chania2012
17.06.22, 20:54
Przeczytalam kiedys, ze sa dwa rodzaje ludzi: jeden ma wszystko spakowane na tydzien przed urlopem, rezerwacje, wszystko co trzeba wydrukowane, drugi w dzien wyjazdu szuka butow i kabelka koniecznie tego bialego.
I potem ci ludzie biora slub...
No wlasnie, jakos raz na tydzien dostaje szalu, bo moj maz z grupy drugiej, plany na sobote ustala w sobote, podczas gdy ja lubie miec zaplanowane. Prosze, blagam, tlumacze. Nie chodzi tylko o potwory w mojej glowie, nawet rozumiem, ze on nie umie sie wczuc w moje jazdy. Chodzi tez o praktyczny aspekt, nasz czas nie jest z gumy, sa zajecia dzieci, jakies zakupy, gotowanie, sprzatanie, fajnie wiedziec jak to zorganizowac zeby miec troche czasu dla siebie.
Czy ja sie czepiam? Czy powinnam raczej skupic sie na zgladzeniu potworow w swojej glowie?
Jak on mowi, ze wyjezdzamy o 8, bo potem beda korki, to ja jestem o 8 gotowa. W butach. A wyjezdzamy o 9.15, bo on nie planuje niczego i rano wychodzi 15 rzeczy, ktore trzeba zrobic...
Walizek wolalabym nie wystawiac, bo pewnie nie zabierze przez tydzien i sie bede przy wyjsciu potykac