agawka2
22.07.05, 20:06
często czytam wasze posty o pieskach, ale w swej naiwności myślę sobie: e tam
przesadzają, właśnie wróciłam z 14mc synkiem ze spaceru, koło placu zabaw
rzucił się biegał mój synek, nagle słyszę straszliwy tupot jakiejś bestii i
niefrasobliwe okrzyki pana Kaja, Kaja intuicja kazała mi chwycić małeg na ręce
a tutaj dobiega psina - owczarek podhalański i rzuca się na nas kilka razy,
pan z trudem ją przywołał w ręku trzymał smycz (ale chyba jako atrapę) mnie
zatkaa serce waliło mi jak młotem mały przerażony, a pan głaszcze psinkę po
główce i pociesza, że nie udała jej się pożreć dzieciaka. Specjalnie nic nie
mówiłam, czekam na przepraszam, a gdzieżby! Piesek pobiegł sobie dalej, dzikim
pędem wpadł na plac zabaw i tyle ich było widać.... nie mam nic do zwierząt
ale chyba zaczynam nieniawiedzieć ich właścicieli...