kłopot z dobrymi sąsiadami

23.11.05, 22:27
Mam synka trzyletniego, który nie znosi być zagadywany przez obcych i dużo
miłych, życzliwych sąsiadów, którzy uwielbiają zagadywać do dziecka. Myślę, że
czują się wtedy tacy fajni. Wszyscy są raczej starszawi, inaczej by pamiętali,
jak ich własne dzieci "przepadały" za czymś takim. Najgorsze jest to, że
dzieciak, jak tylko taka "miła" sąsiadka otworzy buzię, wrzeszczy w
niebogłosy: Nie!!! i wiem, że naprawdę przeżywa to ciężko. Poza tym z innych
względów zrobił się nerwowy i chciałabym oszczędzić mu stresów. Ale takie
reakcje starszych pań nie zrażają, potrafią jeszcze kontynuować dialog z miłym
uśmiechem typu, a dlaczego nie, itp., itd. Sytuacja przypomina mi moje
spotkania z kociętami kiedy miałam 5-6 lat, kocięta wiały na mój widok jak
huragan, a ja chciałam je wciąż przytulać i głaskać, bo takie śliczniutkie i
puchate i byłam zła, że nie chcą siedzieć u mnie na kolanach i mruczeć.
Ale nie o tym chciałam pisać. Obok nas mieszkają sąsiedzi, nie mają dzieci,
kiedy mój synek był bardzo mały okazali mi wiele życzliwości. Potem nasze
kontakty się rozluźniły, obiecywałam sobie wprawdzie, że może zaproszę ich na
jakąś kawę, albo co, ale mam coraz mniej czasu. Ta pani nie ma za bardzo
podejścia do dzieci, tak zaobserwowałam, i mój synek niespecjalnie ją lubi.
Ona zresztą przoduje w takich pogawędkach z dzieckiem podczas spotkań na
spacerku. No i nadeszła miniona niedziela, z różnych względów miałam wyjątkowo
podły humor, wychodzimy z dzieckiem z bloku, a tu na horyzoncie pani
sąsiadka, oczywiście z jak najmilszym uśmiechem zagaała do dziecka, dzieciak w
pisk, ja, uciekając wzrokiem lekko popycham go do taksówki (bo mieliśmy jechać
taksówką) i powiedziałam sąsiadce, że jest nieśmiały i że najlepiej może
byłoby go nie zagadywać. Już wtedy jakoś poczułam, że się poczuła dotknięta,
dziś ją spotkałam na ulicy, powiedziałyśmy sobie dzień dobry i wiem że jest na
mnie obrażona.
Co zrobić, z jednej strony uważam, że powinnam stanąć w obronie dziecka, dla
ludzi takie pogaduszki to jest po prostu produkowanie się, "starają się być
mili", a dzieciak naprawdę przeżywa, do tego stopnia, że był okres, kiedy
zaczynał płakać, jak słyszał, że ktoś idzie na klatce schodowej. Zwłaszcza ta
sąsiadka, o której mowa, to był wyjątkowo oporny egzemplarz na wszelkie aluzje.
Z drugiej strony naprawdę pamiętam tym ludziom (jej i jej mężowi) dobre rzeczy
i nie chciałabym, żeby na tym stanęło.
Przy czym chciałam dodać, że uważam, że jak trochę zelżeje teraz z
"zagłaskiwaniem kotka na śmierć" to za kilka lat pewnie sam się ukłoni i powie
dzień dobry. ale na razie spotkania z tego typu miłymi ludźmi wzbudzają w nim
paniczny strach.

Pozdrawiam,

Jogo
    • sasha3 Re: kłopot z dobrymi sąsiadami 23.11.05, 23:39
      Jeśli powiedziałaś dokładnie tak, jak tu opisałaś, to wydaje mi się, że trochę
      sucho i lakonicznie to zabrzmiało - mogła się obrazić. Rzeczywiście głupio
      trochę zostawiać to tak jak jest, tym bardziej, że sasiedzi byli dla Was
      życzliwi. Na Twoim miejscu poszłabym sama do tej sąsiadki, przeprosiła za formę
      wyrażenia i wyjaśniła tak, jak tu opisujesz, że to nie jest Twoje widzimisię,
      dziecko naprawdę się boi i to nie tylko jej, ale innych sąsiadów też. Powino
      być ok smile Dobrzy sąsiedzi to skarb wink))


      P.S. Jak tak czytam o Twoim synku, to tak jakbym o swoim czytała, w dodatku
      rówieśnikami są smile Chociaż w tym konkretnym przypadku zagadywania moim
      dzieckiem nie kieruje strach, tylko coś innego, co? - nie wiem sad(
      Ja mam tak - moje dziecko najpierw robi minę pt. "nie zaczepiaj mnie", potem
      potrafi wrzasnąć "Nie mów do mnie!" albo "głupia jesteś!", a jeśli osoba
      zaczepiająca mało kumata jest, to na sam koniec środkowy palec pokaże (proszę
      łaskawie o niekomentowanie i niezadawanie pytań "skąd to zna"), albo i nogą
      machnie.. Różnica jest taka, że moi sąsiedzi już dobrze go znają od tej strony,
      uśmiechają się zatem dobrotliwie i... zagadują dalej. Gorzej jest z
      nieznajomymi (przodują starsze panie) na ulicy, w sklepie czy na spacerze -
      wstyd jak beret sad(( Zresztą wobec rodziny np. dziadka czy babci też tak ma -
      generalnie akceptuje tylko nas, czyli rodziców, swojego starszego brata i inne
      dzieci - reszta dorosłych do odstrzału. Jedyny plus jest taki, że takie dziecko
      z obcym nie pójdzie wink)) Cukierkiem ani niczym innym atrakcyjnym dla dziecka
      przekupić też się nie da - wypróbowane. Też czekam, kiedy z tego wyrośnie smile
      • niutaki Re: moja córka jak miała 2 lata to mówiła: jak ci 23.11.05, 23:58
        kopa zastrzelę to zobaczysz. Dziś (ma 3 lata skończone) po prostu odwrca się i
        milczy, osobę, która nie chce zaakceptować faktu, że ona nie ma ochoty na
        pogawędkę potrafi kopnąć.
        • maadzik3 Re: moja córka jak miała 2 lata to mówiła: jak ci 24.11.05, 02:29
          A ja jestem przerazona tym co piszecie - spokojnie. Rozumiem ze dziecko nie ma
          ochoty na przytulanie, glaskanie, calowanie przez obcych i nie obcych i ma prawo
          powiedziec nie. Rozumiem ze dziecko moze byc niesmiale i nie odzywac sie do
          ludzi ani samo ani zagadywane - tez bym je wytlumaczyla ze jest niesmiale i
          nauczy sie jak podrosnie. Gdyby reagowalo placzem jak dziecko autorki watku
          staralabym sie porozmawiac z sasiadami tlumaczac dziecko i proszac o czasowe
          niezagadywanie i z dzieckiem starajac sie dowiedziec o co chodzi. Gdyby trzeba
          bylo - wielokrotnie. Po prostu zeby rozwiazac problem i nie stresowac
          wystraszonego malucha. Jednoczesnie z promiennym usmiechem mowilabym sasiadom
          "dzien dobry" i zamieniala po kilka zdan (nie zmuszajac Mlodego do interakcji i
          nawet mu ich nie proponujac) po prostu zeby zobaczyl ze mozna.
          Ale jestem ciezko zszokowana ze zagadywany trzylatek potrafi klac i kopac a mamy
          uwazaja to za normalne. Przypomina sie tylko scena z "Kingsajzu" - "nie kop pana
          bo sie spocisz". Oduczylam mojego syna prob bicia i kopania mnie przy
          przewijaniu gdy mial niecale 18 miesiecy - po prostu powtarzajac jak zdarta
          plyta ze nie wolno, przytrzymujac i zostawiajac na chwile samego. Dzis gdy ma
          2,5 roku na wszelkie proby odepchniecia rowiesnikow (np. przy zabawkach) reaguje
          stanowczo choc nie gwaltownie i robia tak wszystkie znane mi osoby. Bic i kopac
          nikogo nie probuje. Ale gdyby sprobowal: przeprosilabym zainteresowanych,
          zmusilabym go do przeprosin (trudo, tym razem bym zmusila), tlumaczylabym jak to
          nieladnie i jak by sie czul gdyby jego ktos probowal kopnac czy uderzyc, a
          ponowne proby takich zachowan ukaralabym. Uwazam ze odpowiadam za wychowanie
          dziecka i pewne rzeczy (niekrzywdzenie innych - ja nie pozwalam krzywdzic
          ciebie, tobie nie wolno krzywdzic innych) trzeba wprowadzac OD RAZU. Zagadywany
          trzylatek ktory nie zyczy sobie rozmowy moze: przytulic sie do mamy(lub opiekuna
          z ktorym jest) - a osoba ta powinna go wytlumaczyc, odejsc kawalek, powiedziec
          "nie chce rozmawiac", milczec. Nie musi rozmawiac, ale bic, kopac i klac nie
          powinien i w przypadku mojego dziecka tepilabym te zachowania konsekwentnie i
          stanowczo, choc spokojnymi metodami (ja naprawde na duzo mu pozwalam, tlumacze i
          musztry nigdy nie staosuje, ale bicie i kopanie to dla mnie jak proba
          wbiegniecia na jezdnie - nie ma dyskusji I JUZ).
          Magda
          • marychna31 Re: moja córka jak miała 2 lata to mówiła: jak ci 24.11.05, 23:39
            Też jestem zaskoczona tym, co dziewczyny piszą. Takie zachowanie kojarzy mi się
            poprostu z dzieckiem niegrzecznym a nie nieśmiałym, czy "odmawiającym kontaktu
            fizycznego".

            Znam takie dziecko, w rodzinie mojego męża. Zachowywało się zawsze tak, jak
            dziewczyny opisywały i to nie tylko "zagadywane". Rodzice mu na to pozwalali.
            Teraz ma 5 lat, rodzice sobie kompletnie nie radzą więc prowadzają je do
            psychologa. Chociaz to mili ludzie, wszyscy w koło ograniczają z nimi kontakty
            do minimum -właśnie przez dziecko. Byłam u nich jakiś czas temu, próbowałam
            przy stole rozmawiac z jego matką. Chłopak przez cały czas, skakał w odległości
            ode mnie około 20 cm, wydzierając się w niebogłosy, całkowicie uniemożliwiajac
            nam rozmowę. Nie chcę nikogo epatować wulgarnością ale myślę, ze żeby pojąć
            sytuację warto przytoczyć treść tych wrzasków: "KOCHAM JEZUSA CHRYSTUSA, KOCHAM
            JEZUSA CHRYSTUSA I JEBIĘ GO W DUPĘ" i tak w kółku przez 15 minut kiedy tam
            byliśmy. Matka widząc moje zakłopotanie na twarzy powiedziała: "psycholog kazał
            nam ignorować takie zachowanie". Uwierzcie mi byłam wykończona po tych 15
            minutach wizyty.

            W związku z tym mam takie pytanie: kiedy dziewczyny zamierzacie (i czy w ogóle)
            zacząc uczyć swoje dzieci, że nie wolno okazywać w taki sposób swoich
            negatywnych emocji, ze należy się zachowywac w stosunku do innych ludzi z
            szacunkiem i kulturą, nawet jeśli coś nam nie odpowiada?
            • niutaki Re: nie widzę podobieństwa miedzy sytuacją opisaną 25.11.05, 00:07
              przez Ciebie, a przytoczoną przeze mnie wobec tego nie będę z Tobą dyskutować,
              czytać ze zrozumieniem.
              • marychna31 Re: nie widzę podobieństwa miedzy sytuacją opisan 25.11.05, 00:17
                > przez Ciebie, a przytoczoną przeze mnie wobec tego nie będę z Tobą dyskutować
                Nie mamy żądnego obowiązku dyskutować. Przyjemność ta jest zarezerwowana tylko
                dla chętnych.

                > czytać ze zrozumieniem.
                A to całkowicie zbędna impertynencjasmile jeśli czegoś nie zrozumiałas to wyjaśnię
                jeszcze raz. Związek jest taki, że i dziewczyny wypowiadające się w tym wątku i
                opisywani przeze mnie rodzice pozwalają dziecku na niegrzeczne zachowanie. Ja
                opisałam jakie, w przypadku opisywanej przeze mnie rodziny, przyniosło to
                konsekwencje.
                • niutaki Re: no właśnie opisałaś przypadek swoich 25.11.05, 10:18
                  znajomych, w stosunku do mojej córki i jej zachowania ma się to nijak, ja nie
                  pozwalam jej na niegrzeczne zachowanie, ale w przypadku namolności dorosłych,
                  którzy nie rozumieją, jak ja mówię, że się wstydzi, jest nieśmiała to zostawiam
                  sprawę własnemu tokowi. W przypadku ludzi, których zna i którzy na siłę nie
                  chcieli się z nią zapoznać zachowuje się normalnie: dzień dobry, dziękuję,
                  czasem sama zagada do sąsiadki, dlatego związek między Twoją historią, a moją
                  nie istnieje, mam nadzieję, że teraz w końcu rozumieszsmile
                  • titicaka Re: no właśnie opisałaś przypadek swoich 25.11.05, 14:12
                    Czy naprawde uwazacie ,ze to normalne zachowania 3 latkow , moze warto wybrac
                    sie do psychologa ?
                    Beata
                    • niutaki Re:może ty się wybierz:) n/t 25.11.05, 15:27

    • marta_nie_martka Re: kłopot z dobrymi sąsiadami 24.11.05, 08:14
      Maadzik, ale mamy nie piszą, że pozwalająna takie zachowanie , albo je
      toleruja. Poprostu opisały, jak maluch, silnie zmotywowany natręctwem
      dorosłych", moze zareagować.

      Z sąsiadką porozmawiałabym bez dziecka i wytłumaczyła. A moze zaprosić na tą
      kawę, jak synek będzie spał, ewentualnie będzie się bawil w domu. Może wtedy
      stres nie będzie tak silny?

      Moja córcia 14 mies, boi sie naszej najbliższej sąsiadki, ale jak ją widzi na
      klatce i jak jesteśmy, żadko, u niej w domu. Jak sąsiadka jest u nas, to mala
      raczej ją ignoruje, i przynajmniej tu ma mozliwoć pójśc do swojego pokoju i tam
      schować się przed swoim strachem smile

      Pani ta ma 92 lata i wiem, ze kontakt z naszym dzieckiem sprawia jej ogromną
      radośc, dlatego staram się zadbac o interesy obu stron. I bardzo lubimy naszą
      sąsiadkę.
    • danusia24 Re: kłopot z dobrymi sąsiadami 24.11.05, 08:24
      Maadzik - powiedziałaś prawie wszystko co ja pomyślałam czytając ten wątek -
      jestem przerażona zachowaniem rodziców tych dzieci a nie sąsiadów. Też mam
      synka - ideałem nie jest ale zagadnięty przez kogoś obcego, jeżeli ta osoba
      przypadnie mu do gustu - stara się odpowiedzieć w miarę swoich możliwości a
      jeżeli nie przypadnie po prostu milczy. To co napisały dziewczyny pokazuje
      stosunek niektórych ludzi do innych - NIE RUSZAJ, NIE ODZYWAJ SIĘ DO MNIE A
      NAJLEPIEJ NIE PATRZ NA MNIE I MOJE DZIECKO. Kiedyś też będziecie starszymi
      paniami, będzie Was rozczulał widok małych dzieci i obyście trafiły na bardziej
      przychylne egzemplarze niż same wychowujecie. Zaznaczam - jestem przeciwko
      obcałowywaniu obcych dzieci, zaczepianiu na siłę ale sądzę, że już trzylatek
      uczy się nawiązywania kontaktów z innymi ludźmi i kiedy nie potrafi
      zaakceptować nikogo innego oprócz rodziny to nie ma za bardzo się czym chwalić,
      zresztą dzieci wiele zachowań obserwują u nas rodziców i jeżeli widzą i słyszą
      jak wypowiadamy się o innych ludziach czy odnosimy się do nich biorą z nas
      przykład. Współczuję Waszym sąsiadom.
      • niutaki Re:moja córka zachowywała się tak, jak opisywałam 24.11.05, 09:12
        powyżej w przypadku bardzo namolnych osób, które chuchały jej np. w twarz, a
        ona jest bardzo czuła na niemiłe zapachy, a poza tym nie napisałam, że jestem
        dumna czy coś w tym rodzaju, ale jeśli dorosły jest na tyle tępy, że
        odwracające się i zaciskające usta lub też rozpaczliwie płaczące dziecko nie
        daje mu do myślenia to w takim przypadku nie potępiam zachowania dziecka.
    • danusia24 Re: kłopot z dobrymi sąsiadami 24.11.05, 09:34
      I tu także zgadzam się z Tobą. Ale pisząc o kontaktach dzieci - myślę o
      normalnej krótkiej rozmowie czy pogawędce a nie o "ładowaniu" się do dziecka z
      łapami czy chuchaniu mu prosto w twarz nieświerzym oddechem - zresztą sama tego
      nie cierpię.
      • maadzik3 Re: kłopot z dobrymi sąsiadami 24.11.05, 15:05
        Ja tez napisalam ze jestem przeciwna zmuszaniu dziecka do kontaktow, ale
        pozwalanie mu w takiej sytuacji na zachowania nietolerowane spolecznie dalej
        mnie przeraza. Dziecko MOZE odmowic rozmowy i gdy odwracanie sie czy placz nie
        odstrasza obcego rola opiekuna jest odsunac dziecko, przytulic lub wziac na rece
        i wytlumaczyc obcemu ze jest niesmiale. Bronmy nasze dzieci przed przymuszaniem
        do kontaktow fizycznych. Ale wciaz nie wyobrazam sobie spokojnej reakcji na
        kopiacego i klnacego trzylatka.
        M.
        • niutaki Re: a gdzie było o przekleństwach bo nie doczytała 24.11.05, 15:10
          m chyba?
          • cocollino1 Re: a gdzie było o przekleństwach bo nie doczytał 24.11.05, 15:29
            My mieliśmy problem z snkiem jak był malutki, bał się panicznie mojego brata.
            Nie wiem o co chodziło, domyslalismy sie ze chodzi o to że brat ma donosny
            glos, mocno czarne wlosy, brwi, no tak tylko mozna bylo to tlumaczyc. Fakt
            wyszedl na jaw podczas chrztu w kosciele, maly mial 6 mies, brat siedzial obok
            nas, jest ojcem chrzestnym, a maly co jakis czas w ryk ogromny, maz w koncu
            mowi, sluchaj on sie boi Pawla(brata), za kazdym razem jak na niego patrzyl to
            w ryksad((
            I to bylo krępujące na dluzsza mete, bo brat tez nie wiedzial jak sie zachowac
            wobec niego, maly ryczal srasznie, w koncu musielismy rozluznic troche
            kontakty, bo stalo sie to uciazliwe dla wszystkich. Ale ostatnio, teraz maly ma
            22 miesiace, na imieninach mojej mamy doszlo do przelomu w stosunkach smile))
            Powolutku zaczeli sie bawic, i doszlo do tego ze nic tylko ciągnąl brata do
            zabawy. Brat kuł zelazo, poki gorące, na drugi dzien zjawil sie z wielkim
            samochodem i zestawem srub do zabawy, trafilwink))
            Kolejne spotkanie na cmentarzu 1 listopada, za reke tylo z wujkiem Pawlem,
            takze bardzo sie cieszymy, ze jest ok. W sobote idziemy na urodziny corki
            brata, zobaczymy, troche sie boje, b synek nie bedzie na swoim terenie, ale mam
            nadzieje, ze bedzie ok. Rozpisalam sie, przepraszam, ale moja rada jest taka,
            wytlumaczyc sasiadce bardzo rzecznie, ze jest rowniez ci przykro, ale to taki
            okres u dziecka, ze napewno przejdzie, przeciez chyba zrozumie.
          • maadzik3 Re: a gdzie było o przekleństwach bo nie doczytał 25.11.05, 02:26
            OK, technicznie nie bylosmile Ale pokazywanie srodkowego palca jest odpowiednikiem
            znanego zwrotu, ktory do przeklenstw zaliczam (oczywiscie to nie Twoje dziecko,
            wiem), a i sformulowanie "zasune Ci kopa" nie bedace przeklenstwem jest dla mnie
            wulgarne.
            M.
    • sasha3 Re: kłopot z dobrymi sąsiadami 25.11.05, 14:39
      Przeczytałam wszystkie posty i przypomniała mi się dawna dyskusja na forum
      bodajże "Wychowanie" z mamą_izy_i_moniki (kto ma długi staż na forum - pewnie
      pamięta ten długaśny wątek) - mama_izy_i_moniki posiadała monopol na jedynie-
      słuszne-metody-wychowawcze i nijak nie mogła zrozumieć, że dzieci są różne smile

      Ktoś wyżej stwierdził, że moje dziecko jest po prostu niewychowane, a to
      zapewne przez brak dobrego przykładu w domu. Hmmm, nic bardziej mylnego smile
      Bo oprócz tego niewychowanego trzyipółlatka mam jeszcze drugiego syna prawie 10
      lat i dziecko to może być wzorem dobrych manier. Jest ulubieńcem nauczycieli i
      wszystkich sąsiadów, zawsze miły, uśmiechnięty, chętny do pomocy, rodzice
      innych dzieci chetnie widzieliby go w roli nalepszego przyjaciela dla swoich
      pociech, a przynajmniej kompana do zabaw. Mogłabym wysłać go w podróż dookoła
      świata i jestem pewna, że wstydu nigdzie by mi nie przyniósł wink Podejrzewam,
      że to po części kwestia charakteru, ale w dużej mierze zasługa nasza, czyli
      rodziców. Wopiliśmy mu takie a nie inne zasady współżycia społecznego, a jest
      to przecież niemożliwe bez dawania dobrego przykładu w domu, prawda? Dobry
      dzieciak z niego, ma oczywiście swoje wady, żeby nie było, że taki idealny wink))
      Żeby to wszystko ogarnąć, należałoby poznać mnie, mojego męża i starszego syna.
      A po pewnym czasie dopiero zetknąć się z młodszym wink))
      Chciaż nie mogę powiedzieć, że mały jest jakiś okropnie niegrzeczy i nie do
      wytrzymania. Z reguły podstosowywuje się do zasad panujących w domu, zna słowa
      proszę, dziękuję czy przepraszam, tłumaczenia do niego trafiają, itp. Ma
      natomiast taki feler, że jest potwornie uparty. Nie znam bardziej upartej od
      niego osoby, nawet osioł taki nie bywa wink))
      Przykład z ostatnich dni: szykujemy się z wizytą do dziadków. Od samego rana
      tata tłumaczy mu, jak trzeba się zachować - podać rękę, powiedzieć "cześć"
      czy "dzień dobry", dać buziaczka i uśmiechnąć się - żeby dziadkom było miło. Na
      pytanie "rozumiesz, że tak trzeba się zachować?" pada odpowiedź "tak,
      rozumiem". W samochodzie mąż pyta "pamietasz, o czym rozmawialismy w domu?" -
      "tak, pamietam, ładnie się przywitam, żeby babci i dziadkowi nie było
      przykro". W windzie jeszcze raz to samo i znowu taka sama odpowiedź. A gdy
      babcia otwiera drzwi, moje dziecko robi swoją "odrzutną" minę, ręce chowa pod
      pachy i stoi nadęty. Skutek natychmiastowy - zostaje zamknięty w pokoju - jak
      zdecyduje się porozmawiać z dziadkami, zapraszamy. I co? Ano nic, przesiedział
      całe popołudnie w tym pokoju... Zaparł się i koniec, sposobu nie ma.
      Podobnie jest właśnie z zagadującymi sąsiadami - wie doskonale, że takiego
      zachowania nie akceptujemy, a jednak tak robi. Mogłabym go tłuc, owszem, wszak
      nawiekszy twardziel na torturach pęka, ale to też by nic nie dało na dłuższą
      metę. Skąd wiem? - ano stąd, że mój mąż był podobno (wg tesciowej i całej
      rodziny bez wyjatku) jeszcze gorszy (wszak charakterek mojego dziecka z
      księżyca się nie wziął), teść miał ciężką rękę, lania pasem były na porządku
      dziennym... a dziecko za chwilę zachowywało się tak samo wiedząc, że lanie
      znowu dostanie sad
      W momencie, kiedy moje dziecko się uprze, potrafi nawet zrezygnować z czegoś,
      na czym bardzo mu zależy, ale to też zależy - czasem zastosowana kara
      polegająca na odebraniu mu jakiś przyjemności czy rzeczy wydaje się dotkliwa, a
      czasem jak grochem o ścianę - kompletna olewka wink Dopuszczam również
      pojedyncze klapy, nie jako karę, ale jako ostateczny sposób przywołania
      delikwenta do porządku, kiedy nic innego nie działa (np. pokazuje komuś język i
      udaje głuchego).

      Hmmm, tak więc czekam, kiedy to moje niewychowane dziecko znormalnieje, bo co
      innego mi pozostało? W końcu jego ojciec wyrósł na porządnego człowieka wink))

      P.S. Jeśli ktoś ma też takie dziecko i zna cudowny sposób na nie - chętnie
      posłucham. I przepraszam, że tak długo wyszło...
      • cocollino1 Re: kłopot z dobrymi sąsiadami 25.11.05, 15:32
        No to w koncu grzeczne to Twoje dziecko, czy niegrzeczne??? Zakrecilaś,
        najpierw chwalenie ponad miare, a zaraz wywod jaki jest uparty. Uparty jak
        wiekszosc dzieci. Ja tez bym byla uparta jaky i ktos trul 100 razy ze mam byc
        usmiechnieta i podac reke. Przepraszam z gory, ale jakos tak dziwnie odebralam
        Twoj post.
Pełna wersja