Wczoraj trzecia niania z kolei w karierze mojego 2,5letniego Mikołajka powiedziała - dziękuję skończyłam.

Zwątpiłam, bo:- oczywiście jak gadałyśmy na początku miała być z nami co najmniej do grudnia (potem Miko miał spróbowac pójść do przedszkola)- zapewniała mnie że nie ma żadnych kłopotów zdrowotnych, po czym po dwóch miesiącach okazało się że ma zabieg, skutkiem którego teraz nie może u mnie pracować- była przerażona tym, że Mikołaj musiał mieć przed nią dwie nianie, bo to przecież tak źle dla dziecka...A teraz ona zostanie do końca września, a potem sorry ale musi znaleźć pracę, w której będzie miała ubezpieczenie (nie muszę dodawać, że przy pierwszej rozmowie to też nie był dla niej problem, że tego ubezpieczenia nie będzie u mnie miała).Po raz kolejny uwierzyłam człowiekowi i co i gucio.Jestem zła, zagubiona i tak mi żal mojego synka. Naprawdę bardzo zżył się z Anią, polubił ją. Tak ładnie o niej mówi "Moja Ania".Nie wiem czy ma inną pracę, czy po prostu nie chce jej się u mnie pracować.Mi podała powód - "mam bóle reumatyczne w ręku, a czasem muszę dźwignąć Misia, nie mogę tego robić".Wobec takich argumentów ja nie mogę polemizować, jak mogę kogoś prosić żeby został, kiedy na drugiej szali jest jego własne zdrowie.Co mam zrobić - szukać nowej niani (która znowu po jakimś czasie odpadnie) czy puścić Synka do przedszkola (gdzie?) i rozpocząć pasmo zwolnień. A czy moje dziecko sobie poradzi w przedszkolu, czy się zaaklimatyzuje? i 1000 innych pytańBłagam napiszcie mi coś na pocieszenie, bo wczoraj cały wieczór przepłakałam.

Dzisiaj wyglądam cudnie z gigantycznymi opuchliznami pod oczami.Dużo tego i chaotycznie, więc dziękuję tym z Was które/którzy dotrwali do końca.Magda mama Mikołajka