Juz sama nie wiem....
Ale chyba jazda autobusem stała sie moja obsesją..

kiedy przekraczam próg autobusu ..na dzień dobry podnosi mi sie adrenalina...
kłuce sie ze starymi babami które nie chca mi ustapic miejsca , siedząc na
miejscu dla matki z dzieckiem....a niestety sama młud z 3 latkiem za reke i
zakupami.... a właściwie latac na kazdym zakrecie bo nie mam sie czym trzymać....
a już wczoraj to oberwało sie mlodej dziewczynie właściwie troche nie z jej
winy ...
próbuje wsiąśc do autobusu...z wózkiem....
biore wózek gdy wracam z synem z basenu , bo zasypia w autobusie , a ja nie
mam siły go nosić ( ma 20 kg0
wiec wózek wiechał, a moja d...została...wiec mówie czy mogli by mnie wpuscić
bo przeciez to jest miejsce dla wóżków....ciezko im to szło ...i autobus
ruszył szarpnoł i ta dziewczyna wpadła...a własciwie usiadła na głowie mojego
syna...no cóz...wsiadłam na nią choc tak naprawde to chyba bardziej wina
kierowcy....ona sie zdenerwowała ...ja sie zdenerwowałam...młodemu nic sie nie
stało....ale...
po wyjściu z autobusu, wózek sie rozleciał...
nie mam juz zdrowia....do komunikacji miejskiej....a dziewczyne w końcy jak mi
nerw przeszedł przeprosiłam , bo nie powinnam była tak sie zachowac...
ona oczywiscie tez przeprosiła ....
ale cały wieczór poswieciłam by ten głupi wózek w końcu poskładać...