Siedzę sobie z moim Półtorarocznym w piaskownicy parkowej i ok. Dzieci się
bawią - komuna, wiadomo. Jedni robią baby z piasku, drudzy je burzą itp.
Zawsze się pytam, jak coś pożyczamy, nie pozwalam sypać pisakiem po
oczach

, ogólnie grzeczną

piaskownicę odwiedzamy.
No i taka scena: syn podchodzi do babek z piasku, które robiła dziewczynka.
Ja mówię "Kochanie, nie burz, zobacz, jakie ładne". Mały się mnie słucha,
zatrzymuje, przygląda i nagle dopada go jakas babcia i łapie na ręce. Zaczyna
huśtać, kołysać i zabawiać gwałtownie, mówiąc "Zostaw, zostaw te babeczki".
Trochę zdębiałam, ale widzę, że nie miała złych intencji. Nie wiem tylko po
co interweniowała, skoro ja sama skutecznie pilnuję swojego dziecka. Końcem
końców - synek się rozryczał na dobre, bo przeraził się trochę. Wziełam go od
razu od kobiety, która notabene, jeszcze chwilkę chciała go potrzymać i
zagadując, tłumacząc, że wszystko dobrze, że pani chciała się pobawić, szybko
zdezorientowanego Brzdąca uspokoiłam.
Ale trochę to we mnie siedzi.
Jak Wy byście zareagowały?
pzdr