Jestem mamusią od 3 tygodni. Kiedy mój mąż jest w pracy, mam najgrzeczniejsze
dziecko pod słoncem i mam do niej morze cierpliwości, obie jesteśmy
szczęsliwe. Kiedy jest weekend... najchętniej wyrzuciłabym ją przez okno. Nie
mogę się zająć mężem tak, jak bym chciała, żeby miał ładną żonę i obiadek
specjalnie dla niego i żeby się można było poprzytulać. Nie chodzi o brak
czasu, ale każde jej "łaaa" wyprowadza mnie wtedy z równowagi, więc
tych "łaa" robi się więcej i powstaje błędne koło.
Czuję się z jednej strony wyrodną matką, a z drugiej złą żoną... buuu