Dodaj do ulubionych

moje dziecko mi ... przeszkadza :(

31.01.05, 18:48
Jestem mamusią od 3 tygodni. Kiedy mój mąż jest w pracy, mam najgrzeczniejsze
dziecko pod słoncem i mam do niej morze cierpliwości, obie jesteśmy
szczęsliwe. Kiedy jest weekend... najchętniej wyrzuciłabym ją przez okno. Nie
mogę się zająć mężem tak, jak bym chciała, żeby miał ładną żonę i obiadek
specjalnie dla niego i żeby się można było poprzytulać. Nie chodzi o brak
czasu, ale każde jej "łaaa" wyprowadza mnie wtedy z równowagi, więc
tych "łaa" robi się więcej i powstaje błędne koło.
Czuję się z jednej strony wyrodną matką, a z drugiej złą żoną... buuu sad
Obserwuj wątek
    • monika19782 Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 31.01.05, 19:00
      Kiedy jest weekend... najchętniej wyrzuciłabym ją przez okno - wstydź się!!!!!!!
      • monikadabr Re: mmonika19782 31.01.05, 19:07
        dlaczego ma sie wstydzic?
        kazdy jest zmeczony, ja mam dziecko ponad rok skonczylo i chetnie bym sie
        pozbyla na jakis czas. Nie ma co sie wstydzic. SORY, co TY OPOWIADASZ, chyba
        dziecka nie masz.
        • betty_julcia Re: mmonika19782 31.01.05, 19:15
          Wiesz, wydaje mi się że nie chodzi o wstydzenie się za odczucia, bo nie
          jesteśmy robotami, każda z nas ma prawo do bycia zmęczoną i chęci zajęcia się
          nie tylko dzieckiem ale też sobą. Bardziej chodzi o dobór słów.
          Choćbym nie wiem jak była zła albo zmęczona nie odważyłabym się, nie przeszłyby
          mi przez gardło słowa że miałabym ochotę wyrzucić swoje dziecko przez okno!!!
          Mi głupio by było przed samą sobą za taką myśl a co dopiero za wygłoszenie jej
          na forum...
          Jesteśmy dorosłe, jesteśmy matkami, powinnyśmy być odpowiedzialne, więc bierzmy
          odpowiedzialność za nasze słowa...
          -----------------------------
          • kammik Re: mmonika19782 31.01.05, 19:20
            Aha, czyli myslec i czuc wolno, ale bron Boze sie do tego nie przyznawac?
      • janet3 Do monika 19782 31.01.05, 20:59
        Hej dziewczyno to tylko przenośnia,,,,,,,,,chyba nie zrozumiałaś a szkoda bo
        inaczej nie napisałabyś czegoś tak durnegosmile
        • milarka Re: Do monika 19782 31.01.05, 21:15
          janet3 napisała:

          > Hej dziewczyno to tylko przenośnia,,,,,,,,,chyba nie zrozumiałaś a szkoda bo
          > inaczej nie napisałabyś czegoś tak durnegosmile

          Dokładnie, czasami dobrze coś takiego napisać - wtedy od razu człowiek lepiej
          się czuje wink
      • e_r_i_n Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 31.01.05, 21:32
        monika19782 napisała:

        > Kiedy jest weekend... najchętniej wyrzuciłabym ją przez okno - wstydź
        > się!!!!!!!

        Ja nie mam takich odczuc jak autorka wątku, ale też czasami mam ochotę mojego
        trzylatka wywiesić za okno za uszy smile
        • e_r_i_n Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 31.01.05, 21:44
          No i jeszcze jedno - możę to jakieś delikatne objawy depresji poporodowej? I
          zamiast krytykować dziewczynę, warto jej doradzić wizyte u specjalisty?
      • bea.bea Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 03.02.05, 16:27
        nie jesteś ani zła żoną , ani zła matką ....uczucia jakie żywi się do dziecka
        nie zawsze muszą byc cieplutkie , milutkie itp.
        masz prawo do tego co czujesz i w moim mniemaniu są to uczucia jaknajbardziej
        naturalne.
        nie zawsze kobieta musi być dla dziecka niu niu niu.....dziecko zaburzyło twój
        dotychczasowy rytm , życia i zapewne nie potrafisz sobie jeszcze go poukładać ,
        ale nie martw sie to przyjdzie z czasem.....
        moim zdaniem powinien pomuc ci mąż we wpasowaniu się do nowej sytuacji...
        i nie przejmuj się tym co inne panie tu wypisują ....

        ja miewam ostatnio coraz częsciej zabujcze mysli....w stosunku do mojego syna ,
        bo rośnie na faceta z charakterkiem ,,,
        więc nie raz w pierwszym odruchu odmalowałabym mu jak leci, no cóz ale podobno
        bic nie wolno smile

        moze warto postarać się o opiekunkę , lub kogos do pomocy ...pozdrawiam
    • nadja11 Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 31.01.05, 19:26
      To normalne odczucia ba dla kogos kto jest perfekcjonistą i chciałby aby
      wszystko wyglądało w jego zyciu domowym idealnie (na błysk wysprzątane
      mieszkanie w perfekcyjnym makijazu i stroju przygotowany wyszukany i
      najsmaczniejszy na swiecie obiad , zadbane dziecko i dopieszczony dumny z żony
      mąż)jest wrecz nie do uniesienia i konczy sie ogólną frustracją.Wiem cos o
      tym smile
    • aniorka11 Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 31.01.05, 19:29
      "Wyrzucic czy nie wyrzucic oto jest pytanie..."Podziwiam Cie za odwage,ze sie
      do tego przyznajesz,mysle,ze prawie kazda swiezo upieczona mamusia ma czasem
      takie mysli,tylko jedne kobiety sie do tego przyznaja ,a inne nie!Wiadomo,ze
      tego nie zrobi,jednak ciagle zmeczenie,stres,brak czasu dla siebie i meza
      poteguja takie mysli.Niestety trudno to wszystko pogodzic,co nie znaczy,ze nie
      jest to niemozliwe,nasi panowie odgrywaja tu dosc wazna role!!!Jezeli mozna
      liczyc na pomoc z ich strony to super, gorzej, jezeli jest inaczej.Moj synek ma
      7,5 m-ca i ja ciagle "trenuje" swoja cierpliwosc!!!Pewnie zajmie mi to cale
      zycie...smileGlowa do gory,znajomi ciagle mi powtarzaja"nie martw sie najgorsze
      jest pierwsze 20 lat"smilesmilesmilesmile!!!Pozdrawiam!Sorry za pisownie, ale cos mi sie
      stalo z klawiaturasad!!!
      • nadja11 Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 31.01.05, 19:33
        Nie rozumiem skąd ten zmasowany atak o zły dobór słów??Kobity to czepiactwo
        jest chore.
    • akseinga Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 31.01.05, 19:39
      W przeciwieństwie do 3-tygodniowego dziecka mąż chyba zrozumie, że nie możesz
      mu poświęcać tyle czasu co przed urodzeniem dziecka i że ono teraz Ciebie
      najbardziej potrzebuje. Z czasem wszystko się unormuje, ale nie ma co liczyć na
      to,że bedzie tak jak dawniej , dziecko zmienia nasze życie juz na zawsze.
      Ja byłam tak nastawiona na nieprzespane noce i ciągłe zajmowanie się dzieckiem,
      że aż się miło rozczarowałam kiedy Martynka była już w domu bo wcale to tak
      strasznie nie wyglądało. Największy stres przeżywałam właśnie wtedy kiedy
      chciałam np. ułożyć włosy , posprzątać a tu dziecko płacze i się nia da , albo
      miał być wolny wieczór a mała jak na złośc nie zasypia. Miotałam się strasznie,
      aż w końcu dałam na luz bo przecież to wszystko może poczekać po co się
      stresować a przede wszystkim dziecko.
      Czytając to co napisałaś odnoszę wrażenie, że gdy w domu pojawia się mąż to
      dziecko schodzi na plan dalszy a Ty nastawiasz się na zaspokajanie potrzeb męża.
      Czy mąż ma do Ciebie pretensje, że jesteś złą żoną czy to tylko Twoje
      domniemania? A może zrezygnować z robienia obiadu i spędzić razem ten czas .
      Nie pocieszę Cię , że będzie lepiej bo im większe dziecko tym więcej naszej
      uwagi potrzebuje, ale przecież decydując się na dziecko wiedziałyśmy o tym
      wszystkim, a i tak czasami bywa trudno.
      A i jeszcze jedno może tatuś który pracuje w tygodniu to w weekend zajmie się
      trochę czasu dzieckiem( bo napewno sie stęsknił) a Ty i obiad ugotujesz i
      zrobisz sie na bustwo , daj tacie szans aby się wykazał w roli ojca .
      Pozdrawiam
      • aari Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 31.01.05, 21:00
        Właśnie to chciałam napapisać ... jeśli chcesz w weekend mieć czas na zrobienie
        superowego obiadu i zrobienie się na bóstwo dla męża .. to może zmobilizuj
        Tatusia do zajmowania się dzieciątkiem.

        Niestety jeśli chodzi o czas poświęcony tylko mężowi to chyba decydując się na
        dzieciątko byliście oboje świadomi,z ę od tąd będziecie mieli stale
        towarzystwo - z krótkimi przerwami na drzemkę ... dziecko jest częścią waszej
        rodziny i nie może Was denerwować ani Wam przeszkadzać !!!!

        Sory ale moim zdaniem przemawia przez Ciebie egoizm ... gdybyś powiedziała,ze
        jesteś zmęczona nieprzespane noce itepe - zrozumiałabym - ale to o czym
        piszesz to kaprysy - moim zdaniem.
        • akseinga Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 31.01.05, 21:05
          aari napisałaś to o czym myślałam, a jakoś nie mogłam ubrać tego w słowa.
          Pozdrawiam
    • olang Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 31.01.05, 21:13
      Ja też czasem mam naprawdę dość i oddałabym moją kruszynkę gdzieś na tydzień
      (np. w stęsknone ramiona babci)ale bynajmniej nie dlatego,żeby w makijażu i z
      kolacją czekać na męża, to na pewno w ostatniej kolejności. A po to,żeby pójść
      do kina, poodwiedzać koleżanki bez ciągłego patrzenia na zegarek, żeby
      poszwędać się gdzieś bez celu i z wyłączonym telefonem albo żeby po prostu
      walnąć się na wyrko z kupą książek. Albo żeby w internecie posiedzieć, bo na to
      jest zawsze za mało czasu.wink
    • mapta Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 31.01.05, 21:42
      rozumiem Cie, nie oceniam i nie napadam
      ale dobrze Ci zycze,, zebyscie sobie z mezem najlepiej juz teraz ustalili jak
      sie podzielic wszystkimi obowiazkami, bo z dosiwdczenia wiem, ze bedzie Wam
      coraz trudniej...
      Moj maly ma dopiero 7,5 mca i juz z tesknota wspominam, kiedy mial 3 tygodnie i
      tylko chcial jesc, spac i miec sucho.
      Pamietaj, ze dzieci szybko rosna i ich potrzeby takze, co zrobisz wtedy?

      Trzymam kciuki i zycze udanej rozmowy z mezem!
      • mama_milenki Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 31.01.05, 22:08
        Tak po trosze to zgadzam się chyba z wszystkimi odpowiedziami. I akurat chciałam
        napisać to, co mapta. Bo tak właśnie jest, moja prawie 9-miesięczna córcia z
        każdym tygodniem potrzebuje mnie więcej. I nie przejmuję się bałaganem w domu,
        bo wiem, że ona teraz najbardziej się rozwija i ten mój poświęcony czas kiedś
        będzie procentował. No i też wspominam, że było dużo, dużo więcej wolnego czasu
        niż teraz.
    • ankasza Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 31.01.05, 21:54
      Przeczytałam kilka pierwszych odpowiedzi potępiajacych cię za dobór słów.
      Nie potępiam,bardzo dobrze to rozumiem.Mam dwoje dzieci,mój mąż wie jak to
      jest,kiedy pojawia się nopwy malutki członek rodziny.Ale ja i tak przy
      drugim ,na samym początku byłam okropnie sfrustrowana.Bo to nie tak miało
      wyglągać.
      Miało być jak w gazetach,jak w filmach,jak w sielskich reklamach..... a moje
      dziecko darło się nieustannie,nie chciało spać,wisiało przy cycu,dom był
      ruiną.Wtedy myślałam ,że to jest najgorsze,ale mała jest juz dużą panną-ma 1,5
      roku -i jest lepiej.
      Głowa do góry,bedzie dobrze.Nie piszesz przecież,żeby mąż od ciebie wymagał
      perfekcji w każdym calu,więc odpuść sobie trochę.Wiem,że najłatwiej jest
      radzić,aleja to dobrze znam.Jestem perfekcjonistką i wszystko,co odbiega od
      ideału doprowadza mnie do szału.ale nie drobiazgi są najważniejsze.
      Twój mąż na pewno cię kocha nawet bez makijażu,od bułki z serem też nie umrze,a
      dziecko właśnie teraz potrzebuje cię najbardziej.Te chwile już się nie powtórzą.
      Życzę ci wszystkiego dobrego.
      Pozdrawiam
    • miedzymorze Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 31.01.05, 23:07
      Dzieci nawet takie maciupeńkie są bardzo czułymi odbiornikami naszych emocji. Sama piszesz, że w tygodniu - kiedy Twoja uwaga i czułość są skierowane na dziecko, zachowuje się ono b. spokojnie, a w weekend, kiedy zaczynasz się irytować, to odbiera to i popłakuje. 3 tyg po porodzie jednak trzeba być mamą na 100% wink Ponoć dzięki temu później będzie łatwiej wink

      pozdr,
      mi (5 tyg po wink
      • aszar.kari Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 31.01.05, 23:45
        Cokolwiek odczuwasz jest normalne, typowe i zdarza sie wielu kobietom. Wraz z
        urodzeniem dziecka swiat sie zmienil, trudno sie z tym pogodzic, czesto trudno
        z tym zyc przez jakis czas. Czy nie mozesz liczyc na czyjas pomoc? Mamy?
        Siostry? Tesciowej? Tak zebys chociaz w sobote lub jeden wieczor w tygodniu
        mogla byc tylko z mezem? Dziecko jest wazne i momentami bywa najwazniejsze ale
        Wam we dwoje tez jest potrzebny czas bez dziecka. Wiele par zaczyna to odczuwac
        pozniej niz Ty - po kilku miesiacach, czasem po roku ale nie nic zlego w tym,
        ze Ty czujesz te potrzebe juz po 3 tygodniach z niemowlakiem. To bardzo zdrowe
        odczucie - potrzeba czasu z partnerem, z przyjacielem, z kochankiem, z kumplem -
        tym wszystkim, czym jest dla Ciebie Twoj maz. Nie ma sie co wstydzic ani
        walczyc z uczuciami, lepiej jesli sprobujesz znalezc praktyczne rozwiazanie -
        jak wygospodarowac 2-3-4 godziny w ktorys wieczor czy ktorys dzien weekendu tak
        zebyscie mogli byc tylko we dwoje. Mama tez czlowiek - potrzebuje Taty smile
        Pozdrawiam,
        Aszar
        • kasiula.m Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 02.02.05, 09:28
          aszar.kari napsała:
          Czy nie mozesz liczyc na czyjas pomoc? Mamy?
          > Siostry? Tesciowej?

          A może brata? Ojca? Teścia? MĘŻA??? smile))
      • sms9 Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 31.01.05, 23:46
        A moim zdaniem jak mozna napisac ze matce dziecko przeszkadza.
        Ze najchetniej wyzucilaby je przez okno.
        Ludzie i wy jeszcze to tolerujecie.
        Naprawde w glowie mi sie nie miesci.
        Moj maly wymagal odemnie 100%uwagi na 7 dni w tygodniu i 24 godziny dziennie, i
        nigdy nie przyszlo mi nawet cos takiego na mysl.
        Dla mnie jest to odrazajace.
        Moze dlatego ze my z mezem musielismy sie bardzo dlugo starac o dziecko- czyzby
        tacy rodzice bardziej kochaly swoje dzieci?
        A pozniej slychac ze zrobila cos swojemu dziecku bo mezowi nie mogla dac
        du......
        Ja naprawde nie chce nikogo obrazac ale dziewczyny zastanowcie sie co piszecie.
        Bo jezeli jakas mloda osobka ktora jest w ciazy i jest z tego niezadowolona
        przeczyta cos takiego to moze byc tragedia gotowa. Wiec pomyslcie zanim cos
        napiszecie.
        Pozdrawiam
        • wieczna-gosia Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 01.02.05, 08:08
          sms9,
          Im wieksza milosc
          tym wieksze uczucia przeciwne.
          Ludzie ktorzy maja klopoty z pokochaniem dziecka na ogol nie odczuwaja wiekszych
          porywow serca na jego widok, ale tez nie maja potrzeby by wyartykulowac cos
          takiego.
          Natomiast jesli na duze uczucia nalozy sie gwaltownosc charakteru, to kto to wie
          co sie gada wink))

          Dlatego wiec ostatnio przy winie trzy kobiety- jedna z piatka dzieci, jedna z
          czworka i jedna z terminem piatej ciazy na za tydzien wyglosily ze:
          z nastolatkiem najlepiej z buta w twarz
          szkoly z internatem sa the best
          dzieci do domu dziecka.

          I gazety na nastepny dzien nie trabily o tragediach.

          A ja tam bylam miod i wino pilam wink
          • abere8 Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 01.02.05, 08:17
            Gosia, jak Ty cos powiesz, to juz powiesz! Cudna jestes! smile
        • e_r_i_n Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 01.02.05, 08:22
          Myślę, ze trochę przesadzasz smile
          Podstawowa sprawa to wziecie pod uwage tego, ze dziewczyna jest 3 tygodnie po
          porodzie, a z tego co pamietam i dla mnie nie byl to latwy czas. I oczywiscie
          stawianie meza przed dizeckiem moze nie jest dobre, ale tez nie zasluguje na
          krytyke w taki sposob wyrazona.
          Nie wiem, w jakim wieku jest Twoje dziecko, ale wierz mi - niewykluczone, ze
          przyjdzie czas, ze bedziesz miala ochote tylko i wylacznie na dwie godzinki bez
          niego smile I to nie jest nic zlego, nie swiadczy o braku milosci.
          Ja moje dziecko kocham nad zycie, jest dla mnie najwazniejsze pod sloncem, ale
          nie ukrywam, ze ogromna radosc sprawia mi mozliwosc pobycia z mezem, wyjscia do
          kina i 'sprzedania' na jeden wieczor dziecka babci.
          I podtrzymuje - czasami mam ochote go wywiesic za uszy za oknem.
    • lyla1 Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 01.02.05, 08:22
      Najprawdopodobniej przechodzisz tzw. BAby Blus. Zostajesz sama z dzieckiem na
      cały dzień. Doskonale Cię rozumiem. Może znajdziesz jakąś opiekunkę do
      dziecka , która wyręczy cię przez godzinę lub dwie w opiece nad dzieckiem, a ty
      w tym czasie pójdziesz do kosmetyczki, fryzjera, a może na kawę z kumpelkami.
      Niestety rodząc dziecko automatycznie podjęłaś się opieki nad nim i musisz sie
      do tego przyzwyczaić. Wiele kobiet właśnie w pierwszym miesiącu po porodzie ma
      takie kryzysy, a twój mąż też przyzwyczai się do tego, ze nie on jest teraz
      najważniejszy, ale dziecko i ty.
    • ulkapolla Kocianna. 01.02.05, 09:58
      Doskonale Cie rozumiem moja droga. Ja swoja corke mam ochote wyrzucic przez
      okno srednio co drugi dzien i to od 21 miesiecy. I tez bardzo brakuje mi czasu
      spedzanego tylko z mezem. Nie przejmuj sie oburzeniem niektorych Matek Polek.
      Nie kazda z nas jest stworzona do rezygnacji z siebie i calkowitego poswiecenia
      sie dziecku przy jednoczesnym zepchnieciu meza na bardzo daleki plan (a potem
      beda pisac na forum o problemach w malzenstwie).
      Niestety nie pociesze Cie. Jeszcze dlugo mamy przerabane.
      • ewa216 Re: Kocianna. 01.02.05, 10:36
        Ja prócz tego, że mówię o wyrzuceniu dziecka przez okno np. koleżankom to gdy
        mały marudzi cały dzień, a niemąż ostatkiem sił dzwoni do mnie gdy jestem poza
        domem i pyta "Jezu misiu co ja mam z nim zrobić?" to odpowiadam "nie wiem może
        go utop?"wink
        I nie czuję sie złą matką i w żadnym razie nie przedkłada się to na stosunki z
        synkiem. Kocham go najmocniej na świecie i życie bym za niego oddała.
    • szyszunia75 Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 01.02.05, 10:33
      Kocianno. Myślę, że dopiero za jakieś pół roku zaczniesz orientować się, że
      Twoje życie zmieniło się nieodwołalnie i na zawsze, ale zaczniesz z tej zmiany
      być zadowolona. Nie będzie już czasu na leżenie z książką, nie będzie
      weekendów, wolnych chwil - dziecko, przynajmniej na początku to praca przez 24
      godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Przez pierwsze tygodnie jest to trudne,
      szokujące i budzi skrajne emocje. Chyba nikt nie jest na to odpowiednio
      przygotowany - w ciąży nie wyobrażamy sobie, jak bardzo człowiek może być
      zmęczony, jak musi być dyspozycyjny, jak bardzo będzie swojemu dziecku
      potrzebny. Odkrycie tego faktu budzi szok i czasem jest trudne do
      zaakceptowania. Ale z czasem uczucia się zmienią (tak przynajmniej u mnie było)
      i ten obowiązek stanie się przyjemnością. Dziecko będzie mniej płakać,a
      bardziej cieszyć. Uda ci się nauczyć rozrózniać płacz - czy musisz zaraz do
      niej biec, czy można chwilę poczekać.
      Jedno, co bym ci poradziła - zacznij oswajać się z myślą, że NIE DA SIĘ być
      idealną matką, żoną i kochanką. Jesli planujesz powrót do pracy to dorzuć
      jeszcze do tego, że nie da się pogodzić idealnego domu z normalną pracą. Tzn.
      są osoby, które wydaje się, że tego dokonują, ale zawsze jest to kosztem
      czegoś: realcji z mężem, własnego zmęczenia, dziecka. Kiedyś weekendy mieliście
      dla siebie? Musisz zrozumieć, że przez następne kilkanaście lat tak już nie
      będzie. Ale z czasem zacznie was cieszyć to, że kiedy siedzicie przytuleni,
      przypełza do was córka, szczypiąc i szarpiąc za ubranie wspina się po was,
      lepkimi łapkami obejmuje za szyje i przytulacie się we trójkę. I to jest piękna
      chwila.
      Pozdrawiam i nie martw się niektórymi potępiającymi głosami. Dopiero zaczynasz
      drogę macierzyństwa i myślę, że trochę cię niektóre wertepy zaskoczyły. Każdą z
      nas coś zaskakiwało, tylko nie każda się do tego przyzna.
      • umasumak Do Kocianny i oburzonych Mamuś 01.02.05, 11:01
        No niestety, nigdy już nie będzie jak dawniej. Ale na pociaszenie powiem Ci, że
        się przyzwyczaisz, a jak dzieciątko będzie starsze, to może któraś z babć albo
        cioć zajmie się od czasu do czasu maleństwem (albo opiekunka) i wtedy mając
        dużo czasu dla męża, będziesz szukała pretekstu, żeby zadzwonić do domu wink).

        Uma

        P.S. Co do "niefortunnego" doboru słów. Mój mąż w któreś niedzielne popłudnie,
        które nastąpiło po szczególnie męczącym przedpołuniu zaproponował spacer nad
        rzekę, na co ja zakrzyknęłam radośnie: "Dobrze! Może się potopią!" (Tfu, tfu!!)
        Zapewniam wszystkie oburzone, że jestem bardzo dobrą matką, mimo, że zdażają mi
        się podobne teksty częściej, a czasem (o zrozo!) wolę dać d*** mężowi, niż
        zajmować się półtoraroczną, przesłodką zresztą Anielką smile). Pzdr
    • dzida133 Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 01.02.05, 10:55
      Witam,

      Podziwiam Cię, że już 3 tygodnie po porodzie masz takie ambicje... Ja chyba w
      ogóle miałam w nosie męża, byłam za bardzo zszokowana byciem MAMĄ i tymi
      wszystkimi obowiązkami, bolącymi cyckami itp i poprzytulanie do męża to była
      chyba oststnia rzecz, o której marzyłam.... A skoro z Tobą jest inaczej, to
      ciesz się , że jesteś w tak wspaniałej formie i nie zasypiasz na każdym kroku.
      pozdrawiam,

      Monika
      • mbkow Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 01.02.05, 11:29
        no cos w tym jest, co pisze Dzida...
        chyba przez pierwsze dwa tygodnie chodzilam w koszuli nocnej, bo glownie
        lezalam, w trzecim zaczelam chodzic prosto, bo wczesniej mnie ciagnelo. wiec
        ogolnie symbol seksu smile ale i tak czulam sie pieknie...
        obiady i sprzatanie w ogole nie przychodzily mi do glowy. cala uwage
        skupialismy na synku, bo super obsluga wydawala nam sie skomplikowana misja
        zyciowa smile ciagle zreszta jest... ale synek nam sie urodzil po 12 latach bycia
        razem, wiec wreszcie sie zaczelo dziac cos nowego wink
        musisz sobie odpuscic, zwlaszcza, ze moze cie trzyma babyblues...
        monika
    • twinmama76 przerażaja mnie matki 01.02.05, 11:54
      które nigdy nie miały "złych" myśli w stosunku do dziecka (cos w stylu: zamknij
      się w końcu ty bachorze, czy przemożna chęć wyrzucenia przez okno właśnie wink

      Nie wypowiadam się, gdy ktos mówi "jak ktos może skrzywdzić takie słodkie
      maleństwo", bo wiem jakie potrafia być te małe potwory wink

      KOcham swoje dzieci nad zycie i nigdy bym im krzywdy nie zrobiła (choć wg
      niektórych maltretuje je bezustannie uncertain)

      Z drugiej strony jednak zaniepokoiły mnie potrzeby autorki wątku. Nie ma ona
      ochoty odpocząć, odespać nocy, wyjść w końcu z domu itd. itp.
      Ona chce zrobić się na bóstwo dla męża i podać mu specjalnie dla niego
      ugotowany obiadek.

      Takie żony też mnie przerażają.
      • umasumak Re: przerażaja mnie matki 01.02.05, 12:10
        twinmama76 napisała:

        >
        > Z drugiej strony jednak zaniepokoiły mnie potrzeby autorki wątku. Nie ma ona
        > ochoty odpocząć, odespać nocy, wyjść w końcu z domu itd. itp.
        > Ona chce zrobić się na bóstwo dla męża i podać mu specjalnie dla niego
        > ugotowany obiadek.

        Ja myślę, że ten obiadej ma być wyrazem miłości do męża, a nie obiadkiem, dla
        obiadku wink). A tak wogóle, w czym jest gorsza chęć przytulenia się do męża, od
        chęci odpoczynku, czy wyrwania się z domu? Pod warunkiem oczywiście, że w
        stosunku do owego męża, żywi się pozytywne uczucia?
        >
        > Takie żony też mnie przerażają.
        • twinmama76 Re: przerażaja mnie matki 01.02.05, 12:16
          > A tak wogóle, w czym jest gorsza chęć przytulenia się do męża, od
          > chęci odpoczynku, czy wyrwania się z domu?

          Nie jest gorsza oczywiście. Odniosłam jednak wrażenie, że autorka w tygodniu
          zaspokaja potrzeby dziecka (bo mąż w pracy). W łykend chciałaby zaspokajac
          potrzeby męża. A ona i jej potrzeby sa na tak dalekim końcu, że ich już wogóle
          nie widać.
        • triss_merigold6 Re: przerażaja mnie matki 01.02.05, 12:24
          Też myślę, że ten obiad sobotni nie jest po to żeby się najeśćwink
          Ten obiad/kolacja, chęć zrobienia się na bóstwo mają przypomnieć, że oni nadal
          funkcjonują jako PARA a nie tylko jako RODZICE.
          Ja Kociannę rozumiem chociaż aż takiego doła nie dotąd łapałam. Może dlatego,
          że niemal zaraz po zdjęciu szwów zaczęłam wychodzić z domu sama gdziekolwiek
          zostawiając synka z mężem po południu i właśnie w soboty. Na dobrym wyglądzie
          mi zależało, podobnie jak na możliwości obejrzenia flimu w mężem wieczorem i
          napiciu się wina. Niechęci do seksu przez dłuższy czas po narodzinach dziecka
          nie rozumiem, właściwie od wyjścia ze szpitala myślałam "kiedy będę znowu
          mogła".
          Gosia ma rację, że im silniejsze uczucie tym silniejsza reakcja odwrotna i chęć
          odreagowania.
          Mnie przerażają żony odrzucające mężczyznę fizycznie i emocjonalnie po tym jak
          dziecko przychodzi na świat.
          • aari Re: przerażaja mnie matki 01.02.05, 14:31
            Słuchajcie z tego co ja zrozumiałam - to tutaj nie chodzi o to, ze dziecko nie
            pozwala mamie przygotować obiadku, zrobić sięna cacy - Ona napisała, ze nie
            chodzi tu o brak na to czasu - tylko o sam fakt istnienia tego dziecka,
            odezwania się go ...
            Moim zdaniem takie podejście nie jest normalne .. no chyba, ze zwalić to na
            karb deprechy poporodowej ... sama nie wiem.

            Ja kocham swoje dzieci, kocham tez męża .. owszem dziaciaki mnie wkurzają - nie
            jestem matką ponad wszystko - bo jak każdy potrzebuję trochę "powietrza" - z
            jednej strony rozumiem potrzebę bycia sam na sam z mężem, przytulenia się
            itepe ... ale z drugiej ... no cóż ... jak już pisałam wcześniej
            odpowiedzialność za dziecko - które się stworzyło ponad wszystko - tym
            bardziej, ze jest z Wami jeszcze tak krótko - to tylko trzy tygodnie .
            • milarka Re: przerażaja mnie matki 01.02.05, 14:44
              aari napisała:

              > Słuchajcie z tego co ja zrozumiałam - to tutaj nie chodzi o to, ze dziecko
              > nie pozwala mamie przygotować obiadku, zrobić sięna cacy - Ona napisała, ze
              > nie chodzi tu o brak na to czasu - tylko o sam fakt istnienia tego dziecka,
              > odezwania się go ... Moim zdaniem takie podejście nie jest normalne .. no
              > chyba, ze zwalić to na karb deprechy poporodowej ... sama nie wiem.

              A moim zdaniem nie można zapominać, że autorka wątku jest jeszcze w połogu,
              hormony szaleją i tak naprawdę różne dziwne rzeczy mogą przychodzić wtedy do
              głowy. A z drugiej strony nie każdy potrafi zakochać się w swoim dziecku od
              pierwszego spojrzenia, czasami miłość rodzi się stopniowo.
      • betty_julcia Re:Moje dziecko mi przeszkadza.... 01.02.05, 12:35
        Witajcie dziewczyny. Odpowiadając na post jako jedna z pierwszych wiedziałam że będą mamy za i przeciw smile Pisząc o braniu odpowiedzialności za własne słowa miałam na myśli właśnie to że wielu osobom może się ten tekst nie spodobać i może on wywołać ostrą krytykę inne mamy natomiast mogą do niego podejść w inny, łagodniejszy spodsób.
        No cóż, ja także nie należę do matek świętych ani Matek Polek i pomimo że akurat mi tekst się nie spodobał (smile)potrafię częsciowo zrozumieć odczucia autorki. Częściowo bo powody mnie trochę zbiły z tropu.
        Ja akurat należę do mam chcących życ pełnią życia, robię doktorat, przygotowuję się do egzaminów państwowych na rzeczoznawcę majatkowego, prowadzę zajęcia ze studentami, razem z mężem prowadzimy rozwijającą się firmę, do tego chciałabym mieć dużo czasu dla małej, ładnie wyglądaći spotkać się czasmi z zaniedbanymi znajomymi. Trudno to wszystko pogodzić ale jakoś udaje się. Wszystkiego po trochę, są sprawy ważniejsze i mniej ważne. Z wielu niestety trzeba czasami zrezygnować. Także czasami chodzę zła, sfrustrowana, wściekła na męża bo nie ma dla nas czasu i sobie nie radzę.
        Natomiast zostałam wychowana tak, że zawsze się zastanowię nad konsekwencjami zanim coś powiem, napiszę. Czasami nie wychodzi...smile Ale trudno byłoby mi stwierdzić że dziecko mi w czymś przeszkadza i z tego powodu wyrzuciłabym je przez okno.
        Poza tym dość trudno jest mi zrozumieć powody.... Może nie dziecko jest powodem? Może to brak zrozumienia ze strony męża?

        -----------------------------
        • umasumak Re:Moje dziecko mi przeszkadza.... 01.02.05, 14:20
          betty_julcia napisała:
          > Natomiast zostałam wychowana tak, że zawsze się zastanowię nad konsekwencjami
          z
          > anim coś powiem, napiszę. Czasami nie wychodzi...smile Ale trudno byłoby mi
          stwier
          > dzić że dziecko mi w czymś przeszkadza i z tego powodu wyrzuciłabym je przez
          ok
          > no.

          Ja myślę, że to zostało powiedziane z hmmm... lekkim przymróżeniem oka smile).
          Wiem, że to może dziwnie brzmi, ale ja mam skłonność do dość makabrycznych
          żartów i takie stwierdzenia nie przerażają mnie wogóle. Natomiast nie wyobrażam
          sobie, żeby były wypowiadane w obecności dziecka, bo wtedy byłaby to forma
          zastraszania. Natomiast jeżeli tutaj, na forum jakaś mama dała upust emocjom i
          wyraziła się, jak się wyraziła, to ja uważam, że jest to dopuszczalne. Pzdr

          > -----------------------------
          • betty_julcia Re:Moje dziecko mi przeszkadza.... 01.02.05, 18:00
            Witaj Uma:
            Jeżeli to zostało powiedziane z lekkim przymróżeniem oka to ok smile Możliwe że
            odbiór uzalezniony jest od różnego poczucia humoru.
            Choć tak jak wcześniej napisałam po takich słowach można być przygotowanym na
            słowa krytyki smile
            -----------------------------
            • ivia Re:Moje dziecko mi przeszkadza.... 03.02.05, 11:48
              Te Wasze dywagacje na temat sensu stwierdzenia dotyczącego wyrzucenia dziecka
              przez okno nasuwają mi na myśl ostatnią rozmowę z moim mężem. Było mniej więcej
              tak:
              On: Masz 10 zł? Poszedłbym do fryzjera.
              Ja: Nie mam 10, mam całe 20.
              On: Może być 20, za 10 pójdę do fryzjera a za resztę pójdę na laski.
              Ja: Nie wiem czy znajdziesz jakąś za 10 zł. Kup 6 bułek bo zabraknie.
              On: Dobra.
              Ja: Oj, to na laske zostanie ci jakieś 8,50.

              I nawet przez myśl mi nie przeszło, że on pójdzie na laskismile
              Więc myślę, że wyrzucenie dziecka przez okno to też tylko tak na niby, aby
              wyraźnie podkreślił emocje autorki postu

              Ivia
              • mkonkol Re:Moje dziecko mi przeszkadza.... 03.02.05, 11:50
                To się uśmiałam wink
                U mnie podobnie wink

                pozdr.
    • kasiula78 Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 01.02.05, 12:18
      Rany dzięki ci za ten post. Naprawdę nie jesteś odosobniona. Myślę, że są nas
      tłumy, znudzonych i przemęczonych mam. Nie martw się z mężem wszystko się ułoży
      samo, będzie czas i okazja niejedna na przytulanie. Ja mam problem odwrotny, bo
      moje dziesięciomiesięczne serce wykańcza mnie, właśnie kiedy jestem z nim sama.
      I to jest po prostu katastrofa. Moje zdrowie psychiczne jest już mocno
      naruszone. Nie wiem co będzie dalej. Chyba ucieknęsmile
    • sonnja1 A ja Ci autentycznie zazdroszcze 01.02.05, 18:36
      Serio i bez zlosliwosci. Mam 3 miesiecznego synka ktory rowniez pochlania mnie
      calkowicie, pochlania mnie do tego stopnia ze nie mam ani sily ani czasu ani
      ochoty aby skupic sie na potrzebach meza. Powiem wiecej- na wzmianki o np.
      sexie dostaje napadu irytacji i -tu nie zartuje- zupelnie mnie na dzien
      dzisiejszy nie obchodza jego potrzeby i nawet perspektywa kochanki nie bylaby
      w stanie mnie zmobilizowac, taka jestem wykonczona. Wiec zazdroszcze Ci- bo
      widac masz duzo sil witalnych.
      pozdr.
      • mbkow apropos matek - zimnych suk ;))) 01.02.05, 21:49
        podwyższony poziom prolaktyny obniża pociąg seksualny. jak sie karmi piersią,
        się ma takowy. także nie jest to kwestia przeistoczenia w 'matkę-rodzicielkę, a
        mąż won' z własnego wyboru. z moją hiperprolaktynemię efekt był momentami
        mrożący wink oczywiscie, nie każda ma ten problem, co widać chociażby po
        przebiegu połogów, ktore są KRAŃCOWO rożne.
        ps. zeby sie nikt nie poczuł urażony 'suką', uwielbiam 'paresłów' smile
    • olang Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 01.02.05, 21:51
      Powiem ci jeszcze tylko,że strasznie wysoko ustawilas sobie poprzeczkę...Ja
      przez pierwsze 4-5 tygodni czułam się fatalnie, chodziłam w szlafroku, a o
      robieniu obiadów komukolwiek nie było mowy. Dzidzia ponadto przez pierwszy
      miesiąc tak dawała mi w kosć (kolki),że dopiero jak mąż przychodził koło 19-ej
      miałam wreszcie możliwość umyć się i zjeść coś.Często to mąż coś robił do
      jedzenia. O makijażu nie było mowy!Tak naprawde po całym dniu myslałam tylko o
      tym.,żeby ktoś wziął ode mnie dziecko i żebym mogła iść spać. Osoba mojego
      męża, wstyd przyznać, nie zajmowała mnie wtedy wcale...Co nie znaczy, że go nie
      kocham.
    • mkonkol Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 01.02.05, 22:22
      Przyznam, że musiałam trochę ochłonąć jak przeczytałam Twojego posta. I to nie
      dlatego, że jak napisałaś: masz ochotę wyrzucić swoje dziecko przez okno. Sama
      czasami mam na to ochotę. Tylko dlatego z jakiego powodu chcesz to zrobić! Bo
      mężusiowi obiadku zrobić nie możesz! A co jemu rączki do d...y przysrosły! Bo
      poprzytulać się nie możecie?! A próbowaliście w trójkę! Czy Ty wiesz jak
      cudownie jest leżeć sobie w trójkę, Ty, Twoja ukochana połowa i owoc Waszej
      miłości!? Rozumiem, że chodziło Ci o takie przytulanie. Jesteś przecież 3
      tygodnie po porodzie więc inne przytulanie w grę nie wchodzi.
      A czy próbowałaś zachęcić męża do zrobienia obiadku? Czy wiesz ile przy tym
      zabawy! Mężczyzna odkrywa, że chyba ominął się z powołaniem a kobieta może
      zrobić coś ze sobą i zająć się maleństwem.
      Piszesz, że Twoje maleństwo w ciągu tygodnia jest takie spokojne. Czy Ty wiesz
      ile matek tak by chciało? Ja po dniu spędzonym z Amelką zasypiałam (jeśli
      wogóle) w każdej pozycji jaką właśnie przyjęłam.
      Może więc przestań oglądać amerykańskie filmy z cudownymi mamusiami i pogódź
      się z tym, że teraz Twoje dni będą wyglądały trochę inaczej. I tu nie chodzi o
      bycie matką polką. Ja męża nie zaniedbuje, domu również. Potrzebowałam jednak
      na to trochę czasu. W 3 tygodnie po porodzie ja jeszcze ledwo się ruszałam.
      Może więc odrobinę cierpliwości? Przyjdą dni, że będziesz czekać na męża z
      obiadkiem.

      Pozdrawiam!
      • triss_merigold6 Interesująca obserwacja 01.02.05, 23:31
        Jak różnie można odebrać te same słowa..
        Ja zrozumiałam, że Kocianna chciałaby się poczuć KOBIETĄ a nie tylko matką.
        Przypuszczam, że chciałaby ten obiad zrobić dla męża nie po to żeby zjadł po
        prostu tylko żeby odebrał to jako miły gest.
        Nie zauwazyłam żeby Kocianna skarżyła się na męża i jego nadmierne wymagania.

        Przytulanie = seks, intymność między dorosłymi ludźmi a nie leżenie na kocyku z
        dzieckiem i patrzenie na niemowlę. To, że 3 tygodnie po porodzie nie można
        współżyć powiedzmy "klasycznie" nie oznacza, że kobieta nie ma ochoty na
        bliskość. Są inne techniki (takie tłumaczenie dla pozbawionych wyobraźni)
        sprawiania sobie przyjemności.I proszę mi nie wmawiać, że żadna kilka tygodnie
        po porodzie nie ma ochoty na seks bo wyśmieję.
        Oswojenie się z dzieckiem u wielu kobiet przychodzi wraz z upływem czasu.
        Zamiast myśleć "chciałabym wyrzucić przez okno" można myśleć "q...a na własne
        życzenie zafundowałam sobie coś takiego". Ryczy. Marudzi. Nie wiadomo o co mu
        (dziecku) chodzi. Czemu do cholery nie śpi skoro powinno? Dlaczego nie można
        tak po prostu wyjść z domu i wrócić rano? Wyglądam jak mleczna krowa z wielkimi
        piersiami. Wolalabym małego pieska.itd.
        Jasne, można za takie myśli i nie daj Boże ich werbalizację uprawiać
        samobiczowanie i trenować się w poczuciu winy. Pytanie po co?
        • fiszerowa Re: Interesująca obserwacja 02.02.05, 01:22
          A ja odebrałam słowa Kocianny jeszcze inaczej wink
          Oczywiście patrząc przez pryzmat własnych doświadczeń.
          Ja jestem dość dobrze poukładana. Ciąże i macierzyństwo też miałam dobrze
          zaplanowane i poukładane wink)). I nagle, wraz z pojawieniem się Tunia w domu
          wszystko wzięło w łeb! Bo jakoś zupełnie inaczej to wszystko się działo...
          I podobnie jak Kocianna, jak byłam sama z dzieckiem w domu, wszystko było OK.
          Wypracowaliśmy sobie jakiś tam rytm: cycek, spacer, cycek, spacer, cycek....
          Całe dnie były wypełnione dzieckiem i macierzyństwem. Gdy przychodził weekend
          bardzo chciałam też pobyć z mężem. I nie chodzi mi broń Boże o gotowanie czy
          robienie się na bóstwo. Chodzi mi o to wyrwanie chwili dla męża i siebie.
          Powstawało błędne koło... bo jeśli chciałam go szybko uśpić i marzyłam o
          wspólnym wieczorze czy o głupim oglądaniu filmu, to
          jakakolwiek "niesubordynacja" ze strony Tunia strasznie mnie wkurzała. A jak
          byłam wkurzona, to on nie chciał spać, bo to wyczuwał, no to ja byłam jeszcze
          bardziej wkurzona... i przychodziły myśli o wyrzuceniu przez okno (a raczej o
          trzepnięciu na łóżko) i wyjściu na spacer.
          Mnie bardzo dużo czasu zajęło "odpuszczenie sobie" jakichkolwiek planów. Teraz
          po prostu cieszę się, jak dziecko zaśnie w 5 minut i mam cały wieczór dla
          siebie i męża. A jak nie to trudno. Dziś stał się np. mały cud i po
          przeczytaniu bajki i odśpiewaniu 3 kołysanek synek pozwolił mi wyjść. Może
          idzie lepsze? wink
          Moja rada dla Kocianny to: Nic nie planować! Wykorzystywać dla siebie każdą
          drzemkę malucha. Jak się budzi - koniec laby, trzeba zająć się małym!

          Tak mi się przypomniało...
          Ja miałam taki okres, że jak szłam wieczorem do wanny, to moje dziecię jakimś
          15 zmysłem to wyczuwało, budziło się i zaczynało wyć. Oczywiście nic nie
          pomagało. Musiałam wyjść i uśpić od nowa. Dostawałam szału ze złości. Po dwóch
          tygodniach, po prostu przestałam się wieczorem kąpać wink)). Brałam rano
          prysznic i po południu jak tata wracał z pracy. Oczywiście wtedy mały potwór
          się nie budził wink. Było, minęło wink Teraz już się myję wieczorem.
      • umasumak mkonkol!!! 01.02.05, 23:46
        A ja przyznam, że też musiałam ochłonąć, ale po przeczytaniu Twojego postu. Jak
        trudno jest pogodzić się niektórym z faktem, że inni mogą mieć inne potrzeby,
        że czegoś innego (albo czegoś więcej) im do szczęścia trzeba.
        Mam wrażenie, że kilka mam oburza się na Kociannę, bo śmiała za szybko wrócić
        do formy po porodzie (podczas gdy one w tym czasie snuły się zaniedbane w
        szlafroku po domu i jeszcze poczytują sobie to za chwałę), bo śmie odczuwać coś
        jeszcze oprócz amoku macierzyństwa, bo wreszcie jest tak złą matką, że zamiast
        poświęcić 100% uwagi dziecku, ma czelność udzielać jej odrobiny mężowi. No
        wyrachowana z niej i zimna franca, a na dodatek może myśli jeszcze o seksie????
        Ukamieniować!
        • triss_merigold6 Re: mkonkol!!! 02.02.05, 00:00
          Umasumak czy nie masz wrażenia, że zupełnie inaczej odebrałysmy post Kocianny?
          • umasumak Re: mkonkol!!! 02.02.05, 00:47
            triss_merigold6 napisała:

            > Umasumak czy nie masz wrażenia, że zupełnie inaczej odebrałysmy post Kocianny?

            Myślę, że my odbrałyśmy go tak samo, czyli zupełnie inaczej niż niektóre
            dziewczyny. Pzdr
          • wieczna-gosia Re: mkonkol!!! 02.02.05, 11:55
            Tez tak odebralam post kocianny wink
            I zgadzam sie z fiszerowa- ostatnio mialam sesje. Przygotowalam sie wczesniej
            kasza zapychajaca cycus- maluch spal o 20. Super. Ucze sie.
            O 21 maluch sie obudzil i nie spal do 24. ja bylam coraz bardziej wkurzona, on
            tez wink))
            czy seks to jest cos przy czym za kazdym razem zachodze w ciaze?
            smile
            Monty python nieco zmodyfikowany wink
        • olang do umasumak 02.02.05, 00:06
          |"podczas gdy one w tym czasie snuły się zaniedbane w
          szlafroku po domu i jeszcze poczytują sobie to za chwałę"
          to chyba złośliwa nadinterpretacja, nie uważasz?
          • umasumak Re: do umasumak 02.02.05, 00:45
            olang napisała:

            > |"podczas gdy one w tym czasie snuły się zaniedbane w
            > szlafroku po domu i jeszcze poczytują sobie to za chwałę"
            > to chyba złośliwa nadinterpretacja, nie uważasz?

            Być może, ale post Makonkol tak wyprowadził mnie z równowagi, że pozwoliłam
            sobie może na zbyt wiele. Jeśli Ci uraziłam to przepraszam. Pzdr
            • olang Re: do umasumak 02.02.05, 10:09
              Nie ma sprawywinkW kazdym razie nie potrzebnie interpretujesz opisy zupełnie
              innych niż kocianny poczatków macierzyństwa jako wzorcowych - po prostu inni
              opisują swoje doświadczenia z tego okresu. Nie chodzi tu o potępienie kocianny
              (ukamienować), czy też gloryfikację rozmamłania lecz raczej o zasugerowanie,że
              może wymaga od siebie zbyt dużo po 3 tyg od porodu.W końcu nie opisuje jak to
              jest fajnie, tylo jest sfrustrowana,że jest złą żoną itp., nieprawdaż?
              • umasumak Re: do umasumak 02.02.05, 10:48
                olang napisała:

                > Nie ma sprawywinkW kazdym razie nie potrzebnie interpretujesz opisy zupełnie
                > innych niż kocianny poczatków macierzyństwa jako wzorcowych - po prostu
                inni
                > opisują swoje doświadczenia z tego okresu. Nie chodzi tu o potępienie
                kocianny
                >
                > (ukamienować), czy też gloryfikację rozmamłania lecz raczej o
                zasugerowanie,że
                > może wymaga od siebie zbyt dużo po 3 tyg od porodu.W końcu nie opisuje jak to
                > jest fajnie, tylo jest sfrustrowana,że jest złą żoną itp., nieprawdaż?

                Uważam, że być może za wiele od siebie wymaga, ale uważam też, że ma prawo do
                takich tęsknot. To, iż wiele pań wypowiadających się w tym wątku, takowych nie
                miały, nie oznacza, że ktoś kto czuje inaczej, jest dziwny. Generalnie,
                czytałam wszystkie wypowiedzi bez więkrzych emocji (no może post Sms jeszcze
                mnie nieco poruszył), natomiast po lekturze wypowiedzi Mkonkol, nieco mnie
                poniosło. Po prostu nie lubię, kiedy ktoś trywializuje problem, a takie
                wrażenie odniosłam niestety po przeczytaniu postu tej pani. Pzdr
        • mkonkol Re: mkonkol!!! 02.02.05, 10:52
          Może zamiast obrażać dobrze przeczytasz posta??? Jak nie potrafisz, proponuję
          powtórzyć szkołę podstawową!
          Jeśli dziewczyna narzeka to ewidentnie sobie nie radzi. Jest smutna bo nie może
          sprostać swoim wymaganiom. A jeśli potrwa to dłużej to skończy się depresją.
          Jestem złą żoną, złą matką, nie radzę sobie w domu. Tak czy nie? Myśli o seksie
          ok. Może jednak jeszcze nie jest na to gotowa?
          A to, że ktoś jeszcze w 3 tygodniu źle się czuł nie oznacza, że chodził
          zaniedbany w szlafroku! To też Ci trzeba tłumaczyć???
          • umasumak mkonkol 02.02.05, 11:46
            mkonkol napisała:

            > Może zamiast obrażać dobrze przeczytasz posta??? Jak nie potrafisz, proponuję
            > powtórzyć szkołę podstawową!

            Poczułaś się obrażona? Przykro mi, nie to było moim zamiarem. Natomiast
            sugestia powtórzenia szkoły podstawowej miała być dobrą radą z Twej strony?
            Podobnie jak sugerownie miast czułego przytulania z mężem, poleżenie z
            niemowlakiem na kocyku wink)


            > Jeśli dziewczyna narzeka to ewidentnie sobie nie radzi. Jest smutna bo nie
            może
            >
            > sprostać swoim wymaganiom. A jeśli potrwa to dłużej to skończy się depresją.
            > Jestem złą żoną, złą matką, nie radzę sobie w domu. Tak czy nie? Myśli o
            seksie
            >
            > ok. Może jednak jeszcze nie jest na to gotowa?

            Skoro myśli, to znaczy że jej tego brakuje.
            Skoro ma ochotę ugotować obiad mężowi (ja to odpieram jako chęć miłego gestu, a
            nie jako postawienie michy ze strawą glodnemu małżonkowi), to sugerowanie, że
            jej ukochanemu ręce przyrosły do d***, jest chyba trochę nie na miejscu.

            > A to, że ktoś jeszcze w 3 tygodniu źle się czuł nie oznacza, że chodził
            > zaniedbany w szlafroku! To też Ci trzeba tłumaczyć???

            Nie, nie trzeba mi tłumaczyć, ale jakbyś czytała ze zrozumieniem, to byś
            wiedziała, że odniosłam się również do postów Twoich poprzedniczek, stąd uwaga
            o szlafroku. Zresztą miało to oznaczać, że ktoś może nawet w środku pologu mieć
            oczekiwania i pragnienia różne od tych, które reprezntuje więkrzość kobiet
            niedługo po porodzie.

            Generalnie po przeczytaniu Twojego postu, odniosłam wrażenie, że masz za złe
            Kociannie jej odmienne od ogółu preferencje. Tyle. Pozdr
            • mkonkol Re: mkonkol 02.02.05, 13:23
              Umasumak!
              Nigdy nie chciałam być i zapewne nigdy nie będę matką polką. Uwielbiam spędzać
              czas ze swoim mężem, choćby miało to być 5 minutek ciesze się jak dziecko.
              Nigdy również nie wytykałam komuś, że źle myśli bo ja myślę inaczej.
              Nie rozumiem jednak jak można chceić pozbyć się swojego 3 tygodniowego malucha
              bo miałoby się ochotę ugotować mężowi obiad. Przecież to jakaś paranoja? Czyż
              nie? Każda z nas chciała jak najszybciej powrócić do "normalności". Okazywało
              się jednak, że ta nasza normalność teraz musi wyglądać zupełnie inaczej. Często
              jest tak, że musimy zaspokoić się tylko substytutami naszych pragnień. Stąd
              zasugerowanie wspólnego poprzytulania. Nie oznacza to, że tak ma zostać do
              końca. Niech dziewczyna da sobie trochę więcej czasu. Przede wszystkim muszą
              się z mężem przyzwyczaić, że jest ich troje a nie dwoje. A zarzucanie sobie, że
              jest się złą żoną czy matką w tym nie pomaga. Odniosłam wrażenie, że kocianna
              jeszcze tego nie rozumie. Nie dziecko ma się do nich dostosować a oni do
              dziecka. Nie stanie się tak po 3 tygodniach. Na to aby się zgrali i razem byli
              szczęśliwi potrzeba czasu.
              Tak jak napisałam w pierwszym poście. Narazie muszą zadawalać się substytutami
              swoich pragnień bo mała im na więcej nie pozwala. Przyjdą jednak czasy, że
              bedzie czekała na męża z obiadkiem i przytulaniem. Jednak nie teraz. Bo jak
              widzę narazie nie potrafi sobie poradzić z własnymi emocjami. I nie zrozum mnie
              źle. Ja do tej pory czasami sobie nie radzę, a minęło trochę więcej czasu.

              Pozdrawiam!
              • umasumak Re: mkonkol 02.02.05, 13:55
                mkonkol napisała:

                > Umasumak!
                > Nigdy nie chciałam być i zapewne nigdy nie będę matką polką. Uwielbiam
                spędzać
                > czas ze swoim mężem, choćby miało to być 5 minutek ciesze się jak dziecko.
                > Nigdy również nie wytykałam komuś, że źle myśli bo ja myślę inaczej.
                > Nie rozumiem jednak jak można chceić pozbyć się swojego 3 tygodniowego
                malucha
                > bo miałoby się ochotę ugotować mężowi obiad. Przecież to jakaś paranoja? Czyż
                > nie? Każda z nas chciała jak najszybciej powrócić do "normalności". Okazywało
                > się jednak, że ta nasza normalność teraz musi wyglądać zupełnie inaczej.
                Często
                >
                > jest tak, że musimy zaspokoić się tylko substytutami naszych pragnień. Stąd
                > zasugerowanie wspólnego poprzytulania. Nie oznacza to, że tak ma zostać do
                > końca. Niech dziewczyna da sobie trochę więcej czasu. Przede wszystkim muszą
                > się z mężem przyzwyczaić, że jest ich troje a nie dwoje. A zarzucanie sobie,
                że
                >
                > jest się złą żoną czy matką w tym nie pomaga. Odniosłam wrażenie, że kocianna
                > jeszcze tego nie rozumie. Nie dziecko ma się do nich dostosować a oni do
                > dziecka. Nie stanie się tak po 3 tygodniach. Na to aby się zgrali i razem
                byli
                > szczęśliwi potrzeba czasu.
                > Tak jak napisałam w pierwszym poście. Narazie muszą zadawalać się
                substytutami
                > swoich pragnień bo mała im na więcej nie pozwala. Przyjdą jednak czasy, że
                > bedzie czekała na męża z obiadkiem i przytulaniem. Jednak nie teraz. Bo jak
                > widzę narazie nie potrafi sobie poradzić z własnymi emocjami. I nie zrozum
                mnie
                >
                > źle. Ja do tej pory czasami sobie nie radzę, a minęło trochę więcej czasu.
                ******************************* ******************************* ***************

                No widzisz, ten post czyta się już zupełnie inaczej i mogę śmiało powiedzieć,
                że z wieloma Twoimi poglądami się zgadzam. Ale myślę jednak, że Kocianna
                chciala jedynie za pomocą owego nieszczęsnego sformuowania, pozbyć się
                negatywnych emocji, które jak najbardziej mogła żywić względem swojego dziecka.
                Nawet jeśli maleństwo ma tylko 3 tygodnie. Po prostu znalazła tutaj na forum
                ujście swoim żalom i o to przecież chodzi prawda?
                >
                > Pozdrawiam!
    • nanuk24 Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 02.02.05, 07:25
      Ja nie widze nic zlego w tym, ze kocianna chce sie rowniez o meza zatroszczyc.
      A maz to nie czlowiek? Tez potrzebuje naszej uwagi.
      Co niektore kobiety zapominaja, ze po urodzeniu dziecka nadal jestesmy kobietami
      i zonami. Nadal mamy swoje pasje i marzenia i nadal kochamy partnera(bynajmniej
      tak powinno byc). Bezgraniczne poswiecenie sie dziecku, nie patrzac na potrzeby
      innych, przynosi wiecej szkody niz pozytku.
      A matka to nie maszyna. Chwile slabosci to i ja tez mam. Tez bym chcial mezowi
      obiad ugotowac i zjesc z nim w spokoju. I tez mi sie wymsknie do dziecka "ty
      najduchu wstretny" i jakos nie uwazam, ze popelnilam zbrodniesmile A dziecko,
      owszem, kocham bardzo.
    • twinmama76 a propos postu fiszerowej i przytulania z mężem 02.02.05, 09:20
      Tak mi się przypomniało, gdy czytałam w poscie fisz o "6 zmyśle naszych
      pociech" - jak już zdarzyło się tak, że zabralismy się z mężem za przytulanko,
      wykorzystując chwile (baaaardzo wtedy rzadkie, mówię o czasach wczesnego
      niemowlęctwa dzieci), kiedy nasze pociechy usnęły w jednym czasie, to Zuza
      momentalnie się budziła wink Niewazne czy spała od 5 minut, czy od godziny.
      Dodam, że nie mieliśmy nawet okazji pohałasować, a poza tym byliśmy w innym
      pokoju.

      Po kilku takich akcjach (zrywanie się i ubieranie w popłochu + wynoszenie Zuzi
      z pokoju, żeby nie obudziła Szymonka) mój racjonalny wydawałoby się małżonek
      nabrał pewności o wrodzonej złośliwości naszej córeczki (oczywiście po mamusi ;-
      )))
    • melka_x Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 02.02.05, 10:28
      Kocianna mechanizm jest na pozór paradoksalny, ale myślę, że tak to działa. Jak
      sobie dasz prawo od odczuwania złości na własne dziecko, to ta złość się
      zmniejszy. Jeśli natomiast będziesz się biczować, że jesteś wyrodną matką, bo
      co to za matka, co złości się na niemowlaka itd itd itd, to te uczucia będą
      narastać. To jakiś potwornie szkodliwy stereotyp, że dobra matka to ta, co to
      nigdy nie odczuwa w stosunku do dziecka irytacji, czy nawet wściekłości. Nie
      masz prawa wyładowywać swojej złości na dziecku, ale masz prawo ją odczuwać.
      Tym bardziej, że niedawno urodziłaś i jeszcze nie przestawiłaś się na
      funkcjonowanie we troje.
      • malgosia87 Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 02.02.05, 10:55
        Kocianno jesli na serio odczuwasz takie negatywne emocje w stosunku do 3
        tygodniowego dziecka to IMHO nie powinnaś bagatelizować problemu. Właśnie to
        mnie zaniepokoiło w Twoim poście, wszak to tylko 3 tygodnie po porodzie, ile
        tych weekendow spędziliscie razem 2-3, a Ty piszesz mam dosć. Zgadzam się
        owszem, że wiele matek ma ochotę "wyrzucić bachora" wink 99,99% tego nie zrobi,
        ale dotyczy do starszych dzieci a nie noworodków, mnie też to raczej wyglada na
        baby blues, poczytaj chocby tu polki.pl/
        wiadomosc.html?wid=5024437&katn =Partnerstwo&kat=1678&widn=Czas ami+mam+tego+do%B6%E6!
        - 41k

        Pozdrawiam,
        M
        • malgosia87 Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 02.02.05, 10:57
          Jeszcze raz ten długasny link, moze sie uda
          http://polki.pl/wiadomosc.html? wid=5024437&katn=Partnerstwo&ka t=1678&widn=Czasami+mam+tego+do %B6%E6!&_err=1&ticket=283264589 6131349nQJH3CKKxxWRpyv3wfJUs%2F Rqe6Knx5xuLZvjcj%2FJ7Sv8kSbrmb7 Vy98iU8vfHw882hTBZ1u%2BSmiDR4XY UC1Q5A7CJaoWPeNowdftnpx1Nmw%3D
        • malgosia87 Re: ostatnia próba z linkiem :) 02.02.05, 11:05
          www.kobiety.com/podstrony/19/latona3.html
          • kocianna Re: ostatnia próba z linkiem :) 02.02.05, 14:11
            Dzieki wszystkim za wypowiedzi. Najlepiej zrozumiała mnie Fiszerowa, i jej
            szczególnie dziękuję... cóż, uczymy się powoli żyć we trójkę. Mam po prostu
            wyrzuty sumienia, że zaniedbuję męża, że on się czuje odrzucony, odtrącony, że
            przeżywa narodziny naszego dziecka jak narodziny swojej siostry (miał wtedy 11
            lat, był wychuchanym jedynakiem, a siostra była dzieckiem specjalnej troski i
            wymagała szczególnej opieki, wszyscy go nagle opuścili). Trudno mi dać mu
            poczuć, że OBOJE są dla mnie najważniejsi, szczególnie kiedy "wypracowany"
            tygodniowy rytm się zaburza i okazuje się, że ktoś potrzebuje mnie bardziej niż
            on, a przynajmniej potrzebuje mnie natychmiast.
            Ja wiem, że to dorosły facet, a nie dwulatek, ale z dorosłymi facetami
            paradoksalnie bywa trudniej sad
    • adsa_21 Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 02.02.05, 14:29
      mrozi mnie jak czytam takie posty!
      dla mnie to nie do pomyslenia napisac cos takiego..
      • betty_julcia Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 02.02.05, 19:53
        Jak przeczytałam post Fischerowej to zobaczyłam siebie. Chyba coś w tym jest że
        dzieci (nasze) mają szósty zmysł smilesmilesmilesmile Rzeczywiście, i przypominam sobie
        swoją złość w niektóre wieczory, kiedy plany szły w łeb, bo malej odechcialo
        się spać. Dużo prawdy jest w tym co napisała Fischerowa tylko szkoda że nie
        napisala tego autorka watku, wtedy uniknęłaby nieprzyjemnych oskarżeńsmile
        Poza tym niestety w życiu bywa tak że wiele sytuacji nie zależy tylko od
        humorków dzieci i musimy zmienić swoje plany. Trzeba sobie tylko zdac z tego
        sprawę że ma się przy sobie istotkę, do której chcemy, nie chcemy, pasuje nam
        czy nie, ale musimy się dostosować.
        Nasza malutka wywinęła nam numer na Sylwestra. Zaprosiliśmy gości z
        dzieciaczkami, generalnie miało być wesoło, luźno, dzieci miały się bawić, i my
        dorośli też. Ale niestety nasze dziecię sie rozchorowało dzień przed sylwestrem
        i musieliśmy wszystkich odwołać... Tak bywa.
        Pozdrawiam wszystkie mamy i życzę jak najwięcej cierpliwości.
        -----------------------------
      • ligia76 Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 02.02.05, 21:58
        adsa_21 napisała:

        > mrozi mnie jak czytam takie posty!

        adsa_21 ubierz się cieplutko, ponieważ jak poczytasz więcej to zamienisz się w kostkę lodu smile

        Pozdrowienia
        Ligia
        • utalia Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 03.02.05, 14:57
          O tak szosty zmysl..! Moja corka ma go z pewnoscia jesli chodzi o picie kawy z
          moim mezem. Bardzo celebruje picie kawki, chodzi o rytual a nie samo wlanie w
          siebie plynu. Wiec lubie ustawic serweteczke, swieczke itp. Wiadomo, ze przy
          dziecku (teraz ma 2 lata) nie jest to mozliwe. Ale jesli spi.... Tylko, ze jak
          juz naustawiamy sobie te wszystkie drobiazgi na stoliku to sie prawoie zawsze
          obudzi. Obojetnie czy miala 2 tygodnie, miesiac czy teraz jak ma 2 lata.
          Po drugie (takie mnie refleksje naszly po przeczytaniu 90% postow)nie dajmy sie
          zwariowac. W zyciu zawsze najwazniejszy jest zloty srodek: poprzeczki nie
          nalezy ustawiac zbyt wysoko i wymagac od siebie zbyt wiele (bo jak madrze
          pisala Szyszynka, zawsze odbywa sie cos kosztem czegos, doba ma tylko 24
          godziny a my jestesmy tylko ludzmi)i starc sie wygladac jakbysmy zaraz mialy
          wyjsc do teatru na premiere a na stole nakryte do uroczystej kolacji, "lekcje
          odrobione" itd. Ale i tez nie powinnysmy sobie dawac takiego pozwolenia aby
          rozmemlane chodzic tygodniami w szlafroku. Trzeba sie po prostu OGARNĄĆ.
          Wygladac schludnie. Rozumiem, ze ktos mogl miec traume w zwiazku z tym ze
          przestal byc ukochanym jedynakiem i teraz to przenosi na dorosle zycie i mozesz
          go i powinnas poglaskac po glowie, zeby chlop calkiem nie sfiksowal ale bez
          przesady. Facet jest miedzy innymi od tego aby Ciebie mial kto podeprzec jak
          jestes zmeczona. U mnie jest zupelnie inaczej. W ciagu tygodnia, kiedy jestem
          sama z mala czuje sie czesto rozdrazniona. Pomimo, ze ma juz 2 lata nie zawsze
          potrafie sobie wytlumaczyc, ze tak jest i juz. Za to w lykendy moge odetchnac.
          Wiem, ze jest ktos kto mnie podeprze, ze jest mi razniej.
          Mysle, ze problemme glownym sa Twoje relacje z mezem (niezbyt dojrzale) a nie
          sam fakt posiadania dziecka, ktore potrafi dac w kosc.
          I wazna uwaga- przy dzieciach nie nalezy robic planow! Ja niestety popelnilam
          ten blad. Zaplanowalam soboie caly WOLNY tydzien, kiedy mala miala byc u babci.
          A rozchorowalam sie i ledwo dycham. Wiec nici z balu przebierancow. Takie
          zycie. Pozdrawaim Utalia
    • bea.bea Re: moje dziecko mi ... przeszkadza :( 03.02.05, 16:39
      wpisałam w złym miejscu...więc jeszcze raz

      nie jesteś ani zła żoną , ani zła matką ....uczucia jakie żywi się do dziecka
      nie zawsze muszą byc cieplutkie , milutkie itp.
      masz prawo do tego co czujesz i w moim mniemaniu są to uczucia jaknajbardziej
      naturalne.
      nie zawsze kobieta musi być dla dziecka niu niu niu.....dziecko zaburzyło twój
      dotychczasowy rytm , życia i zapewne nie potrafisz sobie jeszcze go poukładać ,
      ale nie martw sie to przyjdzie z czasem.....
      moim zdaniem powinien pomuc ci mąż we wpasowaniu się do nowej sytuacji...
      i nie przejmuj się tym co inne panie tu wypisują ....

      ja miewam ostatnio coraz częsciej zabujcze mysli....w stosunku do mojego syna ,
      bo rośnie na faceta z charakterkiem ,,,
      więc nie raz w pierwszym odruchu odmalowałabym mu jak leci, no cóz ale podobno
      bic nie wolno smile

      moze warto postarać się o opiekunkę , lub kogos do pomocy ...pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka