Moi Drodzy eRodzice! Może pomyślicie, że jestem szurnięta, nieważne, ja po prostu muszę podzielić się z Wami moim szczęściem. Już drugi tydzień pracuję! Tak po prostu wstaję 6.00 i idę na osiem godzin do mojej ukochanej pracy! (Daję słowo, że nic nie piłam i jakąś trzeźwość umysłu posiadam.) Przez ostatnie dwa lata troszkę tęskniłam za pracą, teraz jestem pewna, że mimo trudów i radości macierzyństwa był to okres wegetacji. A ile mam cierpliwości dla mojego kochanego Krzykacza! Pod koniec urlopu wychowawczego ciągnęłam już na rezerwie.Choć bardzo kocham mojego synka i starałam się wypełniać mu czas wspólną zabawą i spacerami to dopiero teraz dostrzegam jak przygnębiało mnie życie kury domowej (z całym szacunkiem dla wszystkich Kur). Bardzo podziwiam rodziców, którzy potrafią odnaleźć się w domowym kieraciku i zachować radość życia. Mnie każdy dzień zabijał po kawałeczku, wieczorami padałam na twarz, warczałam na męża (ale już przeprosiłam) i wszystko wydawało mi się do ...tego no... Nic dziwnego, że mężuś zapomniał o kwiatach, miłych słówkach i kolacjach przy świecach, a ja i na to położyłam ... wiecie co. Wiele razy starałam się coś z tym zrobić, ale po kilku dniach menancholia( czy jak to tam) wracała i z każdym dniem wypiekała się ze mnie całkiem spora baba, a byłam kiedyś taką fajną babką. Oczywiście starałam się nad sobą pracować, ale bardziej chciałam być szczęśliwa niż byłam. Mam to już za sobą!!! Mój powrót do pracy dał mi takiego komniaka energetycznego, że latam cała w skowronkach. A po pracy jak widzę syneczka, to czy się śmieje czy też przeraźliwie piszczy, schrupałabym go bez masełka. Po pracy mam czas dla mojej rodziny, a co najważniejsze dobry wręcz zaraźliwy humor. A dziś całkiem nieoczekiwanie dostałam od mojego męża bukiecik kwiatków, ot tak na przywitanie jego powracającej radości życia - najukochańszej małżonki. Ale miał facet cierpliwość tak czekać!!!

I wiecie co, nie muszę sobie przypominać, że jestem szczęśliwa. Budzę się z uśmiechem na twarzy i z takim samym zasypiam w objęciach męża. ... I tylko czasem, przychodzi mi lekko pochmurna myśl: jak to będzie z drugą dzidzią ... za kilka lat. Czy znajdę w sobie tyle siły by znowu wyrwać kawałek mojego życia, by dać tyle miłości i czasu małemu człowieczkowi i czerpać z tego autentyczną radość.Pozdrowionkabomba energetyczna, całkowicie zaświergolona Agucha