aliszka25
08.09.05, 07:32
Musisiałam odebrać neostradę w telepuncie (razem z teściową, która jest
właścicielka telefonu ale nie ma zielonego pojęcia o załatwianiu róznych
spraw,
potrzebna była tylko po to żeby się podpisać). Wiadomo, że musisałam zabrać
córcię. patrycja ma 3 miesiące jest raczej pogodnym spokojnym dzieckiem.
Wchodzimy a tam pełno luda, więc grzecznie ustawiłyśmy się na końcu kolejki.
W
pewnym momencie ludzie przepuścili na poczatek pana na wóżku inwalidzkim i
mówię do teściowej że grzeczność tych ludzi już się wyczerpała i jak mała
zacznie marudzić to nie ma szans. Po godzinie mała zaczeła płakać, tłum,
gorąco
i tak moim zdaniem długo wytzymała. wzięłam ją na ręcę i podeszłam do pani i
spytałam czy mogę wejść bez kolejki ona na to że oczywiście no to wołam swoja
teściową a w kolejce awantura jakiś facet podbiegł zaczął mnie pchać (byłam z
dzieckiem na ręku!!!!!!!!!!) leciały przekleństwa i tesktuy w stylu że z
dzieckiem na miasto się nie wychodzi, że mam stać z kolejce jak oni jeszcze
dwie godziny. Ja mówię, że to nie jest moja wina, że telekomunikacja w ten
sposób traktuje klientów że kolejki sa na kilka godzin stania. Wywalili mnie
siłą od pani i czekałyśmy z boku na kierownika. po półgodzinie przyszedł
jakiś
facet żeby otworzyć nowe okienko i wepchnełyśmy mu się jako pierwsze do
obsługi. Nie muszę chyba dodawać, że w tym momencie moje dziecko darło się
już
w niebogłosy ale to nie przeszkadzało ludziom w kolejce wyzywać mnie moją
teściową od różnych padały stwierdzenia w stylu, że specjanie wzięłam
dziecko,
żeby się bez kolejki wpychać(najgłośniejsi byli 50 letni faceci) jakaś
kobieta
się za nami ujęła i dobrze, że miała siłę przebicia bo przestali nas wyzywać
i
krążyć wokół nas jak sępy nad padliną. Zajełyśmy panu około 5 minut. Nawet w
komunie był szacunek dla matki z małym dzieckiem.
na każdym kroku spotykam się z wrogością innych do mojego dziecka. Mieszkam w
sopocie a tu jest pełno starych ludzi i ich chyba drażni małe dziecko. Rzadko
kiedy ktoś pomoże w autobusie. raz miałam taką sytuację, że przy wysiadaniu
koło mi się zaklinowało w drzwiach szamocę się i nic w końcu rozpłakałam się
i
krzyknęłam do ludzi w autobisie czy mógłby mi ktoś pomóc. Wstała jakaś
starsza
pani i pomogła. Wiem, że mogę liczyć tylko na siebie. Może ten bunt jest
wypisany na mojej twarzy i dlatego tyle jadu widzę w innych.
Zdarzają się jednak czasem dobrzy ludzie, ale jest ich naprawdę mniej.
A jak to jest u was? Spotkacie się z grzecznością i pomoca innych. Wydaje mi
się, że człowiek nie ma szacunku dla drugiego człowieka i coś takiego jak
empatia w dzisiejszych czasach nie istnieje ( z małymi wyjątkami)