Dodaj do ulubionych

toksyczna matka=toksyczna babcia?

29.09.05, 15:57
Czy toksyczna matka (również tesciowa),która wytresowała swoje dziecko
szantazem emocjonalnym i manipulacją doprowadzoną do perfekcji moze nie być
toksyczną babcią?
Czy będąc taką osobą jest w stanie zbudować zdrową relację z wnukiem,czy w
niego również w mniej lub bardziej świadomy spósób będzie sączyć toksyczny jad?

Jakie macie zdanie na ten temat
Obserwuj wątek
    • sol_bianca Re: toksyczna matka=toksyczna babcia? 29.09.05, 16:12
      Ja myślę, że nie musi byc. Często ma się inny stosunek do własnych dzieci, a
      inny do wnuków. To inna sytuacja emocjonalna, no i ludzie też się z wiekiem
      zmieniają. Ale chyba nie ma jednej zasady.
      • marianna73 Re: toksyczna matka=toksyczna babcia? 29.09.05, 22:50
        sol_bianca napisała:

        > Ja myślę, że nie musi byc. Często ma się inny stosunek do własnych dzieci, a
        > inny do wnuków.


        naprawdę myślisz,że histeryczna matka ,która była w stosunku do swojego dziecka
        notorycznie zaborcza,stosowała szantaż emocjonalny,wychowywała bazując na
        wywoływaniu poczuciu winy przez co jej dziecko jest nieśmiałe,niepewne, bardzo
        wycofane,ustępliwe,bardzo podatne na manipulację,niebardzo radzące sobie w zyciu

        czy naprawdę wierzysz,że taka kobieta może mieć normalny stosunek do
        wnuków,nieakceptując partnera(ki) swojego dorosłego dziecka i tego,że to dorosłe
        dziecko zakładając rodzinę w naturalny sposób oddalił się od
        rodziców,nieakceptując faktu,że nie jest już całym światem swojego dorosłego
        dziecka,bo mi jakoś barkuje pomimo dobrej woli tej wiary



        To inna sytuacja emocjonalna, no i ludzie też się z wiekiem
        > zmieniają.


        owszem zmieniają się czasem,ale moim zdaniem raczej na gorsze
        • sol_bianca marianna, 01.10.05, 20:00
          Odnoszę wrażenie, że nie chcesz, żebyśmy ci pisały jakie jest nasze zdanie,
          tylko zebyśmy potwierdziły twoje. Odnoszę wrażenie, że masz do kogos żal (mamy?
          teściowej?) i szukasz potwierdzenia, że ta osoba jest okropna i nie nadaje się
          na babcię. Nie dam ci takiego potwierdzenia, bo nie znam tej osoby. Napisałam,
          co myślę. Określenie "toksyczna matka" też jest zbyt ogólnikowe, żeby wyrokować.

          A z zaborczości naprawdę można się "wyleczyć", znam takie przypadki. Jednym
          przechodzi, innym nie. Ty nie zadałaś pytania o konkretną sytuację, tylko
          ogólnie, więc odpisałam, że może być róznie, i potrzymuję tą tezę.
          • marianna73 Re: marianna, 03.10.05, 17:14
            Bynajmniej, nie szukam akceptacji na forum,
            mam świadomość ,że takie poparcie byłoby bardzo pozorne,bo nikt na forum nie
            zna dokładnie mojej sytaucji(dlatego nawet nie próbowałam jej szerzej opisywać
            jak zauważyłaś),ale naturalnym jest,że szukam przypadków przynajmniej
            sprawiających wrażenie podobnych do mojej .

            Odniosłaś mylne wrazenie, jak najbardziej jestem ciekawa czy są tu osoby,którym
            udało się i mimo , że miały toksyczną matkę to po czasie jest kochaną babcią,
            która kocha wnuki mądrą miłością ,która dodaje skrzydeł, a nie nakłada pętlę na
            szyję...
            Niechcę dla chorej zasady eksperymentować na własnym dziecku i narażać go na
            przykre doświadczenia ,które mogłyby odcisnąć się piętnem na całym jego
            życiu,dlatego cały czas szukam potwierdzenia ,ze gra jest warta świeczki...
    • cruella Re: toksyczna matka=toksyczna babcia? 29.09.05, 16:52
      Niestety, moja mama przekłada te same uczucia, które żywiła względem mnie na
      moje dzieci. Może nie z takim samym zapałem (ja na to nie pozwalam) ale zostawić
      ich samych z nią nie mogę. Ona ma swój system karania, krytykowania, upominania.
      Patrzy na starszego syna jak na mnie, nigdy nie jest zadowolona z jego ocen
      (choć syn należy do prymusów), krytykuje zajęcia dodatkowe (w moim przypadku na
      nie nie pozwalała), krytykuje wydatki (u mnie zamykała portfel i sprawa sama się
      rozwiązywała). Jest tak samo cięta w słowie, tak samo zgryźliwa jak w moim
      przypadku.

      I nie jest babcią, która rozpuszcza wnuków.

      Z teściową nie mamy kontaktu.
      • marianna73 Re: toksyczna matka=toksyczna babcia? 29.09.05, 22:53
        właśnie,też obawiam się tego pozostawienia dziecka sam na sam z babcią, bez nadzoru

        jeśli mogę zapytać,czy z teściową (babcią) dzieci nie mają kontaktu też z powodu
        jej toksyczności?
        • cruella Re: toksyczna matka=toksyczna babcia? 30.09.05, 11:35
          Tak i nie. Teściowa jest bardzo zaborczą matką, nigdy nie zaakceptowała faktu,
          że jej syn jest już dorosły. O ile pierwszego wnuka była w stanie "zaakceptować"
          o tyle w przypadku drugiego...najpierw nie mogła uwierzyć, że jest chłopcem,
          potem, że jest rozbrykany, potem znów coś...

          Ale głównym powodem braku kontaktu jest jej charakter, nie związany bezpośrednio
          z dziećmi.
          • marianna73 Re: toksyczna matka=toksyczna babcia? 30.09.05, 17:31
            cruella napisała:

            > Tak i nie. Teściowa jest bardzo zaborczą matką, nigdy nie zaakceptowała faktu,
            > że jej syn jest już dorosły.

            właśnie,skąd ja to znamsad

            dorosłe dziecko jeśli nawet otwarcie nie sprzeciwi się(poczucie winy,a nuż mama
            dostanie ataku serca) to mimo tego wymyka się,nie pozwala już tak inwigilować,a
            mamie bardzo się to nie podoba

