mysiek4
17.03.06, 11:28
od kilku miesiecy mieszkamy za granica, wszystko tu jest nowe i inne...nie
znam zbyt dobrze jezyka, cale dnie spedzam w domu wraz z nasza 5-cio
miesieczna coreczka czekajac na partnera,ktory oprocz pracy ma tysiac
zainteresowan i przyjaciol...wiec ciagle czekam, ale jak juz jest to i tak go
nie ma...
na wlasne zainteresowania nie starcza mi zapalu...zreszta mam krytyka w domu
i moje rzeczy wydaja sie byc malo warte...
czasem wezmie mala na rece,czy sie pobawi z nia, ale jak zaczyna plakac czy
marudzic to ja oddaje.
miedzy nami powstala jakas taka niewidzialna granica w obowiazkach-ja dom i
dziecko, on -cala reszta, wszechswiata. ostatnio gdy postanowilam nie byc mu
sluzka i nie poskladalam jego wypranych rzeczy, wyrazil sie o mnie bardzo
niepochlebnie...
moje zycie przypomina glupi steorotyp: kurka domowa i pan i wladca.i naprawde
nie wiem jak to sie stalo, a bylam swiadoma takiego obrotu spraw,nie wiem jak
to odkrecic,jak zaczac zyc po rowno, po ludzku, czy musi byc bez niego?