Dodaj do ulubionych

Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie

01.08.05, 12:34
chciałam sie z wami podzielić czymś co mnie dręczy od pewnego czasu i
dowiedzieć się jaką wy macie opinię n aten temat.
Mamy grono znajomych ,z którymi spotykamy się od czasu da czasu.Są to
przeważnie urodziny naszych dzieci albo nasze nczyli dorosłych.Są też grille
czy ogniska bez okazji a raczej są okazją do wypicia i dobrej zabawy.I tu
zaczyna się problem.To że raczej zawsze wszyscy zabieramy ze sobą dzieci jest
normą choć ja jak mam możliwość i wybieramn się na imprezę dla dorosłych to
wolę córę zostawić z teściową,która z nami mieszka lub z kuzynką która wtedy
do nas przychodzi.Jeśli natomiast impreza jest u nas lub musze wziąć ze sobą
córkę to staram sie jej zapewnić jakieś atrakcje z dala od suto zastawionego
stołu i alkoholu.Dostaję pasji szewskiej natomiast kidy od 11 lat musimy
znosić towarzystwo dziecka jednej z par.Nie byłoby może w tym nioc dziwnego
gdyby nie to że dziecko zachowuje się przy stole jak świnia.Wpada rzuca się na
wszystko pochałnia większość jedzenia(ale tylko tego najlepszego
gatunkowo)wypija całą popitkę do alkoholu.Potem jeszcze na koniec wylicuje
talerz.W międzyczasie jęczy że mu niedobrze,zadaje nam zagadki itp itd.No dla
mnie jest nie do pomyślenia żeby dziecko w tym, wieku czynnie(czasami popija
piwko)uczestniczyło w impezie dla dorosłych.Pijemy wódkę bądź piwo czasami
jest ostro dyskutujemy klniemy i zdaża sie ze wtdey rodzić tego dzieka mówi"
przecież tu jest dziecko"Ostatnio nie wytrzymałam i powiedziałm "no własnie co
on tu k.m. robi???Wyraziłam swoją opinię że nie jest on dla mnie odpowiednim
towarzystwem do picia ani tym bardziej do dyskusji.(fakt że teraz nie piję bo
jestem w ciąży)Ale najbardziej wkurzyło mnie to,że całe towarzystwo które
zawsze po tych imprezach narzeka na to samo ulotniło się i nikt mnie nie
wsparł a do tego rodzice stwierdzili że skoro tak to oni już ngdy z nim
nigdzie nie przyjdą.Taki kompletny brak zrozumienia tematu.Niech oni biorą go
ze sobą niech nałożą mu po ludzku trochę jedzenia na talerz i wyślą do
drugiego pokoju.Niech on już nawet przyjdzie co jakiś czas i coś tam pogada
ale siedzenie całą imprezę z pijanymi ludźmi wydaje mi się mało dobrym
pomysłem.Ojciec dziecka w pijackim uniesieniu zarzucił mi ze przerwałam mu
poważną rozmowę o rodzinnych kłopotach(ludzie czy to jest miejsce i czas na
takie dyskusje???)Kiedy ojciec bełkocze do syna ze jest łamagą,pierdołą itp
itd.Ja nie przesadzam ale to napradwdę tak wygląda na każdej iprezie wszyscy
sie modlą,zeby przyszli dopiero jak każdy zdązy skosztować poczęstunku.Jak oni
wchodzą z 2 dzieci to ze stołu znika wszystko(zostaje tylko ser żółty o ile
nie kosztował więcej niż 30 zł bo wtedy napewno zniknie)
Ta sytuacja wkurzała mnie od zawsze i mam teraz spokój bo albo coś zrozumieli
i zachowanie sie zmieni a jak nie to nie przyjdą wogóle i dzięki Bogu bo mam
dość durnych ludzi!!!
Obserwuj wątek
    • chimba Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 01.08.05, 12:38
      Widzisz są imprezy i imprezy - ja na których bywam dzieci razem z nami siedzą -
      no chyba że zabraknie krzeseł - i jakoś nikomu to nie przeszkadza - tym
      bardziej, ze nie wiem, może to dziwne imprezy - nie klniemy, nie upijamy się,
      więc może to nie o takie imprezy chodzi jak ja myslę.
      • michiko mnie też to doprowadza do szału- miejsce dzieci 01.08.05, 12:43
        nie jest przy stole na imprezach dla dorosłych.
        Nic do rzeczy nie ma ile kto wypije.Chodzi o fakt.
    • pade Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 01.08.05, 12:45
      Dzieci zachowują się tak, bo rodzice na to przyzwalają.
      Co niezbyt dobrze świadczy przede wszystkim o rodzicach, a potem o dzieciach.
      11 jakiś juz tam rozum ma.
      Na imprezach organizowanych przez moich rodziców, dzieci zawsze miały drugi
      stół i bawiły się w innym pokoju. Jak impreza się przeciągała, goście
      zaprowadzali dzieci do domów i usypiali.
      Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji jak opisujesz u siebie w domu, to jest dla
      mnie po prostu nie do pomyślenia. Jak mozna pozwalać dziecku, żeby zżerało cały
      poczęstunek, który nie jest przecież przeznaczony tylko i wyłącznie dla jego
      rodziny.
      A już pijaństwo w towarzystwie dziecka, wymyślanie mu, przekleństwa itd. to
      gruuuba przesada. Matka powinna od razu wyprowadzić syna do innego pokoju, albo
      po prostu nie zabierać go ze sobą, a nie mieć pretensje do gospodarzy czy
      gości. To jakiś obłęd.
      Gratuluję odwagi, tak trzymać!
      • pade I jeszcze jedno 01.08.05, 12:54
        Wprowadziliśmy z mężem zasadę, że nie rozmawiamy o finansach, o problemach
        dotyczących rodziny i znajomych, czy na inne drażliwe tematy przy dzieciach.
        Dyskutujemy o nich dopiero jak jesteśmy pewni, że śpią.
        Dzieci rozumieją bardzo dużo, jedno bardzo się przejmie tym co podsłucha,
        drugie powtórzy temu komu nie trzeba, albo zinterpretuje po swojemu, trzecie
        zechce naśladować. Dzieci są dziećmi i póki są małe, od problemów dorosłych
        należy je trzymać z daleka.
    • michiko ale niektórzy rodzice tego nie rozumieją ponieważ 01.08.05, 12:59
      podobnej zasady nie wpojono im w rodzinnym domu.
      Dzieci nalezy trzymać z daleko od stołu i rozmów dorosłych. U mnie jest zasada,
      że na imprezy, kolacje, grilla znajomi przychodza SAMI. jak im nie pasuje to
      ich problem jak nie musze znosic ich dzieci, które są rozbestwione do granic
      możliwości.Nie musze słuchać ich jęków, zaczepiania psów i innych spraw.
      Nie przychodzą i już bo to ja ustalam zasady w moim domu.
      • pade Re: ale niektórzy rodzice tego nie rozumieją poni 01.08.05, 13:09
        Wiesz, gdyby kilkoro znajomych zgłosiło chęć przyjścia z dziećmi to
        zaprosiłabym , czemu nie, tyle, że zorganizowałabym zabawę i poczęstunek dla
        dzieci w innym pokoju.
        Zresztą na dzieci zawsze trzeba mieć wzgląd i powstrzymywać się przy nich od
        przeklinania, obgadywania kogoś itp.
        Z drugiej strony dzieci nie powinny wtrącać się do rozmowy dorosłych,
        przerywać, czy tez siedzieć z nimi przy stole i słuchać wszystkiego o czym
        rozmawiają. Ale tego muszą nauczyć rodzice. A jak na wszystko jest przyzwolenie
        to nic dziwnego, że potem inni nazywają takie dzieci rozwydrzonymi bachorami.
      • karolcia111 Re: ale niektórzy rodzice tego nie rozumieją poni 01.08.05, 13:09
        michiko, przepraszam że pytam , czy Ty masz dzieci??
        • michiko owszem mam 01.08.05, 13:18
          Moje dziecko nie siada z gośćmi przy stole, ewentulanie grzecznie się przywita
          i idzie do swoich zajęć.
          Jeśli czegoś potrzebuje to może grzecznie poprosić i jeśli jest taka mozliwość
          to to dostanie.
      • karolcia111 Re: ale niektórzy rodzice tego nie rozumieją poni 01.08.05, 13:13
        pytam z ciekawści, bo chyba nie chciałabym być Twoim gościem. jeżeli ktoś by
        mnie zapraszał i powiedział wpadnijcie ale bez dziecka bo ja ustalam zasady w
        moim domu to bym powiedziała że mam gdzieś jego zaprosiny. mimo że moje dziecko
        jest grzeczne i za stołem dla dorosłych nie przesiaduje
    • ankazmalym Re: michiko 01.08.05, 13:24
      a ile Twoje dziecko ma lat?
    • g0sik Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 01.08.05, 13:38
      Jak Cię nie stać na zorganizowanie imprezy to może lepiej nic nie robić niż
      wygadywać i żałować jedzenie? Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że
      jedenastolatek jest w stanie zjeśc wszystko co zostało przygotowane dla gości.
      Sam sposób zwrócenia uwagi też jest żenujący. Jeśli od tylu lat utrzymujecie
      kontakty to może wystarczyło szczerze powiedzieć że nie życzycie sobie
      obecności dziecka?
      • kasik751 Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 01.08.05, 17:46
        Owszem jedenastoletni chlopiec moze pochlonac niewyobrazalne ilosci zarcia
        zwlaszcza jesli jest akurat glodny i np. chce sie popisac.
        Pozdrawiam.
    • zumaminka Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 01.08.05, 13:43
      Tak jak pisałam nie jest dla mnie problemem zabieranie dziecka ze sobą,bo
      rozumię ze ktoś może nie mieć z kim zostawić, czy mieć takie zasady,ze dziecko
      wszędzie ze sobą bierze.Ja pamietam imprezy z mojego domu,tak jak któraś z was
      pisała dzieci przebywały w innym pokoju miały swój stolik i poczęstunek.
      Co do pytania jak te nasze imprezy wyglądają to jest róznie- czasami tylko
      sączymi drinki i wymieniamy poglądy a czasami ostro pijemy i głośno dyskutujem,y
      używając niecenzuralnych wyrazów i śpiewając w niebogłosysmileJa nie widzę w tym
      nic dziwnego,że dorośli mają ochotę się tak bawić i nie jest to miejsce dla
      dzieci!!Dla dzieci organizujemy oddzielne uroczystości-urodziny,specjalne
      ogniska, grile,Mikołaja,zabawy w karnawale.Wtedy przeważnie alkoholu nie ma
      wogóle lub jest w śladowych ilościach.
      • maxim31 Zuzaminko! 01.08.05, 13:54
        Po pierwsze - nie użuwa sie formy "rozumię" tylko rozumiem. Mówił ostatnio o
        tym prof. Miodek.
        Po drugie - nie wierzę, żeby jedenastoletnie dziecko mogło wszystko wyjeśc ze
        stołu. Sama mam syna w tym wieku - je dużo, ale bez przesady. Co to więc za
        impreza, na której wylicza się jedzenie?

