Dodaj do ulubionych

Traiskirchen-Austria refugee camp

IP: *.ipt.aol.com 05.12.01, 03:35
moze jest na forum ktos kto w latach 1980-82 emigrowal przez slynny oboz
Traiskirchen pod Wiedniem, kto mieszkal w slynnym "Hiltonie" ? to sa
niezapomniane wrazenia, tysiace ludzi z PRL pieklo pod Wiedniem
tlum,rogardiasz,awantury,wybujale nadzieje i oczekiwania. Handel piwem
ipapierosami na "kwarantanie" z Rumunamii,nocne wypady do Wiednia.
Sprzedawanie skromnego dobytku za kilka szylingow na Mexico Platz. Widzialem
scene sprzedania Fiata 126 [malucha] za kilka paczek Mallboro,przed wylotem do
Australii.Obozy przejsciowe na poludniu Austrii- Steirmark, Kartnen itp. Jesli
jestes jednym z tych co znaja ten temat to wejdz do forum ,chetnie poznam.
Obserwuj wątek
      • Gość: gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 05.12.01, 04:13
        swietnie!!! nareszcie ktos z tych czasow. Pamietasz ta "wytwowrnie" pijakow i
        rozrabiakow [singli]co mieszkali w "Hiltonie" spalem tam kilka razy przed
        interviu,gosciowi obok mnie ukradli w nocy buty rano do ambasady
        australijskiej jechal w podartych tenisowkach pozyczonych od Rumuna. W
        pensjonatach bylo OK !! mysmy dostawali jako nieliczni troche szylingow na
        wyzywienie od wladz obozu,chlopaki przeznaczali je na kupno "krowy" - wielka
        butla taniego wina, a zyli z tego co natura dala gotujac zupki ziemniaczane
        itp.Poludnie Austrii jest cudowne zwlaszcza Alpy zimowa pora- masz racje to
        byl dobry czas. Kto nastepny ?
        • Gość: dreptak2k Re: Traiskirchen-Austria sentymenty itp IP: 202.62.139.* 11.12.01, 14:22
          Jest to juz moj drugi post w tym temacie. Zadziwia mnie, ze jest tutaj tak maly
          odzew. Czybyscie juz nie pamietali? Bylo nas tam bardzo wielu. Moze tak sie
          zlozylo, ze ci co emigrowali przez austrie nie zagladaja na to forum lub tez
          nie uzywaja komputerow?

          Chyba jednak nie. Obawiam sie, ze wiekszosc naszych rodakow po porostu nie
          chcie sie przyznac, nie chce pamietac, ze ten kraj wlasnie zliczyla.

          Austri nie zapomne nigdy. Byl to kraj najwiekrzych kontrastow jakie widzialem -
          przynajmniej wowczas. Polaczenie wschodu i zachodu. Pamietam taki zydowski
          dowcip z przelomu wieku (19/20). Zyd mieszkajacy gdzies blisko punktu
          potrojnego mowi: najgorzej to jest z tymi austriakimi. Ruskie - wiadomo, biora
          (lapowki), niemcy - wiadomo, nie biora. Z austriakami jest ciagle problem,
          migdy nie przewidzisz, biora czy nie.

          Nastepna dziwna historia, ktora pamietam z austrii. Gdy wyladowalismy na
          kampingu w wiedniu (gdzis na poludniu miasta, nie pamietam dzielnicy), nie
          bardzo wiedzielismy co dalej ze soba zrobic. Przypadkiem spodkalem znajomego z
          podworka - on zajmowal sie przemytem jakichs tam towarow z turcji a moze z
          jugoslawii - nie pamietam detali. Nie wiedzial wiele na tamat, ktory nas
          interesowal; wiedzial jednak, ze na dworcu kolejowym (chyba polodniowym, ale
          nie pamietam) sa tacy, co za jedyne 300 szylingow przewoza ludzi do
          trjaiskirchen. On sam osobiscie nie radzil nam korzystac z ich uslug ale,
          mielismy nadzieje, ze sie cos od nich dowiemy - co nalezy robic, itp. Byli oni
          chetni, zeby nas przewiesc, zadnych informacji nie chcieli przekazac.

          Informacja nie byla latwa i trzeba bylo za nia placic. Od transportowiczow nie
          dowiedzielismy sie wiele.

          Bedac czlowiekiem troche niezaleznym, postanowilem znalezc cala informacje
          samodzielnie i do tego za darmo.

          Byl to albo koniec lipca lub sam poczatek sierpnia. Nie jestem calkiem pewien,
          ale wydaje mi sie, ze bylo tam jakies swieto panstwowe (moze tylko week-end?),
          dosc, ze wszystie instytucje panstwowa przestawaly dzialac.

          Wyruszylismy na motorze na wieden w poszukiwaniu posterunkow policji - mielismy
          je zaznaczone na mapie - miejac nadzieje, ze sie czegos dowiemy. Gdzie tylko
          nie dojechalismy, posterunek okazal sie zamkniety na dlugi (chyba) week-end.
          Tak to dojechalismy do samego centrum wiednia i w podziemiu (chyba to sie
          nazywalo karlsplatz) znalazlem posterunek, ktoory byl otwarty. Mlody policjant
          przyjal mnie dosyc dobrze i sympatycznie (rozmowa po angielsku), nastepnie
          wyprowadzil mnie na zewnatrz (ciagle w podziemiu) i dorpowadzil mnie do
          informacji turystycznej, ktora to tam wlasnie sie miescila.

          Panienka w informacji byla bardzo dobrze zorientowana. Nie dosc, ze wyjasnila
          mi, ze oboz dla uchodzcow w wiedniu nie jest w wiedniu, tylko w trajchu,
          pouczyla mnie, ze jezeli tylko chce spotkac swoich rodakow, trzeba mi jechac do
          mexyku (mexicoplatz, czy tak sie to pisze?). Za jedyne 5 szylingow sprzedala mi
          mape, ma ktorej ow trajch byl zaznaczony. Mapa okazala sie wyjatkowo dobra,
          byla przez cale miesiace pozniej pozyczana przez wszyskich, nawet posiadaczy
          mapy za 90 sz.

          Na mexyku (w mexyku?) nie bylem nigdy. Ciagle jednak jestem pod wrazeniem
          panienki z informacji, ktora to wiedziala lepiej co ja sie chce dowiedziec
          sie, niz ja sam wiedzialem wowczas.

          Jak weszlismy do obozu - troche przypadkiem - opisalem powyzej.

          Tyle chyba moj drugi nawrot swiadomosci austriackiej.

          Czy naprawde wiekrzosc z was juz tego nie pamieta?
        • Gość: dreptak2k Re: Traiskirchen-Austria sentymenty itp IP: 202.62.139.* 11.12.01, 14:29
          Jest to juz moj drugi post w tym temacie. Zadziwia mnie, ze jest tutaj tak maly
          odzew. Czybyscie juz nie pamietali? Bylo nas tam bardzo wielu. Moze tak sie
          zlozylo, ze ci co emigrowali przez austrie nie zagladaja na to forum lub tez
          nie uzywaja komputerow?

          Chyba jednak nie. Obawiam sie, ze wiekszosc naszych rodakow po porostu nie
          chcie sie przyznac, nie chce pamietac, ze ten kraj wlasnie zliczyla.

          Austri nie zapomne nigdy. Byl to kraj najwiekrzych kontrastow jakie widzialem -
          przynajmniej wowczas. Polaczenie wschodu i zachodu. Pamietam taki zydowski
          dowcip z przelomu wieku (19/20). Zyd mieszkajacy gdzies blisko punktu
          potrojnego mowi: najgorzej to jest z tymi austriakimi. Ruskie - wiadomo, biora
          (lapowki), niemcy - wiadomo, nie biora. Z austriakami jest ciagle problem,
          migdy nie przewidzisz, biora czy nie.

          Nastepna dziwna historia, ktora pamietam z austrii. Gdy wyladowalismy na
          kampingu w wiedniu (gdzis na poludniu miasta, nie pamietam dzielnicy), nie
          bardzo wiedzielismy co dalej ze soba zrobic. Przypadkiem spodkalem znajomego z
          podworka - on zajmowal sie przemytem jakichs tam towarow z turcji a moze z
          jugoslawii - nie pamietam detali. Nie wiedzial wiele na tamat, ktory nas
          interesowal; wiedzial jednak, ze na dworcu kolejowym (chyba polodniowym, ale
          nie pamietam) sa tacy, co za jedyne 300 szylingow przewoza ludzi do
          trjaiskirchen. On sam osobiscie nie radzil nam korzystac z ich uslug ale,
          mielismy nadzieje, ze sie cos od nich dowiemy - co nalezy robic, itp. Byli oni
          chetni, zeby nas przewiesc, zadnych informacji nie chcieli przekazac.

          Informacja nie byla latwa i trzeba bylo za nia placic. Od transportowiczow nie
          dowiedzielismy sie wiele.

          Bedac czlowiekiem troche niezaleznym, postanowilem znalezc cala informacje
          samodzielnie i do tego za darmo.

          Byl to albo koniec lipca lub sam poczatek sierpnia. Nie jestem calkiem pewien,
          ale wydaje mi sie, ze bylo tam jakies swieto panstwowe (moze tylko week-end?),
          dosc, ze wszystie instytucje panstwowa przestawaly dzialac.

          Wyruszylismy na motorze na wieden w poszukiwaniu posterunkow policji - mielismy
          je zaznaczone na mapie - miejac nadzieje, ze sie czegos dowiemy. Gdzie tylko
          nie dojechalismy, posterunek okazal sie zamkniety na dlugi (chyba) week-end.
          Tak to dojechalismy do samego centrum wiednia i w podziemiu (chyba to sie
          nazywalo karlsplatz) znalazlem posterunek, ktoory byl otwarty. Mlody policjant
          przyjal mnie dosyc dobrze i sympatycznie (rozmowa po angielsku), nastepnie
          wyprowadzil mnie na zewnatrz (ciagle w podziemiu) i dorpowadzil mnie do
          informacji turystycznej, ktora to tam wlasnie sie miescila.

          Panienka w informacji byla bardzo dobrze zorientowana. Nie dosc, ze wyjasnila
          mi, ze oboz dla uchodzcow w wiedniu nie jest w wiedniu, tylko w trajchu,
          pouczyla mnie, ze jezeli tylko chce spotkac swoich rodakow, trzeba mi jechac do
          mexyku (mexicoplatz, czy tak sie to pisze?). Za jedyne 5 szylingow sprzedala mi
          mape, ma ktorej ow trajch byl zaznaczony. Mapa okazala sie wyjatkowo dobra,
          byla przez cale miesiace pozniej pozyczana przez wszyskich, nawet posiadaczy
          mapy za 90 sz.

          Na mexyku (w mexyku?) nie bylem nigdy. Ciagle jednak jestem pod wrazeniem
          panienki z informacji, ktora to wiedziala lepiej co ja sie chce dowiedziec
          sie, niz ja sam wiedzialem wowczas.

          Jak weszlismy do obozu - troche przypadkiem - opisalem powyzej.

          Tyle chyba moj drugi nawrot swiadomosci austriackiej.

          Czy naprawde wiekrzosc z was juz tego nie pamieta?
    • Gość: Toto Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.proxy.aol.com 05.12.01, 04:33
      Pensjonat to byl raj.Ja do dzis nie rozumiem dlaczego wielu z tych co byli w
      obozie chcieli mieszkac w Treichu.OK z praca moze bylo lepiej ,blisko Wiednia,
      ale prace mozna bylo znalezc wszedzie.My tez dostawalismy Taschengeld ,chyba
      400 szylingow,plus to co zarobilismy na czarno.Zarcie bylo za darmo.Zyc nie
      umierac.Do tego piekne okolice i perspektywa wyjazdu za ocean.
      Pamietam sale na dole gdzie sie spalo jak trzeba bylo cos zalatwic w biurze i
      zabieralo to wiecej niz 1 dzien.Do swojej miesciny wracalem na kolanach.
      Krowy tez sie zdarzalysmile
      • Gość: gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 05.12.01, 05:04
        toto - mysle ze jestes w Stanach bo ja tak, sporo w tym czasie lecialo do
        Australii i RPA,szczegolnie pod koniec 81 r, ciekawe czy sie ktos zglosi? RPA
        to dzisiaj tyfus,ale pamietam tlumy naszych ludzi ktorzy za wszelka cene tylko
        tam chcieli sie dostac, ciekawe co dzisiaj ? Wracajac do Austrii ,takiej
        czystosci i porzadku nie znajdziesz nigdzie, bylem w Kartnen na styku granicy
        italiansko jugoslowianskiej w Alpach cudownie pieknie w lipcu osniezone
        szczyty Alp, pracowalem w Gasthausie,najlepsze napiwki dawali Niemcy,spotkalem
        tam nawet bylych slazakow [mowili po polsku] co wyemigrowali do Reichu troche
        wczesniej, duzo wspomnien !!1
    • Gość: polishAM Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.tnt33.ewr3.da.uu.net 05.12.01, 04:59
      A jakze, trafilem tam na dwa miesiace przed stanem wojennym. W Traichu bywalem
      kilka razy w tygodniu wiec znalem ten burdel, albanow, rumunow, polskie dziwki,
      gigantow ze Szczecina. Ja mieszkalem w drugim luksusowym przybytku Gotzendorf,
      jezeli sobie przypominasz. Oczywiscie unikalem jak diabla pensjonatow, bo byly
      za daleko od Wiednia i nie dalo sie kontrolowac spraw. Szybko udalo mi sie
      zalapac do Pol. Afryki gdzie spedzilem najlepszy czas mojego zycia.
      • Gość: gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 05.12.01, 05:35
        a to ciekawe ??? mysle ze juz w RPA nie ma cie,wiem ze to byla legenda w 81r.
        ale dzisiaj to kociol tam jest. Wtedy dawali najlepsze warunki bytowe z calej
        emigracji rodziny z dziecmi jechaly na gotowe[wyposazone domki itp]praca na
        kontrakt w/g kwalifikacji zawodowych itp. prawda? Zgadzam sie ze w Traichu
        byla malaria [pisze o tym na poczatku forum] ale bauery" najlepiej braly do
        pracy spod muru Traichu, szlo zarobic. Znales slynnego Jurgensa" [pijak i
        awanturnik nr 1]na "Hiltonie" drugie pietro, ten wywijal numery z "kasztanami"
        ze strazy obozowej. Gdzie lapales prace we Wiedniu?
        • zbigniew_lewandowski Re: Traiskirchen-Austria refugee camp 13.06.03, 03:48
          Gość portalu: gen napisał(a):

          > a to ciekawe ??? mysle ze juz w RPA nie ma cie,wiem ze to byla legenda w 81r.
          > ale dzisiaj to kociol tam jest. Wtedy dawali najlepsze warunki bytowe z calej
          > emigracji rodziny z dziecmi jechaly na gotowe[wyposazone domki itp]praca na
          > kontrakt w/g kwalifikacji zawodowych itp. prawda? Zgadzam sie ze w Traichu
          > byla malaria [pisze o tym na poczatku forum] ale bauery" najlepiej braly do
          > pracy spod muru Traichu, szlo zarobic. Znales slynnego Jurgensa" [pijak i
          > awanturnik nr 1]na "Hiltonie" drugie pietro, ten wywijal numery
          z "kasztanami"
          > ze strazy obozowej. Gdzie lapales prace we Wiedniu?
    • Gość: volny Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 05.12.01, 09:46
      tez tam bylem jeden tydzien
      a pozniej w Reighraming 60 km na poludnie od Linzu
      byly to wspaniale wakacje.
      dalej utrzymujemy kontakty z ludzi u ktorych mieszkalismy
      zotawielm tam malucha 126
      Witold@volny.com

      Gość portalu: gen napisał(a):

      > moze jest na forum ktos kto w latach 1980-82 emigrowal
      przez slynny oboz
      > Traiskirchen pod Wiedniem, kto mieszkal w slynnym
      "Hiltonie" ? to sa
      > niezapomniane wrazenia, tysiace ludzi z PRL pieklo pod
      Wiedniem
      > tlum,rogardiasz,awantury,wybujale nadzieje i
      oczekiwania. Handel piwem
      > ipapierosami na "kwarantanie" z Rumunamii,nocne wypady
      do Wiednia.
      > Sprzedawanie skromnego dobytku za kilka szylingow na
      Mexico Platz. Widzialem
      > scene sprzedania Fiata 126 [malucha] za kilka paczek
      Mallboro,przed wylotem do
      > Australii.Obozy przejsciowe na poludniu Austrii-
      Steirmark, Kartnen itp. Jesli
      > jestes jednym z tych co znaja ten temat to wejdz do
      forum ,chetnie poznam.

    • Gość: artur Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: 194.180.104.* 05.12.01, 16:09
      X.1979 - chyba rekord co do "historycznosci" daty, co ?

      Bylech tam kilka dni, a potym tysz fajne kilka tydniow
      w Grain an der Donau (kolo Melk). Joch tam szol nawet
      do schkoly: szwarne dziolchy, viel sport, super wyndrufki
      i kochen dla chopcow (!). Piyrsze skromne pniondze.
      Skuli mie mugbych juzas tam spyndzic kilka godzin.

      A Traiskirchen 1979: burdel, burdel, burdel -
      pelno nieogolonych dziko paczoncych niespokojnych
      facetow, choc rodziny tysz byly. Wielko stolowka,
      dugie kolejki, Etagenbetten, dziwne auta przed lagrem
      (stare fiaciki, nowe porsche). Jednej nocy slyszolech
      szczylanie, chyba seryjnie tzn. z automatu.

      A potym weiter do Rajchu, przez sztyry insze lagry itp.

      To se ne wrati - miejmy nadzieja. Ale tam bylo, hehe-ojej!
        • Gość: gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 06.12.01, 01:34
          Panowie !!! troszke kultury prosze !!-wszystko to prawda co pisze slazak a ze
          nie umie po polsku lub nie che to jego sprawa, Kontynoujmy temat. Rumunki i
          albanki w Traiskirchen byly ladne dziewki[cyganski typ urody] bylo oko na czym
          zawiesic ,ich boyfriendy siedzialy w obozie calymi latami nigdzie nie pracujac
          a forsy mieli jak diabel lodu.Jest ktos na linii kto spedzil troche czasu we
          Wiedniu ? Ja mieszkalem w III - bezirku na slynnej Baumgasse u Bushka
          przytulek dla auslanderow z azylem, obok Jugole,Turki,i lumpenploretariat
          austriacki [arbeitloose cale zycie] bylo weosolo okropnie !!!wspomnien kupa.
          Kto sie dolaczy nastepny z tego okresu ?
          • Gość: Toto Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.proxy.aol.com 06.12.01, 02:48
            W Wiedniu bywalem tylko jako gosc.Moj kumpel mieszka tam,to jezdzilem do niego
            pare razy w roku.W tych czasach imigranci byli w ogromnej wiekszosci biali
            (Polacy,Wegrzy,Czesi,Slowacy)Rzadko jakis Iranczyk.Pamietam tylko jak po raz
            pierwszy w zyciu zetknalem sie z Albanami,to byl szok kazdy nosil kose a byli
            tacy co mieli i cos wiecej.Austriacy mieli kupe klopotow z nimi.Dlatego troche
            inaczej patrze na to co sie teraz dzieje w Kosowie bo znam ich z troche innej
            strony.U mnie w tej miejscowosci co mieszkalem, Austriacy traktowali nas
            super.Bylismy dla nich dosc "egzotyczni"
            • Gość: gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 06.12.01, 03:19
              zgadza sie !!- biali w Traichu stanowili wiekszasc, ale ja juz widzialem wtedy
              paru afganczykow w ich szmaciastych ubiorach, siedzieli jak myszy pod miotla
              wystraszeni,skad w tym czasie spadli- nie wiem. Albany to byla zgraja
              brudasow,zlodzieji a ich mlode dziewczyny za pare szylingow szly na cala
              noc.Uzbrojeni byli wszyscy,dobre noze to male piwo,osobiscie widzialem spluwe
              u nie jednego. Straz obozowa miala z nimi przeboje non-stop ale i tak
              kasztanow robili w jajo. U nich mogles [albany,rumuny] kupic wszystko od
              polskiej wodki na spluwie skonczywszy,znam przypadki ze obrobili z pieniedzy
              lub kosztownosci nie jedna polska rodzine,tak bylo w obozie. Ci co decydowali
              sie na siedzenie w Wiedniu na kwaterach tworzyli polska mafie,kasztany byly
              obrabiane z automatow do sprzedawania papierosow, zakupy na "wydre" w Billi i
              innych suprmarkietach. Kto zna wiecej?????
              • Gość: gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 06.12.01, 03:46
                a ja po raz pierwszy dostalem w kuchni w Trajchu cale pomarnaczo i tabliczke
                czekolady, to byla frajda !!!! A w styczniu 82r nocowalismy w zaparkowanym
                samochodzie przy -12stopniowym mrozie w Wiedniu niedaleko ambasdy francuskiej
                czekajac na jej otwarcie zeby zlozyc papiery do Legii Cudzoziemskiej !!-
                pomyslow na wyjazd bylo wtedy sporo. Najlepsze jaja byly kiedy chlopaki uparly
                sie zeby jechac do Zjednoczonych Emiratow Arabskich [ zwlaszcza kiedy
                wypite "krowy" szumialy w glowie]
            • nikus2005 Re: Traiskirchen-Austria refugee camp 07.02.15, 21:52
              Cześć chcialabym sie dowiedziec czy ktos byl w transkirchen w latach 1984-1987 ojciec mojego meza tam byl w tym obozie .Zginal tam w wypadku na autostradzie a chcemy sie dowiedziec gdzie lezypochowany jezeli jeszcze jest tam jego grob prosze o jakakolwiek informacje
          • Gość: gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 06.12.01, 13:25
            ciekawe, jak duzo bylych traiskierchnowcow siedzi w Deuschland,to byl
            najmniej popularny kraj na wyjazd w tych czasach. W latach 80-tych
            najmodniejsza byla 1. Australia 2.Canada 3.RPA 4.USA , troche ludzi zalapalo
            sie do Szwajcarii,Szwecji.Do Nowej Zelandi nikt nie chcial jechac koniec
            swiata, i jak raz wyjedziesz to nie tak predko [ ze wzgledu na odleglosc i
            ceny biletow] przyjedziesz do Polski na odwiedziny. Dzisiaj moda na New
            Zealand bo jakies cwaniackie firmy robia na naiwniakach pieniadze - widac to
            na forum. Jest na linii ktos z Australii kto lecial do Australii przez
            TRAISKIRCHEN ? szacuje sie ze kilka dzisiat tysiecy rodakow z bylego PRL
            wylecialo ta droga, co dzisiaj tam robia? odezwij sie byly lagrowiczu !!!!!
              • Gość: Gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 08.12.01, 05:51
                dobrze ze ta droga probujecie sie odnalezc - zycze pwodzenia,!!!! to bylo
                rowniez moja intencja w zakladaniu tego tematu . Szukam Andrzeja Gadek z
                Peterdorfu kolo Murau , lekarz weterynarii wyemigrowal do Canady w okolice
                Toronto wraz z zona i malym dzieckiem w 1982r Rowniez Sylwester Wrzesinski 2-
                gi oficer na statkach plywajacych z Vancouver [ British Columbia] na biegun
                polnocny, gdzie sie podziewacie veterani " welfare club" ? Alpy austriackie sa
                niezapomniane.
                • Gość: Martin 20 lat pozniej IP: 193.0.74.* 08.12.01, 13:51
                  Witom (Br tysz! smile rok tymu robilech we Wiedniu matura. Musza Wom pedziec, co
                  polski Wieden sie niy zmienil ani trocha. 90%: Gizdy, elwry, zlodziejaszki,
                  dziwki, kombinatory i tokie prymitywy, ze we bance chciolech wielokrotnie po
                  polsku niy zrozumiec. Do Wos to som zabawne wspomnienia i jo Wos rozumia, ale do
                  mnie to je horor, bo skuli tych haharow som obawy co do EU Osterweiterung a
                  robota w Eu to do 2-latkow z babyboom-u lat 80 jedyna nadzieja. Pyrsk!
                  • Gość: gen Re: 20 lat pozniej IP: *.ipt.aol.com 09.12.01, 02:05
                    Slazak - dziekuje za wpis,choc trudno cie czytac, viele danke schliesen eine
                    gutte man. Dporawdy ? po 20 latach jest prawie tak samo ? a byles na Mexico
                    Platz, dalej tam handluja nasi czy Turki i Jugole? Cos malo ludzi sie zglasza
                    z tego okresu na kilka set tysiecy co wyjechalo zaledwie kilka
                    wpisow,widocznie maly zasieg jest tego forum. Moze jednak dojda nastepni.
    • Gość: dudek Re: Traiskirchen-Austria concentration camp IP: *.sanjose-05-10rs16rt.ca.dial-access.att.net 09.12.01, 03:12
      Zasieg moze i jest duzy ale nie kazdy ma dobre wspomnienia z tamtego miejsca.
      Czy zlodziejstwo, prostytucja, "balangi na krowach" to cos co trzeba przekazywac
      wnukom. Ja pamietam jak jakis Turek nasral na gazete a reszta towarzystwa brala
      sobie gowno patykiem do pudeleczka aby dac na badania lekarske.
      Tylko nikt sie nie zastanawial co by bylo jak wyniki by przyniosly zrazenie na
      cholere
      • Gość: gen Re: Traiskirchen-Austria concentration camp IP: *.ipt.aol.com 09.12.01, 03:40
        dobrze !!Dudek ,takie wspomnienie tez jest dobre choc jedzac cos przy
        komputerze cos akurat mozna dostac czkawki! Ale dzieki za wpis - widac jest
        nas wiecej w "okolicy" Co,do reszty opisu balangi, prostytucja itp zgadza sie
        ten obrazek tez doskonale pamietam, chodzi mi o wydobycie wspomnien nawet tych
        zlych, Pamietam urodziny jednego z rezydentow "HILTONU" w Trajchu na 3 cim
        pietrze, oaza wykolejencow i pijakow ,kiedy pijanego kompletnie,wpakowali do
        metalowej szafki ubraniowej i zrzucili na dol z 3 ciego pietra- oczywiscie
        mial gotwa trumienke. Straz obozowa mimo ze chodzili z wilczurami w nocy
        sprawdzac pokoje niewiele upilnowala. Kto dolozy cos ze wspomnien?
      • Gość: gen Re: Traiskirchen-Austria concentration camp IP: *.ipt.aol.com 09.12.01, 03:42
        dobrze !!Dudek ,takie wspomnienie tez jest dobre choc jedzac cos przy
        komputerze cos akurat mozna dostac czkawki! Ale dzieki za wpis - widac jest
        nas wiecej w "okolicy" Co,do reszty opisu balangi, prostytucja itp zgadza sie
        ten obrazek tez doskonale pamietam, chodzi mi o wydobycie wspomnien nawet tych
        zlych, Pamietam urodziny jednego z rezydentow "HILTONU" w Trajchu na 3 cim
        pietrze, oaza wykolejencow i pijakow ,kiedy pijanego kompletnie,wpakowali do
        metalowej szafki ubraniowej i zrzucili na dol z 3 ciego pietra- oczywiscie
        mial gotwa trumienke. Straz obozowa mimo ze chodzili z wilczurami w nocy
        sprawdzac pokoje niewiele upilnowala. Kto dolozy cos ze wspomnien?
      • Gość: gen Re: Traiskirchen-Austria concentration camp IP: *.ipt.aol.com 09.12.01, 03:42
        dobrze !!Dudek ,takie wspomnienie tez jest dobre choc jedzac cos przy
        komputerze cos akurat mozna dostac czkawki! Ale dzieki za wpis - widac jest
        nas wiecej w "okolicy" Co,do reszty opisu balangi, prostytucja itp zgadza sie
        ten obrazek tez doskonale pamietam, chodzi mi o wydobycie wspomnien nawet tych
        zlych, Pamietam urodziny jednego z rezydentow "HILTONU" w Trajchu na 3 cim
        pietrze, oaza wykolejencow i pijakow ,kiedy pijanego kompletnie,wpakowali do
        metalowej szafki ubraniowej i zrzucili na dol z 3 ciego pietra- oczywiscie
        mial gotwa trumienke. Straz obozowa mimo ze chodzili z wilczurami w nocy
        sprawdzac pokoje niewiele upilnowala. Kto dolozy cos ze wspomnien?
    • Gość: Toto Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.proxy.aol.com 09.12.01, 22:32
      Pamietam ze Traiskirchen to bylo spokojne miasteczko rolnicze ,do czasu
      oczywiscie gdy watahy uchodzcow i pseudouchodzcow nie zaczely robic tam
      kaszany.Jak juz wspominalem dopoki biali stanowili wiekszosc to Austriacy nie
      mieli tak duzo pracy ,pozniej gdy zaczela naplywac Azja wszystko sie
      zmienilo.Ja to juz znam tylko z opowiadan ale bylo cienko ,do tego stopnia ze
      mieszkancy Trechu wyszli na ulice i zablokowali droge do Wiednia.
      Osobiscie pamietam ze nie bylo zadnych lawek w lokalnych parkach,a w kazdym
      sklepie stal gliniarz.
      Czy pamietacie te Bille kolo dworca kolejki? Tam kupilem swoje pierwsze piwo w
      puszce za granica- Ottakringer w zoltej puszce.Straszny cienkusz.
      • Gość: gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 10.12.01, 01:34
        rzeczywiscie !!! masz racje,jak to dobrze kiedy kazdy cos dorzuci,pamiec wraca
        wtedy.A pamietasz piwo "GOeser" nie mam niemieckich czcionek i nie wiem czy
        to dorze napisane ale fonetycznie brzmi podobnie. Ta ich miejscowa POLIZEI
        traktowala wszystkich jak ptencjalnych zlodzieji i opryszkow. Coprawda powodow
        nie brakowalo do tego,troche pozniej we Wiedniu porobily sie polskie szajki
        ktore regularnie obrabialy sklepy i jak pisze "slazak" w swoim wpisie dalej
        to istnieje,choc nie mysle ze w takim stopniu jak wtedy. A kto jezdzil
        na "wyprane" bilety wiedenskimi tramwajami? kto zna ten numer? a dzwonienie
        na "szabelke" do Polski? Sporo bylych traiskirchenowcow jest ponoc w Texasie-
        odezwijcie sie!!!! TRAISKIRCHENOWCY we wszystkich krajach laczcie sie!!!!!
        • Gość: Toto Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.proxy.aol.com 10.12.01, 02:05
          Gosser pamietam .Bardzo mi smakowalo to podobno jedno z ich najlepszych piw.O
          sposobie na szabelke nie slyszalem ,ale znalem magikow co dzwonili do
          Polski "na wedke",a i tez "kupowali " w ten sposob papierosy.Tam gdzie
          mieszkalem to jak juz pisalem tubylcy nawet nas lubili.Sam sie czasem
          zastanawiam ile oni mieli cierpliwosci do nas.Szczegolnie jak towarzystwo
          wracalo wieczorem z dyskoteki,malo kto spal przy tych ulicach.Az glupio teraz.
          Inna sprawa ze nie bylo u nas prawdziwego "elementu" tylko grupa wyposzczonych
          troche dzikich bylych mieszkancow bloku wschodniego.Po jakims czasie to sie
          uspokoilo.Bardziej odporni na adaptacje skonczyli z deportka w paszportach a
          reszta sie dopasowala.Zreszta prawie wszyscy wyjechali za ocean.
            • Gość: texas Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: 216.167.186.* 09.03.03, 02:41
              Gość portalu: emil napisał(a):

              > Pamietacie ta stara czeszke w Trajchu u ktorej zalatwialo sie kupony i
              pieniadz
              > e na buty , ubrania itp.Co rano czekala na nia delegacja chlopakow z kwiatami
              n
              > a stacii kolejowej w Trajchu zeby cos dostac. Ona chyba pracowala dla
              Caritasu
              > ale nie jestem pewien bo pamiec mie troche zawodzi.
              Tak, pamietam ona sie chyba "Beba" nazywala? Wszyscy byli gotowi zeby ja w d_pe
              pocalowac za 50 szylingow
          • Gość: gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 10.12.01, 02:52
            tak jest!! to jest to!! Gosser rzeczywiscie !!! dobre ale drogie ,nie mialo
            sie forsy pilo sie inne cienkie i tanie. Na "szabelke" dzwonienie ,to kawalek
            cienkiej i dlugiej blaszki ktora umiejetnie trzeba bylo wkladac do
            elektronicznych automatow tym sposobem dobrzy "fachowcy" nabijali sztucznie do
            30 minut rozmowy z Polska a tych czasach to rownalo sie sumie 150-200
            szylingow ,to fortuna byla, a piles w Gasthausach "szpryce" wino rozrabiane z
            woda mineralna? Austriacy na poludniu [Alpy} byli dosc zyczliwie nastawieni do
            nas bo miejscowe sklepiki zarabialy na sprzedazy piwa,a nasi tego sobie nie
            odmawiali ,Przypomniales mi nazwe sklepow Billa,zdaje sie ze wchodza na rynek
            w Polsce. Gdzie ta reszta tlumu sie podziala?na blisko pol miliona i tak malo
            zgloszen,chyba niewielu korzysta z dojscia na forum.
            • Gość: Toto Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.proxy.aol.com 10.12.01, 03:34
              Wlasnie ciekawa rzecz,Austria przed wyjazdem tam nie kojarzyla mi sie z
              winem,blad.Wino jest tam niemal napojem narodowym.Oczywiscie
              znam "spritz".Mlode wino mieszane z woda sodowa.Pili to glownie Jugole w pracy.
              Swietne w gorace dni.Pozatym poznalem "colarot"-wino czerwone rozrabiane coca-
              cola i "colarum" rum -Stroh mieszany z coca-cola.A tak na marginesie w Liquor
              Store zauwazylem ze maja rum Stroh , prawie lzy mialem w oczach.Oczywiscie
              kupilem butelke "for old times sake".
              • Gość: gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 10.12.01, 04:10
                szukalem tez w calej Ameryce polnocnej piwa austiackiego,moze mam pecha ale
                ngdzie nie widze. A jadles Vienner Schnizell tam? to ala nas schabowy ale
                palce lizac,a ich knockwurst [parowka cieleca] pyszne !!! Ciagle mysle o
                zrobieniu sobie wakacji we Wiedniu ale ciagle cos na przeszkodzie staje ale
                pewnego dnia wroce na stary szlak powspominac, Pamietam jak dzis ,kiedys
                ztrzymalem na auto-stopie faceta na trasie Wieden-Graz,okazalo sie ze to Czech
                ktory przeszedl cala emigracje [kupe lat w USA i Canadzie]a na emeryture
                wrocil do Austrii.znal Traiskirchen jak swoja kieszen podwiozl mnie do samego
                obozu dajac dobre wskazowki na dalsza droge.Wierze ze pewnego dnia stary
                szlak "bojowy" przetre raz jeszcze, A poki co szukam veteranow, bo kto dzisiaj
                emigruje tak jak my veterani,gnani wiatrem historii,w prymitywnych warunkach
                obozowych,zdani na slepy los,majac 10$ w kieszeni,to nie te czasy,dzis
                wiekszosc jedzie na gotowe na powitanie jest szampan , a w tych czasach nas
                czekal metalowy kociol z obozowa zupa i pietrowe zelazne prycze w Trajchu.
                Pozdrawiam!!!
                • Gość: Toto Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.proxy.aol.com 10.12.01, 04:42
                  Wiener schnitzel oczywiscie jadlem.Pamietam ze w austriackich "fast foodach",
                  zwali to bodajze -imbiss ,sprzedawali bulki z kotletem cielecym.Symfonia w
                  gebie.Knackwurst-pycha.Kupowalismy ichniejsze kielbasy i robilismy ognisko ,w
                  kazda sobote w lecie.To bylo to ,Alpy dookola ,ogien buzuje ,kielbasy sie
                  pieka ,zimne piwo pod reka ,Czeszki tezsmile.Jak juz mowilem najpiekniejsze
                  wakacje w zyciu.Co do powrotu do Austrii, to w kazdej chwili.Doskonaly kraj na
                  emeryture.Ale musisz miec kase.Tschuss!
                  • Gość: bogdan Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.tnt42.hou3.da.uu.net 10.12.01, 06:46
                    kilka lat temu wraz z cala rodzinka wjezdzalem do Austrii polskim samochodem na
                    jakims tam przejsciu granicznym ok. 2 w nocy.Urzednik na granicy zadal mi
                    pytanie-Panie kiedy pan z Austrii wyjechal?
                    Nie moglem go zrozumiec i powiedzialem mu ze w Austrii jeszcze nie bylem.
                    A on na to to dlaczego corka panska ma wpisana Austrie jako miejsce urodzenia?..
                    I wtedy go zrozumialem.Austrii ,Traichu ,pensjonatow grisgotow nie wspominam z
                    przyjemnoscia.Byl to dla mnie okres upokorzenia i beznadzieji.W sumie to wole
                    zapomniec ten okres w moim zyciu w ktorym kurwa i zlodziej liczyli sie wiecej
                    niz porzadni ludzie.Moze zmienilbym zdanie gdybym tam duzej przebywal lecz
                    dzieki prezydentowi Reganowi i rzadowi USAzaoszczedzone mi to bylo.
                    God bless USA
                    • Gość: dreptak2k Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: 202.62.139.* 10.12.01, 13:06
                      Tak, ja tez nie wspomina Austrii z sympatia. Nie mniej jednak musze przyznac,
                      ze gdyby nie onie to nie wiem gdzie bym byl dzisiaj.

