Witam ponownie wszystkie eMamy!!! To fakt, odzywam sie stosunkowo rzadko, ale pozwole sobie na wyzalenie...

Wigilie i Świeta spedzilismy z moim synkiem w szpitalu

i troszke czasu wczesniej). Trafiliśmy tam jak to często bywa nagle, choć tak naprawdę wciąż nie opuszcza mnie wrażenie, że gdybyśmy trafili tam chwilkę wcześniej, to może święta byłyby w domu, pewności oczywiście nie mam, niemniej jednak faktem jest, że "nasz" lekarz zostawił nas samym sobie, zlekceważył. Na ten temat nie chce się jednak rozwodzić. Och, chodzi o to, że jestem całkowicie rozbita tym pobytem w szpitalu. Nie powiem - warunki nie byly takie złe, mogłam być z dzieckiem cała dobę, pielegniarki ani mile ani niemile... Ale... No wlaśnie, ale. Lekarze (owszem, nie wszyscy) traktujacy mamy jako zupełnie nic nie wiedzące osoby, niechetnie udzielajacy informacji, mający (owszem, nie wszyscy) czasem troche bardziej, czasem trochę mniej otwarcie uwagi, że dziecko bardzo płacze przy jakiejkolwiek czynności przy nim z udziałem ubranej na zielono lub biało pani... Nie, atmosfera z pewnością nie była miła. Poza tym - może rolę gra tu też domieszka nerwów? No i najbardziej przygnębiający - płacz zostawionych przez rodziców dzieci, samotnie spędzających noce, małych maluchów, przejmująco płaczących, czasem wołających "mama", do których nikt nie miał czasu zajrzeć. Nikogo nie oceniam, nie krytykuję... Jestem zdruzgotana. Nowe przeżycie? Następny krok ku dorosłości?? Byle jak najmniej takich.Jesteśmy już w domku i mam nadzieję, że wszystko wróci do normy.Pozdrawiamy poświątecznie.Dorota&Beni