porod i bol

IP: *.* 28.06.01, 18:21
Panicznie boje sie rodzic moje drogie panie. Mam 22 i ostatnio tak mnie przerazila wizja porodu, ze wpadlam w histerie. Nie wiem co z tym zrobicsad(( Ratunku!!!!!
    • Gość edziecko: guest Re: porod i bol IP: *.* 28.06.01, 18:34
      nie panikuj, mam tyle lat co Ty rodzilam pol roku temu i 3 dni. Bol jest lae mozna go przezyc sa chwile ciezkie ale ja sobie mowilam ze to dla maluszka to cierpienie a potem tylko radosc jak zobaczysz istotke na swoim brzuchu. Ja akurat nie mialam ciezkiego porodu bo byl miesiac za wczesnie i nie mialam czasu na myslenie o tym, nawet sie martwilam na poczatku ze nie boli :) Ponoc jest mozliwe zeby porod byl prawie nie bolesny, istnieje tez znieczulenie.. A strach to juz chyba kazda przezywa, szczegolnie przy 1 dziecku. Zycze jak niajmniej bolu i zdowego dzidziusia
    • Gość edziecko: guest Re: porod i bol IP: *.* 28.06.01, 19:07
      Asiu, jakis czas temu wpadla mi w rece pewna ksiazka,ktora bardzo mi pomogla zredukowac bol prawie do zera- tylko samym mysleniem. Bole porodowe tak naprawde sa w naszej glowie. Wierz mi-zani trafilam na te ksiazke mialam wyjatkowo ciezki porod-nibytonaturalny. Drugi i kolejne to byl pryszcz na nosie. Polozna powtarzala wtedy studentce,ze mam `nadzwyczaj wysoka tolerancje bolu`.Guzik prawda-gdyby mnie widziala w akcji za pierwszym razem!!!!!Czulam prawdziwy bol (taki mechaniczny) dopiero w momencie przeciskania sie glowki-to wszystko. Reszta to byly zwykle skurcze i cos takiego jak uczucie w miesniach po dluzszych cwiczeniach na miesnie brzucha.Juz musze biec bo wychodzimy ale jesli Ci to pomoze, naklikam cos wiecej na temat tej ksiazki-dodam,ze autorem jest lekarz.Trzymaj sie kochana i pamietaj,ze jesli nawet poprosisz o znieczulenie to nic to nie zmieni i nie przyniesie Ci ujmy jako mamusi.
    • Gość edziecko: warpstone Re: porod i bol IP: *.* 28.06.01, 19:56
      Hej!Wcale Ci się nie dziwię. Można się bać, gdy nasłuchasz się głupawych plotek oraz opowieści młodych mamuś, wyolbrzymiających akurat te najgorsze momenty. Jeśli zaczniesz sobie to wszystko wyobrażać... brr.Mam dla Ciebie parę rad, chyba sensownych :-)1. przede wszystkim - zapisz się na dobrą szkołę rodzenia. Popytaj znajomych mamuś (albo rzuć pytanie na forum), gdzie w Twojej okolicy jest naprawdę dobra szkoła z serdecznym i kompetentnym personelem. Tam naczysz się technik naturalnego porodu, oglądniesz kilka filmów "akcji", dowiesz się także o przebiegu porodów operacyjnych. Porozmawiaj także ze swoim lekarzem. Potem nic Cię nie zdziwi.2. czytaj dużo - ja polecam tę amerykańską książkę "W oczekiwaniu na dziecko". Dowiedz się, jak funkcjonuje Twoje ciało, co będzie się dziać podczas porodu, jak możesz sobie pomóc. Dam przykład - jest taki moment, gdy następuje rozwarcie, gdy straszliwie chce się wymiotować. Ja męczyłam się nad miską i najnormalniej w świecie śmiałam się do męża: "Patrz, już zaraz będzie całkowite rozwarcie!". Wiedziałam, co i po co, i dlatego mnie to nie przerażało!3. nie panikuj. To najgorsze, co może być.4. jeśli się _naprawdę_ boisz, zabezpiecz się i jeśli Cię na to stać (może wystarczy wybrać dobry szpital?), to "zaklep" sobie