I jak co roku przed świętami, mamy wysyp dramatycznych wątków, w których forumki szukają złotych rad jak przetrwać rodzinne spotkania. Bo niby to członkowie rodziny, ale nielubiani, toksyczni, napastliwi.
Zaczęłam więc zastanawiać się gdzie przebiega granica. Czy naprawdę należy zmuszać się do spędzania czasu z kimś kogo nie lubimy, mamy do niego żal albo kto ustawicznie nie szanuje naszych granic? Tylko dlatego, że to krewny. Albo, bo tak wypada i bo są święta. I co z tego, że w ciągu roku nie utrzymujemy bliskich relacji?! Czy robimy to dla siebie czy dla nich?
Z drugiej strony, gdyby tak uczciwie zacząć porządkować te rodzinne relacje, to wiele z nas zostałoby same jak palec. A kto byłby gotowy na coś takiego?!
Sama stoję przed takim dylematem i wiem, że jeśli zacznę stawiać granice i być uczciwa wobec siebie, to zostanę sama. Pozostaje mi więc dalej tolerować te szopkę. I sama nie wiem już co tak naprawdę byłoby gorsze.