wczoraj siedzialam sobie na laweczce czytajac ksiazeczke, synek smacznie spal
w wozeczku, a tu nagle po drugiej stronie "rzeczki", czyli nie za daleko, ale
tez nie blisko, idzie pani z chlopcem na oko 5-7 lat. pani mogla byc babcia
albo "pozna" mama, roznie to teraz bywa, trudno okreslic mi dlatego wiek.
w kazdym razie krzyczala strasznie na chlopczyka, ze jak chcial to mogl do
domu sobie isc, a nie chowac sie gdzies przed nia. a tak zamordowalby go
ktos, ubil w ciemnej piwnicy i by go nie znalazla

nie wiem co chlopczyk przeskrobal, ale takiego tekstu to bym w zyciu dziecku
niezaleznie od wieku nie powiedziala. krzyczala tak, ze ja bylo na duzym
obszarze slychac, a chlopczyk mial tak przerazona mine, ze az mi sie go
szkoda bardzo zrobilo

ach te metody wychowawcze..
jedno jest pewne. po takiej reprymendzie ja juz bym chyba sie bala z domu
wyjsc, bedac dzieckiem..