rewolucja128
24.01.06, 14:58
Moj maz zachowal sie tak ohydnie, ze slow mi brak...
Mial w weekend impreze sluzbowa, 2 dniowa, na ktora pojechal samochodem (50
km). Powiedzial, ze wroci pierwszego dnia wieczorem, poniewaz rano nastepnego
dnia ma jakies spotkanie z kolegami. Pojechal i wieczorem zadzwonil, ze jest
tak super, ze chcialby zostac do rana i pyta, czy nie mam nic przeciwko. Nie
bardzo mi sie to podobalo, ale powiedzialam, ze OK, ale po warunkiem, ze
zrezygnuje z tego spotkania z kolegami w niedziele(dziecko jest chore a ja
uziemiona, wiec tez bym chciala miec chwile wolna w weekend). Przystal na to i
bardzo mi dziekowal, ze sie zgodzilam.
I wiecie co zrobil?
Wrocil w nocy, samochodem, pijany!!! Do tego rano stwierdzil (nadal bedac
pijany), ze przeciez nie zostal na imprezie do rana, wiec idzie na to drugie
spotkanie z kolegami!! I poszedl...
Jak wrocil (juz trzezwy), oczywiscie przepraszal i bil sie w piers za to, ze
prowadzil samochod pod wplywem alkoholu.
Ja nie moge na niego patrzec, nie rozmawiam z nim, jestem w szoku. Nienawidze
go za to, co zrobil. Przede wszystkim za to, ze prowadzil samochod po pijaku
ale tez za to, ze tak wstretnie mnie oszukal. Nigdy wczesniej takie sytuacje
nie mialy miejsca, nie wiem co zrobic. Jak zareagowac. Co powiedziec, zeby
zrozumial co zrobil. Czuje sie bezradna i nieszczesliwa. Nie moge tego
zrozumiec. Gdyby nie dziecko, wyprowadzilabym sie z domu, bo sam jego widok
doprowadza mnie do szalu.
Blagam, nie mowcie mi jaki z niego kretyn, bo ja to dobrze wiem. Poradzcie, co
mam zrobic...