nowa.nowa2
19.12.06, 15:58
Jestem bardzo czestym gosciem na tym forum, czesto tez wypowiadam sie. Na ten
watek zmienilam nicka, moze dllatego, ze jest to moj pierwszy post taki
szczery... do bolu. Ale potrzebuje sie wypisac, bo chyba zwariuje...
Mam jednego syna (5 lat), fajnego meza, bardzo dobra pozycje w pracy, zajmuje
stanowisko menagerskie i super pensje.
Ale ja juz nie daje rady... Pracuje od 9.00 do 21.00 (najczesciej) i nie
piszcie mi, ze pozwolilam sobie na to, bo inaczej nie bylabym na tym
stanowisku.
Praca jest dla mnie wazna, ale nie radze sobie z tym. Nie moge przezyc tego,
ze moje dziecko nie ma MATKI, ze nie wiem jak maja na imie jego koledzy. Do
przedszkola odprowadza go tata, albo niania. Miesiac temu odprowadzilam go do
przedszkola i ...... zaprowadzilam do szatni dla 3 latkow... Wtedy moj syn
wykrzyczal mi w twarz, ze nawet nie wiem, gdzie teraz ma szatnie...
Uswiadomilam sobie, ze ostatni raz w przedszkolu bylam 2 lata temu...
Czasami wracam z pracy (moj syn przewaznie spi), wkladam brudne rzeczy do
pralki i wacham jego ubrania, tak bardzo tesknie za nim...
Probowalam zmieniac godziny pracy, probowalam ustalac granice, ale sie nie
da... Po prostu moge zrezygnowac z pracy i wtedy bede wolna (slowa prezesa).
Nie jestem tez pracoholikiem. Uwielbiam soboty, gdzie jeste to jedyny dzien
na spedzenie czasu z moim dzieckiem i moim mezem. Ale sobota to jedyny wolny
dzien, jestem tak zmeczona, ze najchetnie przespalabym caly dzien.
W niedziele wieczorem zazwyczaj wylatuje na 1 dzien do Belgii (cotygodniowe
spotkania menagerow) i poniedzialek jest dniem, kiedy najwczesniej wracam z
pracy - o 18.00, wtedy przylatuje z Belgii.
Kolejna kwestia pieniedzy. Co z tego ze mam ich duzo, co z tego ze mam piekny
dom, jak w nim nie bywam, ze mam kuchnie za 40.000zl, jak jeszcze nic nie
ugotowalam, co z tego ze moge wyjechac na wspaniale wakacje, jak nie mam
kiedy...
Moj synek mnie zapytal kiedys: 'umiesz zrobic jajecznice?' Przeplakalam
kolejna noc...
Moze Wy tez duzo pracujecie, ale jestescie lepiej zorganizowane. Ja o 20.00
padam ze zmeczenia. Klade moje dziecko spac (o ile zdarze) i zasypiam w
salonie przed TV.
Mam gosposie, ktora mieszka na stale z nami, wiec zadne obowiazki domowe na
mnie nie czekaja, ale psychicznie jestem wykonczona.
A teraz najwazniejsze.
2 tygodnie temu, moj synek czul sie zle, mial wysoka temperature, wymiotowal.
Byla niedziela, maz w delegacjii we Francjii, ja wylatuje do Belgii.
Oczywiscie nie jestem w stanie tego odwolac (tak mi sie zdawalo), wychodze z
domu zaplakana, moje dziecko nawet na mnie nie patrzy.
Na Okeciu, ktos kradnie mi komorke. Orientuje sie o tym dopiero w hotelu w
Belgii. Dzwonie do domu, poinformowac nianie, ze komorki nie mamm, daje jej
nr do hotelu i biura, gdzie pracuje w poniedzialki. Niania mowi, ze stan
Jasia jest lepszy. Uffff
W poniedzialek bardzo wazne spotkanie, caly zarzad jest, wiec nie ma mowy,
abym wczesniej wrocila do domu. Dzwonie rano do synka, mowi ze czuje sie
lepiej, jeszcze raz upewniam sie czy maja nr do biura.
Spotkanie trwa ok 5h, z czego 60% to same 'pierdoly', ja siedze jak na
szpilkach, bo czuje ze cos sie dzieje z moim dzieckiem. W koncu sekretarka
mnie prosi do telefonu. Okazuje sie ze dzwoni moj maz z Francji i mowi ze
Jasiek w szpitalu z zapaleniem opon mozgowych (wlasnie dzwonila do niego
niania). Na spotkanie nie wracam, gnam taksowka do hotelu, potem na lotnisko.
Oczywiscie nie ma wczesniejszego polaczenia do Warszawy, czekam na
polaczenie, na ktore mam juz bilet. W Warszawie jestem o 17.30 i jade do
szpitala.
Lekarz patrzy na mnie jak na wariatke, na wyrodna matke, ktora zostawia chore
dziecko, mowi mi ze to powazna choroba, ale moj syn ma szczescie, bo to
wirusowe, a nie bakteryjne.
Odchodzi, a potem wraca jednak i cichym glosem mowi 'czasem trzeba dokonac
pewnych wyborow...'.
Moj synek patrzy na mnie takim wzrokiem, ze nie umiem mu spojrzec w twarz.
Zaraz przylatuje tez moj maz, zaalarmowany choroba Jaska.
Teraz jestem na L4 w domu z Jasiem, a do konca grudnia mam urlop. Ale co
dalej... Co zrobic? Pieniedzy nie potrzebujemy duzo, moj maz tez dobrze
zarabia. Dam rade??
Jak mam sobie poradzic ztym, ze zawalilam na calej lini, jako MATKA.
Poradzcie cos...