Dodaj do ulubionych

Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!!

07.04.06, 22:40
Witajcie.
Jesteśmy już w domku, ciągniemy leczenie, bo mały wyszedł z zapaleniem płuc.
Cały czas myślę, czy to ja jestem szurnięta, czy trafiłam na szurnięty
personel oddziału. Począwszy od dietetyczki na pani ordynator skończywszy.
Dzieci za każde, nawet najmniejsze nieposłuszeństwo słyszały : no mamusia cię
zostawi, pojedzie do domku, a ty tu będziesz mieszkał, zostaniesz z nami i
już. Słowa te były kierowane do dzieci w wieku 3,4,5 lat. Oczywiście był ryk.
Zero uśmiechu, sympatycznego, ciepłego głosu. Wszystko sztywne i służbowe.
Mój syn bardzo ciężko zniósł pobyt. Jest dzieckiem energicznym, żywiołowym,
lubiącym ruch i przestrzeń. Zamknięcie w sześciosobowej sali, bez możliwości
jej opuszczania było dla niego koszmarem (dla mnie też ). Dosadnie wyrażał
swoje niezadowolenie. Był bardzo uparty i niezbyt skłonny do współpracy.
Wiele razy słyszałam, że mnie nie kocha, bo prosi bym zabrała go do domu, a
ja nie chcę tego zrobić.
A teraz najlepsze :
dostaliśmy skierowanie do Poradni Zdrowia Psychicznego ponieważ w trzecim
dniu puściły mu emocje tzn. dostał histerii, wrzeszczał, nie dał się dotknąć,
porozwalał zabawki.Nie wytrzymał już tego stresu, żalu. Nie wiem, czy płakać,
czy śmiać się. Dowiedziałam się przy tym, że czterolatek powinien rozumieć i
dostosować się do zasad panujących w szpitalu.
Przy jednym z badań syn w wyniku buntu zamachnął się na mnie rączką i
usłyszałam od pani ordynator, że jak będzie miał 12 lat, to wyrzuci mnie
przez okno. Powiedziała tak w obecności wszystkich rodziców i personelu
medycznego, w trakcie obchodu.
Mam 35 lat, a traktowała mnie jak smarkulę, której można naupychać.
Ona na podwyżkę nie zasługuje !!!
Cudownie być w domu smile)))
Pozdrawiam - Małgosia
Obserwuj wątek
    • gosia262 Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 07.04.06, 22:54
      bardzo ci wspólczuję, i twojemu synkowi tez, że musieliście przez to przejśc!
      nie przejmuj się opiniami durnych bab, które, jak się dzisiaj okazało, tylko
      strajkowac potrafią, żeby im pieniadze z nieba spadły! reakcja małego na taki
      stres była zupełnie naturalna! mam 4-letniego syna, i wiem doskonale, że małe
      dzieci nie dają sobie rady z nadmiarem emocji. a na przyszlośc rada - nie daj
      soba pomiatac! szpital jest dla was, a one tam pracują i biora za to pieniądze!
      wiem z doswaidczenia, że nic tak dobrze nie działa na służbę zdrowia, jak
      porządny opierdziel!
    • aleksandrynka Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 07.04.06, 23:03
      tak, margosia, cudownie być w domu i na tym sie teraz skup smile

      Skierowanie do poradni olej albo zwróc, bo personelowi się bardziej przyda niż
      Wam. To, że synek wybuchł to nic nienormalnego, podejrzewam, że sama miałaś
      ochotę krzyczeć i rzucać zabawkami, ale nie zrobiłaś tego, bo jesteś duża i
      umiesz trzymać nerwy na wodzy. Czterolatek ma prawo tego jeszcze nie potrafić,
      tym bardziej w tak trudnej dla niego sytuacji i w niesprzyjających warunkach.

      Najważniejsze, że byłaś z nim, przy nim (tak zrozumiałam z postu), wspierałaś
      go. Piszesz, że dosadnie wyrażał swoje niezadowolenie - to lepiej, nizby miał
      leżeć jak kukła i obojętnie patrzeć w ścianę. Myślę, że mimo krytycznych
      spostrzeżeń innych on dobrze sobie tam radził, wiedział, że go wspierasz i
      jesteś po to, żeby mu pomóc. Gdyby tak nie było może zamknąłby się w sobie i
      nie okazywał nic.
      Czterolatek może rozumieć zasady i dostosować się do nich, ale też potrzebuje
      przestrzeni, ciepła, życzliwości... To miejsce nie było dla niego przyjazne
      więc po prostu nie chciał tam być. Instynkt. Proste. Nie chciał też
      współpracować, bo personel nie nauczył się, że dziecko to nie dorosły i trzeba
      je oswoić, zachęcić, a nie tylko rugać i wymagać. Gdyby pracownicy
      tego "szpitala" wykazali odrobinę dobrej woli mały mógłby to znieść lepiej,
      sami mieliby mniej "problemów", a tak było, jak było.
      No, już domek, odetchnij smile

      p.s.
      A na teksty "no mamusia cię
      > zostawi, pojedzie do domku, a ty tu będziesz mieszkał, zostaniesz z nami i
      > już." reagowałabym stanowczo, nie ma przebacz, jak zołza jedna z drugą nie
      rozumie, w jakiej sytuacji jest hospitalizowane dziecko i jak z nim postępować
      to trzeba jej to uświadomić, a na pewno nie pozwalać na takie okrutne
      straszenie i krzywdzenie, po prostu. Szpital to stres, po co go dokładać? Nóż
      mi się w kieszeni otwiera jak coś takiego czytam... Brak słów...
      • a.lenard Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 07.04.06, 23:08
        tylko tyle mogę powiedzieć: jestem w szoku, współczuję
      • margosia.kr Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 07.04.06, 23:14
        Dokładnie, brak słów. Zwłaszcza, że chodzi o personel Uniwersyteckiego Szpitala
        Dziecięcego, jednego z największych w Polsce, w którym dokonywane są wyjatkowe
        operacje ratujące życie i zdrowie, a to powinno zobowiązywać.
        Troszkę ciepła, sympatii i zrozumienia, to przecież nic nie kosztuje, a
        drugiemu, zwłaszcza dziecku może przynieść ulgę.
        Chylę czoła przed pielęgniarkami, które mają więcej obowiązków, mniej
        zarabiają, a potrafiły obdarzać maluchy uśmiechem .
        Pozdrawiam - Małgosia
        • margosia.kr Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 07.04.06, 23:17
          Może nie wszystkie, ale większość smile
        • jktasp Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 12.04.06, 12:09
          Moj maluch kiedy miał roczek, też zetknął się z personelem tego szpitala, to
          był koszmar. Fakt, że uratowano mu życie, ale... co do postępowania niektórych
          lekarzy i pielęgniarek trzeba by wyciągnąć konsekwencje dyscyplinarne.Do takich
          placówek powinni być przyjmowani do pracy tylko najlepsi, a zdarzają się...
          conajmniej dziwni ludzie.Zresztą będąc pacjentką kliniki kr, ma się wrażenie,
          że produkuje się tam ważniaków niekoniecznie dobrych specjalistów.
          • maga_luisa Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 12.04.06, 14:11
            " Fakt, że uratowano mu życie, ale..."


            Dobre big_grin
          • agawamala Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 13.04.06, 09:00
            I chyba najważniejsze, że URATOWANO ŻYCIE. Wszystko inne w tej sytuacji nie ma
            jakiegokolwiek znaczenia.
            Po tysiąckroć lepiej, że okazali się skutecznymi fachowcami i nawet gburami,
            niż najbardziej ciepymi i uroczymi ludźmi, którzy nie potrafią pomóc.
            • wegatka Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 13.04.06, 10:05
              agawamala napisała:

              > Po tysiąckroć lepiej, że okazali się skutecznymi fachowcami i nawet gburami,
              > niż najbardziej ciepymi i uroczymi ludźmi, którzy nie potrafią pomóc.

              Jednak fachowość nie musi się kłócić z życzliwością i w tym wypadku nawet nie
              powinna. Nic nie stoi na przeszkodzie żeby super specjalista mógł być
              sympatycznym i miłym człowiekiem.
    • elza78 Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 07.04.06, 23:10
      wiesz co, jak mialam 6 lat lezalam w szpitalu 2 miesiace, wtedy byla taka chora
      mentalnosc ze odwiedziny rodzicow byly raz na tydzien, a kiedy dziecko
      bylo "niegrzeczne" (jak dziecko moze byc grzeczne przy zabiegach medycznych)
      odwiedzin zabraniano, kiedy plakalam zamykano mnie w izolatce, gadki w stylu
      mama / tata cie zostawi byly na porzadku dziennym, do tej pory "mile" wspominam
      ten pobyt w szpitalu
      gdyby jakas pigula wyjechala z takim tekstem do mojego synka to bym jej cos
      odparowala, to nie fair w stosunku do dziecka...
    • mamafilipcia Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 07.04.06, 23:22
      Poszłabym do dyrektora tego szpitala i opowiedziała o metodach jakie stosują
      lekarze.
      Nie przejmuj się, to raczej im by się przydała wizyta u psychiatry ...
    • mijaczek Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 03:57
      przyznaje to z niechecia, ale jednak - z tego wlasnie powodu ciesze sie, ze
      mieszkam w stanach...gdyby moje dziecko uslyszalo taki tekst od
      lekarza/pielegniarki/kogokolwiek komu polecone jest zajac sie nia, to bylby
      ostatni dzien pracy takiej pani/pana
      bycie lekarzem to nie tylko leczenie ciala...
      szkoda, ze w Polsce nadal dyscyplinuje sie dzieci strachem/szantazem/przekupstwem...
      • edytkus Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 06:23
        mijaczek napisała:

        gdyby moje dziecko uslyszalo taki tekst od
        > lekarza/pielegniarki/kogokolwiek komu polecone jest zajac sie nia, to bylby
        > ostatni dzien pracy takiej pani/pana

        gdyby jednak sie cos podobnego zdarzylo, zapamietaj nazwisko lekarza/pielegniarki i dzwon ze skarga
        do city council
    • anatemka Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 11:13
      ja bym zainteresowała tym lokalna tv i gazetę. To działa. U nas w szpitalu
      dziecięcym dziwne rzeczy działy sie na chirurgii /zakaz z zostawaniem z
      dziećmi, wyrzucanie rodziców na czas wizyt, utrudnione informacje o
      pacjentach. /. Sprawa zajęła się prasa i zmiany, aczkolwiek powolne to są.
    • llilly Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 11:41
      Wiecie co?Przecieram oczy i dalej widzę to samo...To niemożliwe...Wszystkie
      uważacie, że dziecko które bije matkę i dostaje histerii z niewybiegania to
      cudny, mały aniołek????
      Żeby było jasne-co do zastraszania dzieci przez personel itp.-też jestem
      oburzona.Ale równie oburzona jestem postawą matek które z zachwytem obserwują
      jak Ich dzieci wyrastają na bandytów.Dzieci trzeba wychowywać, mądrze
      wychowywać.Wciąż się dziwię, że na prawo jazdy trzeba zdawać egzamin, a dziecko
      może mieć każdy.Do Poradni radzę pójść, a dodatkowo postarać się o skierowanie
      dla siebie.
      • dzoaann Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 11:56
        No cóż,llilly,ja do dziś pamietam swój pobyt w szpitalu.A miałam wtedy 3,5
        roku.Odwiedzin nie bylo wcale.Jak mnie rodzice odebrali to przez całą drogę się
        nie odzywałam ,a w domu w obecności calutkiej,przybylej z tej okazji
        rodziny,dałam mojej mamie w twarz...
        Dziś jestem normalnym człowiekiem ,nie bandytą...
        Generalizowanie to bardzo zgubny nawyk.Nie każde dziecko ,które uderzy matkę
        wyrasta na bandytę.Współczuję tego podejścia
        A wizyta w poradni wskazana.Ale po to by dziecko odreagowalo stres,a nie dlatego
        że coś z nim nie tak.I lepiej się nie łudzić,że jak już jest w domu to zapomni o
        szpitalu.Ja nie zapomnialamsad
      • czarka77 Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 11:59
        O, jesteś w stanie w czterolatku dostrzec zadatki na bandytę? Gratuluję -
        prawdopodobnie Ty masz zadatki na jasnowidza. Czy byłaś kiedyś w więzieniu? A
        jak myślisz, jak byś się tam zachowywała? Dla takiego czterolatka to było
        właśnie więzienie - i to z torturami. Nawet własna mama nie mogła mu pomóc,
        zabrać go stamtąd - oto powody tej reakcji. Trochę empatii, Llilly.
        • llilly Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 13:55
          Empatii mam wystarczająco dużo, apeluję o trochę zdrowego rozsądku.Poza tym
          napisałam wyraźnie, że mnie również oburza zastraszanie dzieci, ale należy
          zachować odrobinę krytycyzmu wobec własnej pociechy i dostrzegać niezdrową
          histerię tam gdzie wyraźnie się ona objawia.
          • llilly Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 14:19
            Poza tym musiałabym być kretynką, żeby jakiekolwiek "zadatki" widzieć w
            dziecku, dziecko nie jest winne, że wychowuje je ktoś, kto nie potrafi nad nim
            zapanować.
            • haganna Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 09.04.06, 22:27
              Niezdrową histerię?
              Na głowę upadłaś kobieto. Dziecko zamyka się w ciasnym pomieszczeniu, dokonuje
              nieprzyjemnych zabiegów i jeszcze zastrasza, a ty piszesz o "niezdrowej
              histerii". Z księżyca spadłaś?
              "Musiałabym być kretynką" - hmmm, myślę, że bardziej odpowiedni byłby tryb
              oznajmujący...
      • aleksandrynka Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 15:21
        lily, ja Tobie proponuję poczytac trochę o psychologii dziecka smile
        I jeszcze o psychologii zdrowia, bo w temacie smile

        "Ale równie oburzona jestem postawą matek które z zachwytem obserwują
        > jak Ich dzieci wyrastają na bandytów."
        Uważasz że przestraszony szpitalem czterolatek pokazujący, jak trudna jest dla
        niego ta sytuacja wyrasta właśnie na przestępcę?

        Dzieci trzeba wychowywać, mądrze
        > wychowywać
        Tak, ale dzieci na równi trzeba szanować i słuchać, co mają do powiedzenia.
        Wychowywanie to złożony i wielowątkowy proces, różne zachowania należy
        interpretować zgodnie z zaistniałą sytuacją, a nie ad hoc. Jak dziecko się
        wydziera to trzeba dojść DLACZEGO się wydziera, a nie od razu je pacyfikować,
        bo nieładnie jest się drzeć publicznie i już.
        Poczytaj, poczytaj...
        • llilly Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 15:35
          Rozumiem, że promujesz tzw. bezstresowe wychowanie...Rola matki polega właśnie
          na tym, żeby pomóc dziecku przejść przez tego typu trudne sytuacje-mądrze
          oswoić ze szpitalną rzeczywistością, ukoić strach i lęk, rozładować
          napięcie.Jak piszesz-"dojść dlaczego się wydziera" (nie nazwałabym wydzieraniem
          bezradnego płaczu, ale masz prawo do tego typu określeń, które uważasz za
          słuszne)-no właśnie-dojść (nawiasem mówiąc jeśli matka ma z dzieckiem dobry
          kontakt to nie musi dochodzić bo WIE), a więc dojść a nie z zachwytem
          obserwować bezradną, dziecięcą agresję.
          Co do odsyłania do książek-ja je nie tylko czytam, ale czytam ze zrozumieniem i
          przemyśleniem, czego i Tobie życzę.
          • aleksandrynka Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 15:57
            > Rozumiem, że promujesz tzw. bezstresowe wychowanie...

            no to źle rozumiesz. Albo po prostu nazywasz bezstresowym wychowaniem coś, co
            nim nie jest. I zataczam znów koło do niewiedzy, niestety.

            dojść a nie z zachwytem
            > obserwować bezradną, dziecięcą agresję.

            Chyba się trochę zagalopowałaś, nie wiem, skąd taki wniosek...

            ja je nie tylko czytam, ale czytam ze zrozumieniem i
            >
            > przemyśleniem, czego i Tobie życzę.

            No to czytaj dalej, za życzenia dziękuję ale je odbijam do nadawcy, mi są
            niepotrzebne smile
          • dzoaann Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 16:36
            Matka z wątku nie obserwowała z zachwytem histerii dziecka i nie musiała
            dochodzić dlaczego tak się dzieje.Moim zdaniem sprawa jasna.Matka wiedziała
            dlaczego tak się dzieje,pewnie interweniowała.Zabolał ją po prostu brak
            zrozumienia ze strony personelu szpitala.Ludzi którzy pracują na oddziałach
            dziecięcych(nie mówiąc,że tak w ogóle powinno być wszędzie w służbie
            zdrowia!)powinno cechować zrozumienie i współczucie dla chorych!!!A tymczasem w
            większości zachowują się tak jakby chorzy im przeszkadzali.
      • e_r_i_n Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 19:30
        llilly napisała:

        > Wszystkie uważacie, że dziecko które bije matkę i dostaje histerii z
        > niewybiegania to cudny, mały aniołek????

        Nie cudny, mały aniołek, tylko normalnie zachowujace sie dziecko, ktore agresja
        radzi sobie ze stresem (bo inaczej nie umie i nie umie emocji opanowac).
        Nie nalezy go za to glaskac po glowie, ale tez nie tzeba isc z nim w zwiazku z
        tym do psychiatry.
        • lola211 Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 10.04.06, 14:54
          Zaliczylam kilka pobytów z córka w szpitalu i naogladalam sie dzieci tam
          przebywajacych, w róznym wieku.Kazde domyslam sie bylo zestresowane zaistniała
          sytuacja, ale naprawde nie spotkalam sie z takim przejawem histerii,
          zestresowania, agresji,itd.Nie demonizujmy szpitala, tam wcale nie jest tak
          strasznie.Dzieci sie bawia, czesto maja mozliwosc pojscia do swietlicy, na
          korytarz, rodzice rozpieszczaja je nowymi zabawkami, smakołykami(jesli nie ma
          diety rzecz jasna).Jak dla mnie to takie zachowanie jak opisane w tym watku
          wcale nie jest norma.
    • monia145 Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 19:28
      Jeśli Twój syn przechodził zapalenie płuc to MUSIAŁ pzrebywać w izolacji,
      niestety. W takiej sytuacji to od rodzica zależy jak maluch zniesie tę
      przymusową izolację- od czego są zabawki, gry, układanki, zabawy z rodzicem.
      Być może odbierał też Twoje negatywne nastawienie do zaistniałej sytuacji. Z
      tego co opisałaś byłaś z nim cały czas w szpitalu i nie potrafiłaś tak zająć
      czasu dziecka aby obyło się bez histerii i tego całego koszmaru?
      Zachowanie i odzywki personelu są karygodne, ale to od rodziców w części zależy
      jak będą ich traktować lekarze i nawet sprzątaczki i dietetyczka. Oburzyłaś
      się , że pomimo swoich 35 lat ordynator traktowała Cię jak smarkulę- też bym
      była zła ale na siebie że jej na to pozwalałam!
      • margosia.kr Re: llilly 08.04.06, 20:42
        Uważam, że nie masz prawa wydawać tak pochopnych i krzywdzących sądów. Nie
        znasz mnie, nie wiesz jaką jestem matką, to dlaczego z góry oceniasz ?
        Nie pisałam, że mój synek jest biednym malutkim aniołkiem, którego należy
        zagłaskać. Nie popieram całkowicie bezstresowego zachowania, ale uważam, że
        dziecko też jest CZŁOWIEKIEM. Tak jak ty zapewne nieraz wyrażasz głośno swoje
        niezadowolenie, tak on wyraził swoje. Różnica polega na tym, że on ma prawo nie
        umieć panować nad swoimi emocjami. On dopiero będzie się tego uczył.
        Wiem jaka jest moja rola w procesie wychowawczym i staram się ją wypełniać z
        odpowiedzialnością i oddaniem.
        Co do bandyty, to nawet najspokojniejsze i nikomu nie wadzące dziecko może w
        dorosłym życiu nim się okazać.
        Małgosia
        MOJE SKARBY
      • margosia.kr Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 20:55
        Mój syn przebywał w szpitalu z powodu zapalenia krtani z obrzękiem i złą
        saturacją. Właściwie wszystkie dzieci cierpiały na ten sam problem. Tak samo
        wszystkie nabawiły się zapalenia płuc w szpitalu. Oddział jest oddziałem
        zamkniętym i nie miałyby kontaktu z innymi chorymi dziećmi.
        Można było pozwolić choć na 10 minut pospacerować po oddziałowym korytarzu.
        Bardzo się starałam, by synek spędzał czas na wspólnej zabawie, czytaniu
        książeczek. Nie tłumiło to jednak jego żalu, strachu, zapewne i bólu na dłuższy
        czas.
        Jeżeli chodzi o odzywki pani ordynator, to powiem tak. Zwyczajnie bałam się.
        Zdrowie mojego dziecka było w jej rękach. Nie miałam odwagi powiedzieć głośno,
        co myślę.
        Pozostałe mamy również w milczeniu znosiły mniej lub bardziej złośliwe teksty.
        Pozdrawiam - Małgosia
        • monia145 Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 21:28
          Właściwie to powinnaś cieszyć się, że na oddziale gdzie przebywał Twój syn tak
          przestrzegano zasady pełnej izolacyjności. Dziwi mnie to zapalenie płuc u
          wszystkich dzieci na raz , to dziwne. Zreszta w ogóle wizja tego oddziału jest
          dla mnie trudna do wyobrażenia? Cały oddział zajmowały dzieci z tym samym
          problemem???? Czy tylko tą salę gdzie byłaś z dzieckiem? jeśli to drugie to nie
          dziw się że nie pozwalali Wam wychodzić- Twoje dziecko mogło stanowić
          zagraożenie dla innych.
          Poniekąd rozumiem strach Twój i innych mam, dopóki nie rozpoczęłam pracy w
          szpitalu( też pracuję na oddziale zakaźnym, też leżą u nas dzieci w pełnej
          izolacji), też panicznie bałam się wizji szpitala w naszym życiu. Ale dam Ci
          dobrą radę. To właśnie taka postawa u rodziców bezpośrednio prowadzi do
          rozbestwienia się lekarzy i pielęgniarek, dietetyczek, sprzątaczek. Znam
          przykłady kiedy osoby z personelu wulgarnie odnosiły się do matek a te jak
          potulne cielęta tego słuchały i przytakiwały. Natomiast te, które odważyły się
          zaprotestować, traktowane były z niewielką sympatią ale nikt już ich nie
          lekceważył. Doprawdy przekonanie rodziców, że jakikolwiek sprzeciw wobec
          lekarzy czy pielęgniarek spowoduje, że będą źle leczyć ich dziecko jest na
          wyrost. A oni z tego korzystają.
          Naprawdę warto walczyć o swoje dziecko i swoją godność!
      • madami Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 21:15
        Zapominasz, że nie wszytskie dzieci są takie same. Moje np. nie usiedzi spokojnie w miejscu, nie chce bawić się ciastoliną, kredkami, farbkami, dla niego zabawą jest ruch - skakanie, bieganie itp. Jak w warunkach szpitalnych zapewnić dziecki tego typu zabawy??? Też byłam z małym w szpitalu, zmienialiśmy się co 8 godzin, ciągle ktoś przy nim był i jednocześnie nikt nie był w stanie zająć go tak by cicho i w spokoju siedział w kąciku i się bawił. Po prostu takie dziecko.
        • monia145 Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 21:37
          Owszem, nie wszystkie dzieci są takie same. Natomiast szpital ze swoimi
          regułami jest jeden dla wszystkich. Nikt nie pozwoli na swobodne spacery
          dziecku po korytarzu tylko dlatego, że nie potrafi usiedzieć na miejscu.
          Niektóre choroby wymagają pełnej izolacji i to wszystko, nie ma odstępstw, bo
          zagraża się innym pacjentom.
          Szpital to nie plac zabaw ale miejsce gdzie może warto zainteresować dziecko
          innym spędzaniem czasu niż to do jakiego przywykło. Nikt też nie mówi, że
          dziecko w szpitalu ma siedzieć cicho w kącie ale jest różnica między płaczem z
          bólu, smutku a zwykłą histerią lub kaprysami. Po to m.in rodzice przy dziecku
          by osłabić te negatywne emocje u maluchów.
          • margosia.kr Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 22:07
            Napisałaś, że też pracujesz na oddziale zakaźnym. My nie leżeliśmy na oddziale
            zakaźnym. Leżeliśmy na tzw. oddziale pobytu dziennego, na którym pacjenci nie
            powinni przebywać dłużej niz siedem dni. Średnia to trzy dni. Była jedna sala,
            na której my przebywaliśmy, druga dzieci starsze i trzecia dwuosobowa, taka
            bardziej specjalistyczna tzn. z różnoraką aparaturą.
            Dla mnie też było dziwne, że wszystkie dzieciaki mają zapalenia płuc lub
            oskrzeli, które wychodziło po badaniu osłuchowym i rentgenowskim.
            Zdziwiona byłam (choć baaaaardzo ucieszona), że wypuszczają synka z zapaleniem
            płuc do domu. Do dzisiaj brał zaszczyki, przez kolejne 7 dni będzie brał
            antybiotyk doustny i jeszcze 5 dni sterydy.
            Myślę, że w takiej sytuacji zwykła histeria ma prawo się pojawić, zwłaszcza, że
            widuję dzieci, którym się to przytrafia np. w markecie, bo mama nie chce kupić
            zabawki.
            Nie próbuję za wszelką cenę tłumaczyć zachowania mojego dziecka, ja zwyczajnie
            go rozumiem. Leżąc w szpitalu, gdy byłam w ciąży też były dni, kiedy wyłam w
            poduchę lub w słuchawkę, a nie musiałam być zamknięta w czterech ścianach.
            Mogłam ogladać telewizję, iść do sklepiku, spacerować po dużym holu, a
            psychicznie i tak czułam się fatalnie.
            Szpital chyba na każdego zarówno małego, jak i dużego działa przygnębiająco.
            Pozdrawiam - Małgosia
            • monia145 Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 22:17
              Wiesz, w tym, że wypuścili Was do domu na doustne leczenie nie ma nic dziwnego,
              tak się zdarza nawet u nas, a Ty napisałaś,że leżeliście na pobycie dziennym
              gdie jest duża rotacja. Zadbaj tylko, aby mały przy tych sterydach dostawał
              wapń, tak dla ochrony przed wypłukaniem.
              Histeria, agresja, zły humor ma prawo pojawić się u dziecka hospitalizowanego-
              to jasne. Ma inne podłoże niż ta supermarketowa, inaczej też można jej
              przeciwdziałać. My dorośli czasem przykuci do łóżka też sobie z tym źle
              radzimy, ale w czasie pobytu z dzieckiem w szpitalu, odpowiadamy za nie. Jest
              wiele sposobów na odwrócenie uwagi od pobytu, naprawdę. Dzieci też to swoisty
              barometr naszego samopoczucia- nasze zdenerwowanie, histeryczne zachowania
              prowokują malców do jeszcze większego napędzania się.
              Mam nadzieję że to Wasz jeden i ostatni pobyt w szpitalu. Pozdrawiam! Monika
          • llilly Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 22:11
            Cieszę się, że znalazła się choć jedna osoba, którą stać na spojrzenie z
            dystansem i stosowny do tego obiektywizm.Życie nie jest czarno-białe i wiele
            sytuacji wymaga, od osób dorosłych, odrobiny krytycyzmu, także wobec siebie i
            własnej wychowawczej bezsilności.Moim zamiarem było wzbudzenie w Was, Drogie
            Koleżanki, odrobiny refleksji nad własnym sposobem postrzegania świata, ta
            refleksja pozwala bowiem na formułowanie własnych żądań i egzekwowanie ich w
            praktyce, po to właśnie aby umieć wykazać asertywność, zbawienną dla dziecka
            jak i dla matki, w różnych sytuacjach, np. właśnie podczas pobytu w
            szpitalu.Postawa, którą wykazujecie, nacechowana drapieżną agresją prowadzi
            jedynie do eskalacji konfliktów i pogłębiania przepaści wzajemnego
            niezrozumienia na linii personel medyczny-pacjenci.
            Pozdrawiam i życzę Wam abyście odkryły jeszcze w sobie choć odrobinę zdrowego
            rozsądku, choć, jak zauważyła wcześniej jedna z dyskutantek-moje życzenia nie
            na wiele się tu zdają.
            • monia145 Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 22:25
              Mój obiektywizm wynika stąd,że nie jestem matką chorego dziecka, nie jestem też
              osoba z personelu medycznego, reprezentuję tą grupę pracowników, która dużo
              czasu spędza z dziećmi ale bez inwazyjności. W czasie swojej pracy spotykam
              różnych rodziców,lekarzy, pielęgniarki- tych, co absolutnie nie nadają się do
              pracy w szpitalu i opieki nad swoim dzieckiem i takich prawdziwych herosów,
              oddanych medycynie i dzieciom. Rzeczywiście nie ma czarno- białych schematów
              ale pewne sytuacje życiowe nie pozwalają dostrzegać tych odcieni szarości.
    • lolinka2 Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 08.04.06, 22:17
      szurnięty personel, zdecydowanie, chore dziecko ma pewne prawea i dorośli je
      moge a d... pocałować.

      A wiecie co?? Po tej lekturze doceniłam szpital w W-wie na Kopernika jeszcze
      bardziej, i moją dzielną córeczkę też - wszystkie noce bez nas (miała 3 lata),
      ani jednej łzy przed, w trakcie i po, współpraca na 6+ (włącznie z kroplówkami,
      pobieraniem krwi itp). Ona się jakoś zafascynowała medycyną wtedy i do tej pory
      jej nie przeszło (po pół roku), nadal przeglądanie apteczki i sprawdzanie od
      czego jest dany specyfik to ulubiona zabawa...
    • anat Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 09.04.06, 14:56
      Witaj,

      ja przezylam podobna traume ze szpitalem.
      U nas sytuacja byla inna gdyz dziecko sie poparzylo. Synek mial wtedy rok i 9
      miesiecy. My z mezem lapalismy jeden dol za drugim, bo nie oszukujmy sie wina
      byla nasza, niedopilnowalismy dziecka.
      Oparzenie bylo I stopnia, spedzilismy tydzien w szpitalu na Nieklanskiej w
      Warszawie. To co uslyszelismy od niektorych lekarzy i pielegniarek bylo dla nas
      bardzo trudne. Oboje mielismy do siebie pretensje - wiadomo a oni nie ulatwiali
      nam przejscia przez te trudne chwile. Nasze dziecko mialo ksywe Kawosz
      (poparzyl sie kawa), inny chlopiec starszy ktory poparzyl sie pradem "pan
      pradzik"
      Dzieko bylo w wieku w ktorym trudno bylo mu zrozumiec ze nie moze opuscic sali,
      ze babcia i adziadzia przyjsc nie moga, ze musi caly dzien spedzic w lozeczku.
      Lekarze caly czas naciskali na nas zebysmy wydali zgode na leczenie operacyjne
      bo jest szybsze (O tydzien) wymuszali na nas ze przeszcep z glowki jest teraz
      na swiecie standardem itd.
      Gdy dziecko budzilo sie w nocy ze strachu i plakalo (bylismy z nim cala dobe)
      oni chcieli go faszerowac srodkami uspokajajacymi, bo wymog jest w szpitalu aby
      dziecko spalo w lozeczku a nie przytulone do mamy na lezaku.
      W koncu po tych 7 dniach ponizania wypisalismy sie na wlasna prosbe. Z
      rozgrzebana rana, na ktorej od tygodnia byla martwica. Na nasze pytania czy
      moze nie kupic jakis lepszych masci, drozszych, nowoczesnych mowiono nam
      zebysmy lepiej te pieniadze przeznaczyli na opiekunke ktora nam bedzie
      potrafila dzieko upilnowac!!!
      Na szczescie znajomi zalatwili nam konsultacje w lekarza dla doroslych,
      chirurga plastyka. Lekarz zalatwil sprawe w ciagu tygodnia, martwica ustapila.
      Smial sie do lez ze ktos chcial leczyc taka powierzchowna rane operacyjnie.
      Malo tego powiedzial nam zebysmy siebie nie winili gdyz on, chirug plastyk sam
      przezyl to samo ze swoja corka. Tez sie poparzyla w wieku trzech lat na jego
      oczach.
      To on nam pomogl sie pozbierac, a moze nawet uratowac nasza rodzine. Nie
      obwinial nie szukal winnego, poprostu leczyl naszego syna.
      A szpital dzieciecy napisal w wypisie ze rodzice odmowili leczenia dziecka z
      braku troski o zdrowie dziecka. zrobiono z nas patologie.

      oczywiscie byli ludzie uczynni ale oni bali sie ujawniac przy reszcie. Lekarz
      prowadzacy byl bardzo mily ale nie mial wplywu na tok leczenia gdyz ostateczna
      decyzje podejmowal ordynator.
      Szpital z taka renoma a taki nieprzyjazny ani rodzicom ani dzieciom.

      pozdrawiam wszystkich ktorzy musza sie kontaktowac z takimi ludzmi. oby bylo
      nas jak najmniej.

      P.S.
      jak sie pozniej dowiedzialam od znajomoj pracujacej na innym oddziale, szpital
      jest rozliczany z ilosci przeprowadzonych zabiegow. Czasami jak brakuje im np
      dobrej statystyki z przeprowadzonych operacji to takie rany jak mojego syna sa
      operowane, aby soddzial nie okazal sie nierentowny dla NFZ-tu
      Nic dodac nic ujac.

      • gregrolka do anat... 09.04.06, 15:21
        Przepraszam, ze pytam, moze nie powinnam Ale czy dalo sie calkowicie uratowac
        buzke dziecka? Moja coreczka jakis czas temu sie leciutko poparzyla i teraz
        tylko maly slad na buzce zostal juz prawie nie widac ale przezylam to tez
        bardzo. Zastanawialam sie wtedy co by bylo gdyby i wlasnie co trzeba robic w
        takiej sytuacji i czy skutki takiego "wypadku" sa odwracalne
        • anat Re: do anat... 09.04.06, 15:41
          Witaj
          moje dziecko nie mialo poparzonej buzi, tylko okolice ramienia.
          od tego momentu minelo ok pol roku i rana jest widoczna ale niewielka. mamy
          nadzieje na calkowite znikniecie.
          • asabee Re: do margosi 10.04.06, 14:35
            Z tego co piszesz dużo wygląda mi znajomosmile jeśli szpital o którym piszesz jest
            na południu Polski, oddział o którym piszesz jest na parterze, dzieci nie mogą
            wychodzić z pokoju, a dziecko które zostaje przyjęte z zapaleniem krtani
            wychodzi z kartą wypisową w której pisze że ma zapalenie płuc, to ja i moje
            dziecko bardzo dobrze znamy to miejsce.

            • asabee Re: do margosi 10.04.06, 14:54
              Doczytałam więcej szczegółow z twoich postów, i jestem pewna że to to samo
              miejsce gdzie kilkia miesięcy temu leżał mój syn. Miał zapalenie kratni.
              mój syn miał wtedy niecały roczek. leżał tam kilka dni, cały czas z nim byłam.
              Przez cały pobyt wydawało mi się że mam bardzo dobry kontakt z lekarzami,na
              bieżąco informowali mnie co się dzieje z synem , dwa razy poprosiłam o rozmowę
              z panią orynator. Gdy wipisali nas ze szpitala, poszłam na wizytę kontrolną do
              przychodni wraz z karta szpitalną i wtedy okazało się że moje dziecko miało
              ZAPALENIE PŁUC! Wkurzyłam się maksymalnie, bo cały czas w szpitalu miał tylko
              zapalenie kratni ( obrzęk krtani), o niczym więcej mnie nie poinformowano! A
              podkreślam nie byłam matką bierna tylko często sama rozmawiałam z lekarzami.
              Wkurzyłam się o brak informacji! Tak się złożyło,że w szpitalu poznałam dwie
              inne matki, dzieci też miały zaplenie kratni, miałam ich numery komórkowe.
              skontaktowałam się z nimi i okazałao się że są w takiej samej sytacji co ja.
              Nie wiedziały że ich dzieci wyszły z zapaleniem płuc! Nie dawało mi to spokoju,
              więc skontaktowałam się ze znajomym lekarzem który pracuje w tym samym szpitalu
              i stwierdził,że szpital zarobi więcej od NFZ na dziecku jesli do karty wpiszą
              mu zapalenie płuc!
              Co do personelu, pomijając p.ordynator, która faktycznie traktuje z góry matki,
              to pielęgniarki były w porządku, natomiast dietetyczka no to już przeginała z
              pouczaniem, ale stwierdziłam , że pewnie jest troche niedowarościowana w pracy
              i musi pokazać że też jest ważnasmile
              • margosia.kr Re: do margosi 10.04.06, 21:54
                Witaj.
                Wygląda na to, że byłyśmy w tym samym miejscu.
                Wpisywanie dodatkowych chorób, zabiegów, badań, to prawie standard w polskich
                szpitalach. Z tym, że mój synek do dzisiejszego dnia mocno kaszle i sądzę, że
                jego zapalenie płuc jest stanem faktycznym.
                Pani dietetyczka faktycznie potrzebowała dowartościowania, co starałyśmy się z
                innymi mamami czynić często podpytując o dietę smile
                Pozdrawiam serdecznie - Małgosia
    • malgog Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 10.04.06, 16:00
      no to widzę, że jest nas więcej

      mój synek też wylądował po ataku krtaniowym w podrzędnym, powiatowym szpitalu -
      atak był podczas pobytu małego u dziadków
      ale tam było "lepiej"
      dzieci chore wogóle nie leżały tylko snuły się z rodzicami po korytarzu, a te
      bez rodziców, snuły się płaczliwie za pielęgniarkami, które odganiały się od
      nich ...
      zapalenia oskrzeli i zwykłe ataki krtaniowe leżały w jednej sali - jak
      słyszałam te kaszle rozrywające płuca to byłam na bank przekonana, że mały
      coś "wyniesie" ze szpitala - a był najzdrowszym okazem
      trzymali nas nie informując wogóle co się dzieje
      moje pytania to przewracanie oczu u ordynator i brak jakiejkolwiek reakcji
      mały miał robione inhalacje i podawane syropy doustnie i 2 razy dziennie jakiś
      zastrzyk - nie dowiedziałam się na co

      wspomnę jeszcze o menu
      na śniadanie dzieci dostawały chleb z margaryną + dżem lub 1 (jeden) kawałek
      wędliny - na kolację powtórka śniadania
      posiłki dzieci zjadały przy wspólnym stole w świetlicy - tam była taka
      praktyka, że posiłki nie były jedzone w salach tylko na świetlicy, gdzie i tak
      dzieciaki spędzały większośc czasu w ciagu dnia
      na świetlicy z zabawek był wyłacznie telewizor z 2 programami (i tak snieżył) -
      nie było żadnych zabawek

      po 3 dniach pobytu wypisałam małego na własną prośbę o po prostu sie o niego
      bałam
      zgodnie z założeniem kilka dni po wyjściu ze szpitala mały przeszedł ciężkie
      zapalenie oskrzeli z wszelkimi szykanami sad(((

    • isma Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 10.04.06, 16:36
      Nic nie tlumaczy chamskiego zachowania personelu, w tym czynienia uwag na
      tematy pozamedyczne. Nic takze nie tlumaczy embarga na informacje o stanie
      zdrowia dziecka, ktorych nalezy sie bezwzglednie domagac. Ale to wlasciwie
      jedyne, w czym moge Ci przyznac racje.

      Moja corka, lat obecnie niespelna 4, pierwszy raz spedzila w szpitalu, z
      ciezkim obturacyjnym zapaleniem pluc (ma astme atopowa, jest beglutenowcem),
      miesiac, jako dwulatka. Druga, tez miesieczna hospitalizacja, z tego samego
      powodu, zdarzyla sie w rok pozniej (inny szpital). Jest zywa, aktywna - ale
      jednoczesnie na tyle subordynowana, ze, owszem, potrafila sie zastosowac do
      zasad panujacych w szpitalu. Przez miesiac, nie przez trzy dni pobytu. Z jedym
      wyjatkiem, o ktorym za chwile.

      A te zasady, wbrew pozorom, nie wynikaja z tego, zeby wygodniej bylo
      personelowi - one sa dla dobra wspolpacjentow. Czesto zapominamy, ze nie tylko
      my mamy chore dziecko: na tej samej sali leza inne dzieci, czasem ciezej chore,
      ktorym wrzaski i histerie naszych "dosadnie wyrazajacych swoje niezadowolenie"
      dzieci, niestety, troche przeszkadzaja np. skokojnie zasnac, po nocnym ataku
      dusznosci... Podobnie z zasadami dotyczacymi np. nieopuszczania sali - drugi
      pobyt w szpitalu mojej corki tylko dlatego trwal miesiac, ze pod koniec
      drugiego tygodnia jej choroby, kiedy rentgen byl juz prawidlowy, niestety,
      sale, w ktorej lezala, odwiedzil na dluzej pewien uparty czterolatek, ktoremu
      nie dalo sie wytlumaczyc, ze nie wolno mu zabierac zabawek innych dzieci ani
      ladowac sie na ich lozka (mamusi, towarzyszacej mlodziencowi, zreszta tez nie
      dalo sie tego wytlumaczyc...). Efekt? Wymioty i biegunka przez tydzien, tak
      wszystkich dzieci na sali, jak i opiekujacych sie nimi rodzicow... Koniecznosc
      odstawienia lekow mukolitycznych (a wiec zatrzymanie procesu leczenia), ktore
      niestety wzmagaly biegunke. Podczas pierwszego pobytu z kolei, mimo, ze szpital
      teoretycznie zakazywal wizyt dzieci, to oczywiscie rodzina sasiadek z sali
      niefrasobliwie pojawila sie w komplecie, ktory to komplet okazal sie byc...
      chory na ospe (na osmioosobowej sali lezala piatka dzieci, ktore na te chorobe
      nie byly szczepione).

      Co do Poradni Zdrowia Psychicznego - ja rozumiem, ze propozycje skorzystania z
      porady psychologa czy psychiatry traktujesz jak osobista zlosliwosc. Ale moze
      warto te wizyte odbyc, zeby sie przekonac, czy aby rzeczywiscie nie jest
      mozliwe nauczenie dziecka, aby panowalo - we wlasciwym wiekowi zakresie - nad
      swoimi emocjami. A moze okaze sie, ze ten stan rozdraznienia mial zupelnie inne
      podloze - moja corka miala, w drugiej dobie pobytu w szpitalu taki calonocny
      atak histerii, jak sie okazalo - poniewaz wiedzialam, ze takie zachowanie nie
      jest dla niej norma - spowodowany przedawkowaniem jednego z podawanych jej
      lekow rozkurczajacych oskrzela, aminophyliny.

      Generalnie, mysle, nie jest zle sie wyzwolic z myslenia pt. "kto jest
      szurniety", z agresji i zlosci - do niczego konstruktywnego to nie prowadzi...
      • margosia.kr Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 10.04.06, 22:06
        Myślę, że nie jestem osobą agresywną, a złość. No cóż, jestem zła i nie ukrywam
        tego. Uważam, że personel każdego oddziału powinien być dla dzieci przyjazny,
        nie tylko oddziałów pokazywanych w TV. Dzieci to zapewne najbardziej wymagający
        pacjenci, ale również najwdzięczniejsi. Szkoda, że się o tym tak często
        zapomina.
        Co do wizyty u psychiatry, to oczywiście pójdę. Nawet ze zwykłej ciekawości,
        tylko zastanawiam się co mam powiedziecć ? Przyszłam ponieważ moje dziecko dało
        upust swojemu stresowi, napięciu, uczuciu żalu wpadając na szpitalnej sali w
        histerię ?
        Wizytę mamy na maj, ale nie omieszkam podzielić się wrażeniami.
        Pozdrawiam - Małgosia
        • camilcia Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 10.04.06, 23:12
          byłam z synkiem w szpitalu 2 tygodnie w lutym..... załamka
          mały ma 1/2 roku, wiec niewiele rozumiał, opieka cudowna, lekarki,
          pielęgniarki, naprawdę super, rozumiały że dziecko jest wystraszone, płacze i
          krzyki nie były powodem do złości lub głupich uwag
          ALE
          przerażające dla mnie było zachowanie niektorych matek! 'uspokój się bo
          dostaniesz w dupę' kiedy dziecko leci przez ręce bo ma biegunkę i podłączoną
          kroplówkę... no ludzie! chodziłam nabuzowana jak nie wiem bo ciągle musiałam
          się powstrzymywać od komentarza 'nie biegaj bo cie pani doktor zlapie i da
          zastrzyk' !!! i jak takie dziecko ma sie nie bac potem?!

          najgorsze te wenflony

          mam nadzieje ze kiedys zapomne i maly tez

          pobyt matki za dobe kosztuje 30zl! a przeciez tyle pomaga, nie tylko dlatego ze
          zrobi wszsytko przy dziecku, ale psychicznie
    • polka3 Margosiu napisz ku przestrodze 11.04.06, 01:07
      napisz proszę jaki to szpital.
      • margosia.kr Re: Margosiu napisz ku przestrodze 11.04.06, 07:21
        Jest to Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie.
        Jednak żebym została dobrze zrozumiana. Moje doświadczenia dotyczą tylko
        jednego oddziału. Na innych być może jest bardziej przyjaźnie. Staram się w to
        wierzyć.
        Pozdrawiam - Małgosia
    • blou1 Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 11.04.06, 08:59
      To ja opowiem o naszych pobytach. Ja myślę, że stosunek personelu zarówno do
      dziecka jak i matki zależy w pewnej mierze od stanu dziecka i postawy matki.
      Pierwszy pobyt z synem 10ciomiesięcznym. 11 dni. Jakaś paskudna bakteria jak
      się po tygodniu okazało. Dziecko apatyczne, wymioty, biegunka, cały czas spało.
      Lekarze nie wiedzieli co mu jest bo poprawy nie było do tygodnia. I myślę że
      dlatego nie traktowano nas źle. Napewno spokojnie, żebym nie denerwowła się za
      bardzo. W szpitalu fachowa opieka. Spanie jednak na krzesełkach, moje.
      Drugi raz, córka oparzona. Dziecko bardzo cierpiało, pielęgniarki, wiadomo
      różne. Ale generalnie wyrozumiałe dla mam (ciche przyzwolenie na spanie na
      podłodze pod łóżeczkiem dziecka). Była w szpialu mama z dzieckiem które wypadło
      z balonu, chciała żeby trzyipółletni brat odwiedził leżącą siostrę i domagała
      się tego w sposób conajmniej niestosowny. Dodszło do nerwowej wymiany zdań
      zlekarką. Na drugi dzień policja przywiozła dziecko pijanej matki i przy okazji
      rozmawiała z tą nieco agresywną matką która domagała się odwiedzin. Tak że
      wiele zależy od nasze postawy. Ja miałam świadomość tego, że dziecko oparzyło
      się na skutek mojego braku wyobraźni.
    • kasia_ol1 Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 11.04.06, 11:31
      a ja Cię Małgosiu baaardzo dobrze rozumiem. byłam w tym szpitalu ok. trzy lata
      temu z pięciomiesięcznym niemowlęciem. nasz pobyt też był koszmarem, tyle że
      dzieciaczek mniejszy i pewnie nic z pobytu nie pamięta.
      my sprawę nagłosniliśmy. było trochę szumu w GW. miało być lepiej, ale chyba nie
      dla nas sad poza tym, ze spotkaliśmy się z ogromną niechęcią personelu, to
      jeszcze wypisali ze szpitala dziecko nie wyleczone (trafilismy z zapaleniem płuc
      i z tymże zapaleniem walczyliśmy płacąc prywatnie lekarce jeszcze dwa tyg. po
      powrocie do domu)
      życzę Wam zdrówka i zapomnijcie jak najprędzej, ze byliście w Prokocimiu smile
    • agawamala Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 11.04.06, 13:22
      Pobyt w szpitalu, a już szczególnie pobyt dziecka, jest ZAWSZE stresujący.
      Silniej niż w innych sytuacjach odbiera się niegrzeczne czy oschłe zachowanie
      innych ludzi, inaczej reaguje na postępowanie własnego dziecka, więcej mu
      wybacza.
      Do szpitalnych sal trafiają ludzie różni - kulturalni i mniej, sympatyczni i
      gburowaci, lepiej lub gorzej wychowani, często prymitywni, roszczeniowi wobec
      innych, ale wszyscy zaszokowani i zdenerwowani.
      Praca w służbie zdrowia, a szczególnie na pediatrii, jest pracą szczególnie
      trudną. Oprócz leczenia małych pacjentów( co już same przez się jest
      obciążające) ma się do czynienia z różnymi rodzicami często nieadekwatnie
      reagującymi na stres.
      Należy pamiętać, że w szpitalu obowiązują , a przynajmniej powinny, określone
      zasady mające na celu zmniejszenie wzajemnego zarażania się dzieci, roznoszenia
      infekcji.
      Nie bez znaczenia są, najczęściej złe, warunki lokalowe i frustracja personelu
      ze względu na żenująco niskie uspsażenie.
      Jeśli weźmie się pod uwagę wszystkie te czynniki dochodzi do starć.
      Nie chcę usprawiedliwiać niegrzecznego zachowania personelu, ale jeśli 25 razy
      słyszy on cierpkie uwagi to w końcu odpowie tym samym.
      Podobnie jest z dziećmi. Bardzo różnie reagują na szpital - jedne zamykają się
      w sobie, inne wykazujaagresję wobec personelu lub rodziców.
      Jedno awanturujące się, rozhisteryzowane dziecko może spowodować zbiorową
      histerię na oddziale, szczególnie gdy jest to skupisko kilkulatków.
      Podobnie jest z rodzicami. Histeryczna matka powoduje identyczne reakcje u
      innych.
      Uważam, że jak zwykle prawda leży po środku. Na niestosowne zachowanie
      personelu trzeba reagować natychmiast jasno precyzując swoje zastrzeżenia. Nie
      dać sobą pomiatać, ale nie wykazywać agresji, która jako chyba powszechnie
      wiadomo, budzi agresję.
      I nie obrażać się, że dziecko dostało skierowanie do psychiatry. Uważam, że
      uderzenie w twarz matki, nawet jeśli była to reakcja na szpital - czytaj wyżej -
      powinno zostać skonsultowane ze specjalistą. I niech on oceni czy nie
      potrzebna jest pomoc.
      • margosia.kr Re: Syn mnie nie uderzył ... 11.04.06, 21:39
        tylko ( według niektórych aż ) zamachnął się.
        Nie jestem rodzicem upierdliwym, złośliwym i mającym wygórowane wymagania.
        Wiem, że praca lekarza jest wyjątkowo stresująca ( moja bratowa jest
        lekarzem ), ale uważam również, że dzieci to wyjątkowi pacjenci.
        Należy im się przyjazny ton głosu, ciepły uśmiech na twarzy, który choć minimum
        zmniejszy strach dziecka.
        Dzieci na tym oddziale nie doświadczały tego.
        Podczas obchodu dla p.doktora ważne było skomentowanie z siostrą oddziałową
        moich delikatnie wystających stringów ( musiałam się mocno nachylić, by coś
        podać )niż uśmiechnąć się do pacjenta.

        Pozdrawiam - Małgosia
        • llilly wystające stringi na pediatrii... 12.04.06, 11:38
          Małgosiu wybacz, ale wystające stringi u 35-letniej mamy na oddziale w
          szpitalu, abstrahując od całej powyższej dyskusji, to dla mnie szczyt braku
          kultury i dobrego wychowania, a także doskonała puenta wszystkiego, co
          napisałaś.Żenada po prostu i wstyd...
          P.S.Tłumaczenie "musiałam się mocno nachylić" jest po prostu dziecinne i
          niestosowne...Tak jak machanie pupą przed personelem i, o zgrozo, dziećmi...
          • haganna Re: wystające stringi na pediatrii... 12.04.06, 11:49
            To był żart, prawda lilly?
            Chyba nie pisałaś tego poważnie?

            Stringi u 35-letniej mamy to brak kultury? Na jakim świecie ty żyjesz, lilly.
            Pogięło cię?

            No tak, stringi działają demoralizująco na dzieci. Hahaha.
            • llilly Re: wystające stringi na pediatrii... 12.04.06, 12:49
              Nie "stringi u 35-letniej mamy", ale wystające stringi u kogokolwiek na
              oddziale w szpitalu- czytaj proszę, dokładniej.Uważam, że to nie czas i miejsce
              na epatowanie nagością i wcale nie żartuję.I chodzi tu o elementarny szacunek
              dla personelu i uszanowanie powagi miejsca.I nie wnikam, bynajmniej, w to, co
              kto nosi pod ubraniem bo mnie to nie interesuje.
              • moofka Re: wystające stringi na pediatrii... 14.04.06, 09:08
                napisała:

                > Nie "stringi u 35-letniej mamy", ale wystające stringi u kogokolwiek na
                > oddziale w szpitalu- czytaj proszę, dokładniej.Uważam, że to nie czas i
                miejsce
                >
                > na epatowanie nagością i wcale nie żartuję.I chodzi tu o elementarny szacunek
                > dla personelu i uszanowanie powagi miejsca.I nie wnikam, bynajmniej, w to, co
                > kto nosi pod ubraniem bo mnie to nie interesuje.


                a to już sie czepiasz
                zupełnie bezpodstawnie
                nie sadze, zeby zmeczona matka przy ciezko chorym dziecku w szpitalu epatowala
                nagoscią i uwodziła stringami grono profesorskie
                a ze zmeczonej matce przy nachylaniu wychynął kawałek bielizny z biodrówek
                albo trzeba byc bardzo wrednym albo faktycznie upierdliwym, zeby przypinać do
                tego brak kultury etyki brak uszanowanie miejsca i inne gornolotne słowa
                w bikini tam nie poszła
          • margosia.kr Re: Nie rozumiem, czy .... 12.04.06, 12:08
            gdyby wystawał mi fragment zwykłych fig, to też byś się tak zbulwersowała ?
            Miałam ubraną bieliznę jak miliony kobiet. Nie raz nie dwa każdej z nas
            przytrafia się podobna sytuacja.
            Nie paradowałam w samych stringach, nie wychodziły mi notorycznie, ani
            świadomie ich nie wystawiałam. Nie machałam pupą ani przed personelem ( a może
            powinnam ? )ani przed dziećmi.
            Nie rozumiem Twojego ataku.
            Pozdrawiam - Małgosia
            • llilly ja nie atakuję lecz dyskutuję 12.04.06, 12:58
              To nie był atak Margosiu.Ot, zwykły komentarz po prostu, a Ty próbujesz
              zanegowac jego celność przyjmując pozycję obronną.
              W końcu to Ty masz pretensje, że personel Twą bieliznę wystawioną na widok
              publiczny dostrzegł i dyskretnie wyraził swoja dezaprobatę.Zapewniam Cię, że
              gdyby podobna wpadka zdarzyła Ci się na oddziale w Klinice, przed oczami grona
              profesorskiego, dla którego etyka to świętość a dobre wychowanie-konieczność,
              komentarz taki wygłoszony by został głośno i wyraźnie, a dyskretny by był
              jedynie w treści.
              • melka_x Re: ja nie atakuję lecz dyskutuję 12.04.06, 14:11
                > To nie był atak Margosiu.Ot, zwykły komentarz po prostu

                Określenie "żenada" nie jest "zwykłym komentarzem po prostu".

                > a Ty próbujesz zanegowac jego celność przyjmując pozycję obronną.

                Margosia nie "próbuje zanegować jego celności" (swoją drogą jakaż zręczność
                werbalna i dyscyplina słowatongue_out), ale przytomnie zauważa, że wysunięcie się rąbka
                bielizny nie jest jeszcze epatowaniem nagością.

                > personel Twą bieliznę wystawioną na widok
                > publiczny dostrzegł i dyskretnie wyraził swoja dezaprobatę

                Rzecz w tym, że z tego co pisze Margosia personel nie wyraził swojej
                dezaprobaty dyskretnie.

                > gdyby podobna wpadka zdarzyła Ci się na oddziale w Klinice, przed oczami
                > grona profesorskiego, dla którego etyka to świętość a dobre wychowanie-
                > konieczność, komentarz taki wygłoszony by został głośno i wyraźnie, a
                > dyskretny by był jedynie w treści.

                Wystające rąbki stringów (fragmenty ramiączeczek od stanika itd.) niewątpliwie
                nie są eleganckie, ale co do tego ma etyka i świętość?

                Na koniec obok tematu; co znaczy zdanie, że dla grona profesorskiego "etyka to
                świętość, a dobre wychowanie to konieczność"?
                • llilly Re: ja nie atakuję lecz dyskutuję 12.04.06, 17:10
                  1.Określenie "żenada"-gwoli ścisłości- skrępowanie, zakłopotanie-dotyczy moich
                  odczuć wobec sytuacji w której koleżanka eksponuje stringi, jest więc moim
                  komentarzem odnośnie Jej zachowania, być może przypadkowego lecz człowiek
                  inteligentny przewidując pewne wydarzenia jest w stanie powstrzymac się przed
                  tak karkołomnym schylaniem na ten krótki czas obchodu lekarskiego (inteligencja-
                  zdolność znajdowania właściwych reakcji na nowe zadania i sic! warunki życia),
                  2.za komplement dziękuję,
                  3.rąbek rąbkowi nierówny, ale pozwól że przytomnie wink zauważę że "rąbka" nikt
                  by pewnie nie dostrzegł,
                  4.dla mnie to bylo właśnie dyskretnie (delikatnie, oględnie) ale faktem jest że
                  dyskrecja to również umiejętność przemilczenia pewnych spraw więc przyjmuje
                  argument smile)) ,
                  5.czyli o świętości etyki (łącznie!!!) w aspekcie deficytowej dziś tradycji
                  dobrego wychowania-przyjmując definicję etyki jako zbioru zasad-zasad będących
                  pewnym uniwersalnym kodeksem norm postępowania (tu wracamy do definicji
                  inteligencji jako umiejętności przestrzegania owych norm )-ZAUWAŻALNE dla osób
                  postronnych eksponowanie bielizny w szpitalu w tego typu sytuacji uważam za
                  nieetyczne,
                  6.zdanie "na koniec" interpretować należy w oparciu o archetyp profesora-w tym
                  przypadku lekarza, krótko mówiąc- taki wzorzec z Sevres, wzorzec wiedzy,
                  inteligencji i etyki właśnie.
                  Pozdrawiam-L.
                  • monia145 Re: ja nie atakuję lecz dyskutuję 12.04.06, 17:54
                    Lilly zapewniam Cię, że wystające stringi spod spodni to jeszcze nic. Co byś
                    powiedziała gdy wchodzisz na oddział około 9 rano a tu tatuś mknie przez
                    korytarz w kusej piżamie a drugi w samych szortach? Niektórzy rodzice
                    uwielbiają robić pranie w łazience i wieszać przed salą na świeżym powietrzu(
                    mój oddział jest na poziomie ziemi), czasem przypomina to obóz cygański a nie
                    szpital. Ja nie mam nic do stringów i uwaga na ten temat w stosunku do stringów
                    Margosi mogła być po prostu pzrewróceniem oczami do koleżanki, ale coś takiego
                    łatwo wyolbrzymić. Naprawdę nie warto aż tak emocjonalnie do tego podchodzić.
                    Stringi jak stringi, moja koleżanka kiedyś przeparadowała w opuszczonej halce
                    przez cały oddział i też pewnie ktoś to komentował ale co z tego? Więcej luzu
                    • llilly Re: ja nie atakuję lecz dyskutuję 12.04.06, 18:09
                      Wiem Monia, wiem smile))).Ja tylko tak troszkę próbuję refleksję wzbudzić...ot
                      co.Hehe, cudów się nie spodziewam wink))
                  • haganna Re: ja nie atakuję lecz dyskutuję 13.04.06, 10:27
                    Lilly, rzadko się czyta takie "rewelacje".
                    Wiesz, takie teksty wygłasza mój 70-letni teść i jemu to jeszcze przystoi.
                    Zakładam, że jesteś jeszcze dość młoda. Takie skostniałe, zacofane poglądy są
                    dla mnie po prostu zdumiewające.

                    Jeżeli chodzi o profesorów, to wierz mi, że większości z nich kultury osobistej
                    i etyki brakuje - i to bardzo. Masz w głowie jakiś stereotyp, że profesor, to
                    nie wiadomo kto, jakaś świętość i wyrocznia we wszystkich sprawach - obojętnie,
                    czy związanych z jego dziedziną, czy też nie.

                    Uwagi wygłaszane przez grono profesorskie na temat wystającej bielizny, którą
                    widać przy głębokim skłonie uważam właśnie za brak ELEMENTARNYCH zasad kultury
                    i dobrego wychowania. Gdyby pan profesor był dżentelmenem, to by tych
                    nieszczęsnych stringów nie zauważył, a skoro zauważył i jeszcze do tego głośno
                    i nieuprzejmie skomentował, to znaczy, że jest zwykłym chamem.
                    Tyle wykładu o savoir-vivre.

                    Miłego dnia.
                    • kachwi1 Re: ja nie atakuję lecz dyskutuję 13.04.06, 11:15
                      hm, moim zdaniem, powtarzam - moim zdaniem, w ogóle pokazywanie publicznie
                      bielizny nie jest w dobrym guście. oczywista o ile mogę to zrozumieć u
                      nastolatek na imprezach/w klubach itd., o tyle jest to dla mnie rażące u
                      kobiet, które są mamami, a tym bardziej w dziecięcym szpitalu.
                      jeśli macie ochotę na pokazywanie bielizny - bardzo proszę, nikt wam tego
                      przecież nie zabroni, ale nie miejcie za złe faktu, że komuś się to może nie
                      podobać.
                      • haganna Re: ja nie atakuję lecz dyskutuję 13.04.06, 14:54
                        A co to ma do rzeczy, czy kobieta, która nosi stringi jest matką, czy nią nie
                        jest. Jest przede wszystkim kobietą i jeśli ma co pokazywać, to niech to robi.
                        I co ma do tego dziecięcy szpital?
                        Taka jest teraz moda. Stringi się nosi.
                        Dla mnie to najnormalniejsza rzecz pod słońcem i naprawdę zdumiewa mnie opinia,
                        że stringi zakładają tylko nastolatki na imprezę. Trochę to zabawne...
                        Jestem matką i mam się z tego powodu "umartwiać"? Matronę z siebie robić?
                        A kysz, a kysz. W życiu!
                        • kachwi1 Re: ja nie atakuję lecz dyskutuję 13.04.06, 15:27
                          nie mówiłam nic o "noszeniu" stringów, tylko o ich "pokazywaniu". generalnie o
                          pokazywaniu bielizny. czytaj dokładniej.
                          • haganna Re: ja nie atakuję lecz dyskutuję 14.04.06, 09:23
                            No tak, autorka postu specjalnie pokazuje gronu profesorskiemu jakie to ma
                            zajefajne stringi... Specjalnie ubrała się tak do szpitala, żeby te stringi
                            wszyscy widzieli...
                            To ty czytaj dokładniej zanim wygłosisz jakąś opinię, bo najwidoczniej nie
                            zrozumiałaś o co chodzi.
              • umasumak LLilly 13.04.06, 10:45
                llilly napisała:

                > To nie był atak Margosiu.Ot, zwykły komentarz po prostu, a Ty próbujesz
                > zanegowac jego celność przyjmując pozycję obronną

                Twój komentarz nie był celny, był po prostu małostkowy i upierdliwy, podobnie
                jak większość Twoich wypowiedzi w tym wątku.
                • llilly Re: LLilly 13.04.06, 17:27
                  Śmiem zauważyć, iż logicznie rzecz ujmując- gdyby nie był celny to byś go nie
                  określiła jako "upierdliwy" wink))))))))))
                  • umasumak Re: LLilly 13.04.06, 17:30
                    llilly napisała:

                    > Śmiem zauważyć, iż logicznie rzecz ujmując- gdyby nie był celny to byś go nie
                    > określiła jako "upierdliwy" wink))))))))))

                    Przeciwnie - gdyby był celny, nie określiłabym go jako upierdliwy. Upierdliwy
                    to w przyblizeniu znaczy męczący, nudny, nie zaś celny
                    • llilly Re: LLilly 13.04.06, 18:13
                      "Upierdliwy" nie ma nic wspólnego z "nudnym".A jeśli męczący to celny i to
                      chyba tłumaczenia nie wymaga...smile))))
                      • umasumak Re: LLilly 13.04.06, 20:46
                        llilly napisała:

                        > "Upierdliwy" nie ma nic wspólnego z "nudnym".A jeśli męczący to celny i to
                        > chyba tłumaczenia nie wymaga...smile))))

                        Hmm... męczący? Celny? Zupełnie inny wydźwięk mają te słowa. UPierdliwy jest
                        jak najbardZiej nudny
                        • wegatka Re: LLilly 14.04.06, 09:18
                          Upierdliwy, to inaczej trujący dupę aż do znudzenia. Jednak nie rozumiem, czemu
                          twierdzisz, że to to samo co celny. Dziwna logika.
                          Twoje zdanie może być celne w Twoim mniemaniu, ale inni, z powodu Twojej
                          upierdliwości, wcale nie muszą się do niego przekonać.
                          • llilly Re: LLilly 14.04.06, 11:35
                            Cóż- zamiast sensownych argumentów próba dyskredytacji...niczego więcej się
                            tutaj nie spodziewałam smile)).Pozdrawiam świątecznie.
                            • wegatka Re: LLilly 14.04.06, 12:06
                              Wyjaśnij proszę, z jakiego to niby powodu ogół piszących na forum powinien uznać
                              Twój komentarz za celny? A może lepiej będzie, gdy zaczniesz się wiecej
                              spodziewać po sobie smile
                              Pozdrawiam również.
    • kot_gargamela Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 12.04.06, 14:44
      Nie czytałam wszystkich postoów bo przy niemowlaku to niemożliwesmile) Domyślam
      sie jednak że chodzi o Klinikę Uj w Krakowie?? Skargi nic nie dadzą, mnie
      wyśmiano..
      • margosia.kr Re:Nie było przewracania oczami .... 12.04.06, 18:42
        tylko tekścik -" patrz jaki ładny kolorek bielizny ".
        Życzę Ci llilly byś zawsze, w każdej sytuacji potrafiła być nieskazitelna. By
        nigdy nie wyszło ci ramiączko, kawałeczek majciorków, nie poszło oczko w
        rajstopkach. Byś zawsze była przykładem dobrego wychowania, kultury,
        inteligencji.
        Ojej, chyba ciężko jest w życiu takiemu ideałowi.
        Pozdrawiam - Małgosia
        • llilly Re:Nie było przewracania oczami .... 12.04.06, 19:24
          Małgosiu, moją intencją nie było w najmniejszym nawet stopniu, obrazić Cię lub
          sprawić przykrość.Chciałam jedynie sprowokować głębszą refleksję, pobudzić do
          myślenia.To, co piszę wynika z moich własnych przemyśleń i doświadczeń.
          Życzenia przyjmuję i obiecuję, że będę się starać.
          Pozdrawiam serdecznie-L.
          • monia145 Re:Nie było przewracania oczami .... 12.04.06, 19:38
            Lilly coś Ty taka ugodowa? U spowiedzi byłaś czy co? Wolałam Cie taką jak
            poprzednio( ha, ha). A na poważnie, dołożyłaś Margosi jak nikt inny tutaj, ale
            ja chyba rozumiem co chciałaś przkazać. Gdyby tak odsączyć ten piołun!!!
            Pozdrawiam!
            • llilly Re:Nie było przewracania oczami .... 12.04.06, 20:26
              Nie, nie byłam smile))) ale czekolady podjadłam smile)))) .
              Fajnie, że rozumiesz, naprawdę.A w sztuce odsączania piołunu obiecuję się
              podszkolić wink)))).Pozdrawiam serdecznie i czekam na następne pasjonujące
              dyskusje smile)))))))./L.
      • margosia.kr Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 12.04.06, 18:44
        Dokładnie o Klinikę UJ.
        Pozdrawiam - Małgosia
        • monia145 Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 12.04.06, 18:59
          Ależ Margosiu czy naprawdę nie widzisz, że to co powiedziały naprawdę nie musi
          oznaczać nic złośliwego, krytycznego? Jeśli spod dżinsów wystawały czerwone
          stringi chyba tylko ślepiec nie zwróciłby na to uwagi. ( nie wiem co to był za
          kolor, to tylko przykład). W ogóle temat stringów jest mało twórczy i chyba nie
          trzeba go tak wyolbrzymiać?
          • aleksandrynka Re: Wspomnienia ze szpitala - SZOK !!!!! 12.04.06, 20:38
            no, jak widzisz dla lilly jest bardzo twórczy i wart dysput etyczno-
            filozoficznych, nawet w kontekście samopoczucia czterolatka na oddziale - bo o
            tym miała być dyskusja...
            wink
            • margosia.kr Re: Nie jestem obrażona, tylko... 12.04.06, 22:24
              zrobiło mi się przykro. Zawsze chyba boli ocenianie przez kogoś, kto nie może
              być obiektywny. Kto nas nie zna, nie wie jacy jesteśmy i nie był z nami w danej
              sytuacji. Rozumiem, że każdy ma prawo wyrazić swoje zdanie na forum, ale po co
              od razu atakować drugiego ?
              Robić z niego takiego maluczkiego człowieczka, który pozbawiony jest kultury,
              dobrego wychowania i inteligencji.
              Pobyt w szpitalu nie tylko dla mojego synka był trudnym przeżyciem, dla mnie
              również i myślę, że dla każdej mamy. I nie mam na myśli trudów fizycznych
              ( nocki na krzesełku )tylko psychiczne. Ten lęk o szkraba, żal o jego łzy,
              cierpienie.
              Dobrze, że to poza nami.
              Pozdrawiam - Małgosia
              • latouche Re: Nie jestem obrażona, tylko... 13.04.06, 01:55
                margosia.kr napisała:

                > Pobyt w szpitalu nie tylko dla mojego synka był trudnym przeżyciem, dla mnie
                > również i myślę, że dla każdej mamy. I nie mam na myśli trudów fizycznych
                > ( nocki na krzesełku )tylko psychiczne. Ten lęk o szkraba, żal o jego łzy,
                > cierpienie.
                > Dobrze, że to poza nami.
                > Pozdrawiam - Małgosia
                Malgosiu, wspolczuje Wam przykrego doswiadczenia i zycze duzo zdrowka maluchowi
                i Tobie.
                Ja sama bylam z moim synkiem w Prokocimiu w sierpniu ubieglego roku,
                wyladowalismy tam z ostra biegunka, i byl wtedy w wieku Twojego synka - 4 lata.
                Nie spotkalismy sie z nieuprzejmoscia personelu, moze troche brak empatii -
                kiedy maluch sie skarzyl ze boli reka w ktora byl wkluty wenflon, pani
                powiedziala, ze ma bolec i tyle. Ale bylismy tylko dwa dni, bo potem w badaniu
                kalu wyszla salmonella i przewieziono nas do szpitala Jana Pawla II. NB, tam
                pielegniarka zalozyla nowy wenflon i bolalo mniej.
                aha, nie przejmuj sie komentarzami o stringach w zestawieniu z etyka, to sa
                glupstwa i tanie popisy elokwencji wink Mnie by tez zirytowaly komentarze
                personelu na temat mojego stroju, zwlaszcza ze rodzice koczuja tam w takich a
                nie innych warunkach i raczej nie sprzyja to zachowaniu nienagannie lezacego i
                odprasowanego odzienia.
              • agawamala Re: Nie jestem obrażona, tylko... 13.04.06, 09:11
                Było to kilkanaście lat temu. Mój 8 tygodniowy synek ( a więc znacznie,
                znacznie mniejszy) znalazł się w szpitalu z uwięźniętą przepukliną. W domu
                miałam jeszcze jedno małe, bo 2 letnie dziecko.
                Byłam 8 tygodni po porodzie - miałam prawo być rozchwiana hormonalnie, a
                dodatkowo mocno zestresowana chorobą takiego maleństwa.
                Karmiłam piersią, dziecko ważyło niecałe 2600 ( wcześniak).
                Personel szpitala nie trzymał mnie za rękę, nie cackał się ze mną, ale był
                rzeczowy, FACHOWY I SKUTECZNY.
                Nie robiłam w sali garkuchni.
                Nie domagałam się specjalnego traktowania.
                Wychodziłam z sali w czasie obchodu.
                Zadawalam pytania dotyczące mojego dziecka i otrzymywałam rzeczowe odpowiedzi.
                Nie łapałam lekarzy za rękaw na korytarzu.
                Nie patrzyłam im na ręce - ufałam.
                Nie wzywałam pielęgniarki do przewinięcia mojego dziecka.
                Starałam się, aby moja 5 dniowa obecność na oddziale nikomu nie wadziła.
                Jestem do dziś ogromnie wdzięczna personelowi za jego skuteczność i fachowość.
                I nie pamiętam o czymkolwiek innym. Do głowy mi nie przyszło roztrząsanie co
                było złe, co niewygodne, kto na mnie tak czy inaczej spojrzał.
                • latouche Re: Nie jestem obrażona, tylko... 13.04.06, 09:54
                  > Jestem do dziś ogromnie wdzięczna personelowi za jego skuteczność i fachowość.
                  > I nie pamiętam o czymkolwiek innym. Do głowy mi nie przyszło roztrząsanie co
                  > było złe, co niewygodne, kto na mnie tak czy inaczej spojrzał.
                  Oczywiscie wszystko powyzsze jest bardzo chwalebne. Jednak nie wiem co Twoje
                  doswiadczenia maja wspolnego z doswiadczeniami Malgosi, tym bardziej ze
                  8-tygodniowe dziecko inaczej znosi pobyt w szpitalu niz kilkulatek (dla mojego
                  to byla straszna trauma).
                  A kilkanascie lat temu chyba nie mowilo sie jeszcze tyle o szpitalach
                  przyjaznych dziecku. Ja uwazam ze to fantastyczne ze matka czy ojciec moze byc z
                  dzieckiem w szpitalu, uwazam tez, ze jest to - poza skrajnymi wypadkami
                  upierdliwosci ze strony rodzicow - duze ulatwienie dla personelu, ktoremu odpada
                  spora czesc obowiazkow. W niektorych szpitalach zreszta sie placi za mozliwosc
                  pozostania przy dziecku.
                  Mnie by nigdy nie przyszlo do glowy wyjsc w trakcie obchodu, w koncu mam prawo
                  do informacji na temat mojego dziecka, prawda? Nie rzucam sie lekarzowi pod
                  nogi, nie wpadam w histerie, tylko spokojnie stoje przy lozku i slucham.
                  • anatemka Re: Nie jestem obrażona, tylko... 13.04.06, 10:01
                    wiesz dlaczego rodzice powinni wyjść podczas obchodu? Bo pacjent ma zapisae w
                    prawach prawo do intymności i tajemnicy lekarskiej. Może rodzice innych dzieci
                    nie zyczą sobie abyś wysłuchiwała historii choroby ich dzieci? Nawet jeśli nie
                    maja nic przeciwko temu, to lekarz nie powinien przy tobie opowiadać o innych
                    dzieciach.
                    • latouche Re: Nie jestem obrażona, tylko... 13.04.06, 10:48
                      nie wiedzialam. mnie ani meza o to nie proszono, zreszta w jednym i drugim
                      szpitalu synek dzielil sale z tylko jednym dzieckiem, w Prokocimiu z podobnymi
                      objawami, w szpitalu JPII tez z salmonella. NB w tym ostatnim szpitalu na
                      oddziale zakaznym mozesz co najwyzej zamknac sie w wychodku, bo na korytarz
                      rodzicom nie wolno wychodzic, siedza z dzieckiem w izolatce.
                  • agawamala Re: Nie jestem obrażona, tylko... 13.04.06, 11:42
                    Śmiem twierdzić, że gorzej niż 4 latek, któremu to i owo można wytłumaczyć.
                    Bo jeśli iść dalej Twoim tokiem rozumowania cały ten ruch związany z rooming
                    in, kładzenie po urodzeniu noworodka na piersi matki byłby niepotrzebny, bo
                    dziecko i tak nie pamięta. A jednak nie jest tak do końca.
                    Karmiłam dziecko piersią. Byłam w szpitalu. Nie przeszkadzałam, nie narzucałam
                    się.
                    Niestety, znakomita większość rodziców, być może na skutek stresu, zachowuje
                    się skrajnie upierdliwie. Zdarzały się panie, które wyskakiwały z sali na
                    papieroska i całe śmierdzące wracały do swoich dzieci lub.......nowo poznanych
                    kum. A od przewijania dzieci były pielęgniarki.
                    O stanie mojego dziecka byłam informowana na bieżąco, nie musiałam asystować
                    badaniu innych dzieci. Uważam, że obecność w tym czasie na sali to skrajny brak
                    delikatności, żeby nie powiedzieć chamstwo.
                    • latouche Re: Nie jestem obrażona, tylko... 13.04.06, 13:10
                      agawamala napisała:

                      > Śmiem twierdzić, że gorzej niż 4 latek, któremu to i owo można wytłumaczyć.
                      no tak, ale ja z kolei smiem twierdzic ze noworodek swój stres może wyrażać
                      tylko płaczem, a nie wierzganiem, płaczem, czy zamierzaniem się na mamę. Tym
                      samym nie daje personelowi pola do nieprzychylnych mamie i dziecku komentarzy.
                      To tyle na temat niekompatybilnosci Twoich doswiadczen z tymi Malgosi.
                      • agawamala Re: Nie jestem obrażona, tylko... 13.04.06, 13:49
                        Tak, nasze doświadczenia są zgoła różne. Inny mamy stosunek do personelu, i co
                        się z tym wiąże- personelu do nas.
                        Dlaczego moje dzieci , w wieku 3,4 lat, nie reagowały wrzaskiem na bialy
                        fartuch?
                        Dlaczego nie wierzgały w czasie szczepie?
                        Dlaczego nie ryczały u dentysty?
                        I dlaczego nie spotkałam się z nieprzychylnymi komentarzami pod swoim i dzieci
                        adresem?
                        Czyżbym na swojej drodze spotkała tylko aniołów w ludzkiej skórze? Nie sądzę.
                        Po prostu zachowywałam się normalnie i tego samego wymagałam od dzieci. Nie
                        domagałam się specjalnego traktowania, nie byłam roszczeniowa, wściekła.
                        Potrafiłam powiedzieć i przepraszam i dziękuję. Traktowałam personel z
                        szacunkiem i oni mnie też.
                        • umasumak Re: Nie jestem obrażona, tylko... 13.04.06, 14:07
                          Jest pewna różnica między stresem podczas szczepienia, a stresem podczas
                          hospitalizacji. Energiczny czterolatek, który nie jest obłoznie chory, kiedy
                          nie są mu stworzone optymalne warunki przebywania w szpitalu, będzie reagował
                          wierzganiem, krzykiem i agresją.
                          To normalne, że czteroletnie dziecko, w takiej sytuacji odreagowuje.

                          Chwała Ci za to, że nie byłaś roszczeniowa, nie domagałaś się specjalnego
                          traktowania swoich dzieci. Jestem jednak pewna, ze jeśli pani szczepiąca
                          powiedziałaby, do Twojego syna czy córki, że mają nie płakać podczas
                          szczepienia, bo inaczej mamusia odda je do domu dziecka albo zostawi na noc w
                          przychodzi, to byś zareagowała. No chyba, że popierasz takie metody.
                          Poza tym, nawet, jeśli matka zachowuje sie w stosunku do personelu niewłaściwie
                          (a z postu Margosi to nie wynika, wręcz przeciwnie, pisała, że bała sie zwrócić
                          komukolwiek uwagę, wiec gdzie tu postawa roszczeniowa?), to personel nie ma
                          prawa odgrywać sie za to na dziecku.
                          • isma Re: Nie jestem obrażona, tylko... 13.04.06, 14:22
                            E, zaraz, zaraz, Uma, nadinterpretujesz. To nie bylo chyba tak, ze dziecko
                            autorki watku dostalo ataku histerii BO ktos z personelu je postraszyl
                            zostawieniem przez mamusie (co, samo w sobie, jest naganne, i tu sie zgadzam).

                            Autorka watku raczej wskazywala, ze dziecko jest energiczne, zle znosilo
                            uwiezienie w sali, co wiecej, ona podzielala te frustracje (!) itp. Co, jak
                            wiele osob tu pisalo, akurat wcale nie musialo wynikac ze zlej woli personelu,
                            wprost przeciwnie, wlasnie ze staran o "zapewnienie optymalnych warunkow" -
                            leczenia, a nie zabawy i wypoczynku. Oczywiscie, idealem byloby, gdyby dalo sie
                            zapewnic jedne i drugie, ale skoro mizeria sluzby zdrowia na to nie pozwala, to
                            wydaje mi sie, ze jednak priorytetem jest leczenie...

                            I jeszcze raz powtorze - charakter dziecka nie ma tu decydujacego znaczenia.
                            MOZNA opanowac czterolatka w szpitalu. Mozna przez wiele miesiecy i wiele
                            bolesnych zabiegow (nie kilkuminutowe szczepienie czy kilkudobowy pobyt
                            diagnostyczny). Mozna, nawet do zalozenia 19 z kolei wenflonu w ciagu 30 dni.
                            Ale trzeba chciec.
                            • ciociacesia Re: Nie jestem obrażona, tylko... 13.04.06, 14:26
                              "Cały czas myślę, czy to ja jestem szurnięta, czy trafiłam na szurnięty
                              personel oddziału. Począwszy od dietetyczki na pani ordynator skończywszy.
                              Dzieci za każde, nawet najmniejsze nieposłuszeństwo słyszały : no mamusia cię
                              zostawi, pojedzie do domku, a ty tu będziesz mieszkał, zostaniesz z nami i
                              już. Słowa te były kierowane do dzieci w wieku 3,4,5 lat. Oczywiście był ryk.
                              Zero uśmiechu, sympatycznego, ciepłego głosu. Wszystko sztywne i służbowe."

                              ja to odczytałam podobnie jak uma
                              • isma Re: Nie jestem obrażona, tylko... 13.04.06, 14:58
                                "dzieci", owszem. Ale o swoim dziecku autorka watku pisze:

                                Mój syn bardzo ciężko zniósł pobyt. Jest dzieckiem energicznym, żywiołowym,
                                lubiącym ruch i przestrzeń. Zamknięcie w sześciosobowej sali, bez możliwości
                                jej opuszczania było dla niego koszmarem (dla mnie też ). Dosadnie wyrażał
                                swoje niezadowolenie. Był bardzo uparty i niezbyt skłonny do współpracy.

                                Slowa nie ma o tym, ze histerie wywolala jakas odzywka personelu.
                                • ciociacesia Re: Nie jestem obrażona, tylko... 13.04.06, 15:04
                                  moze to rzeczywiscie zbyt daleko posunięte wnioski, ale zrozumiałam to tak, ze
                                  histeria wzieła sie z ogólnego stresu spotęgowanego tez takimi odzywkami, ale ja
                                  sie nie znam w szpitalu byłam na razie tylko w odwiedzinach
                                  pozdrawiam
                            • umasumak Re: Nie jestem obrażona, tylko... 13.04.06, 15:06
                              Nie zgadzam się, to nie jest nadinterpretacja. Dzieci za KAŻDY przejaw
                              niesubordynacji były straszone przez personel. Ogólnie była niemiła atmosfera
                              na oddziale, która nie sprzyja leczeniu. Nie chodzi o super warunki lokalowe,
                              ale ciepło i życzliwość ze strony personelu. Jeśli taki czterolatek tego nie
                              ma, to nie będzie dobrze znosił żadnych zabiegów, to chyba oczywiste. NIe
                              wymagajmy od dziecka cudów, jeśli personel, który składa sie przecież z samych
                              dorosłych osób, nie jest w stanie sie powstrzymać od uszczypliwości, za to
                              świetnie wsprzymuje się z okazywniem wszelkich przejawów empatii. Na litość!
                              Lekarz to nie tylko zawód, lecz także powołanie. Pielęgniarka podobnie.
                              • agawamala Re: Nie jestem obrażona, tylko... 13.04.06, 15:11
                                Jeżeli wobec lekarzy i pielęgniarek rodzice zachowują się w sposób niegrzeczny,
                                arogancki, roszczeniowy, złośliwy, sąniesubordynowani, straszą dzieci,
                                wprowadzają histerię- to trudno się dziwić, żeby zachowywali się idealnie. To
                                też są ludzie.
                                A rozwrzeszczany i niereagujący na polecenia 4 latek może wyprowadzić z
                                równowagi nawet najspokojniejszego.
                                Lekarze oprócz znoszenia humorów dzieci i rodziców mają przee wszystkim dobrze
                                i skutecznie leczyć.
                                • umasumak Re: Nie jestem obrażona, tylko... 13.04.06, 15:17
                                  agawamala napisała:

                                  > Jeżeli wobec lekarzy i pielęgniarek rodzice zachowują się w sposób
                                  niegrzeczny,
                                  >
                                  > arogancki, roszczeniowy, złośliwy, sąniesubordynowani, straszą dzieci,
                                  > wprowadzają histerię- to trudno się dziwić, żeby zachowywali się idealnie. To
                                  > też są ludzie.

                                  A gdzie Margosia napisała, że rodzice zachowywali sie w ten sposób wobec
                                  personelu? Masz jakieś doświadczenia sprzed kilkunastu lat i usiłujesz znaleźć
                                  analogie. Znam tamtejszy szpital, znam opinie na jego temat.
                                  W tamtym szpitalu nie miałabyś prawa wogóle przebywać ze swoim wcześniakiem na
                                  oddziale. Tak było jescze 2 lata temu, a co dopiero kilkanaście lat wstecz.

                                  > A rozwrzeszczany i niereagujący na polecenia 4 latek może wyprowadzić z
                                  > równowagi nawet najspokojniejszego.

                                  Ja odczytałam, że ten czterolatek był rozwrzeszczany chłopczyk zachowywał sie
                                  tak, ponieważ nie był odpowiednio traktowany.

                                  > Lekarze oprócz znoszenia humorów dzieci i rodziców mają przee wszystkim
                                  dobrze
                                  > i skutecznie leczyć.

                                  I znowu skąd poglad, że lekarze musieli znosić humory Margosi? Przecież
                                  napisała wyraźnie, że była tak zestresowana, że nie miała odwagi zwracać
                                  lekarzom uwagi?
                                  • agawamala Re: Nie jestem obrażona, tylko... 13.04.06, 15:33
                                    Jeżeli rodzice są cacy, a personel be - i są na to dowody to jest caly szereg
                                    możliwości złożenia skargi.
                                    Dlaczego tego nie robicie?
                                    Dlaczego wybieracie właśnie ten szpital?
                                    Dlaczego nie rozmawiacie z kierownikiem kliniki?
                                    Bardzo łatwo wypisywać żale w internecie, trudniej działać. A trudniej,
                                    dlatego, że trzeba mieć dowody, na winę personelu i pewność co do własnego , co
                                    najmniej poprawnego, zachowania.
                                    Z tego co piszecie jest to szpital uniwersytecki, a więc w drastycznej sytuacji
                                    należy złożyć skargę na ręce rektora- dlaczego zatem milczycie?
                                    • umasumak Re: Nie jestem obrażona, tylko... 13.04.06, 15:42
                                      Też o tym pisałam parę postów wyżej. Ja osobiście nie miałam dzieci w tamtym
                                      szpitalu, w żadnym zresztą do tej pory, poza oddziałem polóżniczym prze kilka
                                      dni po urodzeniu. Gdyby sytuacja bezpośrednio dotyczyła mnie i moich dzieci, to
                                      znając siebie, zareagowałabym.
                          • agawamala Re: Nie jestem obrażona, tylko... 13.04.06, 15:02
                            Zacznę od końca- nie popieram straszenia dzieci, nigdy tego sama nie robiłam.
                            Nie popieram także takiego wychowania bezstresowego tzn. takiego, że dziecku
                            wszystko wolno, może do woli wierzgać nogami, krzyczeć, gryść, nie respektować
                            praw innych i...wszystko jest ok.
                            Dziecko ma prawo do szacunku, ale musi także szanować innych. Chorych kolegów,
                            personel szpitala. Jeżeli o pielęgniarce matka mówi np. ta wiedźma ( nie
                            twierdzę, że tak było w opisnym przypadku) to dziecko zareaguje histerycznie.
                            Jeżeli powie spokojnie i rzeczowo, że ta pani musi pobrać krew( założyć
                            wenflon, zrobić zastrzyk.........), będzie chwilę bolało, ale tylko moment.
                            Jesli dziecko ma zaufanie do matki i nie było nigdy przedtem straszone służbą
                            zdrowia- nie będzie wrzeszczało.
                            A optymalne warunki - wiesz chyba z jakimi trudnościami boryka się polska
                            służba zdrowia. Stale niedofinansowana, wszyscy są zmęczeni, zabiegani.
                            Mówienie w tej sytuacji o optymalnych warunkach jest śmieszne.
                            Optymalne warunki będzie miał człowiek w prywatnej klinice, ale to, niestety,
                            kosztuje. Póki jest leczony w ramach składki ubezpieczeniowej nie ma co na nie
                            liczyć.
                            Szpital rządzi się specyficznymi prawami. Ograniczenia, ból, stres, poczucie
                            uzależnienia od innych, lęk, bezradność. I tu własnie czarno na białym wychodzi
                            jaki człowiek jest naprawdę. Tu raczej nie ukryje się agresji, złego
                            nastawienia do świata, braku kultury, złego wychowania, chamskich nawyków.
                            Wyjdą. I u dziecka i u rodziców.
                            Zapewniam, że jeśli 4 latek nie ciska przedmiotami w domu, nie dostaje ataków
                            histerii , nie jest przekonany, że świat wiruje wokół niego - dostosuje się do
                            szpitala. Jeśli w domu akceptowane są takie zachowania, w miejscu, w którym nie
                            czuje się pewnie odezwą się one w zwielokrotnionym stopniu.
                            • umasumak Oj wiem 13.04.06, 15:08
                              z jakimi problemami boryka sie słóżba zdrowia. Co nie znaczy, że nie powinno
                              ich być stać na życzliwosć wobec chorego dziecka
                              • agawamala Re: Oj wiem 13.04.06, 15:13
                                Napisałam wyraźnie - o optymalnych warunkach nie ma mowy w dzisiejszej sytuacji
                                służby zdrowia.
                                Natomiast trzeba by być na miejscu i widzieć co się dzieje tak naprawdę, aby
                                odsądzać od czci i wiary personel a gloryfikować matki i dzieci.
                                • umasumak Re: Oj wiem 13.04.06, 15:29
                                  agawamala napisała:

                                  > Napisałam wyraźnie - o optymalnych warunkach nie ma mowy w dzisiejszej
                                  sytuacji
                                  >
                                  > służby zdrowia.
                                  > Natomiast trzeba by być na miejscu i widzieć co się dzieje tak naprawdę, aby
                                  > odsądzać od czci i wiary personel a gloryfikować matki i dzieci.

                                  Przepraszam, nie doczytałam. Co nie zmienia faktu, że życzliwość ze strony
                                  persolelu jest warunkiem poczucia bezpieczeństwa dzieci i ich rodziców. Bo
                                  trzeba przecież jasno powiedzieć, że rodzice w warunkach szpitalnych, gdy na
                                  niewiele mają wpływ, też tracą pewność siebie.
                                  Co do reszty, to tyle złego słyszałam o sposobie podejścia do pacjenta w
                                  tamtejszej klinice, że słowom Margosi wierzę.
                                  • agawamala Re: Oj wiem 13.04.06, 15:38
                                    W dalszym ciągu podtrzymuję pytanie- dlaczego, jeśli jest tak źle, nic nie
                                    robicie?
                                    Jest wolny wybór szpitala, lekarza, Kraków jest dużym miastem - nie wierzę, aby
                                    nie było nigdzie życzliwego oddziału.
                                    I jeszcze jedno - na co rodzice mają mieć wpływ? Na sposób leczenia? Na
                                    warunki? Wielu pewnoci siebie nie brakuje a jeśli już to pokrywają to krzykiem
                                    i agresją. Z fizyki zaś wiadomo, że akcja budzi reakcję, więc koło się zamyka.
                                    • umasumak Re: Oj wiem 13.04.06, 15:51
                                      agawamala napisała:

                                      > W dalszym ciągu podtrzymuję pytanie- dlaczego, jeśli jest tak źle, nic nie
                                      > robicie?

                                      Na to odpisałam wyżej.

                                      > Jest wolny wybór szpitala, lekarza, Kraków jest dużym miastem - nie wierzę,
                                      aby
                                      >
                                      > nie było nigdzie życzliwego oddziału.

                                      Jest to jedyny szpital w Krakowie, gdzie oferują odpowiedni sprzęt i siłę
                                      fachową. To trzeba przyznać, że są tam najlepsi fachowcy.

                                      > I jeszcze jedno - na co rodzice mają mieć wpływ? Na sposób leczenia? Na
                                      > warunki?

                                      Rodzice w szpitalu powinni być rzecznikami praw swojch dzieci. Tak jest zasada.
                                      Powinni też pomagać i czuwać nad tym, aby dostatecznie przykre same w sobie
                                      zabiegi były wykonywane w sposób delikatny i w przyjaznej atmosferze. Powinni
                                      mieć wpływ na to, jakiego rodzaju i czy wogóle powinno sie podawać ich dzieciom
                                      środki uspakajające. Niestety nie zawsze mają taką możliwość. Personel
                                      niektórych szpitali traktuje te prawa rodziców, jak zwykłe fanaberie. Traktuje
                                      ich z wyższością. Twierdzę, że to może budzić agresję. U mnie spowodowałaby
                                      zapewne działanie w kierunku wyegzekwowania praw mojego dziecka i moich. U
                                      innych, mniej przedsiębiorczych, może budzić bezradność, a od tej już niedaleko
                                      do agresji. POzdr

                                      Wielu pewnoci siebie nie brakuje a jeśli już to pokrywają to krzykiem
                                      >
                                      > i agresją. Z fizyki zaś wiadomo, że akcja budzi reakcję, więc koło się zamyka.
                                      • isma Re: Oj wiem 14.04.06, 08:48
                                        Z tym, ze jest to jedyny szpital, oferujacy odpowiedni sprzet i sile fachowa,
                                        nie do konca sie zgadzam. Owszem, jedyny, jesli idzie o transplantacje skory
                                        albo rozdzielanie blizniat syjamskich. Byc moze najlepszy, jesli dziecko wymaga
                                        pobytu na intensywnej terapii, wspomagania oddychania czy dojelitowego
                                        karmienia. Ale jesli chodzi o kilkudniowe, banalne infekcje drog odechowych, to
                                        zupelnie spokojnie mozna sobie wybrac sposrod trzech czy czterech placowek
                                        odpowiednia. Jesli tylko dziecko nie wymaga przewiezienia erka na sygnale, to
                                        jakakolwiek odleglosc dojazdu nie powinna stanowic problemu.

                                        Przez przypadek tez jestem z Krakowa wink)) i o ile bym nie polecala szpitala
                                        przy Strzeleckiej, z uwagi zreszta glownie na fatalnie warunki lokalowe (np.
                                        osmioosobowe sale, lazienka dla rodzicow - w ktorej takze np. oproznialo sie
                                        nocniki - w suterenie, niemoznosc przechowywania przez rodzicow rzeczy
                                        osobistych na salach), a takze, ekhem, nieliczny i dosc milkliwy personel oraz
                                        oszczednosci na badaniach diagnostycznych, o tyle z pobytu na oddziale
                                        dzieciecym w szpitalu Narutowicza jestem zadowolona, i spokojnie moglabym
                                        polecac - o ile, oczywiscie, ktos nie jest zbyt przeczulony na punkcie wlasnych
                                        relacji z personelem, bo co jak co, ale dosadnie skomentowac niektore kwestie -
                                        w cztery oczy z rodzicem - pani ordynator potrafi, oj potrafi (a oprocz tego
                                        jest absolutnie genialnym lekarzem wink)).
                                        • umasumak Re: Oj wiem 14.04.06, 12:18
                                          isma napisała:

                                          Jesli tylko dziecko nie wymaga przewiezienia erka na sygnale, to
                                          > jakakolwiek odleglosc dojazdu nie powinna stanowic problemu.

                                          Autorak dosć jasno określiła, że dziecko miałob problemy z oddychaniem, a
                                          klinika była najbliżej.
                                          >
                                          >
                            • latouche Re: Nie jestem obrażona, tylko... 14.04.06, 11:10
                              agawamala napisała:
                              > Jeżeli powie spokojnie i rzeczowo, że ta pani musi pobrać krew( założyć
                              > wenflon, zrobić zastrzyk.........), będzie chwilę bolało, ale tylko moment.
                              > Jesli dziecko ma zaufanie do matki i nie było nigdy przedtem straszone służbą
                              > zdrowia- nie będzie wrzeszczało.
                              Wyobraź sobie, że moje - czteroletnie - mimo wszystko wrzeszczało. I to przy
                              każdym zakładaniu wenflonu - mimo tłumaczenia, spokoju i opanowania ze strony
                              personelu i rodzica który mu towarzyszył. Wrzeszczało ponieważ a) boi się igieł,
                              b) bolało go - co z tego że przez moment? wrzeszczało też przez moment. W
                              szpitalu nie biegał i nie szalał, ale głównie dlatego że był bardzo osłabiony.
                              Ja w sumie miałam same dobre doświadczenia w obydwóch szpitalach gdzie Daniel
                              leczył się jak dotąd jedyny raz w życiu. Ale miałam szczęście trafić na życzliwe
                              i uprzejme osoby - a może związek z tym miał fakt że towarzysząc mu byłam w
                              widocznej już ciąży z drugim dzieckiem?
                              BTW, jak tam noga? widzę że nie wróciłaś jeszcze do pracy...
                              • agawamala Re: Nie jestem obrażona, tylko... 14.04.06, 13:31
                                Znów zacznę od końca- gipis zdjęty, do pracy po świętach.
                                Może dlatego, że moje dzieci miały od urodzenia do czynienia ze służbą zdrowia
                                ( tata lekarz, babcia dentystka) , widok wnnflonów, strzykawek, wierteł
                                stomatologicznych itp, był dla nich chlebem codziennym ( syn nawet pokaleczył
                                córce dziąsła "oglądając" zęby i "badając" je zgłębnikiem - wiek ok. 4-5 lat)
                                nigdy nie miałam problemów z płaczem czy trudnościami ze zrobieniem
                                jakiegokolwiek zabiegu.
                                Może dlatego nie jestem obiektywna................................
                                Wesołych Świąt @@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@
                                • latouche Re: Nie jestem obrażona, tylko... 14.04.06, 14:11
                                  To rzeczywiscie Twoje dzieci sa oswojone ze sprzetem i personelem medycznym
                                  smiledla mojego Daniela szpital byl okropna trauma, jeszcze dlugo potem mial
                                  koszmary w nocy. Na szczescie - tfu, tfu - obaj malo choruja.
                                  No i wzajemnie, wesolych swiat. I zdrowka smile
    • umasumak Co do Klinik Uniwersyteckich w Krakowie 13.04.06, 10:58
      Mówie o zarówno o tej na Kopernika jak i i w Prokocimiu. Nie kwestionuje
      fachowości tamtejszego personelu. Ale niestety, jeśli chodzi o podejście do
      pacjantów, to pozostawia on dużo do życznia. Opinia Margosi nie jest
      odosobniona, krytyczne uwagi słyszałam już nie raz i to od ludzi, którzy
      naprawdę nie maja w zwyczaju "czepiać się" bezpodstawnie. Tyle że wątpie, iż
      przedstawiciele tych klinik czytują forum i wyciągają jakieś wnioski z tego
      tytułu. Moim zdaniem dobrze by było, obok dania upustu zrozumiałamu żalowi na
      tym forum, kierować swoje uwagi do władz tych szpitali. Pozdr.
      • margosia.kr Re: Ochrona praw pacjenta - ... 13.04.06, 11:10
        lekarze też powinni o niej pamiętać, a nie na cały głos pytać mamy, czy
        przypadkiem nie zauważyła, że jej dwuletni synek odbiega w rozwoju od
        rówieśników. Głupio się czułam, że to słyszałam, żal mi było mamy, która
        również źle się poczuła, bo nawt jakby tak było, to co to obchodzi panią X CZY
        Y. Obecność rodziców przy obchodzie była przez personel pożądana.
        Szkoda tylko, że wszelkie uwagi niekoniecznie dotyczące przebiegu choroby były
        wyrażane w obecności innych rodziców. Jakoś personel zapomniał o ochronie praw
        pacjenta.
        Pozdrawiam - Małgosia
        • anatemka Re: Ochrona praw pacjenta - ... 13.04.06, 11:19
          zgadzam się z toba, prawa pacjenta , i dziecka i dorosłych, nie sa respektowane
          dość często. Od pacjentów zalezy, czy to sie zmieni.
          Na zachodzie gdyby dorosły był rozebrany i badany na ogolnej sali, szpital
          zapłaciłby mu odszkodowanie. U nas nikt sobie z tego nic nie robi. Mam
          nadzieje, że to sie zmieni.
          • monia145 Re: Ochrona praw pacjenta - ... 13.04.06, 13:58
            A jak to wygląda na zachodzie? Pacjenci leżą na ogólnej sali a badani są w
            specjalnych odosobnionych miejscach? Jeśli tak to chyba u nas to nie przejdzie
            z racji braku odpowiednich warunków lokalowych. Zresztą nie popadajmy w
            paranoję, szpitale dla dorosłych są wyposażone w parawany, zawsze można
            skorzystać. Natomiast chyba nikt nie widzi nic zdrożnego w rozbieraniu
            kilkulatka w sali? Albo niemowlęcia?
            • margosia.kr Re: Jestem osobą spokojną, .... 13.04.06, 21:37
              cierpliwą, nie szukającą zwady. Starałam się być jak najmniej kłopotliwym
              rodzicem. Nie wyrażałam swoich oczekiwań, żali, niezadowolenia. Przepraszałm po
              kilka razy, gdy mój syn nie wypił w określonym przedziale czasowym kubeczka
              herbaty. Musiałam się tłumaczyć dlaczego zjadł jedną, a nie dwie kromeczki na
              śniadanie. Ze spokojem słuchałam słów niezadowolenia ze strony pani
              dietetyczki, a mój synek wysłuchał jak będzie miał powbijane igły z rureczkami
              przez które będzie szło picie do brzuszka.
              Zresztą nie on jeden słuchał.
              Nie miałam wielkich i wygórowanych oczekiwań, tylko troszkę więcej zrozumienia,
              sympatii, łagodności dla dziecka które znalazło się w trudnej dla siebie
              sytuacji.
              Jeszcze jedno. Myślę, że każda mama źle znosi pobyt dziecka w szpitalu. Nie ma
              bowiem w tej sytuacji żadnego powodu do radości.
              Pozdrawiam - Małgosia
              P.S
              Dlaczego ten szpital, bo był najbliżej, a dziecko miało trudności w oddychaniu.
              • monia145 Re: Jestem osobą spokojną, .... 13.04.06, 21:47
                Małgosiu ja wszystko jestem w stanie spróbować sobie wyobrazić, ale doprawdy w
                ciężkie zdumienie wprawia mnie Twoja bezwolność i brak instynktu
                samozachowawczego- jak można tłumaczyć się z tego, że dziecko zjadło jedna
                kanapkę zamiast dwóch!!!!!!!!! I Ty dziwisz się, że rodzice w tym szpitalu są
                traktowani jak stado owiec, którym można wszystko powiedzieć? Ja zupełnie nie
                zgadzam się z Twoim podejściem- należy wyrażać swoje - uzasadnione- żale,
                pretensje, niezadowlenie. Nie można przecież bezustannie wszystnich
                przepraszać, mam wrażenie , że za chorobe dziecka i pobyt w szpitalu też
                powinnaś przeprosić !!!!!!!!!!!!
              • agawamala Re: Jestem osobą spokojną, .... 14.04.06, 09:49
                Aż mi się nie chce wierzyć w ten post.
                Nikt o zdrowych zmysłach nie przeprasza(sic), że dziecko zjadło kanapkę, pół
                kanapki czy nie zjadło żadnej.
                Nikt nie przeprasza, że nie wypiło herbaty. Natomiast POWINNO SIĘ POINFORMOWAĆ,
                ŻE DZIECKO PIJE MNIEJ BO JEST TO WAŻNE Z PUNKTU WIDZENIA LECZENIA.
                Nie bardzo też wyobrażam sobie, że z jednej strony dziecko zachowywało się tak
                jak opisujesz w poście inicjującym wątek, a z drugiej strony spokojnie słuchało
                opowieści o wbijanych do brzuszka rureczkach.
                Podejrzewam, że prawda wyglądła tak: zarówno Ty jak i Twój synek źle
                znosiliście pobyt w szpitalu ( co jest rzeczą zrozumiałą). Dziecko jest żywe,
                ruchliwe, więc gdy poczuło się lepiej zaczęło zachowywać się w sposób
                żywiołowy - biegać, rozrzucać zabawki itp. To co może robić na co dzień W DOMU.
                Jednak W SZPITALU ze względu na inne chore dzieci takie zachowanie jest
                niedopuszczalne. Ktoś zwrócił uwagę. Być może ( jako osoba spokojna) nie
                zareagowałaś, ale poczułaś złość ( jak ktoś może zwracać uwagę Twojemu CHOREMU
                DZIECKU). dZIECKO WYCZUŁO PODDENERWOWANIE ( WSZAK WIEMY JAKIM ZNAKOMITYM
                BAROMETREM SĄ DZIECI)i zaczęło zachowywać się w sposób nieznośny.
                I to, co tolerują rodzice, czasem wręcz szczęśliwi jakie to mają dzielne i
                mądre dziecko, niekoniecznie muszą tolerować obcy ludzie, którzy mają na głowie
                nie jedno a 20 małych pacjentów często w stanie zagrożenia życia.
                Przypuszam, że doszło do zatargu z dietetyczką, i wierzę w jej uszczypliwe
                uwagi.
                Być może Twój syn "dał popalić" wszystkim na oddziale i stąd uszczypliwa uwaga
                na temat stringów.
                Nie sądzę, żebyś robiła w sposób zamierzony wystawę własnej bielizny.
                Każdy medal ma dwie strony. Nigdy wina nie jest tylko szpitala lub tylko
                pacjenta. Jeśli zaś stosunki układają się dobrze także mają w tym udział obie
                strony.
                Wylewasz żale na forum, publicznie ( i anonimowo) oskarżasz szpital, i jego
                pracowników, ale DLACZEGO NIE ZROBISZ TEGO OFICJALNIE PISZĄC STOSOWNĄ SKARGĘ,
                PRZYTACZAJĄC FAKTY I PODPISUJĄC SIĘ WŁASNYM NAZWISKIEM?
                Wtedy być może strona oskarżona też dorzuciłaby coś od siebie co nieco
                zmieniłoby obraz. Pamiętaj, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia!!!!!
                • margosia.kr Re: Wyjaśniając ... 14.04.06, 12:01
                  Może faktycznie brak mi piatej klepki smile
                  Ale właśnie przepraszałam, bo za każdym razem słyszałam - I dlaczego on nie
                  zjadł ? Tak nie może być żeby dziecko tak jadło ....itd.
                  Syn faktycznie jest niejadkiem.
                  Słów o igłach i rureczkach słuchał nawet nie tyle w spokoju, co totalnym
                  przerażeniu.
                  Syn w szpitalu zachowywał się spokojnie ( oczywiście pomijając ową histerię ),
                  nie biegał, nie skakał, nie krzyczał. Owszem płakał i sprawiał trudności
                  podczas badań przez panią ordynator i właśnie wtedy słuchał jaki jest
                  niegrzeczny. Bywało, że schował się pod łóżko i trzeba było dłuższej perswazji,
                  by wyszedł.
                  Dziwny jest fakt, że zabiegom pielęgniarskim poddawał się bez oporu, ale
                  większość z pań pielęgniarek była serdecznie uśmiechnięta, potrafiła pogłaskać,
                  okazać zainteresowanie zabawką. I chyba właśnie w tym tkwi ich sukces.
                  Strzykawy stawały się niestraszne.
                  Co do wylewania żali, to myślę, że niejedna z nas to tutaj robi. Są żale na
                  partnerów, dzieci, szefów itp. ja pożaliłam się na personel oddziału. Myślę, że
                  nie jestem pierwsza i ostatnia.
                  Pozdrawiam - Małgosia
                  • monia145 Re: Wyjaśniając ... 14.04.06, 14:14
                    Dzisiaj napisałaś, że synek w szpitalu zachowywał się spokojnie, wyłączając tę
                    jedna histerię. Wybacz, ale czytając poprzednie Twoje posty odniosłam inne
                    wrażenie. Coś się chyba nie zgadza! Ktoś napisał tu , że punkt widzenia zależy
                    od miejsca siedzenia i to chyba prawda- na świeżo po wyjściu ze szpitala grały
                    chyba w Tobie jeszcze emocje, być może słuszne, którym dałaś upust na forum, a
                    teraz w miarę upływu czasu problem się zaciera i zaczynaqsz dostrzegać te
                    odcienie w zachowaniach ludzkich
              • latouche Re: Jestem osobą spokojną, .... 14.04.06, 11:18
                margosia.kr napisała:
                > P.S
                > Dlaczego ten szpital, bo był najbliżej, a dziecko miało trudności w oddychaniu.
                Małgosiu, chyba mieszkamy dość blisko siebie smile
                Ja akurat nie miałam tam jakichś szczególnie złych doświadczeń w trakcie pobytu
                małego w szpitalu, za to fatalnie wspominam wizyty w przychodniach
                specjalistycznych: ortopeda (3 godziny czekania z dwuletnim dzieckiem, 4 minuty
                wizyta przy czym pan przez pół tego czasu i tak oglądał zdjęcie rtg innego
                dziecka i ogólnie nas olewał), dermatolog (megakolejki i nieuprzejmość pani dr,
                która wszakże jest bardzo uprzejma przyjmując w prywatnej przychodni w Rynku) i
                radiolog (usg stawów biodrowych, bardzo nie polecam zwłaszcza odpłatnie).
                • margosia.kr Re: Skąd ja to znam ... 14.04.06, 12:21
                  podobne doświadczenia mam z laryngologii smile
                  Pani doktor szybka, konkretna, zdecydowana, ale dzieci się jej boją. W tej
                  swojej żywiołowości zapomina, że ma przed sobą małego pacjenta, dla którego
                  wkładanie metalowj szpatułki i lusterka głęboko do gardła może być niemiłym
                  przeżyciem. Przy tym oczywiście brak uśmiechu, odrobiny zainteresowania. Taka
                  taśmówka, byle szybko bez zbędnego rozdrabniania się. Ale Instytut z tego
                  słynie. Chyba, że jest to lekarz na stażu, to owszem on jest prawie ideałem,
                  albo choroba naszego dziecka, jego leczenie może podnieść prestiż szpitala.
                  Moja opinia nie jest odosobniona.
                  Wczoraj miałam przyjemność być u owej pani doktor, w mojej rejonowej przychodni.
                  Doznałam szoku. Pani doktor przywitała nas szerokim uśmiechem, z uwagą słuchała
                  w jakim celu przyszliśmy, rozmawiała z synkiem, zaznajomiła ze sprzętem, który
                  musi wsadzić mu do buzi. Byłam bardzo, bardzo zaskoczona. Wyczerpująco
                  odpowiedziała na wszystkie moje pytania.
                  W szpitalu nie ma o tym co myśleć, czeka się do niej w kolejce średnio ok.
                  trzech godzin, w przychodni zostałam przyjęta o godzinie na którą byłam
                  zapisana.

                  Pozdrawiam - Małgosia
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka