trzydziestolatka80
01.10.22, 12:28
Aż mi niedobrze jak to piszę, ale oceńcie wy bo może to ja się mylę. Randka z internetu, rozmawialiśmy od 2 tygodni na whatsuppie, na portalu internetowy mam jasno określone czego szukam, czyli poważnego związku.
On przyleciał zza granicy, leciał i tak w związku z pracą, ja dojechałam ze swojego miasta. Najpierw spacer bez zakłóceń, potem pojechałam do swojego hotelu i umówiliśmy się na wieczór. W międzyczasie coś tam popisaliśmy. Zapytał co chcę zjeść, odpowiedziałam że coś z polskiej kuchni. Zaproponował pierogarnię. Na pierwszą randkę….Nie zgodziłam się, wyszukałam coś innego, wysłałam mu menu, czy mu odpowiada. Zarezerwował stolik, o określonej godzinie podjechał pod hotel uberem i poszliśmy do restauracji, 20 minut spacerem.
Na kolacji dalej rozmawialiśmy, było bardzo miło, przyglądał mi się, dużo śmiechu. Jak już zjedliśmy i dokończyliśmy jedzenie spytałam czy idziemy, on na to że tak tylko poprosi o rachunek i tu padło pytanie, to jak robimy z rachunkiem? Zatkało mnie. Odpowiedziałam, że to może zapłacimy po połowie. Cały czas myślałam, że to jakiś zart i mnie testuje. Rachunek wyniósł po 100 zł, zapłaciłam swoją polowe i naprawdę nie byłam w stanie wydusić z siebie zdania. Po drodze mnie zagadywał, coś tam odpowiadałam i dosłownie po 10 minutach spaceru w drodze powrotnej zatrzymał mnie za ramię, próbował obrócić w swoją stronę, wtedy się wyrwałam i zapytałam co robi. No więc próbuje mnie pocałować! Byłam w szoku.
Facet myślał że przyjechałam do jego miasta na seks. Zapłaciłam za benzynę, hotel, połowe jedzenia, a on liczył na upojną noc. Jak już dotarłam do pokoju to dostałam wiadomość, że jesteśmy jak ogień i woda i się nie dogadamy, więc życzy mi miłego kolejnego dnia w mieście. Pierwotnie byliśmy umówieni też na sobotę. No więc leżę w łóżku hotelowym i czuję się jak prost.tka.