Dodaj do ulubionych

jest tak: nie chcę mieć dzieci

24.04.05, 16:09
nie chcę i już. odpycha mnie wszystko: od rosnącego brzucha, poprzez poród,
opisywaną wielokrotnie namiętność przelewaną na dzieci kosztem męża, po fakt,
że jeśli miałabym takie dziecko jak ja sama, to już sobie mogę współczuć,
strasznie dawałam popalić rodzicom.
przeraża mnie też odpowiedzialność, pomijając kwestie materialne (bo to dla
mnie rozumie się samo przez się, że gdyby kiedyś, to dopiero kiedy będzie mnie
stać na pieluchy, wózki i inne takie).
rzecz nie w tym, że dzieci nie lubię, bo lubię, od małych aż po dorosłe... ale
z daleka. emocjonuję się maturami moich korepetytantów, dziwię światu tych
maleńkich i cieszę się ze znajomymi które po kolei zaciążają.
kiedyś mi mówiono, smarkata jesteś, jak się ma 16, 18, 20, 22 lata to jest to
naturalne że się nie chce a potem przechodzi. ale mi bliżej już do
trzydziestki niz dalej, i zero instynktu, zero parcia.
niemąż chce, na szczęście powstrzymuje go sytuacja finansowa - włos na głowie
staje, jest młodszy ode mnie, a chce! więc pewnie kiedyś dziecko będzie, i
pewnie będzie kochane, c'est la vie. ale zobowiążę go do podpisania kontraktu,
że będzie sie nim zajmował, przewijał, kapał i pokazywał świat. może to efekt
wychowania, mną zajmował się ojciec, targał na spacery, kąpał i przewijał, a
może... sama nie wiem czego.
nie chodzi absolutnie o kwestię obrzydzenia kupkami i ulewaniem (to raczej nic
strasznego po posiadaniu zestawu kot+kuweta czy pies robiący niespodziankę na
środku pokoju, albo wyciskanie szesnastoletniemu staremu psu gruczołów
okołoodbytniczych).
generalnie: wolę zwierzęta. głupio brzmi? równocześnie bardzo chętnie czytam
to forum i inne dotyczące dzieci. ciekawi mnie, jak są wychowywane, miłe są
historyjki o rosnących maluchach, a w problemach z nastolatkami widzę siebie
samą sprzed nie tak znowu dawna wink
cholera, nie chcę i już. i z biegiem dni coraz bardziej upewniam się, że nie
obudzę się kiedyś z palącą myślą: róbmy dziecko tu i teraz!!! jeśli kiedyś
będzie, to zapewne z powodu nacisku niemęża, rozsądku (zdrowie...).
czy ktoś jeszcze tak ma? nie planuję zgodnie z dzisiejszą modą dziecka po
trzydziestce celowo. 27 wiosna na karku, a mnie się nie spieszy. instynkt
przelany na zwierzęta? po smierci mojego kota akurat zdarzyło się tak, że u
znajomych nastapił wysyp małych kociaków. chodziłam do nich i czułam się chyba
tak, jak kobieta która bardzo chce mieć dziecko a nie może, i zagląda do
cudzych wózków (a mieć nowego kota nie mogę do dzisiaj jeszcze przez pewien
czas z pewnych względów, psy nie zaakceptowałyby nowego lokatora i trzeba
czekać na własne, niewynajmowane mieszkanie i unormowanie się sytuacji z
długotrwałymi wyjazdami).
zamiast planować, że w przyszłości to będzie pokoik dziecinny, to drugi pokoik
dziecinny a dzieci poslemy do tego przedszkola, planuję, że kiedy juz
osiądziemy na stałe w jakimś miejscu, w domu pojawi się para: i kot, i pies
(trójka psów mieszka z rodzicami, chociaż przyjeżdżam, wyprowadzam i karmię to
ciężko byłoby je zabrać do siebie ze względu na to, że są "zasiedziałe" u
rodziców, chociaż to parę minut drogi spacerkiem).
minie to? ktoś tak miał? nie chodzi o osoby które dzieci nie lubią i już. ja
lubię, ale nie chcę własnych. po prostu.
Obserwuj wątek
    • 18lipcowa witam w klubie.... 24.04.05, 16:13
      Mnie przeraża to samo. Ciąża, rezygnacja z wielu rzeczy, potem poród,
      rozrywanie pochwy, bóle, krew, potem połóg, rozstępy mleko w piersiach, dziecko
      które już zawsze będzie od Ciebie zależne, o które trzeba się martwić, kupy,
      choroby , kasa która na to leci, brak wolności, uzależnienie itp.

      Ja nie lubię na dodatek dzieci, nie wzruszają mnie, wręcz irytują.
      Dlatego jak ktoś mnie pyta o dzieci to mówię "tak bede miała kiedyś" a mysle ze
      głowie że to kiedyś nastąpi bardzo pozno...albo wcale.
      • 18lipcowa Re: witam w klubie.... 24.04.05, 16:17
        aha ale nie zdziw sie jak naokolo będą Ci gadać że jestes nienormalna...
        • mijaczek Re: witam w klubie.... 24.04.05, 16:22
          lipiec, co sprawilo, ze zmienilas zdanie? kiedys chcialas miec dzieci...
          • 18lipcowa Re: witam w klubie.... 24.04.05, 16:26
            mijaczek napisała:

            > lipiec, co sprawilo, ze zmienilas zdanie? kiedys chcialas miec dzieci...


            Bo chcę .KIEDYŚ. Bardzo bardzo kiedyś.
            • mijaczek Re: witam w klubie.... 24.04.05, 16:29
              kiedys to ja znalazlam twoj post [bodajze sprzed dwoch lat], w ktorym pisalas,
              ze chcesz zaczac sie starac o dziecko ze swoim [domyslam sie - owczesnym]
              facetem. ja sie pytam co sprawilo, ze zmienilas zdanie?
              • 18lipcowa Re: witam w klubie.... 24.04.05, 16:31
                mijaczek napisała:

                > kiedys to ja znalazlam twoj post [bodajze sprzed dwoch lat], w ktorym
                pisalas,
                > ze chcesz zaczac sie starac o dziecko ze swoim [domyslam sie - owczesnym]
                > facetem. ja sie pytam co sprawilo, ze zmienilas zdanie?


                Chcesz wiedzieć naprawdę?
                Napiszę ,ale na priv.
                Odbierz pocztę.
                • mijaczek odpisalam na priv n/txt 24.04.05, 16:41

        • lola211 Re: witam w klubie.... 24.04.05, 17:44
          Piszesz, jakbys juz doswiadczyla spolecznej nagonki.Z tego co czytam jestes
          jescze bardzo mloda, chyba nikt w dzisiejszych czasach nie wymaga od kobiety,
          by myslala o dziecku majac troche powyzej dwudziestki.Malo ktora dziewczyna w
          Twoim wieku odczuwa przemozna chec posiadania dziecka.Twoje obawy przed
          macierzynstwem ,rzeklabym sa wrecz typowe dla osob w tym wieku, ktore dopiero
          planuja przyszlosc, chca sie jakos ustawic i wyszumiec.Ja naprawde nie widze
          nic nadzwyczajnego i nienormalnego w tym, ze nie chcesz teraz dziecka.Jednak
          nie mozesz przewidziec, czy Ci sie nie odmieni za pare latek, kiedy juz swoje
          plany spelnisz, wiec nie ma sensu zarzekac sie, ze na pewno nie tak szybko
          zrealizujesz sie jako matka.
          Co do obaw fizycznych przemian, cierpien- to normalne, ze czlowiek boi sie
          nieznanego.Dla kogos kto nigdy nie byl w ciazy moze to byc przerazajace, tak
          samo poród i inne zwiazane z tym fizjologiczne sprawy- ktos kto nigdy nie
          rodził boi sie tej sytuacji, bo nie wie czego tak naprawde sie
          spodziewac.Kobieta , ktora zdecydowala sie na dziecko takze sie boi, zwlaszcza
          pierwszy raz.
        • rendziak Re: witam w klubie.... 24.04.05, 17:54
          zastanawia mnie jedno - jeśli tak bardzo nie lubisz dzieci to po jaką cholerę
          jesteś na tym forum???????
          • lola211 Re: witam w klubie.... 24.04.05, 19:47
            Moze po to, by upewnic sie co do slusznosci swojej decyzji.
            Kolejna osoba, ktorej nie miesci sie w glowie ze na e-mamie sa równiez
            bezdzietne, a czasem takze mezczyźni zagladaja.
            • rendziak Re: witam w klubie.... 24.04.05, 20:07
              ja miałam na myśli Lipcową......poprostu nie rozumiem czemu osobą która
              twierdzi, że dzieci ją irytują przesiaduje tutaj notorycznie...........
              • lola211 Re: witam w klubie.... 24.04.05, 21:17
                Przepraszam, nie sprecyzowalam- wlasnie o Lipiec mi chodzi.Ciagle ktos jej
                zarzuca, ze skoro nie ma dzieci, maluchów nie lubi, to nie jest to forum dla
                niej.
                Ja uwazam, ze udzielac sie maja prawo wszyscy, bez wzgledu na stan cywilny,
                ilosc potomstwa(takze zerowa), czy plec.
                Mysle, ze tak chetnie sie tu udziela, bo lubi prowokowac, chce byc
                zauwazalna,popularna, a to tutaj jej sie udaje, bo jej posty zaraz sa
                komentowane przez stado oburzonych mamusiek- Lipiec ma ubaw po
                pachy.Wystarczyloby ja zignorowac(to rada dla tych, ktore jej scierpiec nie
                moga) i ,mysle,znudziloby jej sie.
                • kalina_p Re: witam w klubie.... 24.04.05, 21:21
                  masz calkowita rację!
          • jagulec Re: witam w klubie.... 25.04.05, 08:29
            > zastanawia mnie jedno - jeśli tak bardzo nie lubisz dzieci to po jaką cholerę
            > jesteś na tym forum???????

            Moze po to po co ja czytalam fora dzieciowe przez 3 lata zanim zaszlam w ciaze
            (i to tez z przypadku)... Zeby oswoic problem, zeby temat przestal byc
            emocjonalnie tak egzotyczny, zeby przekonac sie ze z posiadania dzieci cos
            fajnego tez wynika, zeby sprawdzic czy ten diabel faktycznie taki straszny jak
            go maluja.
        • bei Re: witam w klubie.... 25.04.05, 08:46
          nic na siłę...ludzie za nas zycia nie przezyją- nigdy nie tierdziłam, że
          macierzyństwo jest jedyną niwą życia - na której można sie spelnić...
          Lipcowa dziewczynosmile- ciaza i porody- to nie deformacjasmile- jestem mamą tróki
          dzieci- 22 15 lat i niemowlak 5 miesięcy...dwa porody naturalne i cc.....170
          wzrostu...47,5 kg wagi....ciało bez rozstępów..jeszcze musze dopracować
          brzuszek- by byl jędrny......z mięsniami "tam" też nie miałam klopotu- nawet
          ginowie sie dziwią- ze były naturalne porody....dziecko...to cud
          natury.....kazdy ma swój pomysł na wydawanie pieniążków- lepeij moze na
          taki "cel"...niz na nałogismile- ale kto to wie...to wolny krajsmile...
      • kosheen4 Re: witam w klubie.... 24.04.05, 16:35
        18lipcowa napisała:

        > Mnie przeraża to samo. Ciąża, rezygnacja z wielu rzeczy, potem poród,
        > rozrywanie pochwy, bóle, krew, potem połóg, rozstępy mleko w piersiach, dziecko

        to nie to.
        nie przeraża mnie ani ból, ani rozstępy, ani inne fizyczne objawy, a sam fakt
        posiadania brzucha straszy nie z powodu deformacji, ale właśnie dlatego, że
        kluje się coś, za co będę odpowiedzialna do końca.
        ograniczenie wolności - tez nie do końca. w pewnym sensie jestem "uwiązana" do
        psów - wyobrażasz sobie wyjechać ot tak, powiedzmy na długi weekend albo w
        środku tygodnia bo akurat masz ochotę odwiedzić góry czy morze? akurat w tym
        przypadku ograniczenie wolności jest podobne jak przy dziecku, tak jak nie
        zostawisz maluszka zasikanego w pieluchach, tak saMO nie zostawisz psa żeby
        siedział w domu. fakt, zwierzęta teraz mieszkają z rodzicami, ale często się
        zdarza, że dyżuruję przy trójce, kiedy rodzice wyjeżdżają, bo ktoś musi z nimi
        wyjść w południe i wieczór. taka trójka jest równie absorbująca jak dziecko,
        zwłaszcza kiedy idziesz do kuchni i potykasz się o sierściuchy które dopominają
        się obiadu, albo zastajesz w domu niespodziankę typu pożarty termometr rteciowy
        z kulkami rtęci walającymi się po podłodze i mało nie siwiejesz, który to do
        cholery zjadł i czy nic mu nie będzie.
        ostatnio okazało się, że jeden z psów ma marskość wątroby - masa kasy poszła na
        badania, usg, leki, zresztą nawet jak są zdrowe - szczepienia itd. najstarszy
        powoli odchodzi, w ogóle już nie słyszy, trzeba się nim zajmować jak niedołężnym
        człowiekiem. i też często rezygnować z wielu przyjemności, na rzecz zajęcia się
        bestiami.
        dziecko - bardziej przeraża mnie, że będzie podobne do mnie. nie chodzi o to, że
        fizycznie. że będzie takie niewdzięczne jak ja, że będzie zwiewało z domu...
        tym, którzy mają dzieci zazdroszczę, że mają komu pokazywać świat, uczyć ich
        zycia, bo na przykład w tej roli mój ojciec i mama spełnili się znakomicie.
        boję się też tego, że dzisiaj z powodu stresów, zanieczyszczen i innych
        "błogosławieństw" cywilizacji dziecko może być nieszczęśliwe. chore. nie chodzi
        o zajmowanie się kimś chorym w sensie, że zeżre mi to kawałek luźnego zycia.
        widzę na przykład, że mama niemęża jest dumna z syna. i jaka jest szczęśliwa,
        kiedy mówię jej że super wychowała syna (taktownie pomijam jego nieznajomość z
        Panią Pralką, Panem Odkurzaczem i Panem Płynem Do Naczyń). i widzę też, że moi
        rodzice są szczęśliwi, kiedy nie wyobrażam sobie świąt spędzonych bez nich,
        pomagam im ile mogę.
        fajnie jest być dzieckiem, potem rodzicem, dziadkiem, i nic gorszego nad
        rodziców, których córunia spędza wigilię 600km od domu bo ma taką ochotę -
        przypadek z naszej rodziny.
        jestem rozdarta. nie chcę na starość być samotną babcią... chyba najlepszym
        wyjściem będzie wymodlić liczne potomstwo mojego brata i zacieśniać z nimi kontakty.
        po śmierci Mamy Chrzestnej (ale mi się dzisiaj kranik puścił, no...) okazało
        się, że mam ogromną rodzinę. tylko że jakoś kontakty się rozlazły. mam w
        rodzinie opinię lekko szalonej osoby - aktualnie uparłam się podtrzymywać
        kontakty. i dokonam tego - może to ma być rekompensata za brak własnej progeniturki?
        tak więc, w pewnym sensie wynika to z egoizmu, ale także z lęku, czy będę
        potrafiła wychować? kategorie pieniężne - nie chodzi o to, że szkoda, że nie
        będzie na diora wink i tak nie ma, kiedy trzeba kolejna stówę przeznaczyć na
        leczenie psa, kastrację psa, wykupienie psa ze schroniska, leczenie kota,
        cotygodniowy żwirek dla kota.
        u mnie po prostu poszło to w innym kierunku, ta cała chęć potomstwa.
        • 18lipcowa Re: witam w klubie.... 24.04.05, 16:37
          Nie chcesz na starość być samotną babcią....moja droga. Posiadanie dziecka nie
          gwarantuje Ci jego towarzystwa na starośc. Nie wolno traltować dziecka jako
          zabezpieczenia.
          • kosheen4 Re: witam w klubie.... 24.04.05, 16:59
            18lipcowa napisała:

            > Nie chcesz na starość być samotną babcią....moja droga. Posiadanie dziecka nie
            > gwarantuje Ci jego towarzystwa na starośc. Nie wolno traltować dziecka jako
            > zabezpieczenia.

