zonazona
03.11.06, 15:58
Takem sie wkurzyła wczoraj na mojego małża, aż się zapowietrzyłam na cały
dzień!!
Naswietlę:
Ja nie pracuję, mąż oczywiście tak, a jakze, całymi dniami go nie ma.
Wszystko zwiazane z domem, szkołą, dziećmi, zajeciami, lekarzami itp, itd,
jest na mojej głowie. Ok. Wkurzam sie tylko na zakupy. Bowiem małż wraca z
pracy i oczekuje, ze wszystko zawsze w domu jest kupione. A niestety ja nie
nadązam, a co gorsza nie daję rady wszystkiego przydźwigać. A małż otwiera
szafke - dlaczego nie ma pierniczków? Otwiera lodówkę - nie kupiłas wody? W
niedzielę szukał mleka w lodówce (mleko zawsze jest, bo kupuję dla starszego,
ale małż musi mieć pełne i cały litr). Wkurzyłam się i wyszczekałam, że każdy
by tylko chciał, żeby wszystko było, tylko nie ma komu przytachać
przynajmniej tych najcieższych rzeczy do domu... Mnie już strasznie wysiada
kregosłup.
A mój małż odszczekał mi całkiem nie tymi słowami, jakich oczekiwałam!
Okazuje się bowiem, ze ja nie mam gorzej niż inni, że On wcale nie ma lepiej,
że od dźwigania to najwyzej przepukliny mogę dostać, ale nie zagraża to
przecież mojemu zyciu...
Taaa
A jak się miewaja wasi tragarze?