Wróciliśmy właśnie z synem z piaskownicy i zamiast połozyć małego spać bo
jutro idzie do przedszkola, piszę tu znowu!

)) Ale do rzeczy.
Obok mnie na ławce na placu zabaw siedziały trzy przyjaciółki. Zażyłość dosyć
znaczna sadząc z rozmowy i poruszanych tematów. Jedna z nich przyszła z dwoma
chłopcami, ok 4 i 2 latka miały te dzieci. Mama na ławkę do kolezanek na
pogaduchy a dzieci pobiegły sie bawić. Słyszę jeszcze jak krzyczy do
starszego, żeby pilnował młodszego. Trwało to jakiś czas, w pewnej chwili ta
kobieta pyta sie starszego syna" Gdzie jest Kuba?". Dziecko mówi, że nie wie,
szok! Poszukiwania na placu zabaw nic nie dały, tłum dzieci, trudno odnaleźć
swoje w tym gaszczu. Mama wybiegła poza plac zabaw i okazało się, że ten 2-
latek wyszedł z placu zabaw, oddalił sie o około 100 metrów, przeszedł na
druga strony osiedlowej ulicy i stał przy schodach!!!! Miał naprawdę dużo
szczęścia- pora powrotów z pracy, pełno samochodów. Nawet teraz trudno mi o
tym myśleć bez emocji! A co by było.... Nigdy nie przypuszczałam, że plotki
moga być tak absorbujace i powodować totalny brak kontaktu z rzeczywistością.
I zgadnijcie komu sie najwiecej dostało?- tak macie rację, temu 4-latkowi,
który miał " pilnować" brata. Ręce opadają!