marudzik
05.02.05, 22:57
Mam dwie małe dziewczynki (10 mies. i 3 latka), które czasami płaczą, jak to
dzieci. Przyszła dziś z pretensjami zdenerwowana sąsiadka, że dzieci ciągle
płaczą, że ich nie uspokajamy, że może są chore i potrzebna pomoc.
Sąsiadka jest młoda, jeszcze nie ma dzieci, mieszka z mężem. Jej sypialnia
sąsiaduje z pokojem moich dzieci, ponieważ zmienili sobie układ mieszkania
(była w tym miejscu kuchnia). Wierzę, że słychać i że to przeszkadza.
Sąsiadka była zbulwersowana, że nawet nad ranem dziecko płacze. Faktycznie raz
w nocy daję jej cyca i dziecko mi daje znać, że już pora. Jednak według mnie
teraz jest rewelacyjnie, z pierwszym dzieckiem nie dawaliśmy sobie rady,
budziło się co godzinę, nie dawało się uśpić. Młodsza jest aniołkiem, co to
jest jedna pobudka w nocy? Gdy wieczorem jest zmęczona, to bywa że chwilę
popłacze, wtedy nawet noszenie nie pomaga. Starsza przesypia już całą noc i
nie płacze przy usypianiu. Obie zasypiają zawsze przed godz. 21.
Sąsiadka ma pretensje, że jest płacz gdy wychodzimy. No cóż, małe dzieci nie
lubią się ubierać, a i te starsze miewają humorki. W ogóle twierdziła, że one
nic innego nie robią, tylko ciągle płaczą. Być może tak to wygląda: jest płacz
gdy jedna szturchnie drugą, zabierze zabawkę, gdy dziecko nie dostanie tego
czego żąda, gdy przewróci się albo uderzy...
Rozmowa była krótka i niezbyt przyjemna, bo nastawienie sąsiadki nie było
pokojowe. Zapewniłam, że dzieci zdrowe i że zajmujemy się nimi, ale są małe i
czasami płaczą.
Zależy mi na dobrych stosunkach z sąsiadami, tym bardziej że to nowy blok i
pewnie dłużej tu pomieszkamy. Zastanawiam się co mogę zrobić? Może porozmawiać
na spokojnie z sąsiadką, tylko jakie rozwiązanie mogę zaproponować? Myślałam,
żeby przenieść łóżeczko małej z jej pokoju w inne miejsce, ale nie bardzo mam
gdzie, bo albo my będziemy budzić małą, albo podpadniemy kolejnym sąsiadom.
Nam też przeszkadzało, gdy ci sąsiedzi wykańczali mieszkanie, a nam właśnie
urodziło się dziecko. Często bywało wiercenie akurat w porze drzemki, ale
staraliśmy się zrozumieć.
Doradźcie coś emamy. Czy próbować naprawić stosunki, tylko co mogę
zaproponować? Czy lepiej nic nie robić, bo raczej bezdzietna i tak nie
zrozumie? Liczę na Waszą pomoc.
Marudzik