        Z jednym się zgodzę - dzieci nie powinny przesiadywac przy tym samym stole co
        popijający, przeklinający dorośli. A nawet nieprzeklinający - w końcu są
        tematy, których nie trzeba przy małoletnich poruszac. I nie chodzi nawet tutaj
        o dyskomfort dorosłych - tylko o dobre, nieskażone alkoholową zabawą oraz
        przerywnikami samopoczucie dzieci. Szkoda, że rodzice o tym nie myślą.
        • cruella Re: Zuzaminko! 01.08.05, 14:00
          maxim31 napisała:

          > Po pierwsze - nie użuwa sie formy "rozumię" tylko rozumiem. Mówił ostatnio o
          > tym prof. Miodek.

          smile))))))
          Przyganiał kocioł garnkowismile))))
          • karolcia111 Re: Zuzaminko! 01.08.05, 14:11
            otóż tosmile)))
        • zumaminka Re: Zuzaminko! 01.08.05, 14:34
          Po pierwsze dziękuję serdecznie za upomnienie mnie za złą formę wyrazusmileCoś mi
          nie grało ale nie przeczytałam drugi raz i wpadka gotowa.
          Po drugie-zapraszam serdecznie do mnie w listopadzie na urodziny zobaczysz ile w
          stanie jest zjeść to dziecko.Jedzenia nie wyliczam i chyba dobrze widac w moim
          poście ze nie o to chodzi. Jeśli robię imprezę to chcę żeby każdy miał
          możliwość spróbowania tego co podam.Ostatnio robiłam iprezę
          serowo-wędlinową.Kupiłam kilkanaście rodzajów sera i wędlin i wyobraż sobie,że
          niektórzy goście nie mieli okazji spróbować niektórych rzeczy bo zniknęły nim
          naszła ich ochota.A gości i jedzenia było niemało.To nie jest tylko moje zdanie
          i spostrzeżenie bo ludzie później komentują.Nie chcę cię urazić ale moze masz
          słabą wyobraźnię,bo ja byłam świadkiem jak ten chłopiec wypijał soki litr po
          litrze do tego colę,przejadał 40dkg szynki(dosłownie)sam głośno nam o tym
          donosiłsmilePotem brał na kolana całą miskę chipsów bądź sałatki i jadł prosto z
          miski łyżką którą się nakłada.Ja wyszłam bo zrobiło mi się słabo z wrażenia.Nie
          chcę być obrzydliwa ale on potrafił zwymiotować i pochłaniać dalej.Brak mi słów
          na takie zachowanie i to nawet nie dziecka tylko rodziców którzy do tego
          dopuszczają.
          • pade Re: Zuzaminko! 01.08.05, 14:48
            To już jest po prostu obżarstwo! I jak to dziecko będzie wyglądać za kilka lat?
            Rodzice są nieodpowiedzialni, bo raz, nie dbaja o zdrowie dziecka, dwa,
            narażaja innych na oglądanie jak ich dziecko ...hm jedzeniem tego nie można
            nazwać, żre?
            Obrzydliwe!!!
      • leli1 Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 01.08.05, 13:58
        zgadza się, dzieci nie powinny uczestniczyc w imprezach dla dorosłych. Pomijając alkohol i ewentualne przekleństwa, to chodzi o zwykły luz w prowadzeniu dyskusji. Wiadomo ze nie bede sie ani przy swoim ani przy innych dzieciach zachowywac swobodnie, podejrzewam ze wiele z was tak ma. Jesli mam sie dobrze i bez skrepowania bawic nie zabieram dziecka zeby ani sobie ani innym nie robic kłopotu. Jesli nie mam z kim zostawiac to po prostu daruję sobie tą imprezę. Na szczescie w moim otoczeniu wszyscy myslą podobnie i albi spotkanie jest całkiem bez dzieci, albo bawią sie w oddzielnym pokoju i faktycznie z własnym poczestunkiem.
    • e_r_i_n Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 01.08.05, 14:46
      Ja nie wyobrazam sobie wziecia dziecka na impreze, na ktorej alkohol leje sie
      strumieniami tak, ze towarzystwo robi sie pijane. I tu juz nie jest wazne, czy
      dziecko jest z rodzicami przy stole, czy w drugim pokoju - takie imprezy
      w ogole w towarzystwie dzieci nie powinny sie odbywac (moim zdaniem).
      Natomiast jest to wizyta znajomych czy wiekszej ich grupy, to dzieci moze nie
      siedza przy stole (poza jedzeniem - wtedy jedza z doroslymi), ale tez nie sa od
      niego odganiane jak upierdliwe muchy.
    • vatum Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 01.08.05, 15:52
      Może też być i tak, że temu dziecku w dniu imprezy nie dają za dużo jeść, bo naje się u cioci na imieninach czy urodzinach. Dlatego wpada wygłodniały i pożera co wlezie.
      Myślę, że można brać dzieci na takie imprezy, ale do pewnego wieku. Małe można uśpić później w drugim pokoju i jest ok. 11-latek już jest za duży na chodzenie z dorosłymi. Klucz na szyję i siedzi w domu albo u kolegi i tam nocuje. Z tym że pewnie nikt nie chce go zapraszać żeby nie zbankrutować...
      • akseinga Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 01.08.05, 17:28
        Ja uważam, że impreza zakrapiana to nie miejsce dla dziecka. Co innego
        "imieniny u cici" a co innego spotkanie ze znajomymi przy alkoholu. Napewno
        takie spotkania nie są częste i można z dużym wyprzedzeniem zorganizować
        dziecku opiekę. Nawet kiedy dzieci są w drugim pokoju to prawie tak jakby
        siedziały przy stole bo z każdym kieliszkiem czy piwkiem podnosimy głos.
        Lubię od czasu do czasu takie spotkania, ale tylko bez dzieci.
        Do pasji doprowadzają mnie rodzice w knajpie z małym dzieckiem, nawet jeżeli to
        jest ogródek przed. Człowiek idzie się zrelaksować pogadać ze znajomymi a tam
        domowe przedszkole.
        Kiedy nie mieliśmy z kim zostawić małej to raz wychodziłam ja a raz mąż.Ale
        przeważnie w takich sytuacjach babcia jest niezastąpiona.
        • lucia74 Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 01.08.05, 20:29
          Chyba trochę przesadzasz. Czym się różni impreza u znajomych a imieniny u
          cioci? Na imieniach u cioci też się przeważnie popija i dyskutuje na różne
          tematy. Chodzę do ogródków piwnych z dziećmi, jest to jedyna możliwość żeby
          wyjść gdzieś z mężem bo dzieci nie mam z kim zostawić i nie zauważyłam, żeby
          komuś przeszkadzały, siedzą sobie grzecznie i zajadają chrupki.
          • akseinga Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 01.08.05, 20:40
            U mnie różni się zasadniczo. Na imieninach u cioci, babci itp. my z mężem nie
            pijemy bo jesteśmy z dzieckim, wychodzimy po 19 bo młoda przed 20 zasypia, a
            kiedy spotykamy się ze znajomymi to wypijamy po parę piwek, prowadzimy
            dyskusje , tańczymy a na drugi dzień odsypiamy i dlatego wg mnie to nie jest
            miejsce dla dziecka w przeciwieństwie do rodzinnych uroczystości na których
            moja córa wiedzie prym śpiewając sto lat. Nie mam nic przeciwko parze z dziećmi
            w ogródku piwnym , ale nie z klikumiesięcznymi w godzinach wieczornych.
            • lucia74 Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 01.08.05, 20:56
              Muszę przyznać Ci rację. Zrozumiałam, że generalnie nie tolerujesz dzieci w
              ogródku piwnym, wieczorem oczywiście odpada. Co do imprez z tańcami to
              zapomniałam już jak to jest, dawno nie byłam właśnie ze względu na dzieci.
    • michiko I masz całkowita rację. 01.08.05, 20:46
      podobnie jak ja nie masz obowiązku znosic cudzego, niewychowanego dziecka.
      Ja na imprezie wśród ścisłego grona mam prawo sobie wypic więcej niez zwykle,
      zakląć jesli potrzeba lub zatańczyć na stole. Dzieci mają to do siebie że w
      wieku 11..... i wiecej zaczynaja poiprostu polotkować. Świadomie czy nie.
      I bardzo często wychodzą po tym rózne 'kwiatki".
      Miejsce dzieci w godzinach wieczornych i nocnych jest w łózkach a nie przy
      stole na dorosłej imprezie.
    • berecik7 do pade 01.08.05, 21:36
      Podobna zasada była wprowadzona w domu mojego męża. Nie rozmawiało się o
      problemach drażliwych (chociaż były!) i o finansach. Skutek - kompletny brak
      empatii u mojego męża i jego młodszego brata, którzy wierzyli, że żyją w
      idealnym świecie, gdzie nie ma problemów itp. Potem życie mocno ich
      roczarowało. Młodszy ma duuuże problemy z osobowością. Owszem, dziecko nie może
      dźwigać problemów nieadekwatnych do jego wieku, ale tez nie może być calkowicie
      izolowane od takich tematów, wszelka przesada jest niezdrowa.
      • pade Re: do pade 01.08.05, 23:42
        Moje dzieci mają niecałe dwa i siedem lat. Trochę za wcześnie z oswajaniem z
        problemami świata "dorosłych".
        Synkowi tłumaczę czasem dlaczego nie mam pieniędzy, albo w łagodny sposób
        wyjaśniam konflikty.
        Nie chcę by moje dzieci od maleńkiego wysłuchiwały jakie to mamy problemy, kto
        kogo i za co nie lubi itd.
        Np. czasem mam kłopoty z teściową, a chcę by syn szanował babcię. Czy mam
        skarżyć się mężowi przy synku? Bez sensu.
        Wolę poczekać aż pójdzie spać. Poza tym dzieci baaardzo dużo rozumieją i
        dokładnie wyczuwają sytuację. Zeby za duzo się nie domyślał, czasem mu
        wyjaśniam o co chodzi, a czasem gdy się dopytuje a ja wolę by nie znał
        szczegółów tłumaczę, że to sprawa dorosłych.
        Powoli, wraz z wiekiem będzie wtajemniczany.
        Pewnego dnia, gdy powiedziałam synkowi, że nie mam pieniędzy, usłyszałam: mamo
        to ja Ci pożyczę, to nie kupuj mi loda, itd. Było starsznie przyko i głupio, że
        obarczam dziecko swoimi problemami.
        Czasem tez złoszczę się na męża, albo on na mnie i głupio mi, że dzieci na to
        patrzą, tym bardziej, że ponosi mnie czasem i krzyczę. Wolę więc pokłócić się
        cichutko wieczorem a dzieci niech śpią spokojnie.
        Empatia nie ma nic wspólnego z wysłuchiwanie skarg i pretensji, czy tez
        martwieniem się o pieniądze.
        Moje dziecko doskonale rozumie sytuację i nie dopomina się np zabawek czy
        innych pierdół. Uczę go cieszyć się z tego co ma i że raz jest lepiej, raz
        gorzej. Wie, że jak będzie lepiej wynagrodzimy jego wspaniałe zachowanie.
        Wie o naszych problemach tyle ile powinien. Ale dopusczanie do tego by dziecko
        od małego słuchało tego co nie jest przeznaczone dla jego uszu uważam za
        przesadę.
        U mnie w domu:
        nikogo nie "obgaduje się" przy dzieciach;
        nie przeklina się przy dzieciach,
        nie roztrząsa się problemów finansowych,
        nie omawia się problemów innych,
        nie omawia się kłopotów zdrowotnych podając szczegóły.
        Na to wszystko przyjdzie czas. Dziecko dorośnie, dojrzeje do zrozumienia
        pewnych spraw, będziemy je wtajemniczać. Na razie jest informowane o wszystkich
        sprawach, które dotyczą rodziny w sposób adekwatny do wieku.
        • judytak Re: do pade 03.08.05, 17:50
          pade napisała:

          > U mnie w domu:
          > nikogo nie "obgaduje się" przy dzieciach;
          > nie przeklina się przy dzieciach,
          > nie roztrząsa się problemów finansowych,
          > nie omawia się problemów innych,
          > nie omawia się kłopotów zdrowotnych podając szczegóły.

          całkiem sensowne zasady :o)
          tylko dlaczego miałyby obowiązywać tylko "przy dzieciach"?
          a nie na każdym spotkaniu towarzyskim?
          poważne problemy finansowe i poważne problemy innej natury (swoje i innych) i
          tak omawia się tylko w bardzo ścisłym gronie tych, których rzecz dotyczy, a i
          wtedy krótko i raczej powściągliwie,
          a problemy "zwyczajne" (ktoś się z kimś nie może dogadać, ktoś nie może znależć
          pracy, itp. itd.) nie zaszkodzą dzieciom...

          miałam to szczęście, że nigdy nie trafiłam na imprezy, rodzinne czy inne, gdzie
          te właśnie zasady by nie obowiązywały
          więc ani z tym nigdy nie było problemu, żebym ja jako dziecko uczestniczyła w
          spotkaniach rodziców, ani z tym, żeby moje dzieci uczestniczyły w moich
          spotkaniach
          czasami bawiąc się we własnym gronie, czasami bawiąc się obok, a czasami
          przysłuchując się rozmowom dorosłych :o)

          pozdrawiam
          Judyta
          • pade Re: do pade 04.08.05, 20:28
            Wątek dotyczył dzieci przy stole, przy którym prowadzone sa rozmowy na różne
            tematy i delikatnie mówiąc nadużywa się alkoholu. Więc napisałam czego , moim
            zdaniem, nie powinno się robić przy dzieciach i czego ja staram się nie robić.
            Nie wypowiadałam się na temat całego naszego życia towarzyskiego i nie rozumiem
            skąd ten sarkastyczny ton.
    • przedszkolak2 Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 01.08.05, 22:30
      W naszej rodzinie oraz w gronie przyjaciół na przyjęcia chodzi się z dziećmi.
      Dzieci mają swoje miejsca przy "dorosłym" stole, gdzie wymaga się od nich
      przyzwoitego (stosownie do wieku) zachowania. Jest przygotowany pokój do
      zabawy, ale stół jest wspólny.To mi się podoba.
    • mazia Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 01.08.05, 22:58
      Ja, niestety, mam babcie bardzo daleko od siebie (jedna jakies 950 km druga
      blizej bo 150 km) wiec zostawienie dziecka z dziadkami odpada. Moja niania,
      cudowna osoba, ma swoje dzieciaczki i jesli chcemy wyjsc tak oklo 19-20 to
      wiadomo, ze z moim Tymkiem nie zostanie, bo w tym czasie jej dzieci jej
      potrzebuja i rozumiem to. W rezultacie od jakiegos 4 miesiaca mojej ciazy nie
      chodzimy razem na imprezy (ciagle bylam strasznie senna), teraz synek ma 15
      miesiecy i tez jezdzimy z nim do znajomych na rozne spotkania mniej lub
      bardziej alkoholowe, ale:
      Ja do tej pory nie pilam bo ciaza a potem karmienie (od 1,5 miesiaca juz nie
      karmie wiec pije piwo chetnie i wino wlasnej roboty zreszta tez)
      Moj facet prowadzi, wiec picie tez wykluczone, a do kazdych znajomych kawal
      drogi i trzeba autem
      Wychodzimy z imprezy najpozniej o 20tej bo maly idzie spac
      U nas imprezki trwaja dluzej, bo mozna dzidzie uspic w sypialni i z glowy
      Oraz ostatnia rzecz: akurat mam takie towarzystwo co sie nie upija choc pije i
      nawet czesto wodke wlasnie oraz nie przeklina (bywa ale sporadycznie)
      Majac taka a nie inna sytuacje babciowo-dziadkowa czesciej siedzimy w domu niz
      sie bawimy na calego ze znajomymi, lecz jednak kontakty utrzymujemy, i mam
      nadzieje, ze nie ulegnie to zmianie.
      A nawiazujac do tematu nie wyobrazam sobie, zeby sie natrupic alkiem i wracac
      po nocy z przypiajacym dzieckiem do domu.

      Mazia
      • leli1 Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 02.08.05, 09:31
        no własnie i dlatego zeby nie wracac po nocy po alku smile z przysypiajacym dzieckiem to lepiej go na takie impry smile po prostu nie zabierac. To chyba normalne i nie widze w tym nic niestosownego ze dorosli ludzie od czasu do czasu wypija kilka drinkow czy pare piw. Przeciez to ze mamy dziecko nie znaczy ze mamy zrezygnowac totalnie ze wszystkiego. Wszystko jest dla ludzi tylko oczywiscie w umiarze, a impreza nawet alkoholowa od czasu do czasu jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
        A co do chodzenia z dziecmi do lokalu.....ostatnio bylo mi baaardzo przykro jak pewna pani skwitowała moje bawiące sie dziecko własnie w takim lokalu w letnim ogródku, "o rety, nie dosc ze mialam ciezki dzien to jeszcze to wrzeszczace dziecko". Chciałam jej cos odpowiedziec ale ze byłam głodna, a wiec zła- mogłoby skonczyc sie awanturą.
        • michiko nie obraź sie, ale ja po ciężkim dniu podobnie bym 02.08.05, 09:35
          skwitowała wrzeszczące dziecko w lokalu.

          Do lokalu ide odpocząć, napić się, zjeść coś bez pośpiechu w spokoju.
          A wysłuchiwanie krzyczącego dziecka byłoby ponad moją cierpliwość.
          • niutaki Re: w 100% procentach zgadzam się z założycielką 02.08.05, 09:58
            wątku, moje dziecko nie łazi na imprezy na których pijemy alkohol, jak
            zapraszam gości do domu (kawalerka) to mała idzie spać do babci, nie patrzy na
            nasze zachowanie, nie słucha dyskusji, pod wpływem alkoholu różnie się ludzie
            zachowują.
          • moofka Re: nie obraź sie, ale ja po ciężkim dniu podobni 02.08.05, 11:28
            michiko napisała:

            > skwitowała wrzeszczące dziecko w lokalu.
            >
            > Do lokalu ide odpocząć, napić się, zjeść coś bez pośpiechu w spokoju.
            > A wysłuchiwanie krzyczącego dziecka byłoby ponad moją cierpliwość.
            ___________________________________
            to moglabys uslyszec prosze zmienic lokal
            o ile swiete prawo pani domu w swoim domu miec przy swoim stole kogo chce
            to ty jako gosc w lokalu go nie masz
            a dziecko leli o ile dobrze przeczytalam nie wrzeszczalo tylko sie bawilo
            gdyby zaczelo rzygac po stolach i rzucac krzeslami ochrona by sie nim zajela
            ale ochrona nie ty
            chyba, ze dobroczynnie i nieodplatnie robisz w knajpach za selekcjonera
            • michiko wiesz zależy jak się bawiło bo może za głośno 02.08.05, 11:45
              a tę panią bolała głowa?? Mogła, prawda?? I nie musiała znosić hałasu...
              odrobine tolerancji dla osób, które dzieci nie posiadaja, nie lubią itd.
              • moofka Re: wiesz zależy jak się bawiło bo może za głośno 02.08.05, 11:55
                michiko napisała:

                > a tę panią bolała głowa?? Mogła, prawda?? I nie musiała znosić hałasu...
                > odrobine tolerancji dla osób, które dzieci nie posiadaja, nie lubią itd.
                ___________________________________
                jak boli glowa to niech sie polozy do lozka albo idzie na masaz
                a nie do knajpy gdzie nie tylko dzieci halasuja
                ja moje dziecko zabieram tam gdzie mam ochote - ja i ono
                nie interesuje mnie, ze moze przy stoliku obok bedzie siedziala wiecznie
                niezadowolona pani z migrena
                to jej problem nie moj

                co do autorki postu rozumiem - doskonale
                ale tu widze na pierwszy plan wysuwa sie skandaliczne zachowanie dziecka
                kulturalny powsciagliwy i znajacy swoje miejsce przy doroslym stole nie
                wywolalby tak negatywnych emocji
                w koncu znosi go od lat - teraz nie wytrzymala
                pewnie tez bym nie wytrzymala
                ale to nie znaczy, ze trzeba wszystkie dzieci zamnkac w domach na glucho
                albo chodzic z nimi do piaskownicy
                jakos tych dzikusow trzeba w spoleczenstwo wprowadzic smile


                • michiko i oczywiście uważasz sie za osobę tolerancyjną, 02.08.05, 12:01
                  kulturalna i dobrze wychowaną.

                  I taki ejst niestey obraz naszego kraju gdzie nikt sie z inna osoba nie
                  liczy.Wiesz gdyby mnie bolała głowa i cudze dziecko w sposób hałaśliwy
                  zabawiałby sie na sali w lokalu to poprosiłąbym obsługe o interwencje. Bo płacę
                  i wymagam. Płace za obsługe, jedzenie i atmosferę a także za spokój.
                  • ladyblacky Re: i oczywiście uważasz sie za osobę tolerancyj 02.08.05, 12:12
                    michiko napisała:

                    > Płace za obsługe, jedzenie i atmosferę a także za spokój.


                    A rodzice z dziecmi to niby nie?!
                    Również płacą za obsługę, jedzenie i atmosfere sprzyjajacą im i dzieciom.
                    Akurat restauracja to miejsce publiczne i każdy ma prawo tam przebywać, wymagać
                    i za to płacić.

                    Bez przeginania - ma sie rozumieć!
                    Dziecko to dziecko, ale brak wychowania i pozwalanie na zbyt wiele to juz
                    osobny rozdział, dosć obszerny, pt. sztuka wychowania, co i na ile pozwolić
                    dziecku i w jakim wieku. Bo to co ujdzie 3-4 latkowi, na pewno nie przejdzie u
                    11 latka.
                  • moofka Re: i oczywiście uważasz sie za osobę tolerancyj 02.08.05, 12:18
                    michiko napisała:

                    > kulturalna i dobrze wychowaną.
                    >
                    > I taki ejst niestey obraz naszego kraju gdzie nikt sie z inna osoba nie
                    > liczy.Wiesz gdyby mnie bolała głowa i cudze dziecko w sposób hałaśliwy
                    > zabawiałby sie na sali w lokalu to poprosiłąbym obsługe o interwencje. Bo
                    płacę
                    >
                    > i wymagam. Płace za obsługe, jedzenie i atmosferę a także za spokój.
                    _______________________________
                    ja tez przychodze zamawiam i place
                    za spokoj to jest, zeby obce baby nie czepialy sie mojego dziecka
                    uwazam sie za tolerancyjna i dobrze wychowana
                    moje dziecko nie pluloby do twojego talerza
                    nie oczekuj natomiast ode mnie, zebym szla na kolacje, placila i jeszcze
                    przejmowala sie twoja dyńką
                    jak cie boli - rzuc sie pod koldre
                    a nie zatruwaj ludziom wieczor
                    ciebie nie obchodzi moje dziecko - mnie twoja glowa
                    a jak mi maz cos zbawnego powie, to ja tez dosc glosno sie pewnie rozesmieje
                    i co wyprosisz mnie?
                    • michiko świadectwo kultury i dobrego wychowania. bez komen 02.08.05, 12:22
                      tarza.
                      A ja płace i wymagam żeby twoje dziecko sięnie darło, bo mi to przeszkadza. jak
                      ma się rozdartego dzieciaka to do parku , piaskownicy albo do lasu zapraszam
                      • moofka Re: świadectwo kultury i dobrego wychowania. bez 02.08.05, 12:27
                        michiko napisała:

                        > tarza.
                        > A ja płace i wymagam żeby twoje dziecko sięnie darło, bo mi to przeszkadza.
                        jak
                        >
                        > ma się rozdartego dzieciaka to do parku , piaskownicy albo do lasu zapraszam
                        _____________________________________

                        a to moj dzieciak jest rozdarty? smile)
                        skad wiesz?
                        • michiko moofka to jednak ciebie boli głowa a nie mnie ;-)) 02.08.05, 12:41

                          • moofka no to wazne zesmy sie dogadaly chociaz :))) n/t 02.08.05, 12:45
            • meessi Re: nie obraź sie, ale ja po ciężkim dniu podobni 02.08.05, 11:50
              Szczerze mówiąc My ciągle latamy po knajpach z nasszym dzieckiem (11 miesięcy,
              zawsze staram sie zeby nikomu nie przeszkadzał i byłabym bardzo obrażona gdyby
              ktoś mi zwrócil uwagę. Oczywiście nie przyszlibyśmy z małym dzieckiem w porze
              kolacji, ale do 18 czemu nie? Tak naprawdę świetnie rozumiem autorkę postu. ja
              mam ciągle do czynienia z krewniakami, którzy zachowują sie koszmarnie przy
              stole. Nizależnie czy mają swój stół czy nie, potrafią polewać się ketchupem
              czy musztardą, na widok słodkiego picia dostają po prostu szajby. A najgorsze
              jest ze mają zwyczaj mówić do matki kiedy ona rozmawia z kimś innym i wrzaskiem
              starają sie zwrócić jej uwagę na siebie. Ona nigdy nie zareagowała na to
              inaczej niż przerywając i odpowiadając swojemu dziecku. Nigdy nie zwróciła im
              uwagi, nigdy. Doszło do tego ze potrafią stanąc na schodach (w piętrowym domu)
              i wydzierać sie z piętra na parter MAAAAMO MAAAAMO a ona zawsze leci, zamiast
              powiedzić, ze gdy chcą czegoś to mają przyjść do niej. Powiem szczerze cholera
              mnie ciska, kiedy widzę tych gó..arzy
              • michiko taki przypadek jest u mnie w rodzinie. Horror 02.08.05, 11:57
                Chłopak zachowuje się jak cham, żre jak prosie. Zasiada a raczej zasiadał przy
                stole z dorosłymi i miał najwięcej do powiedzenia.
                A rodzice ( moi kuzyni szcześliwi ze mają takie madre dziecko) Po kolejnym
                popisie- obzeraniu się, przerywaniu rozmowy wtrącaniu sie - dziadek powiedział
                ze sobie nie życzy jego obecności przy stole na spotkaniach rodziny, imieninach
                itd. Od tej pory kuzyni przestali przychodzic na rodzinne spotkania chodzą do
                jej rodziny bo tak ich znoszą i chamskie zachowanie oraz uwagi ich synalka.
          • leli1 Re: nie obraź sie, ale ja po ciężkim dniu podobni 02.08.05, 13:53
            pytanie: a chodzisz czasem ze swoim dzieckiem do lokalu?, byłoby ci miło gdybys taki text usłyszała, dodatkowo-nie znam zadnego malucha mowiacego konspiracyjnym szeptem, a po to usadawiam sie w ogródku, aby dziecko mogło spokojnie pobiegac.
            Zreszta nie wazne, jak ja nie miałam dziecka to pewnie zachowywałam sie podobnie, teraz moj punkt widzenia jest zupełnie inny i jestem w stanie wiele zniesc ze strony dzieci, zwłaszcza malutkich wink
            • ala67 Re: nie obraź sie, ale ja po ciężkim dniu podobni 02.08.05, 14:46
              leli1 napisała:

              jestem w stanie wiele zniesc z
              > e strony dzieci, zwłaszcza malutkich wink

              Na szczęście dla nas, matek chcących od czasu do czasu zjeść poza domem,
              zdecydowana większość ludzi bierze choćby lekką poprawkę na dzieciwink Nie mówię
              o jakichś zachowaniach wybitnie uciążliwych, ale jak komuś przeszkadza, że
              dziecko jest, bawi się, śmieje, to jest przesada, uważam.

              A z tymi imprezkami to jest tak, że zawsze lepiej, żeby dzieci nie było -
              wiadomo, ani się z nimi nie poimprezuje do woli, nie popije, jeszcze w domu
              meksyk - tylko nie zawsze ma się je z kim zostawić. Mam znajomych, którzy obie
              babcie mają daleko, na niańkę na zawołanie ich nie bardzo stać. I co,
              zbojkotować ich towarzysko? Jak gości zapraszam, to się liczę z tym, że mogą
              przyjść z dziećmi. A jak chcę zasugerować, że lepiej by było bez z uwagi na
              charakter imprezy, to się umawiamy na 20 - tą. Wtedy wiadomo - popijawa nocna,
              gdzie nie miejsce dla dzieci. Natomiast nie bywałabym w domu, w którym dzieci z
              zasady byłyby źle widziane - bo to mój dom i moje prawo sobie nie życzyć.
              Unikam ludzi oraz miejsc, gdzie moje dzieci są persona non grata, bo wtedy sama
              się tak czuję.
              U nas dzieci na imprezie się bawią w dziecinnym pokoju, czasem puszczamy
              bajeczkę w sypialni - mamy tam magnetowid. Choć oczywiście odczuwa się, że są,
              trochę biegają, krzyczą...Ale bez przesady, można to przeżyć, w razie potrzeby
              rodzice temperują. Co zaś do zachowania przy stole opisanego przez autorkę
              wątku - uwierzcie, są i dorośli, którzy tak się zachowują. Nota bene, jakimi
              ludźmi są rodzice tego chłopca, skoro mu na coś takiego pozwalają? Uważam, że
              dzieci przy stole powinny być na tych samych prawach, co dorośli - magą się
              częstować, nie powinne rzucać się i zżerać wszystkiego. Ja bym chyba się
              zastanowiła, czy chcę z nimi utrzymywać znajomość. Albo w końcu nie zdzierżyła,
              jak autorka wątku i na to samo by wyszło.
              A może im to trochę da do myślenia, może cała sytuacja pozytywnie wpłynie na
              wychowanie tego chłopca.
              Pozdrowienia
    • tynia3 Może być też tak, 02.08.05, 15:06
      że problem z jedzeniem u tego dziecka ma podłoże psychologiczne (zwłaszcza,
      jeśli piszesz, że na skutek obżarstwa wymiotuje, po czym je nadal). Może po
      prostu ma bulimię, lub jej początki? Najpewniej relacje między nim a jego
      rodzicami są zachwiane. Czy sa despotyczni, czy nie za wiele wymagają, czy może
      to zabieranie go wszędzie ma na celu przechwalanie się latoroślą? Może tu jest
      problem i może TO DZIECKO faktycznie MA PROBLEM z powodu tzw. toksycznych
      rodziców, nie tylko Wy, z powodu jego zachowania.

      pzdr serdecznie
      • michiko tutaj nie rozpatrujemy problemów z łakieniem 02.08.05, 15:11
        tylko z zachowaniem rodziców i dzieci.
        • tynia3 Re: tutaj nie rozpatrujemy problemów z łakieniem 02.08.05, 15:20
          no to dość egoistycznie, niestety. Bo są problemy ważne i wazniejsze i moim
          zdaniem, to dziecko ma ważniejszy, co nie znaczy, że ma prawo tak się
          zachowywać, czy bywać na podobnych imprezach.
          • kawka74 Re: tutaj nie rozpatrujemy problemów z łakieniem 03.08.05, 08:41
            Tyniu, mój kuzyn postępował - jako dziecko - dokładnie tak samo. Jadł, rzygał,
            jadł, rzygał i tak w kółko. A rodzice się cieszyli, że ich dzieciątko ma
            taaaaaaaki apetycik. Był po prostu fatalnie wychowanym gnojkiem, a nie
            dzieckiem z problemami. Jedyną osobą, przy której zachowywał się przyzwoicie,
            była moja Mama, która miała bardzo konkretne wymagania i bardzo szybkie, równie
            konkretne reakcje. Przy Niej jadł kulturalnie, spokojnie i bez ekscesów,
            natomiast przy rodzicach - jak troglodyta.
    • kai_30 Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 02.08.05, 18:47
      zumaminka napisała:


      > To że raczej zawsze wszyscy zabieramy ze sobą dzieci jest
      > normą

      Tia... A oto jak wyglada ta "norma":

      >Pijemy wódkę bądź piwo czasami
      > jest ostro dyskutujemy klniemy
      >
      > .Ojciec dziecka w pijackim uniesieniu

      >Kiedy ojciec bełkocze do syna ze jest łamagą,pierdołą itp

      Rany boskie, czy to ja jestem nienormalna, czy to swiat zwariowal??? Jak mozna
      zabierac ze soba dzieci na pijackie imprezy??? Ja rozumiem - spokojne spotkania
      w gronie przyjaciol, na takie rowniez dzieci zabieram (po wczesniejszym
      zapytaniu o zgode gospodarzy!)i zazwyczaj maja przygotowany poczestunek w pokoju
      dziecinnym, i bawia sie tam wspolnie z innymi dzieciakami. Ale zeby zabierac
      dziecko na popijawe?

      Mnie sie to w glowie nie miesci :0
      • zumaminka kai_30 03.08.05, 11:15
        Nie życzę sobie żebyś z całej wypowiedzi wycinała poszczególne zdania a potem z
        nich układała nową rzeczywistość.Proszę mi nie zarzucać,że moje dziecko przebywa
        ze mnną podczas pijackich ekscesów bo tak nie jest i dość wyraźnie o tym
        napisałam.Nie jestem hipokrytką i nie oceniam kogoś jeśli tak samo postępuję.
        W przeciwieństwie rodziców chłopca o którym pisałam wiem gdzie jest miejsce
        mojego dziecka i stąd ten post!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        Napisałam RACZEJ WSZYSCY i to powinno ci wystarczyć.
        • michiko nie przejmuj się. Niektóre osoby już tak mają, że 03.08.05, 11:19
          potrafią odnieść się do całości a jedynie do wycinków.
        • kai_30 Re: kai_30 03.08.05, 15:07
          zumaminka napisała:

          > Nie życzę sobie żebyś z całej wypowiedzi wycinała poszczególne zdania a potem z
          > nich układała nową rzeczywistość.Proszę mi nie zarzucać,że moje dziecko przebyw
          > a
          > ze mnną podczas pijackich ekscesów bo tak nie jest i dość wyraźnie o tym
          > napisałam.Nie jestem hipokrytką i nie oceniam kogoś jeśli tak samo postępuję.
          > W przeciwieństwie rodziców chłopca o którym pisałam wiem gdzie jest miejsce
          > mojego dziecka i stąd ten post!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          > Napisałam RACZEJ WSZYSCY i to powinno ci wystarczyć.

          Zumaminka - chyba nie zrozumialas.

          Primo, nie "ukladam nowej rzeczywistosci", stosuje sie do zalecen netykiety -
          cytuje tylko to, co komentuje. A secundo - gdzie napisalam, ze krytykuje Ciebie?
          Gdzie Ci zarzucam, ze Twoje dziecko jest z Toba?

          To, ze u gory postu jest Twoje imie znaczy tylko i wylacznie tyle, ze dalej
          bedzie cytat, a nie "uwaga, teraz bede jechac po zumamince". Nie pisalam
          przeciez o Tobie, na litosc, pisalam, ze nie rozumiem ludzi, ktorzy na pijackie
          popijawy chodza z dziecmi! Ty sie do takich nie zaliczasz, wiec skad to oburzenie?

          Mniej agresji prosze, wiecej czytania ze zrozumieniem.
          • zumaminka Re: kai_30 03.08.05, 18:24
            widocznie źle cię zrozumiałamsmile
      • michiko kai to znaczy,że jak już posiada się dziecko to 03.08.05, 11:25
        nie wolno nawt na odrobinę swobody?? Ze nalezy siedzieć w domu, chodzić tylko
        do znajmomy , którzy posiadają dzieci i podają jedynie herbatkę, wodę święconą
        i kruche ciasteczka??
        To dopiero jest paranoja!!
        Wiec ja jestem nienormalna bo: chodzę na "pijackie" imprezy podczas nich ostro
        dyskutuję. Wychodzę do lokali gdzie się tańczy bez męża, wracam nad ranem.
        U nas urządzamy imprezy z alkoholem , grillem , graniem w karty i tańcami.
        I pewnie teraz napiszesz, że to patologia. Ale dzieki takim imprezom od czasu
        do czasu mamy luuuz.
        Ale ty oczywiście siedz w domu jaśli ci tak dobrze, ale nie oceniaj co mają
        inny pogląd na zycie niż twój.
        • kai_30 Re: kai to znaczy,że jak już posiada się dziecko 03.08.05, 15:12
          michiko napisała:

          > nie wolno nawt na odrobinę swobody?? Ze nalezy siedzieć w domu, chodzić tylko
          > do znajmomy , którzy posiadają dzieci i podają jedynie herbatkę, wodę święconą
          > i kruche ciasteczka??

          A kto powiedzial, ze ja tak uwazam? Dlaczego zakladasz, ze jestem swietojebliwa
          i uczestnicze tylko w grzecznych popoludniowych herbatkach?

          Primo - chodze na imprezy i tez wracam czasem nad ranem w stanie, khm, dalekim
          od idealu. Bez meza z zasady, bo takowego nie posiadam tongue_out Ale dzieci ze soba nie
          biore.

          Zeby uprzedzic kolejne nadinterpretacje (ze skoro nie biore, to sie szlajam po
          rynsztokach a dzieci w domu same placza po nocach) - dziecmi opiekuje sie
          babcia. Poniewaz nie chce i nie moge angazowac jej zbyt czesto, to i imprezy
          "bezdzietne" rzadziej, niz by sie chcialo. A na "dzietnych" no niestety, zasady
          obowiazuja inne. Po pierwsze - szybciej sie konczy zabawa, bo maluchy trzeba
          odwiezc do domu i spac, a po drugie - nad zachowaniem i iloscia wlewanego w
          siebie alkoholu tez sie panuje.
    • vinca Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 03.08.05, 08:19
      Ja również nie rozumiem po co niektórzy rodzice ciągają na wszelkie imprezy
      swoje dzieciaki.
      W mojej rodzinie jest pewna dziewczynka, która uczestniczy we wszystkich
      naszych rodzinnych imprezach - zaznaczam że nie ma innych dzieci w jej wieku
      (zresztą żadnych innych nie ma). Jest niewyobrażalnie męcząca, nigdy nie
      potrafiła i nie potrafi się sama sobą zająć a ma już 11 lat. Zawsze musi byc w
      centrum uwagi, wiecznie zmusza innych do zajęcia sie jej osobą - ich wizyty to
      po prostu tragedia.
      • lola211 Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 03.08.05, 08:40
        Pewnie, ze jest meczaca, bo co ma sama robic pare godzin? Nudzi sie dziewczyna
        i tyle.Byloby zupelnie inaczej, gdyby podczas tych imprez miala towarzystwo,
        nie zawracalaby Wam glowy.
        Ja swoja córe zabieram tylko wowczas, gdy wiem, ze beda inne dzieci, z ktorymi
        sie pobawi.Jesli nie- podrzucam ja komus, bo mi zwyczajnie byloby jej zal, ze
        meczy sie, nudzi, podczas, gdy my sie bawimy.
        • vinca Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 03.08.05, 09:22
          Zgadzam się z tym, ze jej sie po prostu nudzi - chociaż z rugiej strony mam
          chrześniaka w tym samym wieku który świetnie sam sobie wynajduje zajęcia - a to
          pójdzie na rower, a to pobawi się z psem, etc. Ona jednak do zabawy potrzebuje
          kogoś dorosłego (jedynaczka) i w tym cały problem. Zaznaczam że jej rodzice
          mają z kim ją zostawiać (miezkają z niepracującymi dziadkami) ale oni wolą ją
          wszędzie targać...
          • kawka74 Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 03.08.05, 09:58
            To nie jest kwestia bycia jedynakiem - sama jestem jedynaczką, a zawsze
            potrafiłam sobie znaleźć zajęcie i żaden dorosły nie był mi do tego potrzebny.
            Jeśli ktoś chciał dotrzymać mi towarzystwa, był mile widziany, jeśli nie,
            bawiłam się sama. Ale tego zostałam nauczona przez Mamę, która nie chodziła za
            mną całymi dniami i nie zabawiała mnie.
            Dziewczynka tak została wychowana, że nie umie sama. A rodzice ukręcili sobie
            bicz na własny tyłek, bo córka zrobi im piekło na ziemi, kiedy będą chcieli
            jednak odrobiny samotności.
            • moofka Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 03.08.05, 10:02
              kawka74 napisała:

              > To nie jest kwestia bycia jedynakiem - sama jestem jedynaczką, a zawsze
              > potrafiłam sobie znaleźć zajęcie i żaden dorosły nie był mi do tego
              potrzebny.
              > Jeśli ktoś chciał dotrzymać mi towarzystwa, był mile widziany, jeśli nie,
              > bawiłam się sama. Ale tego zostałam nauczona przez Mamę, która nie chodziła
              za
              > mną całymi dniami i nie zabawiała mnie.
              > Dziewczynka tak została wychowana, że nie umie sama. A rodzice ukręcili sobie
              > bicz na własny tyłek, bo córka zrobi im piekło na ziemi, kiedy będą chcieli
              > jednak odrobiny samotności.
              _________________________________
              to nieprawda, ze sami
              powiem moze najwiekszy banal, ale prawdziwy
              kazde dziecko jest inne
              i kazda matka ma wiele innych zajec
              a jednak od wiekow dzieci byly albo mniej albo bardziej absorbujace
              takie roznice mozna zauwazyc rowniez u rodzenstwa
              to jest dzieci tych samych rodzicow

              • kawka74 Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 03.08.05, 10:10
                Zgadza się, że każde dziecko jest inne i każde jest mniej lub bardziej
                absorbujące, także każde wymaga uwagi i zainteresowania. Mnie chodziło bardziej
                o przypisywanie jedynakom braku umiejętności zajęcia się sobą. Irytuje mnie
                przylepianie jedynakom rozmaitych etykietek, w tym takiej, że "jedynak to sam
                nie umie".
                Przypuszczam, że dziewczynka, o której mowa, tak już ma, że nie umie sama, co
                zostało jeszcze dodatkowo umocnione postępowaniem rodziców ciągnących ją
                wszędzie ze sobą.
    • rebecca Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 03.08.05, 16:13
      nie zrozumialam, czy upiorny 11-latek byl gosciem autorki watku, czy wspolnie
      bawili sie u znajomych. ale nawet jezeli BYL gosciem zumaminki (upiornym,
      powtorze raz jeszcze) to wydaje mi sie koszmarnym tekst do jego rodzicow: no
      wlasnie, km, co on tu robi" - o ile km oznacza to, co mi sie wydaje.
      podobnie jak wiekszosc wypowiadajacych sie osob i chyba jak wiekszosc matek,
      czesto mam ochote pobyc z doroslymi, bez dzieci. zdarza mi sie, ze zapraszam
      gosci bez dzieci. zdarza sie, ze bywam zapraszana bez dziecka. to na prawde
      jest proste: "czesc, robimy impreze, tym razem bez dzieci, przyjdziecie sami?".
      mozemy przyjsc sami, przychodzimy. nie mozemy albo nie chcemy - zostajemy w
      domu, we trojke.
      mam nadzieje, ze moj syn nigdy nie bedzie sie zachowywal tak, jak opisany przez
      zumaminke chlopiec. ale nie zmienia to faktu, ze gdyby ktos powiedzial do
      mnie: "no wlasnie, co on tu km, robi" bylby to koniec naszej znajomosci. chwala
      Bogu moi przyjaciele inaczej sie ze mna komunikuja. zeby bylo jasne: ja sobie
      tez nie wyobrazam, ze ktos z moich znajomych nazywa przy mnie swoje
      dziecko "pie.." itp, jak zumaminka cytuje wypowiedzi rodzicow tego chlopca -
      a ja na to nie reaguje. reagowalabym tez gdybym miala poczucie, ze dziecko
      moich znajomych, moj gosc, zachowuje sie u mnie w sposob, ktory mnie denerwuje.
      nie czekalabym 11 lat. czesto spotykam jedno dziecko, ktorego zachowanie
      denerwuje mnie na maksa, rodzice nie zwracaja mu uwagi, albo zwracaja w taki
      sposob, ze lepiej, zeby nie zwracali. jesli przegina (dla mnie przegieciem jest
      np. mowienie do naszej wspolnej babci idz juz sobie, mam ciebie dosc), zwracam
      mu uwage. ale nie przyszloby mi do glowy mowic, czy nawet pisac o nim, ze
      zachowuje sie jak swinia. bardzo duzo agresji wzbudza w tobie, zumaniko, ten
      chlopiec. moze dlatego, ze wylalo sie to wszystko z ciebie po 11 latach
      znoszenia jego zlego zachowania? ciekawa jetsem, serio, szczerze, jaki jest
      dalszy ciag twojej przyjazni z jego rodzicami. pozdrawiam
      • zumaminka Re: Dziecko przy stole-szlag mnie trafia-długie 03.08.05, 18:20
        Owszem k.m oznacza to co myślisz.Fakt może trochę przegięłam tak formułując
        pytanie tyle,ze ja już byłam bliska kresu wytrzymałości.Agresja w stosunku do
        niego nie przemawia ze mnie- on był pierwszym dzieckiem w naszym towarzystwie i
        wszyscy bardzo go lubili. Mnie denerwuje nie tyle on co jego rodzice a raczej
        brak reakcji z ich strony.
        Jesli chodzi o imprezy gdzie stawialiśmy sprawę jasno że bez dzieci i tak zawsze
        przychodzili z nim choć mieli go z kim zostawić(i co miałam ich wyprosić?). Nie
        wiem jak inaczej miałabym opisać zachowanie chłopca zrobiłam to naprawdę
        delikatnie w porównaniu z tym co reprezentuje.Mnie najbardziej denerwuje ich
        podejście do dzieci -u nich w domu młodsza córka3 latka nie może dotykać pilota
        telefonu itp.Kiedy przyszli do nas zanieśli dziecko(wtedy 2 latka)na górę do
        innej cześci mojego domu i hulaj dusza.Nie wspomnę jak wyglądało moje mieszkanie
        kiedy zorientowałam sie ze dziecko jest tam bez opieki dorosłego.Jakiś kompletny
        brak wyobraźni dali jej plastelinę do zabawy i wyszlismile
        Ja poprostu miałam już dosyć ich zachowania w całokształcie więc nawet jeśli sie
        obrazili to mi to na rękę.Nie stać mnie na ponoszenie kosztów po każdej ich
        wizycie(chodzi mi tu o młodsze dziecko)
        Zastanawiam się czy tylko ja mam takich znajomych z upiornymi dziećmi?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka