problem w zwiazku ..........powazne

01.08.05, 14:10
Prosze o opinie.
Zwiazek malzenski, para po 5 latach zwiazku pragnie dziecka. Po wielu
konsultacjach lekarskich okazuje sie ze mezczyzna jest bezplodny, co oznacza
ze nie bedzie mial dzieci NIGDY. Lekarze namawiaja wiec na zaplodnienie in
vitro. Nacisk otaczajacego pare srodowiska jest tak duzy, ze mezczyzna
pozostaia sprawe kobiecie. On bardzo pragnie dziecka bez znaczenia czy bedzie
jego czy dawcy. Po wielu badaniach, ciezkich zabiegach kobiety dochodza do
wniosku ze jest ich to jedyne wyjscie. Okres badan, wizyt u lekarzy to ok. 4
lata bieganiny w tym pochloniecia duzych pieniedzy. Wiekszosc skupia sie na
kobiecie, gdyz to ona zostaje poddana badaniom, potem ona sama finansuje
wszystko... mezczyzna tylko oczekuje na informacje ze udalo sie. Nie do konca
wiedzial w jakim momencie kobieta poddaje sie zaplodnieniu. Nie chcial o tym
wiedziec, byl zajety swoimi sprawami. Udaje sie!!! Po kilku
miesiachach przychodzi na swiat upragione dziecko .. a po kilku latach
zwiazek ma powazny kryzys. Jedynym rozwiazaniem jest rozwod... Kobieta obawia
sie ze mezczyzna bedzie jej zagrazal jesli chodzi o dziecko tz.
- uniknie odpowiedzialnosci, powie ze to nie jego
- rozglosi ze dziecko powstalo na skutek zaplodnienia przez dawce
- zarzada aby kobieta zwrocila mu pieniadze ktore lozyl na dziecko...itp.

Jak mozna uniknac problemow...
moze ktos z was mial podobnie...... Przepraszam ze pisze na tym forum ale nie
wiem na ktorym moglabym prosic o rade......... Szukam opinni sytuacji...

Zaznaczam, iz powodem kryzysu w zwiazku jest zmiena stylu zycia mezczyzny
(imprez z kolegami, pijanstwo, nieodpowiedzialnosc, niechec do podjecia
pracy, niedbalstwo o rozidzne i wlasny wizerunek).
    • wieczna-gosia Re: problem w zwiazku ..........powazne 01.08.05, 14:19
      > - uniknie odpowiedzialnosci, powie ze to nie jego
      > - rozglosi ze dziecko powstalo na skutek zaplodnienia przez dawce
      > - zarzada aby kobieta zwrocila mu pieniadze ktore lozyl na dziecko...itp.

      dziecko przychodzace na swiat w zwiazku malzenskim jest dzieckiem malzenskim. I
      koniec. Facet musialby wytoczyc osobna sprawe o zaprzeczenie ojcostwa.

      Nie mam pojecia jakie obwarowania sa przy zaplodnieniu sztucznym, ale sadze ze
      tez para podpisuje dokumenty ze OBOJE sie zgadzaja na zabiegi lecznicze.

      Prawo poza tym nie dziala wstecz. facet WIEDZIAL, ze to nie jego dziecko (bo byl
      dawca) ale lozyl. Zaden sad mu tego nie odda. Jesli bycl ponadto swiadom, ze
      dziecko nie jest jego tylko z leczenia, to mysle ze ma marne szanse zarowno na
      zaprzeczenie ojcowstwa jak i na wywiniecie sie od alimentow.
      • pade Re: problem w zwiazku ..........powazne 01.08.05, 14:23
        Zgadzam się z Gosią i jeszcze dodam: czy zmiana zachowania męża nie jest
        bezpośrednio związana z tym, iż jest świadom, że biologicznym ojcem nie jest i
        nie będzie?
        • szummorza Re: problem w zwiazku ..........powazne 01.08.05, 14:29
          pade napisała:

          > Zgadzam się z Gosią i jeszcze dodam: czy zmiana zachowania męża nie jest
          > bezpośrednio związana z tym, iż jest świadom, że biologicznym ojcem nie jest
          i
          > nie będzie?

          ________________
          Biologiczni ojcowie przy takim zaplodnieniu to dawcy. Ich adresy sa scisle
          trzymany w danej klinice gdzie dokonuje sie zaplodnienia. Takze to informacja
          nie realna do uzyskania....
          • pade Re: problem w zwiazku ..........powazne 01.08.05, 14:32
            Rozumiem, ale chodziło mi o to, że może mąż czuje się nic nie wart, skoro nie
            może miec własnego dziecka, może przeżywa jakis kryzys.
            Zgodził się owszem, ale może nie był do końca świadom, co taka decyzja za soba
            pociąga. Trudno mi się wypowiedzieć, można sobie dywagowac jak się nie zna
            całej sytuacji.
            • szummorza Re: problem w zwiazku ..........powazne 01.08.05, 15:09
              pade napisała:

              > Rozumiem, ale chodziło mi o to, że może mąż czuje się nic nie wart, skoro nie
              > może miec własnego dziecka, może przeżywa jakis kryzys.
              > Zgodził się owszem, ale może nie był do końca świadom, co taka decyzja za
              soba
              > pociąga. Trudno mi się wypowiedzieć, można sobie dywagowac jak się nie zna
              > całej sytuacji.
              _______________
              Rozumiem ze nie mozna za duzo napisac nie znajac sytuacji. Dziecko (juz duze)
              tu i meza bezplodnosc nie jest winna. Od zawsze lubil luzne zycie... TYlko
              teraz jego zachowanie mnie przerasta, nie mam sily miec wszystkiego na glowie...
              (pracy, obowiazkow...) i obawiam sie tylko o przyszlosc. Chce zyc normalnie a
              nie w swiecie stresu i nerwow... chce tylko spokoju nic wiecej. On mi wszystko
              zabiera... To nie jest dobre na dluga mete... To dorosly facet ... czas
              pomyslec a nie tkwic w towarzystwie swoich kumpli. - tak sadze. Ktora kobieta
              chcialaby widziec meza ciagle poza domem, nie wracajacego na noce albo
              pijanego, olewajacego ja i rodzine, wiedzac ze ona tyle sie nacierpiala w zyciu
              walczac o dziecko o pelna rodzine. Ja nie rozumiem tego wiesz.. jak mozna olac
              to wszystko teraz gdy ma sie duzo.... a wielu o tym moze pomarzyc. Nie
              rozumiem...
              • pade Re: problem w zwiazku ..........powazne 01.08.05, 15:26
                Nie dba o rodzinę...a może czuje, że nie on ją stworzył?
                Radziałbym poradnię małżeńską. Chyba, że jestes na nie i juz nic tego nie
                zmieni.
                Ja gdybym okazała się bezpłodna, załamałabym się, potwornie, i żaden substytut
                by tego nie zmienił.
      • annka12 Re: problem w zwiazku ..........powazne 01.08.05, 14:26
        Ja bym mimo wszystko sprobowala ratowac zwiazek Zmiane zachowania cos musialo
        spowodowac i moze warto nmowic na wizyte i psychologa doradcy ds zwiazkow
        malzenskich Warto ratowac rodzine dla tego malucha i po tylu przejsciach musi
        was wiele laczyc a zmiana zachowania meza to moze ucieczka przed problemami a
        moze nie uporal sie ze swiadomoscia ze nigdy nie bedzie mial swego potomka To
        trudny problem.....
    • mama_szefusia Re: problem w zwiazku ..........powazne 01.08.05, 14:22
      A co jest napisane w akcie urodzenia dziecka w rubryce: ojciec? Bo jeśli jest
      tam nazwisko męża, to znaczy, że uznał on dziecko za własne i to ucina wszelkie
      dywagacje prawne co do alimentów itp.

      Natomiast jeśli chodzi o koszty leczenia bezpłodności to absolutnie nie ma
      żadnej podstawy prawnej do ubiegania się o ich zwrot. To co działo się w
      trakcie trwania małżeństwa, wszelkie ponoszone koszty i pozyskiwane przychody
      stanowią wspólny majątek małżeństwa. Oczywiście jeśli nie było podpisanej
      intercyzy itp.
      • szummorza dzieki 01.08.05, 14:32
        Dziekuje za Wasze odpowiedzi.Musze chyba to z prawnikiem omowic... Oczywiscie
        ze a akcie urodzenia widnieje maz jako ojciec. On kocha dziecko ale czemu sie
        zmienil i nie chce poprawy.... wiec zwiazku nie da sie ratowac, bo jemu nie
        zalezy a nie ma pracy wiec bedzie chcial wyciagnac jeszcze jakies pieniadze...
        Jest pozbawiony wrazliwosci.... jest nieczuly na sytuacje w domu i problemy. Ma
        swoj swiat... nie rozumiem tez tego... Traktuje obowiazki i rodzine obojetnie..

        Dziekuje i pzdr.
        • kokolores Re: dzieki 01.08.05, 15:22
          szummorza napisała:
          On kocha dziecko ale czemu sie
          > zmienil i nie chce poprawy.... wiec zwiazku nie da sie ratowac, bo jemu nie
          > zalezy a nie ma pracy wiec bedzie chcial wyciagnac jeszcze jakies pieniadze...
          > Jest pozbawiony wrazliwosci.... jest nieczuly na sytuacje w domu i problemy. Ma
          >
          > swoj swiat... nie rozumiem tez tego... Traktuje obowiazki i rodzine obojetnie..

          Znamy tylko Twoja wersje i ciezko jest w tym ukladzie powiedziec czy TYLKO on
          jest winien !!Przypuszczam ,ze on widzi to troszke inaczej.
          Pozdrawiam.
          • szummorza Re: dzieki 01.08.05, 15:29
            kokolores napisała:

            > szummorza napisała:
            > On kocha dziecko ale czemu sie
            > > zmienil i nie chce poprawy.... wiec zwiazku nie da sie ratowac, bo jemu n
            > ie
            > > zalezy a nie ma pracy wiec bedzie chcial wyciagnac jeszcze jakies pieniad
            > ze...
            > > Jest pozbawiony wrazliwosci.... jest nieczuly na sytuacje w domu i proble
            > my. Ma
            > >
            > > swoj swiat... nie rozumiem tez tego... Traktuje obowiazki i rodzine oboje
            > tnie..
            >
            > Znamy tylko Twoja wersje i ciezko jest w tym ukladzie powiedziec czy TYLKO on
            > jest winien !!Przypuszczam ,ze on widzi to troszke inaczej.
            > Pozdrawiam.
            _____________________________
            Nie mam intencji przypisywaniu mu badz mi winy. Wina jest napewno czyjas w
            wiekszej mierze lub mniejszej. Nie chodzi o to... Staralam sie napisac jak sie
            on zachowuje, jaki mam problem ... jak to mnie przerasta. Moze dobrze
            przypuszczasz.... w kazdym razie nie zycze nikomu takiej sytuacji gdzie jeden
            pracuje po to zeby inni mogl sie zabawiac............ zreszta wglebiamy sie a
            nie chodzi o to.
            • kokolores Re: dzieki 01.08.05, 15:33
              szummorza napisała:
              zreszta wglebiamy sie a
              > nie chodzi o to.

              Jezeli nie o to chodzi to nie rozumiem dlaczego o tym napisalas. Moglas poprostu
              tylko spytac o strone prawna. Sama zaczelas ten temat!
              Ja Ci zle nie zycze , ja nikomu zle nie zycze!
              :o)
              • szummorza Re: dzieki 01.08.05, 15:44
                kokolores napisała:

                > szummorza napisała:
                > zreszta wglebiamy sie a
                > > nie chodzi o to.
                >
                > Jezeli nie o to chodzi to nie rozumiem dlaczego o tym napisalas. Moglas
                poprost
                > u
                > tylko spytac o strone prawna. Sama zaczelas ten temat!
                > Ja Ci zle nie zycze , ja nikomu zle nie zycze!
                > :o)
                __________________
                smile Napisalam ze nie chodzi mi o to zebyscie wglebialy sie w moje zycie/zwiazek
                bo to dluga historia i rozne kwestie. Jedynie interesowalo mnie jak wlasnie (o
                ile ktos ma takie doswiadczenie) wyglada temat sprawy uznania dziecka za swoje
                a jakie moga wystapic problemy jesli zwiazek narazony jest na rozwod. Jest mi
                ciezko zyc w takiej sytuacji..... i tutaj piszac moze bardziej chcialam kogos o
                to zapytac... porozmawiac o tym... Pozdrawiam.

    • burza4 Re: problem w zwiazku ..........powazne 01.08.05, 16:12
      Jedynym rozwiazaniem jest rozwod... Kobieta obawia
      > sie ze mezczyzna bedzie jej zagrazal jesli chodzi o dziecko tz.
      > - uniknie odpowiedzialnosci, powie ze to nie jego
      W ŻADNYM WYPADKU nie uniknie odpowiedzialności, jego-nie jego, decyzję podjął i
      klamka zapadła - prawo jest bezwzględne - interes dziecka jest nadrzędny.

      > - rozglosi ze dziecko powstalo na skutek zaplodnienia przez dawce

      Wątpię czy się odważy publicznie przyznać do bezpłodności - bo to by ugodziło
      boleśnie we jego własne ego, bałaby się że ludzie będą się z niego nabijać.
      Jeśli się na to zdecyduje - trudno, na to się nic nie poradzi. Taka groźba jest
      mało realna, ale dobrze byłoby uprzedzić wypadki i powiedzieć dziecku, że
      rodzice bardzo chcieli go mieć i długo się leczyli? bez szczegółów naturalnie

      > - zarzada aby kobieta zwrocila mu pieniadze ktore lozyl na dziecko...itp.

      Bez szans. Najmniejszych. Dziecko jest jego - od urodzenia, od strony prawnej
      jest w identycznej sytuacji co dziecko biologiczne. NIC NIE WSKÓRA.
Pełna wersja