            nie powiedziałam, że traktuję posiadanie dziecka jako zabezpieczenia. ale
            naturalne jest, że jeśli nie posiadam bliskiej rodziny w miejscu zamieszkania, z
            resztą nie utrzymywaliśmy do tej pory szczególnych kontaktów, i brutalizując:
            umrze mój ojciec, umrze moja matka, cała reszta postarzeje się o setki
            kilometrów ode mnie i będą zajęci własnymi kroplówkami i wózkami inwalidzkimi,
            zostanę SAMA. i tyle.
            i ja i brat zostaliśmy tak wychowani, że rodziców mamy w poważaniu, nie
            zostawiamy ich w potrzebie - jesteśmy rodzinni i sentymentalni (pomimo że jako
            dzieci równo dawaliśmy popalić, oj równo), i niezależnie od tego czy spełniliśmy
            ciche nadzieje rodziców o kształcie naszego zycia czy nie, trzymamy się blisko.
            i myślę, że pewne wzorce płynące z domu przekazuje się potomstwu. nie poprzez
            nakładanie obowiązku kochania rodzica i przychodzenia np. na niedzielne obiadki
            co tydzień, ale przez - bo ja wiem co na tym zaważyło? - dawali i dają nam
            miłość. i chociaż moi rodzice nie wystawili mi ani domu, ani nie kupili mi
            wypasionego samochodu, ja WIEM że nie zostawię ich na starość. żadne z nich nie
            zostawiło swoich rodziców (nota bene seriale amerykańskie w których rodzice
            przebywają w domach starców są dla mnie do dzisiaj czymś niezrozumiałym,
            przyjmuję to do wiadomości, ale sama tak nie zrobię, i wiem że mój brat też nie
            oddałby ojca, ani ja ani niemąż swoich rodziców).
            reasumując: sądzę (może zarozumiale?), że jeśli miałabym dziecko, przejęłoby z
            całą serią negatywnych cech również uznanie dla rodziny. człowiek - w tym i ja -
            zapamiętuje z życia najbardziej emocjonujące fragmenty. pamiętam, że Mama
            Chrzestna kręciła mi papiloty przed pierwszą komunią. pamiętam, jak z bratem
            uciekliśmy nad rzekę jako bąki i potem dostaliśmy straszliwy opiernicz i dzięki
            mojemu płaczowi brat uniknął lania, leżąc już na kolanach swojego taty.
            pamiętam, jak śpiewaliśmy wspólnie kolędy w Wigilię, pamiętam ślub brata,
            komunię jego i swoją. i właśnie to, nic innego, jest dla mnie nadzieją, że
            hipotetyczne potomstwo nie ucieknie kiedy się zestarzeję.
            rozumiesz? nie chodzi o imperatyw: bachorze, zajmuj się mną na starość bo
            osobiście cię urodziłam. chodzi o kolejną osobę, która miałaby przynależeć do
            całości rodziny (może nawet Rodziny) i kontynuować chwalebne dzieło winkwywalania
            na ziemię jajek niesionych do kościoła, trzymania sztamy przed zgredami, a potem
            w dniu ślubu dziękowania tym "zgredom" za dobre wychowanie. tego byłoby mi żal
            właśnie.
    • myncek Re: jest tak: nie chcę mieć dzieci 24.04.05, 16:18
      Rozumiem. Miałam dokładnie to samo. Minęło w wieku 30 lat. Nie zmuszaj się do
      macierzyństwa, zostań taka jak jasteś, być może samo ci się odmieni.
      • kalina_p miałam tak samo do momentu... 24.04.05, 19:49
        urodzenia Kingi?
        Czyli mialam lat 26.
        Wczesniej nienawidzilam wrecz dzieci, uważałam, że są głupie, wredne i
        wrzaskliwe.
        Absolutnie mnie nie interesowały brzuchy, ciąże, "słodkie malenstwa" itd.
        Mówiłam,że nie chce mieć NIGDY dzieci.
        A potem spotkałam Mojego, się poślubiliśmy, jakoś ak naturalnie sie
        potoczylo...Ale tez nie bylo tak, że CHCIAŁAM. Raczej myślałam: "czemu by nie?
        Może byc fajnie..."/ Odpowiedzialnośc...hmmm...bałam się ale wiedziałam, że Mój
        est w porządku, kochał juz sama myśl o swoim przyszłym dziecku i wiedziałam, że
        odpowiedzialnośc podzielę z nim na pół.
        A teraz jestem baaaardzo szczęśliwa.
        Myślę, że musisz pczekać, może nawet zaryzykować?Pomyśleć właśnie, czemu nie,
        może być fajnie z takim bobasem...
        Pozdrawiam.
        P.S. Tez wolałam zwierzęta, mam 2 psy i 2 koty i w ciąży najbardziej martwiło
        mnie,czy mała nie będzie uculona. Nie jest i świetnie się dogaduje ze
        zwierzakami.
        • kosheen4 Re: miałam tak samo do momentu... 24.04.05, 19:58
          kalina_p napisała:


          > P.S. Tez wolałam zwierzęta, mam 2 psy i 2 koty i w ciąży najbardziej martwiło
          > mnie,czy mała nie będzie uculona. Nie jest i świetnie się dogaduje ze
          > zwierzakami.

          ostatnio zażył mnie znajomy, mówiąc, że lepiej żeby nasza wspólna ciężarna
          koleżanka pozbyła się kota, bo to może być niebezpieczne dla dziecka.
          hmm.
          nie wiem, ile w tym prawdy, nazwijmy ją, medycznej, w każdym razie instynkt
          podpowiada mi, że powinno być wprost przeciwnie. zwierzę w domu od początku,
          żeby potem nie było niespodzianek takich, jak alergia.
          ja ciągle jestem na takim etapie, że jeśli miałoby się okazać że dziecko jest
          alergikiem na zwierzeta, to macierzyństwo odpada. tylko, że tego nie da się
          sprawdzić, ani zaplanować. przyjmijmy że do macierzyństwa trzeba mieć kolor
          dojrzałej cytryny, a ja ciągle jestem limetka wink
          • 18lipcowa Re: miałam tak samo do momentu... 24.04.05, 20:05
            kosheen4 napisała:

            > kalina_p napisała:
            >
            >
            > > P.S. Tez wolałam zwierzęta, mam 2 psy i 2 koty i w ciąży najbardziej mart
            > wiło
            > > mnie,czy mała nie będzie uculona. Nie jest i świetnie się dogaduje ze
            > > zwierzakami.
            >
            > ostatnio zażył mnie znajomy, mówiąc, że lepiej żeby nasza wspólna ciężarna
            > koleżanka pozbyła się kota, bo to może być niebezpieczne dla dziecka.
            > hmm.
            > nie wiem, ile w tym prawdy, nazwijmy ją, medycznej, w każdym razie instynkt
            > podpowiada mi, że powinno być wprost przeciwnie. zwierzę w domu od początku,
            > żeby potem nie było niespodzianek takich, jak alergia.
            > ja ciągle jestem na takim etapie, że jeśli miałoby się okazać że dziecko jest
            > alergikiem na zwierzeta, to macierzyństwo odpada. tylko, że tego nie da się
            > sprawdzić, ani zaplanować. przyjmijmy że do macierzyństwa trzeba mieć kolor
            > dojrzałej cytryny, a ja ciągle jestem limetka wink


            Eee to nie tak. Ja jestem alergiczka na sierść a od urodzenia jestem wychowana
            z psami, kotami, świnkami itp.
          • kalina_p oj, wcale nie! 24.04.05, 20:08
            Co do kota - przenosza toxoplazmozę (w odchodach), ale domowe, zadbane raczej
            sie zarazone nie trafiaja. Ale bezpieczniej, żeby kobieta w ciąży po prostu nie
            sprzatala kuwety. I już. Mój mąż przez to baaardzo cierpiał całą ciążę, hehe.
            Tez uważam, że dziecko ze zwierzętami sie dużo lepiej chowa, uczy się empatii i
            poza tym ma rozrywkę. Czasem uzywam psów jako niańki - zabawiają małą a ja ma
            chwilę spokoju.
            Co do alergii - bardzo rzadko się zdarza, żeby alergie na sierśc miało dziecko,
            którego matka w czasie ciąży miała kontakt z tymi alergenami. To mnie uratowało
            przed zwariowaniem ze strachu bo całą ciążę o tym myślałam i chyba bym
            oszalała, gdyby trzeba było zwierzako pooddawać. A co ciekawe - do 8-9 m-ca
            bylam za opcja, że w razie czego oddam dziecko. Serio...
            Przeszło mi, mała zdrowa, żyją wszyscy razem w zgodzie a ja dpiero teraz czuje,
            ze to dziecko bylo oczekiwane. Dopiero, jak ona jest to zrozumiałam, że jej
            wcześniej brakowałowink Pokrętnie tłumacze ale mam nadzieję, że rozumiesz.
            Z tego, co piszesz wynika, ze bardzo podobny miałyśmy stosunek do posiadania
            potomstwa.
            Ale może wyobrax sobie, że takie małe fajne mówi "mama" i choc troche Ci sie
            zachce? A dalej natura zrobi swoje, pokochasz i to tak bardzo, jak tylko
            dziecko można kochać.
            Choć wcale mniej nie kocham przez to męża. Też się bałam, że jakośc naszego
            związku (jak patetycznie!) ucierpi na tym, że pojawiła sie Kinga. Kocham męża
            chyba nawet bardziej, mała nam absolutnie nie przeszkadza w tym kochaniu sie
            nawzajem a w dodatku sprawia, że ta miłośc jest dojrzalsza jakaś...bardziej
            spokojna i mądra..?
            I wcale nie latam wokół niej jak fryga całe dnie, mam czas zająć się mężem i
            czasem wyjść i ogólnie POLECAM. Fajnie jestwink))
    • nejmlez Re: jest tak: nie chcę mieć dzieci 24.04.05, 16:27
      tez tak sadzilam, ale mi sie zmienilo wink wprawdzie pod przymusem, ale jednak nie
      zaluje. chyba jednak skoro tu zawitalas cos powoli zacyzna sie w tobie budzic
      (inaczej po co wchodzilabys na to forum?)
      masz prawo realizowac sie w taki sposob na jaki masz ochote i to wylacznie twoja
      sprawa. z dziecmi, czy bez, wazne, zeby byc zadowolonym z tego co sie w zyciu
      osiagnelo i niczego nie zalowac. zyj tak, zebys byla szczesliwa smile
      no i nie daj namowic sie na dziecko jesli tak naprawde go nei pragniesz. (hehe
      odezwala sie ta co wpadla w wieku 19 lat tongue_out)
      • kosheen4 Re: jest tak: nie chcę mieć dzieci 24.04.05, 16:44
        nejmlez napisała:

        > (inaczej po co wchodzilabys na to forum?)

        bo jest tu ciekawie smile
        miło jest czytać o mamach, o dzieciach, ale nie ma to nic wspólnego z chęcią
        posiadania. to tak, jakbym mieszkając w de facto ruderze, starej rozpadającej
        się kamienicy sprzed pierwszej wojny, nie mając środków na modernizację, miała
        nie wchodzić na forum wnętrze-fotografie, tylko dlatego, że nigdy nie będzie
        mnie stać na takie wypasy, jakie są tam prezentowane.
        moge posunąć się nawet do pochlebstwa, że jest to jedno z nielicznych znanych mi
        forów, na których nie pisują małoletni idioci, ekstremiści polityczni i inny
        kwiat forumowy.
        poza tym, spotykam się z koleżankami, które mają dzieci - a czy to oznacza, że
        szykuję sie podświadomie do posiadania potomstwa? nie. kształcące jest czytanie
        niektórych postów - ale tak jak do tej pory głównie czytałam, tak i dzisiaj nie
        podejmuję się na przykład oceniania postaw matek, nie odpowiadam na pytania
        matek - bo nie znam odpowiedzi.
        nejmlez - pochodzisz od Freuda? wink
        • nejmlez Re: jest tak: nie chcę mieć dzieci 24.04.05, 17:58
          w takim razie uwazaj, bo macierzynstwo czesto jest zarazliwe wink nie wiem jakim
          codem ale jednak ;] to chyba kolejne powszechne prawo ciazenia wink

          > moge posunąć się nawet do pochlebstwa, że jest to jedno z nielicznych znanych m
          > i
          > forów, na których nie pisują małoletni idioci, ekstremiści polityczni i inny
          > kwiat forumowy.
          oj roznie tu bywa wink moze nie ma maloletnich idiotow, ale dorosle kobiety tez
          tak sie potrafia zachowywac wink

          > nejmlez - pochodzisz od Freuda? wink
          nie wiem, nigdy nie rozmawialam z prababcia na ten temat wink
          • kosheen4 Re: jest tak: nie chcę mieć dzieci 24.04.05, 18:12
            nejmlez napisała:

            > w takim razie uwazaj, bo macierzynstwo czesto jest zarazliwe wink nie wiem jakim
            > codem ale jednak ;] to chyba kolejne powszechne prawo ciazenia wink

            !!!
            włos na głowie się jeży wink
            moja najbliższa przyjaciółka - w tym samym wieku - na szczęście również nie pała
            chęcią posiadania. ma za to trzy koty i dwa psy. (może my też tworzymy małą
            epidemię?)

            >
            > > moge posunąć się nawet do pochlebstwa, że jest to jedno z nielicznych zna
            > nych m
            > > i
            > > forów, na których nie pisują małoletni idioci, ekstremiści polityczni i i
            > nny
            > > kwiat forumowy.
            > oj roznie tu bywa wink moze nie ma maloletnich idiotow, ale dorosle kobiety tez
            > tak sie potrafia zachowywac wink

            no ba. sprzyjająca okazja i ze mnie wypędzi potwora, ale dorosłe kobiety to
            jednak co innego niż gó..ażeria

            > > nejmlez - pochodzisz od Freuda? wink
            > nie wiem, nigdy nie rozmawialam z prababcia na ten temat wink

            porozmawiaj. drążenie korzeni bywa interesujące. moja babcia popełniła
            mezalians, prababcia miała powiązania z dworem carskim.
            któreś wakacje przeznaczę na jeżdżenie po parafiach i szukanie korzeni.
    • maadzik3 Re: jest tak: nie chcę mieć dzieci 24.04.05, 16:31
      Na szczescie czsy przymusu posiadania dzieci sa juz za nami. Nie chcesz - nie
      miej, Tobie bedzie wygodniej i dziecko nie bedzie sie czulo odepchniete (mama
      zajmujaca sie nim z poczucia obowiazku to zadna frajda). Jesli cos moge
      doradzic to porozmawiaj o tym z partnerem i sprobuj mu przekazac swoje
      obiekcje. Bo to jedyny problem jaki ja widze i moze okazac sie powazny.
      Magda
      • margosia.kr Re: a co będzie ?? 24.04.05, 17:51
        No właśnie, co dziewczyny będzie, jak zapragniecie małego człowieczka wtedy,
        gdy Wasz zegar biologiczny powie : teraz już nie da rady .
        Absolutnie nie namawiam Was byście miały dzieci, bo koleżanki mają, bo rodzice
        chcą być dziadkami itp.
        Tak tylko się zastanawiam, czy nie będzie Wam kiedyś żal.
        Pozdrawiam - Małgosia
        • kosheen4 Re: a co będzie ?? 24.04.05, 18:04
          margosia.kr napisała:

          > No właśnie, co dziewczyny będzie, jak zapragniecie małego człowieczka wtedy,
          > gdy Wasz zegar biologiczny powie : teraz już nie da rady .

          przyznam, że to zagadnienie jest dla mnie abstrakcyjne póki co.
          i zyczyłabym sobie, żeby tak pozostało - tzn. gdyby zegar biologiczny najpierw
          się uruchomił i zażądał potomstwa, to lepiej żeby to zrobił wcześniej smile
          zresztą, nie wiadomo jakie są podstawy. instynkt opiekuńczy? można przelać -
          przynajmniej widzę że u mnie tak jest - na zwierzeta. chęć pozostawienia czegoś
          po sobie? z tym mogłoby byc trudniej.
          • mijaczek Re: a co będzie ?? 24.04.05, 18:27
            obawy zwiazane z ciaza sa jak najbardziej normalne. ja tez sie zawsze
            zastanawialam - a co bedzie jak sie przewroce, albo "nadzieje" na cos swoim
            wielkim brzuchem? jak bede wiedziala, ze podniesienie 4kg jest ok, a juz 4,5kg
            moze skonczyc sie poronieniem...
            przestaje miec takie obawy... przestalam robic pewne rzeczy nie dlatego, ze sie
            boje, ale mam jakies takie wewnetrzne poczucie i przestalam wbiegac na pietro
            po dwa schodki, nie robie sobie sauny z lazienki, coraz rzadziej spie na
            brzuchu [wczesniej moja ulubiona pozycja], nie biegam juz i zwolnilam troche
            tempo w czasie seksu...
            wciaz mysle o tym, czego jeszcze nie doswiadczylam - rozstepy, popekane
            brodawki, nawal pokarmu, hemoroidy, porod, nacinanie lub nie daj Boze pekniecie
            krocza, permanentny placz dziecka, kolki, itd.
            Myslicie, ze sie tego nie boje? Myslicie, ze mam ochote zamienic swoje cialo o
            wymiarach 90-62-90 i skorze nie znajacej cellulitu i roztepow na 65kg
            pomarancze z popekana skora jak u jaszczurki. czy ja mam ochote na luzna pochwe
            i nie trzymanie moczu? oczywiscie, ze nie! czy to znaczy, ze przez to
            zrezygnuje z dzieci? nie!!!! bede sie po prostu bardziej starala nie wygladac
            zle...
            a to, co zyskam juz za kilka miesiecy... wynagrodzi mi wszystko!!!!!
            • tygrysiaczek2 Re: a co będzie ?? 24.04.05, 20:15
              Mijaczek napisała:"Myslicie, ze sie tego nie boje? Myslicie, ze mam ochote
              zamienic swoje cialo o
              wymiarach 90-62-90 i skorze nie znajacej cellulitu i roztepow na 65kg
              pomarancze z popekana skora jak u jaszczurki. czy ja mam ochote na luzna pochwe
              i nie trzymanie moczu? oczywiscie, ze nie! czy to znaczy, ze przez to
              zrezygnuje z dzieci? nie!!!! bede sie po prostu bardziej starala nie wygladac
              zle...
              a to, co zyskam juz za kilka miesiecy... wynagrodzi mi wszystko!!!!!"
              • kalina_p Re: a co będzie ?? 24.04.05, 20:19
                nie każdy tak ma.
                ja małą pokochałam dopiro jakoś pod koniec ciąży? A może po porodzie już?
                Ale na szczęście żadnych zmian cielesnych nie mialam i nie mamwink
                • tygrysiaczek2 Re: a co będzie ?? 24.04.05, 20:22
                  Wiem, że instynkt macierzyński każdemu przychodzi w innym momencie. Ale sama
                  nie rozumiem, jak można przez 9 miesięcy nie czuć tej miłości do dziecka pod
                  sercem?To nieświadome zachodzą w ciążę czy jak?
                  • kalina_p a świadomość = miłość??? 24.04.05, 20:42
                    Świadoma bylam, jak zachodzilam w ciążę.Wiedziałam że to cos we mnie to
                    dziecko. Moje. Że zyje, że będzie wspaniałe. Tyle. Kopało, czułam.
                    A pokochałam potem.
                    Dziwne? Chyba nie.
                  • moofka Re: a co będzie ?? 24.04.05, 20:47
                    tygrysiaczek2 napisała:

                    > Wiem, że instynkt macierzyński każdemu przychodzi w innym momencie. Ale sama
                    > nie rozumiem, jak można przez 9 miesięcy nie czuć tej miłości do dziecka pod
                    > sercem?To nieświadome zachodzą w ciążę czy jak?
                    _____________________
                    bo z tym instynktem o tak jest, ze sie go nie rozumie smile
                    i musze sie przyznac ze wcale tego mojego brzucha nie kochałam, nie potrafiłam
                    sobie wyobrazic
                    wiedzialam ze tam jest czlowieczek, ale nie kochalam
                    czekałam, dbałam o siebie, z przyjemnoscią spedzała godziny w sklepach i
                    kupowałam wszystko w rozmiarach xxs ale brzucha nie kochałam
                    kiedy po upiornym ponad dwudziestogodzinnym porodzie polozyli mi synka na
                    brzuchu to co czulam dalekie bylo od dojrzałej macierzynskiej milosci
                    ale nie mialam o to do siebie pretensji,
                    ta przyszła pozniej,
                    i jest zupełnie inna od uczuc, ktore zywilam dla brzucha smile
                    • verdana Re: a co będzie ?? 24.04.05, 20:55
                      Ja tez nie kochałam żadnego mojego dziecka "w brzuchu". Tzn denerwowałam sie,
                      niepokoiłam, myslałam o nim - ale na pewno nie byla to miłość. Nie potrafię
                      kochać "dziecka" jako takiego. Moge kochać tylko konkretne dziecko, konkretnego
                      człowieka, którego zobaczę. I nie uwazam się przez to ani za gorsza matke, ani
                      za osobe bez uczuć i bez instynktu.
                      A poza wszystkim innym, szkoda by było by sprawczyni tej całej dyskusji nie
                      miała dziecka. Zapowiada się na taką świetną matkę. Pisze o ewentualnym dziecku
                      jako o człowieku, odrebnej istocie ludzkiej, a nie o "swoim" dziecku - i to tak
                      dobrze rokuje. Może jednak, co?
                      Jeśli chodzi o psy i koty , to mnie co dwa miesiące sprawdzano, czy nie mam
                      toksoplazmozy - na moją prosbę, zeby zbadali kota powiedzieli - nie będziemy
                      kota męczyć.
                      Za zgodą lekarza wpusciłam psa (amłego wprawdzie) do łóżka, gdzie brałam także
                      do karmienia 4-dniowe dziecko. Potem spałam z niemowlęciem i psem w jednym
                      łóżku.
                      • kalina_p hehehe... 24.04.05, 20:58
                        a Kinga najchetniej ssala wtedy, kiedy kot którys się do niej przytulał...koty
                        uspokajająwink
                      • kosheen4 Re: a co będzie ?? 25.04.05, 11:32
                        verdana napisała:


                        > A poza wszystkim innym, szkoda by było by sprawczyni tej całej dyskusji nie
                        > miała dziecka. Zapowiada się na taką świetną matkę. Pisze o ewentualnym
                        dziecku jako o człowieku, odrebnej istocie ludzkiej, a nie o "swoim" dziecku - i
                        to tak dobrze rokuje. Może jednak, co?

                        skoro mój cichy autorytet (pochlebstwa, pochlebstwa... heh) w sprawach
                        wychowania ma o moim podejściu - na ile mnie zna - takie dobre zdanie, to pędzę
                        spalić tabletki antykoncepcyjne wink
                        ale poważnie. może to, co uznajesz za zdrowe podejście, traktowanie dziecka jako
                        człowieka a nie jako mojego dzidziusia, pi pi pi, kochane i tylko moje, wynika
                        własnie z braku zapału do macierzyństwa. patrząc na siebie krytycznie wiem, że
                        to się tylko tak ładnie rozważa teoretycznie. punkt widzenia zależy od punktu
                        siedzenia, może właśnie brzuch stałby się centrum mojego życia? a tego nie chcę,
                        nie pożądam, nie i już.
                        mam inny plan. jeśli dobrze pójdzie, przed dobiciem do trzydziestki ukończę
                        studia i zostanę paniom nauczycielkom w otoczeniu dziecków smile może to właśnie
                        jest ta droga?

                        > Potem spałam z niemowlęciem i psem w jednym
                        > łóżku.

                        fantastyczne!
                        rozmawiałam kiedyś z jednym panem przez gg, bo prowadził on hodowlę któw
                        bezwłosych a ja chciałam dowiedzieć się o cenę takiego kuriozum. i potem
                        potoczyła się rozmowa, i pan ów opowiedział mi niesamowitą historię. jego
                        córeczka urodziła się z jakimś zgrubieniem - guzem? - na szyi i ze względu na
                        cośtam było to chwilowo nieoperowalne. nie znam się, nie pamiętam o co chodziło.
                        i cóż: w tym czasie ci państwo dostali kotka. pan nie bardzo do tej pory lubił
                        koty, ale jak już był, to był. i dość często kładł się obok malutkiej, w pobliżu
                        jej szyi.
                        guz się wchłonął, zniknął, rozpłynął się w powietrzu. nie było go. w "moc" kotów
                        wierzę, a pies który się kitra pod kołdrę skutecznie eliminuje bóle reumatyczne
                        (nie twierdze że cały reumatyzm) i wrażliwe stawy.
                        (no i działa jak najlepszy budzik, kiedy mały piesek skacze ci po głowie,
                        przydusza do poduszki i usiłuje wyrwać ci resztkę cienkich włosów, uszy i
                        przegryźć z miłości tętnicę big_grin)
                    • tygrysiaczek2 Re: a co będzie ?? 24.04.05, 20:56
                      U mnie było inaczej. Bardzo chciałam mieć dzidziusia z mężczyzną, którego
                      kochałam (i kocham nadal). Byłam wtedy bardzo młodziutka (19 latek), ale bardzo
                      szybko narodził się we mnie instynkt i dużo rozmiawialiśmy o naszych przyszłych
                      dzieciach. Mały począł się po paru latach i była to najpiękniejsza chwila
                      naszego życia (dla mnie straszne było w tych 9 miesiącach, że jeszcze nie mogę
                      go wziąć na ręce, przytulić, pocałować). Moze dlatego parę minut po porodzie
                      powiedziałam do męża: "chcę mieć jeszcze córeczkę". Dlatego przepraszam, ale
                      nie rozumiem kobiet (znane z autopsji), które przez 9 miesiecy ciąży nie
                      potrafią znaleźć dla dziecka imienia, bo jest im to obojętne. Nie rozumiem, że
                      nie chodzą po sklepach i nie kupią choć grzechotki dla dzieciaczka, nie czytają
                      książek o ciąży i dzieciach, a juz zupełnie takich, którzy są w ciąży i
                      mówią:"nie lubię dzieci".
                      • kalina_p ja nadal nie lubie;))) 24.04.05, 21:00
                        cudzych dzieci. Tzn. może i lubie ale w granicach - najchetniej na zdjęciach
                        albo na odleglośc. Chociaz i tak sporo mi się stosunek zmienił.
                        Imię wybralismy 5 minut po tym, jak zobaczylam 2 kreski w tescie.
                        Z zapałem latałam po sklepach, wózek byl 2-3 m-ce przed porodem, kojec tez.
                        Ale nie kochałam wtedy jeszcze, ciekawa bylam, to tak.
                        Pokochałam potem.
    • kalina_p jeszcze Ci napiszę: 24.04.05, 21:11
      Jakbym czekała, az bedę miała 100% pewnośc, że chcę, aż ta decyzja bylaby
      przemyślana, calkowice świadoma, mądra, przedyskutowana itd, itp, to chyba
      nigdy bym tego dziecka nie miaławink
      Fakt - mamy mieszkanie i mąz stałą prace, więc kwestia "przeżycia" rozwiązana.
      Ale to tyle. Pewnie gdybym miala usiąść i sie zastanawiac to bym jeszcze ze 20
      lat myślała i bym sie nie zdecydowala. Bylo to troche na wariata - "A może
      dzidzię? Czemu by nie? W sumie czemu nie? Fajnie by bylo? Chcesz? No w zasadzie
      czemu nie? A Ty chcesz? No chyba tak...nie wiem. No ja tez nie wiem. No to ja
      tabletek nie jem i zobaczymy, co z tego wyjdzie. No dobra" To w skrócie nasza
      (z mężem) rozmowa.
      • tygrysiaczek2 Re: jeszcze Ci napiszę: 24.04.05, 21:24
        Mój mąż mówi, że nasz synek pospieszył się o dwa miesiące. Chcę powiedzieć, ze
        też nie był zaplanowany na dany dzień i godzinę, ale był oczekiwany. TZN.
        byliśmy gotowi na rodzicielstwo. I jest.. OK
        • kalina_p Re: jeszcze Ci napiszę: 24.04.05, 21:27
          A my juz myslelismy, ż może bezpłodni jestesmy, bo przez pół roku nic. Dłużj
          nawet...a zorientowałam się, że jestem w ciąży w 3-cim miesiacuwink
          Co nie zmienia faktu, że (jak pisalam) w sumie chcielismy, bo czemu by nie?
          • tygrysiaczek2 Re: jeszcze Ci napiszę: 24.04.05, 21:29
            To ile mialaś latek jak zostałas mamą?
            • kalina_p Re: jeszcze Ci napiszę: 24.04.05, 21:30
              pisalam już - 26
              U nas w rodzinie wszystkie kobiety maja dziecko w wieku 26, to chyba
              genetycznie uwarnkowanewink
              • tygrysiaczek2 Re: jeszcze Ci napiszę: 24.04.05, 21:32
                ja w tym wieku już mam 3 latka. a czasem żałuję, ze nie ma 5.
                • kalina_p Re: jeszcze Ci napiszę: 24.04.05, 21:35
                  Mnie się nie spieszylo do dzieci. Nie lubilam nigdy dzieci i twierdzlam
                  uparcie, że nigdy nie bedę mieć dzieci, bo w ciąży sie tyje a dzieci sa
                  okropne. Przeszlo mi,jak widac.
                  • mijaczek Tygrysiaczek 25.04.05, 04:58
                    Pisalam o tych wszystkich skrajnosciach, bo to wlasnie kobiety, ktore boja sie
                    ciazy widza kazda matke z takimi efektami - rozpadajace sie pudlo. Mi wlasnie o
                    to chodzi, ze martwisz sie o te wszystkie ochydztwa [ohydztwa?] na raz, a
                    najczesciej konczysz z jednym z nich, albo i zadnym.
                    Nie twierdze, ze w momencie, gdy dowiedzialam sie, ze zaszlam po raz pierwszy
                    raz w ciaze bylam w 7. niebie i kochalam dziecko we mnie. Nie. Ale serce mi
                    peklo, kiedy stracilam pierwsza ciaze, bo uzmyslowilam sobie, ze juz nigdy nie
                    bede miala okazji przekonac sie jakim dzieckiem byloby to malenstwo. Inaczej
                    teraz podchodze do swojej drugiej ciazy...
                    Uwielbiam dzieci. Pracowalam jako au pair, przebywalam z obcymi dziecmi srednio
                    10 godzin dziennie przez rok... tesknie za nimi i nie potrafie inaczej o nich
                    mowic jak "moje dzieci".
                    Kazdy jest inny. Nikt nie ma obowiazku kochac kazdego nieletniego spotkanego w
                    swoim zyciu.
                    Trzymajcie sie cieplo!
    • mik5 Re: jest tak: nie chcę mieć dzieci 25.04.05, 06:58
      Cześć kosheen,
      pragnienie posiadania dziecka wcale nie musi pojawić się z określonym wiekiem.
      U mnie na przykład pojawiło się, kiedy dowiedzialm się, że jestem w ciąży.
      Wcześniej myslałam tak jak Kalina: bedzie dziecko to dobrze, a nie - drugie
      dobrze. Może powinnaś postawić sobie pytanie: czy naprawdę kategorycznie nie
      chcesz w danym momencie dziecka, bo np. finanse czy zwierzeta, czy jeszcze coś
      tam, czy też chciałbyś ale boisz się? Jeśli poczujesz to drugie, to może
      powinnaś zaryzykować (oczywiście w porozumienieu z Przyszłym Tatusiem). Dziecko
      to nie tylko odpowiedzialność i inne niedogodności związane z fizjologią, ale
      także wspaniały motywator i nauczyciel.
      No i Wasi rodzice zostaliby dziadkami, a jeżeli możesz liczyć na pomoc Dziadków
      w opiece nad dzieckiem, to jest naprawdę fajna rzecz. Nie tylko ułatwienie, ale
      Rodzina jest jakby pełniejsza.
      Pozdrawiam
      • kosheen4 Re: jest tak: nie chcę mieć dzieci 25.04.05, 11:04
        mik5 napisała:


        > No i Wasi rodzice zostaliby dziadkami, a jeżeli możesz liczyć na pomoc Dziadków
        >
        > w opiece nad dzieckiem, to jest naprawdę fajna rzecz. Nie tylko ułatwienie, ale
        >
        > Rodzina jest jakby pełniejsza.

        tu się zgadzam. gdyby nie było mnie i brata, rodzinne spędy byłyby chyba bardzo
        jednostronne, poprawne obiadki, rozmówki.. a tak zawsze się zdarzyła jakaś
        ciekawa aferka, albo młode (my) się tłukły bo przypadkiem zobaczyłam jak brat
        siusia i było to dla niego wielką ujmą, albo któreś wyjechało z czymś przy stole
        że uszy powiędły reszcie (co na szczęście dzisiaj jest wspominane jako zabawna
        anegdotka, hehe...)
        rodzice-dziadkami... tak, wiem, byłam pierwszą, ukochaną i wyczekaną wnuczką
        (jako się rzekło, brat pojawił się nieco póxniej mimo że starszy) i wiem jak
        dziadkowie się cieszyli. ALE moi rodzice póki co nie zdradzają tendencji do
        chęci bycia dziadkami.
        • mik5 Re: jest tak: nie chcę mieć dzieci 25.04.05, 17:56
          Ja Ci po prostu przedstawiam pewne plusy posiadania dziecka. A że rodzice nie
          przejawiają tendencji...? Nie muszą, ale nie wątpię, ze by się cieszyli. Moze
          po prostu czekają cierpliwie. Decyzja o pojawianiu się ich wnuka nalezy wszak
          do Ciebie i twojego partnera, nie do rodziców.
          • kosheen4 Re: jest tak: nie chcę mieć dzieci 25.04.05, 18:01
            mik5 napisała:

            > Ja Ci po prostu przedstawiam pewne plusy posiadania dziecka.

            smile
            plusy znam, owszem.
            a tak przypomniało mi się, jak to można się przy dziecku czegoś nauczyć.
            znajoma, osoba w moim wieku, ma synka. dzieciaczek spokojniutki (przynajmniej
            przy cioci kosheen) i przyniósł matce jedną naukę: przy podmywaniu, przewijaniu
            i innych czynnościach wymagających ściągnięcia body należy mu ptaszka przykrywac
            jakąś szmatką, chusteczką, czymkolwiek. mały tak ma, ze jak mu chłodne powietrze
            zawieje, to od razu siusia, jak to niemowlę, do góry, nie zważając na to, że
            mamusia ma na sobie nowiutką bluzkę albo świeży makijaż smile
            • mik5 Re: jest tak: nie chcę mieć dzieci 25.04.05, 18:20
              ano widzisz
              smile
    • michaellka Re: jest tak: nie chcę mieć dzieci 25.04.05, 10:40
      Nie chcesz mieć dziecka. To go po prostu nie mniej. Nie ma obowiązku posiadanie
      dziecka. Od siebie dodam, że nie rozumiem takich kobiet. Jak można być kobietą
      i mieć kochanego faceta i nie chcieć mieć dziecka. Dziecko to najwyższy wyraz
      miłości dwojga ludzi.
      • kosheen4 Re: jest tak: nie chcę mieć dzieci 25.04.05, 11:14
        michaellka napisała:

        >Jak można być kobietą
        > i mieć kochanego faceta i nie chcieć mieć dziecka.

        ano można. nie wiem czy to trafne porównanie, ale równie dobrze ktoś mógłby
        zapytać: jak można być dobrą, kochającą żoną i wymagać na mężu, żeby sam gotował
        sobie obiady i prasował koszule. no jak? nie chodzi mi tutaj o skalę
        porównawczą, żeby dziecko stawiać na jednym miejscu z obiadem czy żelazkiem, ale
        o wyznaczanie jakichś koniecznych kategorii warunkujących szczęśliwy związek.


        > Dziecko to najwyższy wyraz
        > miłości dwojga ludzi.

        powiem młodzieżowo i niecenzuralnie: bulszyt! wink.
        że dziecko wyrazem miłości - tak, owszem, zgadzam się, chociaż są i inne wyrazy,
        i trudno wyrokować, który z nich jest najwyższy.
        dla mnie wyrazem miłości jest, że robię niemałżowi pedicure, trzymam go za rękę
        kiedy jest mu źle, odganiam strachy, pomagam załatwić beznadziejną sytuację - i
        każda z tych rzeczy, ważna czy nieważna dla innych jest dla mnie świadectwem
        tego, że go kocham. od gładzenia po twarzy kiedy śpi, aż po wspólne z Nim
        prowadzenie spraw zawodowych i uczelnianych (ten sam kierunek).

        poza tym, twierdzenie jest krzywdzące dla kobiet i mężczyzn, które dziecka mieć
        nie mogą, dziecko odeszło, nie doczekało urodzin itd... czy to znaczy że miłość
        jest tak samo nieudana, jak "świadectwo" w postaci niedonoszonej ciąży czy też
        jej braku?
    • szyszunia75 Re: jest tak: nie chcę mieć dzieci 25.04.05, 11:46
      Witaj. Jakoś nie mam ochoty czytać całego wątku, odpowiem ci, co mi się
      nasunęło po pierwszym poście.
      Wiesz co, w tym całym macierzyństwie to sporo rzeczy jest... nadprzyrodzonych.
      Nie chcę tutaj pleść banałów, ani religijnych dywagacji. Ja jestem osobą do
      bólu oporządkowoną, racjonalną, praktyczną, zapobiegliwą, zamartwiającą się na
      zapas wszystkim, planującą najdrobniejsze szczegóły z przyszłości,
      przewidującą... No w każdym razie ścisły plan na wiele lat na przód. Tzn. tak
      było do niedawna. Chciałam mieć kiedyś dzieci, ale to kiedyś było dalekie. I
      mam wrażenie, że od pierwszej chwili, gdy poczułam, że CHCĘ ZARAZ, NATYCHMIAST
      MIEĆ DZIECKO, przez moje życie prztoczył się huragan, który je naprawił.
      Scenariusz życia był napisany na wielu alternatywnych kartkach, ale nic się nie
      układało, nie było w tym porządku. Przyszedł huragan, rozwiał kartki i porządek
      w jakim się chaotycznie ułożyły okazał się najlepszym z możliwych. Nie
      twierdzę, że od początku było cudnie i łatwo. Pierwszy rok życia mojego dziecka
      to istny survival. Ale efekty są wspaniałe. Można je podsumowac tak: dziecko
      rewelacyjne, zaskakujące i kochane. Mąż dobry, pomocny, najlepszy (a wcześniej
      tego nie wiedziała). Naprawione stosunki z moją mamą. Ogólne pogodzenie się ze
      światem. Doświadczanie dobra w każdej najtrudniejszej sytuacji. Spokój,
      dystans, takze do siebie i wielu niepokoi (czy ja dobrze wychowam dziecko, czy
      nie skażę go przeniesieniem relacji matka-córka z mojego domu, czy dam rade,
      czy się nie znudzę, czy nie będę chciała uciec, czy będe się umiałą z dzieckiem
      bawić, skoro sama nigdy nie czułam się dzieckiem...). Odczułam bardzo
      dokłądnie, ze dziecko to dar od Boga/losu/przeznaczenia - w co kto wierzy. Ja
      wierzę w Boga i mam wrażenie, że On właśnie łagodnie daje mi do zrozumienia, że
      pora na drugie dziecko. I spokojnie już do tego podchodzę. Wiem, że się
      wszystko ułoży.
      Może piszę nie na temat? Chodzi mi o to, że dziecka nie da się zaplanować (mimo
      tego, co mówią lekarze i specjaliści innych dziedzin). Dziecko sobe ciebie
      wybiera, a potem czeka was wspólne życie, zaskakujące takimi zdarzeniami,
      których w swej zapobiegliwości i wyobraźni nie byłaś sobie w stanie
      przepowiedzieć.
      A jeszcze co do strony praktycznej. Ja na przykład nigdy nie miałam psa i
      bałabym się na niego zdecydować. Tyle problemów, odpowiedzialności smile Ale
      wiem, że gdyby się któregoś dnia jakiś pies przybłąkał, to dałabym radę.
      Poradziłabym sobie. A potem pewnie byłoby wspaniale.
      I w sumie z dzieckiem jest podobnie.
      Pozdrawiam.
      • kosheen4 Re: jest tak: nie chcę mieć dzieci 25.04.05, 12:21
        szyszunia75 napisała:
        [ciach]
        ładnie napisane smile
        zaczynam dochodzić do wniosku, że ludzkim zyciem rządzi pewien schemat, opisany
        w ostatnim twoim akapicie:


        > A jeszcze co do strony praktycznej. Ja na przykład nigdy nie miałam psa i
        > bałabym się na niego zdecydować. Tyle problemów, odpowiedzialności smile Ale
        > wiem, że gdyby się któregoś dnia jakiś pies przybłąkał, to dałabym radę.
        > Poradziłabym sobie. A potem pewnie byłoby wspaniale.
        > I w sumie z dzieckiem jest podobnie.

        dokładnie. u mnie można tylko zmienić "psa" na "dziecka" big_grin owszem, problemy,
        odpowiedzialność, a wizyty u weta przeżywane i przeze mnie i przez każdego z
        osobna zwierza.
        heh, smieję się, że moi rodzice "wpadli" w te wakacje. dotąd mieli dwa
        spierniczałe psy, po kilkanascie lat, i zarzekali się, że absolutnie żadnego
        więcej, mowy nie ma. tere fere. w wakacje pojechali na wieś, i przyjechali z
        małą pchlarzycą, ratując ją od niechybnej śmierci.
        mała się nudzi cały dzien w towarzystwie dwóch bardzo zgryźliwych tetryków wink))
        z których żaden nie wyraża ochoty na całodzienne bieganie i zabawę z
        podrzucaniem piłki.

        no i kurczę? zanim ktoś jeszcze raz zada mi pytanie, dlaczego bywam na tym forum
        a nie mam dzieci, niech wniknie w ten post. o psach, kolorze pazurków
        najmłodszej (cudne, w paseczki czarno-brązowe, jak malowane), powarkiwaniach
        średniaka i kłopotach z percepcją najstarszego mogłabym go-dzi-na-mi! u was -
        ząbki maluchów, kłopoty wychowawcze ze starszymi i pomysły na menu komunijne, a
        u mnie - podpatrzona zabawa, jak sunia sama bawi się podrzucaną piłką, senior
        warczy przez sen a średniak nosi z radości kapcie mamy, kiedy mama wraca do domu
        (nawiasem mówiąc nosi tylko jej, do mnie na powitanie zawodzi i coś opowiada:
        auuuauauauuuu)...
        no i tak dalej. godzinami, godzinami! zamiast o pampersach to o nowej karmie... wink
        (może to skutek Czarnobyla. piliśmy tą ruską cocacolę, szczepionkę z jodem, ale
        chyba mi promieniowanie pomieszało - nie tyle priorytety co obiekty zainteresowania)
    • allija To po co tu zaglądasz? 25.04.05, 11:53
      Ja nie czytam forów, które w żaden sposób mnie nie interesują. Może jednak
      jest "cos na rzeczy", może masz jakies nieuswiadomione potrzeby macierzyńskie,
      może na zasadzie "chciałabym i boję się"?
      Nie wiem, co napisały kolezanki-mamy bo troche za dużo do czytania, jednak ja
      uważam, że skoro wyrażasz taki zdecydowany sprzeciw to, rzeczywiście, zrezygnuj
      z potomstwa. Dzieci, szczególnie te malutkie, wymagają wysiłku często ponad
      fizyczne siły i tylko miłość i zgoda kobiety na macierzyństwo pozwala przejść
      ten okres. Dziecko wymaga olbrzymiej cierpliwości i rezygnacji z części swojego
      życia (choćby z braku czasu, sił) więc jeśli to nie będzie dziecko chciane
      przez ciebie możesz je obwiniać o tę utratę.
      To nie jest tylko twoja sprawa, to także sprawa dziecka jaka matką będziesz.
      Jeśli masz byc matką z przymusu i obowiązku to lepiej będzie jak zrezygnujesz.
      Nie wszystkie kobiety musza miec dzieci, naprawdę.
      • szyszunia75 Re: To po co tu zaglądasz? 25.04.05, 12:07
        A jak można nie znając człowieka, nie zadając sobie nawet trudu przeczytania,
        co napisał wyżej w wątku tak autorytatywnie i zdecydowanie odradzać mu
        posiadanie dziecka? To nie jest wszystko czarno-białe, nie takie proste... A
        dzieci to nie tylko obowiązki i zmęczenie, przecież jako matka wiesz o tym
        dobrze. I właśnie o tym czymś-poza-zmęczeniem jest ten wątek.
        • allija Re: To po co tu zaglądasz? 25.04.05, 13:23
          Post autorki przeczytałam więc trud sobie zadalam. To nie ja odradzam jej
          posiadanie dziecka, to ona nie chce być matką.
          Wiem, że dziecko to nie tylko zmeczenie ale cała resztę trzeba umiec i chciec
          przyjąć. Nie można dziecku zpewnic tylko opieki, nie mozna mieć dziecka z
          rozsądku liczac, że je sie pokocha. A jak nie? To co wtedy?
          Ty zakladasz, że kiedy dziecko pojawi sie na swiecie to autorka na pewno je
          pokocha, że okaże sie cudowna matką, że nie moze byc inaczej. A jednak moze,
          rozejrzyj sie dookoła.
          Dziecko to nie przedmiot, który mozna odstawic na inną półkę jak coś mi sie nie
          spodoba. Nie mozna eksperymentować na dziecku, to żywa i czująca istota.
          • szyszunia75 Re: To po co tu zaglądasz? 25.04.05, 14:00
            Nie zachęcam do eksperymentów na dzieciach wink ale też nie odważyłabym się
            mówić komuś: aha - masz wątpliwości, boisz się, więc nie możesz mieć dziecka,
            nie, Ty nie, Ty się na matkę nie nadajesz.
            W treści wątku jest parę dodatkowych postów autorki, które wskazują na to, że
            sporo w niej myśli i wątpliwości się kłębi. O te posty mi chodziło.
            A dookoła się rozglądam. Właśnie widzę jak koleżanka z pracy z radością i
            przejęciem mówi o swoim synku. Pamiętam, jak kilka dni przed porodem
            zastanawiała się, co ona Z TYM zrobi. Nie twierdzę, że instynkt macierzyński
            się pojawia ZAWSZE. Ale gdyby nie był tak ogromną siłą, dawno wyginąłby ród
            ludzki...
            • allija Re: To po co tu zaglądasz? 25.04.05, 14:13
              Jest pełno dziewczyn w moim otoczeniu, które będąc mlodymi mężatkami ciagle
              gadaly o macierzyństwie, czekały na ciążę no i szczęśliwie zostały matkami. To
              jest dla mnie instynkt macierzyński, który pozwala miec nadzieję, że ludzie
              przez jakiś czas jeszcze będą zamieszkiwać tę plantę, nie wiem czy szczęśliwie
              dla niej zresztą.
              Wg mnie nie powinno sie mieć wątpliwości co do chęci posiadania dziecka. Tak
              jest bezpieczniej, dla dziecka.
              • szyszunia75 Re: To po co tu zaglądasz? 25.04.05, 14:23
                Byłoby bezpieczniej, zgadzam się. Ale człowiek jest wątpiącą trzciną,
                przynajmniej Pascal tak uważał. ”Wątpię, więc myślę. Myślę, więc jestem”.
                I chyba nadal w tym sporo racji.
      • kosheen4 Re: To po co tu zaglądasz? 25.04.05, 12:09
        allija napisała:

        > Ja nie czytam forów, które w żaden sposób mnie nie interesują.

        forum mnie interesuje. lubię dzieci. przyszłość zawodową wiążę z nauczaniem w
        szkole (podstawówka? gimnazjum?), tylko ze zdobywaniem regularnego wykształcenia
        obudziłam się z ręką w pełnym nocniku, niektórzy moi znajomi już doktoraty męczą wink
        tylko własne mnie nie tego jakoś. na pewno nie jest to zasada: chciałabym i boję
        się, bo nie. nie chcę. albo raczej: nie czuję potrzeby przekazywania swoich
        genów - a wiem że na przykład niemąż potrzebuje.


        > Jeśli masz byc matką z przymusu i obowiązku to lepiej będzie jak zrezygnujesz.
        > Nie wszystkie kobiety musza miec dzieci, naprawdę.

        wiem smile
        jeśli zdecyduję się na dziecko, to ani z przymusu, ani z obowiązku, a prędzej -
        z rozsądku. po to, żeby w przyszłości zmniejszyć ryzyko zachorowania na niektóre
        nowotwory, po to, aby przynieść światu być może nowego dobrego człowieka, po to
        wreszcie, by małżon poczuł się ojcem. jeśli już będzie to zapewne je pokocham, a
        na pewno będzie mnie dziwić, jak to z kawałka śliskiej substancji męskiej wink
        wyszedł CAŁY człowiek, taki z włosami, paznokciami i pępkiem. to zresztą już
        dzisiaj jest dla mnie fascynujące, jakim cudem dziecko jest podobne jednocześnie
        do mamy i taty, i nie wychodzi z tego potwór, skoro rodzice tak się od siebie
        różnią. wiem, mendel czy jak mu tam, i te sprawy dziedziczenia... smile

        a forum jest rewelacyjne smile bywam bo lubię.
        nawiasem mówiąc - muszę się przyznać, że jestem w ciąży. wirtualnej. na
        grzenda.art.pl rośnie nam virtualniaczek big_grin więc może dlatego, że jestem
        elektroniczną mamą zaglądam na e-mamę? wink
        • anoosia2 Re: To po co tu zaglądasz? 25.04.05, 15:21
          Ja zaglądam na forum artystyczne mimo, że nie mam talentu uwielbiam czytać o
          ich pracach metodach i tak dalej daje mi to nowe spojrzenie na różne rzeczy po
          prostu sprawia mi to przyjemnośc i wydaje mi się że nie powinno być prohibicji -
          ty nie masz dziecka więc wara a już jak nie chcesz to rzucimy w ciebie
          czosnkiem ( na wszelki wypadek)smile
          Posiadanie dzieci to indywidualna sprawa
          Ja nagle mimo braku "warunków" sprzyjających zdezydowałam się chcę teraz
          natychmiast, a jak przez pare miesięcy, a jak nie wychodziło to czarna rozpacz
          mnie ogarniała. Zachodząc w ciąże miałam 24 lata i wcześniej lubiłam cudze
          dzieci ale swoje nie planowałam ale jakiś przymus we mnie nastąpił , że to musi
          być teraz to dziecko. Przez ciąże to małe stworzenie, które we mnie rosło i
          robiło straszne rzeczy z moja skórą tak mnie opętało, że nie zwracałam uwagi
          ani na rozstępy ani na inne niedogodności. A jak zaczął się poród to wcale nie
          myślałam o moim aniołeczku ale o bólu i wylazła po wielu godzinach (pociężkim
          porodzie ważyła 4600) to pomyślałam ale ona wielka i koniec ( zdawało mi się że
          będe czuła błogosć i takie tam) nawet nie pomyślałam żeby spytać czy jest
          zdrowa ja po prostu wiedziałam że tak. Dopiero jak leżałysmy sobie razem na
          łóżku i patrzyłyśmy w oczy pomyślałam (jak w filmach postać przed śmiercią
          przeżywa film ze swojego życia) o tym że może będzie ryczeć, pyskować ,
          kłamać, uciekać z domu, będzie brać narkotyki i wszystko inne co może ją złego
          w życiu spotkać nawet nie ją ale nas razem z nią. A ona popatrzyła na mnie i
          wszystkie te pierdoły wywietrzały mi z głowy może stanie się cos nie tak może
          nie będzie taka jak bym chciała żeby była ale stała się nieodzownym elementem
          mojego życia takim ciepłem, światełkiem.
          Nigdy nie żałowałam że jest, stanowi najwyższą wartość bo jest człowiekiem a
          jej życie jest naturalną koleją rzeczy, odemnie zależy czy stworze jej dobry
          swiat żeby kiedys potrafiła żyć sama a ja będe tyko patrzeć i wspierać.
          ^^^^^^^
          Ja wierze i rozumiam, że myśl o dziecku może budzić mieszane uczucia i nie
          każdy ma obowiązek wychować dziecko są inne drogi w życiu a ludzie mają prawo
          wyboru i ich życie ma taką samą wartość jak tych którzy zdecydowali się na
          dzieci
    • mama_debiutantka jest tak: mam dla Ciebie świetne wieści 25.04.05, 14:15
      nie ma przymusu wink

      a poważnie. nie chcesz to nie miej. po co się zmuszać?
    • sta_mag Re: jest tak: nie chcę mieć dzieci 25.04.05, 14:36
      A mi się wydaje, że jak to się ładnie mówi "nie poczułaś jeszcze woli bożej".
      denerwują mnie posty w stylu:"nie rozumiem jak można nie chcieć, nie kochać
      słodkiego maleństwa, owoocu miłości itp." Toż to bzdety jakieś, wcale ich nie
      słuchaj. Ja też długo twierdziłam, że nie chce, wszyscy wokól zachodzili w
      ciąże a ja się cieszyłam w duchu "dobrze że to nie ja". Też bardzo lubiłam
      dzieci odkąd pamiętam, wszyscy byli w rodzinie przekonani, że nie będę długo
      czekać a mi się nie spieszyło. Nagle mnie trzepnęło, do tej pory nie rozumiem
      jak to możliwe, jednego dnia nie chcieć a drugiego aż wyć za dzieckiem. Ale tak
      chyba u mnie objawił sie ten "instynkt macierzyński", miałam 27 lat, byłam 3
      lata po slubie i po prostu wiedziałam że teraz już chce, muszę. Bardzo możliwe,
      że Ciebie nigdy nie "trzepnie", no i trudno. Ale nie zapieraj się tak, wszystko
      jeszcze przed Tobą, moją koleżankę dopadło jak miała 31 lat i też dobrze. Nic
      na siłę. Pozdrawiam.
      • kobieta_atleta Re: jest tak: nie chcę mieć dzieci 25.04.05, 17:03
        witam
        Ja mialam podobnie jak ty. Dziecko?? Myslalam, ze to uwiazanie,
        odpowiedzialnosc, koniec z zyciem jak sie chce.
        Ale ku mojemu zdziwieniu maciezynstwo okazalo sie czyms tak cudnym ze ciezko mi
        znalezc slowa.
        Synek zostal poczety "za pomoca wpadki". Najpierw szok, panika, a potem 9
        miesiecy przyzwyczajania sie do tej mysli....
        kamilek ma 3 miesiace i dopiero teraz z przekonaniem stwierdzam ze nic lepszego
        mi sie w zyciu przydarzyc nie moglo. Przyznam ze poczatki byly ciezkie... ale
        teraz wystarczy jeden szczery, szczerbaty i cudowny usmiech i wiem po co zyje.
        Byc moze jest tak tez poniewaz synek jest "zlotym dzieciakiem" i nie sprawia
        zadnych klopotow. Maz chetnie zostaje z mlodym, a ja mam wychodnesmile chodze
        sobie na fitnes, silownie itp. generalnie robie wiekszosc rzeczy ktore mnie
        pasjonowlay przed ciaza.
        pozdrawiam
    • kosheen4 ha! to chyba dziedziczne! 30.04.05, 23:04
      zapytałam dzisiaj moją mamę raz jeszcze: czy to bie była bujda z tym, że nie
      chciała mieć dzieci?
      nie była.
      to była klasyczna wpadka, tyle że małżeńska (do udowodnienia, bo urodziłam się
      równo w rok po slubie, ciąży nie da się przenosić trzy miseiące big_grin).
      mama poradziła mi również, zeby nie wspominać o tym zbyt często, bo to bywa
      traktowane jak dziwactwo.
      i zgadzamy się w jeszcze jednym: dziecko nie jest największym wyrazem miłości
      małżeńskiej.
      poza tym jako podsumowanie, następujący wniosek: kobieta, która nie chce mieć
      dziecka jest w stanie je pokochać. najlepszym dowodem jest miłość mojej mamy smile))
      • olamad Re: ha! to chyba dziedziczne! 01.05.05, 20:46
        A co na to Twój niemąż? Czy on wie, ze istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo,
        że nigdy nie będzie ojcem???
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka