dircechrzescijanska
19.01.24, 15:57
Dziewczyny, proszę o poradę bo jestem i zła na kogoś i zła na siebie i nie wiem, czy mieć pretensje do siebie czy do nich.
Jak pisałam w innym poście znalazłam w internetach coś co było nazwane maraton odchudzania. Prowadzi ten maraton studio zajmujące się kosmetologią. A samo studio prowadzi Białorusinka, co jest o tyle ważne, że myślałam na początku, że nie mówi po polsku. A, i nie jest kosmetyczką. Zabiegi typu linfodrenaz, elektrostymulacja czy lipodrenaz prowadzą dwie dziewczyny, jedna jest po studiach, druga już kończy. Teraz ta pierwsza jest na urlopie i wszystkie te zabiegi robi dziewczyna która przyszła sobie dorobić podczas ferii, studentka drugiego roku kosmetologii. Ad rem. W ofercie było napisane że studio zapewnią NIELIMITOWANY dostęp do WSZYSTKICH usług i zabiegów z indywidualnym planem dostosowanym przez specjalistę. Opracowują też indywidualną dietę i służą wsparciem. Wszystko w cenie tak promocyjnej że nigdzie takiej nie ma. W zamian klientka zgadza się na regularne pomiary wraz ze zdjęciami sylwetki i wyraża zgodę na rozpowszechnianie. Ok. Dla mnie bomba. Idę na rozmowę kwalifikacyjną. Pani mi proponuje trzy zabiegi tygodniowo i 4 bieżnie w kapsule. Po wyjściu dostaje sms że zastanowiły się i zabiegów proponują 6. Dwie liposukcje kawitacyjne dwa limgofasery dwie elektrostymulacje plus co tam sobie dobiorę, rolka, rower, orbitrek. Następnego dnia płacę, dowiaduje się że na bieżnie w kapsule jestem za ciężka. No bywa. Proponują orbitrek z podczerwienią i kolagenem. Ok. Po bodaj 3 razach ćwiczeń na orbitrek dowiaduje się że i na to jestem za ciężka. Ok, jeżdżę na rowerze chociaż zachwycona nie jestem. Zapisana jestem na laser. Na 50 min. Po 30 min ta studentka co dorabia laser wyłącza. I wmawia mi że minęło 50 min. A ja początkowo wierzę, bo dlaczego nie. Ale sprawdzam, o której zaczęłam i widzę że minęło 30 min. Mowie to i do studentki i do właścicielki. Mówiłam, że myślałam, że nie mówi po polsku? Mówi. I to bardzo dobrze. Dowiaduję się że tak, było 30 min, i co z tego? Mam dużo innych zabiegów, co więcej, raz wymieniłam rolkę na linfodrenaz. Uważam, że są nie w porządku i dodatkowo studentka wprowadziła mnie w błąd. Finalnie dziewczyna ryczy a ja czuję się jak naciągaczka. Przez cały tydzień ten teraz studentka była sama. Robiła mi zabiegi i zapisywała zabiegi na następny dzień. Dziś poprosiłam żeby mnie zapisała na przyszły tydzień. Dałam jej kartkę z moją propozycją rozłożenia zabiegów na przyszły tydzień. Na cały bo z dnia na dzień jak się zapisuje to nie zawsze jest dobra godzina. Zapytała mnie zdziwiona, a to pani chce przychodzić 5 dni w tygodniu? Ano chce, poproszę, w końcu jest bez limitu. Uprzedzając pytania. NIE, prosiłam o zabiegi co dzień. Prosiłam o dwa lasery, dwie elektrostymulacje i dwie liposukcje. Ona mówi, że nie ma problemu i zapisze. Wychodzi. Po chwili wraca i mówi że nie zapisze, bo nie ma uprawnień. Mowie ze przecież zapisywała mnie cały tydzień. Ta kręci, ja nie chce naciskać. Proszę o zapisanie chociaż na poniedziałek, lubię wiedzieć jednak wcześniej jak planować dzień. Po wyjściu sprawdzam, na boksy, zamiast limfidrenazu który jest dość tani, mam pas wibracyjny, za podobna cenę, sprawdzam ceny na wszelki wypadek, gdybym coś zamieniała, żeby znowu nie było gadania. Pas którego nie chce i nie będę korzystać, bo stoi tuż obok biurka właścicielki.
Była też awantura bo jeden raz odwołałam rower na który nikt nie chodzi. Wiem, że nie chodzi bo są na nim ciągle moje parametry. Wlascicielka powołała się na regulamin, którego nie mają i którego siła rzeczy mi nie przedstawiły.
Ja rozumiem, że one się nie spodziewały, że ktoś będzie przychodził 5 razy w tygodniu. Z drugiej strony i w ofercie o na rozmowie deklarowany nieograniczony dostęp. Ale z trzeciej strony to jakby abonament, to korzystam. I uważam, że nie wykorzystuje, bo internety mówią że te zabiegi powinny być wykonywane 2 bądź 3 razy w tygodniu. Ale ja się zaczynam bać tam chodzić! Czy to ja jestem ta zła i wykorzystująca czy też one nieprofesjonalne? A diety i planu indywidualnego nie mam.