możliwość rodzenia ze znieczuleniem - jako taką ostateczną ewentualność, której nigdy nie ma się co wstydzić. (Ale chyba nie jest to najidealniejsze rozwiązanie.)Mój poród był wspaniały. Raz, że większość czasu... przespałam. Mąż pomagał mi kucnąć przy skurczu, a potem pomagał oprzeć głowę o taki stołek (łóżko było wstrętne, tradycyjne, za wysokie, aby tam się wdrapać). Budziłam się (nie do końca) na skurcze. Oczywiście, w fazie parcia byłam trzeźwa, ale tak czy inaczej, robiłam to, czego mnie nauczyła instruktorka ze szkoły rodzenia i - uwaga! - miałam poczucie, że panuję nad systuacją, że coś robię dla swego dzieciaczka, które biedne musi się bardzo męczyć i stresować. Oddychałam starannie i było dobrze. Bolało, ale tak właśnie miało być.Raz spanikowałam, nie chciałam już dobrze pracować przeponą, poddenerwowałam się - i wtedy poczułam się o wiele, wiele gorzej. Gdy się opanowałam i zaczęłam znowu oddychać według nauk ze szkoły rodzenia, znowu bolało mniej.Pamiętaj, nawet najgorszy poród nie trwa wiecznie. To tylko kilka godzin. Czym one są w porównaniu z całym naszym życiem i życiem naszej kruszynki?Poza tym, ten ból nie jest bezsensowny. Trzeba to sobie dobrze uświadomić. Ja aż do ciąży miałam bolesne okresy. Nie. Ja miałam Bolesne Okresy. Takie kończące się wizytami pogotowia. Zawsze mnie to męczyło na duszy, że to takie bezsensowne... a poród był czymś zupełnie innym - miał sens.Trzymaj się!
      • Gość edziecko: guest Re: porod i bol IP: *.* 28.06.01, 21:52
        Aleksandra napisała już wszystko. Popieram w 100% Robiłam i myślę podobnie jak Aleksandra. Gdy już będziesz rodziła, będziesz myślała tylko o jednym, o swoim DZIECKU. A ból.. trochę boli ale szybko się zapomina.
        • Gość edziecko: guest Re: porod i bol IP: *.* 29.06.01, 10:44
          Hej!Właściwie zapomniałam dodać, że gdy już jesteś pod koniec ciąży, masz już tego tak serdecznie dosyć, że naprawdę chcesz jak najszybciej urodzić. Zwłaszcza, że pierwsze dzieci lubią się spóźniać - tak jak moja córeczka, która urodziła się 10 dni po terminie. Z entuzjazmem zgodziłam się na wywoływanie porodu, a leżąc na oddziale patologii ciąży wprost nie mogłam się doczekać, kiedy mi wywoływanie zaproponują!!! Zresztą, było z nami dość śmiesznie - przez trzeci trymestr zagrażał mi poród przedwczesny i brałam całe garści różnych leków oraz siedziałam w domu (poza wypadami na szkołę rodzenia). Dwa tygodnie przed terminem (czyli gdy już właściwie jest "termin") lekarz kazał odstawić leki i obiecał, że jak tylko to zrobię, to już się zacznie. E tam. Pobolało mnie nocami, solidnie, przez tydzień. A potem nic. Skurczy nie ma. Nic się nie dzieje. Łaziłam z rozwarciem na palec i nic.Oj, czego ja nie robiłam... biegałam po schodach, po pagórkach w lasku, piłam (umiarkowanie!) czerwone wino, ale nic. A ja byłam coraz bardziej opuchnięta i coraz ogromniejsza, i naprawdę wtedy myślałam tylko o tym, żeby już pozbyć się tego brzuszydła i urodzić, przytulić moją kruszynkę.Trudno sobie to wyobrazić na początku czy nawet w środku ciąży, ale potem hormony i w ogóle "okoliczności przyrody" bardzo pomagają nie zwracać uwagi na strach przed bólem.Cześć - i trzymaj się!
    • Gość edziecko: guest Re: porod i bol IP: *.* 28.06.01, 23:24
      Hej asiu!Po pierwsze jesli nie jestes w ciazy, to natychmiast przestan czytac jakiekolwiek opisy porodow. Jeskli jestes tym bardziej ich nie czytaj, bo i tak porod cie czeka. Po drugie kto powiedzial, ze ciebie bedzie bolec? Mnie na przyklad bolalo jak co miesiac, a bynajmniej nie mialam Okresow z interwencja pogotowia. Po trzecie kto powiedzial, ze ty bedziesz rodzic dlugo? Z moich kolezanek- mlodych matek srednia wieku kolo 23 lat zadna nie rodzila zabojczej liczby godzin, wszystkie kolo 6, w tym trzy godziny stracone na rozmyslaniu w domu czy to juz....Po czwarte, w najgorszym wypadku wspolczesna medycyna oferuje wiele mozliwosci zlagodzenia bolu, jesli nadal zakladasz, ze bedziesz cierpiec meki. Po czwarte czyli powtorze- bol jest sprawa psychiki. Taka glupia sprawa im bardziej czlowiek sie boi, napina broni tym bardziej boli niestety. Mamy podarowane przez nature dziewiec miesiacy aby oswoic go w naszej glowie, znalezc dobrych przewodnikow,a koncowe miesiace ciazy na ogol tak sie daja we znaki ze czlowiek chodzi i warczy, zeby sie tylko zaczelo....Trzymam za ciebie kciuki. Nie mysl o tym, to narawde nie jest wazne. Bogusia machnela cztery porody. Ja trzy. Model w Polsce panowal dwa plus dwa. Czyli jednak da sie przezyc ponownie. Urzklo mnie jedno zdanie z artykulu Jeanette, ktora bardzo cenie, bo oprocz tego ze jest modna, jest bardzo madra i zna sie na tym.....a niech to przekopiowac nie mozna. Ale przepisze i dedykuje to Tobie :))" Jedyna sytuacja do której można [poród] porównać, to seks. Nie chodzi tu oczywiscie o ból, lecz o bogactwo doznan. Tak jak podczas intymnego zblizenia- im kobieta jest bardziej spontaniczna, tym pelniej przezywa swoj porod i mniej w nim powiklan. Po dobrym porodzie kobieta wyglada jak po udanym wspolzyciu- ma zarozowione polczki, spocona skore, wilgotne wlosy. Jest piekna tym wewnetrznym pieknem, ktore zna tylko jej partner".
      • Gość edziecko: guest Re: porod i bol IP: *.* 29.06.01, 10:53
        Hej!No wreszcie gdzieś przeczytałam coś takiego, co mnie pocieszyło, że chyba jednak nie jestm dewiantką! Bo ja naprawdę poprzez ten mocny ból czułam coś, no coś jak podniecenie, a w fazie parcia to już prawie jak taki dziwny orgazm. Nie napisałam o tym wcześniej, bo się wstydziłam ;-), ale co mi tam! teraz mogę się pochwalić.To było takie dziwne uczucie, niezupełnie seksualne, coś jak tysiąckrotnie zwielokrotniona przyjemność, tak wielka, że aż bolesna.Pa!
    • Gość edziecko: guest Re: porod i bol IP: *.* 29.06.01, 10:41
      Zgadzam się z poprzedniczkami. Ważne jest dobre nastawienie, którego mi nie brakowało :-). Ja rodziłam tuż przed 22 urodzinami i był to długi poród, choć skurcze były regularne i większość czasu zupełnie do wytrzymania (miałam twardą szyjkę macicy), na samej porodówce spędziłam 12 godzin, ale mimo tego mam miłe wspomnienia z tej niezwykłej nocy. Rozmawiałam z mężem, chciało mi się spać i jeść. Naprawdę ból był wredny tylko przez 2 godziny pod koniec rozwierania, ale chociaż mąż miał przy sobie pieniądze na znieczulenie to nawet nie przyszło mi do głowy, żę jest taka potrzeba. Faza parcia, choć trudno w to uwierzyć, wcale nie była bolesna - po prostu porządny wysiłek i lekkie ukłucie przy nacięciu i wyskoczeniu główki. No i ta euforia, gdy dostałam córeczkę w ramiona - od razu wiedziałam, że chcę to kiedyś powtórzyć :-).
    • Gość edziecko: usia Re: porod i bol IP: *.* 29.06.01, 15:08
      Ja też się bałam, a teraz będę się wymądrzać.Rodziłam 4 godziny, i STRASZNEGO bólu jako takiego nie pamietam. Pamietam natomiast jak strasznie było mi niedobrze i wymiotowałam jak kot trzęsąc się z zimna. Dopiero potem dowiedziałam się, że przy szybkim rozwieraniu się szyjki to normalny objaw.Po drugie oddychanie naprawdę pomaga i tego nauczą Cię nawet na porodówce. Szkoły rodzenia nie polecam (ale to moje prywatne zdanie), bo za dużo teorii nigdy nie pomaga praktyce i możesz wyrobić sobie wyidealizowaną wizję porodu doskonałego, zwłaszcza w szkołach o zacięciu naturalno - religijnym.Mąż to tez doskonały wynalazek i warto mieć go przy sobie. Nie bój się ruchu podczas porodu i szukaj najlepszej pozycji do skutku - mnie najlepiej było na stojąco, kiedy zgieta pod kątem prostym opierałam się o lóżko. Koniecznie weż coś do picia-wodę niegazowaną.Można brać prysznic albo pławić się w wannie - też pomaga. A najbardziej pomaga samoświadomość i zaufanie swojemu instynktowi - w genach mamy umiejętność rodzenia, tylko trzeba umieć słuchać swojego organizmu.Teraz łatwo mi to mówić.Aha, kiedy po porodzie przeczytałam w "W oczekiwaniu na dziecko" opis standardowego porodu - to jakbym czytała horror. Mam nadzieję, że poród bedzie dla Ciebie cudownym przeżyciem - dla mnie był i jest najmilszym wspomnieniem.
      • Gość edziecko: guest Re: porod i bol IP: *.* 29.06.01, 19:33
        Hej!A ja będę bronić swojego punktu widzenia, że dobra szkoła rodzenia i dużo dobrej lektury się przydaje. Może problem w tym określeniu "dobry"? O właśnie, wymioty przy rozwieraniu się szyjki - motyw i z mojego postu, i z postu Urszuli. Ale ja wiedziałam, czemu tak się ze mną dzieje, nie było to zaskoczeniem, nie bałam się więc, wręcz przeciwnie - byłam uspokojona.Wiadomo, że każdy poród jest inny. Że mogą pojawić się komplikacje, mniejsze czy większe. Moja szkoła rodzenia była świetna - żadnego idealizowania, wręcz przeciwnie, pani prowadząca szkołę mówiła o rozmaitych paskudnych nawet sprawach, ale zawsze w taki cudowny, wspiarający nas na duchu sposób! I nauczyła mnie - przede wszystkim - że warto walczyć o swoje na porodówce. Ja nie dawałam nikomu łapówki i byłam wraz z mężem traktowana jak pacjentka nawet nie drugiej, ba! chyba trzeciej kategorii. A szpital niby to Przyjazny Dziecku i w ogóle, stosował metodę: "kładź się na plecach i siedź cicho". Prawdę mówiąc, miałam nawet o to awanturę na sali (nie chciałam leżeć na płask podczas parcia), ale choć wspominam niektóre osoby z personelu bardzo niesympatycznie, niczego nie żałuję (wywalczyłam przecież te kilka stopni nachylenia łóżka i było mi łatwiej!). A bez szkoły rodzenia byłabym potulna jak baranek.A co oddechów - to jednak trzeba ćwiczyć wcześniej, żeby mieć pewien automatyzm. Na szkole można też ćwiczyć bezdechy (taki trening dla dziecka) - i tylko tam, pod opieką, po badaniach. Poza tym, przynajmniej w moim szpitalu, personel znał o wiele mniej technik naturalnego porodu (tylko dwa oddechy - ja miałam opanowane pięć! że o pozycjach nie wspomnę).
        • Gość edziecko: usia Re: porod i bol IP: *.* 02.07.01, 10:35
          Bardzo się cieszę, że istnieja takie szkoły - można je tylko polecić. I jeszcze jedno - zero potulności na porodówce! Ja też nie byłam, łapówki nikt nie dostał przed i w trakcie trwania porodu - po mój wzruszony mąż dał 100 położnej -przydzielonej z urzędu. Rodziłam w Lublinie, w szpitalu rzeczywiscie przyjaznym i dziecku i matce. I tylko takiego szpitala warto szukać, nawet o wiele wcześniej.
Pełna wersja