Witam, tak sobie Was czasami podczytuje i pomyslalam ze dzis skrobne, a to
dlatego ze mi sie wczoraj niesamowicie humor poprawil

Jakis miesiac temu odwiedzila nas tesciowa i jak ja obieralam ziemniaki to
ona bawila sie z corcia w kuchni. Mala zaczela sie do mnie wyrywac, a ona
(tesciowa) że Mala chyba bardzo chce mi pomoc. Na to ja ze jeszcze ma troszke
czasu, ale pozniej to naucze ja wszystkiego w kuchni - uwielbiam gotowac i
piec, a juz najbardziej jak mi to cos superekstra smacznego wyjdzie. Na to
tesciowa ze wcale nie, bo Mala jest stworzona do wyzszych celow, po
chrzestnej (znaczy jej corce). A chrzestna do gotowania i typowych prac
domowych ma dwie lewe rece, wode na herbate nawet przypala

, nie ma jeszcze
wlasnych dzieci i meza wiec nie musi "prowadzic domu", za to realizuje sie
teraz zawodowo.
Przykro mi sie wtedy zrobilo jak nie wiem i staralam sie nie zwracac na to
uwagi co se palnela. Tak to tlumaczylam sobie ze cos jej sie tam wyrwalo, bpo
ogolnie nie nalezy do tych wrednych i mamy poprawne stosunki. Ale mimo
wszystko cos we mnie siedzialo i troche wsciekla na siebei bylam ze nie
wytlumaczylam jej ze dzieki temu ze mam takie hobby jak gotowanie i ze nie
przeszkadza mi ze wiekszosc prac domowych wykonuje ja (na meza moge liczyc we
wszystkim innym - zaradny chlop

), jej synek ma jak u Pana Boga za piecem.
Tym bardziej ze za jakis czas wroce do mojej fajnej pracy i tez bede robic
cos wiecej niz "siedziec" z dzieckiem w domu.
I tak mialam zal az do wczoraj - bylismy u tesciow na weekend, dopiero teraz
tak ewidentnie rzucilo mi sie w oczy ze u nich nia ma atmosfery takiego
domowego ciepla, ze razem je sie posilki, ze w domku jest przytulnie i az sie
chce do niego wracac. no i co to za niedziela bez ciasta (pieczonego lub
kupnego) lub jakichs innych odswietnych akcentow. i zrozumialam dlaczego maz
tak czesto daje mi odczuc ze fajnie mu sie ze mna zyje. i juz nie mam zalu ze
cos se tesciowa palnela. Szczesliwa jestem ze mam taki dom jaki mam, nawet
jesli oznacza to ze gotuje, dbam o Malucha, pracuje na razie "tylko" w domu
na umowe zlecenie i pogodzialm sie z tym ze "kariera" musi poczekac jeszcze
jakies 3 latka
i ze moze ten wyzszy cel to nie KARIERA tylko to cos co sprawia ze nasze domy
sa takie fajne, dzieci zadowolone a znajomi wala oknami i drzwiami bo
twierdza ze u nas jest zawsze tak fajnie