Dodaj do ulubionych

Życie po zdradzie

14.12.04, 18:12
Trudno pisac otwarcie, poniewaz w naszej obyczajowosci nie ma miejsca na te
druga. zawsze jest zdradzona biedna zona...no i oczywiscie ta wstretna
kochanka i wredny maz...
Aby byla zdrada musza byc przyczyny a przynajmniej jedna. to nieistotne czy
przyczyna lezy po stronie meza "rozpustnika" czy zony "ofiary" . To przyczyna
jest pkt wyjscia do zdrady ( mowiac prostym jezykiem)...
Jestem kobieta, ktora zyje od ladnych paru lat z zonatym mezczyzna.
Zal mi ich obojga, zarowno jego, ktory nic do zony nie czuje, a zatrzymuje go
przy niej jedynie obowiazek i poczucie odpowiedzialnosci... i jej - kobiety
niezaradnej trzymajacej sie kurczowo jego jak kola ratunkowego. Na szczescie
dzieci sa juz duze. Przede mna przez niespelna 30 lat byla inna kobieta,
ktora podobnie "funkcjonowala" obok.
Coz, droga Marto, zdrady nie bywaja niestety jednym wyskokiem. moglabym duzo
napisac o tym jak taki mezczyzna funkcjonuje w podwojnym zyciu. Jego powrot
wcale nie musi oznaczac zerwania z "tamta kobieta"... a jezeli tak, to nie
masz gwarancji iż nie znajdzie kolejnego"zapomnienia", gdzie tym razem bedzie
juz lepiej sie kamuflowal ( uwierz ze tak mozna). Znajdz przyczyne. znajdzcie
ja oboje. Jedynym lekarstwem jest znalezienie pkt zapalnego, ktory pchnal go
do zdrady. Jezeli bedzie to jego poszukiwanie "czegos innego" ( tak to
okreslaja) daj sobie spokoj dziewczyno , bo szukac mozna do konca zycia...
zawsze znajda sie takie kobiety jak np ja, ktorej wystarcza z roznych powodow
zonaty facet ( to akurat zadna przeszkoda w romansie, wrecz przeciwnie, taki
facet jest bezpieczny ).
Ale moze przyczyna zdrady twego meza tkwi gdzie indziej, a znajdujac ja
wspolnie - odnajdziecie spokoj w zwiazku. zycze ci tego z calego serca.
milenya
ach! i uwaga, pamietaj ze "ta druga" tez mogla byc oszukiwana. Ten monopol
skrzywdzenia maja zazwyczaj kobiety obojetnie po ktorej stronie smile
Obserwuj wątek
    • bwis Re: Życie po zdradzie 14.12.04, 20:20
      Bywa i odwrotnie,żony też potrafią zdradzać.Powodów może być tysiące. A potem
      jest dylemat: wybaczyć i jak z tym żyć.Mądrych rad na to nie ma.
    • gosza26 Re: Życie po zdradzie 14.12.04, 21:52
      > Trudno pisac otwarcie, poniewaz w naszej obyczajowosci nie ma miejsca na te
      > druga. zawsze jest zdradzona biedna zona...no i oczywiscie ta wstretna
      > kochanka i wredny maz...
      --------------------------------------------------------------------------
      szukasz usprawiedliwienia dla swojego wyboru??
      • tessg Re: Życie po zdradzie 14.12.04, 23:12
        właśnie żyj i pozwól żyć innym , nie wpieprzaj sie w małżeństwo bo będziesz
        miała w życiu czy wcześniej czy później za to zapłacone , wiedz o tym ,To
        prawda na 1000% .Nigdy szczęścia na niczyim nieszczęściu i łzach się nie
        zbuduje.Los zapłaci za to w najmniej oczekiwanym momencie.To prawda i nic i
        nikt temu nie zaradzi.LOS jest oddany , łzy są oddane i nieszczęście też
        oddane.Coś o tym wiem .Taka prawda.
    • grazy2 Re: Życie po zdradzie 14.12.04, 22:34
      Powinnaś Marto zrobić własny rachunek sumienia i zastanowić się nad błędami,
      które Ty popełniłaś w tym związku. Nigdy nie jest winna jedna strona,
      najczęściej winni są oboje. Nie jest łatwo wybaczyć, a już z pewnością nigdy
      zdrady się nie zapomni. Wiem coś o tym, bo zostałam zdradzona po 35-latach
      małżeństwa, ale nie można też pochopnie niszczyć związku, który ma szanse na
      trwanie. Zawsze pozostanie rysa i długo nie będzie zaufania do osoby, która
      zdradziła. Warto jednak spróbować nie tylko dla dzieci. Jeżeli kochasz męża, to
      daj mu szansę poprawy. Recydywa jest możliwa, ale także od Ciebie zależy, czy do
      niej dojdzie. Tolerancja w granicach rozsądku i najważniejsze - pokochaj siebie,
      to działa pozytywnie na innych!
      • stamp Re: Życie po zdradzie 16.12.04, 18:02
        Recydywa ... to cyniczne okreslenie.
        Kilka uwag do przemyślenia:
        - Facet to nie rzecz, jest człowiekiem z przyrodzoną wolną wolą i może iść
        gdzie chce, z kim chce i z dowolnego powodu.
        - Chcecie żyć z mężem, to nie próbujcie go mieć. Posiadanie to nie kochanie,
        gdyby ktoś nie wiedział.
        - Jeżeli dla niektórych (być może większości) kobiet ważniejsza jest rodzina
        niż żyjący w niej człowiek, to nie powinno być dla nich dziwne, że faceci od
        nich uciekają, chwilę po tym gdy zdadzą sobie z tego sprawę i gdy jest z kim
        (nawet byle kim).
        - Jeżeli kobiety kochałyby swoich mężów, to chciałyby dla nich jak najlepiej, w
        tym również tego, by żyli z tym, z kim im się żyje najlepiej.
        - Seks, który łączy kobietę i mężczyznę na początku małżeństwa, po paru,
        parunastu latach przekształca się dla faceta w traumatyczne doświadczenie
        kazirodcze.
        Tyle na początek.
        Wspolczuje mezom kobiet, ktore wypowiadaja sie na tym forum. Faceci, nie dajcie
        sie oglupić, życie to okazja nie obowiązek, idźcie tam, gdzie wam lepiej. Niech
        się starają bardziej, jak im zależy. Pa smile
    • oliwka1977 Re: Życie po zdradzie 14.12.04, 22:58
      Witam,
      moja historia jest taka. Byłam kochanką mężczyzny, który zostawił dla mnie żonę.
      Mieszkaliśmy razem przez jakiś czas, wszystko układało się pomyślnie, jednak w
      pewnym momencie On nie wytrzymał presji dzieci i wrócił do rodziny. Po tym jak
      mnie zostawił okazało się, ze jestem z Nim w ciąży. Czuje się za mnie
      odpowiedzialny i stara się mną opiekować, ale co z tego. Wyparł się miłości do
      mnie i obecnie jest na etapie wmawiania sobie, że kocha żonę.
      Ja nie naciskam na niego, ani niczego nie oczekuje. Jednak wiem, ze On jest tam
      nieszczęśliwy. Twierdzi, że jest inaczej. Mówi, że jego żona mu wszystko
      wybaczyła, w co ja nie wierzę. Jak można wybaczyć mężczyźnie, który zdradza żonę
      a potem mówi jej, że wraca do Niej ale jego kochanka jest w ciąży. Jak można
      wybaczyć takie coś?
      Szczerze mówiąć wiem, że On kiedyś do mnie wróci a to, że narazie twierdzi, że
      wszystko między nim i zoną się ułoży, że będzie tam szczęśliwy jest dla mnie
      śmieszne. Ludzie się nie zmieniają, a kobieta tak wielkiej zdrady nie wybaczy.
      Jeżeli będzie chcial wrócić do mnie to powiem mu, że już go nie chce, bo On też
      mnie zdradził....
      • tessg Re: Życie po zdradzie 14.12.04, 23:20
        Cieszę sie los nie rychliwy ale sprawiedliwy.Masz to co chciałaś.A on napewno
        żone kocha .Wyskoczył sprawdził swoja męśkość ale żona i dzieci
        najważniejsze.Do Ciebie juz nie wróci wybij sobie z głowy.Gdybyś była lepszą
        od żony byłby z tobą.Zabawki sie zawsze znudzą żona tylko na chwilkę .Bardzo CI
        dobrze nie buduje sie szczęścia na czyimś nieszczęściu.Kiedys żona płakała a
        teraz Ty wiesz jak to smakuje.Nie rób takiej gafy drugi raz szkoda dziecka.Co
        mu powiesz kiedys że rozwaliłaś małżeństwo.Nie cierpię takich naiwnych .Po co
        piszesz to WSTYD
        • magda.gdansk Re: Życie po zdradzie 15.12.04, 11:15
          tessg napisała:

          > Cieszę sie los nie rychliwy ale sprawiedliwy.Masz to co chciałaś.A on napewno
          > żone kocha .Wyskoczył sprawdził swoja męśkość ale żona i dzieci
          > najważniejsze.Do Ciebie juz nie wróci wybij sobie z głowy.Gdybyś była lepszą
          > od żony byłby z tobą.Zabawki sie zawsze znudzą żona tylko na chwilkę .Bardzo
          CI
          >
          > dobrze nie buduje sie szczęścia na czyimś nieszczęściu.Kiedys żona płakała a
          > teraz Ty wiesz jak to smakuje.Nie rób takiej gafy drugi raz szkoda dziecka.Co
          > mu powiesz kiedys że rozwaliłaś małżeństwo.Nie cierpię takich naiwnych .Po co
          > piszesz to WSTYD


          Ujjj, nerwy poniosly. Jakby bylo tak, jak pisze tessg, ze zona i dzieci sie
          nigdy nie znudza, bo to, panie, podstawa zycia jest, to zycie by bylo proste i
          wesole. A nie jest. Nudza sie one nie raz i nie dwa, wystarczy sie rozejrzec.
          Mezowie zreszta tez sie nudza.
          I nie ma co toczyc piany, tess. Moze nie ma sie czym chwalic, ale te zdradzone
          zony, co to sie wsciekaja na kochanki cudzych mezow i peroruja, ze to wstyd i
          hanba, co to sie zawsze zemsci - niech sie napija zimnej wody. Wcale sie nie
          musi zemscic, i nie warto sie wsciekac wylacznie na kochanke. Na meza trzeba
          sie wsciec. Tez.
      • aga375 Re: Życie po zdradzie 15.12.04, 00:09
        Oliwka!!!!!!
        Nie wiesz jak można żyć po zdradzie??? ze starą żoną?????? I niestety... tak
        postępując NIGDY się nie dowiesz. Jak ludzie są razem niemal od dziecka ( od np
        20 roku życia), razem dojrzewają, docierają się przez 10, 15, 20 lat to łączy
        ich coś o czym nie masz pojęcia. Są jednością. Rodziną. I będą nią ZAWSZE.
        Nawet jak on czy ona zaczną uprawiać sex z kimś innym. Tamtego nie da się
        wyrwać bez śladu. Nie ma takiej siły. Pamiętaj o tym jak będziesz rozwalała
        następny związek: ON NIGDY NIE BĘDZIE CAŁY TWÓJ. Nawet jak weźmie z tobą ślub i
        zostanie na zawsze. Nie zapomni tamtej kobiety- nigdy nie będzie mu obojętna.
        Agnieszka
        • jan1898 Re: Życie po zdradzie 15.12.04, 07:21
          Opowiadasz bzdury. Kazdy przypadek jest inny. Jestem 11 lat w separacji bo
          trzymaja mnie obowiazki wobec dzieci. To ona zdradzila mnie tuz po slubie.
          Syndrom zamykajacych sie drzwi..jakos tak to nazywaja. Walczylem jak glupi by
          to oalic. Dzis po latach to malzenstwo, brak rozwodu, jest tylko kula u mej
          nogi. Bzdura! Kobieto bzdura. Czysta pustka. Modle sie co dzien aby stal sie
          cud i abym byl wolny. Jak nie bedzie cudu - to i tak nie bede z nia zyl. Szkoda
          straconych lat. Po co bylo walczyc?
        • falcon87 Re: Życie po zdradzie 15.12.04, 18:11
          Agnieszka - wiesz, że tak miała na imię moja pierwsza dziewczyna? smile Byliśmy
          razem przez 5 lat, ale się skończyło. Bolało, ale w końcu przestało. Czy
          później nie powinienem był się wiązać z moją obecną żoną? To prawda, że lata
          razem znaczą swoje. Ale pamiętaj, że to nie zawsze jest ślad dobry. Często jest
          odwrotnie, marzysz o tym, żeby się uwolnić. Często ludzie odżywają dopiero po
          rozstaniu, czasem po psychicznym lub fizycznym znęcaniu się. Troszkę dystansu
          proszę. Ludzkie losy są naprawdę czasem skomplikowane, współczesne
          społeczeństwo nie jest już prostą społecznością sprzed kilku wieków. A wtedy
          też się wyprawiało, oj niejedno ...
      • eselte Re: Do oliwki -Życie po zdradzie 15.12.04, 11:00
        Ja jestem taka zoną, która wybaczyła i która potrafi zyc z męzczyzną, ktory ma
        dziecko z kochanką.Sorry, ale "wiedziały gały co brały" wziełaś ryzyko na
        siebie, zabierając się za żonatego mężczyzne. Widze, ze nie dopuszczasz mysli
        do siebie, ze byłas tylko chwilową odskocznią, że bardziej ceni zonę niż ciebie
        skoro zdecydował się na powrót do żony a moge cię zapewnić, ze to nie jest
        pójscie na łatwiznę. To jest wybranie trudniejszej opcji,sama wiem, co razem
        przeszliśmy aby to spróbować skleic na nowo. I dalej nie jest nam łatwo,
        trudno jest odbudowac zaufanie.
      • milenya Do Oliwki 15.12.04, 17:46
        Nie daj sie zaszczuc. Rozne sa motywy zwiazania sie z zonatym mezczyzna. ta jak
        jak rozne sa zdrady...sama to zauwazylas. wsluchuj sie oliwko w swoje uczucia,
        ale nie rozpamietuj niczego. I nie wierz juz nigdy. Czerp ze zwiazku bylego czy
        obecnego tylko to, co tobie jest potrzebne. badz egoistka. bedzie ci latwiej. w
        jednym tylko przypadku ustap ...dla dobra dziecka. twojego dziecka. ono jest i
        jest najwazniejsze. nie on nie ty. od kiedy wrocil do zony nie ma juz was...
        nie ma jego. bolesne ale da sie zyc.
        byc moze kiedys bedziesz zdradzana zona ... ja zaliczylam wszystkie odcienie
        zwiazkow i zdrad. dlatego juz nie oceniam nikogo. staram sie wszystkich
        zrozumiec i uszanowac wszystkie uczucia. pozdrawiam. milenya
        • agawa3 Re: Do Oliwki 18.02.05, 03:15
          milenya napisała:

          badz egoistka.


          Można być jeszcze większą???!!!
      • patrysia30 Re: Życie po zdradzie 18.02.05, 00:06
        Mozna probowac wybaczyc mezowi, ktory zdradzil i jego kochanka ma z nim
        dziecko!!!
        ale jest to koszmarnie trudne... i niewiele kobiet na to stac!!!
        Moj maz ma dziecko ze swoja kochanka i co jest najzabawniejsze zostalo ono
        poczete gdy ja lezalam na podtrzymaniu ciazy... - to najbardziej boli, bo co ja
        moglam wtedy zrobic??? nic!!! walczylam aby nasz syn nie przyszedl na swiat
        zbyt wczesnie, a tymczasem moj maz... dobrze sie bawil!!!
        ...i tego sie nie zapomina...
      • m2300 Re: Życie po zdradzie 02.03.05, 11:11
        Jesteś w wielkim błędzie uważając, że kobieta nie wybacza takiej zdrady.
        Ja jestem tego najlepszym przykładem.
        Jestem w sytuacji zdradzonej żony, której mąż ma dziecko z kochanką. Wybaczyłam
        mężowi i urodziłam mu drugie dziecko (jedno mieliśmy już wcześniej). I wierz
        mi,że jesteśmy naprawdę bardzo szczęśliwym i zgodnym małżeństwem po
        przejściach. Teraz doceniamy co jest naprawdę ważne w życiu i potrafimy się z
        tego cieszyć.
        Oczywiście,że pamiętam o dziecku z inną ale to nie zmienia faktu,że wybaczyłam
        mężowi i głęboko wierzę w to, iż taka sytuacja nie powtórzy się.
    • tessg Re: Życie po zdradzie 14.12.04, 23:04
      Mnie po 30 latach zostawił mąż dla dziewuchy 27 letniej.Chciałam przebaczyć ale
      on sie zakochał.Zostawił mnie z niepełnosprawnym synem potrzebujacym
      całodobowej opieki.Przeszłam od nich pieklo na ziewmi byłam u kresu
      wytrzymałości .3 lata czekałam i płakałam.Jego cała rodzina była i jest ze mna
      i wreszcie powiedziałam dość. Wystapiłam o rozwód z jego winy , zaciągnełam
      kredyt spłacam go.Mam spokój we własnym domu .A ta dziewczynka juz 2 razy go
      rzucała , kupiła małe mieszkanie w innej miejscowości nie zameldowała
      Pana .O dziwo przyjeżdza do syna w soboty i niedziele kąpie go dba o niego ja
      pozwalam wejść do domu nawet dam kolacje i herbatkę dla dobra syna ale teraz
      on widzi że ja mam przyjaciela i przeżywa skromny jak baranek i musi wyjść po
      kąpieli syna.Ja wiem że żyję spotykam sie raz na tydzień ze swoim
      przyjacielem .Były chce wrócić ja juz nie chcę .Za długo czekałam .Jest
      dobrze.Przebaczać należy jeśli definitywnie mąż zerwał , ale zapomnieć sie nie
      da i ciągłe zycie w niepewnośći też nie najlepsze ale szanse należy dać ja
      nie mogłam bo miałam 50 lat a sarenka była w wieku naszej córki która jest
      mężatka i mioeszka oddzielnie.Powodzenia nie warto płakać .Wszystko w Zyciu
      oddane a może byc tylko lepiej.
    • aga375 Re: Życie po zdradzie 14.12.04, 23:49
      Ja też zostałam zdradzona. Dowiedziałam się bardzo szybko i szybko
      zareagowałam. Nie przemyślałam moich reakcji, ale z perspektywy czasu oceniam
      moje postępowanie bardzo dobrze: po prostu poprosiłam żeby się wyprowadził.
      Myślę, że żona w pierwszym okresie związku jej męża z kochanką ma małe szanse.
      Ona przychodzi na randkę, odprężona, wypoczęta, zadbana, pachnąca i cała dla
      niego. A my- żony... codzienność. Budzimy się rano z podkrążonymi oczkami, bez
      fryzury i do tego sprzątanie, gotowanie i wypadające śmieci z szafki. Kiedy go
      poprosiłam żeby się wyprowadził, odwróciłam role: to ja byłam zadbana i
      elegancka, kiedy przychodził odwiedzać nasze dziecko a tam czekała zazdrosna
      kobieta i śmieci w szafce pod zlewem. Dlatego to było w mojej ocenie dobre
      zagranie. Ty też tak zrobiłaś. Może jestem naiwna ale myślę, że dzięki temu
      szybko wrócił i mój i Twój mąż. Teraz Ty rozdajesz karty, Ty decydujesz, czy
      Wasze małżeństwo i Wasza rodzina ma trwać nadal. Jeśli pozwolisz mu wrócić
      MUSISZ TO WYJAŚNIĆ. DLACZEGO. Nikt nie da Ci gwarancji, że to już nigdy się nie
      powtórzy, ale wierz mi.. stan w jakim się teraz znajdujesz - minie. Nie da się
      tego wymazać z pamięci, ale nie będzie bolało. My jesteśmy razem i naprawdę
      jestem szczęśliwa i czuję się kochana. Wiem już jak wygląda nasz związek jak
      pojawia się ktoś trzeci, więc gdyby coś się działo- nie przegapię. No i wiem,
      że teraz jest OK. To trochę potrwa, ale jeśli zdecydujesz się zostać z nim
      znowu poczujesz się w tym związku bezpiecznie i będziesz ufała. Wiesz... co
      nas nie zabije to nas wzmocni. To sprawdza się w odniesieniu do związku- nasz
      jest mocniejszy, u Ciebie też tak może być. No i jeszcze jedno: każdy zasługuje
      na drugą szansę, możesz mieć wyrzuty sumienia, że nie spróbowałaś.

      Pozdrawiam
      Agnieszka
      PS
      Uratowały mnie kropelki homeopatyczne. Chyba Passiflora czy jakoś tak. Zapytaj
      w aptece.
    • arcoiris Re: Życie po zdradzie 15.12.04, 00:00
      Milenya, proszę Cię nie ciągnij tego. To co robisz jest zwyczajnie podłe. To
      nie Twoja sprawa, czy on ją kocha czy nie (mężczyźni na ogół okłamują
      kochanki). To jest RODZINA i nie masz prawa jej niszczyć.
    • malepiwo Re: Życie po zdradzie 15.12.04, 00:53
      nie wybaczaj.pomysl czy chcesz/mozes byc z czlowiekiem ktory zrobil Ci takie
      swinstwo?i czy nie zniszczy Cie mysl o tym ze moze sie to powtorzyc. Mysl o
      sobie. On juz o sobie myslal. I Cie zdradzil.
    • dolby2 A co zrobić, kiedy puszcza się żona? 15.12.04, 08:36
      Takiej sytuacji redaktorzy nie przewidzieli? Ciekawe, swoją drogą...
      • gomory Re: A co zrobić, kiedy puszcza się żona? 15.12.04, 10:22
        Jesli sie na to nie godzisz, to wiazesz sie z kolejna zona. Moze druga bedzie
        wierniejsza?
    • renat50 Re: Życie po zdradzie 15.12.04, 08:59
      Mnie też zdradził maż i robił to z premedytacja przez 3 lata.Kiedy złożyłam
      sprawę o alimenty wrócił, miało być dobrze.Moze on sie w jakis sposób starał,i
      co z tego przy najmniejszej kłótni wracaja wspomnienia , tamta bedzie zawsze
      lepsza, i nie mam gwarancji ze dalej się z nią nie spotyka.Tylko czas pokaże
      czy bedziemy razem ,a życie razem a zarazem osobno dla dzieci też nie daje
      pozytywnych wzorow. Oczywiscie decyzja należy do Ciebie czy mu wybaczyć i czy
      potrafisz to zrobić. Ja już dawno przestałam być "dobra" i nie wierze w poprawe.
      Wychowac mozna dziecko ale nie dorosłego człowieka. Powodzenia !!!
    • dorotappppp Re: Życie po zdradzie 15.12.04, 09:51
      Doskonale to rozumiem. Równo 9 miesięcy temu dowiedziałam się, że mój mąż ma
      romans w pracy ze swoją podwładną starszą od niego o 10 lat. Skończył znajomośc
      jeszcze w tym samym dniu. Mąż obiecuje, że juz nigdy tego nie zrobi. Zmienił
      się i wiedzę olbrzymią poprawę stosunków ze mna i naszą córeczką. Ale... Nie
      umiem się z tego pozbierać. Do dziś śnią mi się koszmary. Czasem spotykam się z
      psychologiem. Nie umiem cieszyć się. Rozpamiętuję tamto. Czy kiedyś zapomnę,
      wybaczę, przestanę myśleć?
      D.
    • e._ Re: Życie po zdradzie 15.12.04, 09:52
      ZDRADA, CZY TEGO CHCESZ CZY NIE, BEZ WZGLĘDU NA PRZYCZYNY ITP, "ZAFARBUJE" NA
      STŁE KAŻDY ZWIĄZEK.
      Niekiedy nie da się wytrzymać kolorku "tamtej" i wtedy lepiej się rozstać. Ale
      uważam, że gdy są dzieci, trzeba walczyc do ostatniej chwili, wyczerpać
      wszystkie szanse na dobry dom dla nich, bo to już nie jest sytuacja, w
      której "bawimy się" my, dorośli. Zdecydowaliśmy się na dzieci a to juz zupełnie
      inna odpowiedzialność.
      Mnie pomogło, co zrozumiałam nie od razu, że mój wymarzony, ten z klasą, z
      rodziny z niezłomnymi zasadami i tradycją, okazał się wyjątkowo podstępną
      świnią. Bo najpierw nie mogłam długo uwierzyć, że cynicznie oszukuje mnie i
      okrada dom, szukałam winy w sobie przepojona idiotycznym porzekadłem, że wina
      zawsze leży po obu stronach. Kiedys obudziłam się w nocy i pomyślałam (a była
      to Wielkanoc): "Ukrzyżowali Jezusa, jacy podli. Czy naprawdę zawsze wina leży
      po obu stronach? W takim razie czym zawinił Jezus?... " Od tej chwili inaczej
      spojrzałam na nasze sprawy. Z wielkim bólem i zranioną miłością
      zaczęłam "demontować" moje małżeństwo. Wyobraźcie sobie, że mąż protestował, bo
      przecież do tej pory miał tak wygodny układ! Co chwilę miałam nadzieję, że "sie
      nawróci", ale jemu chodziło o to, bym nadal była jego inteligentną, troskliwą i
      towarzyską żoną bez wymagań a on mógł robić swoje. Wreszcie powiedziałam: dość!
      No i właśnie, paradoksalnie, od tego momentu mój szlachetny mąż i uczciwy,
      porządny człowiek, zaczął mi odsłaniać swoje drugie oblicze. Dziewczyny, ręce
      do nieba składam, że sie z nim rozstałam, choc to tak bolało! Nie miałam
      pojęcia, z jakim intrygantem, oszustem, kanciarzem w interesach, zimnym draniem
      żyłam wychwalając go pod niebiosa przez klikanaście lat! Może poseł Rywin i
      Kulczyk mogliby sie od niego sporo nauczyć!
      Jaka byłam ślepa, jak zawsze sobie wszystko tłumaczyłam na jego korzysć. To
      wspólnicy byli ci źli, szefowie i podwładni go krzywdzili itp.
      A teraz - mam spokój! I doskonałe stosunki z dziećmi, które - choc wóczas
      miałam im to za złe - były w nim najwyraźniej mniej zakochane niż ja i
      krytyczniej go oceniały.
      • danwik Re: do 3._ 15.12.04, 10:13

        • danwik Re: upsss - miało być do e._ :) 15.12.04, 10:21
          e._ - czytając krótką charakterystykę Waszego małżeństwa a przede wszystkim
          opis Twoje męża ... mam wrażenie, że piszesz o nas i o moim "jeszcze-mężu". Mój
          ślubny również po odkryciu Jego romansu przeszedł totalną metamorfozę i teraz
          zastanawiam się czy on zawsze taki był (a ja poprostu miałam klapki na oczach)
          czy można w tak krótkim czasie tak się zmienić. Powiem krótko - moja mama
          określiła go jednym słowem - PSYCHOPATA i niestety chyba ma racje bo choć
          fizycznie nigdy mnie nie dotknął ...psychicznie próbował mnie zniszczyć przy
          czym (o ironio!)twierdził, że chce wszystko naprawić i byc z nami (stosując
          groźby, szantaż i wyzywając mnie od ...) eh szkoda słow ... w każdym bądź razie
          bez względu na to czy z NIĄ się spotyka czy nie - JA JUŻ NIE WIDZĘ SZANSY NA
          ODBUDOWANIE NASZEGO ZWIĄZKU !!!
          pzdr. agnieszka
          ps. przepraszam, że "krzyczę" ale to zbyt "swieże" zeby pisać spokojnie ...
    • kasja.s Re: Życie po zdradzie 15.12.04, 11:38
      Zdrada, odwieczny temat każdej generacji. Tak sie zdarzyło, że mnie to też
      spotkało blisko dwa lata temu. Na początku przeszłam podręcznikowy zespół
      zdradzonej kobiety - stawianie ultimatum, złość, chęć zemsty itd. Całe
      szczęście, że dosyć szybko z tego wyszłam. Zaczęłam myśleć, dlaczego doszło do
      tej sytuacji i jak mogę obrócić to zdarzenie na swoja korzyść. I po dwóch
      latach chyba udało mi się wyjśc na prostą. Mój błąd polegał na tym, że
      pozwalałam partnerowi niemalże na wszystko - na romanse, na kupno mieszkania
      dla siebie (pracuje daleko od domu). Moje potrzeby chociaż były niejednokrotnie
      przezemnie, bez awantur, stawiane na tapecie, nigdy nie były brane pod uwagę
      przez mego faceta. To było jak groch o ścianę. Zaczął zapominać o moich
      urodzinach,o małych rzeczach, które powodują, że czujemy się naprawdę ważne i
      kochane przez swoich mężów, parnerów. Za to nie omieszkał zapraszać kochanki na
      wycieczki, imprezy. To fakt pozwalałam mu na romanse, ale postawiłam pewne
      warunki, kochanka niepowinna ingerować w nasze życie rodzinny. Teraz widzę, że
      było to złe postanowienie. Co z tego,że ja dałam takie a nie inne warunki,
      jeżeli on nie miał ochoty ich respektować. I dlatego musiało sie to skończyć
      fiaskiem.
      I tak zaczął sie nowy etap w moim życiu. Partner dalej przyjeżdża do nas na
      soboty i niedziele, ale tylko w roli ojca. Dalej mu piorę, prasuję, ale już za
      pieniądzę (jego kochanka chyba wróciła do męża). Tak jak dawniej dalej dobrze
      porozumiewamy się w sprawie dziecka, wspólnych spraw. Ja staram się mu pomagać,
      jeżeli mogę i vice versa. Nasi znajomi nie mogą w to uwierzyć, że nie jesteśmy
      razem. Najwyrażniej bardzo dobrze "myjemy wspólny samochód", ale tylko myjemy.
      W każdym razie możemy o sobie powiedzieć, że jesteśmy bardzo
      dobrymi "osobistymi kolegami". Ktoś może mi zarzucić, dlaczego nic s tym nie
      robię, jeżeli widzę, że on się tak bardzo stara. Odpowiedż jest prosta, nie ma
      reakcji bez akcji. Najwyrażniej taki stan rzeczy partnerowi odpowiada. Kdyby mu
      nie odpowiadał, to chyba by coś s tym zrobił.... A ja nie mam już ochoty bawić
      się w domysły - Co miał na myśli poeta?
      A co ja ma z tego - nie muszę sie zastanawiać, jak przekonać byłego do moich
      pomysłów, po prostu je robię - organizuję sobie weekend jak mi odpowiada - mam
      większą wolność finansową - nie muszę ciągle bawić się w dyplomatę - pozwalam
      sobie na wybuch niezadowolenia. Jest tego sporo, co zyskałam, i wiem, że już
      nie chcę tego stracić, bo znowu straciłabym samą siebie. A on, no cóż nie można
      pomóc komuś, kto nie wie czego chce i jak to chce zrobić.
      pozdrawiam kasja
    • melka_x Re: Życie po zdradzie 15.12.04, 11:52
      Milenyo jest zasadnicza różnica między Tobą a żoną. Ty weszłaś w taki układ
      świadomie, zapisałaś się na trójkąt, żona nie.
      • pola777 Re: Życie po zdradzie 15.12.04, 13:40
        normalnie seriale brazylijskiesmile Uwielbiam czytac jak ludzie sobie komplikuja
        zycie. I jeszcze sobie tlumacza to pokretnie dorabiaja filozofie kto tu winny a
        kto nie. Tak naprawde drog jest wiele ale prawda jedna: instynkt wygral nad
        kultura. NIKT mi nie wmowi ze facet 50 letni idzie z panna w wieku swojej corki
        bo mysli sercem i glowa a nie piata konczyna. Bo co- bo zona nie wyglada juz
        apetycznie? Sorry...NIKT mi nie wmowi ze koles ktory robi dziecko kochance i
        wraca do zony jest normalny. Jest KRETYNEM skonczonym w dodatku
        nieodpowiedzialnym.

        Kochanki i wszystkie inne tego pokroju wredne baby ktore innym komplikuja zycie
        i nie stac ich ani intelektem wygladem i osobowoscia na 'zarobienie' sobie
        wlasnego faceta i musza po prostu krasc, wyslalabym osobiscie na wyspe bezludna
        z jednym kulawym osobnikiem meskim z obraczka na palcu o wygladzie
        nieciekawym,i filmowalabym 24 na dobe, niezly reality show by wyszedl


        Bravo dla Danwik, jest dzielna babka i nie da sobie w kasze dmuchac. Szkoda ze
        procentowa wiekszosc zdradzanych siedzi i cierpi w milczeniu i latami probuje
        odbudowac cos co ktos rozwalil. Bardzo podziwiam ale jednoczesnie wspolczuje
        maksymalnie bo NIKT mi nie wmowi ze taka kobieta jest szczesliwa.
        • myristicin KTO ZDRADZA TEN SIĘ ODRADZA 15.12.04, 16:37
          Ci którzy tego nie widzą są zaślepieni przez społeczną manipulacje archaicznej
          odgórnie narzuconej kultury oraz przez zbrodniczą propagandę kościoła Ludzie
          wolni od bzdurnych rozterek sercowych są bardziej przydatni dla społeczeństwa
          żyją szczęśliwi nieskrępowani miłosną niewolą Jako nadludzie są w stanie
          stwarzać a nie tylko powielać CHWAŁA TYM KTÓRZY PODĄŻAJĄ Z NAMI!!!
      • milenya Re: Życie po zdradzie 15.12.04, 16:53
        alez ja o tym wiem,to moja swiadoma decyzja ktorej ponosze wszelkie
        konsekwencje ( ba! niekoniecznie zle, sa i dobre)Prawde mowiac trudno to nazwac
        ukladem, bo nikt z nikim sie nie ukladal( to w kwestii logiki)
        sprobowalam ( powtarzam:sprobowalam , a nie zawsze proba wychodzi)pokazac
        marcie pkt widzenia z drugiej strony... nie kazdy to rozumie- tak latwo
        podpalamy stosy w tej naszej polszcze...i smieszno i straszno
    • a_nka3 Re: Życie po zdradzie 15.12.04, 14:27
      Życie po zdradzie... Każdego ranka budzę się i czuję ból. Teraz na pewno
      mniejszy niż rok temu. I na pewno nie tak obezwładniajacy. Podobno czas leczy
      rany. Ja ciągle na to liczę.
    • ice_ice Wymiotować mi się chce 15.12.04, 15:00
      Bo chociaż minęło już parę lat, ja wciąż pamiętam wieczór, kiedy dowiedziałąm
      się o tamtej. Z prostych wyliczeń wynika, ze jesteś, Milenyo, dorosłą kobietą -
      tym bardziej nie rozumiem, jak mogłaś swiadomie zdecydować się na taki układ,
      wiedząc, że jest gdzieś kobieta, której niszczysz życie.
      Nie mów mi, ze ona jest żałosna, ze czepia się faceta jak koła ratunkowego... A
      Ty co robisz? też się go czepiłas... wiec nei dziw się, że i ona - ma do neigo
      większe prawa niż Ty.

      Jestem chora jak słyszę takie kobiety. Chora z obrzydzenia. Nic nie
      usprawiedliwia takiego postępowania.
      • milarka Re: Wymiotować mi się chce 15.12.04, 15:07
        Myślę, że najbardziej żałosny w tym układzie jest facet, który obiema paniami
        bawi się jak chce...
        • kolekcjonerzy.martwych.sedesow Niewierność jest stanem właściwym 15.12.04, 16:11
          Małżeństwo i wierność są zaprzeczeniem właściwej polityki genowej Zostały
          sztucznie i niepotrzebnie stworzone przez kulture stając się przyczyną
          rozdarcia pomiedzy stanem oczekiwanym a zastanym każdy człowiek powinien w
          trosce o dobro całego gatunku dążyć do rozprzestrzenienia swoich genów w
          najszerszym możliwym zakresie Trzeba definitywnie skończyć z bezsensownym
          cierpieniem małżeńskim wywołanym przez irracjonalne pragnienie do istnienia w
          monogamicznym związku Jak można być szczęsliwym w tej parodii człowieczeństwa?
          Co ma być siłą skłaniającą dwie jednostki do uporczywego trwania w
          zniewalającym narzuconym odgórnie schemacie zgniłej egzystencji? Miłosć? Nie
          ona jest przelotna znika tak samo szybko jak się pojawia i nigdy nie trwa
          wiecznie jest jedynie przejściowym zaburzeniem w funkcjonowaniu mózgu które
          niczym nie różni się od narkotycznej ekstazy i pozostawia identyczne objawy
          uzależnienia psychicznego. Miłość romantyczna jest wyłącznie usprawiedliwieniem
          swojej nieodpartej chęci do kopulacji nie może więc być sama w sobie niczyim
          celem.
          Tysiące lat temu gdy nasi przodkowie przemieżali złowrogą planetę pełną
          morderczych bestii kiedy morderczy klimat dziesiątkował naszą populację forma
          rodziny była nieodzownym warunkiem przetrwania jako że kobiety po porodzie zbyt
          słabe aby same zagwarantować sobie i dziecku przetrwanie musiały korzystać z
          pomocy mężczyzn Dziś jednak w świecie stworzonym na nasz obraz i podobieństwo
          pojedyncze osobniki obojga płci mogą przetrwać nie uciekając się do
          permanentnej pomocy osobnika płci przeciwnej dlatego też pojęcia małżeństwa i
          wierności wkrótce przestaną istnieć jako ewolucyjnie zbędne choć dziś jeszcze
          siłą inercji utrzymują się coraz słabiej jenak zakożenione w świadomosci
          społecznej.
          • melka_x Re: Niewierność jest stanem właściwym 15.12.04, 16:30
            O teorii, że monogamia jest mechanizmem pomagającym odchować potomstwo
            słyszałeś. O tym, że im bardziej zaawansowany ewolucyjnie gatunek tym dłuższe
            dorastanie i co za tym idzie potrzebna jest opieka obojga rodziców też nie
            słyszałeś. Lecimy dalej - o rozwoju emocjonalnym i roli jakiej w tym pełni
            oboje rodziców już głucho, tego już nie doczytałem, co?wink
            Tak przy okazji - zakorzenienie od słowa korzeń, nie kożen, młody
            intelektualistowink))tongue_out
            • melka_x Re: Niewierność jest stanem właściwym 15.12.04, 16:31
              O tym, że im bardziej zaawansowany ewolucyjnie gatunek tym dłuższe
              > dorastanie i co za tym idzie potrzebna jest opieka obojga rodziców też nie
              > słyszałeś.

              miało być "też słyszałeś"
              • myristicin Re: Niewierność jest stanem właściwym 15.12.04, 16:45
                Tak zwana normalna rodzina nie jest konieczna do rozwoju dziecka co dla każdego
                inteligentnego człowieka jest oczywiste widocznie ty sie do nie zaliczasz
                • melka_x Re: Niewierność jest stanem właściwym 15.12.04, 16:52
                  Masz rację, psychologia rozwojowa nie jest domeną inteligentnych ludzi.
                  Opatentuj swoją teorię rozwalającą w pył dotychczasową rozwojówkę, Nobel
                  czekawink)) młody intelektualisto.
          • paramol Re: Niewierność jest stanem właściwym? Czyżby? 15.12.04, 16:34
            Tysiące lat temu kolekcjonerzy martwych sedesów "przemieżali", ale i teraz
            mają "zakożenione"... Co? Stereotypy z czasów surowego darwinizmu.
            • myristicin Re: Niewierność jest stanem właściwym? Czyżby? 15.12.04, 16:42
              Głupi zawsze najgłośniej wrzeszczą kiedy nie potrafią przyznać się do porażki
              To że wy zmanipulowane i bezsilne jednostki wkrótce zostaniecie pokonani
              zostało już przesądzone Dzień naszej chwały wkrótce nadejdzie czy tego chcecie
              czy nie
            • melka_x Re: Niewierność jest stanem właściwym? Czyżby? 15.12.04, 16:48
              paramol napisał:

              > Tysiące lat temu kolekcjonerzy martwych sedesów "przemieżali", ale i teraz
              > mają "zakożenione"... Co? Stereotypy z czasów surowego darwinizmu.

              A ja bym raczej powiedziała, że to typowy przedstawiciel nowej inteligencjiwink
              przemieżającywink świeżo odkryty świat rewelacji sprzed ponad pół wiekuwink.
              I ten kunsztowny nickwink, ani chybi dział kreacji z 3-osobowej agencji
              reklamowej "Fabryka kurzu w podwórzu"
              • kolekcjonerzy.martwych.sedesow Re: Niewierność jest stanem właściwym? Czyżby? 16.12.04, 13:25
                Ulubioną rozrywką Polaków jest wytykanie cudzych błędów ortograficznych żałosni
                jesteście tak jak całe wasze życie

                Ciekawe ile razy w tygodniu twój mąż odwiedza burdele nieusatysfakcjonowany
                waszym pożyciem małżeńskim
                • stamp Re: Niewierność jest stanem właściwym? Czyżby? 16.12.04, 18:06
                  Szkoda słów. Nigdy nie zdadzą sobie z tego sprawy. Mówienie do ściany. Niech
                  się zatopią w swoich żalach, pretensjach, zazdrościach, obgadywaniu
                  konkurentek... Żałosne zycie. Faceci razem! To co, piwko?
    • malgra do mileny i oliwki 15.12.04, 16:29
      obawiam się, że pisząc ten post narażasz się na słuchanie samych
      nieprzyjemności.Żadna kobieta, która nigdy nie była tą drugą, nie zrozumie tego
      co czujesz.
      • milenya Re: do mileny i oliwki 15.12.04, 17:16
        malgra napisała:

        > obawiam się, że pisząc ten post narażasz się na słuchanie samych
        > nieprzyjemności.Żadna kobieta, która nigdy nie była tą drugą, nie zrozumie
        tego
        >
        > co czujesz.


        Malgro, nie potrzebuje aby inni zrozumieli moje uczucia, przeciez ta druga nie
        ma uczucsmile A swoja droga jestem ciekawa czy te zalosne wypowiedzi te ponure
        zale pomogly marcie. wszyscy mysla o sobie, caluja koniuszek swego palca
        rozsmakowywujac sie w uniesieniu wlasnych emocji. to przykre. mnie naprawde
        szkoda tych zdradzanych zon, porzuconych kochanek, niespelnionych milosci,
        proznych oczekiwan. Sama to wszystko przezylam...wszystko z kazdej kobiecej
        strony! ale nie probuje oceniac i analizowac...probuje zrozumiec i
        uszanowac...to widac dosyc trudne w naszej obyczajowosci.A Zycie ma tyle
        jasnych odcieni. Pozdrawiam smile
        • malgra Re: do mileny i oliwki 15.12.04, 18:13
          ja mam.I doskonale rozumię.
    • falcon87 Re: Życie po zdradzie 15.12.04, 18:02
      Zastanawiam się, skąd tyle kobiecej agresji tutaj. Dlaczego Panie nie
      wybrałyście dojrzalszych mężów? Ja od żony często słyszę o zaletach innych
      mężczyzn. To dlaczego wyszła właśnie za mnie? A może faktycznie wszyscy faceci
      to świnie? To może seksmisja?... Pytam poważnie - po co Paniom, które się tu
      wypowiedziały (za wyjątkiem tych "drugich"), płeć brzydka? A może lepiej kupić
      niewolnika i przykuć łańcuchem?
      • stamp Re: Życie po zdradzie 16.12.04, 18:11
        falcon87 napisał:

        > Zastanawiam się, skąd tyle kobiecej agresji tutaj. Dlaczego Panie nie
        > wybrałyście dojrzalszych mężów? Ja od żony często słyszę o zaletach innych
        > mężczyzn. To dlaczego wyszła właśnie za mnie? A może faktycznie wszyscy
        faceci
        > to świnie? To może seksmisja?... Pytam poważnie - po co Paniom, które się tu
        > wypowiedziały (za wyjątkiem tych "drugich"), płeć brzydka? A może lepiej
        kupić
        > niewolnika i przykuć łańcuchem?

        Żeby kupić trzeba wydać kasę, a przecież chodzi dokładnie o cos odwrotnego...
        Jedna z pań napisała nawet że "mąż ja okradał"! Ciekawe z czego, skoro sama
        zarabia pewnie grosze.
        Kobiety, emancypujcie sie ekonomicznie, a nie narzekajcie wiecznie,
        wspomagajcie się nawzajem, a nie widźcie w sobie tylko konkurentki.
    • dalton Re: Życie po zdradzie 15.12.04, 19:04
      Przeczytałem wszystkie opinie na tym forum i....
      Sam (przed laty)zdradziłem a teraz czuję się zdradzany i choć to tylko(oby)
      zdrada emocjonalna -na razie,to obawiam się że dojdzie i do fizycznej.
      Panie i panowie.
      Panowie i panie.
      Zdrada i ta fizyczna i ta emocjonalna zdarzała się przed wiekami i zdarza dziś.
      Nasze społeczeństwo wychowane w takiej a nie innej kulturze ma takie a nie inne
      zdanie na temat zdrady.Tylko czy na pewno mamy rację???
      Dlaczego partner\ka zdradza?
      Czy jest to efekt znudzenia obecnym związkiem?Czy może odwieczna chęć
      poszukiwania czegoś nowego(nowych doznań)?Czy może odwieczna chęć sprawdzenia
      sie?A może (tak jak w moim przypadku)po prostu przypływ chwili jakaś iskra ?
      Nie ma co rozdzierac szat i wyzywać tych drugich(kochanków i kochanek).W\g mnie
      należy zrobić wszystko aby nasza druga połowa nigdy nie miała powodu ani chęci
      zrobić skoku w bok.A jeśli już się to stanie to myślę że nie należy robić nic
      czego potem byśmy żałowali.Tzn. jeśli chcemy dalej (znów) byc razem to tylko po
      to aby naprawdę kochać i być kochanym.Jeśli podejmiemy decyzję że się
      rozstajemy to tez tylko dlatego że juz nie chcemy napewno być razem.
      I nie ma się co oglądać na zależność finansową czy dzieci,dobrych
      doradców ,których nigdy nie brak itd. itp.Tylko nasza przemyślana decyzja. To
      jest podstawa życia w zgodzie z własnym sumieniem i przekonaniami.
      Ja sam ma 33 lata ,troje dzieci i od 15lat jestem w związku z moją(od12 lat)
      żoną
      • a312a Re: Życie po zdradzie 18.02.05, 13:28
        Ja tez przeczytałam wszystkie opinie. Twoja na koncu, ale chyba najbardziej się
        z nią utożsamiam. I ciesze się że jest to wypowiedz męska.
        Opisywałam swoje ostatnie przezycia w watku "ta druga".
        Po częsci jestem w podobnej sytuacji co ty (czujesz sie zdradzany
        emocjonalnie), ja wiem ze u mnie tak jest. Choc nie było zdrady fizycznej. A
        teraz nie ma nawet żadnej innej fizyczności tego "zwiazku" (spotkania, rozmowy
        itd.). I może powinnam się cieszyć że jestem (chyba )w nieco lepszej sytuacji,
        bo do pełnej zdrawdy nie doszło. Ale boli równie mocno, a co niektórzy by
        powiedzieli że nawet mocniej. Bo zdradziło serce...
        Napisałeś:
        W\g mnie
        >
        > należy zrobić wszystko aby nasza druga połowa nigdy nie miała powodu ani
        chęci
        > zrobić skoku w bok.A jeśli już się to stanie to myślę że nie należy robić nic
        > czego potem byśmy żałowali.Tzn. jeśli chcemy dalej (znów) byc razem to tylko
        po
        >
        > to aby naprawdę kochać i być kochanym.

        Ja tego właśnie chcę, moj maz zna moje stanowisko i czekam na jego odpowiedz...
        Mam 31 lat, dwójkę dzieci i jestem w 10-letnim zwiazku małzeńskim
    • akubisz Re: Życie po zdradzie 14.07.05, 13:20
      Przed laty przezylam wielka milosc - milosc mojego zycia. Moj wybraniec
      niestety był żonaty i to od wielu lat. Wierzyłam, że nic nie stanie nam na
      przeszkodzie ale po 1,5 roku wreszcie postawiłam ultimatum albo ona albo ja.
      Można się domyśleć co było dalej...po wielu dylematach wrócił do żony i
      dziecka. Może na początku oboje we łzach - ale teraz wiem, że tak własnie miało
      być. Widzialam ich niedawno, roześmianych, idących z córką i trzymajacych sie
      za rece. Ciesze sie ze jest szczesliwy i podziwiam ja za to że miała dość siły
      by brnąć do przodu kiedy wiedziała, że jest ktoś inny, i za to że potrafiła
      zapomnieć i wybaczyć. Dużo czasu minęło zanim obie przestałyśmy cierpieć.
      Myślę, że jest dużo prawdy w tym co napisała Milenya ale to Ty przecież musisz
      podjąc decyzję. Nawet jeśli teraz nie wiesz, to przyjdzie Ci to z czasem.
      Powodzenia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka