Dodaj do ulubionych

męzowie za granicą???

09.01.06, 15:05
czy sa tu takie mamy których partnerzy gdzies wyjechali na zarobek ile ich
niebylo czy sie oplacalo i jak wygladały wasze stosunki np po jego powrocie
moj ma zamiar pojechac daaaaleko i nie wiem jak to beedzie wszystko wygladac
Obserwuj wątek
    • e_madziq Re: męzowie za granicą??? 09.01.06, 15:10
      Jeżeli tu nie znajdziesz wielkiego odzewu to spróbuj może tutaj:
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=30260
    • pampeliszka Re: męzowie za granicą??? 09.01.06, 15:47
      a ja wyjechałam razem ze swoim, nie wiem, czy to sie liczy...
    • soffia2 Re: męzowie za granicą??? 09.01.06, 15:51
      Moj maz zanim do niego dolaczylam pracowal pol roku sam za granica. Spotykalismy
      sie tylko w weekendy i musze powiedziec, ze przez pierwsze trzy tygodniu po
      polaczeniu musielismy sie od nowa docierac. Nie bylo najgorzej, ale trzeba bylo
      sobie przypomniec jak sie razem mieszka.
    • malgra Re: męzowie za granicą??? 09.01.06, 16:05
      mój mąż wyjechal zagranicę, kiedy córeczka miala 7 miesięcy.Po pól roku,
      stwiedzil,że nie wraca do Polski,że znalazl dla nas dom i że wogóle osobno nie
      ma sensu,bo oboje się męczymy i mala niedlugo zapomni jak ojciec wygląda.Mialam
      miesiąc na zalatwienie wszystkich zaleglych spraw i spakowanie calego domu.I
      wiesz, nie żaluję, mimo,że na początku bylo ciężko z zaklimatyzowaniem się.
      • hanka_79 Re: męzowie za granicą??? 09.01.06, 16:58
        Mój mąż wyjechał na krótko- na 1,5 miesiąca. Było to nasze pierwsze takie
        rozstanie od 10 lat!! Myślałam, że nie dam sobie rady, że bez niego nie
        wytrzymam itp. Nie było tak tragicznie jak się spodziewałam. Tęskniliśmy oboje,
        ale to w sumie był tylko miesiąc z kawałkiem, dlatego nie było nawet mowy o
        jakimś ponownym docieraniu się. Czy się opłacało? Ha, gdyby się miało nie
        opłacać to nigdzie by nie jechał.
    • prunio4 Re: męzowie za granicą??? 09.01.06, 16:49
      Wiele jest za i wiele przeciw.To zależy co jest dla Ciebie ważne w życiu.
      Historii swojej nie będę opowiadać(może kiedys książkę napiszęsmile).Ale wiem
      jedno:na dłuższą metę nie da się żyć oddzielnie.Pomimo świadomości, że stać Cię
      na tzw. minimum socjalne-własny kąt,wakacje- co w Polsce nadal jest luksusem,Ty
      i dziecko potrzebujecie mężczyzny.A tatuś widziany raz na 2 miesiące staje się
      legendą w którą z czasem i Ty zaczynasz wątpić.

      U nas, pomimo, że nie weszła w grę osoba trzecia - rozstaliśmy się.Po 5 latach
      rozłąki.Wspólne wakacje i weekend w kwartale nie wytrzymał próby czasu.Przede
      wszystkim dlatego, że ja nie widzę siebie za granicą(choćby dlatego że nie mam
      szans na pracę w zawodzie, a sprzątającą panią już byłam i wiem,że nie chcę tym
      zajmować sięcałe życie)a on ma zawód , z którego nie ma mowy o utrzymaniu
      rodziny.Może nasze uczucia były za słabe jak na brutalną rzeczywistość.

      Ale jestesmy przyjaciółmi.I dobrze sobie nawzajem życzymy.

      To smutne,że za podstawowym bytem musimy rozbijać swoje rodziny.I myślę, że jest
      to problem mający zasięg na coraz większą skalę.Brawo Panowie Politycy.Grunt to
      polityka prorodzinna!!!!!
      • soffia2 Re: męzowie za granicą??? 09.01.06, 17:55
        My chcielismy razem wyjechac tylko przygotowanie nowego gruntu zajelo pol roku.
        Nie byl to najlatwiejszy czas, bo funkcjonowalismy weekendowo, a jak maz
        przylatywal do domu w piatek poznym wieczorem, a wylatywal w niedziele po
        poludniu to wiadomo, ze nawet pogadac kiedy nie bylo. Wiedzielismy jednak, ze to
        tymczasowo i trzeba uzbroic sie w cierpliwosc. Tej cierpliwosci musialo potem
        starczyc na troche dluzej, bo odzwyczailismy sie od siebie. Z drugiej strony
        zdawalismy sobie sprawe gdzie lezy problem i staralismy sie go rozwiazac.
        Przygotuj sie wiec, ze na poczatku moga sie zdarzyc nieporozumienia, a najlepiej
        o swoich rozterkach porozmawiaj z mezem zeby potem zaskoczenia nie bylo.

      • pesteczka5 Re: męzowie za granicą??? 09.01.06, 18:01
        Napisz. Myślę, że świetnie by się czytało...
        Przykro mi, że u was tak się skończyło. I czytam z drżeniem. Mój mąż już 4
        miesiące zaznaje lepszej rzeczywistości i większych szans, choć nie wyjechał za
        chlebem, tylko "dokonalić się". My mamy niebawem dojechać. Ale ja nie chcę
        emigracji... on raczej owszem. Uzgadniamy wszystko razem - ale jak długo? Czy
        gdy dojdzie do znaczącej różnicy poglądów, nasz związek to uniesie?

        Dlatego - napisz tę książkę. Tylko jakoś ogłośsmile)
        Pozdrawiam serdecznie.
        • prunio4 Re:dzięki pesteczka ;-))) 10.01.06, 12:30
          Myslę, że życie każdego człowieka jest fajna bajką smile.

          Ale napewno wspólne ustalenia mają sens, kiedy doznacie wspólnych wrażeń tworząc
          choćby przez krótki czas wspólne życie za granicą.Na pewno takie decyzje nie są
          łatwe i przychodzą trudniej z wiekiem, tzn jeśli wiesz czego chcesz, trudno
          poświęcić Twoją wizję Waszego życia dla niepewności.Niepewności na obcej ziemi.

          Ja zawsze twierdziłam, że swoje dzieci wychowywać będę w Polsce-ojczyźnie ojców
          moich i partnera.Nie, to nie patriotyzm, to głupota-ale tak myslę dziś.Ale z
          czasem brutalnej rzeczywistości i beznadziejnych warunków dla funkcjonowania
          rodziny w naszej ojczyźnie,powtórzę za swoim znajomym, włoskim emigrantem:a co
          ci ta cholerna ojczyzna dała w zamian za twoja lojalność?

          Nie dała i długo podejrzewam nie da.Ale cóż.W życiu trzeba mieć marzenia...
    • pesteczka5 To było do prunio4:)) 09.01.06, 18:01
      • pampeliszka Re: To było do prunio4:)) 09.01.06, 18:50
        A dlaczego nie chcesz wyjechac? Ja juz trzeci rok mieszkam w Czechach i bardzo
        sobie chwale.
        • prunio4 Re: do pampeliszki :) 10.01.06, 12:43
          Dlaczego nie chcę wyjechać?Już pisałam-przede wszystkim dlatego, że nie chcę być
          żoną męża albo panią sprzatającą (lub prowadzącą dom)do emerytury. Chcę pracować
          w swoim zawodzie, na co tam nie mam szans.

          Poza tym dopiero teraz wiem, że mój partner nie potrafi być ojcem i mężem.Jest
          dobrym człowiekiem ale obowiązki domowe po prostu go przerastają.A ja z kolei
          nie chcę zmuszać go do czegokolwiek.Próbowaliśmy do bólu i nie ma sensu zmuszać
          się wzajemnie do poswięceń ponad swoje możliwości.

          Ale wiem ,że są kobiety które poświęcają siebie dla mężów i dzieci.Cieszę się,
          że Ty chwalisz sobie tę migrację i życzę wyjeżdzającym, aby tak kończyła się
          każda rozłąka.Powodzenia!!!
          • pampeliszka Re: do pampeliszki :) 10.01.06, 21:49
            Wiesz, nie czuje sie poświęcalską. Chyba nie mam do tego predyspozycji. Decyzja
            o wyjezdzie była wspolna, wiedzielismy, ze chcemy miec dziecko, a w Polsce nie
            mielismy warunkow do tego, zebym mogla z małą zostac w domu. A miec dziecko,
            ktore wychowuje obca kobieta, gdy ja jestem w pracy do 18, to dla mnie
            nieporozumienie. Jak mała podrosnie byc moze wrocimy do Polski, choc ja srednio
            mam na to ochote, jesli bedzie mozliwosc zeby tutaj zostac, nie bede sie
            zastanawiac ani chwili.
    • onika27 Re: męzowie za granicą??? 09.01.06, 21:30
      mój właśnie na emigracji zacza kolejny rok.Owszem jest trudno ale nie wydaje mi
      sie ze sie od siebie odzwyczailismy czy cos takiego.Ale moze my jestesmy inni
      Sa np ludzie którzy nie wyobrazaja sobie nie zamieszkac ze soba przed slubem
      na "próbe" my nie mieszkaliśmy i jakos 7 lat mineło bez wiekszych a własciwie w
      ogóle bez zgrzytowsmile wiec nie martwie sie co rozłąka zmieni w nas na gorsze
      tylko odliczam dni do kolejnego urlopu.Aha i wydaje mi sie tez ważna kwestia po
      co maz jedzie czy zarobic na wille i samochód czy po prostu na zycie .Bo ja na
      zarobek na samochód to bym sie nie zgodzila ale niestety na zycie musiałam sad
      bo wiem z własnego doswiadczenia że sama miloscia sie nie wyzyje.No i przede
      wszystkim rozmawiaj z mężem o wszystkich watpliwosciach bo naprawde rozmowa
      czyni cuda a facet jak mu nie powiesz to nie wie o co ci chodzismile
    • ewag12 Re: męzowie za granicą??? 09.01.06, 21:58
      Mój mąż jest za granica juz 1,5 roku. Widujemy sie ale nie za często. Teraz był
      aż 3 tygodnie!!! Narodziny dziecka bez niego, roczek małego bez niego, samotne
      też rocznice, urodziny, weekendy...itp.itd. Żyjemy tak różnym życiem że nie
      sposób aby nie było spięć gdy jesteśmy razem , bywa że sie nie dogadujemy.
      Docieramy sie, uczymy siebie nawzajem i kiedy juz niewyobrażam sobie bez niego
      dnia wtedy wyjeżdża... Trudne to wszystko. Narazie nie możemy być razem. Niby
      był pomysł żebyśmy do niego dołączyli ale jakoś tak się rozpłynął...
      Ale co tam - przyjedzie na świeta wielkanocne, to juz za jakieś 3 miesiące!!! sad
      Pozdrawiam
    • kleonike Re: męzowie za granicą??? 10.01.06, 10:28
      Coz,nie bylo latwo.Maz prawie 10 lat temu dostal stypendium za granica.Glupota
      bylo wtedy nie skorzystac.Synek mial niecaly rok,ja na studiach ale to nie byl
      problem.Widzielismy sie w tym czasie 2 razy przez kilka dni.Bez
      internetu,czestych telefonow(kosztowaly wtedy majatek),musial wystarczyc papier
      listowy(listy mam do dzisiaj zreszta).Tesknilismy bardzo,jak przyjechal to
      bardzo sie potrzebowalismy nawzajem.A mimo to przez pierwszy rok po powrocie
      docieralismy sie na nowo.Czeste awantury,klotnie o wazne i mniej wazne rzeczy-
      dobrze to pamietam do dzisiaj.Maz mial trudnosci w odnowieniu dobrego kontaktu
      z dzieckiem.Kilka razy balam sie,ze to sie zle skonczy.Inna
      rzeczywistosc.klopoty z praca pomimo dobrego wyksztalcenia,mieszkanie z
      rodzcami-to tez nie ulatwialo sprawy.Po pewnym czasie wyjechalismy sami na
      krotki urlop na kompletne zadupie i od tego czasu jakos zaczelo sie
      ukladac.Warto bylo powalczyc bo dzis jestesmy swietnym malzenstwem.Potem
      wyjechalismy jeszcze na jakis czas razem ale to juz inna historia,znacznie
      weselsza.
      W kazdym razie zastanowcie sie razem ile ryzykujecie moze rozwazcie wspolny
      wyjazd.Dzieciom taka rozlaka tez nie robi dobrze,nawet jak sa malutkie
    • paparazi1 Re: męzowie za granicą??? 10.01.06, 10:44
      To sie powinniscie cieszyc kobitki,ze wasi partnerzy wyjezdzają za granice
      zarobic ciezkie pieniądze na wasze utrzymanie,a ono czasami jest bardzo
      drogie,a krajowe pensje na wasze zachcianki niewystarczają
    • edorka1 z drugiej strony 10.01.06, 11:07
      Ja mieszkałam 7 lat poza Polską i wszystko wskazuje na to, że znów wyjadę... Byliśmy razem, ale widziałam i poznałam wielu małżonków których żony zostały w Polsce. I wierzcie mi - w zdecydowanej większości - było to dla nich to bardzo trudne. Bywało , że zbyt trudne. Tęsknota jest cholerna, jak ktoś nie był i nie widział nie zrozumie. Kobieta zostaje w domu badź co bądź, zawsze jest jakaś rodzina, przyjeciele.A tam praca i tęsknota i nie zawsze przychylni ludzie. I oszczędzanie na wszystkim, bo chce się wysłać rodzinie i chce odłożyć na samochód, dom, lepsze życie. Więc znałam takich co jedli byle jak, mieszkali byle jak...pracowali od rana do wieczora. Żonom nawet do głowy nie przychodziło jak to naprawdę wygląda. I przyjeżdżała potem taka dama w najmodniejszych ciuszkach i dziwiła się... I ta najbardziej bolesna prawda, że Polak Polakowi często wilkiem sad ... Co do mnie NIGDY nie zdecydowałabym sie na dłuższa metę na takie życie. Widziałam je od drugiej strony, nie chciałabym aby mój mąż tak tęsknił. No i nie ma co ukrywać, czasem tę tęsknotę topi się nie tylko w piwku. To oczywiście jest zawsze kwestią człowieka i jego systemu wartości - jedni radzą sobie z tym lepiej, jedni gorzej. Ale nie wszyscy są w stanie wrócić po emigracji do normalnego życia w Polsce, niestety. I wiem co piszę, bo swoje widziałam...
      Jeśli teraz wyjadę, to najpierw pojedzie mąż, załatwi na miejscu co trzeba, a ja dojadę z dziećmi najszybciej jak można. Nie zdecyduję się na życie razem ale osobno.
    • eleonorak Re: męzowie za granicą??? 10.01.06, 11:18
      Są ludzie,którym to mniej,a innym bardziej pasuje tzn.małżeństwo na
      odległość.Dla mnie i męża jest to sytuacja niewyobrażalna i nigdy byśmy się na
      to nie zdecydowali.Dlatego ja wolałam zrezygnować z pracy i wyjechać z mężem.
      Rodzina powinna być razem.Życie jest za krótkie,żeby je odkładać na póżniej.
      • babsee Re: męzowie za granicą??? 10.01.06, 11:46
        Moj mąż wyjezdza mniej wiecej na 10 dni w miesiącu czasem ciut dłużej.Ma
        propozycje wyjazdu na pol roku a moze nawet rok za spore pieniądze.Ale ja w
        zyciu bym nie poszla na taki uklad.Albo jedziemy razem albo razem zostajemy.Nie
        wychodzilam za mąż za marynarza.Nie nawidzę być sama z dzieckiem.cały czas sie
        boje, ze cos zlego sie wydarzy.A poza tym..czego oczy nie widza, tego sercu nie
        żal.
    • ewag12 Re: męzowie za granicą??? 10.01.06, 12:13
      edorka1 masz rację, masz pewnie dużo racji. Pewnie z tego wynikają te nasze
      nieporozumienia bo ja poprostu nie zanm tego jego życia "tam", bo mam tylko to
      swoje "tu" w Polsce. I rzeczywiście jak wraca to przytłacza go to życie w
      Polsce, bo w tak krótkim czasie spotyka sie ze znajomymi, przyjaciółmi bliższą/
      dalszą rodziną i słyszy głównie że ciężko, że ktos tam nie ma pracy, ktos nie
      ma kasy, ten zarabia 800 zl i ledwo starcza na rachunki, a tamci się rozwodzą,
      a kuzynki męża zamkneli za znęcanie nad rodziną...itp Jednym słowem szara
      rzeczywistość i problemy. I wiem że wtedy w głębi duszy (bo nie ma odwagi mi
      tego powiedzieć na głos) postanawia że nie prędko tu wróci.
      A co ja widze: że wg mnie fajnie tam sobie żyje, fajnie się tam organizuje, ma
      kupe znajomych z którymi bawi się i spędza czas. I to jest smutne bo ja coraz
      częściej widze tylko te pozytywne aspekty jego pobytu. Nie widze jego ciężkiej
      pracy, tego że tęskni. Widze że na początku dzwoni i piszę często a potem coraz
      rzadziej...To jest właśnie to, ze jak się zyje długo w związku na doległość to
      w pewnym momencie poprostu przestajemy się nawzajem rozumieć, stawiać sie w
      sytuacji tej drugiej osoby.
      I to jest chyba zupełnie naturalne.
      Dlatego gdyby dzis staneła przede mna jakaś rodzinka mająca dylemat czy jechać
      razem czy osobno powiedziałabym razem, razem i tylko razem. Ewentualnie jedna
      osoba jedzie i ściąga resztę.
      Zyczę powodzenia i wytrwałości
    • mamazuzika Re: męzowie za granicą??? 10.01.06, 14:29
      moj maz wyjechal ipo 4mies sciagnal nas do siebie.pojechalam zastalam rudere w koszmarnej dzielnicy-wytrzymalam 3tyg(zlinczujcie mniewink) i wrocilam ,ale tylko po to by znalazl normalne mieszkanie w przyzwoitym miejscu.sorry ale dziecko musi miec warunki nie gorsze niz w polsce,oczywiscie ja tez jestem za zyciem tylko razem jednak musi to jakos wygladac a pozatym ciekawwa jestem jak u mam ze znajomoscia jezyka?uczycie sie w polsce czy juz tam na miejscu?a sprawa ubezpieczenia i opieki lekarskiej?chodzi mi glownie o niemcy pozdrawiam
      • mamusiajedrusia Re: męzowie za granicą??? 10.01.06, 16:48
        Moj maz wyjechal prawie rok temu.
        Co 6tyg sie widujemy.Albo my do niego,albo on tu.
        Mamy troche dziwna sytuacje-ja opiekuje sie moja babcia,
        która z nami mieszka-jest chora.
        Dlatego tak latamy.Jest ale.....

        Coraz bardziej zauwazam,ze maz nie jest tak bardzo
        juz potrzebny,coraz lepiej daje rade z dzieckiem i babcia.
        Dlatego czas na zmiane takiego zycia i myslenia w ten sposób.

        Za miesiac wyjezdzam z dzieckiem do meza-
        -wynajelam opiekunke do babci.

        Absolutnie długa rozłaka na dobre komus nie wyjdzie...

        Bynajmniej dla mnie.

        Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka