przed ślubem mój mąż chciał miec jedno dziecko, potem to ja go przekonałam,
ze lepiej dwójkę, ze lepiej się chowają, bawią i jak rodziców zabraknie to
jest ich dwóch a nie jedno samo itp. Mąż dał się przekonać i do dziś chce
mieć drugie dziecko. Ustalalismy ze najlepsza różnica to 2 lata między
dziećmi. Nasza córa ma teraz 15 miesięcy. Więc teraz wypadałoby 'zrobić"
drugiego brzdąca, żeby były te dwa lata róznicy. Jeszcze dwa miesiące temu
bardzo tego chciałam, a teraz jak czytam na forum, a to ze ktoś ma zagrożoną
ciąże i co wtedy ze starszym dzieckiem? A to ze mama dwójki małych nie daje
rady. Już sama nie wiem. Wczoraj zapytałam się męża, czy napewno chce teraz
tego drugiego dziecka. Obużył się! Usłyszałam, ze chcę iść na łatwiznę. A tak
szczerze mówiąc, w domu mąż nic mi nie pomaga i podejmując decyzję o drugim
dziecku wiem, ze nadal nie bedzie pomagać. Nie chcę teraz wracać do pracy, bo
bym musiała oddać mała do żlobka. I dlatego ustalalismy kiedyś, ze najpierw
poświęce czas na dzieci a potem na karierę

Ten czas siedzenia w domu z
jednym dzieckiem mogłabym poświęcic takze drugiemu. A wtedy dwa brzdące
odchowane i mogę iść do pracy jak obydwa pójdą do przedszkola.
Dziewczyny ja się poprostu zaczęlam bać, ze nie dam sobie rady z dwójką
dzieci ( a mieszkamy na 4 pietrze bez windy- będę w ciąży a zakupy i Kinge
trzeba jeszcze wnieść, bo sama nie wejdzie!) Mąż co chwila mnie pyta kiedy
mam jajeczkowanie a ja nie wiem co mam robić.