzatac, to specjalnie nie lubi. Owszem, gary, podloge
        czy okna umyje, ale do idealu to naszemu mieszkaniu daleko.
        Oboje, przyznaje, jestesmy balaganiarzami, moze ja troche wiekszym, bo mam
        troche wiecej papierow tudziez ciuchow wink)).

        A i tak moja Mama, jak nas przelotnie odwiedza (nie od wielkiego dzwonu, tylko
        ot, tak - rodzice mieszkaja kilka domow dalej), mowi do mnie: jak tobie moze
        ten balagan nie przeszkadzac? Mnie, a nie NAM (juz nie mowie, zeby apelowala o
        porzadek do meza, ale zeby chociaz do nas obojga!).

        Mnie sie wydaje, ze to jest tak, ze o ile juz - nawet w pokoleniu naszych
        rodzicow - funkcjonuje spoleczne przyzwolenie na to, ze kobieta wykonuje
        obowiazki i prace meskie, to ono nie dziala w druga strone: nadal sie uwaza
        prace domowe za domene kobiet ;-(((.
    • jasiowa_mama Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 13:56
      Czytając ten post oprócz mój notes,moje biurko,moja komórka ciśnie mi sie na
      usta słowo mój kochanek,moja kochankasmile
      Jak już zdążylismy sie w zyciu nauczyć zdania sa różne-więc może u mnie jest
      nienormalnie-ale mi z tym dobrze.Mamy swoje rzeczy,które traktuję jak
      nasze,mamy telefony,które jak nie możemy odebrać odbiera drugie z nas.Mamy swój
      swiat ,który jest naszym światem.Mamy swoje sprawy o których sobie opowiadamy i
      to sprawia,że czujemy się razem,że się znamy,przyjażnimy.Nie będe na siłę robić
      lub mieć czegoś -MOJEGO i tylko mojego-aaaa przepraszam mam,mam MOJEGO i tylko
      MOJEGO męża-bo dziecko tez jest wspólne.Pozdrawiam
    • mik5 Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 14:10
      Może i z drobiazgów składa się życie, ale dla mnie podstawa niezależności
      kobiety to niezalezność finansowa. Czy to się da? Nie wiem ,ale chyba tak,
      niektóre muszą. Druga sprawa to niezależność emocjonalna, że nie muszę byc na
      nikim "uwieszona", tylko być z nim z swojej i JEGO NIEPRZYMUSZONEJ woli. Może
      nawet to drugie wazniejsze niż pierwsze, ale pierwsze konieczne do życia.
    • tynia3 Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 14:12
      Popieram, a jakże.
      Mój mąż nie szpera w moich rzeczach, ani ja w jego.
      To sprawa zarówno zaufania, jak i honoru.

      pzdr
      • l.e.a Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 14:36
        w naszym małżeństwie nie ma moje - jest nasze, wspólne i z tym nam dobrze ....
        kiedy nie moge odebrac telefonu - odbiera mąż i odwrotnie i dla mnie jest to
        jak najbardziej normalne ... jezeli chodzi o torebkę, to nie widze powodu aby w
        niej grzebać, bo co ma wniej znaleźć: portfel? chusteczkę ? klucze ? nic innego
        w niej nie noszę ... znajomych mamy współnych, ja mam więcej znajomych w necie-
        mój mąż wie o nich ...
    • triss_merigold6 Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 15:03
    • triss_merigold6 O rany, kobiety... 27.10.04, 15:11
      Nie twierdzę, że istnieje jeden model idealny dla wszystkich par.smile Pewnie, że
      nie istnieje bo ludzie są różni i to co jednego doprowadza do pasji dla
      innego/innej jest normalne i naturalne.
      Ja akurat mam dużą potrzebę autonomii i prywatności (osobne konta też są grane)
      co nie oznacza, że robię z własnego - dość banalnego w tym momencie - życia
      jakąś mroczną tajemnicę przed mężem.
      Powody są dość proste: ex- związek z zazdrośnikiem (raz na zawsze leczy);
      długie mieszkanie samej i samotnicze przyzwyczajenia; niezależność; wrodzony
      egoizm.

      Chodzi mi generalnie o pewien społeczny stereotyp, który dużo większe prawo do
      autonomii, wolnego czasu, własnego hobby czy własnych znajomych - daje
      mężczyźnie a kobiecie na pierwszym miejscu każe stawiać tzw. "dobro rodziny"
      czyli rezygnować ze swojej przestrzeni i potrzeb.
      • dotima Re: O rany, kobiety... 27.10.04, 15:53
        Triss, zgadzam sie z tobą w 100%, ze taki podział na "co wolno kobiecie, a co
        mężczyźnie" nie powinien mieć racji bytu. Ja wychowałam się w rodzinie, gdzie
        jedynym wzorcem był wzorzec "kobiecy", w rodzinie od 3 pokoleń były same baby
        (prababcia 3- krotna wdowa, babcia i mama rozwiedzione, mam tylko siostrę),
        mieszkałyśmy pod jednym dachem pare ładnych lat i ... kobiety, które mnie
        otaczały na pewno nie były "stereotypowe", bo musiały być niezależne, zaradne,
        nie było podziału obowiązków na damskie i męskie. I na dobre mi to wyszło, bo
        nie nasiąknęłam jakimiś uprzedzeniami i szukałam faceta, z którym mogłam
        stworzyć partnerski związek, w którym oboje mamy takie same prawa do czasu
        wolnego itd. Nie było łatwo, bo choć mój mąż był za - jego ojciec
        tradycjonalista, który spłodził trójkę dzieci (w tym jednego synka), kręcił
        nosem na to, że ja "nie zachowuję się jak kobiecie przystało" tzn. nie siedzę w
        kuchni, potrafię wyegzekwować od męża pomoc w pracach domowych, wychodzę na
        piwko równie często jak on (osobne wyjścia ze znajomymi z pracy są
        sporadyczne). Mój teść do dzisiaj potrafi np. otworzyć piwko i ostentacyjnie
        pominąć mnie przy częstowaniu tymże, lubi zarządzić, że np. panowie udają się
        do garażu, a panie powinny w tym czasie zajrzeć do kuchni, ale już chyba
        pogodził się, że ja i jego syn żyjemy jak żyjemy... A przykłady na to, że
        niektóre kobiety "wciąż się dają" mozna by mnożyć. Podobne scysje na temat np.
        palenia, o czym pisałaś na początku to normalka wśród naszych wspólnych
        znajomych, dla których też jest dziwne, że "skoro urodziło MI się dziecko, nie
        siedzę w domu, gdy np. mąż wychodzi do pubu". Oni tak właśnie żyją, a skoro my
        widzimy to inaczej, to "mój mąż jest pantoflarzem". Dziewczyny zróbmy coś z tym
        światopoglądem!
    • umargos Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 16:39
      My wypracowalismy sobie zasady dawno temu... nie grzebiemy w osobistych
      papierach, plecakach, portfelach, telefonach bez pozwolenia lub wręcz polecenia
      (typu poszukaj w moim plecaku tam musi być). Każde może odebrać mailową pocztę
      drugiej osoby, bo znamy swoje hasła, ale robimy to na wyraźną prośbę, kazde
      może pogrzebać w archiwum gadu, na życzenie, jeżeli jest ciekaw co tam i do
      kogo wypisujemy, proszę bardzo. Ustaliliśmy też, że korespondencję, nazwijmy
      służbową (rachunki, urzędowe pisma i inne), otwieramy bez względu na to kto
      jest adresatem, zaś korespondencja prywatna, jest prywatna. Telefony komórkowe,
      jeżeli właściciel akurat nie może odebrać albo zachodzi niebezpieczeństwo, że
      nie zdążymy donieść telefonu, też odbieramy. No i na tej linii akurat, czyli
      szanowania granic prywatności, nigdy nie zdarzyły nam się nam sie żadne tarcia.
      Nawet kwestia mojego palenia, choć nie popierana przez męża, nigdy nie była
      rozwiązywana przez przeszukiwanie mojego plecaka, torebki...
      Pozdrawiam
      Ula
    • weronikarb Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 20:42
      Uprzedzam ze nie czytalam wszystkich wątków być może się powtórzę smile
      Ośmielę sie powiedzieć iż nie wszyscy pragną odrobiny prywatności.
      Ja mam pojęcie małżaństwa takie iz dzielimy sie wszystkim i niemamy żadnych
      tajemnic.
      Czyli on może moją a ja jego otworzyć korespondencję - czego nie robię mąż
      natomiast tak, z czystej ciekawości a nie chęci sprawdzania.
      Torebki mi nie przeszukuje, choć zagląda, bo sprawdza czy mam jakieś pieniądze
      w portfelu i ewentualnie wkłada - bo ja rzadko to robię smile
      Komórkę też przegląda śmiejąc się że szuka kochanków - choć dawno tego nie
      robił - chyba niema czasu.
      Smsy i telefony do mnie odbiera jak ja niemoge i na odwrot, ale jak jestem to
      mi przynosi abym odebrala i na odwrot.
      Fakt on częściej wychodzi z domu, ale ja poprostu niemam z kim oprocz niego, a
      pozatym niechce mnie sie, jestem typem domownika.
      Swoje hobby (moje książki jego sport) rozzdzielamy bo nie potrafimy sie
      zgodzic, ale staramy sie to robic w czasie wolnym i gdy niema drugiej połówki
      (jest w pracy)
      Uklada nam sie wspaniale (choc sa i scysje) i zadna ze stron nie czuje sie jak
      w klatce.
      Myślę że trzeba się i pod tym wzgledem dobrać, gdyż wiem że ja męża bym nie
      zmienila ani on mnie, jesteśmy dla siebie jak dwie otwarte ksiegi gdzie niema
      juz miejsca na prywatnośc tylko na wspólne iście przez życie
    • jojo_z_jajem Re: Zacznijmy od małych rzeczy 27.10.04, 23:33
      Z malych rzeczy od 20 lat wspolnego pozycia NIGDY nie zagladamy sobie do
      torebek (no mojej bo maz takowej nie posiada)
      komorek, listow, maili.
      Jesli maz chce dowod rejestracyny mojego samochodu to prosi,
      mowie "jest w torebce" on "nie bede Ci grzebal- znajdz prosze".
      Ma racje. Nie odbieramy "nie swoich komorek".
      Nie widze powodu zeby mniej szanowac wlasnego meza/zone w kwestii prywatnosci
      niz obca osobe.
      To samo w stosunku do dzieci.
      Pukam jesli wchodze do lazienki gdzie 12 latka od godziny sie pacykuje przed
      szkolna dyskoteka (moimi kosmetykami O ZGROZO!!!).
      Starsza corka zawsze puka jesli wchodzi do nas do sypialni.
      Mlodsza 4-latka potrzebuje na to jeszcze czasu.
      Dlaczego mniej szanujecie wlasna rodzine niz obcych w kwesii prywatnosci?
      • umargos Re: Zacznijmy od małych rzeczy 28.10.04, 00:18
        Hmm...mieszkanie mamy niewielkie, ale tez nie malutkie, ale jeżeli ktoś siedzi
        za zamknietymi drzwiami standardem jest, że do tych drzwi się puka....robimy to
        my i robi to mała....i jest to dla mnie absolutnie normalne. Jezeli mąż akurat
        miał potrzebę zamknąć się sypialni, to zanim wejdę, pukam, żeby go uprzedzić i
        uzyskać zgodę na przerwanie samotności. On zachowuje się tak samo....a że w
        domu mamy mało drzwi, to fakt zamkniecia jest znaczący, co jest pewnym
        ułatwieniem ;o))))))))))))
      • le_lutki Re: Zacznijmy od małych rzeczy 28.10.04, 14:04
        Bron Boze mniej - INACZEJ. I za obopolnym pozwoleniem robimy to, co robimy.
        Nikt nie lecial z lapami do cudzych rzeczy jesli go o to nie poproszono.

        Co do pokoju itp to ja takze nigdy nie wchodzilam do pokoju rodzicow bez
        pukania, i podobnie bedzie z pokojami moich dzieci. O lazience nie wspomne
        !
    • janowa telefony sluzbowe po godzinach... 28.10.04, 17:27
      Tak sobie czytam i mysle, ze chyba niektorzy juz calkiem dali sie zwariowac.
      Posiadanie sluzbowej komorki nie oznacza chyba, ze czlowiek nie ma prawa do
      prywatnego zycia? Co sie stanie, jezeli dzwoni klient i nikt nie odbierze?
      Jezeli cos waznego to zostawi wiadomosc. Jezeli nie to zadzwoni jutro, w
      godzinach pracy.
      Moj maz odbiera sam, a jezeli nie moze albo nie zdazy to oddzwania i juz.

      Nie rozumiem, dlaczego fakt, ze ktos dzwoni ma oznaczac, ze ja czy maz musimy
      rzucac wszystko, zeby odbierac telefon.

      A poza tym jezeli to rzeczywiscie milionowy kontrakt to chyba obu stronom zalezy
      na finale? Klient sie na miliony nie obraza?

      Pozdrawiam,
      D.
      ---
      "Tylko niewielu ludzi, którzy cierpią na kaszel, idzie do lekarza. Większość
      idzie do teatru."
      Alec Guiness
      • melka_x Re: telefony sluzbowe po godzinach... 28.10.04, 17:44
        > Tak sobie czytam i mysle, ze chyba niektorzy juz calkiem dali sie zwariowac.
        > Posiadanie sluzbowej komorki nie oznacza chyba, ze czlowiek nie ma prawa do
        > prywatnego zycia? Co sie stanie, jezeli dzwoni klient i nikt nie odbierze?
        > Jezeli cos waznego to zostawi wiadomosc. Jezeli nie to zadzwoni jutro, w
        > godzinach pracy.
        > Moj maz odbiera sam, a jezeli nie moze albo nie zdazy to oddzwania i juz.
        >
        > Nie rozumiem, dlaczego fakt, ze ktos dzwoni ma oznaczac, ze ja czy maz musimy
        > rzucac wszystko, zeby odbierac telefon.
        >
        > A poza tym jezeli to rzeczywiscie milionowy kontrakt to chyba obu stronom
        zalez
        > y
        > na finale? Klient sie na miliony nie obraza?


        Ej Janowa nie takie to proste. Klient się na miliony nie obraża, ale na
        podwykonawcę to już może, bo niestety ów klient najczęściej ma wiele możliwości
        wydania swojej kasy, choćby u konkurencji, gdzie ludzie jednak telefony
        odbierają. Poza tym skoro zdarza nam się pojechać do sklepu w weekend, czy
        zadzwonić na czynną 24h infolinię, to czemu mielibyśmy być zdziwieni, że i
        naszemu klientowi może zdarzyć się zadzwonić po 17-tej czy w sobotę?
        • janowa Re: telefony sluzbowe po godzinach... 28.10.04, 18:00
          Ale mnie nie chodzi o to, zeby z zalozenia nie odbierac sluzbowych telefonow po
          godzinach smile Moj Tygrys czesto musi i w niedziele po 22:00 odebrac, bo akurat
          szefu z usa dzwoni, zeby cos omowic na poniedzialek. I git.

          Chodzi o to, ze to nie koniec swiata zostawic wiadomosc na automacie. I nic sie
          nie stanie jesli maz oddzwoni za 5 minut, jak doczyta gazete na "tronie" np.,
          albo wyjdzie z wanny, albo co tam mu nie pozwolilo odebrac.
          Ja mu niose komorke jak wiem, ze moge mu przeszkodzic w tym co robi, ale mimo
          wszystko nie odbieram.

          I tylko o to mi chodzilo, zeby nie dac sie zwariowac sluzbowej smyczy smile
          ---
          "Tylko niewielu ludzi, którzy cierpią na kaszel, idzie do lekarza. Większość
          idzie do teatru."
          Alec Guiness
        • mharrison Re: telefony sluzbowe po godzinach... 28.10.04, 18:26
          Oboje pracujemy pod telefonem, choć charakter naszej pracy jest odmienny. Ja
          pracuję w domu, mój mąż w zasadzie wszędzie.

          Nie odbiera telefonu:
          1. w samolocie
          2. w łazience
          3. podczas obiadu
          4. podczas super ważnych spotkań, które stanowią priorytet w stosunku do
          ponencjalnych rozmów.

          Ja nie odbieram:
          1. gdy jestem w łazience
          2. gdy przewijam dzieci

          I nie widzę powodu, bym miała odbierać jego służbowy telefon w punktach 2 i 3.
          W telefonie jest w końcu poczta głosowa na pozostawienie wiadomości. Telefony
          komórkowe są między innymi właśnie po to, by rozmawiać z danym rozmówcą, a nie
          jego żoną/mężem.
          Działa to też jako filter telefonów "niepotrzebnych" - gdy sprawa nie jest
          niecierpiąca zwłoki - rozmówca nie zostawia wiadomości.

          Wracając do kilkumilionowych kontraktów i międzynarodowych korporacji. Nad
          takimi kontraktami pracuje zespół osób. Klient posiada komplet telefonów do
          poszczególnych osób i gdy jedna z nich chilowo nie odbiera wie do kogo innego
          się zwrócić z danym problemem/zapytaniem. Dodatkowo, taki zespół osób dysponuje
          sekretarką, która mam rozpiskę spotkań i wie, gdzie dana osoba się znajduje.
          A pracownicy zaangażowani w kilkumilionowe kontrakty, zarówno ci niższego
          szczeblam jak i wierchuszka wiedzą, że nieodebrany telefon = telefon niemozliwy
          do odebrania + oddzwonienie jak najszybciej, więc o braku szacunku dla klienta
          raczej nie może być mowy.
          W firmach międzynarodowych (zwłaszcza korporacjach) nie ma zwyczaju odbierania
          telefonu za kolegę: czy to komórki, czy to telefonu "biurkowego". A odbieranie
          telefonu przez żonę/męża odebrane by było raczej z uśmiechem ...z przekąsemsmile
          • nanuk24 Re: telefony sluzbowe po godzinach... 28.10.04, 19:42
            Jak dla mnie naturalna rzecza jest, ze sluzbowej kom. sie nie odbiera, jezeli
            nie nalezy do mnie.przeciez jesli maz nie zdazy odebrac, moze oddzwonic kiedy
            bedzie mogl.Natomiast jego prywatna kom. odbieram, w zaleznosci kto dzwoni.
            Do portfela nie zagladam, do notesu z jego prywatnymi numerami tylko kiedy mnie
            o to poprosi. W kieszenie zagladam, gdy robie pranie i to od momentu kiedy
            upralam jego prawo jazdy, papierosy, dlugopisy i inne cudenkasmile
            Z biurka sprzatam, bo inaczej zginalby w tych wszystkich papierach.Ale do
            szuflad nie zagladam(jego rzeczy, jego balagan).
            Moj malzonek nie nalezy do toksycznych typowsmile
            Gdy jestem poza domem nie wydzwania do mnie i nie wypytuje, gdzie jestem, kiedy
            i jak wroce.Nie wymaga ode mnie sprzatania, gotowania, prania itd.Rachunkami
            sam sie zajmuje, ja mu czasami tylko przypomne.
    • bambo44 Wręcz przeciwnie 29.10.04, 20:45
      Triss_merigold6:

      Zgadzam się z Tobą, że ze stereotypami trzeba walczyć. Zgadzam się z Tobą, że
      kobiety nie powinny mieć mniejszego prawa do prywatności, niż mężczyźni.

      Absolutnie nie zgadzam się z Tobą w sprawie drobiazgów. To właśnie postawa:

      > moja torebka, moje biurko, mój notes - miejsca święte i
      > niedotykalne. Moja rozmowa telefoniczna - bez
      > podsłuchiwania i wypytywania. Mój telefon komórkowy. Moi
      > znajomi. Moje prawo do czasu wolnego spędzanego bez
      > męża/partnera w sposób który ja wybieram.

      prowadzi dalej bezpośrednio do:

      "moje SMSy, moja koleżanka, moja przyjaciółka, moja kochanka...".

      A biedny zdradzany partner pisze potem na forum:

      "a ja o niczym nie wiedziałam, nie miałam najmniejszego pojęcia co się dzieje
      na tych wyjazdach służbowych" itp, itd.

      I nie zrozum mnie źle. Nie piszę tego po to, żeby jednej płci przyznać pewne
      prawa a drugiej zabronić. Chodzi mi tylko o to, że jeżeli dwoje ludzi decyduje
      się na związek, to tym samym decydują się na WSPÓLNE życie. Decydują się, że
      będą mieli WSPÓLNE sprawy, które będą WSPÓLNIE załatwiać. Ci ludzie używają
      wtedy słowa "NASZE" zamiast "moje". Natomiast, moim zdaniem, Twoja propozycja
      prowadzi właśnie do antagonizowania partnerów.

      W moim związku moja partnerka ma wgląd we wszystkie nasze sprawy. Mój portfel,
      notes, plecak, torba, kieszenie stoją dla niej otworem. Mamy wspólne konto e-
      mail, wspólne telefony, wspólne konto w banku. Proponowałem jej, że jeśli by
      chciała, to możemy mieć osobne. Nie chciała.

      Czy sądzisz, że ona w ten sposób przyczynia się do szerzenia stereotypu uległej
      kobiety. Ja nie sądzę. Wręcz przeciwnie. Sądzę, że właśnie to co Ty
      proponujesz prowadzi do pogłębienia antagonizmów i stereotypów.

      Pozdrawiam,

      ______________
      Jestem tatąsmile
      • triss_merigold6 Re: Wręcz przeciwnie 30.10.04, 11:10
        Może zostałam trochę źle zrozumiana? Nie propaguję "życia osobno" w małżeństwie
        ale jestem absolutnie przeciwna sytuacji kiedy partner uzurpuje sobie prawo do
        kontroli i narzucania ograniczeń w normalnych kontaktach towarzyskich.
        Nie tknę cudzego portfela, plecaka, notesu, telefonu bez pozwolenia i sama tego
        oczekuję, co nie znaczy, że chowam tam jakieś tajemnice.
        Prawo do wolnego czasu i własnego hobby (o ile nie pociaga za sobą wyraźnych
        szkód dla rodziny) jest dla mnie oczywiste. Jeżdżę konno, mój mąż nie - mam do
        wyboru zrezygnować albo chodzić do stajni i jeździć na rajdy sama. W imię czego
        miałabym rezygnować?
        Wchodząc w związek nie staję się innym człowiekiem, z innymi zainteresowaniami
        czy potrzebami.
        Słowa "nasze" używam w stosunku do wspólnych kwestii - planów, projektów na
        przyszłość bliższą i dalszą, większości wydatków ale nie w stosunku do kont czy
        telefonów.
        IMO proponujesz model papużek nierozłączek, który nie każdemu pasuje.
        • bambo44 Re: Wręcz przeciwnie 02.11.04, 00:58
          Triss_merigold6:

          Piszesz:

          > W imię czego miałabym rezygnować?

          Nie rezygnuj. Czy ja Ci napisałem, żebyś rezygnowała z prawa do wolnego czasu
          i własnego hobby? Nie!

          > IMO proponujesz model papużek nierozłączek, który nie
          > każdemu pasuje.

          Nie proponuję Ci żadnego modelu. Przedstawiłem Ci tylko alternatywny punkt
          widzenia. Według mnie proponowany przez Ciebie separatyzm może prowadzić
          właśnie do problemów związanych z Tym, że partnerzy tak naprawdę nic o sobie
          nawzajem nie wiedzą. Dopiero po pewnym czasie to zauważają i wtedy są tak
          bardzo zaskoczeni. Zero odpowiedzi na ten temat?

          Drugie moje pytanie dotyczyło mojej żony. Czy decydując się z własnej
          nieprzymuszonej woli na wspólne konto przyczynia się do szerzenia stereotypu
          kobiety uległej? Bo taka była twoja wypowiedź, na początku tego wątku. Ja się
          z tym nie zgadzam. Według mnie postawa mojej żony właśnie sprawia, że tworzymy
          harmonijny związek. Zero odpowiedzi na ten temat?

          W ogóle, to piszesz tak, jakby ktoś Cię strasznie prześladował, ograniczał
          Twoją prywatność i samodzielność, jakby czuła się zagrożona i próbowała się z
          tego wyrwać. Mnie nikt nie ogranicza, i ja staram się nikogo nie ograniczać.
          Nie czuję się zagrożony. Może stąd wynika różnica w naszych postawach. Bo nie
          wynika ona z różnicy płci. Kilka mam w tym wątku wypowiedziało się w podobny
          do mnie sposób.

          Podsumowując, jeśli Twoje hasła potrzebne Ci są, aby się wyrwać spod opresji
          chorobliwie zazdrosnego, prześladującego Cię, ograniczającego Twą prywatność
          partnera, to je głoś (a może lepiej zmień partnera jeśli jeszcze nie za
          późno). Ale nie podawaj tego jako receptę na szczęśliwy związek pod przykrywką
          walki ze stereotypami. To Twoja rada nie każdemu pasuje.

          ______________
          Jestem tatąsmile
          • triss_merigold6 Re: Wręcz przeciwnie 02.11.04, 10:22
            Wiesz, dla mnie poszanowanie prywatności nie ma zbyt wiele wspólnego z
            separatyzmem ale to kwestia indywidualnego podejścia.
            Nie odczuwam potrzeby żeby wiedzeć "wszystko" na temat męża np. o czym pisze na
            grupach dyskusyjnych, podobnie ja nie pokazuję mu swojej korespondencji czy
            bilingów telefonicznych. Ludzie mogą się równie dobrze inwigilować i sprawdzać
            a nadmierna kontrola przyniesie wręcz przeciwne efekty.

            Relacje z Twoją żoną odpowiadają Wam obojgu, tutaj no comments. BYłoby o czym
            dyskutować gdyby Tobie taki układ pasował a jej nie.
            Miałam swoje konta przed ślubem, mąż również i nie chcemy z tego rezygnować.

            Mnie akurat nikt nie ogranicza ale do stawiania w/w kwestii jasno musiałam
            dorosnąć. Byłam kiedyś w związku z zazdrośnikiem (poprzedni mąż) i to z
            pewnością wpłynęło na moją dzisiejszą postawę.
            Patrz wyżej: zaznaczyłam, że są różne modele i różna potrzeba prywatności w
            związkach, wiem, że nie każdemu układ z pewną dozą autonomii i spraw "tylko dla
            siebie" pasuje.
            Czasami używam zaimka "MY", czasami "JA" - adekwatnie do sytuacji. Wolałabym
            żeby nigdy małżeństwo/związek/rodzina nie stały się dla mnie "całym światem",
            może zabraknąć tlenu.
      • janowa Re: Wręcz przeciwnie 30.10.04, 11:21
        bambo44 napisała:

        > jeżeli dwoje ludzi decyduje
        > się na związek, to tym samym decydują się na WSPÓLNE życie. Decydują się, że
        > będą mieli WSPÓLNE sprawy, które będą WSPÓLNIE załatwiać. Ci ludzie używają
        > wtedy słowa "NASZE" zamiast "moje".
        -
        • bambo44 Re: Wręcz przeciwnie 02.11.04, 01:07
          Janowa:

          Piszesz:

          > Uzywanie TYLKO zaimka MY prowadzi, moim zdaniem, do
          > zupelnego zatracenia indywidualnosci. Nie kazdy ma na to
          > ochote. To jest wciaz DWOJE ludzi w jednym zwiazku.

          Zgadzam się w stu procentach. Nie jestem za używaniem TYLKO zaimka MY.
          Indywidualność trzeba cenić i jak najbardziej zachować. Między mną a moją żoną
          też nie wszystko jest wspólne co jak najbardziej uatrakcyjnia związek.

          Ja tylko chciałem pokazać, że rozumowanie przedstawione przez Triss_merigold6
          nie jest żadną walką ze stereotypami, a wręcz jest właśnie często używana przez
          niewiernych partnerów. Nie może więc być podawana jako uniwersalną receptę na
          szczęście dla kobiet. To bzdura. Jako recepta na walkę z chorym psychicznie,
          prześladującym Cię i ograniczającym partnerem - może tak. Ale wtedy trzeba
          powiedzieć, że o takich partnerów chodzi, a nie o walkę ze stereotypami.

          Pozdrawiam,

          ______________
          Jestem tatąsmile
Pełna wersja