                      W trasjkirchen bylem chyba w szczycie polskiego najazdu. Slynne zkond innad 3
                      pietro - o tak, pamietam. Gdy tam bylem (z kolega) do sal (pokojow?) nie dalo
                      sie wejsc - byle zawalone; czas - przelom lipca i sierpnie 1981. Na korytazu
                      staly lozka pietrowe - po dwa. Nam udalo sie znalezc lozka na samym koncu
                      korytaza. Bylo to premoiowane miejsce; nikt dalej nie przechodzil.

                      Pamietam taka sytuacje: my (ze wspomnianym wyzej kolega) przyjechalismy z
                      kampingu z wiednia. Wejscie do obozu odbylo sie troche bez naszego udzialu. Ja
                      chcialem sie cos dowiedziec od straznika, ktory siedzial w budce przy wejsciu.
                      Nie mowiac po niemiceku, zagadnalem go po angielsku; on cos tam odpowiedzial i
                      poprosil o paszporty, ktore to podalismy poprzez okienko. Zajelo mi kilka
                      godzin, zeby zrozumiec, ze wlasnie w tym momencie poprosilem o wejscie do
                      obozu. Moj angielski wowczas byb dosyc ubogi - straznika jeszcze bardziej.

                      Weszlismy na znane trzecie pietro i lekko sie pod nami nogi ugiely. Takiej
                      koncentracji ludzi na tak malym terenie nie widzialem nigdy przedtem ani nigdy
                      pozniej, ale jak wspomnialem, to byl chyba szczyt polskiej emigracji.

                      Przyjechalismy do trajskirchen na motorze. Pamietam doskonale nasza jazde tam;
                      ciagle nie bardzo wiedzac, gdzie my wlasciwie jedziemy. Nie znajac miasta,
                      objechalismy je dookola. Nagle zobaczylismy ogomny budynek, w ktorym w
                      zakratowanych oknach siedzieli ludzie z wystawionymi na zewnatrz nogami. Widok
                      byl troche przerazajacy. Zwracam uwage, ze wowczas temperatura od przynajmniej
                      tygodnia przekraczala 30C. Dopiero dwa dni pozniej zorientowalem sie, ze
                      zakratowanych okien bylo najwyzej jedno na pietro - mi w pamieci zostalo, ze
                      kazde jest zakratowane.

                      Potem wyjscie na wolnosc ze stolowki na parterze - musielismy pojechac do
                      wiednia; tam na kampingu stal nasz namiot, za ktory ciagle placilismy - wejscie
                      z poworotem na gore! Ach, wspomnienia. Jedyne co nam sie udalo (poprzez wyjscie
                      przez okno) to przysznic na kampingu!

                      Dzieki jeszcze jednemu wyjscu na "wolnosc" udalo mi sie nie zaliczyc ubikacji
                      na owym trzecim pietrze!

                      Po powrocie z wiednia i zwinieciu namiotu, bagaze nasze byly cokolwiek
                      zasobniejsze. Mielismy - na przyklad - maszynke do gotowania + 20 litrow
                      benzyny. Jak sie to ma do bezpieczenstra - teraz nawet nie chce o tym myslec.
                      Wdzieczne natomiast byly matki malych dzieci, ktore to podgrzewaly na owejz
                      mleko.

                      Pamietam tez dobrze Afganczyka, ktory to wlasnie przez "nasze" okno
                      porozumiewal sie z kims o pietro nizej. Ciagle trzeba bylo mu przypominac, ze
                      ponizej jego nog, stoi benzynowa kuchenka z meleczkiem, czasem z kaszka, i zeby
                      w to nie wdepnal!

                      Potem Goetzendorf - dla mnie mniej niz tydzien. Przyjechala moja zona z
                      dzieckiem, dostalismy sie do pensjonatu. Nie byl to niestety ten pensjonat
                      znany wiekrzosci rodakow. Mieszkalismy nie w gorach, lecz na zupelnie plaskich
                      terenach 30km na poludnie od wienia. Praca tylko od czasu do czasu. Mialo to
                      jednak jedna wielka zalete - bylo blisko do wszystkich biur, w ktorych cos tam
                      trzeba bylo zalatwic.

                      Mielismy wiele szczescia. Pobyt trwal tylko 4 miesiace. Gdy wreszcie przyszedl
                      dzien, gdy zawiadomili pensjonat, ze jedziemy do austalii, kelnerka z
                      pensjonatu, ktora odebrala telefon, nie zapamietala nazwiska ani naszych imion,
                      pamietala tylko imie naszego 2 letnigo syna. Pomiewaz myslalem, ze to nasza
                      kolej, pojechalem to trajskirchen. Gdzies tam byla wywieszona lista
                      wyjezdzajacych - swojego nazwiska tam nie znalazlem. Lekko zdesperowany
                      poszedlem do biura. Tam sie okazalo, ze jednak jedziemy! Lista byla dluga i
                      napisana na dwoch stronach akrusza, tylko pierwsza strona wywieszona.

                      Oj, ubawy.

                      Wyjechalismy wreszcie w poniedzialek. W niedziele w przeddzien w polsce
                      ogloszono stan wojenny!

                      Nie, austrii nie wspominam dobrze. Nie zmienia to faktu, ze jestem im wdzieczny
                      za wszystko, co dla nas zrobili.

                      No a co inni?
                      • Gość: Gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 10.12.01, 17:54
                        Panowie!! -Serdeczne Dzieki!!!!!!za tak obfity material wspomnieniowy ,Thank
                        You Bogdan i Dreptak 2 to jest to na co czekam od dawna zakladajac ten temat,
                        Przeciez Austria dla nas bylych lagrowiczow ,siedzi w nas gleboko nie zaleznie
                        czy mamy dobre czy zle wspomnienia to byl czas WIELKIEGO EXODUS ze swiata w
                        ktorym zylismy,to bylo przekroczenie ZELAZNEJ KURTYNY i zderzenie sie z innym
                        swiatem. 20 lat pozniej,mozna na chwile wrocic wspomnieniem.Do dzis w oczach
                        stoi mi obraz pierwszej nocy w Triskirchen olbrzymia sala wielkosci boiska do
                        koszykowki a na niej stloczone kilka set ludzi i pietrowe zelazne prycze,
                        placz malych dzieci,pijackie rozroby,klotnie,awantury,dojscie do ubikacji
                        graniczylo z cudem i gimnastycznym wyczynem zeby nie utonac w morzu ludzkich
                        odchodow i wszedzie ta niepewnosc co dalej? informacje skape,dopiero pozniej
                        zaczeto rozdzielac ludzi na poszczegolne grupy.Po kilku miesiacach po raz
                        pierwszy w zyciu zobaczylem zajezdzajace na teren obozu wielkie limuzyny
                        amerykanskie typu Cadillak i Lncoln, _ AMERYKANIE zaczeli nabor uchodzcow!!!
                        To jeden z fragmentow !! Kto sie jeszcze dolaczy ,jest nas przeciez blisko pol
                        miliona rozrzuconych od Antypodow po Alaske.
                      • Gość: emil Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.public.svc.webtv.net 11.12.01, 02:24
                        Ja bylem samotnym mlodym chlopakiem i za duzo sobie z tej calej sytuacii w Austrii nie robilem.Czasami jakas praca sie trafila a tak pozatym to balanga gonila balange a w Gotzendorfie i Bad Kreuzen balangi byly dlugie i ostre.Spedzilem 13 miesecy w Austrii i wspomnienia sa w wiekszosci dobre. Poznalem nawet pare Austriaczek na pesjonacie i bylo calkiem fajnie.
      • Gość: gen Re: A Friedland- byl tam kierys? IP: *.ipt.aol.com 11.12.01, 18:17
        Nie nie bylem. Ale Deuschland znam ,troche wiele razy bylem w Berlinie tam
        tez naszych od groma. Ale czy ty mowisz o tych samych czasach?80-82r Wiem ze w
        tym czasie byly obozy na terenie Niemiec , znam wielu co przez nie przylecieli
        do Stanow lub Canady. Masz wspomnienia ??? podziel sie ,moze odnajdziesz ludzi
        co przeszli ta sama droge, uzywaj tej strony,chyba warunki byly tam troche
        lepsze ???
      • Gość: gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 12.12.01, 00:14
        hej!! brut- moze i tak bylo'ale mozna troche delikaatniej!!, na pochodzenie
        do Deuschland tez wyjezdzali,pamietam takich i nawet bym nie pomyslal
        mieszkajac w Polsce ze tacy istnieja jeszcze, ale prawda taka ze wielu
        korzystalo z okazji zeby wyrwac sie z lagru za wszelka cene,byle dalej nie
        siedziec na misce zupy z obozowego kotla. Dzisiejsza polonia w Deuschland to
        osobny tmat,bedac w Austrii nie czulem sie wygodnie choc niemieckim wladalem
        srednio i nie mialem klopotu z porozumieniem sie w mojej opini kraje niemiecko
        jezyczne nie sa dobre na osiedlenie sie dla nas slowian, predzej czy pozniej
        przypomna ci kim wlasciwie jestes. Kto dolaczy do obozowych wspomnien?? gdzie
        jest Texas,New Mexico,Chicago,Melburne.Adelajde itd,itd!!!!!
          • Gość: gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 13.12.01, 01:01
            Oczywiscie ze zperspektywy czasu Austria jawi sie teraz jako
            wspomnienie "dobrych wakacji" bo zarcie czy to obozowe czy w Gasthausie zawsze
            bylo,opieka lekarska zapweniona choc co prawda na minimalnym poziomie ale
            byla, wkola nowy swiat itd. ale dokuczal dotkliwy brak pieniedzy, jedyna prace
            jaka mozna bylo dostac to u bauerow przy zbiorze winogron,ale to gnali jak
            psow do pracy i za grosze, Ja znajacy jako tako jezyk probowalem zlapac lepsza
            robote ale konczylo sie w wiekszosci na tym ze jestem 'eine polnishen" a oni
            nie maja pracy dla swoich, tak najczesciej sie wykrecali po to zeby ktokolwiek
            nie nabral ochoty pozostania w tym kraju. Nieliczni co sie tam zakotwiczyli
            staraja sie nie rzucac w oczy ze swoja polskoscia bo to niewygodne. Pamietam
            moment kiedy czekalem na przystanku metra we Wiedniu podeszlo kilku mlodych
            kasztanow w skorzanych kurtkach wysoko podgolonych rozdajac ulotki wszystkim
            pasazerom agitujace do glosowania na partie zblizona w pogladach do neo NAZI,
            dodatkowo wysikali farbami na scianie "Auslander Raus!!!"co oznacza
            cudzoziemcy wynoscie sie!! Moja decyzja o wyjezdzie dalej byla w tym momencie
            przesadzona. Odzywaja sie na lamach forum lagrowicze z innych obozow. Ale
            TRAISKIRCHEN byl najwiekszym pod wzgledem przepustowosci, Kilka tygodni przed
            stanem wojennym,kolejki do obozu siegaly dlugosci kilkuset metrow pociag
            relacji Katowice-Wieden nabity byl po brzegi ludzmi z tobolami.malymi dziecmi
            i kryminalistami wypuszczonymi na te okazje z Polski,Zaczynala sie Wielka
            Ucieczka.,szacowana na najwiekszy Exodus w dziejach polskiej emigracji, Gdzie
            sa dzisiaj rodacy z Traiskirchen??????!!!!!!!!
            • Gość: POL Austria 1981r-Styczen IP: *.proxy.aol.com 17.12.01, 15:12
              Do Austrii przyjechalem pod koniec stycznia(maluchem)-byla niedziela pozno
              wieczorem.Zatrzymalismy sie w jakims malym "gasthofie"-pisze fonetycznie nie
              znam niemieckiego-pod Wiedniem.Wlasciciel byl wyjatkowo uprzejmy znal angielski
              zaplata za nocleg nie byla wygorowana i co najwazniejsze udzielil wielu
              istotnych inf.Dal nam mape Wiednia z dokladnym zaznaczeniem ambasady
              australijskiej.W poniedzialek rano pojechalismy do Wiednia ok 20 km i udalem
              sie do ambasady.Bylo pusto!!! pare osob.Powiedzialem ,ze chce emigrowac do
              Australii(znalem troche angielski).Kobieta ktora byla w recepcjii dala mi
              papiery do wypelnienia i po pol godz. dalem jej z powrotem.Wyznaczyla mnie
              termin "interview" za miesiac.Zapytale sie jej po angielsku czy nie mozna tego
              przyspieszyc poniewaz jestem z malym synem jest zima a nam teskno do cieplego
              klimatu i takie inne glupoty.Zaczela ze mna rozmawiac wypytywac sie o rozne w
              sumie nieistotne rzeczy i wreszcie kazala mi chwile poczekac.Gdzies zadzwonila
              i za moment powiedziala,ze na 1 rozmowe mam przyjsc jutro tj wtorek.To byla
              pierwsza niespodzianka.Rozmowa z przedstawicielem ambasady australijskiej
              trwala ok 30 min w bardzo sympatycznej atmosferze i kazano mi przyjsc na
              nastepna rozmowe nastepnego dnia!!! sroda.Ta nastepna rozmowa byla krotka(facet
              chyba ze sluzb specjalnych) wypytywal glownie o sluzbe wojskowa ale niewiele
              mialem z nia wspolnego(na studiach-studium wojskowe) wiec dal mi
              spokoj.Spytalem jak widza mnie jako ewentualnego emigranta odpowiedzial,ze
              wszystko jest ok zebym zglosil sie do tej recepcjonistki i ona mi wszystko
              powie co dalej.Dala mi skierowanie na badania lekarskie i spytala czy moge sam
              zaplacic(500 szylingow) jesli tak to bedzie trwalo to(procedura) duzo
              szybciej.Dala mi adres do jakiegos lekarza-zydka mowil po polsku i ten w piec
              minut zrobil "badania".Jak zlapal te 500 szylingow byl b.wylewny i
              powiedzial,ze natychmiast te papiery wysle.Nalezalo teraz czekac na akceptacje
              tych badan.Nie wiedziale ,ze badania wysylaja do Londynu.Lekarz spytal sie
              gdzie mieszkamy-powiedzialem ,ze pod Wiedniem-dal nam adres jakiegos swojego
              kolesia ktory mial "pensjonat" w Wiedniu nie daleko przy Maria Hilfer str(znow
              fonetycznie) wiec prawie centrum.Obliczylem kase i okazalo sie ,ze za pieniadze
              ktore posiadam wytrzymam 5-6 tyg max.Mieszkaly tam 4 osoby-Polacy wszyscy na
              Australie-bylo wesolo-krowki oczywiscie.Zawiadomienie o wyjezdzie do Australii
              dostalem po 4 tyg.!!!!! i 8 Marca ladowalem w Sydney.Poszlo to wszystko
              wyjatkowo szybko i musze powiedziec ,ze mialem duzo szczescia.
              P.s. Malucha sprzedalem za jakies nedzne pieniadze ktore poszly na pozegnalna
              balange. W Australii wyladowalem majac 20 dolarow w kieszeni.
                • Gość: Gen Re: Austria 1981r-Styczen IP: *.ipt.aol.com 18.12.01, 03:23
                  No prosze !!!! powieksza sie nam grono ex traiskirchen, dziekuje za wpisy, juz
                  myslalem ze "dinozaury" z Traiskirchen wyginely ale sa nastepni ,dzieki Polo
                  i "radca'.Czytajac twoj obszerny wpis [polo] przypmniales mi Mariahilfestrasse
                  glowna ulice Wiednia, doskonale ja pamietam, siec dorych restauracji, i malych
                  biznesow, w tym czasie nasi ludzie mieli ja opanowana, gdzie sie nie obrociles
                  slyszalo sie mowe polska,rowniez na tej ulicy miescila sie siec kin porno do
                  ktorych walily tlumnie wycieczki autobusowe z Wegierskiej Republiki Ludowej
                  iCzechoslowacji, nie zapomne widoku rowniez Bulgarskich chlopow ktorzy z
                  otwartymi ze zdiwienia gebami stojac przed kinem porno patrzyli na co pikantne
                  plakaty.We Wiedniu grasowaly tez nasi "specjalisci" od obrabiania sklepow
                  nowiutkie ciuchy jak plaszcze skorzane itp mozna bylo kupic na zamowienie od
                  nich za pol ceny. Swoja droga, polon miales duzo szczescia ze tak szybko sie
                  wydostales do Australii,pozniej zaczol sie juz kociol, pamietam faceta w
                  dlugiej kolejce do bramy obozowej ktory pytal wszystkich wkolo - " panie!! a
                  krawcow do Australii biora???" - mysle ze dzis w Sydney ma dobry zaklad
                  krawiecki. OK!!!!!! Refugee camp Traiskirchen kto jeszcze dolaczy?????? lub
                  VIENNA 1980-82 "dinozaury" polskiej emigracji siegnijcie po wspomnienia w
                  okragle 20LAT POZNIEJ !!!!!!!!!
                  '
                  • radca Re: Austria -MEXICO -PLATZ 18.12.01, 17:56
                    Ukaze tutaj cos smiesznego z tego polskiego bazaru we Wiedniu.
                    Raz wybralem sie z ciekawosci na MEXICO -PLATZ -poniewaz moj wyjazd na
                    emigracje-przeszedl wlasnie przez ten rynek.

                    Stala handlarka z Polski z ogrona iloscia recznikow.Oferowala jakas cene.
                    Zapytalem ja ; ile takie kosztuja takie w Polsce ?
                    Odpowiedziala; "Prosze pana! w Polsce ?,nie ma wogole w sklepach "
                    Odparlem;nie wierze. "Alez tak ! jestem kierowniczka sklepu z recznikami-to
                    wiem co mowie !"

                    Wtedy wszyscy zrozumielismy -dlaczego sa te sklepy puste ? Ten towar znajdowal
                    sie razem z pania kierowniczka na MEXICO-PLATZ.

                    radca

                    ps. dlaczego emigrowalem przez MEXICO PLATZ ? o tym pozniej.
                    • Gość: Gen Re: Austria -MEXICO -PLATZ IP: *.ipt.aol.com 19.12.01, 02:35
                      Dzieki !! "radca" ladna historyjka !! Mexico Platz to byl rzeczywiscie punkt
                      docelowy polskich handlarzy ale rowniez szabrownikow , drobnych zlodzieji,i
                      panienek ktore pokazywaly sie na chwile na "szybki" zarobek. Byly tygodnie
                      przed stanem wojennym ze cale autokary nabite "turystami' z Polski wlokly z
                      tej biednej ziemi do Austrii na handel: parasolki,zelazka,papierosy,spirytus,i
                      diabli wiedza co jeszcze. Z powrotem szly tony kawy,herbata i tureckie jeansy.
                      To miejsce w Wiedniu bylo Mekka dla cwaniakow, zlodzieji i wszelkiej masci
                      oszustow, jeden drugiego patrzyl nabic w butelke. Sklepikarze jugolscy masowo
                      sprzedawali Polakom zlezala i przeterminowana kawe a nasi wciskali im spirytus
                      ktory czasami okazywal sie zwykla wodka. Od niedzieli rana slychac tylko bylo
                      smetna jugolska muzyke lub turecka i lamany niemiecki z ruskim jezykiem.
                      kolorowe jarmarki to slowo pasowalo by do tych czasow najlepiej. All
                      right!!!! jak widac wspomnienia wychodza z "dinozaurow" Gentelmen !!!1 dalej
                      do komputerow dorzucic cos z emigracyjnej tulaczki na austriackich
                      rozdrozach !!!!
                      • Gość: POL Re: Austria -MEXICO -PLATZ IP: *.proxy.aol.com 19.12.01, 11:38
                        Na Mexiko-Platz byl bank(oficjalny) gdzie wymieniano polskie zlotowki!! na
                        szylingi (w relacji 130zl za 1$US )Najtansze sklepy to chyba nazywaly sie
                        Hopfer czy cos podobnego.Najwieksza jednak swolocz grasowala pod polskim
                        kosciolem w niedziele-nie panietam dzielnicy-tak odbywal sie handel
                        samochodami,wczesniej skradzionymi rzeczami z wiedenskich
                        sklepow,"posrednictwo"pracy,przekrety,porachunki roznych gangow jednym slowem
                        k..i zlodziej-to przykre ze w tym miejscu ale tak bylo (luty 81).
                        • radca Re: Austria -MEXICO -PLATZ 19.12.01, 17:49
                          Teraz napisze -dlaczego uzylem tego tematu;MEXICO PLATZ ?
                          Ja wspomnialem,byla to moja droga do Austrii.W pewnym czasie,postanowilem
                          wydostac sie z rezimu i wyjechac.Lecz jak tutaj zrobic,by uspic czujnosc SB ?
                          Tak,by mozna wyjechac z cala rodzina ? By dostac paszporty i nie wzbudzic
                          podejrzen ? Wyszukalem wycieczki do Wiednia (handlowe).Nawozilem kilka razy
                          rozne owoce i nie tylko -osobie,ktora byla organizatorem takich wycieczek.
                          Okazalo sie,ze ta osoba-jesli kogos zatwierdzila do wyjazdu,to paszport byl
                          murowany.Sprawilem wrazenie dobrego handlarza-mialem obiecana "wycieczke".
                          Lecz pojawilo sie pytanie;dziecko tez na MEXICO PLATZ ? No tak,powiedzialem-
                          niech sie uczy od malego.Wreszcie wyjazd do Wiednia.Cztery torebki,cztery
                          widelce,cztery lyzki i cztery kubki.Troche osobistych przedmiotow.
                          Przy wsiadaniu do autobusu-patrzono dziwnie na nas."Co takie male torby?"
                          Przy wjezdzie do Austrii siedzace dziecko na moich kolanach-krzyknelo gosno:
                          "TATA! PEWEX !" Co sie stalo ,gdzie? -pytam. "PATRZ ! TAM JEST PEWEX!"
                          Okazuje sie,ze dziecko zauwazylo zwykly,normalny sklep w Austrii.
                          Dojechalismy do Wiednia.Przewodnik wycieczki powiedzial,gdzie znajduje sie
                          MEXICO PLATZ oraz poinstruowal co i jak nalezy czynic na bazarze.
                          Powiedzial rowwniez:"spotykamy sie tu znowu w autobusie o godz.17.00 ,aby
                          przepakowac bagaze.Mam nadzeieje,ze wszyscy wroca z powrotem?"
                          Caly autobus skierowal swe glowy w nasza strone.Wyszlismy z autobusu,oddalajac
                          sie powiedzialem do dzieci; jestesmy odtad w kraju,gdzie panuje demokracja.
                          Jestesmy wolnymi ludzmi.Wrocilem sie jednak i powiedzialem przewodnikowi;
                          Na nas nie czekajcie,przed nami daleka droga.Przewodnik odparl;zaczalem sie
                          domyslac -powodzenia"

                          Tak wyladowalem w " TRAJCHU". Nazwano to miejsce potocznie "HILTONEM".
                          Zlodziejstwo i alkoholizm -to byl glowny obraz,ktory towarzyszyl temu obozowi.

                          radca

                          ps.ile sie od tej pory wydarzylo......az trudno uwierzyc.
        • Gość: Eleonora Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: 203.6.250.* 22.02.02, 03:43
          Bylam bardzo mloda kiedy przyjechalam (dwa tygodnie przed stanem wojennym)do
          chlopaka ktory mieszkal juz w G/dorfie. W Traichu spedzilam tylko dwie noce ale
          wystarczylo mi to zeby sie 'przesiedlic' na pensjonat jak najpredzej.
          Wyladowalismy kolo Linzu, gdzie po przezimowaniu (prace mielismy oboje caly
          czas) pobralismy sie w lokalnym Gasthausie. Austriakow wspominam niezwykle
          serdecznie, na weselu bawily sie trzy wioski!! Teraz w Australii zycie toczy
          sie spokojnie, ale czesto wracam myslami do tych zasniezonych stokow (sniegu w
          Queensland raczej nie znajdziesz) i bestroskiego zycia.
      • Gość: Biskup Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.proxy.aol.com 20.12.01, 02:07
        Gość portalu: cv100 napisał(a):

        > Czy ktos ostatnio probowal dostac azyl polityczny w
        > jakims
        > z krajow Europy Zachodniej ?


        tak sa szanse jezeli podasz sie za...pedala a w Polsce jestes z tego powodu
        przesladowany-jeden moj koles zalapal sie na ten nr.w Anglii .Jest tu duzo zydow
        i pedalow wiec latwo o pomoc prawna(jedni zalatwiaja -drudzy finansuja)-nie
        zartuje.Dobra jest podobno rowniez Szwecja.

        > Konwencja Schoengen straszy Polakow 3 miesiecznym
        > pobytem
        > bez wizy, potem czepia sie policja.

        • Gość: Gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 20.12.01, 04:07
          Dobre wpisy i spostrzezenia !!! thanks!!! ,radca.i pol ,widac ze Traich siedzi
          w was gleboko jak i we mnie kto tam raz byl tego nie zapomni do konca zycia.
          Takiego cyrku juz sie w obecnych czasach w Europie nie spotka,to byl
          specyficzny czas przelomu 10980-82 a kto przeszedl Traiskirchen i wyladowal
          dalej na innych kontynentach moze sie czuc jak wyzwolony z obozow pracy w III
          Rzeszy, zreszta na ten temat znam autentyczna historie grupy naszych singli
          [chlopaki bez rodzin] ktorzy po dluzszym pobycie w Trajchu [nieustanne
          gazowanie od rana do wieczora] wyladowali ostatecznie na Brooklynie w
          NYC,sponsor jak ich zobaczyl to sie przerazil,i uciekl z lotniska , a oni
          przez nastepne pare tygodni na nowo gazowali zadajac odszkodowania jak za oboz
          koncentracyjny i,okres pobytu w Trajchu,nikt z nich nie mial zamiaru
          podejmowac pracy dopoki Austria by nie wyplacila im odszkodowan, podobno czesc
          z nich odeslano z powrotem do Trajchu.Najdluzszymi "klientami" Trajchu byli
          Rumunii iAlbanczycy siedzieli tam z calymi rodzinami latami ,twozrac ten caly
          balagan w ktorym czuli sie
          doskonale,zlodziejstwo,pjanstwo,prostytucja,bandyckie porachunki to byl ich
          zywot codzienny, no i do tego doszli nasi "szemrani" ze Slaska i Warszawy i
          innych okolic,kto nie zna tematu ,reszte moze sobie dospiewac !!!! Zycze milej
          lektury wspomnien, mam nadzieje ze jeszcze ktos z VETERANOW dolaczy szcegolnie
          teraz w okresie swiatecznym jest troche czasu na wspomnienia. VETERANI z
          TRIACHU lub WIEDNIA zapraszmy !!!!!!!!!!!!! A co do wpisu kogos cv 100 to
          pomylka w sprawach azylu, szukaj na innych stronach, natomiast co do
          Traiskirchen czy jeszcze istnieje dzisiaj ? - podobno juz nie choc mozesz
          latwo to sprawdzic wystarzcy wyladowac we Wiedniu potem wsiasc w kolejke
          podmiejska i po pol godzinie wyjdziesz na stacji Traiskirchen, do niedawna
          podobno jeszcze byla jakas tam filia obozu ale dla ludzi z Afryki co jest na
          dzis nie wiem!! Dla Veteranow mala prosba przy okazji wpisu milo by bylo
          uslyszec dokad los rzucil np. CAnada itp. TRAIsKIRCHEN COMBACK!!!!!!!
          • radca Re: Traiskirchen-Austria refugee camp 20.12.01, 21:47
            Kto pamieta "POZYTYWY" i "KOPY" ? Kto pamieta nocne wpadanie POLICJI do pokojow,
            oraz wywalanie wszystkich z lozek ? Kto pamieta LAMANIE PRAWA oraz BEZPRAWIE ?
            Bijatyka,alkoholizmM,kradzieze oraz lapanki policyjne ? Ilu uczciwych,biednych
            i ludzacych sie w naiwnosci-musialo opuszczac ten Kraj ? Ile zlamanych ludzkich
            marzen-zostalo zniszczonych.Przyjechali w nadzieji-wracali z powrotem do
            rezimu socjalistycznych rzadow.Po to,by wysluchiwac,ze "nalezy bronic wartosci
            socjalizmu"

            radca

            ps. tutaj mozna by tomy napisac.Tu wlasnie bylo widac,ja sie umieja " rodacy"
            organizowac.
            • gundi Re: Traiskirchen-Austria refugee camp 21.12.01, 00:03
              Przeczytalam wasze wypowiedzi mimo iz temat mi jest nie zanny. Po tej lekturze
              nasunelo mi sie kilka pytan, przepraszam jezeli wydadza sie wam glupie.W latach
              80 bylam mala dziewczynka, rodzice nigdzie nie wyemigrowali wiec nie znam
              tematu z wlasnego doswiadczenia ale co do mojegpo pytania;Skad wowczas
              wiedzieliscie ze mozna wyjechac do Austri a pozniej dalej, jaka mieliscie
              pewnosc ze dostaniecie odpowiednie dokumenty, zostawiliscie wszystko w Polsce i
              jechaliscie w ciemno.Naprawde moje pytania sa tylko ze zwyklej ciekaosci gdyz
              pamietam jak wowczas mojej rodzinie sie zylo i zastanawiam sie dlaczgo nigdzie
              nie wyruszyli , nie wiedzieli ze moga nie mieli odwagi ??Prosze o odpowiedzi.
              • Gość: Gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 21.12.01, 01:53
                Gundi !!!! w bardzo telegraficznym skrocie chce dac odpowiedz na twoje
                pytania.Lata 1980-82 to czas kompletnej beznadziejnosci w Polsce, czarne
                widoki na przyszlosc,brak zywnosci,tasiemcowe kolejki za KOSTKA MARGARYNY a
                coz dopiero za czym innym,stracone nadzieje dla nastepnych pokolen.To byla
                glowna sila napedowa w podejmowaniu decyzji na opuszczanie kraju, znalezc
                szanse dla siebie i wlasnej rodziny i przyszlosc dla dzieci. 20 lat czekania
                za mieszkaniem w bloku, 10 lat oszczedzania na namiastke samochodu ktory zwal
                sie FIAT 126 p. to bylo to co oferowal nam owczesny PRL. A przeciez tylko
                kilka set kilometrow dalej zaczynal sie juz inny swiat, - swiat
                NORMALNY,pamietam kiedy w Trajchu dostalem od kucharza obozowego jedno
                pomaranczo na deser to nie wiedzialem czy je zjesc natychmiast razem ze skorka
                czy zostawic na pozniej i nacieszyc sie zapachem. Matki z niemowlakami z
                Polski poraz pierwszy dostawaly dla nich pampersy, do tej pory znaly tylko
                lniane pieluchy.,przyklady mozna mnozyc, Skad wiedzielismy o obozie, a no
                wystarczylo znac troche jezyk niemiecki lub inny zeby zsiegnac informacji na
                te tematy, i oczywiscie miec troche rozeznania w geografi, reszta toczyla sie
                sama. Na decyzje ruszenia w swiat trzeba bylo sporo determinacji,i wiary w
                siebie, nie kazdy odwazyl sie podejmowac takich decyzji to trudna
                sprawa,widocznie twoi rodzice nie mogli znalezc sil na taka decyzje ,moze zbyt
                duzo mieli do stracenia ?lub byly inne przyczyny, no coz nie kazdy zreszta
                mogl opuscic kraj ,byly to indywidualne decyzje.A to ze po drodze wiekszasc z
                nas przeszla, tulaczke,wyrzeczenia,ludzkie dylematy,tragedie,niekiedy i
                ponizenia,to o tym wlasnie piszemy w cyklu tych mini wspomnien, Dzis po 20
                latach kiedy wiekszasc z nas urzadzila sobie w miare dobre i wygodne zycie na
                roznych kontynentach od Alaski po Australie ,patrzymy na poczatek naszej
                emigracji okiem czlowieka ktory pyta sam siebie "JAK TO WSZYSTKO BYLO
                MOZLIWE", a no bylo, wiatry polskiej historii gnaly rodakow od Chicago do
                Tobolska jak spiewal J. Pietrzak . To tyle w wielkim
                skrocie.

                Radca - jeszcze dwa slowa do ciebie - zgadza sie !!! przypomniales mi nocne
                naloty, lapanki "lager schutze" z psami wilczurami w srodku nocy te Szwejki
                lazily zawsze w trzech lub czterech z ciezkimi spluwami u boku,szukali wsrod
                naszych nielegalnej broni, noze ,kastety itp a wiem napewno ze niektorzy byli
                zaopatrzeni w cos wiecej. Przeciez nie jest tajemnica ze pod koniec roku 81 z
                polskich wiezien po cichu wypuszczono sporo kryminalistow na Zachod zeby
                wyzcyscic i odciazyc polskie wiezienia no i ci ludzie dali popis swych
                umiejetnosci,psujac zarazem opinie dla wszystkich emigrantow,[chytre
                posuniecie owczesnych wladz PRL-u] OK !!!!!! kto ma cos ciekawego z
                TRAISKIRCHEN !!!! ZAPRASZAM !!!
                  • Gość: Gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 21.12.01, 04:32
                    Zgadza sie !! z tych stacji radiowych mozna bylo sie dowiedziec o lokalizacji
                    obozow w Europie [Dzieki za uwage!!] Duzo rowniez informacji mozna bylo
                    uzyskac w owczesnych czasach od marynarzy, czy kierowcow miedzynarodowych TIR,
                    Co do pijanstwa to juz wspominalem powyzej obszerniej,to byla zmora i plaga
                    obozowa i nie tylko, bo we Wiedniu na kwaterach dzialo sie
                    podobnie,popularna "KROWA" byla stosunkowo tania [prawie 2 l wina] lub tani
                    ala koniak STOCK . Widac ze pamiec zbiorowa dziala. Jednak jest niezla
                    gromadka trajskirchenowcow w cyber przestrzeni. Kto jeszcze??????
                    • radca Re: Traiskirchen-Austria refugee camp 21.12.01, 13:10
                      Skad wiedzielismy,ze mozna wyjechac ?
                      Otoz to prawda,ze miedzy innymi ze stacji zachodnich.Ja swyszukiwalem juz takie
                      stacje od lat modziezowych.Pamietam jak stalem z grupa kolegow na rynku
                      w Fordonie i sluchalismy jakies stacji zachodniej-polskojezycznej.Gonili
                      nas za to ORMOWCY.Zabraniali nam tego sluchac.POwiedzialem,ze radio jest
                      Polskie i wszystko co nadaje ten odbiornik bede sluchal.Zapytalem sie,czy
                      urodzilem sie w Polsce niewolnikiem ? Wtedy nas pogonili i doniesli,ze sieje
                      wroga propagande.Zapytalem sie jakie WARTOSCI MORALNE przedstawia ten ORMOWIEC ?
                      Przeciez nalezy on do ALKOHOLIKOW i NIEROBOW -wtedy dopiero zrobila sie
                      awantura.Takich bzdurnych i prymitywnych przykladow w naszej OJCZYZNIE za czasow
                      PRL-u bylo bardzo wiele-codziennie.Pamietam jak w szkole podstawowej-kazano nam
                      sie uczyc na sile o LENINIE.Robiono z niego jakiegos "wujaszka".Powiedzialem
                      raz; kto to jest ten lenin? co to za figora ? robi sie z niego jakiegos boga-
                      przyjdzie czas,ze beda pluli na niego . Wtedy mi sie dostalo,bylem juz notowany.
                      Dzisiaj czys pokazal,ze sie nie mylilem.

                      Wracajac do TRAJCHU.Nieprawda jest,ze wszyscy ktorzy wyjechali -wyjechali z
                      biedy.Bardzo wielu wyjechalo,bo nie widzialo PERSPEKTYW zycia.Lecz wielu
                      wyjechalo,bo nie widzieli PERSPEKTYW na normalne wolne zycie.Zycie w
                      kraju,gdzie mozesz bez obawy wyrazic swoje poglady.Gdzie nie bedzie obludy i
                      zaklamania.Gdzie nie bedzie hasel w stylu; "KOMUNIZM- DROGA DO DOBROBYTU"
                      oraz;"PRZYJAZN Z ZSRR POMOSTEM W XX WIEK" lub; "KTO WAZY SIE PODNIESC REKE NA
                      PARTIE-BEDZIE MIAL TE REKE OBCIETA" .Ile bylo w PRL-u takich " KAUCZOW" ?

                      By zdecydowac sie na opuszczenie swego Kraju i podjac ryzyko wyjazdu-
                      bylo sie niekiedy zdeterminowany.

                      radca
                • znaszmnie.czynie Re: Traiskirchen-Austria refugee camp 26.05.20, 10:20
                  Bardzo fajnie to napisales, Gen. Tez przeszlam przez Traiskirchen. Mialam wtedy szesnascie lat. Emigrowalam z rodzicami ktorzy mieli juz po czterdziestce; nie wygladalismy na typowych emigrantow, gdyz wiekszosc byla mlodsza od moich rodzicow, lub starsza odemnie. Ten okres pozostanie w nas na zawsze bez wzgledu na to ile mielismy lat. Dzis podziwiam rodzicow za odwage ze zdecydowali sie na taki trudny krok. Mojemu tacie komuna grozila wiezieniem, i to byl chyba dobry motywator w tamtym okresie. Tata od czasu wyjazdu z Polski, nigdy do niej nie powrocil. Nie wierzyl komunie, nawet po 1989. Ja osobiscie na emigracje sie nie nadawalam, ale Ameryka i tak mnie polknela (z czasem). Poczatkowo przyplacilam to latami depresji, ale pozniej po poznaniu jezyka bylo juz dobrze. Cena emigracji potrafi byc ciezka i gorzka zarazem, i wielu z nas na pewno taka cene zaplacila, zanim wyszla na swoje.
    • dreptak2k Troche do Gundi a troche do wszystkich (siebie) 21.12.01, 14:21
      Skad wiedzialem? Nie wiedzielem! Troche moich wspomnien juz opisalem - jeden
      post umiescil sie w zlym miejscu, nie mniej jednak...

      Po raz pierwszy wyjechalem do Austrii (Australii) w marcu 81. Wkrotce po naszym
      przyjezdzie (naszym - bylem z kolega), dowiedzielsmy sie z radia, ze w polsce
      maja wprowadzic stan wyjatkowy - tak sie to wtedy nazywalo!

      Tutaj mala dygresja; czy ktos pamieta ten okres czasu? Koniec marca lub
      poczatek kwietnia 81. Sprawa Bydgoska, pobicie dzialaczy S. Sprawa stala na
      ostrzu noza i wygladalo to bardzo zle, zwlaszcza z wiednia.

      Wypelnilisny formularze emigracyjne w ambasadzie australijskiej (na kolanie, na
      schodach, za namowa jekigos nieznajomego rodaka - po co tracic jeden dzien?) a
      nastepnym ich zlozeniu, zupelenie nie wiedzielismy co ze soba zrobic.
      Dowiedzielismy sie, ze zalatwianie formalnosci trwa ok. 4 mce. Nie bylo
      mozliwosci, zebysmy mogli przezyc taki okres za pieniadze przez nas posiadane.
      Mieszkalismy wowczas w hotelu z jedyne 300 sz za dzien. Znalezlismy nawet
      tanszy - jedyne 270! To nas jednak nie urzadzalo. Szybko tez dowiedzielismy
      sie, ze z praca jest kiepsko - no a tu ciagle strasza w radio stanem wyjatkowym.

      Trzy dni pozniej wrocilismy do polski - rodziny tam byly. I tu - jak ladnie
      mowia anglicy - mialem "the strike of genius". Na dworcu, tuz przed wyjazdem,
      napisalismy list do ambasady australijskiej, wylasniajac, ze z powodow, ktore
      wlasnie mialy miejsce, musimy wrocic do kraju.

      Po tygodniu w polsce zafundowalem sobie jazde do warszawy, do ambasady
      (pierwszy raz w samolocie, AN24). Konsul, z ktorym rozmawialem, wyjasnil mi, ze
      zrobilem blad wracajac. Oczywiscie, nie uzyl tych slow, niemniej.

      Po trzymiesiecznej walce o nowy paszport (ciagle odmowy, jakos nie lubili mnie
      tam), udalo mi sie go dostac; po odwolaniu sie i (prawdziwym) narzekaniu na
      fakt, ze odmowiono mi z powodu mojej dzialalnosi w S, w ktorej to nigdy nie
      bylem wielkim dzialaczem, choc jednak bylem.

      W midzyczasie zostalem wezwany na komisje wojskowa i zmieniono mi kategorie z D
      (z ktorej to bylem bardzo dumny) na A. Pozniej (ale to dopiero duzo pozniej),
      zrozumialem, ze szykowano sie juz do stanu wojennego i zbierali wszystkich.
      Doszedlem do czegos, co mozna by smialo nazwac momentem paniki.

      Po do przyjezdzie (z koncem lipca) do Austrii - przez pomylke dostalem
      paszport - dowiedzialem sie, ze nie moge sie starac o emigracje do au bez
      przejscia przez trajch (czytaj, proszenia o azyl polityczny), bo przepisy sie
      zmienily. Byl to pewnego rodzaju szok. Teraz nawet nie jestem w stanie
      powiedziec dlaczego. Niemniej jednak panowala jakas tam psychoza, ze azylu nie
      mozna dostac, bo rodzia w polsce itp. Sporo czasu zajelo mi, zeby zrozumiec, ze
      proszenie o azyl a jego dostanie to sa dwie rozne (i nie koniecznie zwiazane ze
      soba) sprawy.

      Jak weszlismy to trajchu? Przypadkiem - pisalem juz o tym gdzies wyzej. Byl to
      chyba najszczesliwszy przypadek mojego zycia!

      Ciagle wracajac do pytania Doki. Nie, nic nie wiedzialem. Rozmawiajac - juz w
      Austrii - z polakami wiem, ze tak naprawde malo kto cos wiedzial.

      Pamietaj, ze wowczas bardzo dobrze wiedzialem (wiedzielismy wszyscy) o tym, ze
      komunizm upadnie. Nigdy jednak nie wyobrazalem sobie, ze stanie sie to za
      mojego zycia!

      A teraz, po latach? Nie chce narzekac na polskie realia - nie znam ich wiec nie
      moge komentowac. Pewien jestem jednego: byla to najlepsza decyzja mojego zycia.

      Co do twoich rodzicow - byc moze podjeli wlasciwa decyzje. Wiem teraz, ze nie
      kazdy nadaje sie na emigracje.
      • gundi Re: Troche do Gundi a troche do wszystkich (siebie) 21.12.01, 23:07
        Dziekuje Panowie za wasze bardzo szczere odpowiedzi. Ciekawie was sie czyta
        moze powinniscie gdzies to opublikowac.Nie zartuje.
        Tak sie sklada ze ja tez nie meiszakm w Polsce od kilku lat, ale moj wyjazd i
        doswiadcznia z nim zwiazane byl calkiem inny niz to przez co wy przeszliscie.Ja
        rowniez nie zaluje mojej decyzji gdyz wiem jak sie zylo i nadal zyje w Polsce,
        mimo iz tak duzo sie zmienilo.Szkoda mi tylko tych ludzi ktorzy przez cale
        zycie nie zobaczyli czegos innego tego innego swiata albo pracujac cale zycie
        nie dostana godnej emerytury.Pozdrawiam was serdecznie i bede zagladac aby
        poczytac wasze wspomnienia.
          • Gość: Gen Re: Troche do Gundi a troche do wszystkich (siebie) IP: *.ipt.aol.com 22.12.01, 03:17
            Panowie ! jako ze prowadze ten caly watek od poczatku chce podziekowac
            wszystkim ktorzy do tej pory dorzucili swoje wspomnienia do tematu . Mysle ze
            Gundi troche juz orientuje sie w temacie, jesli masz jeszcze jakies pytania
            zwiazane z tematem, chetnie uslysze. Radca!!- bardzo dobre wspomnienie,jak i
            pozostalych co dorzucili tez cos. To jest temaT rzeka, chocby przez fakt ze
            tak wielki exodus ludzi z kraju w dziejach powojennej emigracji nie mial do
            tej pory miejsca. A Wieden byl soczewka skupiajaco to wszystko. Pamietam ze po
            raz pierwszy ,bedac juz w obozie dowiedzialem sie o mozliwosci emigrowania do
            RPA, o czym kiedys nie mialem zielonego pojecia ,ten kraj kojarzyl sie mi
            tylko z safari ewentualnie do tej pory, bo propaganda komunistyczna wpychala
            nam do glowy bzdury o rasizmie i apartchaidzie. Tymczasem kiedy pierwsze
            rodziny polskie wyladowaly w Johanesburgu czekaly na nich gotowe domki
            jednorodzinne wyposazone we wszystko od lodowki do TV, do tego praca w swoim
            zawodzie za okreslone z gory pieniadze [negocjacje w consulacie RPA we
            WIedniu],oczywiscie wszystko to bylo sponsorowane przez konkretne firmy
            dzialajace w RPA. W tym czasie byl to tylko jedyny kraj ktory zapewnial takie
            warunki startu. Oczywiscie dzis wyglada to inaczej., ale wtedy fachowcy z
            dziedziny gornictwa [nasi Slazacy] byli zabierani z pocalowaniem reki i to na
            takich warunkach ze nie jeden nie snil w najsmielszych snach. [kopalnie zlota
            i diamentow to bogactwo tego kraju do dzis] Pamietam mojego kolege ktory
            staral sie o wyjazd do Canady [zawodowy marynarz] , mowil do mnie tak -GEN
            jesli Canada mnie nie wezmie ide pod consulat RPA i klecze przed nim do
            momentu kiedy nie dostane wizy emigracyjnej - to tyle cytatu , pozniej sie
            okazalo ze wylecial do miasta o ktorym marzyl VANCOUVER - Canada, pamietam jak
            zima w Alpach austriackich opijalismy jego odlot, byl naprawde szczesliwy.
            No i prosze znowu doszla nowa historia, to chyba ten nastroj swiateczny
            wywabia wspomnienia. Mysle ze starzy Trajskirchenowcy wroca jeszcze do
            tematu !!! Swieta tuz,tuz napiszcie czy ktorys spedzil Wigilie w Trajchu bo
            mam cos ciekawego z wlasnego doswiadczenia, Zapraszam!!!
            • Gość: ALA Re: Troche do Gundi a troche do wszystkich (siebie) IP: *.ORLD.splitrock.net 22.12.01, 16:05
              I dobrze Gen, ze podjales ten temat- jest to rzeczywiscie temat rzeka i
              indywidualne przezycia. Wpadlam do moich znajomych i nadaje z ich komputera,
              bo pokazali mi, o czym piszecie na forum.
              Faktycznie ten temat i mnie dotyczy- ale przezylam oboz - wlasciwie na
              pensjonacie - bo nie bylam singlem- bylam z mezem - dzieckon zostalo w Polsce
              jako zakladnik- nie wydano nam paszportu, bo za komuny rodzina nie miala prawa
              spedzic urlopu razem za granica. Opisaliscie jak wygladala kwarantanna - to
              bylo zawsze tak samo - potem losy ludzkie sie rozdzielaly. Patrzylam jako matka
              na ten exodus ludzi mlodych, wspanialych, ktorzy nie widzieli siebie wiecej w
              PRL- mieli tyle energii, zapalu, by zyc w niewoli. Wiedzialam, ze wiele matek
              ww Polsce martwilo sie o losy swoich dzieci ktore spotkalam wlasnie w obozie.
              Oczywiscie Hilton odstraszal i na pewno bysmy robili wszystko, by tam nie
              byc.Wiadomsc, ze rodziny sa na pensjonatach dodawala otuchy.Austria tez na tym
              korzystala, bo puste pensjonaty mialy gosci na najblizszy rok i byl zysk.
              Podziwialam rowniez odwage i pomysly modych singli, ktorzy nie chcieli byc w
              Hiltonie.Dwie mlode dziewczyny- ladne zreszta dogadaly sie z dwoma mlodymi
              chlopakami i poprostu pobrali sie szybko nie znajac sie przedtem, by ich
              traktowano jako rodzina. Po przyjezdzie do pensjonatu, dziewczyny zajely swoj
              pokoj, a ich nowo poslubieni malzonkowie drugi pokoj i bylo o.k.
              Nawet za cene spedzenia jakiegos czasu w Hiltonie, nie chcieli wrocic do
              komuny.Patrzylam na mojego meza i nie chcialam wywierac na niego presji-
              ale powiedzial mi: Zniose wszystko jakis czas- ale do komuny nie wroce-
              wreszcie znam dobrze niemiecki, Austria to cywilizowany kraj - musze dac sobie
              rade- damy sobie rade. Dziecko zostalo z rodzicami. Nasza wize mielismy na
              tydzien. KIedy nie zjawilismy sie w okreslonym terminie - w Polsce SB zaczelo
              szalec.
              Zblizaly sie akurat swieta- moje dziecku - mimo ze oficjalnie bylismy na
              urlopach - odebrano KARTKI zywnosciowe za kare, rodzice przedluzyli pobyt za
              granica.
              Nasza pierwsza wigilia w pensjonacie byla smutna, mimo, ze wlasciele starali
              sie nam sprawic mile swieta. Nie moglismy niczego przelknac, czulismy sie
              winni, ze byc moze na stole swiatecznym moje dziecko nie moze miec nawet
              jedzenia z komunistycznego przydzialu.Byly to smutne swieta - bo patrzylismy z
              innej perspektywy. Fotografie, troska i wspomnienia wypelnialy kazda nasza
              chwile.Nie balangi, ubawy i inne rozrywki, na ktore mogli sobie pozwolic
              single obojga plci- nasze zycie bylo inne. Polska byla odcieta od swiata, mie
              bylo polaczenia telefonicznego- jakze ten kraj byl w tyle, mimo ze do Austrii
              bylo tak niedaleko.......
              Nic to tyle na dzisiaj- wpadne do znajomych niebawem - dopisze reszte.
              Jedno nas trzymalo przy zyciu- NADZIEJA- ktorej nie bylo w PRL-u i jak do
              dzisiaj nie ma. Ktos mi powiedzial - wiesz, to co sie dzieje w Polsce, to
              tylko utwierdza mnie w przekonaniu, ze warto bylo przejsc nawet najgorsze,
              by wyrwac sie od Jaruzela, komuny i zamordyzmu. Przyznaje mu racje. Dokladnie
              tak.
              ZYCZE WSZYSTKIM Z TRAJCHU WESOLYCH SWIAT I DOBREGO NOWEGO ROKU_ MAM
              nadzieje, ze wiecej osob dolaczy do wspomnien sprzed prawie badz, co badz 20
              lat.
              SZanowanie
              • gundi Re: Troche do Gundi a troche do wszystkich (siebie) 22.12.01, 17:57
                Dzien dobry wszystkim w ten "przedswiateczny poranek".
                Kazdego dnia zagladam aby przeczytac wasze nowe posty.
                Gen pytasz sie czy mam pytania, ba tysiace smile))
                -jakie kraje dawaly mozliwosc przyjazdu?
                -czy mieliscie zapewniona prace, mieszkanie jak juz ktos wspomnial o RPA?? Czy
                ambasady dawaly tylko wize, mozliwosc stalego pobytu.Czy wszedzie tak bylo?
                -jak sciagneliscie dzieci ktore zostailiscie w Polsce
                -jezeli byliscie z cala rodzina jak udalo wam sie dostac paszporty dla calej
                rodziny ?
                -jak dlugo mieszakliscie w Austri zanim wyjechaliscie.
                Przepraszam jezeli pytam za duzo ale jestem strasznie ciekawa i podziwiam was
                za odwage i za to ze nie poddaliscie sie temu staremu systemowi jak wiele
                innych osob.
                Pozdrawiam serdecznie wszystkich tu piszacych smile)
                • radca Re: Troche do Gundi a troche do wszystkich (siebie) 22.12.01, 18:02
                  Witam serdecznie.

                  Nie wiem co mam robic ?Przez pomylke uciekl mi tekst z tego tematu do odrebnego
                  pt;"radca" -tam opisuje rownie EMIGRACJE oraz TRAJCH.Moze ktos sie orientuje
                  w jaki sposob moge przeslac te teksty z tamtego tematu-tutaj.
                  Byloby to uzupelnienie w tym temacie.

                  pozdr.
                  radca
                  • gundi Re: Troche do Gundi a troche do wszystkich (siebie) 22.12.01, 18:11
                    Radac przenies twoje wypowiedzi z tematu "radac" na ten. Tylko te dlugie i
                    twoje nie te glupie odzywki.Zaznacz twje wypowiedzi kursorem na niebiesko
                    wcisnij ctrl&c otworz okienko na wiadomosc w tym temacie i wcisnij ctrl&v i
                    powinno skopiowac twoj tekst bez ponownego pisania.
                    • radca Re: Troche do Gundi a troche do wszystkich (siebie) 22.12.01, 19:34
                      --------------------------------------------------------------------------------
                      OBOZ dla uchodzcow.

                      To zderzenie z krajem wolnym i obrazem rodakow.Pierwsze wejscie do obozu.
                      Przerwa obiadowa,wiec nalezy poczekac w poczekalni.Od godz 13,00 bedzie sie
                      przyjetym.Naraz wchodzi grupa pijanych facetow.Dzieci patrza ze strachem.
                      Wiedza,ze sa w innym kraju niz Polska,a tu nagle....
                      Slyszymy slowa wulgarne i przeklenstwa-oczywiscie w jezyku polskim.
                      "Tata,przeciez my jestesmy w Polsce"-szepcza dzieci.Cicho,to jacys Polacy,nie
                      odzywajcie sie.Na czole nie mielismy napisane,wiec w milczeniu patrzylismy-co
                      czynili.Pluli najpierw na duzy plakat-REGULAMIN OBOZOWY.Wyzywali po polsku na
                      szefa OBOZU-inzyniera Fiszera.Nastepnie pozrywali ten plakat i oddalili sie-
                      przeklinajac glosno po polsku.Jeszcze nie wiedzialem wtedy,ze z powodu tej
                      sytuacji -moje zycie bedzie szlo pewna droga.Po wstepnym INTERWIU -zdecydowano
                      o naszym przyjeciu.Skierowno nastepnie do KWATERMISTRZA OBOZOWEGO.
                      Kwatermistrzem byl HINDUS -mowiacy po polsku.Okazalo sie,ze mial polska zone.
                      Wokolo HINDUSA krecilo sie zawsze wielu jugoslowian i arabow.Dal nam
                      zakwaterowanie na pierwszym pietrze.Gdy otworzylem drzwi pokolu-oniemialem
                      z wrazenia.Moim oczom ukazal sie widok pokoju-przypominajacego wiezienna cele.
                      Pietrowe,zelazne lozka,mocno zadymiony pokoj.Na stole butelki z wodka i
                      kieliszki.Typowa MELINA.Zdziwiony zapytalem; to tutaj mam przebywac z dziecmi.
                      Tutaj ma coreczka mieszkac razem z pijakami ? "A,co myslales,ze palac ci damy"-
                      powiedzial HINDUS.Powiedzialem,ze w takim pokoju nie bede przebywal.
                      !To idz na ulice" -powiedzial HINDUS.POwiedzialem,ze tak,ale najpierw pojde
                      do inzyniera FISZERA -szefa tego obozu."SKAD ZNASZ FISZERA ? JESTES TU DOPIERO
                      PARE MINUT"-zapytal po niemiecku HINDUS. Skad znam,to moja sprawa.
                      "IDZ,ON TAM CZEKA NA CIEBIE"-powiedzial.Spale tylko papierosa i zaraz sie tam
                      udam.Gdy spalilem papierosa i udalem sie do wyjscia-zawolal mnie.
                      Byl bardzo przyjacielski.Kazal zaczekac,po czasie wrocil i powiedzial.
                      "JA TAM POPRZENOSILEM LUDZI DO INNYCH POKOI,ZOBACZ JEDNA NOC.JAK NIE BEDZIE CI
                      SIE PODOBALO-TO POSZUKAM CI JESZCZE COS INNEGO".

                      Od tej pory zaczelo sie prawdziwe ZYCIE OBOZOWE.

                      radca

                      ps. inzyniera Fiszera znalem tylko z tego opluwanego plakatu.
                      • radca Re: Troche do Gundi a troche do wszystkich (siebie) 22.12.01, 19:39
                        Przyznam sie,ze takie postawienie sprawy przezemnie moglo sie roznie zakonczyc.
                        Lecz jak widac,dokonano zmian w dobrym kierunku.

                        W pokoju rzeczywiscie zrobilo sie pusciej.Bylo tylko okolo piec osob.Wegrzy,
                        Polacy,Czesi.Spogladano na mnie z jaks taka ciekawoscia.Dotad bylo to
                        zalekniecie i zastraszenie.Panowaly rozne opinie,ze aby dostac AZYL lub
                        POZYTYW-nalezy byc bardzo pokorny i usuwac sie w cien.Bron Boze,aby gdzies
                        byc obecyny.To dlatego panowalo ciche tolerowanie pijactwa,alkoholizmu i rozrob
                        wsrod rodakow-byle nie byc gdzies wmieszany.Ja powiedzialem zaraz od poczatku,
                        po kilku minutach; stwarzamy w tym pokoju pewien REGULAMIN.Gaszenie swiatla
                        o godz.21.00.Calkowity ZAKAZ PALENIA w pokoju.ZAKAZ PICIA ALKOHOLU.
                        Jesli do kogos przyjdzie ktos z wizyta-osoba przyjmujaca -powinna wyjsc na Holl
                        i tam prowadzic rozmowy.Bezwgledna cisza po 21.00.
                        Spytalem sie; czy przyjechalismy budowac NOWE ZYCIE -czy rozrabiac ?
                        Spytalem na czym nam wszystkim zalezy ? Zostalo przyjete jednoglosnie.
                        Zauwazylem,ze ci sami pijacy i rozni inni-znajdujacy sie w innych pokojach;
                        MIELI JAKIS RESPEKT.Nie wiedzialem jeszcze dlaczego ?
                        Nasz pokoj nalezal do wzorcowych.Byl rowniez regularnie sprzatany i wietrzony.

                        radca

                        cdn.
                        • Gość: Gen Re: Troche do Gundi a troche do wszystkich (siebie) IP: *.ipt.aol.com 23.12.01, 02:15
                          Wspaniale !!!!! dzieki za wpisy to jest to na co czekalem. Dzieki Ala!!!! -
                          twoja historia jest odzwierciedleniem mojej tylko w jeszcze gorszym
                          wydaniu,komuna zablokowala mi rodzine zona i dziecko na dluzszy czas w
                          PRL,nie chce opisywac detali z jakimi szykanami byli tam traktowani w okresie
                          kiedy ja nie moglem wrocic,a oni nie mogli wyjechac [ciagla odmowa
                          paszportow,wizyty ubowcow,szykany itp.] dzis to tylko ciern tkwiacy w pamieci.
                          Moze o tym kiedys. Dzis na moment jeszcze do Trajchu ,zaraz po stanie wojennym
                          zaczeli naplywac rowniez i ci ktorzy dostali tzw. wilczy bilet od wladz PRL
                          czyli ludzie z Solidarnosci zmuszeni sila do opuszcznia Polski,najbardziej
                          zdeterminowani, i sfrustrowani ,jedno tylko mieli na pocieszenie ze
                          natychmiast spotykali sie z reakcja ambasad Canady a szczegolnie USA i
                          otrzymywali daleko idaca pomoc w szybkim wylocie dalej. Co nie mozna bylo
                          powiedziec o reszcie bo tysiace innych musialo tkwic calymi miesiacami [lub
                          dluzej] czekac na zalatwienie formalnosci z dalszym wylotem,najczesciej w
                          koncowym efekcie byl to wyjazd w ciemno,malo kto wiedzial do kogo konkretnie
                          jedzie, poza krajem docelowym ktorym byla najczesciej Australia, Canada, i
                          oczywiscie USA nic wiecej sie nie wiedzialo,moze jeszcze nazwe miasta w ktorym
                          mialo sie ladowac. Sponsorami byly organizacje charytatywne,typu CARITAS,
                          organizacje koscielne wszelkich odlamow,od katolickich poprzez adwentystow na
                          zielono swiatkowcach skonczywszy. Wsrod Polakow w Trajchu znajdowali sie tacy
                          rowniez co zaczeli sobie przypominac o swych korzeniach etnicznych ,np
                          niektorzy przyznawali sie do pochodzenia ukrainskiego ,ci szybko otrzymywali
                          pomoc od organizacji ukrainskich na terenie Canady, slazacy natomiast na
                          pochodzenie szybko wydostawali sie do Niemiec.,byli ludzie innych wyznan jak
                          adwentysci czy protestanci,dojsc zgrabnie mieli organizowane dalsze wyloty na
                          inne kontynenty. Ale njagorzej bylo z singlami do ktorych i mnie
                          zaliczano,wszystko na samym koncu i najdluzszy okres wyczekiwania na reakcje
                          ambasad. Rowniez gdy juz upragniony odlot nastepowal, najczesciej na tych
                          ludzi nikt nie czekal w kraju docelowym,konczylo sie na odbiorze z lotniska i
                          ulokowaniu czlowieka w prztulku dla ubogich i bezdomnych, ewentualnie na
                          zalatwieniu na poczatek jakies kiepskiej pracy, czasami to byla czarna
                          rozpacz,pamietam listy tych ktorzy wpadali w tzw. "kibel" [zargon obozowy]
                          ostrzegajac nastepnych oczekujacych w Trajchu. Przyklad : Andrzej laduje w NYC
                          na lotnisku czeka murzyn z wypisanym na kawalku tektury jego nazwiskiem laduje
                          jego tobolek emigrancki do trucka i na migi daje do zrozumienia ze nalezy mu
                          sie za te usluge 20$,od czlowieka ktorego calym bogactwem jest paczka Mallboro
                          w kieszeni, potem przytulek gdzies przy jakies organizacji,wymiana swoich
                          rzeczy na ciuchy z Salvation Army, pierwsza praca itd. To tylko jeden z wielu
                          przykladow co znam. Kiedy wiosna 82 r. USA urochomila tzw most powietrzny w
                          masowym przerzucie uchodzcow z przeladowanych pensjonatow na terenie Austri
                          do Stanow, wyloty nastepowaly 2-3 razy w tygodniu , tkwilem w tym czasie
                          gleboko na poludniu Austri w Steirmark wraz z blisko tysiacem innych,
                          wprowadzilismy piekny zwyczaj zegnania tych co wylatywali za Ocean lub na
                          Antypody,palac ogniska i spiewajac polskie piosenki do pozna w nocy wsrod
                          osniezonych szczytow Alp ,kiedy to o 4 nad ranem autobusy z Trajchu zajedzaly
                          by zabrac do Wiednia tych ktorzy w nastepnych godzinach opuszczali Europe -
                          czesto na dlugie juz lata. To tyle - mysle ze beda nastepni Veterani ze
                          szlaku wiedenskiego do podzielenia sie swymi myslami !!!!! pozdrawiam -gen.
              • Gość: Ola do ALI IP: *.corp.redshift.com 11.01.03, 21:38
                Wzruszyly mnie Twoje wspomnienia. Nie piszesz co bylo potem..? Kiedy
                polaczyliscie sie z dzieckiem? Mam nadzieje ze jestescie szczesliwi w Kraju
                jaki sobie wybraliscie i ze wasza pociecha ma tutaj wieksze szanse na lepsze
                zycie.
                Moj maz siedzial w Traiskirchen 2 dni i udalo mu sie dostac do pensjonatu
                jednego a potem innego. Po roku dostal wize do USA. W sumie po 2ch latach 2ch m-
                cach polaczylismy sie. Komuna nie chciala wydac paszportu. Trzeba bylo
                przekupic itd.. Tamte trudne chwile byly cena za zycie o jakim nie snilam jest
                mozliwe. Oczywiscie ciezka praca, duzo nauki ale to sie tuaj oplaca, to daje
                wyniki.
                Nasz syn ma prace i perspektywy na ktore nigdy by nie mial szans w Polsce.
                Moja przyjaciolka z Polski zrezygnowala wtedy z szansy wyjazdu do USA. Jej
                corka teraz, po studiach, inteligentna i wspaniala osoba ma bardzo trudne zycie
                w POlsce. Brak mieszkania, brak pracy odpowiadajacej jej wyksztalceniu...
                Mam zal do kolezanki ze nie wyjechala chociazby ze wzgledu na jej dzieci.
                Austria byla bardzo waznym przystankiem w naszym zyciu. Nigdy tam nie bylam ale
                moj maz bardzo cieplo wspomina Austriakow i szanse jaka nam dali.
                Alu, wszystkiego najlepszego przesyla rodaczka z Kalifornii.
    • Gość: Toto Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.proxy.aol.com 23.12.01, 02:30
      Kazdy mial inne przezycia zwiazane z emigracja,jak to widac na przykladzie tego
      watku.Zupelnie inaczej odbieraly to rodziny ,inaczej single.Bylo ciezko dla
      jednych i wspaniale dla innych.Widzialem pare rodzin co sie rozlecialy przez te
      przejscia ale i pare nowych powstalo.Osobiscie jak juz pisalem ,mialem
      najlepsze wakacje w zyciu, ale wiem ze nie kazdy tak to zniosl.
      Co do dlugosci pobytu to siedzialem dosc dlugo,prawie 2 lata.W moich czasach z
      wyjazdem nie bylo juz tak latwo.Praktycznie tylko Kanada i RPA przyjmowaly
      imigrantow.W Austrii prezydentem byl Waldheim i to nie podobalo sie Zydom ,wiec
      robili naciski na USA .Jednym z efektow byl fakt ze do Stanow jechali tylko ze
      sponsorstwem rodzinnym albo jak mieli duuuzo szczescia.Kanada brala nawet na
      sonsorstwo rzadowe,glownie rodziny ,ale single tez mogli jechac.Co ciekawe
      jezeli ktos sie zgodzil jechac do Quebec`u to wszystko trwalo o wiele
      krocej.Australia odpadala bo byli bardzo selektywni wobec Polakow.Sparzyli
      sie ,wielu rodakow wyjechalo tam ,nabralo pieniedzy z zapomog i... wrocilo do
      Polski!? Nic dziwnego ze kangurom wyszlo to bokiem.RPA brala ale glownie "na
      zawod".To fakt ze gornicy mieli wielkie fory ,do dzis sie dziwie dlaczego tak
      niewielu z nich nie dalo nogi z tego Slaska.Z RPA do Austrii
      przyjezdzali "rekrutorzy" i po odbyciu rozmowy kwalifikowali goscia lub
      nie.Ogolnie rodziny mialy latwiej,choc zyc bylo lzej singlom.Co do legend o
      gotowych domach itp. to raczej wlasnie sa to legendy.Moze na poczatku -1980-82
      ale pozniej to juz nie.
      Konkludujac,po paru latach tutaj codziennie dziekuje Bogu ze mialem odwage
      kiedys pojechac na wycieczke i przejsc ta brame w Treiskirchen.Wiadomosci z
      Polski tylko mnie w tym utwierdzaja.
      Pozdrowienia dla wszystkich "kombatantow".Austria Forever!
    • Gość: Gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 24.12.01, 04:08
      Wszystkim ktorzy do tej pory dorzucili cos do wspomnien obozowych,i
      wzbogacili te strone, jak i tym ktorzy znalezli sie tu przpadkowo,lub
      zainteresowal ich w czytaniu teskt tych wypowiedzi z ktorych nie jedna ma juz
      wymiar historyczny, Skladam Najlepsze Zyczenia Swiateczne,SPOKOJNYCH I BARDZO
      RODZINNYCH SWIAT BOZEGO NARODZENIA !!!!!!!!!! dla was i waszych Rodzin !!!! i
      zapraszam do kontynuowania tematu !!!
      • Gość: ALA Re: co to byly te krowki ? IP: *.proxy.aol.com 24.12.01, 19:21
        Karol- wyjasniam Ci - co znaczy krowa - mam nadzieje, ze sie nie myle. Byly to
        duze butle taniego wina.Nigdy mnie nie intersowala zawartosc tej butli- ale
        ludzie po wypiciu calej zawartosci byli chorzy. Nie wiem tylko, czy z powodu
        podlej jakosci wina, czy tez wypitej ilosci. Gen -dzisiaj jest wigilia-zawsze
        wspominamy nasza pierwsza na emigracji wigilie z daleka od rodziny i naszego
        dziecka.
        Wiesz, kiedy mowie o Trajchu - nieodlacznie kojarzy mi ten okres z Polska, bo
        nasza rodzina tam byla narazona na niezasluzone szykany.Trudno zreszta o tym
        zapomniec.Byla walka, zeby uwolnili moje dziecko z Polski. Po paru latach
        kiedy przyjechalam do Polski- udalo mi sie dowiedziec nazwiska najbardziej
        nadgorliwych komunistycznych pacholkow- szykanujacych moja rodzine -zlozylam im
        wizyte z zapytaniam, jak sie czuja w spokaniu ze mna w cztery oczy, jaka im
        przyjemnosc sprawialo mszczenie sie na niewinnych ludziach.
        Jak im jest nie w nos z nami sie spotkac- nie maja wytlumaczenia- woleli
        milczec-nie cierpia jak im sie przypomina ich swinstwa,zaslaniaja sie, ze takie
        bylo prawo, tylko nie potrafia podac jakie. Najbardziej bolesne jest to, ze oni
        awansowali, sa na wyzszych stanowiskach- te pospolte komunistyczne slugusy.
        To przeraza, ze Polska nie potrafila oczyscic sie z tych nalecialosci.Nie chce
        sobie psuc swiatecznego nastroju, ale mimo uplywu lat nie potrafie tego
        zapomniec. SPOKOJNIE PODZIELMY SIE OPLATKIEM PRZY SWIATECZNYM STOLE, ZYCZMY
        SOBIE SPOKOJNEGO NOWEGO ROKU_
        ALA
        • radca Re: co to byly te krowki ?-"KROWY" 24.12.01, 20:30
          Krowy to byly tanie duze butle wina.Pijaki obozowe mowily na to "krowa".
          Po takiej "krowie" -"leb sie cieszyl".Wtedy to dopiero zaczynaly sie rozruby i
          lazenie po obozowych korytarzach.Taki oboz jak TRAICH -to bylo ELDORADO dla
          nierobow i pijakow z Polski. Dla uczciwych ludzi byla to GEHENNA.
          Obiecuje napisac w szczegolach -jak wygladalo takie zycie w obozie.

          Moja pierwsza WIGILIA byla rowniez w OBOZIE.

          radca

          ps.bylo to juz po kilku dniach pobytu.
    • Gość: Gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 24.12.01, 20:38
      Dziekuje - Ala!!!!ze wten dzien wigilijny znalazlas czas na to zeby jeszcze tu
      zajrzec to naprawde wzruszajace,ze sa jeszcze ludzie ktorzy maja podobne
      przezycia i podobnie to wszystko odbieraja mimo ze uplynelo juz 20 lat od tych
      wydarzen. Nie uwierzysz moze - ale ija gdy po bardzo wielu latach przylecialem
      na krotko do Polski zrobilem podobnie jak i Ty, chcialem odszukac tych ktorzy
      byli odpowiedzialni za moj osobisty dramat,bylo trudno do nich dotrzec
      [mieszkalem w duzym miescie],ale jednego z najbardziej gorliwych znalazlem
      na ....cmentarzu, Pan Bog sam wymierzyl sprawiedliwosc - nagly zgon. Moze
      dzis z okazji tego specjalnego dnia podziele sie wspomnieniem mej pierwszej
      Wigilii obozowej ktora utkwila na zawsze w pamieci. Bylismy gleboko w Alpach w
      malej wiosce Peterdorf zgromadzeni w kilkuset uchodzcow na terenie malego
      osrodka wypoczynkowego,wkolo osniezone Alpy i malownicza sceneria,kazdy na
      miare wlasnych mozliwosci finansowych [a byly one kiepskie] staral sie dolozyc
      do wspolnie organizowanej wieczerzy, bylismy odcieci od Polski [stan
      wojenny],zelazna kurtyna zasunela sie , zadnych
      informacji,polaczen,listow,staralismy sie pocieszac jeden drugiego,choc kazdy
      z nas mial swiadomosc tego ze w kraju stalo sie cos okropnego i
      niewytlumaczalnego. O polnocy udalismy sie do pobliskiego kosciola , choc
      byla to kilkokilometrowa wyprawa na pieszo wsrod zasp sniegu. Podzczas trwania
      austriackiej pasterki gdzie ze zdziwieniem przygladalismy sie ich pieknej
      ceremoni, ksiadz przerwal na chwile msze ,zwracajac sie do zgromadzonych
      Polakow o zaspiewanie koled w naszym jezyku, ,Zdumienie nasze bylo wielkie i
      konsternacja, ale za chwile buchnelo na caly kosciol ......."Bog sie
      rodzi !!!!! a potem nastepne, nie szlo nas zatrzymac, wszystkim przez moment
      sie wydawalo ze jestesmy z powrotem w Polsce,...... choc los sprawil tak ze
      wielu z nas Polske zobaczylo ponownie po wielu latach kiedy ladowalismy na
      Okeciu z transatlantyckich rejsow. Wesolych Swiat !!!! dla VETERANOW !!!

      Ala ,mozesz podac gdzie zyjesz??
      • Gość: Gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 25.12.01, 21:12
        Dziekuje wszystkim za wpisy i zyczenia swiateczne, wszystkiego
        najlepszego !!!! mam nadzieje ze Wigilia byla udana i po polsku, a i prezenty
        pod choinka zadawalajace wszystkich. Dla tych co pozostali w Austrii , jak
        sobie radzicie,co bylo przyczyna ze nie polecieliscie dalej ??? Austria jest
        piekna krajobrazowo, ale nie mam przekonania co do trafnosci decyzji o
        pozostaniu,choc moze w waszych przypadkach powiodlo sie wam - mam nadzieje.
        Jak wyglada teraz Wieden ?? czy funkcjonuje dalej polski kosciol na Renwegu
        bodajze III bezirk ?? w jakich miejscowosciach siedzicie,jesli te pytania nie
        sprawiaja klopotu to moze ktos odpowie?

        Ala !!! jestesmy na tym samym kontynencie byloby smiesznie gdyby sie
        okazalo ze niedaleko siebie mieszkamy,jesli podasz telefon , na chwile !!
        zadzwonie .
        • Gość: __jan Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ibc.de.easynet.net 26.12.01, 12:11
          gratulule trafnego wyboru watku, mimo ze wyjechalem do Niemiec na pochodzenie
          w 1989 ale jak zywo przypomnialy mi sie niektore sceny /kazdy z nas musial
          przejsc przez oboz/, ale ogolnie podobylo mi sie, ze wzgl. na duzy
          naplyw ludzi z Polski i przepelnienie w obozie, po trzech dniach w obozie
          wyslano nas na wczasu do hotelu nad Baltyk kolo Kiel; bylem tam 3 mies.
          ze Swietami Bozego Narodzenia z dala od rodziny wlacznie, to byly
          moje najlepsze wakacje...pozdrawiam z Düsseldorf'u
          • Gość: Gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 27.12.01, 00:10
            Chetnie uslysze troche wspomnien rowniez z innych obozow,rowniez tych
            polozonych na terenie Niemiec bo przeciez tam nasi ludzie tez trafiali,choc
            nie zawsze emigrujac dalej. No coz , dziekuje za wpis i mysle ze jeszcze ktos
            dolaczy bo przeciez pol miliona ludzi nie zginelo w australiskim buszu, czy
            puszczach kanadyjskich, albo w preriach Ameryki, moze przy chwili swiatecznego
            wytchnienia, znajda sie inni veterani z obozowego szlaku ????????
            • Gość: j Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.attcanada.net 27.12.01, 00:38
              Gość portalu: Gen napisał(a):

              > Chetnie uslysze troche wspomnien rowniez z innych obozow,rowniez tych
              > polozonych na terenie Niemiec bo przeciez tam nasi ludzie tez trafiali,choc
              > nie zawsze emigrujac dalej. No coz , dziekuje za wpis i mysle ze jeszcze ktos
              > dolaczy bo przeciez pol miliona ludzi nie zginelo w australiskim buszu, czy
              > puszczach kanadyjskich, albo w preriach Ameryki, moze przy chwili swiatecznego
              > wytchnienia, znajda sie inni veterani z obozowego szlaku ????????

              daj sobie spokoj, gen.
              wiekszosc tych ludzi nie uwaza ze powinna chwalic sie na tych tu stronach tym, ze
              na jakis czas stracila kontrole nad wlasnym losem.
              ty sam tez z pewnoscia nie jestes dumny z roli jaka pozwolono ci zagrac.
              • Gość: Gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 27.12.01, 00:59
                Nie zapraszam do tematu ludzi ktorzy nie maja w tym watku doswiadczenia i
                nic do powiedzenia, [ jak nick -j -]mozna sobie wybrac inne posty i tam
                wyzywac sie dowoli, zyczylbym sobie,spokojnej dyskusji i wspomnien tych ktorzy
                tym sa zainteresowani , jesli kogos to nie bawi ,to wolna droga !!!!! a to czy
                ludzie ktorzy do tej pory podzielili sie swoja historia, stracili kiedys
                kontrole nad swoim losem to chyba zle sformulowanie, mysle dokladnie
                odwrotnie - ze odzyskali prawo o decydowaniu o wlasnym zyciu. Mam prosbe -
                nie chcialbym prowadzic pod tym postem glupawej dyskusji wzorem innych. Temat
                jest wyraznie okreslony, kto jest chetny moze dolaczyc - a kogo to nudzi
                niech tu nie zaglada - proste !!!!!
                • Gość: Renka Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.home.cgocable.net 27.12.01, 03:53
                  Bardzo fascynujace historie.Pomagaja mi zrozumiec troche tych, ktorzy tu sa z
                  tej tzw emigracji stanu wojennego.Ja bylam w Polsce do lat
                  dziewiecdziesiatych, wyjechalam bezposrednio z Polski na zawod, tzw
                  independent immigrant. Zupelnie inna historia , nie witano nas w Kanadzie
                  szampanem, ale tez i NIE POMAGANO tak, jak tu slysze (zalatwienie pracy,
                  zakwaterowania itp).
                  My za wszystko musielismy i musimy placic.Z czego jestem dumna.
                  Czytajac wasze opowiesci nie wzruszam sie, bo moja rodzina doswiadczyla w
                  niemieckich lagrach prawdziwej gehenny, to co opisujecie to zwykle warcholstwo.
                  Przy okazji wydaje mi sie, ze wraz z tym strumieniem dzialaczy S , przyplynelo
                  tu sporo zwyklych kanalii ubeckich.Czyz nie mam racji, he?
                  • Gość: Gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 27.12.01, 05:14
                    Zgadza sie Renka ,pisalem juz o tym wyzej kto wsrod tlumu normalnych uchodzcow
                    tez przebywal,nie jest tajemnica ze PRL w tych latach czyscila sobie swoje
                    wiezienia, wypuszczajac "gromadke" zwyklych kryminalistow z wiezien. To tylko
                    kropla w morzu tego tematu. Dobrze ze zainteresowalo Cie troche historii,
                    natomiast co do "pomagania " to troche sie mylisz nie zawsze tak bylo z tym
                    rozowo,nieliczni doznawali prawdziwej pomocy, reszta jak mozesz wyczytac
                    przechodzila niesamowite historie, a sam pobyt w obozie byl szokiem z ktorego
                    dlugo sie nie mozna bylo wyleczyc. Dzieki za zinteresowanie .
                  • Gość: Kangur Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.dialup.optusnet.com.au 27.12.01, 06:43
                    Z ta pomoca na zachodzie to oczywiscie nieporozumienie.W kazdym poscie mowi
                    sie ,ze tylko RPA to gwarantowala.Pozatym musielismy tez za wszystko placic w
                    krajach docelowych.Pozatym jesli sie wyjechalo w koncowce lat 90 to z nieco
                    wieksza gotowka,nieprawdaz?Nasze majatki w Polsce w tamtych czasach(+-20 lat
                    temu) to nie to co powiedzmy teraz.I nie tylko szumowina wyjezdzala,prosze
                    czytac wszystkie posty.
                    Ja wyjechalem z rodzina(trojka)i w Trajchu spedzilem kilka godzin,odciski
                    palcow,przydzial misek itd,kiedy oglosili nabor rodzin do nowego pensjonatu.
                    Spedzilem 9 miesiecy w pieknych Alpach,wioska Klam,kolo Glognitz.Troche
                    problemow miedzy nami rodakami a niezbyt zawsze uczciwa wlascicielka.Wspaniale
                    balangi i spacery,a teraz Melbourne. I caly szczesliwy tutaj,moze nieco daleko
                    ale dzieki temu duzo spokoju.
                    Kangur
                    PS. Moze ktos pamieta ale w chyba lipcu 81 byl caly artykul w komunistycznej
                    Polityce "krok po kroku" jak znzlezc si w Trajchu,sam czytalem,pozatym w Polsce
                    bylo glosno jak tam trafic. Moze ktos od Helgi z Klamu sie odezwie,jechalismy
                    do Australii,Canady, USA i do RPA.
                  • Gość: Do Renki Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: 142.194.234.* 27.12.01, 16:42
                    Gość portalu: Renka napisał(a):

                    > Bardzo fascynujace historie.Pomagaja mi zrozumiec troche tych, ktorzy tu sa z
                    > tej tzw emigracji stanu wojennego.Ja bylam w Polsce do lat
                    > dziewiecdziesiatych, wyjechalam bezposrednio z Polski na zawod, tzw
                    > independent immigrant. Zupelnie inna historia , nie witano nas w Kanadzie
                    > szampanem, ale tez i NIE POMAGANO tak, jak tu slysze (zalatwienie pracy,
                    > zakwaterowania itp).
                    > My za wszystko musielismy i musimy placic.Z czego jestem dumna.
                    > Czytajac wasze opowiesci nie wzruszam sie, bo moja rodzina doswiadczyla w
                    > niemieckich lagrach prawdziwej gehenny, to co opisujecie to zwykle warcholstwo.
                    > Przy okazji wydaje mi sie, ze wraz z tym strumieniem dzialaczy S , przyplynelo
                    > tu sporo zwyklych kanalii ubeckich.Czyz nie mam racji, he?

                    pare slow wyjasnienia dotyczacych sytuacji rodakow ktorzy wyniesli sie z prl-u w
                    latach osiemdziesiatych.
                    pobyt w obozie dla uchodzcow nie byl jedyna droga rozpoczecia zycia poza krajem.
                    calkiem spora liczba ludzi zdecydowala sie na podjecie proby samodzielnego
                    utrzymania sie w krajach tranzytowych podczas gdy ich aplikacje o staly pobyt w
                    roznego rodzaju wymarzonych krajach nabieraly mocy urzedowej.
                    danie sie zamknac w obozie albo praca na siebie - to byl wolny wybor. rzad
                    austriacki nie robil zadnych problemow z przyznawaniem wiz pobytowych naszym
                    rodakom jesli posiadali legalne zrodlo utrzymania sie.
                    bez problemow tez mozna bylo podjac prace jako 'selfemployed'. oczywiscie placilo
                    sie podatki, ale to byl wowczas drobiazg bez znaczenia.
                    ta droga byla trudniejsza niz ta wybierana przez wiekszosc (oboz) ale tez dawala
                    wiecej satysfakcji.
                    szczegolnie ciezkie byly pierwsze tygodnie- spedzilem je w okolicach Traiskirchen
                    wlasnie szukajac dorywczej pracy u miejscowych rolnikow, mimo ze nie bylem nigdy
                    wewnatrz obozu mialem okazje dowiedziec sie sporo o warunkach zycia w obozie i
                    wyczynach jego mieszkancow.
                    do Kanady przyjechalem tez 'na zawod' /independent immigrant/, tez nie witano
                    mnie szampanem, tez od chwili opuszenia kraju placilem za wszystko.
                    hell, nawet za pobyt w prl-u musialem placic bo zwyczajowy wyrok kolegium /to byl
                    taki niby-sad/ za 'niemanie pracy' to bylo albo 30 dni aresztu albo grzywna w
                    wysokosci miesiecznych zarobkow, a ja kocham moja wolnosc.
                    moze wiec historia nie taka calkiem zupelnie inna

                    cheers,

                    j
                • bruno5 Re: Traiskirchen-Austria refugee camp 27.01.03, 17:17
                  Pamietam kolo Trajchu byl sklep Billa .Polacy i inni tam strasznie kradli .Pamietam przyjechalem na badanie lekarskie
                  i poszedlem do tego sklepu .Mialem kiszen wypchana sniadaniem i zostalem zatrzymany w skle[ie ; wlasciciel jak
                  zobaczyl , ze nie jestem zlodziej to pokazal mi caly plik lagierek odebranych Polakow tego dnia bylo tego ze 30 .
                  Wielu kradlo , a samotne Polki kurwily sie na potege .Tak bylo .
              • Gość: Sromek Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.sympatico.ca 08.03.03, 21:49
                ?  Kanada-emigracja  adres: *.visp.energis.pl
                   Gos´c´: ka   03-03-2003 15:52 odpowiedz na list  odpowiedz cytuja˛c
                   Witam wszystkich serdecznie,
                   Jestem na tym forum pierwszy raz i widze˛, z˙e jest tu duz˙o ludzi
                   mieszkaja˛cych poza Polska˛. W zwia˛zku z tym mam pytanie: Czy ktos´ z
                Was zna
                   sposób, aby legalnie wyemigrowac´ do Kanady? Oboje jestes´my
                m?odzi, ja jestem
                   dopiero co po studiach, a ma˛z˙ ma ukon´czona˛ szko?e pomatyralna˛ i
                10 lat
                   prowadzi swoja˛ firme˛, ale juz˙ mu sie˛ znudzi?o. Coraz wyraz´niej
                niestety
                   widac´, z˙e nie ma szans, aby w Pol;sce by?o lepiej, a z˙ycie ma sie˛
                tylko
                   jedno... Zatem, jes´li znacie jakies´ drogi, be˛de˛ bardzo wdzie˛czna...
                   Pozdrawiam
                   

                   ?  Re: Kanada-emigracja  adres: *.sympatico.ca
                      Gos´c´: Marcus   03-03-2003 15:57 odpowiedz na list  odpowiedz
                cytuja˛c
                      Temat byl j?  Kanada-emigracja  adres: *.visp.energis.pl
                   Gos´c´: ka   03-03-2003 15:52 odpowiedz na list  odpowiedz cytuja˛c
                   Witam wszystkich serdecznie,
                   Jestem na tym forum pierwszy raz i widze˛, z˙e jest tu duz˙o ludzi
                   mieszkaja˛cych poza Polska˛. W zwia˛zku z tym mam pytanie: Czy ktos´ z
                Was zna
                   sposób, aby legalnie wyemigrowac´ do Kanady? Oboje jestes´my
                m?odzi, ja jestem
                   dopiero co po studiach, a ma˛z˙ ma ukon´czona˛ szko?e pomatyralna˛ i
                10 lat
                   prowadzi swoja˛ firme˛, ale juz˙ mu sie˛ znudzi?o. Coraz wyraz´niej
                niestety
                   widac´, z˙e nie ma szans, aby w Pol;sce by?o lepiej, a z˙ycie ma sie˛
                tylko
                   jedno... Zatem, jes´li znacie jakies´ drogi, be˛de˛ bardzo wdzie˛czna...
                   Pozdrawiam
                   

                   ?  Re: Kanada-emigracja  adres: *.sympatico.ca
                      Gos´c´: Marcus   03-03-2003 15:57 odpowiedz na list  odpowiedz
                cytuja˛c
                      Temat byl juz wielokrotnie omawiany na forum,najlepsze informacje
                dostaniesz w
                      ambasadzie kanadyjskiej mozesz sprawdzic napewno maja strone
                internetowa
                      poswiecona emigracji,zycze szczescia.
                      

                      ?  Re: Kanada-emigracja
                         ertes   03-03-2003 17:21 odpowiedz na list  odpowiedz cytuja˛c
                         
                         Szanse: 0
                         Sorry.
                         

                         ?  Re: Kanada-emigracja  adres: *.sympatico.ca
                            Gos´c´: troll   03-03-2003 17:35 odpowiedz na list  odpowiedz
                cytuja˛c
                            ertes napisa?:
                            
                            )
                            ) Szanse: 0
                            ) Sorry.
                            
                            Nieprawda, spotkalem kilka osob, ktore w ostatnich kilku latach
                zalapaly sie w
                            kategorii "Skilled Immigrants". Jest to na pewno trudne, warunki,
                kasa, (~CAD
                            15,000 na dwie osoby), etc., ale ... kto ryzykuje ten w Polsce nie
                siedzi.
                            Problem polega na tym, ze kolejka w tej kategorii jest teraz w
                konsulacie w
                            Polsce tak duza, ze ponoc zajmuje 2 lata, zanim ktos w ogole
                spojrzy na
                            papiery. To jest wiadomosc nie sprawdzona - moze trwa dluzej,
                moze krocej. Badz
                            pesymistka, nigdy nie bedziesz rozczarowana.
                            

                            ?  Re: Kanada-emigracja  adres: *.broadcom.com
                               Gos´c´: Tomek   03-03-2003 19:50 odpowiedz na list  odpowiedz
                cytuja˛c
                               Z calym szacunkiem ale szanse ta pani ma rowne 0.
                               Rzuc okiem na strone gdzie mozna sobie zrobic test punktowy.
                               Maz nie ma studiow wiec dostanie znikoma ilosc punktow.
                               Pani owa wlasnie konczy studia czyli nie ma stazu pracy a
                               wiec zero punktow. 75 to minimum.
                               Nie ma sily. Przepisy sie zmienily w zeszlym roku
                               (06/02). Jest duzo trudniej dostac wymagana ilosc punktow
                               w porownaniu do tego co przed.
                ?  Kanada-emigracja  adres: *.visp.energis.pl
                   Gos´c´: ka   03-03-2003 15:52 odpowiedz na list  odpowiedz cytuja˛c
                   Witam wszystkich serdecznie,
                   Jestem na tym forum pierwszy raz i widze˛, z˙e jest tu duz˙o ludzi
                   mieszkaja˛cych poza Polska˛. W zwia˛zku z tym mam pytanie: Czy ktos´ z
                Was zna
                   sposób, aby legalnie wyemigrowac´ do Kanady? Oboje jestes´my
                m?odzi, ja jestem
                   dopiero co po studiach, a ma˛z˙ ma ukon´czona˛ szko?e pomatyralna˛ i
                10 lat
                   prowadzi swoja˛ firme˛, ale juz˙ mu sie˛ znudzi?o. Coraz wyraz´niej
                niestety
                   widac´, z˙e nie ma szans, aby w Pol;sce by?o lepiej, a z˙ycie ma sie˛
                tylko
                   jedno... Zatem, jes´li znacie jakies´ drogi, be˛de˛ bardzo wdzie˛czna...
                   Pozdrawiam
                   

                   ?  Re: Kanada-emigracja  adres: *.sympatico.ca
                      Gos´c´: Marcus   03-03-2003 15:57 odpowiedz na list  odpowiedz
                cytuja˛c
                      Temat byl juz wielokrotnie omawiany na forum,najlepsze informacje
                dostaniesz w
                      ambasadzie kanadyjskiej mozesz sprawdzic napewno maja strone
                internetowa
                      poswiecona emigracji,zycze szczescia.
                      

                      ?  Re: Kanada-emigracja
                         ertes   03-03-2003 17:21 odpowiedz na list  odpowiedz cytuja˛c
                         
                         Szanse: 0
                         Sorry.
                         

                         ?  Re: Kanada-emigracja  adres: *.sympatico.ca
                            Gos´c´: troll   03-03-2003 17:35 odpowiedz na list  odpowiedz
                cytuja˛c
                            ertes napisa?:
                            
                            )
                            ) Szanse: 0
                            ) Sorry.
                            
                            Nieprawda, spotkalem kilka osob, ktore w ostatnich kilku latach
                zalapaly sie w
                            kategorii "Skilled Immigrants". Jest to na pewno trudne, warunki,
                kasa, (~CAD
                            15,000 na dwie osoby), etc., ale ... kto ryzykuje ten w Polsce nie
                siedzi.
                            Problem polega na tym, ze kolejka w tej kategorii jest teraz w
                konsulacie w
                            Polsce tak duza, ze ponoc zajmuje 2 lata, zanim ktos w ogole
                spojrzy na
                            papiery. To jest wiadomosc nie sprawdzona - moze trwa dluzej,
                moze krocej. Badz
                            pesymistka, nigdy nie bedziesz rozczarowana.
                            

                            ?  Re: Kanada-emigracja  adres: *.broadcom.com
                               Gos´c´: Tomek   03-03-2003 19:50 odpowiedz na list  odpowiedz
                cytuja˛c
                               Z calym szacunkiem ale szanse ta pani ma rowne 0.
                               Rzuc okiem na strone gdzie mozna sobie zrobic test punktowy.
                               Maz nie ma studiow wiec dostanie znikoma ilosc punktow.
                               Pani owa wlasnie konczy studia czyli nie ma stazu pracy a
                               wiec zero punktow. 75 to minimum.
                               Nie ma sily. Przepisy sie zmienily w zeszlym roku
                               (06/02). Jest duzo trudniej dostac wymagana ilosc punktow
                               w porownaniu do tego co przed.
                ?  Kanada-emigracja  adres: *.visp.energis.pl
                   Gos´c´: ka   03-03-2003 15:52 odpowiedz na list  odpowiedz cytuja˛c
                   Witam wszystkich serdecznie,
                   Jestem na tym forum pierwszy raz i widze˛, z˙e jest tu duz˙o ludzi
                   mieszkaja˛cych poza Polska˛. W zwia˛zku z tym mam pytanie: Czy ktos´ z
                Was zna
                   sposób, aby legalnie wyemigrowac´ do Kanady? Oboje jestes´my
                m?odzi, ja jestem
                   dopiero co po studiach, a ma˛z˙ ma ukon´czona˛ szko?e pomatyralna˛ i
                10 lat
                   prowadzi swoja˛ firme˛, ale juz˙ mu sie˛ znudzi?o. Coraz wyraz´niej
                niestety
                   widac´, z˙e nie ma szans, aby w Pol;sce by?o lepiej, a z˙ycie ma sie˛
                tylko
                   jedno... Zatem, jes´li znacie jakies´ drogi, be˛de˛ bardzo wdzie˛czna...
                   Pozdrawiam
                   

                   ?  Re: Kanada-emigracja  adres: *.sympatico.ca
                      Gos´c´: Marcus   03-03-2003 15:57 odpowiedz na list  odpowiedz
                cytuja˛c
                      Temat byl juz wielokrotnie omawiany na forum,najlepsze informacje
                dostaniesz w
                      ambasadzie kanadyjskiej mozesz sprawdzic napewno maja strone
                internetowa
                      poswiecona emigracji,zycze szczescia.
                      

                      ?  Re: Kanada-emigracja
                         ertes   03-03-2003 17:21 odpowiedz na list  odpowiedz cytuja˛c
                         
                         Szanse: 0
                         Sorry.
                         

                         ?  Re: Kanada-emigracja  adres: *.sympatico.ca
                            Gos´c´: troll   03-03-2003 17:35 odpowiedz na l
    • Gość: Gen Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.ipt.aol.com 27.12.01, 21:46
      Dziekuje !!! -wszystkim za troche wspomnien,"kangur" - trafne porownania i
      ocena zgadzam sie z tym,choc dodam ze RPA naprawde stwarzala przyzwoite
      warunki z tego wzgledu ze w consulacie RPA we Wiedniu miales na miejscu
      przedstawicieli firm dzialajacych w RPA [ potezne brytyjskie lub holenderskie
      concerny] ktore braly polskich fachowcow od reki od inzynierow po ludzi po
      zasadniczej szkole zawodowej, kto byl z rodzina to oni przygotowali
      odpowiednie lokum i wyposazenie, OCZYWISCIE ze ci ktorzy to dostali musieli
      pozniej w ratach wszystko splacac - nic za darmo !!!! Ale start byl
      zapewniony. Choc poznalem malzenstwo we Wiedniu ktore po blisko pol rocznym
      pobycie tam powrocilo do Austrii ,pozniej dopiero sie okazalo ze zaciagneli
      zbyt duze kredyty na wszystko i nie za bardzo byli odpowiedzialni w ich
      splacaniu, a w dodatku nowiutkie AUDI wziete na kredyt rowniez spalilo sie na
      autostradzie przy malym acidencie, wiec zeby uniknac placenia naroslych dlugow
      nastapil powrot do Wiednia. - znam kilka innych pikanynych histori o RPA ale
      moze innym razem.

      Bogdan - dolaczaj ze swoimi pracami !!! mysle ze siedzisz w Australii a tam
      sie wybieralo 45% rodakow To byla wowczas Ziemia Obiecana !!!!!
        • Gość: dandy Re: Traiskirchen-Austria refugee camp IP: *.horsenskom.dk 02.01.02, 13:35
          Szczesliwego Nowego Roku dla wszýstkich

          Koty, czytam z zainteresowaniem wasze posty odnosnie Treiskirchen. Jestem od
          was wszystkich starszy o cala dekade. Otarlem sie troche tez o Treich w 1981,
          kiedy to mojemu bratu zachcialo sie wolnosci. W obozie byl bardzo krotko (zona,
          corka) i przeniosl sie na wies do Pingau. Pamietam, ze nikt nie mogl wowczas
          zostac w Austrii. Wiekszosc emigrowala za wody. Dopiero wojna Jaruzelskiego
          rozwiazala sytuacje. Wszyscy dostali azyle a brat dostal rownoczesnie prawo
          pobytu w Danii, o ktory dla nich walczylem i w Austrii z ktorej chcial
          wyjechac. Pamietam, ze mial problem co wybrac ale wybor pozostawilem dla nich
          samych.
          Za zadne skarby nie chcial emigrowac gdzies zbyt daleko od Polski, chyba wzial
          to po mnie mimo, ze jestem od niego mlodszy. Wybrali Austrie i chyba sa
          zadowoleni. Mieszkaja dzis w Wiedniu.
          Porownujac jego przezycia jako azylowca i wasze z moimi z poczatku lat 1971,
          zaraz po slynnym juz grudniu 1970 roku musze powiedziec, ze byla to poprostu
          czerwcowa sielanka. Wyjechali sobie na wczasy i nie wrocili. Paszport, forsa,
          samochod, walizki, zona z corka przy boku. My wowczas w tamtych latach,
          ryzykowalismy za wolnosc zycie lub dlugie lata wiezienia. Z Warszawy, na dachu
          wagonu do Berlina. Granica polsko-nrdowska, psy, karabiny, ostre naboje.
          Berlin -Berlin to samo, pozniej Berlin-NRD to samo, w koncu NRD-prom do Danii,
          ujadajace dookola psy mieszajace sie ze szwargotem grenzschutzpolizei,
          stojacych tak blisko, ze niemalze czulo sie ich oddech i to wszystko pod dachem
          wagonu a tuz nad samym przedzialem, bez picia, jedzenia, bez sikania i srania,
          tylko troche w torebke plastikowa w sytuacji podbramkowej bo zawsze to bylo
          lepsze niz naszczec pasazerom na glowe. Nie wolno bylo zachrapac bo wpadka,
          spalismy na przemian. Ja i kumpel, Bulgar mieszkajacy w Polsce a ktoremu grund
          sie palil pod nogami, artysta malarz po warszawskiej ASP i spiewak, pol amator
          pol zawodowiec za psie pieniadze. Pamietam jak zarabialismy nasze pierwsze
          pieniadze na wolnosci. On rysowal slynna Syrenke w Kopenhadze a ja probowalem
          to sprzedawac turystom, przewaznie japoncom i amerykancom. Po wyladowaniu w
          Kopenhadze bez dokumentow i bez forsy, dwa tygodnie aresztu w kompletnej
          izolacji, przesluchania dwa razy dziennie i w kolko to samo, co i jak i
          dlaczego. Najmniejsza pomylka w zeznaniach i abarot od poczatku. Wreszcie po
          dwu tygodniach pensjonat, kieszonkowe i gleboki oddech powietrzem wolnosci. Byl
          to najwspanialszy moment w moim zyciu, ktorego nigdy nie zapomne ale
          wielogodzinnej jazdy na "antresoli" przedzialow w pedzacym pociagu przez wrogie
          cholernie niebespieczne granice, kiedy to zycie czlowieka bylo mniej warte niz
          topiacy sie snieg za oknami pociagu, nikomu nie zycze. No ale kazdy ma swoje
          przezycia a sa one zawsze wlasne.
      • brow_arek Re: Traiskirchen-Austria refugee camp 22.07.02, 18:02
        Gość portalu: Dupek napisał(a):

        > Mnie najbardziej utkwilo w pamieci jak jedna dziewczyna wrocila do
        > Polski. Wielu leszczy sie ciezko przestraszylo, bo sie z nia zadawali. Ona
        > po prostu pracowala dla milicji w Lodzi. Kilku fajnych gosci tego zalowalo!


        A dzisiaj pewno ta sama dziewczyna jest doradca Kwasniewskiego.
        A paru Polakom ktorych poznala przy wyjezdzie z Polski sprawdzili dokladnie czy
        maja polskie paszporty.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka