Dodaj do ulubionych

Jak skłonić partnera...

10.02.15, 09:26
....do tego, by rozglądał się za zmianą pracy na lepiej płatną, lub zaczął popołudniami dorabiać? Wiem, że włożę kij w mrowisko, ale nie zamierzam z własnej dg utrzymywać kogoś, kto ma 1200 zł, normalnie miałby 1700, ale resztę zabiera komornik z powodu niepłacenia za rozpoczęte studia, które mój M zaczął, zanim się poznaliśmy. Studia te nie były podjęte z konieczności by podnieść kwalifikacje zawodowe, tylko były tzw. fanaberią (politologia). Przez pewien czas po pracy udzielał korepetycji, pomagał mi wprowadzeniu działalności ale niektórzy porezygnowali (ciekawe dlaczego, skoro ja mam moje lekcje nawet w ferie i wakacje). Jemu się nigdy nic nie układa, albo ktoś mu nie pasuje, albo dziecko leniwe, albo zbyt dużo nerwów go to kosztuje. Zawsze coś jest nie tak. Nie wiem co robić. Muszę się komuś wygadać po prostu. Aha, poza działalnością gospodarczą aktywnie szukam pracy (na godziny przedpołudniowe), po pierwsze dlatego, że całe przedpołudnia mam wolne, bo nikt nie chce lekcji przed południem, a po drugie po to, żeby ktoś mi płacił zus. Niestety niczego nie znajduję. Dochód z mojej działalności to 3 a czasami 4 najniższe krajowe po odliczeniu wszystkich kosztów. Czasem pracuję do 22, do tego jeszcze po nocach tłumaczenia, dlatego drażni mnie, gdy on siedzi w kuchni i .....czyta książkę, gdy ja mam lekcje. Mam dosyć. Nie rozumiem też tajemnicy rotacji klientów u niego, po 2-3 lekcjach kilka osób zrezygnowało. Aż się boję przekazywać numer telefonu, bo i tak to klient stracony. Co jest nie tak? Albo - co jest nie tak ze mną że nie mogę znaleźć nic na przedpołudnia (tzn dyspozycyjność w godzinach 6-15)?
Obserwuj wątek
    • brak.polskich.liter Zle postawione pytanie 10.02.15, 09:50
      ad.a6 napisał(a):

      > Albo - co jest nie tak ze mną że nie mogę znaleźć nic na przed
      > południa (tzn dyspozycyjność w godzinach 6-15)?

      IMO zle postawione pytanie. Powinno brzmiec: co jest nie tak ze mna, ze jeszcze nie kopnelam opisanego typa w cztery litery, skoro jego priorytety zdecydowanie mi nie pasuja?

      Piszesz, ze masz wolne przedpoludnia, poki co. Rozumiem zatem, ze "tlumaczenia po nocach" to po prostu dlatego, ze wolisz pracowac w nocy/wieczorami, a nie dlatego, ze taka jest koniecznosc dziejowa. Zamiast zajmowac sie partnerem i jego motywacjami (dlaczego ma az taka rotacje klientow? Dlaczego nie szuka lepiej platnej pracy? Dlaczego to, dlaczego tamto?) skup sie moze na wlasnej pracy, organizacji czasu, proporcjach praca/czas wolny, ktore by CIEBIE zadowalaly, a pana pusc wolno. Jestes samowystarczalna finansowo, natomiast na Twoim miejscu odpuscilabym sobie nierokujacego utrzymanka - nie jest to opcja na ten moment w zyciu.
      • ad.a6 Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 10:02
        Ola: próbowałam tak zrobić, wierz mi, wakacje są takim okresem, gdy zleceń jest mniej. I tak odpowiedzialność finansowa zawsze spada na mnie. On mówi, że jest minimalistą i że nic mu nigdy nie potrzeba, a za razem rozgląda się w galerii za nowymi ciuchami z błagalnym spojrzeniem typu "kup mi, bo wiem, że masz". I tu nawet nie chodzi o to, że pieniędzy nie ma, ale o to, że on się nie poczuwa do tego, by ten budżet polepszyć, a mi dać większą motywację do pracy.
        Odnośnie tłumaczeń po nocach: przedpołudniami ogarniam dom, mam mieszkającą ulicę dalej niepełnosprawną 76-letnią mamę, której pomagam, robię zakupy, dowożę do lekarzy. Dlatego tłumaczenia przechodzą "na noce".
        • brak.polskich.liter Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 10:05
          ad.a6 napisał(a):

          > Odnośnie tłumaczeń po nocach: przedpołudniami ogarniam dom, mam mieszkającą uli
          > cę dalej niepełnosprawną 76-letnią mamę, której pomagam, robię zakupy, dowożę d
          > o lekarzy. Dlatego tłumaczenia przechodzą "na noce".

          No to tym bardziej go kopnij.
          Facet, ktory w takiej sytuacji nie poczuwa sie ani do ulzenia w zarobkowaniu partnerce, ani w innej pomocy (w koncu on moglby ogarniac Twoja mame w czasie, kiedy Ty pracujesz, nie?) nadaje sie wylacznie do utylizacji.
          Dziekuje za uwage.
          • chocolate_cake Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 10:17
            Tak ma moja koleżanka. Pracuje w szkole na 1,5 etatu. Po południu codziennie ma 3 godziny korepetycji. Mąż pracuje 5 godzin dziennie. Robi zakupy ale ona gotuje bo on nie umie. On ją prosi o zakup ubrań, to samo nastoletnie dziecko. Ona kupuje. Wiele osób jest zdziwionych, ale oni akurat są szczęśliwi. Tu jest różnica.
      • chocolate_cake Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 10:05
        Nie zrobisz nic (czytałam twoje wcześniejsze wątki)
        Mam dwie koleżanki, które zapieprzają na dwa etaty (nauczycielka i lekarka) a ich mężowie, panowie 45+, zarabiają 1500-2000, chociaż mogliby więcej ( akurat oni z racji zawodów mogliby, chociaż wiem że z pracą jest w Polsce ciężko )
    • aqua48 Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 10:08
      ad.a6 napisał(a):

      > nie zamierzam z własnej dg utrzymywać kogoś

      To nie rób tego. Nie możesz zmienić innej osoby, możesz zmienić tylko siebie, swoje postępowanie, a dopiero to zmieni również w konsekwencji kogoś innego. Nie masz innej możliwości wpływania na kogoś.
      • kochamruskieileniwe Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 10:21
        racja .

        i na marginesie... troche słownie manipulujesz - 3-4 najniższe krajowe to powyzej śedniej krajowej.Zwłasza po odliczniu kosztów (3-4 X 1286,16 vers 2713 kwoty netto)
        Zwracam na to uwage, bo po cholere pisac o najniższej krajowej w tym kontekscię?Licząc, ze nikt nie doczyta, ze to 3-4?
        No i kwestia pracy do 22-giej. Po prostu - masz drugą zmianę.
      • ad.a6 Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 10:24
        Nawet nie wiem jak nazwać to, że coś się we mnie buntuje. Przykład z zeszłego weekendu: chodzimy po sklepie z AGD rozglądając się za pralką, bo lada moment trzeba będzie wymienić, ta co mam ledwo zipie, na co on: "wiesz co, wymieńmy też odkurzacz na fajniejszy" (ten co mam ma 2 lata i ma się nieźle). Przykro mi z powodu tego tupetu, kupmy, zróbmy, zamówmy (w sensie
        wydajmy kasę BO JEST, i wszystko MY). Gdybym miała 1200 zł i komornika na głowie stuliłabym uszy po sobie i próbowała dorobić, gdzie się da, a nie wybredzać. O to mi chodziło.
          • ad.a6 Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 10:32
            No właśnie chodzi o to, że nie wiem jak mu to DELIKATNIE powiedzieć, na słowa "zarób/dorób" reaguje "przecież pracuję, to z twojej winy mam komornika", tak, ja nie pozwoliłam płacić ze tę politologię, bo rata za studia byłaby 300 zł miesięcznie, do tego dojazd na zajęcia. Tyle, że ja umowy z uczelnią nie widziałam na oczy i nie wiedziałam czym grozi odstąpienie od umowy.
            • ola_dom Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 10:36
              ad.a6 napisał(a):

              > No właśnie chodzi o to, że nie wiem jak mu to DELIKATNIE powiedzieć,

              no właśnie.... On nie jest specjalnie delikatny wobec Ciebie żądając ciągle nowych ciuchów, odkurzaczy, etc...
              A Ty MUSISZ być delikatna...?

              Sorry, ale najdelikatniejsze, co mi przyszło w tej chwili do głowy, to:
              - ależ puknij się w czółko, kochanie.
              • ad.a6 Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 10:47
                Wiem, że tak to wygląda, ale normalna rozmowa prawie zawsze kończy się jego obrazą, tzn siedzi z rękoma dookoła głowy i się nie odzywa, albo słyszę że jestem materialistką. Ale nie o to mi chodzi, chciałabym być chociaż przez chwilę odciążona od wszystkich opłat, terminów, pilnowania wszystkiego. Usłyszałam też, że skoro mam dziecko (z poprzedniego związku) to muszę być bardziej odpowiedzialna i zarabiać proporcjonalnie więcej.:(
                • marina2 Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 11:01
                  w tym wątku chodzi o to : "jak zostawić faceta,który nie rokuje?" prawda? "czy mam go zostawic bo nie jest tym jedynym?"
                  wyobraź sobie jak bedzie wyglądało Twoje życie bez niego i tyle

                  zapytam wprost czy Ty namówiłaś go na rzucenie studiów?
                  • ad.a6 Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 11:13
                    Tak, ja namówiłam go na rzucenie tych studiów, denerwowało mnie to że zachowuje się jak egoista, bo z tych studiów (nawet gdyby je skończył) nie byłoby dla nas żadnego pożytku. Czymś zupełnie innym jest podjęcie studiów z konieczności by się przekwalifikować i podjęcie studiów jest czasem uwarunkowane otrzymaniem danej pracy. Tu była zwykła fanaberia, na którą nas nie stać. Jest tym jedynym. Przez ostatni rok wyglądało na to, że wszystko idzie ku lepszemu i się ustabilizuje. Przeżyłam mały szok gdy dostałam wpływ wynagrodzenia na konto. On sobie nawet nie zdawał z tego sprawy, że ma zajęcie komornicze. Nawet gdy mu uświadomiłam ile dostał wypłaty, to nic sobie z tego nie zrobił.
                  • triss_merigold6 Inaczej 10.02.15, 11:14
                    Inaczej: nie powinna pana trzymać w domu, bo daje dziecku zły przykład fatalnego rozłożenia sił i środków. Poza domem, dla rekreacji - spoko, jeśli pan ma walory.
                    • annb Re: Inaczej 10.02.15, 11:31
                      a pan na dziecko krzyczy
                      forum.gazeta.pl/forum/w,898,147995003,148240125,Re_Zyjemy_obok_siebie_.html
                      i jest wredny
                      forum.gazeta.pl/forum/w,898,147995003,148243376,Re_Zyjemy_obok_siebie_.html
                      i tak dalej

                      wyszukiwarka wypluwa ja czytam i dziwię się
                          • ad.a6 Re: Inaczej 10.02.15, 11:42
                            Wszystko byłoby ok gdyby umiał sam sobie powiedzieć "mało zarabiam" i być trochę bardziej skromny. Każdy ma jakieś wady, staram się ja akceptować, ale czasami to wykracza poza moją cierpliwość. Gdy zakładałam tamten wątek, pamiętam jak bardzo byłam zdołowana, kasy było o połowę mniej, ale nie było tego komornika, myślałam że rzucił to w cholerę i się rozejdzie po kościach. Wielkie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam ile wynagrodzenia weszło na konto.
                            • annb Re: Inaczej 10.02.15, 11:44
                              i co z tą wiedzą zrobilas?
                              bo normalny człowiek by się wqrzył i zrobil dzihad
                              a Ty co zrobilas?
                              wziełas więcej lekcji?
                    • brak.polskich.liter Re: Inaczej 10.02.15, 11:44
                      Doczytalam, ze dziecko jest plci zenskiej.
                      Mozliwe, ze w tym szalenstwie jest metoda - dziewczynka naoglada sie do urzygu leniwego, roszczeniowego, bezczelnego i glupiego, jak but typa, ktory pasozytuje na matce, brew mu nie drgnie, ze ta uchetana i sfrustrowana samotnoscia w zarabianiu i koniecznoscia zap..ania wokol domu (no, zakupy pan zrobi - uau, klekajcie narody) i jeszcze ma czelnosc nabzdyczac sie, kiedy zywicielkosponsorka odmowi wyskoczenia z kasy na kolejna zachcianke.

                      Modelowy wrecz antyprzyklad faceta. Jest szansa, ze przy takim stezeniu fundamentalnych wad zadziala, jak szczepionka na takie typy i mloda nie powieli lifestyle mamusi. Czego serdecznie dziewczynce zycze.
    • differentview Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 10:51
      ad.a6 napisał(a):

      > jak sklonic partnera do tego, by rozglądał się za zmianą pracy na lepiej płatną, lub zaczął > popołudniami dorabiać?

      moze to nie jest partner tylko...utrzymanek? a Ty nie jestes partnerka tylko...sponsorka?

      > Wiem, że włożę kij w mrowisko, ale nie zamierzam z własnej d
      > g utrzymywać kogoś, kto ma 1200 zł, normalnie miałby 1700, ale resztę zabiera k
      > omornik z powodu niepłacenia za rozpoczęte studia, które mój M zaczął, zanim si
      > ę poznaliśmy.

      a ktos Ci karze go utrzymywac?

      > Czasem pracuję do 22, do tego jeszcze po nocach tłumaczenia, dlatego drażni mnie, g
      > dy on siedzi w kuchni i .....czyta książkę, gdy ja mam lekcje.

      no coz, zapewne ma inne zalety, ktore powoduje, ze mimo wszystko zgadzasz sie na taki uklad- kwestia priorytetow

      • adorra0 Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 10:56
        Współczuję sytuacji. Nie masz czasami wrażenia, że zamiast partnera masz w domu kolejne dziecko, które sprawia Ci więcej problemów niż Twoje własne? A wracając do zasadniczego tematu - problem chyba nie jest nowy, ale ciągnie sie od momentu kiedy zamieszkaliście razem, o ile dobrze kojarzę?
      • ola_dom Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 10:58
        differentview napisała:

        > moze to nie jest partner tylko...utrzymanek? a Ty nie jestes partnerka tylko... sponsorka?

        > a ktos Ci karze go utrzymywac?

        > no coz, zapewne ma inne zalety, ktore powoduje, ze mimo wszystko zgadzasz sie na taki
        > uklad- kwestia priorytetow

        no właśnie.... w sumie to nawet można pozazdrościć partnera - to musi być jakiś super-hiper-ekstraśny gość, skoro dziewczyna godzi się na utrzymywanie, fochy, obrażanie i całą resztę. Aż się wstydzę zapytać, szczerze mówiąc...:>
    • amb25 Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 11:04
      Ja tez mam znajomych gdzie on ma komornika, praktycznie do konca zycia (odziecdziczyl dlugi rodzicow gdy mial ok.30 lat) a ona pracuje ile sie da (pomoc dentystyczna), bo jemu komornik zostawia tylko minimum na przezycie. Jemu sie nawet nie oplaca dorabiac bo co dorobi to mu zabierze komornik. Ona za niego wyszla wiedzac, ze ma komornika do konca zycia (prawie).
      On dobrze gotuje i zajmuje sie dziecmi (obecnie dorosle), robi cos w domu i jakos sie dogaduja. Pewnie, ze jej jest ciezko, bo cale finanse na jej glowie, ale sa ze soba i sa szczesliwi. Oczywiscie on tez ma swoje wady, ale przynajmniej w domu cos robi bez proszenia i pogadania. On uwaza, ze skoro ona tak duzo pracuje a on nie to wieksza czesc obowiazkow domowych nalezy do niego.
      A rozmawialas z nim o podziale obowiazkow w domu, zeby cie jakos odciazyl.
      Czy stosunek do pieniedzy to jego jedyna wada, moze mozesz byc z nim szczesliwa pomimo tego?
      On nie jest minimalista. Minimalista nie potrzebuje nowej pralki czy nowych ciuchow dopoki stare sie nie rozleca na grzebiecie i generealnie dwie sztuki wystarcza (byle bylo na zmiane) a butow wystarczy jedna para.
        • ad.a6 Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 11:31
          Zakupy robi, ogólnie lubi wydawać pieniądze, więc zakupy robi chętnie. Dom, rachunki, dziecko, psa ogarniam ja. Przy lekcjach córce pomaga, co prawda nieczęsto, bo młoda lubi bardziej uczyć się ze mną. Mojej mamie zaniesie ciężkie rzeczy i leki, tak bez przekonania bo nie lubili się od samego początku.
          • annb Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 11:43
            dawno temu triss, obecna w tym watku, napisała komus podobnie jak ty utrzymującego pana
            coś takiego
            legwana sobie kup
            Pozwolę sobie wkleic bo wpis bardzo tutaj pasuje, bardzo

            Re: Maz - kasa - zwalil mnie z nog!!
            Autor: triss_merigold6 07.12.09, 09:56
            Dodaj do ulubionych Skasujcie
            Odpowiedz cytując Odpowiedz Najwyższy czas panu uświadomić, że jest leniwym leszczem. Nie dość,
            że daje żałosną kwotę na dom to jeszcze jego wkład w domowo -
            dziecięce obowiązki jest niewielki. W sumie tańszy jest legwan - też
            żre i śmieci ale przynajmniej dekoracyjny i nie marudzi.
      • ad.a6 Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 11:26
        Masz bardzo wiele racji, to nie jest tak, że on ma komornika i ja go wyrzucam z mieszkania za to że go ma. To nie jest jakaś wielka kwota do spłaty, spokojnie do końca roku damy radę, chodzi mi raczej o jego nastawianie do tego, że to zajęcie komornicze w ogóle jest, i że z racji tego stuli uszy po sobie i nie będzie domagał się kolejnych butów, będzie miał poczucie pewnej winy i rozejrzy się za możliwością popołudniowego dorobienia, albo będzie bardziej dbał o relacje z klientami, których mu podeślę (małe dzieciaki na język angielski, podstawy w sumie). Jak pisałam wyżej, przez pewien czas było bardzo dobrze i miałam wrażenie, że go zaangażowałam, a tu zonk, nie dość, że nie potrafi tych klientów utrzymać, relacje z rodzicami są napięte, wręcz konfliktowe, to nie widzi w sobie problemu (przecież to oni odwołują lekcje, co ja zrobię?). I jeszcze do tego ten komornik. Nie sam komornik jest tu problemem, wspieram go jak mogę i przymknęłabym na to oko, gdybym widziała, że facet się za wszelką cenę stara.
        • aqua48 Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 12:00
          ad.a6 napisał(a):

          >wspieram go jak mogę i przymknęłabym na to oko, gdybym widziała, że facet się za wszelką cenę stara.

          No, ależ stara się. Podsunął Ci nawet pomysł żebyś sobie wymieniła stary odkurzacz na nowy..tylko po to żeby Ci lżej było odkurzać. Nie żeby jemu zrobić przyjemność przecież. A Ty? W podzięce za genialny pomysł nakupiłaś mu fajnych ciuchów, czy jednak okazałaś się materialistką?
          • brak.polskich.liter Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 12:08
            No, ale po co on mialby cokolwiek zmieniac, po co?
            Dach nad glowa jest, pelna lodowka jest, micha jest, zaru...e jest. Rachunki placa sie same.
            I jeszcze jakis gadzet albo ciuch skapnie, jak tylko biedny maly misio skrzywi pyszczek.
            Niczego sie od niego nie wymaga, on nic nie musi, a niesmiale brzeczenie zywicielki, ze moze on by cos tam wpuszcza sie jednym uchem, a wypuszcza drugim, bo wiadomo, ze i tak konsekwencji zadnych nie bedzie.
            Zyc nie umierac. Dolcze witaj i gabaniaj :P
            • ad.a6 Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 12:18
              Fajnie jest się ponabijać cudzym kosztem? dobrze, że mam do siebie dystans i wiem że robię źle ale nie wiem jak to skończyć. Nie chcę się rozstawać, tym bardziej że mam tylko schorowaną mamę. Poza tym wiem, że w naszym mieście trudno o pracę (sama szukam czegokolwiek w godz przedpołudniowych), to nie wiem co facet po administracji mógłby robić, on z tych co fizycznie nie pójdzie nigdzie bo NIE UMIE. Ostatnio był problem z szafą przesuwną to jedyną rzeczą którą powiedział było "zadzwonię i zamówię stolarza".
        • beauty_agadir Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 12:16
          Ale w każdym poście piszesz o tym samym,powtarzasz się.Więc ci dziewczyny piszą:on się nie zmieni bo i po co?Jemu wygodnie!To taki typ. Skupiasz się na polsrodkach a problemem jest jego postawa.Pytanie:ile jeszcze dasz rade tak żyć? Co zrobisz gdy on się nie zmieni,jaka przyszłość was czeka?nie wyobrażam sobie np.drugiego dziecka w takiej sytuacji?możesz zmienić siebie i swoje podejście.
        • kocia_noga Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 15:20
          ad.a6 napisał(a):

          Nie sam komornik jest tu problemem, wspieram go jak mogę i przymknęł
          > abym na to oko, gdybym widziała, że facet się za wszelką cenę stara.

          Nie jest twoim partnerem, nie dzieli z tobą odpowiedzialności, to cię wkurza.
    • ola_dom Znajdź dwie różnice.... 10.02.15, 12:25
      Re: Żyjemy obok siebie.... :(
      ad.a6 13.11.13, 09:25

      W ogóle to jakaś dziwna rodzina jest, nie wiem o co tam chodzi. Matka nauczycielka mianowana, 2 fakultety, ojciec elektromechanik bez pracy, wszystko przepijający, do tego matka nie przyznająca się do tego, ale byłam tam raz i widziałam że to prawda. Matka z kredytem hipotecznym na dom, z czasów, kiedy jeszcze ojciec pracował, kiedy było dobrze, a gdy z ojcem przestało być dobrze, coraz częściej pił i tracił pracę jedną za drugą


      Kto znajdzie choćby dwie istotne różnice w opisie rodziny partnera i "rodziny" ad.y6 - poza oczywistą, że jej partner, w odróżnieniu od własnego ojca, nie pije?

      taka tam ciekawostka, wpadła mi w oko w archiwalnym wątku...
      • ad.a6 Re: Znajdź dwie różnice.... 10.02.15, 12:32
        No właśnie to różnica. Po rozwodzie z alkoholikiem 11 lat temu powiedziałam sobie, że facet po pierwsze ma nie pić i nie palić. Nie byłoby spięć gdyby nie ten jego mały zarobek. Przez ostatni rok było dużo lepiej, przynajmniej miałam takie wrażenie, że go "wetknęłam" w mój wir pracy. Ale to była tylko ułuda. Co poradzić facetowi, który twierdzi że dla niego tylko praca biurowa "pod krawatem" i "nie umie gwoździa w ścianę wbić, bo go tata nie nauczył"?
        • brak.polskich.liter Re: Znajdź dwie różnice.... 10.02.15, 12:39
          Czyli tak: za pierwszym razem zwiazalas sie z pijakiem, a potem zamienilas pijaka na leniwego, beznadziejnego nieroba? To wobec tego moze przemysl zycie bez przydupasa przez jakis czas (zdrowiej i taniej Ci wyjdzie), potem pojscie na jakas terapie, a dopiero potem rozejrzenie sie za kims nowym.

          > Co por
          > adzić facetowi, który twierdzi że dla niego tylko praca biurowa "pod krawatem"
          > i "nie umie gwoździa w ścianę wbić, bo go tata nie nauczył"?

          Zeby zalozyl sobie torbe foliowa na leb. Moze przynajmniej to mu sie uda.
          • ola_dom Re: Znajdź dwie różnice.... 10.02.15, 12:44
            brak.polskich.liter napisała:

            > Zeby zalozyl sobie torbe foliowa na leb. Moze przynajmniej to mu sie uda.

            Obawiam się, że także w tym wypadku zadzwoni po fachowca. Za którego oczywiście ad.a6 będzie musiała zapłacić.
            • brak.polskich.liter Re: Znajdź dwie różnice.... 10.02.15, 12:53
              Prawdziwy, jak najbardziej. Hisoria sprzed paru miesiecy.
              Hartman puscil sie poreczy juz dawno temu, ale ten wpis (usuniety zreszta pozniej z bloga) upewnil mnie, ze peron mu odjechal wraz z ciuchcia i wagonikami.

              www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,16723625,Jan_Hartman_pyta_o__upadek_kazirodczego_tabu___Wpis.html
              Wrzucilam sobie do sygnaurki jako memento.
                • differentview Re: Znajdź dwie różnice.... 10.02.15, 13:12
                  ola_dom napisała:

                  > brak.polskich.liter napisała:
                  >
                  > > Prawdziwy, jak najbardziej. Hisoria sprzed paru miesiecy.
                  >
                  > To po tym wpisie przecież wyleciał z Ruchu Palikota. Dość głośno o tym było...

                  cos mi sie obilo o uszy ale myslalam, ze chodzilo o rodzenstwo np przyrodnie albo takie, ktore sie razem nie wychowywalo ale laczenie milosci rodzicielskiej z erotyczna to juz zupelnie inna bajka- odbilo czlowiekowi
          • ad.a6 Re: Znajdź dwie różnice.... 10.02.15, 12:49
            za pierwszym razem - jak to ujęłaś - byłam młoda i głupia, znaliśmy się od liceum, były mąż rozpił się na studiach wojskowych i wkrótce po nich, rozstaliśmy się jak córka miała pół roku, mimo tego, że facet zarabiał bardzo dobrze, ale że pochodził z bardzo biednego domu woda sodowa uderzyła mu do głowy, co sam przyznał podczas rozprawy rozwodowej, obecnie leczy się na depresję i nerwicę. Za drugim facet typu "oddam Ci wszystko" ale jak się okazało po przeprowadzce do mojego miasta, zarabia mało, i sam tego nie dostrzega.
        • ola_dom Re: Znajdź dwie różnice.... 10.02.15, 12:43
          ad.a6 napisał(a):

          > No właśnie to różnica. Po rozwodzie z alkoholikiem 11 lat temu powiedziałam sobie, że facet po
          > pierwsze ma nie pić i nie palić.

          To zrozumiałe. Tyle że na świecie jest cała masa facetów, którzy nie piją, nie palą, ale nie są przy tym pasożytami, nie trzeba ich utrzymywać, nie wykorzystują swoich partnerek ani ich nie obrażają.
          Może zamiast starać się (choć "staranie się" tutaj jest użyte mocno na wyrost) skłaniać faceta do czegokolwiek, skup się na skłonieniu SIEBIE do otwarcia oczu jak najszerzej? Bo to naprawdę nie ten facet jest Twoim problemem, to Ty nim jesteś. Ale - uwaga - dobra wiadomość - siebie możesz zmienić i na siebie możesz wpłynąć. Na nikogo innego.

          Właściwie to nie wiem, czego oczekujesz po tym forum - rady? Czy faktycznie, jak ktoś zasugerował - politowania i pogłaskania po główce, że "ach, jak Ci źle, biedactwo..."?
          Bo wszystkie rady i komentarze odpierasz z niesłychaną zaciekłością - tak jakbyśmy absolutnie bezpodstawnie śmiały atakować Twojego Pana, który jest nieskalany, nieskazitelny - no, tylko zarobić nie umi, taki to jeden pech... Poza tym - wzorzec z Sevres, normalnie, każda by takiego chciała....
        • aqua48 Re: Znajdź dwie różnice.... 10.02.15, 12:47
          ad.a6 napisał(a):

          > Po rozwodzie z alkoholikiem 11 lat temu powiedziałam sob
          > ie, że facet po pierwsze ma nie pić i nie palić.

          No tak, po związku z alkoholikiem, żerujący na Tobie spokojnie nieudacznik to pewien postęp. Ale niewielki. Na prawdę jest sporo całkiem normalnych facetów, może postaw sobie teraz poprzeczkę nieco wyżej?
          • ad.a6 Re: Znajdź dwie różnice.... 10.02.15, 12:59
            To wtedy będę musiała zapierd....ać jeszcze bardziej i czasu dla córki jeszcze mniej. Mówię o sytuacji gdy będę sama. A poza tym nawet nie będę miała gdzie kogokolwiek poznać, bo poza lekcjami, tłumaczeniami, spacerami z córką i z psem, nie znam nic innego. Weekendy spędzamy często z młodą w aquaparku/parku linowym/na lodowisku/spacerach/ucząc się wspólnie. Chciałam podkreślić, że moje życie prywatne jako osoby dorosłej nie istnieje, bo w weekendy nadrabiam wspólny czas spędzony osobno (o córce mówię).
            • aqua48 Re: Znajdź dwie różnice.... 10.02.15, 13:02
              ad.a6 napisał(a):

              > To wtedy będę musiała zapierd....ać jeszcze bardziej i czasu dla córki jeszcze
              > mniej. Mówię o sytuacji gdy będę sama. A poza tym nawet nie będę miała gdzie ko
              > gokolwiek poznać

              No to coś za coś.

              >Chciałam podkreślić, że moje życie
              > prywatne jako osoby dorosłej nie istnieje, bo w weekendy nadrabiam wspólny czas
              > spędzony osobno (o córce mówię).

              A co robisz przedpołudniami, kiedy nie pracujesz, a córka jest w szkole? Nie masz wtedy życia prywatnego?
              • ad.a6 Re: Znajdź dwie różnice.... 10.02.15, 13:10
                NIe mam. Dom ogarniam, obiady gotuję, idę na długi spacer z psem, noszę mamie zakupy, ogarniam samochód, weterynarza, itp, czyli robię to wszystko, co inni robią popołudniami, po pracy.
                • aqua48 Re: Znajdź dwie różnice.... 10.02.15, 13:28
                  ad.a6 napisał(a):

                  > NIe mam. Dom ogarniam, obiady gotuję, idę na długi spacer z psem, noszę mamie z
                  > akupy, ogarniam samochód, weterynarza, itp, czyli robię to wszystko, co inni ro
                  > bią popołudniami, po pracy.

                  A czemu nie przerzucisz na faceta ogarniania domu, samochodu, weterynarza, spacerów z psem (to moglibyście robić razem) i gotowania? Wszak ty zarabiasz, on niewiele, czas podzielić się obowiązkami lepiej skoro on nie ma zapału do zarabiania...
                  • ad.a6 Re: Znajdź dwie różnice.... 10.02.15, 13:34
                    Domu nie da się ogarnąć gdy większy pokój jest przeważnie zajęty przeze mnie (lekcje), mniejszy przez młodą, poza tym ja lubię gdy jest czysto zanim przyjdzie ktoś na lekcje, jakoś sobie nie wyobrażam że czekam z odkurzaniem na niego, zanim przyjdzie z pracy mam pusty dom, więc odkurzam, prasuję, czyszczę łazienkę, obiad gotuje się w tym czasie, ja zaczynam lekcje czasem o 16 czasem już o 15 i wtedy mam już czysto w domu, obiad jest dla niego tylko do odgrzania. W weekendy idziemy z psem razem, rano i przed południem chodzę ja, wieczorem córka. Obiad gotuję przed południem, czasem na 2 dni, niektóre rzeczy lubimy świeże, nieodgrzewane.
                    • aqua48 Re: Znajdź dwie różnice.... 10.02.15, 13:43
                      ad.a6 napisał(a):

                      > ja lubię gdy jest czysto
                      > jakoś sobie nie wyobrażam że czekam z odkurzaniem na niego, za
                      > nim przyjdzie z pracy mam pusty dom, więc odkurzam, prasuję, czyszczę łazienkę,
                      > obiad gotuje się w tym czasie

                      Cóż, wobec tego masz obecną sytuację na własne życzenie. Pan nic nie musi bo TY lubisz inaczej i po swojemu. On też lubi zarabiać inaczej i po swojemu.
                    • pani.jezowa Re: Znajdź dwie różnice.... 11.02.15, 00:40
                      Znaczy jeśli chcesz tak mieć, bo tak Ci pasuje to tak masz. I tyle.
                      Spokojnie on mógłby ugotować obiad, posprzątać łazienkę, wstawić pranie, uprasować w czasie gdy Ty masz lekce.
                      Ty byś rano odkurzyła i zrobiła zakupy.
            • brak.polskich.liter Zaraz zaraz 10.02.15, 13:05
              Jak odetniesz pijawe vel Twojego cudownego partnera, to odpadnie Ci sporo wydatkow. Chyba nie chcesz napisac, ze Twoj najdrozszy odzywia sie energia sloneczna, a jego odziez, rozrywki (ten aquapark, chociazby) i inne nic nie kosztuja, skoro pare wpisow temu zalilas sie na to, jakie koszty generuje jego, hmm, lifesyle?
              Wiec jakim cudem "bedziesz musiala zapieprzac jeszcze bardziej"?
              • ad.a6 Re: Zaraz zaraz 10.02.15, 13:13
                MOże inaczej to ujmę. Pewien STAŁY dochód wpływa na konto i jest nie do ruszenia. Ja tej jego wypłaty po prostu nie ruszam. Dochód z umowy o pracę jest moim zdaniem czyms pewniejszym niż działalność, przynajmniej jeden taki dochód musi być. Działalności do końca nie ufam, dkoro muszę płacić sobie zus.
                • napis_z_obrazka Re: Zaraz zaraz 10.02.15, 14:41
                  ad.a6 napisał(a):

                  > MOże inaczej to ujmę. Pewien STAŁY dochód wpływa na konto i jest nie do ruszeni
                  > a. Ja tej jego wypłaty po prostu nie ruszam. Dochód z umowy o pracę jest moim z
                  > daniem czyms pewniejszym niż działalność, przynajmniej jeden taki dochód musi b
                  > yć. Działalności do końca nie ufam, dkoro muszę płacić sobie zus.

                  Nic nie rozumiem.
                  1. Macie wspolne konto?
                  2. Wzajemne upowaznienia do kont?
                  3. Mozesz/nie ma takiej mozliwosci/ ruszyc tych pieniedzy?

                  Czyli Ty szukasz dodatkowej pracy/dodatkowych pieniedzy a Partner(???) swoje minimum oszczedza?
                  ???
                  Ty sobie nie ufasz!!! Dlaczego???
                  No nie masz etatu, ale lepiej Ci placa niz Panu na etacie!
                • kochamruskieileniwe Re: Zaraz zaraz 11.02.15, 09:24
                  Przeczytał?am dzisiaj cały wątek - i przestałam rozumiec.
                  Piszesz - ze staly dochod wplywa na konto i jest nie do ruszenia. Jego wyplaty nie ruszasz.
                  Czyli co?
                  Te pieniądze z pracy na etat (rozumiem, ze te 1200 zl) odkladacie na konto jako oszczednosci?
                  A calosc utrzymania z Twojej dzialanosci?
                  Czy te zmany (typu nowe meble samochod etc) to z tego co zrobisz? Czy ten Twoj partner wogole sie do czegoś doklada?

                  Druga sprawa zwiazana z tym - piszesz, ze w przypadku rozzstanioa bedziesz musiała wiecej zarabiac...w powyzej sytuacji - naprawdę?

                  Kolejna. Jeszcze w grudniu partner przynosil dodatkowe pieniądze. Teraz nie. Mamy obecniie 11 lutego... Sytuacja trwa niecale poltora miesiąca....

                  Sytuacja ze studiami tez troche dziwnie wyglada.

                  Mam wrazenie, ze patrzysz na świat tylko przez pryzmat pieniędzy.
                  I w Twoim zwiazku ma bys tak - jak Ty (i tylko Ty ) to lubisz.
                  Robisz z siebie trochę taką matkę-polkę...
                  Zluzuj. Bedzie Ci łatwiej.


                  • chocolate_cake Re: Zaraz zaraz 11.02.15, 10:41
                    Dlatego zapytałam czy autorka kocha partnera, czy chce z nim nadal być. Czy ma jakieś inne zalety? Bo tak to tylko wielki żal, że mało zarabia. Jest leniwy i nie chce dorobić. Ja się zgadzam z tym, że to jest mało ale partner mógłby przejąć część obowiązków autorki i jej byłoby łatwiej.
            • ola_dom To pogódź się z tym!!! 10.02.15, 13:08
              ad.a6 napisał(a):

              > To wtedy będę musiała zapierd....ać jeszcze bardziej i czasu dla córki jeszcze
              > mniej. Mówię o sytuacji gdy będę sama. A poza tym nawet nie będę miała gdzie kogokolwiek
              > poznać, bo poza lekcjami, tłumaczeniami, spacerami z córką i z psem,
              > nie znam nic innego. Weekendy spędzamy często z młodą w aquaparku/parku linowym
              > /na lodowisku/spacerach/ucząc się wspólnie. Chciałam podkreślić, że moje życie
              > prywatne jako osoby dorosłej nie istnieje, bo w weekendy nadrabiam wspólny czas
              > spędzony osobno (o córce mówię).

              No to skoro sprawa jest jasna, to tym bardziej nie rozumiem, czego oczekujesz od forum... Że Ci znajdziemy lepszego chłopa, bo sama nie masz na to czasu, a faceta mieć musisz?
                • ola_dom Re: To pogódź się z tym!!! 10.02.15, 13:20
                  ad.a6 napisał(a):

                  > Chodzi o to że on jedynym elementem dorosłego życia w moim życiu.

                  ad.a6.... ale to z reguły tak jest, że u ludzi TA JEDNA osoba jest "jedynym elementem dorosłego życia" - jak to ujęłaś, o ile dobrze zrozumiałam.
                  Tak to jest w monogamicznych związkach.
                  Ale nie musi się to wiązać z wykorzystywaniem i pasożytowaniem. Mało tego - ten facet Cię zwyczajnie obraża, a Ty się kulisz i pytasz, co delikatnie zrobić, żeby tak do Ciebie nie mówił...
                  Ja rozumiem, że MUSISZ mieć faceta - z takich czy innych powodów. Ale nie musisz mieć TEGO. I niekoniecznie Allegro trzeba do tego wykorzystać, choć internet - czemu nie?
                • aqua48 Re: To pogódź się z tym!!! 10.02.15, 13:31
                  ad.a6 napisał(a):

                  > Chodzi o to że on jedynym elementem dorosłego życia w moim życiu. Tylko tyle.

                  Nie masz przyjaciół, znajomych, koleżanek, kumpeli z kółka przyjaciół zwierząt, swoich wyjść i towarzystwa itp? Wisisz na nim emocjonalnie, tak jak on na Tobie finansowo?
                • mamrot3 Re: To pogódź się z tym!!! 11.02.15, 17:22
                  Masz po prostu utrzymanka. Oczywiste, że musi on mieć pewne walory, aby utrzymać swoją pozycję i mieć z niej korzyści. Inaczej pognałabyś na 4 wiatry. Jak wyglądałoby wtedy jego życie?
        • adorra0 Re: Znajdź dwie różnice.... 10.02.15, 12:55
          Taki typ mężczyzn, jak Twój partner wcale nie należy do rzadkości. Istnieją ludzie, dla których praca nie stanowi sensu ich istnienia. W tym względzie są minimalistami. Mam takiego osobnika w rodzinie, praca "pod krawatem", na szczęście dla wszystkich zainteresowanych za dobrą pensję, więc nie ma powodu do szukania możliwości dorobienia do pensji. Po pracy, owszem, pomaga w domu, zajmuje się dziećmi, zrobi zakupy, ale ambicji zawodowych zero. Facet jest bardzo inteligentnym gościem i spokojnie mógłby się zająć jakimiś projektami racjonalizatorskimi, bo ma po temu warunki. Przestałby być w pracy anonimowy, a i kasa z tego byłaby całkiem niezła, ale nie, woli spędzać godziny całe na graniu na komputerze. W sumie gdyby nie obowiązki około rodzinne to wolny czas dzieliłby między spanie i granie. Znajoma zaakceptowała ten fakt, chociaż sama jest osoba bardzo aktywną i zaangażowaną w swoją pracę. Ale tak jak wspomnialam wcześniej, u nich nie ma problemów finansowych.
          • ad.a6 Re: Znajdź dwie różnice.... 10.02.15, 13:09
            No właśnie....taki typ. Facet sam w sobie nie jest zły, od czasu tamtego wątku nasze relacje polepszyły się, miałam nadzieję, że idzie ku lepszemu, wymieniliśmy meble, wymieniliśmy samochód na dużo nowszy. I zonk. Rady typu: rozstań się biorę pod uwagę. Ale jest ALE, bo co mam się zaharować bardziej? Spędzać z córką jeszcze mniej czasu? Czy się wystawić na allegro na sprzedaż, że szukam faceta, który zapewni mi byt, żeby moja działalność była tylko na ciuszki i zachcianki? Gubię się już i gonię jak pies, własny ogon. Zaraz córka przyjdzie ze szkoły i chociaż obiad razem zjemy, zanim o 16 zacznę lekcje. :)
            • ola_dom Re: Znajdź dwie różnice.... 10.02.15, 13:15
              ad.a6 napisał(a):

              > szukam faceta, który zapewni mi byt, żeby moja działalność była tylko na ciuszki i zachcianki?

              Albo w którymś momencie grubo mijasz się z prawdą, albo może facet sprał Ci mózg do reszty...???
              Czy chcesz nam (i sobie) powiedzieć, że 1200 zł Twojego partnera zapewnia Ci byt???
              Dlaczego mam wrażenie, że wcześniej rozpisywałaś się o tym, że to Ty głównie zarabiasz na ciuszki i zachcianki swojego faceta?
              • ad.a6 Re: Znajdź dwie różnice.... 10.02.15, 13:18
                Chodzi o to że jak będę sama to będę się czuła jeszcze bardziej przyparta do muru "na zarabianie", wcześniej skutecznie dorabiał, pisałam już o tym, więc chyba łatwiej mi jego "wygnać" do pracy dodatkowej niż sama brać więcej zleceń. To mam na myśli. Były miesiące kiedy dorabiał drugą pensję. A teraz się chrzani. TU jest problem. Teraz jest 1200 ale jeszcze w grudniu było więcej.
                • ad.a6 Re: Znajdź dwie różnice.... 10.02.15, 13:27
                  Chcę być z nim, kocham go, przeżyliśmy razem dużo wspaniałych oraz okropnych chwil, dużo chorób, chorobę moją (otarłam się o operację kręgosłupa i cudem z tego wyszłam), kocham go za to, że jest niezawodny, bezwypadkowo jeździ, dotrzymuje słowa, nigdy nie było "kolegów""imprez męskich", nie ciągnie go nigdzie na żadne imprezy poza naszymi wspólnymi, w razie choroby opiekował się mną, dbał i podstawiał obiadki, jeździł ze mną po lekarzach, po szpitalach. Dbał po prostu. Boję się być sama ze względu na moją chorobę, że pewnego dnia się obudzę i nie będę mogła ruszyć nogą. Razem jest jednak łatwiej.
                  • aqua48 Re: Znajdź dwie różnice.... 10.02.15, 13:34
                    ad.a6 napisał(a):

                    >dbał i podstawiał obiadki, jeździł ze mną po lekarzach, po szpitalach. Dbał po prostu.
                    > Boję się być sama ze względu na moją chorobę, że pewnego dnia się obudzę i nie
                    > będę mogła ruszyć nogą. Razem jest jednak łatwiej.

                    No to pogódź się z tym, że on ma taki feler mało zarabia. A skoro podstawiał obiadki w czasie Twojej choroby, to czemu nie zrzucić gotowania na niego w czasie jego mniejszych zarobków? Powiedz, ze tyle pracujesz na Was, że Cię męczy gotowanie i dbanie o dom, a on ma więcej czasu i musi te obowiązki przejąć, inaczej nic nie będzie zrobione.
          • aqua48 Re: Znajdź dwie różnice.... 10.02.15, 13:18
            adorra0 napisał(a):

            >Istnieją ludzie, dla których praca nie stanowi sensu ich istnienia.

            Szczerze, to w KAŻDYM związku jest coś za coś. Nie ma ludzi idealnych. I w każdym należy sobie przewartościować czy jednak warto na coś oczy przymknąć, przyzwyczaić się, czy zmienić swoje zachowanie, aby spróbować zmienić postępowanie partnera, lub machnąć ręką jeśli to okaże się nie do zrealizowania, czy dać sobie spokój jeśli te jego wady nasze możliwości przerastają.
            I dlatego autorka ma trzy rozwiązania:
            -machnąć ręką bo zalety partnera jednak przeważają choć jego wada jest dla niej uciążliwa i męcząca.
            -próbować na niego wpłynąć odcinając go od finansowania zachcianek i potrzeb, lub zmieniając układ na dochodzący - czyli bez wspólnego mieszkania i ponoszenia opłat za trzy osoby.
            -zmienić go na inny model, z inną "lepszą" wadą :)
            -zastanowić się nad sobą DLACZEGO tak na prawadę obawia się być sama z córką?

    • kachaa17 Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 14:49
      Ale dlaczego ona ma znaleźć coś dodatkowego? Dlatego, że ty tego chcesz? Chyba nie można nazwać faceta , który pracuje na etat nierobem. Najwyraźniej ma inne priorytety niż ty. Pracuje, zarabia, niedużo to niedużo ale zależy kto czego wymaga od życia. Bez zajęcia komorniczego nie jest tak źle. Ale widzę, że ty lubisz decydować jak ma być. Zaczął studia dla fanaberii! Po prostu chciał. Ma robić tylko to czego ty chcesz? Dla mnie to ty go po prostu nie akceptujesz i starasz się go zmienić.
        • ola_dom Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 14:56
          kachaa17 napisała:

          > Ale dlaczego ona ma znaleźć coś dodatkowego? - miało być on a nie ona.

          Może dlatego, żeby było go stać na jego ciuszki i inne fanaberie - bo póki co, to żąda od ady, żeby mu je sponsorowała.
          • verdana Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 15:21
            Ale Ada za to żąda, aby robił to, czego ona sobie życzy - przy czym życzy sobie tylko jednego-kasy.
            Gdyby to facet zażądał od kobiety, aby rzuciła rozpoczęte studia, bo to fanaberia, a ma prawo robić tylko to, co przyniesie realny zysk, to na tymże forum podniósłby się krzyk, ze jest to przemoc i że należy facetowi wystawić walizki za drzwi.
            Też uważam, ze partner powinien sie postarać więcej zarabiać. Problem w tym, ze najwyraźniej przez rok sie starał, teraz jest zapaść. Ale - skoro przez ten rok kupiono nowe meble i wymieniono samochód, to przepraszam bardzo - sytuacja finansowa dramatyczna nie jest. I być może ta praca nocami też konieczna nie jest.
            Mam wrażenie, że autorka jest z tych osób, które jeśli nie pracują od rana do nocy i nie padają kompletnie wycieńczone wieczorem, to uważają, że tracą życie. I tego samego wymaga od partnera.
            • ola_dom Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 15:40
              verdana napisała:

              > Ale Ada za to żąda, aby robił to, czego ona sobie życzy - przy czym życzy sobie tylko jednego-kasy.

              Nie jestem przekonana. Ja wyczułam żal o to, że musi go utrzymywać i sponsorować jego zachcianki. Bo gdyby to był typ faktycznie minimalistyczny, to nie robiłby oczu kota ze Shreka, jak pokazuje Adzie kolejny sweterek. A najwyraźniej tak to wygląda.
              Więc owszem - chodzi o kasę, ale nie o "czystą kasę", tylko o to, żeby chłop się wreszcie postarał sam utrzymać i przestał żerować na kobicie.
            • chocolate_cake Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 16:08
              Ona nie pracuje od rana do nocy. Pracę zarobkową rozpoczyna o 15.00 lub 16.00. Wcześniej sprząta, gotuje obiad, spaceruje z psem i pomaga chorej mamie.
              Ona chce aby on więcej zarabiał bo on ciągle chce coś kupować: ubrania dla siebie albo nowy odkurzacz chociaż mają dwuletni.
              • verdana Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 16:31
                W odwrotnej sytuacji - partnerka zarabia mniej od partnera - czy powinna sobie kupować tylko to, na co ja stać (czyli nic?). W takiej sytuacji na ogół pojawia sie argument, ze pieniądze są wspólne. I że nie jest tak, ze ten, co więcej zarabia ma prawo do życia na wyższym poziomie niż ten, co zarabia gorzej. Ale to działa tylko w jedną stronę...
                Przy czym ja jestem skłonna sie zgodzić, że powinno sie zarabiać na własne potrzeby, ale wtedy wymagajmy tego także od kobiet. Jak ich nie stać na sweter, to nie mają prawa oczekiwać, ze mąż go kupi i tyle.
                • ola_dom Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 16:41
                  verdana napisała:

                  > W takiej sytuacji na ogół pojawia sie argument, ze pieniądze są wspólne.
                  > Przy czym ja jestem skłonna sie zgodzić, że powinno sie zarabiać na własne potrzeby, ale
                  > wtedy wymagajmy tego także od kobiet. Jak ich nie stać na sweter, to nie mają prawa
                  > oczekiwać, ze mąż go kupi i tyle.

                  No właśnie - wspólne. Więc zarządzamy nimi wspólnie i wspólnie uwzględniamy swoje - i wspólne potrzeby. A nie wydajemy na sweterek dla jednego z partnerów, bo sobie tak zażyczył, bo drugi partner jest "przy kasie" - kiedy mamy inne wydatki na głowie.
                  Takie "dziadowanie", żeby partner kupił, jest obrzydliwe niezależnie od płci.
                  Aha - i "oczekiwać" i "wymagać" to trochę inna kategoria, moim zdaniem...
                • differentview Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 16:56
                  verdana napisała:

                  > W odwrotnej sytuacji - partnerka zarabia mniej od partnera - czy powinna sobie
                  > kupować tylko to, na co ja stać (czyli nic?). W takiej sytuacji na ogół pojawia
                  > sie argument, ze pieniądze są wspólne.

                  kobiety, poza praca zawodowa wykonuja znacznie wiecej prac domowych a to, ze zarabiaja mniej wynika czesto z tego, ze nie klada wszystkiego na jedna karte- czyli kariere- szczegolnie majac dzieci- nie poswiecaja sie pracy w 100%; czesto tworza facetowi zaplecze zeby wlasnie mogl sie poswiecic pracy, odciazaja go z domowych obowiazkow- wowczas sprawiedliwe jest, ze zarabiane przez niego pieniadze sa tez jej- bo gdyby nie ona- on by ich zarabiac nie mogl; tutaj jest sytuacja gdy kobieta zarabia, ogarnia dom, wychowuje dziecko- w tej sytuacji dodatkowe spelnianie jego zachcianek tworzy bardziej uklad- sponsorka- utrzymanek:)

                  • verdana Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 17:28
                    To fakt. Tylko z kolejnych postów wynika, że facet w zeszłym roku zarabiał, ze uczestniczy w pracach domowych. I że jego studia uznano za fanaberię, a konieczność spłacania przerwanych studiów - na życzenie partnerki - jest podstawą do oskarżenia faceta, siebie absolutnie nie.
                    No i nie wynika, ze nie stać ich na nic, a facet wyłudza sweterek - tylko, zę w zeszłym roku stać ich było na nowy samochód i meble.
                    Też jestem zdania, że facet powinien się bardziej starać, co do tego nie ma dwóch zdań. Ale część pretensji wydaje mi się wynikać z tego, że Autorka uważa za ideał prace na okrągło.
                    • amb25 Re: Jak skłonić partnera... 11.02.15, 10:10
                      Mnie sie wydaje, ze autorka jest zmeczona sytuacja, bo wziela odpowiedzialnosc za finanse rodzinne i nie umie odpowiedzialnoscia sie podzielic z partnerem, wiec on sie z tej odpowiedzialnosci wycofal. I w ogole wziela odpowiedzialnosc za wszystko. Dlaczego pan nie moze np. placic rachunkow? I kolo sie zamyka. Dopoki go nie przerwie wiecznie bedzie niezadowolona.
                • ad.a6 Re: Jak skłonić partnera... 11.02.15, 12:46
                  Verdano, tego nigdzie nie napisałam, że ten, kto zarabia więcej, ma żyć na wyższym poziomie niż ten co ma mniej. Mało tego, był w moim życiu czas, kiedy absolutnie zrezygnowałam ze swoich potrzeb, bo wyprowadziliśmy się na swoje (a partner przyjechał do mnie z innego miasta z jednym plecakiem) i trzeba było kupić podstawowe rzeczy do domu. Gdy postanowiliśmy zamieszkać razem nie mógł znaleźć tutaj pracy na umowę o pracę, pracował bez umowy przy roznoszeniu ulotek, potem w magazynie przy składaniu kartonów, więc kredyt na mieszkanie wzięłam ja. Więc to nie jest do końca tak, jak piszesz. Czekałam dość długo i byłam tolerancyjna, wspierałam jak mogłam, rezygnując z siebie, bo dziecko musi mieć pierwsze, a facet przyjechał bez kurtki na zimę, więc dla mnie już nie starczało dosłownie na nic.
                • kocia_noga Re: Jak skłonić partnera... 11.02.15, 16:21
                  verdana napisała:

                  > W odwrotnej sytuacji - partnerka zarabia mniej od partnera - czy powinna sobie
                  > kupować tylko to, na co ja stać (czyli nic?). W takiej sytuacji na ogół pojawia
                  > sie argument, ze pieniądze są wspólne. I że nie jest tak, ze ten, co więcej za
                  > rabia ma prawo do życia na wyższym poziomie niż ten, co zarabia gorzej. Ale to
                  > działa tylko w jedną stronę...
                  > Przy czym ja jestem skłonna sie zgodzić, że powinno sie zarabiać na własne potr
                  > zeby, ale wtedy wymagajmy tego także od kobiet. Jak ich nie stać na sweter, to
                  > nie mają prawa oczekiwać, ze mąż go kupi i tyle.

                  Tak. I jeszcze jedno - gdyby to mąż wyperswadował żonie studia i kazał z nich zrezygnować, bo się nie przełożą potem bezpośrednio na pieniądze, byłoby ogólne potępienie. I jeszcze jakby zwalił odpowiedzialność a żonę, że musi spłacać te studia, które sam kazał jej przerwać :)
            • pani.jezowa Re: Jak skłonić partnera... 11.02.15, 00:59
              No właśnie też mnie uderzyło to, że wolno studiować tylko wtedy jeśli tego wymaga praca i skutkuje to podniesieniem wynagrodzenia. Inaczej nie.
              Przy całej niechęci do opisanego tu mężczyzny ten aspekt jest dla mnie niezrozumiały i pokazuje, że Adzie z jakiegoś powodu zależy na pieniądzach bardziej niż by na to wskazywał rozsądek.
              • triss_merigold6 Jeśli kogoś stać to voila 11.02.15, 08:58
                Jeśli kogoś stać, to voila, niech studiuje co mu się żywnie podoba dopóki budżet rodzinny na tym nie cierpi.
                Tu - budżet cierpi, bo pan wywalał kasę, a teraz ma komornika (był do tego stopnia głupi, że nie przeczytał umowy, którą zawarł z uczelnią). Sorry, jak przynosisz do domu 2 tysiące, to wydawanie kilku stów na niekonieczne studia świadczy o braku odpowiedzialności.
                    • annb Re: Jeśli kogoś stać to voila 11.02.15, 11:06
                      Bo ja wiem
                      jak na kieszonkowie/własne pieniadze to nie jest tak źle (chodzi mi o 1200 )

                      Re: Zaraz zaraz
                      Autor: ad.a6 10.02.15, 13:13
                      Dodaj do ulubionych Skasujcie
                      Odpowiedz cytując Odpowiedz MOże inaczej to ujmę. Pewien STAŁY dochód wpływa na konto i jest nie do ruszenia. Ja tej jego wypłaty po prostu nie ruszam. Dochód z umowy o pracę jest moim zdaniem czyms pewniejszym niż działalność, przynajmniej jeden taki dochód musi być. Działalności do końca nie ufam, dkoro muszę płacić sobie zus.
                        • chocolate_cake Re: Jeśli kogoś stać to voila 11.02.15, 11:36
                          To prawda że 1700 zł to jest niska pensja jak na kogoś kto ładnych parę lat pracuje. Więc może autorka ma rację że się wkurza ;)
                          Tylko on podobno do grudnia zarabiał dużo więcej.
                          Z drugiej strony tam gdzie autorka mieszka jest chyba duże bezrobocie.
                          • ola_dom Re: Jeśli kogoś stać to voila 11.02.15, 11:43
                            chocolate_cake napisała:

                            > Tylko on podobno do grudnia zarabiał dużo więcej.
                            > Z drugiej strony tam gdzie autorka mieszka jest chyba duże bezrobocie.

                            No tak - tylko że dodatkowe prace (korepetycje?) mu się "pourywały", bo pracodawcy byli źli / głupi / niegrzeczne i leniwe dzieci / cały świat przeciwko niemu!
                            Wskutek osobistych doświadczeń jestem mocno wyczulona na takie informacje - że facet wszędzie się konfliktuje i w żadnej pracy nie może dłużej zagrzać miejsca. I że strach go komukolwiek polecić (tutaj chyba też coś takiego padło ze strony autorki).
                            Więc nie zwalałabym wszystkiego na bezrobocie w regionie...
                              • ad.a6 Re: Jeśli kogoś stać to voila 11.02.15, 12:25
                                Zgadzam się z Tobą, chocolate_cake. Trzeba umieć uczyć małe dzieci. Jest po studiach, przygotowanie pedagogiczne ma, zrobił certyfikat FCE. Wiedział PO CO to robi i jeśli się wydaje kasę na dodatkowe kwalifikacje to chyba po to, by przynosiły one w przyszłości jakiś zysk. Ma te kwalifikacje więc myślałam że sobie poradzi. Dziwi mnie natomiast to co mówi :chyba wszyscy wolą kobietę". Jestem zła po prostu.
                          • ad.a6 Re: Jeśli kogoś stać to voila 11.02.15, 12:30
                            Tak, jest duże bezrobocie, ale np koleżanka, której mąż ma firmę w Niemczech zaproponowała mu pracę, ale on za granicę nie pojedzie. Bo nie. Nawet było mówione, że pojedzie pierwszy, przemęczy się na wspólnym mieszkaniu z mężem koleżanki a potem my z córką dołączymy, przecież ja z dwoma językami dałabym sobie radę. Ale nie, on nie chce i już.
                            • annb Re: Jeśli kogoś stać to voila 11.02.15, 12:42
                              a teraz posłuchaj
                              Ktoś kiedyś zrobił Ci krzywdę wmawiając że jesteś gorsza (tak zakładam, domniemuję)
                              Popatrz na siebie
                              Wyszłaś z chorego związku, znalazłaś siłę aby się rozwieść.
                              A jednak gdzies pobrzmiewa w tle przekonanie o tym, że rozwodka z dzieckiem jest gorsza.
                              Masz działalnośc która przynosi Ci stały dochód-a jednak wmowiłas sobie że tylko etat się liczy .
                              Utrzymujesz gościa który na Ciebie nie zasługuje, który na Tobie pasozytuje.Który Cię wykorzystuje i na siłę doszukujesz się w nim zalet.
                              W imię czego? W imię strachu przed samotnością??
                              Wysoką cenę płacisz.
                              Kto Ci taką krzywdę zrobił że poczucie własnej wartości masz zerowe?
                • napis_z_obrazka Re: Jeśli kogoś stać to voila 11.02.15, 10:27
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Jeśli kogoś stać, to voila, niech studiuje co mu się żywnie podoba dopóki budże
                  > t rodzinny na tym nie cierpi.
                  > Tu - budżet cierpi, bo pan wywalał kasę, a teraz ma komornika (był do tego stop
                  > nia głupi, że nie przeczytał umowy, którą zawarł z uczelnią). Sorry, jak przyno
                  > sisz do domu 2 tysiące, to wydawanie kilku stów na niekonieczne studia świadczy
                  > o braku odpowiedzialności.

                  Moze jeszcze nie wszystko stracone;-)
                  Przeciez mozna zostac politykiem bez politologii. I jezdzic lepszym samochodem... ;-)


                • pani.jezowa Re: Jeśli kogoś stać to voila 11.02.15, 16:12
                  Zgodziłabym się z Tobą natychmiast, ale przeczytałam poprzedni watek tej pani.
                  Liczą się tylko pieniądze i to, żeby było jak ona sobie życzy.
                  Nic więcej.
                  Ona wciąż mu wypomina, że nie zabrał z domu rodzinnego co mu się należy.

                  Poza tym, jak wiem, że 1700 to jest mało, ale spójrzmy tak.
                  Ona 1700, pomniejszone o komornika, którego także jej zawdzięcza (sobie też, wiem).
                  Ona 3-4 tysiące, liczmy średnio 3500.
                  Tylko, że on ma utrzymać siebie (jedzenie, środki czystości, ubiór, partycypacja w mediach, czynszy), a ona siebie, córkę i kredyt, który jest tylko jej na jej mieszkanie i on z tego nic nie będzie miał.
                  Więc proporcje nie są złe.

                  Ona zresztą napisała wprost w poprzednim wątku, że ma lęk przed biedą i pieniędzy zawsze ma być więcej niż jest.
                  Więc pan nie zarobi nigdy tyle ile ona by chciała.

                  Przeczytanie całości (wszystkich trzech, tego z działu Oszczędzanie też) wątków daje zupełnie inny obraz autorki.
            • ad.a6 Re: Jak skłonić partnera... 11.02.15, 12:36
              Verdana: a czy sytuacja musi być dramatyczna by chcieć więcej zarabiać? Samochód musiał być wymieniony, gdyż mechanik po podliczeniu kosztów napraw starego samochodu stwierdził, że się po prostu nie opłaca, więc zdecydowałam się na samochód mniej kosztochłonny, ale za to bardziej przestrzenny, podsumowując kwestię samochodu wyszło finansowo dużo korzystniej, niż miałabym oddać stary samochód do naprawy. Kwestia mebli: to były dość stare meble, kupione jeszcze zanim się poznaliśmy, nowe zostały zakupione raczej z konieczności (wyglądały jak wyglądały) niż z "wymieniam bo mi się nie podobają". Dramatycznie u nas nigdy nie było, ale czy musi być dramatycznie żeby facet ruszył tyłek i pomyślał o innych, a nie tylko o sobie?
              • verdana Re: Jak skłonić partnera... 11.02.15, 13:43
                Moje meble pamiętają Gierka. Uwazam, ze wymiana mebli nie jest absolutną koniecznością, tylko wyborem. Nie mam nic przeciw nowym meblom, ale nie będę na nie pracowała nocami. Ty jednak uważasz, że meble, które mają ile - 5-7-9 lat są tylko do wymiany i że trzeba na nie zapracować.
                Natomiast studia są wydatkiem zbędnym.
                Facet ruszał chyba przez rok tyłek, ale to sie nie liczy - liczy sie, że teraz zarobki mu spadły. Rozumiem po części Twoją postawę, jest niefajnie być głównym żywicielem. Ale równie niefajne to jest dla facetów. A Ty, poza dosyć rozsądnym oczekiwaniem, że facet zacznie zarabiać i więcej dokładać do gospodarstwa, oczekujesz, ze facet podporządkuje się całkowicie Twoim wymaganiom - rzuci studia, wyjedzie za granicę, będzie uczył, do czego nie ma zdolności. A to juz niefajne.
    • vilez Re: Jak skłonić partnera... 10.02.15, 18:15
      A ma jakieś inne zalety?
      Może genialnie sprząta? Wypożyczałabyś go na godziny po znajomych domach
      Albo genialnie wygląda? Na doby jako manekin wystawowy by się nadał.

      Bo jak nie ma żadnych, to letko głupio.
      • <