Dodaj do ulubionych

Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić

09.11.04, 13:16

Drogie e-mamy,

mam dylemat bo czasem sama myślę czymoże to ze mną jest coś nie tak. Ale od
poczatku.... mam teściową i teścia. Rodzice moi oboje nie żyją mama zmarła 2
lata temu tata 5. I teraz w czerwcu urodził nam się synek. Cudowne dziecko!!!!
No ale do rzeczy. No i moja tesiowa.

Ona stara się być bardzo miła. Jak jedziemy do nich to jest uprzejma i nawet
nas dość często zaprasza na obiad ale.... ja nienawidzę tej baby. Za co ?
Prosze oto przykłady.
1. na konselacji po pogrzebie mojej mamy - zawołała mnie bo chciała ze mną
porozmawiać i powiedziała że " W poniedziałek wyjezdża na zieloną szkołę i
prosi abyśmy zajęli się tata. No jakiś obiad w niedzielę itd. bo wiesz jak to
tata przeżywa jak zostaje sam w domu"
2. przed urodzeniem synka mojego przyjeżdżali do nas co tydzień - zawsze niby
nic nie chceli jeść ale jak nasykowałam obiad czy kolację to siadali i jedli.
Nie miłao to znaczenia że ja wracąłm do domu o 19:00 a oni wchodzili o 19:30.
że ja na drugi dzięn rano do pracy oni siedzieli i już.
3. prosiłam żeby nie przyjeżdżali do mnie do szpitala po porodzie - wiadomo
dla mnie to nic przyjemnego leżeć nago itd. ale i tak przyjechali i to
jeszcze z wnuczkiem zeby zobaczyl braciszka.
4. miałam cesarkę - jak wracąlm do domu to mój maż chciął abyśmy zadoznili do
mamusi i powiedzieli ze wnuczke będzie już w domku - ona że bardzo się cieszy
ale....potem zadzoniła ze teraz ona jest taka zajęta i że nie może przyjechac
pomóc.
5. teście obije są nauczycielami i mając dwa miesięace wakacji nie znaleźli
ani jedego dnia żeby przyjechac do nas i pobyć z małym - pomóc mi
6. kiedy kiedyś jej powiedziałam że czasme mnie strasznie boli brzuch po tym
jak synek ma kolki - że cąły dzięn nosze go na rękach - powiedziała że wie
jak to jest bo jej corka gdyby nie Ona to nie dała by sobie rady po urodzeniu
swoich dzieci
7. teraz jak siedze z małym w domu nie przyjeżdżają do nas wogole - teraz już
nie przyjmuję ich obiadkami i kolacjiami
8. w czwartek sa imieniny mojego męża - oczywiście zadoznila do niego już w
zesżłym tygodniu z pytaniem jakie ciasto chce aby mu upiekła na imieniny. I
wiem że do nas w czwartek przyjada. Będę miała okazję powiedizeć co o niej
myslę. Tzn głównie chodzi mi o to że mam żal że nigdy mi nie pomogła przy
małym - teraz jest już fajny i nie potrzebuję jej . Myślicie że powinam
powiedzieć.

Cały czas o tym myśle. Przykładów mojej tesiowej można by mnożyć. a może
jeszcz to że do mnie nigdy nie zadzoniła spytać jak mały - zawsze do mojego
męża.
Monika
Obserwuj wątek
    • anias01 Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 09.11.04, 13:22
      Marini domyślam się co czujesz, ale chyba nie warto wszystkiego teściowej
      wygarniać - tylko będziesz miała wroga, a ona pewnie i tak się nie zmieni.
      Zwłaszcza, że, jak piszesz, już nie potrzebujesz jej pomocy. Trudno jest nie
      mieć u swojego boku własnej mamy (coś o tym wiem), ale po co zaostrzać i tak
      trudne stosunki? A w ramach "zadośćuczynienia" przygotuj na czwartek tak
      wystrzałowy obiad, żeby jej ciasto się schowałosmile
      Pozdrawiam
      • ula_max Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 09.11.04, 13:33
        Ja też tak uważam, bez względu na to co o niej myslisz i jak bardzo zalazła Ci
        za skórę ugryź się w język i rób dobrą mine. Wierz mi nie warto bo i tak
        spłynie to jak po kaczce. Ja też miałam podobną sytuację, żadnej pomocy od
        mojej rodziny, męża, tylko ona mogła coś pomóc, ale dopóki oczekiwałam tej
        pomocy to było mi bardzo źle teraz nie oczekuje i mam święty spokój. Jak
        przyjdzie i chce pomóc, świetnie, nie ma jej tygodniami jeszcze lepiej!
        Doszłyśmy do takiego etapu w naszych kontaktch, że nawet ja z własnej woli
        kupuję jej jakiś dobry krem w prezencie - bo ona uwielbia różne kremy - od
        tak , bo tak chcę. I sprawia mi to pryzjemność. Ona też czasem jakoś mi się
        odwdzięczy. Ale nigdy jej niczego przykrego nie powiedziałam i niczego nie
        wytykałam. Teraz tylko - oby tak dalej, czego i Tobie życzę.
    • ilonka02 Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 09.11.04, 13:36
      Witaj wszystkie znane mi teściowe podobne sa do Twojej, z moją włącznie smile
      MOja na przykład widziała wnuczkę ostatnio w czerwcu, mimo że mieszkamy dwa
      bloki od nich. Sytuacja jest o tyle chora, że ze wzlędów finansowych ja z małą
      mieszkam u moich rodziców a "mąż" u nich, nie ważne że maja trzy pokoje, my nie
      moglismy zamieszkac u nich bo za mało miejsca smilesmile. Nigdy nie dzwonią, nawet w
      imieniny wnuczki (pewnie nawet nie pamiętają kiedy są), nie mówie juz o
      zaproszeniu na niedzielny obiad (ostatni jaki pamiętam był z rok temu), czy o
      jakiejs zabawce. A nie przepraszam, w dzień dziecka dostała jakis drobiazg ale
      tylko dlatego, że poszłysmy do nich (potem dowiedziałam się że, słowa
      teścia "no tak po prezent to sie przyszło"). Ja do niedawna zawsze pamiętałam
      o ich imieninach czy urodzinach, na dzień babci i dziadka zawsze był jakiś
      drobiazg ale teraz stwierdziłam, że olewam to. Na własne życzenie nie maja
      kontaktu z wnuczką.
      Kiedys bardziej to przezywałam teraz nie przejmuje się tym zupełnie.
      Pozdrawiam.
      • iwcia75 Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 09.11.04, 13:40
        gdy to czytam, to jeden wniosek wysnuwam- nikt nie zastapi matki,a z pewnoscia
        tesciowa.
        moja mieszka 200km ode mnie,ale jak maz dzwoni do niej,to zawsze sie pyta,jak
        ja sie czuje, co u mnie itp. chociaz tyle.
    • teq3 Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 09.11.04, 14:00
      Nie mam tesciowej i nie wiem jak to jest.
      Mama mojego niemeza zmarla, kiedy mial 14 lat. O jego ojcu nawet szkoda gadac,
      widzial wnuczke raz, kiedy miala 2 miesiace (teraz Dudusia ma 13 miesiecy).
      Nawet nie zadzwonil na jej urodziny, a mieszka w tym samym miescie, jakies 20
      minut autobusem bezposrednim. Ja sie nie bardzo przejmuje nieobecnoscia dziadka
      w zyciu malutkiej, ona ma dwoch kochajacych dziadkow - mojego tate i drugiego
      meza mojej mamy. Zreszta wiedzac, jak "tesc" zajal sie (tzn.sam wyjechal na 2
      lata za granice, aby odreagowac) dwojka swoich dzieci po smierci zony, wole,
      zeby nie uczestniczyl w wychowaniu malej. Ale moj niemaz ma do niego ogromny
      zal, niby mowi, ze nie zyczy sobie ojca w swoim i swojej rodziny zyciu, ale
      wiem, ze jest mu ogromnie przykro. Ze chcialby, zeby ojciec pokochal mala tak,
      choc nie pokochal nigdy jego.
      Nie, nie wygarniaj tesciowej na imieninach meza. Pomijajac fakt, czy warto, na
      pewno nie rob tego podczas "Jego" uroczystosci. Przede wszystkim on bedzie sie
      wtedy czul nieswojo, moze dojsc do ostrej wymiany zdan, tesciowka sie moze
      obrazi i wyjdzie. A jemu bedzie przykro. To w koncu jego matka.
      A Ty sie nie przejmuj, ciesz sie szczesciem w najblizszej rodzinie. Moja mama
      powtarzala mi zawsze: "tesciowie? przeciez to sa obcy ludzie smile" A tesciowa
      (czyli moja babcie) miala od cholery.
      Pozdrawiam i zapraszam na forum Kuchnia, na pewno znajdziesz tam pomysl na
      wystrzalowy imieninowy obiadek.
      • beata985 Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 09.11.04, 14:25
        marini2:
        u mnie było całkiem odwrotnie.tzn
        tesciowa po porodzie przyszła do szpitala i małego widziała zanim zorientowałam
        sie ze przyszła
        w domu przebywała codziennie(pranie ,gotowanie) za co jestem jej niezmiennie
        wdzieczna ale-po dojsciu do siebie chciałam troszkę intymnosci i spokojua ona
        chciała koniecznie robic swoje"porządki"-nie pozwoliłam,niestety raz
        powiedziane nie skutkowało
        gotowałam obiad dla dziecka,potrafiła przywiezc swój wżiąc małego na dół(do
        szwagra)i tam go nakarmić
        przykładów setki( wpisz w wyszukiwarkę to Ci wyskoczą)
        rada jedna zaakceptuj ją taką jaka jest,mi zajęło to kilka ładnych lat a też
        czasami jeszcze nie potrafię scierpieć tego co wyprawia.
        jak widzisz tak czy inaczej kazdy ma do teściowej jakieś ale,no prawie każdy bo
        są emamy ,które mają wspaniały kontakt z nimi.
        poprostu naucz sie z Nią zyć.
        powodzenia
    • erinaceus Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 09.11.04, 14:44
      No to mamy chyba tę samą teściową smile
      Moi teściowie na emeryturze (ona - była nauczycielka), zadnych obowiązków, 20
      km od nas. My - z rocznym dzieckiem, 2 psami, kotem, domem, dużą działką. Moi
      Rodzice nie zyją. Teściowie nie mają innych wnuków. I co? Odwiedzili nas 4
      razy - od listopada zeszłego roku. Usta mają pełne frazesów o pomocy, potrzebie
      pomagania itd. Rok samotnego zajmowania się dzieckiem był koszmarem - ale
      córeczka jest coraz większa i wychodzimy na prostą. Teraz to mi już tez
      wszystko jedno - nawet się cieszę z ich egoizmu, bo nie mam wobec nich długu
      wdzięczności. Co o nich myslę - to wie mąż - wobec nich jestem chłodno
      uprzejma. Szkoda mi nerwów na ewnetualne kłótnie - zresztą po co? Zmienić się
      nie zmienią.
      • cruella Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 10.11.04, 00:02
        erinaceus napisała:

        Rok samotnego zajmowania się dzieckiem był koszmarem - ale
        > córeczka jest coraz większa i wychodzimy na prostą.

        Przepraszam ale nie zrozumiałam. O jakim koszmarze piszesz?
        • erinaceus Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 10.11.04, 00:41
          O tym, ze 24 godziny na dobę byłam z małą - dopiero, gdy skończyła rok, udało
          mi się samej gdzieś wyjść.
          • cruella Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 10.11.04, 12:43
            Czyli o ile dobrze zrozumiałam, nie miałaś pod ręką mamy, teściowej, babci,
            cioci do pomocy?
            Pytam, ponieważ ja jestem z dzieckiem od ponad 7 lat, z czego pierwsze 3-4 też
            tyliko ja.
            Jakoś nie przyszło mi do głowy nazywać tego koszmarem.
      • nanuk24 Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 10.11.04, 00:30
        erinaceus napisała:

        >
        > Moi teściowie na emeryturze (ona - była nauczycielka), zadnych obowiązków, 20
        > km od nas. My - z rocznym dzieckiem, 2 psami, kotem, domem, dużą działką.

        To, ze masz zwierzeta i dzialke nie zobowiazuje tesciow do zajmowania sie tym
        wszystkim.Na litosc boska! A kto Ci kaze miec 2 psy, kota i dziecko? Bo chyba
        nie tesciowie?A co do obowiazkow...Kiedys ich mieli duzo, teraz czas na odpoczynek.
        • erinaceus Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 10.11.04, 00:45
          Nikt mi nie kazał mieć zwierzaków, ale, by zaspokoić Twoją ciekawość: kota
          znalazłam - potrąconego przez samochód, psa zabrałam od ludzi, którzy go lali i
          tresowali.
          Co do dziecka: oczywiście, ze to nasza decyzja, ale przed poczęciem to sie
          nasłuchaliśmy, jacy to my egoiści robiący karierę, a oni tak marzą o wnuczce. I
          oczywiście były deklaracje, ze się zajmą, pomogą itd. DLATEGO teraz mam
          pretensje - słów się nie rzuca na wiatr.
    • weronikarb Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 09.11.04, 14:55
      Wiecie co wiekszosc z Was pisze: bo nie pomogla, bo nie wziela itp.
      A czy Wy sie pytalyscie czy mozecie zajsc w ciaze?
      Nie, bo przeciez to Wasza sprawa, moje kochane to Wasza rodzina, wasze dziecko
      i wasze problemy. Tesciowa swoje dzieci wychowala i moze jedynie przyjezdzac w
      odwiedziny, badz zadzwonic do syna jak sie czuje wnuczek/wnuczka (wiadomo z
      synem/corka lepiej sie dogada)
      Pozatym czy TY do niej zadzwonilas spytac sie jak sie czuje ona czy tesciu? Nie
      to niby dlaczego do Ciebie maja dzwonic?
      Ja mialam inny przypadek, ja nie chcialam pomocy tesciowej bo wlasnie tak widze
      swoja rodzine i neizaleznosc. Maz sie uparl zeby tesciowa z malym siedziala jak
      pojdziemy do pracy. Nie cierpialam tego, mialam wrazenie ze cos mi zabiera, ze
      jestem od niej uzalezniona i do tego musze jej byc wdzieczna gdyz mi pomaga
      przy synku. Brrrrrr to jest gorsze anizeli nie pomagajaca tesciowa smile Wierzcie
      • bana1 Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 09.11.04, 16:17
        Ja również podzielam Twoje zdanie Weroniko -mam taką samą sytuację i odczucia u
        siebie.
        Nie do końca również karcę, ale cokolwiek teście by nie zrobili -wychodzi na
        to że jest źle. Nie we wszystkich sytuacjach oczywiście tak jest. Ale tak jak
        pisała pierwsza z mam Marini2 -raz nie chce żeby przychodzić na porodówkę
        (dlaczego miałabyś leżeć nago?) to znowu źle bo potem Cię nie odwiedziła w
        domu. Wydaje mi się że sama stwarzasz sobie problem, który wcale nie jest taki
        wielki. Być może dokładnie wyczuwaja Twoją niechęć. To nie tresowane pieski -
        teraz nie przychodźcie- teraz możecie, a teraz to ja akurat jestem zmęczona.
        Patrze na to z perspektywy własnych rodziców -nie teściów - sama sobie
        odpowiedz na pytanie -gdydy po pracy przyszli Twoi rodzice -czy byłabyś równie
        zniesmaczona -pytanie kieruję również do wszystkich Twoich przykładów -no może
        oprócz ciasta dla syna.
      • dzindzinka Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 09.11.04, 16:28
        Myślę, że nasze społeczeństwo jest chore! Jak dorosłe osoby mogą nie rozumieć,
        że rodzice czy teściowe nie mają obowiązku pomagania przy wnukach! W Polsce
        normą jest, że babcie wychowują wnuki, jak tego nie robią to są be.
        • cruella Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 10.11.04, 00:19
          Niekoniecznie są "be", choć faktycznie postawę roszczeniową mamy dużą.
          Ale jest i druga strona, nasi rodzice/teściowie, ludzie na emeryturze, w wieku
          (często) 55-60 lat. Bardzo często są to ludzie w sile wieku, czekający aż
          młodzi rzucą pracę, przeprowadzą się do nich i będą trzymali za rękę przez
          najbliższe 20 lat. Nie mówię tu o ludziach wymagających pomocy, zchorowanych,
          bezsilnych.
          To moja opinia, oparta niestety na własnych doświadczeniach. (proszę nie pisać
          o śmierdzącym obowiązku opieki nad rodzicami).
          Chciałabym aby moi rodzice, ludzie zdrowi, w wieku 54 i 57 lat (ojciec na
          emeryturze od 2 lat, mama za rok przechodzi w stan wolny) zaczęli wreszcie
          odpoczywać, wyjeżdżać, czytać ksiązki, odwiedzać znajomych...a nie siedzieli i
          narzekali na mnie i brata, że postanowiliśmy się usamodzielnić i wyprowadzić.
          Czasem zastanawiam się, kto tu jest bardziej dorosły.
          • dzindzinka Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 10.11.04, 10:28
            Cruella zazdroszczę Twoim rodzicom. W tym wieku i już na emeryturze! Ja i mój
            mąż też tak chcemy!!!
            • cruella Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 10.11.04, 12:57
              Owszem może jest i czego zazdrościć...(z punktu widzenia stażu pracy i wieku,
              obydwoje podlegają pod krótszy okres).
              Ostatnio zapytałam mamę, jakie ma plany na przyszłość (my mieszkamy 200km
              dalej, mama od lat nie zajmuje się dziećmy a my z racji ojca nie jeździmy do
              domu rodzinnego, spotykamy się gdzie indziej). Podsuwałam jej różne propozycje,
              tłumaczyłam, ze wreszcie będzie miała dużo wolnego czasu, niewiele obowiązków...
              Niestety, nie udało jej się czegoś konkretnego wymyślić.
              Może później....

