Byłam dziś u pani psycholog i tym razem mówiłam o moim synku. Zaskoczyło mnie
to, czego się dowiedziałam. W skrócie: Szymek w styczniu kończy 6 lat. Chodzi
do grupy zerówkowej (w tym roku szk. jako 5-latek, jest to grupa mieszana
wiekowo: rocznik 2000 i 2001). Nie bierze udziału w zajęciach grupowych.
Odmawia jedzenia. odmawia rysowania. odmawia uczestnictwa w grupowych
zabawach, gdy cokolwiek ma się dziać na tzw."komendę" pani. Panie i dzieci
akceptują Szymka takim, jaki jest - nie jest do niczego zmuszany czy ponad
miarę nakłaNIANY. Trułam się tym, że młody kompletnie nie umie rysować (bo
nie rysuje, ma kiepsko rozwiniętą motorykę i trzyma kredkę jak przeciętny 2-
latek). inne dzieci mają ksiażki w przedszkolu (seria książek dla 5- lub 6-
latków), Szymek ma je w domu. Mój mąż prawie codziennie stara się robić z
Szymkiem 1,2,3 zadania z książki. czasem jest ciężko, Szymek się buntuje.
Lubi być sam przed komputerem. Wiem, że jest inteligentny

jeszcze 1,5-1 rok
temu doszukiwałam się w synu objawów autyzmu. Kilka dni temu zaskoczył mnie:
zaczął pisać na tabliczce ("znikopis") litery - prawie wszyskie. Koślawo, bo
koślawo, ale jednak. Natomiast kompletnie (wg mnie) nie trybi głoskowania,
literowania. Nie rozumie polecenia typu "powiedz jakieś słowo na literę a".
Obecnie doszukuję się w synu dysleksji. Pani psycholog (to JA chodzę co środę
na terapię)poradziła, żebym po prostu dała Szymkowi spokój i odczepiła się od
niego. Owszem, warto zapisać się do poradni na badanie diagnozujące ew.
dysleksję. Ale mam mu dać spokój, zejść z chorych wymagań i oczekiwań. Ponoć
mam przekonanie, że pierwsze dzieci sa do niczego. Sama jestem pierwszym
dzieckiem, które było(jest) do niczego. Szymek też jest moim pierwszym
dzieckiem. I właściwie spełnia te moje oczekiwania i jest "do niczego". Mamy
przestać zapędzać go do ksiązki dla 5-latków, mamy przestać przepytywać go z
literek i in., bo znienawidzi szkołę i naukę czytania, pisania. Szymek
najchętniej bawi się i wygłupia ze swoją 2,5 roku młodszą siostrą. Psycholog
powiedziała mi dziś, żeby się bawił po swojemu, żeby robił, co umie, co lubi.
Niech biega, spaceruje, uprawia jakiś dziecięcy "sport", pedałuje na rowerze.
Ta aktywność fizyczna może zaprocentuje później, przełoży się za jakiś czas
np. na naukę pisania. Niewątpliwie kocham mojego syna. bardzo się o niego
martwię. Do tej pory gadałam, żeby brał do łapy kredkę, próbował coś
kolorować, itp. teraz mam przestać. Sama nienawidziłam i nienawidzę rysować,
malować i wszelkiego rodzaju prac technicznych też nienawidzę. Szymek jest do
mnie podobny i chyba też nie polubi nigdy plastyki itp. zajęć. Nie wiem, czy
ja miałam dysleksję - czytałam płynnie jako 6latka, choć moja sytuacja była
specyficzna o tyle, że do 5r.ż. byłam dzieckiem NIECHODZĄCYM. Też ciężko mi
szła nauka wiązania butów, zapinania guzików i inne tego typu manualne,
codzienne rzeczy. Nie przeszkodziło mi to być najlepszą uczennicą, skończyć
trudne studia... Mimo to martwię się o syna. B. późno zaczął mówić, ma dużą
wadę wymowy, nie chce ćwiczyć w domu, tylko 1 raz w tygodniu u p.logopedy,
którą bardzo lubi. A tu psycholog mi radzi, żeby dać temu mojemu biednemu
dziecku spokój, odczepić się od niego. Niech idzie w swoim tempie, olać te
wszystkie normy i oczekiwania, niech uczy się pisać/czytać dopiero w szkole.
Czy macie podobne, trudne doświadczenia/relacje z dziećmi i z samymi sobą??
Pozdrawiam
Agnieszka (mama Szymka i Agatki)