cozagadula
15.01.22, 20:00
Wybaczcie moją dzisiejszą płodność, ale krew mnie zalewa tak mi szkoda tego psa. Opisywałam tę sąsiadkę w wątku pod tytułem WRÓCIŁ MĄŻ MOJEJ SĄSIADKI. Wiecie, że szybko dobiegam do judasza, więc wiem że teraz wróciła i nie wyszła z psem. Niestety mam otwartą przestrzeń i wiem, słyszę kiedy ktoś od nich wychodzi. Dzieci psa mają kompletnie w d****, nie mają wpojone że po szkole któreś ma z nim wyjść. Ich matka również z nim wychodzi na zasadzie dzisiaj pies wyszedł rano o 10:30 na pierwszy spacer i wrócił 10:36. To jest terrier. Cały dzień byłam w domu i pies nie był od tamtej pory na dworze. Tak jest codziennie o ile nie przyjadą jej rodzice. Wczoraj byłam świadkiem wysiadając w windy jak pies wydostał się przez drzwi i pobiegł po schodach z nimi. Niestety wyjeżdżali. Mruknelam pod nosem ‚biedny pies’ i weszłam do siebie.
Mam wrażenie że nie mam podstawy do zgłoszenia, bo ona tozowi otwierać nie musi. Sama do niej nie zagadam, bo obgadywałam już sytuację z dwoma sąsiadkami i podobno ta dzbanica jest niewyuczalna i pies to pies, ma siedzieć dopóki ona nie wróci. Siedzi 10 godzin i więcej sam, bo dzieci mają często zajęcia pozaszkolne.
Aha, z mężem to było tak że przyjechał tylko na jeden dzień do dzieci, potem go nie widziałam. Więc pies jest skazany na tego potwora.