IP: *.* 27.11.02, 16:39
Czy w Wasz zwiazek rowniez wkradla sie rutyna?Jestem mezatka od 5 lat,a znamy sie prawie 10 lat.Teraz zaczynam odczuwac cos okropnego-nie ma juz slow KOCHAM ze strony meza,nie ma przytulania,ktore tak uwielbiam,jest tylko praca,praca!!!Nawet sex stal sie rutyna!Nie jest juz tak przyjemny jak kiedys!Boje sie o swoje malzenstwo!!!Dodajcie wsparcia,poradzcie cos!!!
Obserwuj wątek
    • Gość: julia1 Re: Rutyna... IP: *.* 27.11.02, 19:28
      To co napiszę to będą pewnie straszne banały. Mam podobny do Twojego staż małżeński i też niedawno przechodziłam kryzys. Wątpiłam we wszystko, w uczucie męża do mnie i moje do niego, nie widziałam sensu... Z mężem nie umiałam się dogadać. Tykała we mnie jakaś bomba zegarowa, która w końcu wybuchła w najmniej spodziwanym momencie. I dobrze bo to był przełom, tylko szkoda, że tak późno. Wypłakałam wszystkie żale. Zaczęłam się nad sobą zastanawiać, na czym tak naprawde mi zależy. Wiedziałam, że jestem współodpowiedzialna za tą sytuację. Tylko tak strasznie trudno się dogadać, rozmawiać wcale nie jest łatwo... Ale postanowiłam powalczyć. Spróbuj szczerze (!) porozmawiać z mężem, jak mówiłam, zdaję sobie sprawę, że to niełatwe, ale jeśli naprawde chcesz cos zmienic to po prostu zacznij działać. Samo nic się nie naprawi. Będzie coraz gorzej. Rób coś, działaj. Powiedz mężowi co Cię gnębi, powiedz mu jak lubisz kiedy Cie przytula i że bardzo Ci tego brakuje. Spróbuj przejąć inicjatywę i coś zmienić w Waszym życiu. Nie czekaj aż on coś zrobi, nie trać czasu. Warto, naprawdę, można tylko zyskać. A rutyna? Paradoksalnie daje też poczucie bezpieczeństwa, byle nie było jej zbyt wiele. Przecież nie można wiecznie unosić się w ekstazie zakochania. Prawdziwe uczucie wytrzyma i rutynę. Tylko trzeba sobie dac szansę. Myslę, że po latach bardzo ważne jest odnajdywanie w mężu również przyjaciela. Życzę Ci powodzenia i trzymam kciukismile Kunka
    • Gość: żona Re: Rutyna... IP: *.* 27.11.02, 22:09
      Można to nazwać rutyną można codziennością. Ale zawsze ona następuje. Problem polega tylko na tym, czy chociaż raz na jakiś czas, zaleznie od mozliwości robimy sobie od niej "wakacje". Piszesz że mąż nie jest już taki jak kiedyś, ty też pewnie się zmieniłaś. Tak juz jest i nie jest to niczyją winą. Rozmowa z mężem pomoże tylko wtedy jeżeli on jest z rzadkiego wśród mężczyzn podgatunku chętnych do rozmowy. Jeżeli jednak nie to po prostu zaaranżój normalną randkę, jak kiedyś. Jeżeli masz z kim zostawić dzieci to dobrze, jeżeli nie to będzie trochę trudniej, ale to kwestia inwencji. Pomyśl tylko co jemu sprawiłoby przyjemność i zrób to. Może efekt nie będzie widoczny od razu ale myślę że warto samemu wystąpić z inicjatywą.(U mnie działa)Życzę powodzeniadanka
    • Gość: DorotaO. Re: Rutyna... IP: *.* 27.11.02, 23:07
      Po siedmiu latach małżeństwa uważam, że coś takiego jak miłość nie istnieje. Mam wrażenie, że z mężem łączy mnie adres i wspólne konto. No, jeszcze dzieci i kot. Patrzę na niego jak na obcego człowieka. Nie, nigdy się nie kłócimy, nie zdradzamy, nawet nie myślę o innych facetach. Ale nic do niego nie czuję, na seks nawet nie mam ochoty. Nie musimy "porozmawiać", nie ma jakichś większych problemów. Po prostu wygasły uczucia. Nie mam ochoty na "romantyczne randki", nie z nim. Kiedy wysyłamy dzieci do babci, to bardzo miło spędzamy czas. On przed telewizorem, a ja przy internecie. Głupie, nie? Też tak myślę. Ale nie chce mi się nic zmieniać. Po prostu nie wierzę w miłość. Już nie czytam romansów, nie oglądam filmów o miłości. A filmy erotyczne zamiast podniecenia wywołują we mnie mdłości. Kurczę, to chyba nie jest normalne.A ten mój naiwny mąż nadal twierdzi, że mnie kocha. Że to już na całe życie, i on nigdy nie zmieni zdania. A ja mam wrażenie, że jemu jest po prostu wygodnie. Jeśli ktoś wierzy w miłość, albo zna szczęśliwe małżeństwo z dłuższym stażem, niech napisze. Chętnie poczytam. Może ja się mylę, i życie naprawdę może być inne?
    • Gość: MałgośkaR Re: Rutyna... IP: *.* 28.11.02, 09:26
      Hej. Ja jestem 3 lata po ślubie, ale u nas też tak już było. I dotarło do mnie, że to jak jeste w naszym małżeństwie to nasza wina, no bo czyja? Z mężem to rozmawiamy najczęściej o tym, że kran cieknie, że w pracy nas wykorzystują, że buty dziecku trzeba kupić, że znów miał pomóc przy sprzątaniu-obłęd. Z "innymi" facetami rozmawiamy o tym, że film fajny w kinie leci, o nowej grze komputerowej (choćbyśmy nie miały nawet o niej pojęcia), o samochodach, częściej też z nimi żartujemy, czy śmiejemy się-kolejny obłęd.Mąż też by tak chciał. Żona zresztą też. No więc czemu tego nie zmienić? U mnie pomogło to, że tak jak rozmawiałam z "innymi" facetami tak teraz rozmawiam z mężem. A jak zaczynamy się nudzić to poprostu rozmawiamy ze sobą. Efekty niestety nie od razu są widoczne, a starać trzeba się cały czas, choć to trudne.Nie ma jednej konkretnej rady, gdyż relacje w każdym małżeństwie są sprawą indywidualną. Najlepiej jak małżonkowie usiądą i zaczną rozmawiać o tym co ich tak naprawdę martwi w ich związku. Ale obydwoje muszą chcieć-a o to już trudniej "żeby dwoje chciało naraz" ;)Pozdrawiam :hello:
    • Gość: malejkaa Re: Rutyna... IP: *.* 28.11.02, 09:27
      Mam 30 lat. Z mężem znamy się od 14 lat, to była pierwsza miłość, pierwszy chłopak, pierwszy mężczyzna. Mieszkaliśmy o jedną ulicę od siebie więc od początku.... nasze spotkania były intensywne, wspólne wakacje. Od 9 lat jesteśmy małżeństwem, mamy 6-letnią córeczkę.Mam takie wrażenie jakby miłość trwała wiecznie. Ciągle patrzę na mojego męża z czułością i kocham go ogromnie, choć to już nie szaleństwo i nie zauroczenie. To spokojna stabilna i pewna miłość. Szacunek. Tym samym obdarowuje mnie mąż. Czuję się kochana, zadbana i doceniona. Nazywam to ... obtuleniem. W miłości wierzę w przeznaczenie. Moja mama uważała że za wcześnie... że nikogo innego wcześniej nie poznałam i że na pewno się rozstaniemy. A my jesteśmy nie obok siebie... ale ze sobą. Każdy z nas ma swoje zainteresowania. Czasem ja jadę na dwa dni nad morze sama, czasem mąż na połów ryb na kutrze. Wracamy wtedy stęsknieni, pewni że bez siebie nie możemy żyć. Nasze dziecko na tym korzysta.... Widzi jak się szanujemy, kochamy i ma ciepły dom. Mam nadzieję że będziemy dla niej wzorem. Czuję się spełniona w swoim związku. Jestem typem nadwrażliwca..... więc trudno byłoby mi znieść brak miłości, czułości, czy zainteresowania moją osobą.Trudne chwile też za nami..... ciężki stan córki po urodzeniu, rok rehabilitacji.... moja cukrzyca, sprzedaż domu i uwolenie się od kiepskiego dzieciństwa.A On cały czas jest. I wcale na siłę nie wymyślamy urozmaiceń. Mi starczy odsunięcie kosmyka włosów z czoła, widok męża grającego z córką w szachy.... A przede wszystkim ze sobą rozmawiamy. Od razu mówimy co nas boli i co chcielibyśmy zmienić. Bez wzbudzania poczucia winy.I pozwalamy sobie na bycie z samym sobą. Ja oglądając Na dobre i na złe (mój mąż nie lubi).... a on siedząc w grażu i dłubiąc przy motorze.A czuję że jest.....na wyciągnięcie ręki.I to jest miłość. Według nas.
    • Gość: EwaT Re: Rutyna... IP: *.* 28.11.02, 09:52
      uch, jsk ja Cie dobrze rozumiem :( czasami mam poczucie takiej beznadziejnosci i juz sama nie wiem gdzie zmierza moje malzenstwo? donikad????! probowalam zmienic sie sama, probowalam rozmawiac, wszystko na razie (mam nadzieje :) ) bez skutku.Niestety moj maz nie jest, jak fajnie naisala ktoras z mam z podgatunku lubiacego rozmowy, wiec tu mam znacznie utrudnione zadanie.Ale uwazam ze warto przetrwac ten okres bo przeciez po nocy przychodzi dzien, a po burzy slonce jak spiewa moja kochana Budka Suflera.obym miala racje i w Twoim i swoim przypadku.coz chyba Cie nie pocieszylam, ale wiedz ze nie jestes sama :)trzymaj siebuziaczki
    • Gość: eKate Re: Rutyna... IP: *.* 28.11.02, 13:16
      Po urodzeniu dziecka mąż się ode mnie odwrócił, nie mówi kocham, nie przytula, nie robi nic co mogłoby potwierdzić, że coś do mnie czuje. Jesteśmy 10 lat po ślubie. Nie wierzę w idealnych mężczyzn, nie wierzę w idealne małżeństwa. eKate
    • Gość: Madzik1 Re: Rutyna... IP: *.* 28.11.02, 22:40
      Jezeli to cos pomoze (mam nadzieje) to zajrzyj na te strone: www.msr.fhu.pl Pozdrawiam
    • Gość: Aga100 Re: Rutyna... IP: *.* 29.11.02, 09:59
      Rutyna, rutyna.... owszem, ale za to wiem, że sprawy bieżące (rachunki, rehabilitacja, zakupy) będą załatwione. Rozmowy to w dużej mierze planowanie, bo jutro trzeba załatwić to, kupić tamto, zaplanować wydatki, wymienić się autem, dowieść dzieci etc. Tryby maszyny się kręcą i w miarę nie zgrzytają. W tygodniu nie ma czasu, wieczorem człowiek zmęczony, zabiegany i nie ma siły z siebie wykrzesać życzliwości, czułości. Wiem, ze to źle.Ale gdy się już tak uporamy z rzeczywistością i obowiązkami to pozostają nam sobotnie i niedzielne poranki w łóżku, kiedy to dzieci oglądają bajki, a my możemy pobyć razem. Poprzytulać się, pogadać i bardzo uważam, żeby nie pojawiały się słowa: trzeba zrobić, załatwić, kupić. I myślę, że właśnie te poranki ładują nam akumlatory na cały tydzień.Widzę jedno ogromne niebezpieczeństwo w małżeństwie (jesteśmy 8 lat po ślubie, a znamy się 16) to, że czasem nam się po prostu nie chce. Mąż pracuje na zmiany, staram się czekać na niego, gdy wraca o 22:30, ale nie chce mi się wstać z kanapy i go powitać, i nie wyłączam telewizora a to już katastrofa. Powinnam okazać zainteresowanie, wyjść na przeciw.Wiele razy myślałam, czy to ten, jak z nim dalej żyć. :(Szczególnie cieżko było po urodzeniu drugiego dziecka, ilość obowiązków przytłoczyła nas. Po tych paru latach małżeństwa zmieniła się u nas jedna ważna rzecz: ja się już byle czym nie przejmuję tzn. np. jak widzę, że ma zły humor, nie dobieram sobie tego do głowy, "nie ruszam go", czekam; na drugi dzień jest już lepiej. Dawniej drążyłam temat, męczyłam teraz wiem, że czasem człowiek ma swoje bóle, które przechodzą i nie mają nic wspólnego ze mną.Kocham Go bardzo, szcególnie wtedy, jak mówi do chłopców bądźcie cicho bo mama śpi jest zmęczona, kiedy siadamy do śniadania (w dni wolne) i tak sobie gadamy, gdy wyśle do mnie z parcy mail"a. I za to ze jest i powtarza nie przejmuj się, nie wszystko musi być zrobione itd. :love:Lista rzeczy za które Go nie lubie też jest długa, ale czasami pozwalam mu zachowywać się jak małemu chłopcu odpuszczam.Pozdrawiam :hello:Agnieszka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka