paola.brunetti
27.10.23, 19:38
Są dwie koleżanki A i B. Pracują razem w tej samej instytucji, mniej więcej tyle samo czasu. Poza pracą spotykają się czasami na wino i plotki, uważają się za dobre koleżanki i razem z innymi współpracownikami tworzą zgrany zespół.
Pojawia się możliwość awansu, który wiąże się ze stażem pracy, nie jest to zmiana stanowiska, tylko inne zaszeregowanie i podwyżka. Szef zapewnia A i B, że obydwie spełniają kryteria i mogą składać wniosek, co też robią. Przez długi czas nie ma żadnych informacji, jedynie że trzeba czekać na telefon. I któregoś dnia A dowiaduje się od koleżanek C i D, że B podpisała nową umowę już parę dni temu, nic nie mówiąc nikomu (wyszło to na jaw z kadr na zasadzie jedna pani drugiej pani). B przyciśnięta przyznaje, że dostała awans, a nic nie powiedziała, bo szef jej zabronił.
A jest bardzo przykro, bo uwaza, że ma takie same kwalifikacje jak B, ale jakoś pogodziłaby się z brakiem swojego awansu, gdyby nie ta tajemnica i głupie wymówki B. W krótkich słowach, ale uprzejmie, A informuje B, że najbardziej boli ją nieszczerość B i że z ich znajomością poza pracą koniec. Na co Ɓ obraża się, płacze i od tygodnia przychodzi do pracy z fochem, nie odzywając się prawie do nikogo. Atmosfera zwarzona, zespół poróżniony.
Kto Waszym zdaniem ma więcej racji i powinien zostać przeproszony, A czy B?