            boję się,że między innymi tą chorobliwą skłonność do inwigilacji przeniesie na wnuka
    • 5aga5 marianna73 29.09.05, 22:58
      Oj nawet nie wiesz jak bardzo masz rację. Mam taką ,,teściową" - mój partner
      nie pozwoli powiedzieć nic złego na nią, chociaż wie że czasami w porządku nie
      jest. Nie chciał ze mną zamieszkać przed narodzeniem dziecka wiesz czemu? ,,bo
      mamie byłoby przykro". Bardzo żałuję że wtedy go nie zostawiłam.
    • igielka6 Re: toksyczna matka=toksyczna babcia? 30.09.05, 11:21
      Nie wiem, czy Cię to pocieszy, ale sama mam taka własnie mamę. Od zawsze była
      nieomylna, nigdy nie powiedziała przepraszam. Nieustannie krytykowała,
      napominała. Jedna wielka zrzęda. Z wiekim staje się coraz gorsza. Ale w
      stosunku do mnie, nie do wnuka (nawet nie do zięcia).
      Krytykuje naokrągło i wszystko.Nic nie może się obyć bez jej komentarza, a
      każde zdanie zaczyna od słów: "Jak ja....", "Moim zdaniem..." , "Uważam,
      że..." - istna wyrocznia. Tyle tylko, że ja już nie jestem mała, zalezną od
      niej - nie tylko finansowo- dziewczynką i dobitnie mówię, że nic mnie jej
      zdanie nie interesuje. Oczywiście jak ja zycznam mówić coś krytycznego, to ona
      od razu dostaje "globusa" i nie może tego słuchać (znowu szantażyk -jak nie
      będziesz miła, to przez Ciebie umrę...).
      Niedawno byłam w szpitalu. Jestem w 7 msc ciąży i mam rocznego synka. I
      najzwyczajniej w świecie z powodu przemęczenia, wylądowałam na podtrzymaniu.
      (Do tej pory mój synek oglądał babcię w na niedzielnych obiadkach).Przy wypisie
      dostałam jednoznaczne wskazówki - nie dźwigać. Niestety mama "nie może" mi
      pomóc, bo ma swoje ważniejsze sprawy...Przychodzi tylko codziennie zabrać
      wnuczka na spacer - chociaż tyle. Ale żeby coś więcej - to mi powiedziała, że
      nie jest moją służącą....
      No cóż. W efekcie właśnie poszukuję niani (nawiasem mówiąc, jak ktoś może kogoś
      polecić na terenie Krakowa, to proszę o kontakt: pinzona@poczta.fm).
      Ale się rozpisałam. A chciałam Ci powiedzieć, że jakkolwiek wymagająca i
      toksyczna była zawsze wobec mnie, wobec wnuka jest zupełnie inna. Nie stosuje
      takich chwytów. Prowadzi raczej inną grę - usiłuje ze mną rywalizować o jego
      uczucia (no comment). Co również nie jest bez znaczenia, ponieważ podważa
      notorycznie mój autorytet. Ja nakrzyczę, babunia już jest w pobliży,
      żeby "obronić przed niedobrą mamą", nie może mu czegoś dać , to mówi" nie mogę
      kochanie, bo mama będzie na nas krzyczała"(jakby sama tego nie rozumiała, że
      zapałki nie są najlepszą zabawką dla dziecka..). Ale mój synek - choć bardzo
      jeszcze młody - nie jest głupi i nie daje się wciągnąć w te gierki. Wręcz takie
      postępowanie mści się na babci. W sytuacjach "kryzysowych" i tak biegnie do
      mamuni, a babcia jest fajna, bo można sobie z niej pożartować - np. pluć w nią
      zupką(mnie to się nigdy nie zdaża). Widocznie mały uznł, że skoro babcia łamie
      wszystkie zasady, to i jemu wolno...
      Ostatecznie, babci się nie wybiera, tylko ma. Trudno zabronić dzicku z nią
      kontatków. Myślę, że trzeba je kochać po swojemu i po swojemu wychowywać, a
      zachowania babci po prostu mieć na uwadze i czasem w razie potrzeby ją
      utemperować.
    • judytak Re: toksyczna matka=toksyczna babcia? 30.09.05, 11:48
      będąc babcią, kobieta raczej będzie przejawiała te same cechy, jak będąc matką
      ale zdecydowanie w mniejszym natężeniu, bardziej "na luzie"
      poza tym "efekty" nie będą takie, jak w przypadku dziecka, bo
      babcia "oddziaływuje" krócej, i nie z pozycji osoby, od której dziecko jest
      totalnie zależne

      pozdrawiam
      Judyta
      • dagmama Re: toksyczna matka=toksyczna babcia? 30.09.05, 12:47
        Niestety, stosunek do dzieci przenosi się na wnuki.
        Na szczęście błędy wychowawcze naszych rodziców możemy naprawić wychowując
        własne dzieci.
        Sprawdza się to w moim przypadku. Rodzice trzymali mnie i brata na dystans,
        przypisywali nam dorosłe cechy, kiedy byliśmy mali, stosowali szantaż
        emocjonalny, dawali sprzeczne sygnały. Nie wspomnę o dotkliwych karach.
        Moje dziecko widzieli dwa razy w życiu.
        Mama nie chciała go wziąć na ręce...
        Dziecko brata oglądała trzy razy, na rękach nie miała ani razu.

        Za to ja i brat zrobimy wszystko, zeby nasze dzieci nigdy nie czuły się tak jak
        my kiedyś...
        • marianna73 Re: toksyczna matka=toksyczna babcia? 30.09.05, 17:37
          dagmama, czy to,że dzieci tak rzadko widują babcię wynika z braku inicjatywy
          zarówno waszej jak i babci?
          czy jest tak,że jeśli Wy nie odwiedzicie z dziećmi babci to ona tego napewno nie
          zrobi,czyli całkowita inicjatywa i budowanie więzi dzieci z bacią należy do Was?
          • cruella Re: toksyczna matka=toksyczna babcia? 30.09.05, 17:45
            Nie wiem, jak to jest u dagmamy.

            U nas wyglądało to w ten sposób, że cała inicjatywa związana ze spotkaniami
            wychodziła od nas. Teściowa ograniczała się jedynie do telefonów. Dzieci
            widziała jedynie wtedy, gdy do niej jeździliśmy (kilka razy zdarzyło jej się do
            nas przyjechać: chrzty dzieci, sporadyczne urodziny, nigdy święta czy też zwykła
            wizyta) a mieszkaliśmy w jednym mieście.

            To się nazywa...chłodny wychów wnuków. Nie było mowy o przytulaniu, śpiewaniu
            kołysanek, zabawach. Podczas tych krótkich spotkań skupiała się jedynie na
            przypominaniu dzieciom, jak powinni się u niej zachowywać, nam, jakie mamy
            względem jej rodziny obowiązki i synowi, jak się na nim zawiodła.

            Może dlatego dzieci nie tęsknią za babcią. O dziadku, który nawet nie chciał
            zobaczyć wnuka, nie będę pisałasad((
            • monika19782 Re: toksyczna matka=toksyczna babcia? 30.09.05, 18:21
              Moja mama była toksyczna za to babcią dla mojej córki jest wspaniałą.
    • kasik751 Re: toksyczna matka=toksyczna babcia? 01.10.05, 12:29
      Mysle, ze nie musi tu byc znak rownosci, ale najczesciej jest, tylko metody sie
      zmieniaja. U nas tak jest. Do wnuka dociera sie inaczej, bo jeszcze po drodze
      mozna wykorzystac w tym celu wlasne dziecko czyli matke lub ojca wnuka.
      Ja akurat nie wierze, ze ludzie sie zmieniaja i nie wierze, z sfrustrowana,
      rozbita emocjonalnie i niezrownowazona w pewien sposob toksyczna matka, ktora
      kieruje sie wypaczonym systemem wartosci, nagle sie zmienia. Kregoslup moralny
      i zasady nie znikaja ot tak sobie. To moze zupelnie inaczej wygladac, powstaje
      nowa technika, ale cel jest ten sam - upokarzac. Zeby ona sie zmienila trzeba
      by najpierw wyleczyc przyczyne jej problemu, w innym wypadku zmienia sie tylko
      forma.
      Moja mama uwazam, ze wcale sie nie zmienila, mimo ze jej stosunek do mnie
      zmienil sie radykalnie. Wynika to z kilku slow prawdy, ktore ode mnie
      uslyszala. Ale wiem, ze zmienila swoje zachowanie wylacznie w stosunku do mnie
      (np. w stosunku do mojego brata juz nie) i zrobila to na uzytek utrzymania
      kontaktu ze mna, jakiegokolwiek kontaktu, a takze mozliwosci dalszego
      uczestnictwa w moim zyciu, bo by nie wytrzymala bez chociaz pozorow kotroli.
      Obecnie to ja dyktuje warunki, robie to konsekwentnie i mam spokoj, wiec
      zgadzam sie na taki stan rzeczy, ale ona nie zmienila sie ani o milimetr. Jje
      emocjonalna lodowka ma takie rozmiary, ze nie jest w stanie przelamac sie do
      mojego dziecka, to ponad jej mozliwosci. A gdy nawet sie przelamuje, gdy ma
      lepsze momenty to sa one tak bezbarwne i sztuczne az mi jej szkoda, ze taka z
      niej uczuciowa kaleka.
      Pozdrawiam.
      • zuzik30 Re: toksyczna matka=toksyczna babcia? 01.10.05, 12:49
        Moja matka wygaduje na prawo i na lewo, jakie to ma niedobre, niewdzięczne i
        psychcznie chore dzieci, co jej zdaniem jest wynikiem dziwnego splotu genów.
        Jakie było nasze dzieciństwo nie będę pisać, bo powieliłabym tylko wypowiedzi
        forumowiczek. Podobnie jak moja poprzedniczka wreszcie odważyłam się jej
        powiedzieć kilka słów prawdy co oczywiście wywołało wielką obrazę (dodam
        jeszcze że mam ojca furiata), a więc awantura była okropna. Obecnie to ja
        stosuję metodę "emocjonalnej lodówki" i kiedy mi się coś nie podoba, mówię to
        wprost (nigdy wcześniej się nie odważyłam im sprzeciwić). Myślę, że coś tam do
        nich dotarło, bo moje dziecko rozpieszczają bardzo, starając się udowodnić, jak
        oni wspaniale znają się na wychowaniu dzieci. Oczywiście nieraz już usłyszałam,
        że jestem niedobrą matką, która zaniedbuje głodzi i ubiera bez gustu, ale nie
        zrobiło to na mnie wrażenia, bo wiem, że w ten sposób wylewają swoje
        frustracje, a moje dziecko naprawdę bardzo mnie kocha. W przyszłości planujemy
        się wyprowadzić jak najdalej, bo obawiam się, że zaczną buntować dziecko
        przeciwko mnie. Wiem,ze są nieszczęśliwi, ale ja na prawdę nie umiem już ich
        kochać. Jedyne czego pragnę, to żeby znikli z mojego życia.
    • lolinka2 Re: toksyczna matka=toksyczna babcia? 01.10.05, 15:10
      moja toksyczna mama jest toksyczna babcia. O teściowej nie napiszę bo nie żyje.
      • dagmama Re: toksyczna matka=toksyczna babcia? 01.10.05, 16:55
        Marianno,
        moi rodzice wynieśli się z miasta, gdzie mieszkaliśmy, po przejściu na emeryturę.
        Wybudowali sobie domek 350km ode mnie, jak jeszcze nie miałam dziecka.
        Chętnie zapraszają, ale dla nas z dzieckiem to cała wyprawa, 8 godzin jazdy.
        Moja mama nie przyjechała, chociaż mogła, by być ze mną i małym po porodzie.
        Okazało się, że nie mają pieniędzy i z kim zostawić domu. Byłam zła, bo ciąża
        nie trwa miesiąc i wszystko można było ułożyć. Po prostu im nie zależało.
        Wcześniej musiałam pogodzić się z tym, że moją ciążę uważali za poroniony
        pomysł, jakbym wpadła i miała być samotną matką. A byłam 8 lat po ślubie.
        No i sprawa pobytu u nich w tym domu.
        Mają dwa psy, trzymają je w domu, jeden po okrutnym traktowaniu u poprzednich
        właścicieli jest moim zdaniem niebezpieczny. Warczy i szczerzy zęby na dziecko.
        Dziecko miało rok i nie ma mowy, zeby mu wytłumaczyć, żeby piesków nie
        zaczepiał, nie zaglądał do misek, itd.
        Moja mama twierdzi, że ja powinnam uważać na psa. Jeśli mi się to nie podoba,
        mogę siedzieć z dzieckiem zamknięta w którymś pokoju, albo ona zamknie się z
        psem w jakimś pokoju.
        Byliśmy tam cztery dni, mama nie dotykała małego, nie brała na ręce, nie
        zagadywała. I jeszcze musiałam znosić wyrzuty, jak to źle wyszłam za mąż
        (pisałam w wątku o mezaliansie) a mogłam wiele osiągnąć. A tak jestem nikim.
        Nie będę zanudzać całą historią, chodzi o wychowanie mnie przez nich, wysyłanie
        mi, całymi latami, sprzecznych sygnałów. Na zmianę: możesz wszystko, jesteś
        zdolna i: tępa idiotka, bez gustu, niedorozwinięta.
        Chyba mnie nie akceptowali i nie akceptują też mojego dziecka.
        Mój brat ma podobnie i przynajmniej z nim się wspieramy. Oboje jesteśmy zdania,
        ze dzieci powinno się wspierać i kochać, czego nasi rodzice nam nie dawali.
        Sorry za przydługi post.
        Pozdrawiam
        • dagmama Re: toksyczna matka=toksyczna babcia? 01.10.05, 16:58
          Przepraszam, w końcu nie odpowiedziałam na pytanie.
          Tak, telefony i sprawozdania, jak tam się wnuczek rozwija zależą tylko od mojej
          inicjatywy i dobrej woli.
          • eleonorak Re: toksyczna matka=toksyczna babcia? 01.10.05, 17:30
            Pod co niektórymi Waszymi postami mogłabym się podpisać obiema rękami. o ładnie
            mi się zrymowało. Ale najlepsze co możemy zrobić, to odciąć się emocjonalnie od
            toksycznych matek i zrobić wszystko, żeby nasze dzieci nie wystawiły nam
            podobnego rachunku. Oczywiście łatwiej powiedzieć niż zrobić. Ja w każdym bądź
            razie ciągle mam wbite w głowę : tylko rób tak, żeby Twoje dziecko cię nie
            znienawidziło. Wolę tysiąc razy poprosić dziecko np. o posprzątanie pokoju, niż
            wyzywać od leni, nierobów itp. Święta nie jestem i nie powiem nerwy mnie czasem
            ponoszą. Mam jednak żelazne zasady - nie poniżać, obrażać etc.Gdyby nie własne
            doświadczenia pewnie tak nie stawiałabym sobie tak wysoko poprzeczki, żeby być
            matką idealną.Jakoś tak sobie ubzdurałam, że jak nie będę idealna, to będę
            powielać wzorzec matki toksycznej. Bardzo się staram, żeby moje dziecko jak
            dorośnie nie musiało ode mnie uciekać na drugi koniec Polski czy świata.
            • eleonorak Re: toksyczna matka=toksyczna babcia? 01.10.05, 21:53
              w odniesieniu bezpośrednio do tematu uważam że taka "lodowka emocjonalna" -
              super określenie- chłodzi wszystko, a raczej wszystkich. Także wnuki. Pole
              rażenia, w zależności od siły i częstotliwości kontaktów, jest zmienne. A co
              najgorsze, jak już się komuś taka "lodówka" trafiła to ma się ciągle nadzieję
              ,że kiedyś się odmrozi albo przejdzie cudowną metamorfozę i stanie się
              emocjonalnym grzejnikiem .
              • dagmama Re: toksyczna matka=toksyczna babcia? 01.10.05, 23:37
                A co
                najgorsze, jak już się komuś taka "lodówka" trafiła to ma się ciągle nadzieję
                ,że kiedyś się odmrozi albo przejdzie cudowną metamorfozę i stanie się
                emocjonalnym grzejnikiem .

                Bardzo mądrze napisałaśsmile))
                Mam tylko nadzieję, ze uda nam się być lepszymi matkami. Oby nasze dzieci nie
                myślały o nas tak, jak my o swoich matkach.
                To czasem takie smutne...
    • tojaa33 Re: toksyczna matka=toksyczna babcia? 31.01.06, 15:20
      Ja tam nie wierzę,że taka osoba zbuduje prawidłową relację
      IMO toksyczny człowiek buduje chore relacje interpersonalne, czy to z
      przyjaciółką, synem, córką, czy wnukami...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka