Pomocne babcie?

21.01.07, 12:34
Witam!!
Z racji, że naszło mnie trochę wątpliwości, chciałam się Was zapytać jak to
jest z babciami?. Moja mama mieszka piętro wyżej a mimo tego (na co zwrócił
uwagę mój mąż) nie jest tak jak myślieliśmy, że będzie...mianowicie:
Mama jest cudowną, dobrą, troskliwą mamą. Wiem, że zawsze starała się dbać o
mnie jak tylko potrafiła. Niestety z natury jest osobą apodyktyczną, surową,
więc np potrzeby emocjonalne wg niej są mniej ważne. Nasz synek ma 5 m-cy,
mimo tego, nigdy nie mogliśmy pozwolić sobiew z mężem, żeby gdzieś wyjść.
Ciąże miałam ciężką, więc właściwie cały rok nigdzie nie byłam. Ostatnio udało
nam sie wyjść do kina, co poprzedzone było 2dniami proszenia mamusi, żeby z
małym została. Dodam, że absolutnie nie wymagam, nie jest to jej obowiązek,
żeby niańczyć moje dziecko, ale jak widzę u koleżanek jak wychodzą sobie
czasem to trochę mnie to zastanawia. Nigdy nie zaproponowała, żebyśmy zrobili
coś dla siebie.. no nie wiem.
Jak jest u Was powiedzcie, czy za dużo chcę? Proszę np żeby została z nim parę
godzin to mówi: ale wiesz o teraz dostaje ząbki i by chciał ciągle na rączkach..
Powiedzcie proszę jak to jest???
Pozdrawiam
    • yenna_m Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 13:04
      sensja, z tymi babciami to rozne jest - wszystko zalezy od charakeru czlowieka.

      Kiedys moja matka bardzo mi sie narucila z pomoca. Skonczylo sie na totalnym
      wpieprzeniu w moje malzenstwo (co w sumie powinnam byla przewidziec, lecz nie
      przewidzialam) i konfliktem z matka, ktory wlasciwie trwa do dzis (za duzo zali
      naroslo).

      Moim zdaniem najbezpieczniejsza jest sytuacja, gdy korzystasz z pomocy osoby
      obcej. Moze sprobuj znalezc w okolicy jakas osobe, ktora kilka razy w tygodniu
      przypilnowalaby za jakims wynagrodzeniem Twojego malucha?

      Sytuacja ma wiele plusow - nie musisz znosic ewentualnych matczynych komentarzy
      na temat roznych aspektow waszego wspolnego zycia wink no i nie musisz byc nikomu
      z rodziny wdzieczna za pomoc (a ta wdziecznosc w sytuacji, gdy pomoga sie z
      łaską lub na siłe, staje w gardle, oj staje)
      • yenna_m Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 13:05

        kilka razy w miesiacu - mialo byc
      • majka7320 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 22:13
        to jest różnie z tymi babciami chca dobrze a moga zaszkodzić mam teściową która
        wręcz jest nadopiekuńcza prawde mówiąc wyrywa z ręki dziecko nosi prosto na
        rękach 4mies. dziecko tłumacze ze tak nie można ale ona swoje co mam robic
        rozmowa z męzem nie zdaje rezultatu zrozpaczona jestem co mam robic
        doradzcie prosze
        • gruba_dynia Re: Pomocne babcie? 22.01.07, 13:13
          Co to znaczy nosi "prosto na rękach"? Jeśli chodzi o noszenie w pionie to ja
          tak nosiłam do urodzenia podtrzymując głowkę. W wieku czterech miesięcy za
          żadne skarby moja mała nie dałaby sie nosić w poziomie. Była już zbyt ciekawa
          świata.
      • majka7320 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 22:15
    • mamitka Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 13:04
      Moze mama juz nie ma sily zajmowac sie Maluchem? To jakby nie bylo jest stres,
      zawsze moze sie cos zdarzyc pod nieobecnosc rodzicow. Moze mama radzila sobie z
      dziecmi sama i uwaza ze tak byc powinno - masz male dzieci to niestety musisz
      sie nimi zajmowac? Nie wiem co moze myslec Twoja mama. Po prostu moze ja
      szczerze zapytaj dlaczego nie chce czasem (!) zostac z Maluchem, ze bardzo by
      Wam to pomoglo. Ja jestem szczesciara bo moja mama jest doslownie na kazde
      moje "zawolanie" - nawet sama mowi to idzcie a ja sie zajme Maluchem. Nawet
      eraz jak jest dwojka to bez problemu przychodzi i sie zajmuje (jeszcze potrafi
      chate ogarnac - ja nie wiem jak ona to robi!smile ). Ale wiem ze u kolezanek jest
      z tym roznie i nie zawsze mamy sa takie pomocne jak moja.
    • fajka7 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 14:37
      Widocznie jak na stosunek Twojej mamy do sprawy chcesz za duzo. Tak jak wyzej
      napisano- roznie bywa, to zlozona w sumie sprawa, bo zalezy nie tylko od
      charakteru babci, ale takze checi, mozliwosci oraz prywatnych zalozen na temat
      podejscia do wnukow. Czyli- babcia ma prawo odmowic, miec swoje powody i sie z
      nich nie tlumaczyc. Tak po prostu. A Ty nie masz prawa z tego powodu czuc
      urazona.
      Staraj sie od niej takiej pomocy nie oczekiwac (skoro slusznie zauwazasz, ze
      nie jest to jej obowiazek) i bedzie Ci latwiej.
      W kazdym razie nie ma jednej przyjetej, zaakceptowanej normy na postawe babci i
      nie mysl, ze tylko Ty jedna jestes pomocy pozbawiona, a wszyscy ja hojnie
      otrzymuja, na pewno tak nie jest.
      Czesto mozna poczytac na forum jak te pomagajace wlasnie babcie potrafia dac
      sie we znaki, bo po prostu zacieraja sie granice, gdzie sie jedna rodzina
      konczy, a druga zaczyna. Szczegolnie gdy taka babcia zajmuje sie wnukiem
      codziennie na zasadzie niani.
      Tak wiec kazdy wariant ma swoje wady i zalety smile
    • figrut Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 14:40
      U mnie było bardzo podobnie, choć z innego powodu. Moja Mama to osoba która
      wymusza zachowania własnej rodziny według swojego "widzimisię" i do tego jest
      złośliwa. Córkę wychowywałam jeszcze mieszkając z moją Mamą. Gdy mała miała rok
      z kawałkiem kumpel zaprosił mnie na dyskotekę. Mama sama namawiała mnie żebym
      poszła, to się trochę rozerwię bo cały czas siedzę z dzieckiem w domu. Na
      dyskotekę mieliśmy kilkadziesiąt metrów [4 minuty drogi od mojego bloku].
      Wychodzimy krótko przed 21, a moja Mama upomina mnie, żebym o 22 a najpóźniej 15
      minut po była w domu, bo co ona zrobi jak jej się dziecko obudzi. Jak prosiłam
      Mamę aby została z moją córką, bo ja chciała bym to czy tamto, to jeśli się
      zgodziła, wymagała ode mnie słonej zapłaty w postaci dostosowania się całkowicie
      do tego co ona chce i do tego musiałąm się stawić na konkretną godzinę w domu,
      bo ona "nie da sobie rady z dzieckiem". Żeby było śmieszniej, jak chciałam
      gdzieś małą zabrać ze sobą, to Mama zawsze mówiła "po co ją tam zabierasz, jedź
      lepiej sama bo my tu sobie razem damy radę". Oczywiście, musiałam przekonywać
      moją Mamę, że lepiej aby córka ze mną jechała, bo im bardziej ja chciałam ją ze
      sobą zabrać, tym bardziej moja Mama chciałą się nią zająć. Z Teściową jest
      zupełnie inaczej. Pytam się jej, czy mogła by zostać z dzieciakami i jeśli może,
      to nie robi żadnych problemów ani nie oczekuje wdzięczności za przypilnowanie
      ich [dwójki, a nie jednego].
    • dlania Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 15:16
      U nas jest tak:
      w sprawie wyjśc wspólnych np. na imprezę pytamy mamę co najmniej kilka dni
      wczesniej czy zechce zostac z wnuczkami. Czasem mówi tak, a czasem nie. Bywa
      nam przykro, że akurat taki fajny koncert, a my musimy siedziec w domu, bo mama
      sie np. czuje zmęczona, ale cóz, jak sie chciało miec dzieci to sie teraz ma
      obowiązki.
      Natomiast na pytanie : czy zaopiekuje sie naszym dzieckiem młodszym przez pól
      roku 8 godzin dziennie 5 X w tygodniu zdecydowanie powiedziała nie. My mielismy
      prawo zapytac, ona miała prawo powiedziec nie, bez urazy wzajemnej, zreszta
      takiej odpowiedzi sie spodziewalismywink
    • kathia_25 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 15:24
      dokładnie mam to samo co Ty,z wyjątkiem takim,że moje dziecko ponad rok i
      nigdzie nie byliśmy razem bo moja mama nie chce zostać za bardzo z wnuczkiem.Jak
      by co to chwali się ,przed koleżankami z pracy jaki to fajny wnuczuś,a tak
      naprawdę to kontakt ma z nim niemal zerowy.Tak sobie pomyślałam,że u mnie nie
      tylko nie ma mowy o prywatnym wyjściu,ale także żeby coś załatwić.Np. jutro
      niemąż idzie do dentysty po pracy a ja muszę załatwić coś pilnego.Niby moja mama
      się zgodziła ale po powrocie do domu już mnie obgadała przez siostrą że z
      wnuczkiem musi posiedzieć.To boli i to bardzo!
      • dlania Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 15:31
        Kathia, ja sobie zawsze wtedy zadaje pytanie o cel tego co robię. Na czym Ci
        bardziej zalezy, na tym żeby cos załatwić, czy na tym, żeby miec niposzlakowana
        opinie u siostry (czy siostry mamy). Zreszta co to za zarzut: biedna babcia
        musi chwile posiedziec z wnuczkiem.
        Babcie moga robic co chca, nie maja obowiązku opieki nad dzieckiem, co nie
        znaczy, że nie mozna ich o to prosić! a jak ktos jest bardzo honorowy i nie
        umie sie zniżyc do proszenia, to patrz wyżej (na czym Ci zalezy: na wyjściu z
        męzem do knajpy, czy na tym, żeby mama nie mogła powiedzieć, że Ci pomaga)
        • kathia_25 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 15:38
          ja wiem,że nie ma obowiązku to oczywiste,ale po co w takim razie mówi innym że
          chętnie się nim opiekuje i zostaje bardzo często?Ja nie narzekam,że nie wychodzę
          do knajpy,przecież koniec końców jestem odpowiedzialna za dziecko i z nim
          siedzę.Ale najczęściej sytuacja wygląda tak:"Mamo czy mogłabyś zaopiekować się 2
          godziny Mikołajem?-Tak,oczywiśćie-mówi moja mama.A za dwa tygodnie dowiaduję się
          od jej faceta,że np. ona nie miała ochoty z nim siedzieć i w ogóle okropne z
          niego dziecko,bo ona chciała przy komputerze posiedzieć a on jej nie pozwolił bo
          chciał się bawić.
          • fergie1975 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 15:40
            a po co sie tym przejmujesz?
            w koncu posiedziala 2 godziny czy nie, a w przyszlosci tez popilnuje.
            Trzeba zeby zacinac albo obcej osobie oddac, nie wiem co lepsze.
          • dlania Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 15:44
            No to jak tak czy inaczej opowiada, że sie nim opiekuje, to chociaz niech tak
            rzeczywiście bedzie od czasu do czasu. Tylko żby nie wyżywała sie na dziecku,
            wtedy lepiej dac sobie spokój. A jak bedziesz świadkiem tego jak mówi o tym
            jaka to z niej opiekuńcza babcia, to ja zapytaj kiedy to niby tak sie nim
            zajmuje.
            • kathia_25 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 15:47
              ale by było wesoło jakbym tak zapytałasmile matka umarłaby ze wstydu,a mnie przy
              najbliższej okazji zakatrupiłaby słowniesmile ale to byłaby dobra nauczka
              nie rozumiem w niej tylko jednego-jeśli nie chce z nim posiedzieć to niech to
              powie wprost a nie się zgadza a później stęka i narzeka
              • dlania Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 15:53
                Mówi tak, bo chce być uznawana przez otoczenie za dobrą babcię.
                A Tobie jęczy i stęka, bo chce żebyś widziała, jak ona sie bardzo dla Ciebie
                poświęca.wink
                Zasadniczo chyba w ogóle bardzo jej zalezy na tym, żeby wszyscy wiedzieli, jaka
                ona jest super!
              • fajka7 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 17:51
                nie rozumiem w niej tylko jednego-jeśli nie chce z nim posiedzieć to niech to
                > powie wprost a nie się zgadza a później stęka i narzeka

                To jej to powiedz. Wlasnie wprost tak jak sama chcesz, żeby mowila do Ciebie.
                Nie chce Ci odmawiac, godzi się na zajecie dzieckiem, chociaz najwyrazniej jej
                to srednio lezy. Rownie dobrze może czuc się skrepowana przez niepisane zasady
                wspolzycia miedzy ludzmi i ma trudnosci z odmowieniem Ci, bo niby należy
                wnukami się zajmowac i dzieciom swoim do smierci pomagac.
                A tak naprawde wcale nie czuje bluesa, jest to dla niej wielkie poswiecenie i
                dowiadujesz się o tym na boku.
                Ja troche te babcie rozumiem o tyle, ze nie wyobrazam sobie, ze zajmuje się
                czyims dzieckiem, nawet od czasu do czasu. Kompletnie mnie to nie kreci i bylby
                to szczyt poswiecenia dla mnie. Podejrzewam, ze jak będę miala wnuki, to mogę
                ich nawet nie pokochac. W każdym razie w tej chwili zupelnie tego nie czuje.
                I pewnie z poczucia obowiazku takim wnukiem bym się zajela, ba, może nawet sama
                bym taka pomoc zaproponowala widzac, ze nikogo innego nie ma, ale bardzo duzo
                by mnie to kosztowalo.
                Hmm, wlasciwie to w trakcie pisania doszlam do wniosku, ze w razie czego, chyba
                zafunduje dzieciom nianie. Prezent od babci. Ciekawe tylko co napisza na
                forum big_grin.
                Wracajac do tematu: ewidentnie zajmowanie się Twoim dzieckiem nawet przez 2
                godziny to dla mamy żaden miod, ale się na to godzi i daje sobie z tym rade jak
                potrafi. Pozostaje Ci zrezygnowac z tej pomocy, albo przyjac do wiadomosci, ze
                tak wlasnie ona to przezywa i to się nie zmieni.

    • fergie1975 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 15:39
      Bo są tez takie matki co nie lubią dzieci, w tym wnucząt. Posiedzą a i owszem
      raz na miesiac parę godzin. Wolą np dać kasę czy cos kupic, ale nie siedzieć.
      Troche na lepsze się to zmienia jak dziecko urośnie, mysle ze dlatego że wtedy
      sie juz samo sobą zajmuje więcej. Ale tez dlatego, ze wtedy mozna coś
      konkretnego zrobić, pojsc na spacer, basen do kina, zoo itd.
      Mnie to np nie dziwi, ile srednio te babcie maja lat? pracują zawodowo?
      A może wlasnie zaczeły byc na emeryturze i chca najnormalniej odpoczać.
      Inne sie po prostu nie daja na siedzenie z dzieckiem i tyle. Jezeli juz to sie
      konczy tym ze dzieciak siedzi przed TV caly dzien.
      • berecik7 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 18:36
        Niestety babcie dzielą się na te, które są emocjonalnie związane ze swoimi
        wnukami, chcą z nimi być, nawet czasem do przesady. Umieją wczuć się w sytuację
        młodych jeszcze rodziców, którzy chcą czasem gdzieś wyjść.

        No i jest też druga grupa, która po prostu się cieszy, że jesteśmy udupieni,
        nie możemy nigdzie wyjść, bo przecież jak się ma dzieci, to się powinno
        siedzieć w domu, a nie fruwać. Ot co.
        • monia145 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 18:41
          Ta druga grupa rekrutuje sie najczęściej z pań, które same będąc młodymi
          matkami były udupione, nie miały od nikogo pomocy i teraz z zastanawiającą
          satysfakcją lubują się w widoku córek czy synowych tak samo udupionych-
          sprawiedliwość dziejowa musi byćwink
          • kathia_25 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 18:43
            fakt,tak właśnie uważa moja mama;dla niej tak w ogóle atrakcyjniejsze jest
            przesiadywanie na necie-robi to od trzech lat w zasadzie codziennie po
            kilkanaście godzin;no ale nic każdy robi to co lubi
            • sebaga Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 18:58
              Powtórzę za innymi, różne babcie różne podejścia. Gdyby pozwolić mojej mamie to
              jutro poszłaby na emeryturę i siedziała z małym 24 godziny na dobę... Ale to
              złoty człowiek, tak generalnie.
              • kathia_25 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 19:00
                szczerze zazdroszczę;moja też i może by poszła,ale tylko po to żeby całymi
                dniami okupować kompasad na szczęście nie mojego
                • agnes123 Babcia .... 21.01.07, 19:14
                  Hmm... jeśli chodzi o moją mamę - zawsze zostanie z dziewczynami.Natomiast
                  teściowa zdecydowanie woli zostawać ze starszą córą,może dlatego ,że mniejszy
                  kłopot smile Mogę liczyć również na moją babcię czyli prababcię moich córek -
                  pomimo wieku 75 lat - jest nadal w formie i bardzo dużo pomaga mi -
                  zwłaszcza,kiedy zostaję sama a mąż wyjeżdża za granice smile
        • fajka7 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 19:31
          berecik7 napisała:

          > Niestety babcie dzielą się na te, które są emocjonalnie związane ze swoimi
          > wnukami, chcą z nimi być, nawet czasem do przesady. Umieją wczuć się w
          sytuację
          >
          > młodych jeszcze rodziców, którzy chcą czasem gdzieś wyjść.
          >
          > No i jest też druga grupa, która po prostu się cieszy, że jesteśmy udupieni,
          > nie możemy nigdzie wyjść, bo przecież jak się ma dzieci, to się powinno
          > siedzieć w domu, a nie fruwać. Ot co.

          Wynika z tego, ze sa dobre babcie i zle babcie. Te dobre zajmuja się wnukami, a
          rodzice wychodza, te zle się nie zajmuja. Co za tym idzie- nie ma mozliwosci,
          żeby babcia, która z wnukami nie zostaje wieczorami była babcia dobra.
          Czyli babcia, aby zyskac opinie dobrej w oczach swoich dzieci, po prostu MUSI z
          tymi wnukami się bujac czy jej się to podoba, czy nie. Czyli idac dalej-
          zajmowanie się wnukami, to psi obowiazek dobrej babci.
          Czyli niby przyznajecie, ze babcia wcale nie musi, ale tak naprawde uwazacie,
          ze musi, bo inaczej będzie zla babcia, zla matka dla Was.
          Hmm.
          No w kazdym razie ja tak nie uwazam.
          • dlania Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 19:37
            E tam, e tam. Moja teściowa jest laska w szpilkach, ma swoje zycie, z wnukami
            zostaje bo chce, i tylko wtedy kiedy chce. I ja ją za to szanuję i uważam że
            jest super bab(k)cia
            • fajka7 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 19:40
              zostaje bo chce, i tylko wtedy kiedy chce. I ja ją za to szanuję i uważam że
              > jest super bab(k)cia

              Ja wlasnie o tym jakby pisze smile)
          • monia145 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 19:45
            Nie...
            Złymi są te, które nie chca zostac z dzieckiem w imię jakiejś złośliwości,
            zrobienia przykrości, okraszając swoje wypowiedzi morałami typu: " Jak ja
            Ciebie urodziłam/Twojego męża to nigdzie nie wychodziłam tylko siedziałam w
            domu i sama musiałam sobie dawać ze wszystkim radę"

            Te, które nie maja ochoty na zabawę z wnukami, ale potrafią to uargumentować
            czyms innym niż złośliwostkami, złe nie są- maja prawo do własnego zycia, maja
            prawo miec inne plany akurat w wieczór, który przez przypadek młodzi wybrali
            jako swój wolny dzieńwink
            • fajka7 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 20:20
              Ale monia co to znaczy "potrafia uargumentowac"? Musza sie wytlumaczyc, tak?
              Jak nie bedzie usprawiedliwienia, znaczy sie zle sa.
              Czyli znowu- zeby byc dobra, musi pilnowac. Nie wolno jej po prostu nie chciec.
              • monia145 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 20:24
                Nie...smile
                Wystarczy powiedzieć własnie "nie chcę, bo...coś tam...no nie powiesz mi, że
                kiedy ktoś mówi , że nie chce zając sie wnukami robi to ot tak sobie, bez
                żadnego powodu?
                Powody moga byc zaś różne- inne plany życiowe, podróz dookoła świata,
                uniwersytet trzeciego wieku, dodatkowa praca, aerobik i tysiące innych, łącznie
                z chęcią odpoczynku przy winie i książce. I ja to jestem w stanie zrozumieć.
                • fajka7 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 22:21
                  Dobra- mowimy w sumie o tym samym. Ja tylko kwestionuje to „bo”. Po prostu nie
                  uwazam, ze babcia ma obowiazek się tlumaczyc, ze wystarczy „nie zrozumcie mnie
                  zle, ale to niemozliwe”. Również uwazam, ze zawsze jest jakis powod, chocby
                  mialaby nim być chec przeczytania gazety i rozwiazania ulubionej krzyzowki na
                  ostatniej stronie.
    • mathiola Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 19:22
      Ja moge na swoją liczyć w każdej sytuacji. Staram się nie przeginać i większość
      spraw załatwiam tak, żeby jej nie obciążać, jak by nie było dwójką maluchów, a
      czasem i trójką jak starszy jest w domu. Ale kiedy naprawdę muszę poprosić o
      pomoc i dzwonię, zawsze jest gotowa by przyjść i posiedzieć, kiedy ja muszę
      gdzieś wyjść. Byliśmy nawet z mężem na imprezie, wróciliśmy o 3 w nocy smile
    • berenika44 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 19:44
      W tej chwili moi chłopcy już nie potrzebują opieki, ale jak byli mali a my
      oboje pracowaliśmy to bardzo rzadko prosiliśmy o pomoc w opiece nad dziećmi. A
      obie babcie są bardzo w porządku, często przypominałi, że moga i chcą. To był
      nasz wybór. Mieliśmy nianie,a odwiedzaliśmy obie babcie z dziećmi często, by
      jak najczęściej widziały się z wnukami. To były zawsze wspaniałe chwile dla
      całej rodziny. Obecnie jeden z synów jest dorosły i wie, że jego dziecko będzie
      tylko jego i jego żony. To rodzice powinni ponieść cały ciężar wychowania. Taką
      będę złą babcią, bo mam zamiar realizować jeszcze długo swoje pomysły na życie
      a mam ich sporo. Pozdrawiam wszystkie babcie.
      • jusytka Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 19:57
        berenika44 napisała:

        >To rodzice powinni ponieść cały ciężar wychowania
        A czy nie uważasz, że powierzając dzieci opiekunce, a nie babciom - to właśnie
        na nią częściowo ten ciężar spadł?
        • berenika44 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 20:18
          Po pierwsze - opiekunka nigdy nie była dłużej niż 1-2 godz dziennie (mąż
          chodził do pracy na drugą zmianę), więc nie ma mowy o wyręczaniu się nianią.Po
          drugie - opiekunce płaciliśmy, więc nie ma mowy o wykorzystywaniu kogokolwiek.
          Chodzi mi o to, że babcia to też człowiek, który po odchowaniu swoich dzieci
          czasami ma ochotę być tylko dla siebie, odpocząć poprzez realizowanie swoich
          planów. A nie odczuwać znowu obowiązku opieki nad wnukami bo tak wypada i
          stresować się, "czy dobrze zajmuję się małym dzieckiem", choć nie te siły i
          zdrowie. Ja np. mam ochotę dużo podróżować. Mój syn zapytał kiedyś, mamo co
          chcesz robić jak będziesz na emeryturze? Gdy usłyszał o moich planach -
          ucieszył się, że wreszcie zajmę się swoimi marzeniami. Ciekawa jestem, czy
          znacie marzenia swoich rodziców?
          • jusytka Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 20:27
            Ja też zachęcam moją mamę do podróżowania, wyciągam ją do kina, na babskie
            zakupy itp - jedno nie musi wykluczać drugiego. Nie ma też mowy o jakimkolwiek
            wykorzystywaniu, bo po pierwsze moja mama chce pomagać mi przy dzieciach i robi
            to z "potrzeby serca", bo bardzo kocha moje maluchy, a po drugie tak jak już
            napisałam wcześniej - ja również jej pomagam i będę pomagać, więc korzyść jest
            wzajemna.
            • berenika44 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 20:35
              moja mama chce pomagać mi przy dzieciach i robi
              > to z "potrzeby serca", bo bardzo kocha moje maluchy,

              W porządku, jeżeli jest to wzajemna korzyść i akceptacja. Moja mama i teściowa
              też kochają swoje wnuki, ale to my - rodzice chcieliśmy wychować je tylko po
              naszemu, to był nasz wybór. Chcieliśmy im pokazać świat inaczej niż zrobiłyby
              to babcie. One były w niedalekiej oddali do kochania, ale nie do wychowywania.
              Tak zadecydowaliśmy i był to doskonały wybór. Pozdrawiam, każdy wie najlepiej,
              jak chce żyć.
      • mamkaantka Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 20:13
        Różnica polega na tym, ze ty miałaś możliwość wyboru, a twoje dzieci chyba
        niekoniecznie będą miały ....
    • jusytka u mnie jest zupełnie inaczej 21.01.07, 19:53
      To moja mama prosi o opiekę, jak dłużej (kilka dni) moich pociech nie widzi.
      Moge jej ich zostawić o każdej porze dnia i nocy bez uprzedzeń nawet, choć
      zwykle to robię, teściowa też jest na każde zawołanie - tak było od początku. My
      jednak też babciom pomagamy jak możemy i to jest uważam sytuacja najzdrowsza.
      Moja mama jednak z natury jest bardzo ciepła i serdeczna - to chyba idealna
      babcia. Piszę chyba, bo trochę mi rozpuszcza towarzystwowink
      • majan2 Nie oczekujesz za duzo 21.01.07, 21:34
        Moim zdaniem nie oczekujesz za duzo od swojej mamy i naley ci sie raz na jakis
        czas wyjscie z domu z mezem.
    • kathia_25 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 20:00
      właśnie zadzwoniła moja mama i zapytała czy musi jutro przychodzić bo ją dzisiaj
      głowa boli,bo jutro wychodzi o 15 z pracy i w ogóle tysiąc innych
      wytłumaczeń;trochę mnie zdenerwowała
    • anik801 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 20:18
      Moja mama mieszka 40km ode mnie.Od 8 mies.większość dnia spędza w szpitalu przy
      moim tacie.A więc pomoc z jej strony odpada.Teściowa pracuje codzień(także w
      soboty),a więc też odpada.Babcia(mojego męża),która z nami mieszka zajmuje się
      tylko wnukami od strony swojej córki-a więc też odpada.Mamy na miejscu(tzn.w
      tej samej wsi)babcię(mamę teściowej)na nią można liczyć.Zawsze gdy muszę coś
      nagle załatwić lub gdzieś pojechać na cały dzień dzwonię właśnie do niej.Nie
      robię tego zbyt często,bo nie chcę nadużywać jej dobroci.Ogólnie też nie mam z
      kim zostawiać dzieka.Z drugiej jednak strony jeśli chodziłoby o wyjście
      wieczorne to teściowa zostanie bez problemu z moją córką.Tylko,że my wszędzie
      mamy daleko,więc zbyt często nie wychodzimy wieczorami.Ja wyznaję taką zasadę-
      umiesz liczyć?licz na siebie!
      • fergie1975 Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 21:27
        Amen
        smile
        • mamaemmy Re: Pomocne babcie? 21.01.07, 21:37
          u mnie jest tak-moja mama bierze Emusie do siebie na kazdy weekend-jeśli tylko
          nie pracuje.Czasem na kilka dni-np od czwartku do poniedziałku.Mała uwielbia tam
          jeżdzicsmile
    • malwisienia Re: Pomocne babcie? 22.01.07, 10:16
      nie rozumiem tych które bronią "leniwych" babć; wiadomo, że mają one prawo do
      własnego życia i nie mają obowiązku opieki nad wnukami, ale przecież chodzi o
      zwykłą przysługę, którą wyświadcza się jakby nie było członkowi własnej rodziny;
      zaopiekowanie się dzieckiem okazjonalnie, żeby rodzice mogli sobie np. wyjść do
      kina czy po zakupy w żaden sposób nie może nadwyrężyć zdrowia takiej babci,
      równie dobrze może chodzić o całkiem inne przysługi nie związane z dziećmi;
      uważam po prostu, że członkowie rodziny powinni sobie w miarę możliwości pomagać;
      a w większości przypadków takie babcie zapewne tryskały entuzjazmem na wieść o
      urodzeniu się wnuka i chaliły wszystkim sąsiadkom, a jak trzeba pomóc to je
      akurat głowa boli
      • fajka7 Re: Pomocne babcie? 22.01.07, 12:56
        Tez bym sie cieszyla gdyby mial sie wnuk rodzic. Ale zajmowac sie bym nie
        chciala. Wiem to juz dzis, wiec moze byc tylko gorzej wink
      • mamaemmy malwisienia 22.01.07, 13:31
        pierwszy raz sie z Tobą zgadzamsmile
        • malwisienia Re: malwisienia 22.01.07, 13:55
          może w takim razie nie jestem takim potworem jakby się wydawałowink
          • mamaemmy Re: malwisienia 22.01.07, 14:06
            no co Tysmile
            Mamy tylko odmienne zdania na niektóre tematysmile
            Pozdrawiam i zyczę fajnego dniasmile
    • gosiik Re: Pomocne babcie? 22.01.07, 12:22
      Mieszkamy bardzo blisko siebie z teściami i moimi rodzicami, pomagają nam bardzo
      rzadko. Moja mama widziała wnuczkę miesiąc temu, nie wymagam, żeby się nią
      zajmowała, kiedy my pójdziemy do kina, ale przykro mi, że się nią wcale nie
      interesuje - zero telefonów, smsów, maili, to cholernie przykre.
      • syriana Re: Pomocne babcie? 22.01.07, 14:47
        zawsze gdy na forum pojawia się wątek opieki babci nad wnukami, autorki tłumaczą
        się: "ja oczywiście nie mam postawy roszczeniowej, nie wymagam, żeby babcia
        siedziała z dziećmi, ale na te dwie godziny jak my pójdziemy do kina, toby mogła"

        otóż to jest postawa roszczeniowa
        • lola211 Re: Pomocne babcie? 22.01.07, 14:53
          > otóż to jest postawa roszczeniowa
          >
          Tia, jak cholera- wymagania po zboju- 2 godz. raz na ruski rok.
          Rodzina z zalozenia to pomoc i czasem poswiecenie.Inaczej to nie ma zadnego
          sensu.Kto ma pomagac jesli nie najbliźsi? Jesli dla babki to takie wielkie halo
          to niech ugryzie sie w nos- bez łaski.Tylko niech nie oczekuje jakiejkolwiek
          pomocy, gdy ja np. korzonki zlapia.Nie pomoglabym nic takiej egoistycznej babce.
          Na szczescie zarowno moja mama jak i tesciowa sa normalne.
        • vatum Re: Pomocne babcie? 22.01.07, 17:14
          Kiedyś babcia była babcią: odprowadzała do szkoły, gotowała co wnusio/wnusia chciało, opowiedała, śpiewała, pilnowała na dworze by się nie zabiło.
          Teraz żeby dziecko miało babcię rodzice płacą swoim rodzicom za opiekę, za to że mogą wyjść do kina czy gdzie indziej. Nie znam żadnej "nie płatnej babci".
          Wszystko jest wymuszane, nie ma tej radości, tej więzi, jest przymus z obu stron.
          Straszne.
          • lola211 Re: Pomocne babcie? 23.01.07, 13:22
            Vatum- nie jest tak źle, bo naprawde istnieja jeszcze te prawdziwe opiekuncze
            babcie,na szczescie.
      • karambol45 Re: Pomocne babcie? 22.01.07, 14:56
        chyba bym padła jakby tesciowa przysłała mi sms a emaila to już kosmos...
    • lila1974 Re: Pomocne babcie? 23.01.07, 13:55
      Obie babcie i obaj dziadkowie są bardzo pomocni.
      Nie korzystam z ich pomocy nagminnie, ale sama świadomość, że mam taką
      możliwość jest budująca. A najmilsze jest to, że widzę jaką autentyczną
      przyjemność sprawia im przebywanie w towarzystwie wnuczek.

      A dziewczynom, które czują w sercu żal, że ich mamy czy teściowe nie są chętne
      do pomocy wcale się nie dziwię. Rozumny człwiek wie, że nie może obarczać
      swoimi sprawami innych i zapewne nie wymaga, by babcia był na każde
      gwizdnięcie, ale brutalna świadomość, że nie można liczyć na bliską osobę "BO
      NIE" jest frustrująca.
    • e_r_i_n Re: Pomocne babcie? 23.01.07, 14:03
      Jestem przeciwniczką 'zlecania' babciom ciaglej opieki nad wnukami,
      jednoczesnie rozumiem jednak żal, jesli w ogole tej pomocy ze strony babci nie
      ma.
      Dziadkowie i babcie mojego dziecka mieszkaja daleko, nie widza wiec dziecka
      bardzo czesto. Rodzice mojego meza zostaja czasami z mlodym, ale raczej na
      godzinke, dwie, przy okazji wizyt u nich. U moich rodzicow natomiast Wiktor
      ma 'drugi dom', czyli miejsce, gdzie w naglych przypadkach ma opieke. Ostatnio
      spedzil tam miesiac wakacji, bywalo, ze w czasie jego choroby ja nie bralam
      zwolnienia, tylko wywoziłam Młodego do dziadków.
      Taka opcja jest dla mnie optymalna - wiem, ze moge liczyc na pomoc, ale sama
      nie przesadzam z oczekiwaniami.
      Twoje rozżalenie rozumiem - dwie godzinki raz na jakis czas babci nie zbawia.
Pełna wersja