              Często ludzie porównują sposób wychowania dzieci, zaawansowanie w ten proces
              dziadków do ludzi mieszkających w innych krajach. Krytykując oczywiście naszych
              rodziców. Jednak w Polsce model rodziny i opieki wygląda nieco inaczej. Rodzice
              często angażują się w wychowanie naszych dzieci, często przechodzą na
              wcześniejszą emeryturę by nam pomóc, pomagają finansowo. My ze swej strony
              zapewniamy opiekę na starość i bycie na każde zawołanie (bo i na każde
              zawołanie są nasi rodzice). Na "zachodzie" młodzi mają nianie, przedszkola,
              żłobki,nianie na godziny (gdy chcą wyskoczyć do kina), "młodzi" duchem i zdrowi
              dziadkowie odpoczywają na emeryturze, wyjeżdżają, oddają się swoim pasjom i
              korzystają z życia. Na barki dzieci "spadają" dopiero gdy jest taka potrzeba.
              A u nas różnie z tym bywa. Jak słyszę od mamy, że teraz to chyba tylko do grobu
              to...szkoda mi jej.

              Ale poczekamy, zobaczymy jaka ja będę w jej wieku.
      • igakinga Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 09.11.04, 23:42
        Swiete slowa weronikarb, zgadzam sie w 100%. No i swietnie Cie rozumiem w tej
        ostatniej kwestii. Ja jestem wlasnie przed 4-dniowa wizyta u tesciow i juz mi
        serce peka na mysl, ze bede pozbawiona rozkoszy codziennego przebywania z
        corusia. Nie moge pozbyc sie tej zaborczosci sad ,a na mysl tego, ze dziadkowie
        beda mi zabierali Ige - nawet sila, bo ona sie tak lubi caly dzien do mnie
        tulic, to mnie juz trafia.
    • erinaceus Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 10.11.04, 00:54
      Hm...
      prawie wszystkie uważacie, że teściowie na emeryturze są zwolnieni z
      jakichkoliwek powinności wobec dzieci i ich potomstwa. OK. Ale co w sytuacji,
      gdy teściowie będą potrzebować pomocy? Czy synowe mogą powiedzieć: nie mój
      obowiązek, ja mam swoje dzieci?
      A tak na marginesie - nie chodziło mi o to, żeby ktoś mnie wyręczył we
      wszystkim, raczej o to, że obecnie strasznie nierodzinni sie zrobiliśmy: nie
      potrafimy sami z siebie pomóc, być uczynni, pomyśleć o drugiej osobie.
      I boli mnie to, że teściowej nie zależy na tym, by oglądać jedyną wnuczkę - jak
      zawieziemy małą - super, ale teściowa sie do nas nie ruszy, choć ma samochód/
      autobus pod domem. Jakby jej zupełnie nie zależało.
      To tyle w kwestii wyjaśnień. A Ciebie, marini, doskonale rozumiem smile
      • dzindzinka Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 10.11.04, 10:26
        Ja uważam, że są zwolnieni z powinności wobec dorosłych dzieci i ich dzieci.
        Oczywiście może boleć kompletny brak zainteresowania wnukami, ale nie zmienia
        to faktu, że rodzicie nie mają obowiązku pomagać przy wnukach, w końcu
        wychowali ich rodziców.
        Gdy na starość wymagają pomocy to jest trochę inna sytuacja, w końcu dzieci
        mogą się zrewanżować za wieloletnią opiekę. Z obserwacji jednak wiem, że w
        Polsce starsi ludzie częściej są wykorzystywani, niż się nimi dzieci troskliwie
        opiekują, znam wiele przykładów, gdy staruszki opiekują się już nie wnukami, a
        prawnukami, gdy żyje się z emerytury mamusi, gy rodzice wypruwają sobie żyły,
        by kupić młodym mieszkanie.
        • misiamama do Dzindzinka 10.11.04, 10:52
          Witaj
          Naprawdę uważasz, że rodzice nie mają obowiązków wobec sowich dzieci i wnuków?
          Piszesz "zrewanżować się za opiekę". Myślisz, że rodzina to umowa wzajemna, w
          ramach której obie strony mają wykonac określone świadczenia, a potem każdy
          dorosły i żyje sam na własny rachunek?
          Ja zgadzam sie z (chyba) erinaceus, która napisała że to "nierodzinne"
          podejście. Rodzina to właśnie obowiązek, który trwa przez całe życie. I myślę
          że rodzice, teściowie - powinni pomagac młodym rodzicom. Dlaczego? Bo to hest
          tez ich powinność wobec wnuków. One mają prawo do kontaktów z dziadkami na
          codzień, a nie tylko w Dzień Dziecka czy podczas niedzielnego obiadu. A jak
          sobie wyobrażasz opiekę nad schorowanymi dziadkami, jesli wnuki (już -
          powiedzmy - nastoletnie lub starsze)nie będą z nimi zżyte? jak myślisz,
          zaakceptują raptem w domu praktycznie obcą, starą, uciążliwą osobę? bo to nie
          będzie ukochana babcia, która przytuliła kiedy się zbiło kolano, obrała jabłko,
          nauczyła piosenek...
          To o czym piszesz na końcu postu, to raczej wynik bezrobocia i trudnej sytuacji
          ogólnej. Jeśli młodzi ludzie nie mogą znaleźć pracy, to co mają począć, jesli
          nie "żyć z emerytury mamusi"? TYo chore, zgadzam się, ale nie winię dzieci
          korzystających z pomocy rodziców, tylko chorą sytuację.
          Pozdrawiam serdecznie
          Aga
          • cruella Re: do Dzindzinka 10.11.04, 13:12
            Tak, tak...
            Często zastanawiam się nad tym, kto będzie opiekował sie moimi teściami na
            starość. Myślę i nic sensownego nie przyszło mi do głowy.
            Teścia widziałam jakieś 3 mies., starszy syn widział go przelotem, młodszego
            teść nie życzył sobie oglądać (więc go nie widział a mały ma już 7 lat).
            Teściowa wyrzuciła męża z domu dzień po ślubie (kara za zły wybór, wyrzuciła
            tak jak stał), w ciągu 13 lat małżeństwa widziała się ze starszym synem
            kilkanaście razy (wtedy gdy do niej przyjechaliśmy, mieszkaliśmy w jednym
            mieście i u nas była tylko w dniu chrztu i komunii), z młodszym może kilka,
            ostatni raz 4 lata temu.

            Nie chodzi mi o to, by wytykać ich postawę. Wybrali taki właśnie "nierodzinny"
            model życia. Synowa i wnuki to dla nich obce osoby (tak usłyszeliśmy, gdy na
            komunii ktoś zapytał, dlaczego nas nie odwiedza). Może więc mąż? Ale jak to
            zrobi? Mieszkamy daleko, z ojcem też widział się 3 mies. przez ostatnie 20 lat.
            Zabierze ich do nas? Czy może, jak życzy sobie teściowa, przeprowadzi się do
            niej (bo matka ważniejsza od żony)ale tylko on, bo teściowa obcych do domu nie
            wpuszcza.

            Mam nadzieję, że czas jakoś nam pomoże w tym wyborze.
            • dzindzinka Re: do Dzindzinka 10.11.04, 13:24
              Może mnie za to zlinczują, ale trudno: Cruella są jeszcze domy spokojnej
              starości i wcale nie są to ponure miejsca. Niekoniecznie trzeba się opiekować
              rodzicami czy tym bardziej tgeściami osobiście, zwłaszcza, gdy nie było zbyt
              silnych więzi, ale obowiązek zapewnienia opieki jest, nawet rodzice mają prawo
              do alimentów na starość od dzieci, jeśli sami nie byli wyrodnymi rodzicami
              oczywiście.
          • dzindzinka Re: do Misiamama 10.11.04, 13:52
            Będę się upierać, że nie mają takiego obowiązku, właśnie dlatego, że jak
            napisałaś rodzina nie jest to uwowa wzajemna, w której strony mają wykonać
            określone świadczenia. Babcie nie mają obowiązku niańczenia wnuków!
            Wnuki mają prawo do kontaktu z dziadkami, ale czy dziadkowie mają obowiązek
            kontaktować się z wnukami? Podkreślam słowo "obowiązek". Nie mają takiej
            powinności i nie można ich do tego zmusić. Oczywiście, jeśli prawie w ogóle nie
            widują wnuków jest to nierodzinne podejście, ale też można się zastanowić
            dlaczego tak się dzieje. Moi rodzice też by nie widywali wnuków, gdybym do nich
            z nimi nie jeździła. Mieszkają 200 km dalej, nie mają samochodu i ciężko im się
            wyrwać. Nie uważam, że są złymi dziadkami, może dlatego ich traktuję tak
            łagodnie, bo to moi rodzice nie teściowie? Zgadzam się, że żerowanie na
            rodzicach wymusza sytuacja w naszym kraju, ale przeraża mnie to, iż młodzi
            ludzie uważają ją za zupełnie naturalną i nie wykazują żadnej wdzięczności, bo
            uważają to za powinność.
            Nie zapomnę jak przed ślubem mojego brata (żenił się nie z konieczności będąc
            jeszcze na studiach, wszystko finansował mój ojciec jedyny żywiciel
            kilkuosobowej rodziny) moja przyszła bratowa stwierdziła, że rodzice mają
            obowiązek pomagać dzieciom i miała pretensje do mego ojca, że za późno dał
            pieniądze i ona późno dostała pierścionek zręczynowy. Młodzi często mają bardzo
            roszczeniową postawę.
            Pozdrawiam serdecznie.
    • adsa_21 Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 10.11.04, 15:32
      Moim zdaniem troche przesadzasz..
      sa gorsze tesciowe.
      Nie mow jej nic, nie wszczynaj klotni bo pogorszysz tylko sprawe..
      I nie oczekuj nic od niej

      teście obije są nauczycielami i mając dwa miesięace wakacji nie znaleźli
      > ani jedego dnia żeby przyjechac do nas i pobyć z małym - pomóc mi
      A musieli?

      miałam cesarkę - jak wracąlm do domu to mój maż chciął abyśmy zadoznili do
      > mamusi i powiedzieli ze wnuczke będzie już w domku - ona że bardzo się cieszy
      > ale....potem zadzoniła ze teraz ona jest taka zajęta i że nie może przyjechac
      > pomóc.
      moze rzeczywiscie nie mogla?
      troche wiecej tolerancji..
      • ankanka Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 11.11.04, 02:22
        No wybacz,ale myślę,że jak się rodzi wnuczek to jest to chwila wyjątkowa i
        można znaleść czas dla własnego dziecka i wnuczka.
        Nie znam NORMALNYCH rodziców,którzy nie daliby rady wygospodorawać czasu dla
        wnuczka-poza chorobą i innymi ekstraordynariami.
        To znaczy znam,jest to moja teściowa-człowiek bez serca dla wnuczka,ale z dużą
        buzią dla synowej i pobłażaniem dla synka.
        Tak bywa.Nie wiem, czy się pogodzić,czy....???

    • cruella Podzieliłyśmy się na dwie frakcje:(((( (długie) 10.11.04, 22:49
      Zauważyłam swoisty podział: na tych, którzy uważają , że pomoc im się należy i
      tych, którzy uważają, że rodzice nie muszą interesować się dorosłymi dziećmi i
      wnukami tylko z tego powodu, że dzieci są dorosłe.
      Mam nadzieję, że dobrze sie wyraziłam i nikt nie złapie mnie na jakimś słowie
      (lepiej mi się mówi niż pisze).
      Sądzę iż jestem osobą, która stawia na samodzielność. Nie wyobrażam sobie by
      rodzice zażynali się finansowo, czasowo i fizycznie tylko po to by nam było
      lżej. Nie widzę jednak nic złego w tym, że wpadną na obiad, zabiorą wnuki na
      weekend (raz na kilka miesięcy), do kina, na wycieczkę, do lasu. Moja mama nie
      poradziłaby sobie bez instytucji babci (spędzałam u dziadków każde wakacje i
      ferie, jej siostra pomagała w opiece nade mną bardzo często). Dlatego tak
      bardzo dziwi mnie, ze mama tego nie pamięta. Teściowa oddała mojego męża na
      wychowanie do swojej matki na 4 lata (przyjeżdżając do syna raz na 1-2 miesiące
      (teściowa wtedy nie pracowała a syn mieszkał 60km dalej, u babci)). Nigdy nie
      prosiłam teściowej by zajęła się dziećmi, nie miałam takiej potrzeby. Jednak
      jeszcze przed ich narodzinami wyrażnie powiedziała mi, że nie mam co liczyć na
      podrzucanie jej wnuków. Słowa dotrzymała, dzieci nie mogą zostać same, zawsze
      muszę być i opiekować się nimi.Nawet na przysłowiowe 5 min.
      Pomimo tego, iż wiele z Was mówi, ze teściowa czy mama nie mają obowiązku (bo i
      nie mają) powinny same zadbać o dobry kontakt z wnukami.
      Dobry kontakt niekoniecznie musi oznaczać całodzienną opiekę nad wnukiem. Może
      to być pokazanie, jak piecze się ciasteczka, jak dawniej przygotowywano się do
      świąt, wieczorne opowieści z czasów dzieciństwa rodziców. Tak wyobrażam sobie
      dobry kontakt, ponieważ tak wyglądał mój kontakt z dziadkami.
      Dziadkowie zawsze kojarzyli mi sie z kimś niesamowicie dobrym, cierpliwym,
      wszechnicą wiedzy na każdy temat, kimś prawdomównym.
      Kim są nasi rodzice? Zarówno moi rodzice jak i teściowie żyją w związkach
      rozbitych (różnica polega jedynie na tym, że teść się wyprowadził), od lat nie
      spędzają świąt w normalnej atmosferze(w moim domu pierwsze święta były w
      momencie, gdy nasz pierwszy syn skończył półtora roku), są pokłóceni z własnym
      rodzeństwem i rodzicami.
      Nasi synowie patrzą i widzą, że my dzieci (ja i mąż) jedziemy do rodziców i
      zastajemy same pretensje, kłotnie, wyzwiska. Matka nie szanuje dorosłej córki,
      wyśmiewa i poniża ją przy własnych dzieciach. Syn nie ma wstępu do domu
      rodzinnego bo zdaniem jego matki źle wybrał żonę.
      Zaraz ktoś napisze, że to ja powinnam wychować dzieci a nie moi rodzice. I
      wychowuję je, najlepiej jak potrafię. Staram się spokojnie wytłumaczyć,
      dlaczego dziadek nie widział młodszego syna, dlaczego babcia (teściowa) nawet
      przy stole wigilijnym nie potrafi powstrzymać się od obelg. Czasem jednak nie
      potrafię.
      Ktoś tu napisał, że trzeba się zastanowić, dlaczego tak jest. Że pewnie wina
      leży po naszej stronie.Każdy z nas ma jakieś wady ale i zalety. Trzeba je
      zaakceptować tak, jak akceptuje się zmiany zachodzące w nas samych.

      Mam dziś ciężki dzień. Nawet nie mam z kim o tym porozmawiać i chyba to
      najbardziej boli.
      Przepraszam, jeśli kogoś uraziłam.
      • misiamama Re: Podzieliłyśmy się na dwie frakcje:(((( (dług 11.11.04, 12:36
        Hej hej
        masz rację w tym, że starsi ludzie mają prawo do odpoczynku - młodzi tez mają
        prawo do odpoczynku, do prywatności, do samodzielności... myślę że ten podział
        niedokładnie wygląda tak jak to napisałaś (przynajmniej na tym forum). Ja
        równiez nie popieram tzw. postawy roszczeniowej u dorosłych dzieci. W ogóle
        chciałabym podkreslić, że kwestia wsparcia finansowego to osobny temat i
        zasadniczo chyba zgadzam się w tek kwestii z Tobą. Ale w
        sprawach "pozafinansowych - wydaje mi się jednak, że rodzina to obowiązki na
        całe życie, a nie tylko do czasu, kiedy dziecko dorośnie i założy własną
        rodzinę. Może to kwestia definicji - dla mnie rodzina to nie tylko rodzice i
        dzieci, ale tez dziadkowie, wnuki, ciocie itp. Inna sprawa, że zmienił się
        chyba model rodziny i jej wyobrażenie w społeczeństwie. Tak jak piszesz - jest
        taj, jak gdyby nasi rodzice zapomnieli, jak bardzo im pomnagali ich rodzice.
        Nie chodzi o finanse, ale o obecność w życiu. Szkoda, że tak jest, bo uważam że
        wielopokoleniowa rodzina (niekoniecznie żyjąca pod jednym dachem, po prostu
        utrzymująca częsty i głeboki kontakt) wnosi wiele cennych wartości w życie
        każdego z jej członków. Brak więzi z dziadkami owocuje niewrażliwością na
        potrzeby starszych osób, również niespokrewnionych, lękiem przed cierpieniem,
        chorobą, starością, śmiercią - a to są elelementy życia, tylko spychane na
        margines. Szkoda, że dziadkowie póki są młodzi i pełni sił nie budują trwałych
        relacji z wnukami. Później będzie za późno, i obudzą się skazani na dom
        pogodnej starości. Nie wierzę, że ktokolwiek chciałby mieszkać w najlepszym
        nawet takim ośrodku, ze świadomością, że nikomu nie jest potrzebny.
        Ja nie myślę, że wina leży po Twojej stronie, Wręcz uważam, że dobrze iż
        chronisz swoje dzieci przed nieodpowiedzialnymi dziadkami, którzy chyba nie
        dorośli do swojej roli. Przykre to, ale nie jesteś sama. Mój synek też nie
        widuje dziadków, i to nie z naszej winy. Trzymaj się, pozdrawiam cieputko Aga
    • zaza10 Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 11.11.04, 02:35
      no cóż temat rzeka moja na moim ślubie płakała tak jak na pogrzebie o reszcie
      nie napiszę ,boto stara bajka jedynie to ,że to tej pory < 22 lata po ślubie>
      jak ją widzę to nogi mi się gną i muszę się wyciszać a następnie zmuszam się
      do konwenansów typu co słychać.Byłam oskarżana o co tylko się dało np.że byłam
      biedniejsza,że studiowałam <po co to kobiecie > że chodziłam do szkoły
      rodzenia,że czytam <tak> ojej miałam nie pisać .No cóż efekt jest taki ,że
      zgorzkniałam a pozytywy : nabrałam dystansu do życia i nie powtarzam jej błędów
    • aszk Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 11.11.04, 11:06
      Przede wszystkim to zastanów się nad jednym 'co to wniesie?'. Jeśli teściowa
      nie zrozumie tego wszystkiego to zbędny trud i nerwy. Ja jeden raz próbowałam
      swojej teściowej coś powiedzieć, początkowo 'na okragło' a potem wprost i? Nic.
      Nie rozumie. Wie lepiej. To moja wina... Bo na ślubie... (ponad 6 lat temu smile).
      A na studiach... (jeszcze dawniej). Dopadła mnie bezsilność. Nic nie dało. Przy
      pierwszej sprzeczce o coś trywialnego pękło całkiem. Efekt taki, że usztywniła
      się dodatkowo w stosunku do mojego męża, poniewaz nawet do niego nie dzwoni. O
      wnuczkę pyta się przez rodzinę. Nie wiem czy ogólnie jestem z tego zadowolona.
      Z mojego punktu widzenia to nie istotne, ale jak córce za kilka lat wytłumaczę
      nieobecność dziadków w jej życiu. Ja może będę mieć ułatywione zadanie bo są na
      drugim końcu POlski, ale Tobie będzie o wiele trudniej.
      Pzdr.
    • dzadzia Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 12.11.04, 09:53
      A ja Ci odpowiem tak. Ja również mam teściów do których miałam mnóstwo żalu. I
      tak raz przypadkiem doszło do ostrej rozmowy gdzie wygarnęliśmy sobie bardzo
      dużo. Oczywiście oni nic nie zrozumieli z tego co ja mówiłam, uważają mnie za
      niewdzięcznicę - jakąś nienormalną, niedouczoną ( jestem po dwóch kierunkach
      studiów, które zrobiłam za własne pieniądze bo rodziców nie było stac by mi
      pomóc), wyśmiali moje uczucia, poglady , mój sposób wychowywania córek, moje
      podejście do życia, obwiniają mnie za unieszczęsliwienie męża tym, że mało
      wychodzimy do znajomych ( mąż wcale nie jest nieszczęśliwy!!!)- więc jesli
      chodzi o zrozumienie nic nie osiągnęłam. Ale nie żałuję że tak się stało, bo...
      Do tamtej rozmowy bardzo mi na nich zależało- na ich zdaniu o mnie, na tym by
      mnie polubili i ta rozmowa była "rozpaczliwą walką o ich uczucie"- zwłaszcza w
      zestawieniu z ich nową synową- "chodzącym bóstwem"( na marginesie ona nie musi
      im pomagać, jej można powiedziec wszystko, ona ma cudne doklejone
      paznokcie...).I po tym wszystkim co usłyszałam, i jeszce jednej mojej próbie
      przeprosin, że powiedziałm może za dużo- zrozumiałam że nie zasługuja na to,
      bym tak walczyła o ich uczucie. I przestało mi na nich zależeć. Już nie
      dnerwuje mnie to jak traktują swoją drugą synową, już nie dbam o to co oni
      myślą na dowolny temat, nie pytam o zdanie,nie pytam o ich zdrowie, nie
      proponuje pomocy, nie mówię co czuję, co się zdarzyło, nie chodzę do nich-
      i... jest mi lżej. Dodam tylko ,że teściowa zajmuję się moja malutka córeczką
      więc muszę ja spotykac codziennie i jeszce jakby było mało mieszkają klatkę
      dalej, więc nie mogę tak zapomnieć ,że istnieją. Ale ta rozmowa uświadomiła mi
      ich stosunek do mnie i pozwoliła mi zdystansowac się do nich. I jeszce
      najważniejsze mój mąż nie stanął po ich stronie i powiedział że mnie kocha i to
      mi wystarcza. To on jest mi najbliższy, a jego rodzice po prostu są. A córeczką
      nie bronię kontaktów z dziadkami i nigdy przy córciach nie mówię nic złego na
      temat dziadków. Nie chce aby stosunek teśció do mnie miał jakiś wpływ na
      stosunki z wnuczkami.
      No i tak na zakończenie, mówię że przestało mi na nich zależeć ale boli mnie to
      do tej pory, ale już nie będę próbowac naprawiac naszych stosunków. Po co?
      --
    • panna_marianna Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 12.11.04, 10:29
      marini2, daj spokój z mówieniem jej czegokolwiek. Nie warta jest Twojego
      zainteresowania i zdenerwowania.
      Moja teściowa nigdy nie powiedziała ciepłego słowa pod moim adresem, nigdy nie
      interesowała sie swoją wnuczką - po co, ma 3 innych wnuków. Jedyne jej
      osiągnięcie, to takie, że o mały włos rozbiłaby mojej rodziny.
    • sol_bianca Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 12.11.04, 10:40
      > 1. na konselacji po pogrzebie mojej mamy - zawołała mnie bo chciała ze mną
      > porozmawiać i powiedziała że " W poniedziałek wyjezdża na zieloną szkołę i
      > prosi abyśmy zajęli się tata. No jakiś obiad w niedzielę itd. bo wiesz jak to
      > tata przeżywa jak zostaje sam w domu"

      No może nie było to zbyt taktowne, ale to jeszcze nie powód do nienawiści...

      > 2. przed urodzeniem synka mojego przyjeżdżali do nas co tydzień - zawsze niby
      > nic nie chceli jeść ale jak nasykowałam obiad czy kolację to siadali i jedli.
      > Nie miłao to znaczenia że ja wracąłm do domu o 19:00 a oni wchodzili o 19:30.
      > że ja na drugi dzięn rano do pracy oni siedzieli i już.

      Ale przecież się nie upierali że muszą dostać coś do jedzenia - sama robiłaś im
      obiad, może uważali że nie wypada odmówić?

      > 3. prosiłam żeby nie przyjeżdżali do mnie do szpitala po porodzie - wiadomo
      > dla mnie to nic przyjemnego leżeć nago itd. ale i tak przyjechali i to
      > jeszcze z wnuczkiem zeby zobaczyl braciszka.

      No, to faktycznie przykre. Skoro prosiłaś.

      I reszta, która sprowadza się do: "głównie chodzi mi o to że mam żal że nigdy mi
      nie pomogła przy małym"
      - owszem, smutne, ale w koncu to nie jej dziecko i nie ma obowiązku. To miło jak
      mama/teściowa pomaga, ale jeśli nie - nie masz prawa jej do tego zmuszać.
      Robienie wyrzutów po fakcie nie ma sensu, możesz najwyżej zupełnie popsuć
      stosunki między wami.

      Ogólnie wydaje mi się że trochę przesadzasz. Twoja teściowa nie jest ideałem,
      bywa jak widzę nietaktowna i może egoistyczna, ale starsi ludzie często tacy są.
      Mogłabym opowiedzieć tu wiele historii znanych z własnego doświadczenia, ale po
      co? Moim zdaniem trzeba olać, nie musisz się z nią przyjaźnić, ale po co drzeć koty?
      • marini2 Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 12.11.04, 16:17


        Imieniny były jak zwykle było "miło"/ Pożegnaliśmy się jak zwykle" Miło" A co
        sobie o nich myślę tomoje.

        Nie warto chyba o tym rozmyślac do takich dochdzę wniosków.
        Bardzo dziękuję wszystkim e-mamą za porady.

        Pozdrawiam,
        Monika
    • martyna1985 Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 12.11.04, 19:17
      Witam!! Wisz, ja bym powiedzial. moze nie dosadnie ale z "lekka" aluzja!! Np
      powiedz do swojego synka jak wejdą, np. o zobacz sunku Twoja babcia
      przyjechala. Dawno Cie nie odwiedzala co???Juz zapomniales jak wyglada! Albo
      jak Maly nie bedzie chcial isc do niej na rece to powiedz: no tak babcia nie
      przyjezdza to jak Maly ma sie nie bac!! Tylko zeby pozniej nie nawiedzala cie
      co dziennie!!! Powodzenia pa
    • sdomitrz Re: Moja teściowa - temat rzeka ale co mam robić 12.11.04, 19:56
      Witaj, Marini!
      Wiesz, Twoja postawa bardzo mi przypomina ten okres, który mam na szczęście za
      sobą.
      Też nie mam pomocy i nie będę miała (moja rodzina mieszka 2000 km od Warszawy).
      Tak samo oczekiwałam że teściowa będzie bardziej zainteresowana naszym
      dzieckiem, będzie próbowała pomóc (no bo takie wzorce mam ze swojej rodziny,
      więc trudno mi było zrozumieć, że w innych rodzinach jest inaczej)

      Moje rady: NIE OCZEKUJ OD TEŚCIÓW NICZEGO - naprawdę nie warto - będziesz tylko
      się denerwowała.
      NIE PRÓBUJ UDOWADNIAĆ COKOLWIEK teściowej - nie przyniesie to żadnego skutku
      oprócz tego, że powstaną niepotrzebne problemy. chyba jednak prawdą jest, że
      dzieci syna to trochę "mniej swoje" wnuki, niż dzieci córy. Jakby "dalsza
      rodzina"
      Jeśli potrafisz, to zastosuj kilka aluzji jak powiedziała jedna z
      poprzedniczek - bardzo delikatnie (oczywiście trzeba ocenić, czy wobec tej
      osoby można takie coś zastosować, inaczej to ją tylko zirytuje).

      Moja teściowa mówiła - NO widzisz, nie chcesz, żebym Ci pomogła. Nie
      przyjeżdżasz - Wg niej to tylko my musimy do nich jeździć "żeby ona mogła pobyć
      z wnukiem oraz Nam pomóc" A to że z dzieckiem 3-miesięcznym zimą to jest bardzo
      uciążliwe, a nawet to, że nie miałam jak znaleźć czas na zebranie walizek (bo
      mały ciągle miał kolki i jadł co 1,5 godz. w dzień i noc, a byłam zupełnie sama
      bez żadnej pomocy). Teściowie mają samochód, mają po 60 lat, są na pełnym
      chodzie, więc nic im nie przeszkadza w tym, żeby nam pomagać, ale jak
      powiedział Teść - BÓG WAM POMOŻE!!!!!

      Także nie warto ani oczekiwać tej pomocy ani się denerwowac. Trzeba się
      pogodzić z sytuacją i spróbować się znaleźć w realnie istniejącym układzie.
      Jak chce być trochę dalej - niech będzie, ale też niech nie liczy na
      jakiekolwiek czułości i "rodzinne uczucia".
      W moim przypadku bardziej się sprawdziła pomoc płatna czyli opiekunka na
      początku na 4-5 godzin, a później jak znalazłam pracę na cały dzień.
      Ja płaciłam, wymagałam, Pani starała się spełnić wszystkie moje wymogi (babcia
      na pewno miałaby swoje zastrzeżenia, wizje i t.p.), była po prostu super, a ja
      byłam naprawdę zadowolona, że dziecko jest "wybawione", czyste, potrafi się
      obejść beze mnie jakiś czas, który ja poświęcę na dokształcanie się, fryzjera
      czy pracę.
      To był mój ratunek smile i nie była nam już potrzebna żadna babcia smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka