Trudno pisac otwarcie, poniewaz w naszej obyczajowosci nie ma miejsca na te
druga. zawsze jest zdradzona biedna zona...no i oczywiscie ta wstretna
kochanka i wredny maz...
Aby byla zdrada musza byc przyczyny a przynajmniej jedna. to nieistotne czy
przyczyna lezy po stronie meza "rozpustnika" czy zony "ofiary" . To przyczyna
jest pkt wyjscia do zdrady ( mowiac prostym jezykiem)...
Jestem kobieta, ktora zyje od ladnych paru lat z zonatym mezczyzna.
Zal mi ich obojga, zarowno jego, ktory nic do zony nie czuje, a zatrzymuje go
przy niej jedynie obowiazek i poczucie odpowiedzialnosci... i jej - kobiety
niezaradnej trzymajacej sie kurczowo jego jak kola ratunkowego. Na szczescie
dzieci sa juz duze. Przede mna przez niespelna 30 lat byla inna kobieta,
ktora podobnie "funkcjonowala" obok.
Coz, droga Marto, zdrady nie bywaja niestety jednym wyskokiem. moglabym duzo
napisac o tym jak taki mezczyzna funkcjonuje w podwojnym zyciu. Jego powrot
wcale nie musi oznaczac zerwania z "tamta kobieta"... a jezeli tak, to nie
masz gwarancji iż nie znajdzie kolejnego"zapomnienia", gdzie tym razem bedzie
juz lepiej sie kamuflowal ( uwierz ze tak mozna). Znajdz przyczyne. znajdzcie
ja oboje. Jedynym lekarstwem jest znalezienie pkt zapalnego, ktory pchnal go
do zdrady. Jezeli bedzie to jego poszukiwanie "czegos innego" ( tak to
okreslaja) daj sobie spokoj dziewczyno , bo szukac mozna do konca zycia...
zawsze znajda sie takie kobiety jak np ja, ktorej wystarcza z roznych powodow
zonaty facet ( to akurat zadna przeszkoda w romansie, wrecz przeciwnie, taki
facet jest bezpieczny ).
Ale moze przyczyna zdrady twego meza tkwi gdzie indziej, a znajdujac ja
wspolnie - odnajdziecie spokoj w zwiazku. zycze ci tego z calego serca.
milenya
ach! i uwaga, pamietaj ze "ta druga" tez mogla byc oszukiwana. Ten monopol
skrzywdzenia maja zazwyczaj kobiety obojetnie po ktorej stronie