Dodaj do ulubionych

na utrzymaniu partnera

08.02.07, 14:52
jesteśmy razem od 6 lat, mamy 4 letnie dziecko,partner ma swoją firmę która
dobrze prosperuje, kupuje jedzenie, płaci rachunki...ale kobieta czasem
potrzebuje czegoś więcej, nie lubię się o nic go prosić, wolę się zwrócić do
mamy, moje ubrania mieszczą się w jednej szufladzie, chodzę na zmianę w dwóch
spodniach i 4 sweterkach, ostatnio popsuł mi się zamek w kozakach (w których
chodzę 5 rok) myślałam, że zaproponuje żebym kupiła sobie nowe, ale zaniósł
do szewca i później zaznaczył, że kosztowało go to 18zł. + dojazd (ma swój
samochód) Od miesiąca szukam pracy (wcześniej byłam z dzieckiem w domu, teraz
poszedł do przedszkola) ale jak ją znajdę to prawie nie mam się w co ubrać
żeby ładnie się prezentować.O innych rzeczach typu
fryzjer,solarium,kosmetyczka,perfumy nie marzę. Mam nadzieję, że szybko
znajdę pracę bo niby jestem kobietą faceta który ma firmę a jak gdzieś jadę
to muszę mówić "daj mi na bilety" czuję się jak mała dziewczynka która kiedyś
prosiła tatę żeby dał na loda.
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: na utrzymaniu partnera 08.02.07, 15:10
      I 6 lat tak żyjesz? To upokarzające.
    • gryzelda71 Re: na utrzymaniu partnera 08.02.07, 15:12
      Dziwne,ze godzisz sie na takie traktowanie.....
    • ewaktw Re: na utrzymaniu partnera 08.02.07, 15:13
      To rzeczywiście musi być okropne uczucie. Zacznij pracę od choćby czegoś
      dorywczego, żeby jednak mieć trochę własnych pieniędzy. Poczujesz się lepiej, a
      może i relacje między wami wówczas trochę się zmienią.
      Może twój partner po tych 6 latach, widząc, że dziecko jest już większe i
      poszło do przedszkola, chciałby żebyś zaczęła pracować, a nie ma odwagi Ci tego
      powiedzieć? Może negatywnie ocenia to, że nie pracujesz, a nie umie tego
      wyrazić? Może czuje się wykorzystywany? Może stąd jakaś ostentacja w jego
      zachowaniu dotyczącym finansów? Trudno oceniać z zewnątrz relacje między wami.
      Ja nie potrafiłabym tak żyć z własnego wyboru.
    • triss_merigold6 Re: na utrzymaniu partnera 08.02.07, 15:37
      Powiedz mu wprost, że albo jesteś jego życiową partnerką i traktuje Cię
      odpowiednio w sferze finansowej albo won.
      • marzeka1 Re: na utrzymaniu partnera 08.02.07, 15:40
        Won to może powiedzieć kobieta, któa ma poczucie własnej wartości, przez 6 lat żebrania o kasę i rezygnacja z różnych przyjmeności (typu fryzjer- jak się ścinałaś, sama?), można być zahukaną kobietką.
        • triss_merigold6 Re: na utrzymaniu partnera 08.02.07, 15:51
          To wtedy bedzie miała motywację do podjęcia pracy i zlożenia pozwu o alimenty
          na dziecko.
      • gryzelda71 Re: na utrzymaniu partnera 08.02.07, 15:43
        Z opisanej sytuacji to chyba ona szybciej usłyszy to won.
      • e_r_i_n Re: na utrzymaniu partnera 08.02.07, 15:49
        I kto wtedy da kase na zycie?
      • rita75 Re: na utrzymaniu partnera 10.02.07, 18:55
        > Powiedz mu wprost, że albo jesteś jego życiową partnerką i traktuje Cię
        > odpowiednio w sferze finansowej albo won.

        ona ma powiedziec "won", komus, kto jej daje wikt i opierunek? <LOL>
        Won to sie mówi, jak się ma mocną pozycję...wiec najpierw warto by ja
        wzmocnic...a pozniej podejmowac tak radykalne srodki, jak mowienie won.
    • blessyou1 Re: na utrzymaniu partnera 08.02.07, 15:43
      Ale kto prowadzi dom? Piszesz że on kupuje jedzenie, płaci rachunki... Jaka
      jest twoja rola? Czyli to on decyduje co jutro na obiad? Dziwne to wszystko.
      Jakim cudem do tego doszło?
    • monia145 Re: na utrzymaniu partnera 08.02.07, 15:48
      A nie jest to typowy skąpiec?
      Może to jego zachowanie nie wynika z tyraństwa domowego, tylko z jakiejś manii
      oszczędzania i uciechy z kontemplacji zasobnego konta?

      Taki XXI Harpagon.......
      • triss_merigold6 Re: na utrzymaniu partnera 08.02.07, 15:50
        Zdaje się, że pan na sobie nie oszczędza.
    • anna-pia Re: na utrzymaniu partnera 08.02.07, 23:13
      > jesteśmy razem od 6 lat, mamy 4 letnie dziecko,partner ma swoją firmę która
      > dobrze prosperuje, kupuje jedzenie, płaci rachunki...

      A co ty w domu robisz, zakładając, że dziecko jest zdrowe i chodzi do przedszkola?
      Poza tym, faceci myślą inaczej - przez 6 lat nie zdążyłaś z nim porozmawiać o
      pieniądzach???? Poproś go o pomoc w znalezieniu ci pracy.

      > ostatnio popsuł mi się zamek w kozakach (w których
      > chodzę 5 rok) myślałam, że zaproponuje żebym kupiła sobie nowe, ale zaniósł
      > do szewca i później zaznaczył, że kosztowało go to 18zł. + dojazd (ma swój
      > samochód)

      ??? To ja nic nie rozumiem. Albo zmyślasz, albo facet cie kompletnie uzależnił
      od siebie.
      BTW, masz dostęp do wspólnych pieniędzy?

      I na koniec - typowy przykład, czemu slub nie jest takim najgorszym złem - w
      przypadku rozwodu połowa wypracowenego majątku należy do kobiety, nawet jeśli
      jej wkład polegał na leżeniu na kanapie.
      • aluc Re: na utrzymaniu partnera 08.02.07, 23:16
        anna-pia napisała:

        > I na koniec - typowy przykład, czemu slub nie jest takim najgorszym złem - w
        > przypadku rozwodu połowa wypracowenego majątku należy do kobiety, nawet jeśli
        > jej wkład polegał na leżeniu na kanapie.

        chilli ślub jako metoda oskubania faceta
        to ja się nie dziwię facetom, że nie chcą się żenić
      • fergie1975 Re: na utrzymaniu partnera 08.02.07, 23:20
        och, zaręczam że czasem i lezenie na kanapie może być wyczerpujace. smile
      • alfama_1 Re: na utrzymaniu partnera 08.02.07, 23:54
        > I na koniec - typowy przykład, czemu slub nie jest takim najgorszym złem - w
        > przypadku rozwodu połowa wypracowenego majątku należy do kobiety, nawet jeśli
        > jej wkład polegał na leżeniu na kanapie.

        I vice versa i vis a vis wink
        Dlatego nie wyszłam za mąż wink))
    • fergie1975 Re: na utrzymaniu partnera 08.02.07, 23:17
      jesteś ...święta... zazdroszczę cierpliwości, ugodowości, dobrego charakteru,
      łagodności... niezaradności?
      brrr
      • fergie1975 Re: na utrzymaniu partnera 08.02.07, 23:19
        a jak on ma swoja firmę to logiczne by bylo żeby z nim pracowac?
        • romario31 Re: na utrzymaniu partnera 08.02.07, 23:25
          niestety ale w nazym kraju nie można w firmie zatrudnić współmałżonka.
          • aluc Re: na utrzymaniu partnera 08.02.07, 23:35
            a o jakim naszym kraju mówimy?
          • fergie1975 Re: na utrzymaniu partnera 09.02.07, 00:30
            pracowac z nim jako wspołwłasciciel oczywiscie
            • ankab29 Re: na utrzymaniu partnera 11.02.07, 00:12
              miłe życzeniesmile już widzę jak facet chętnie zmienia charakter działalności na
              spółkę i robi autorkę wątku wspólniczkąsmile))Domyślam sie, że ma zarejestrowaną
              działalność gosp. jako osoba fizyczna...Ano żyjemy w takim kraju, że
              współmałżonka nie można zatrudnić we własnej firmie. Ale partnera owszemsmileMoże
              jednak nasz pan Firma nie widzi miejsca dla swojej partnerki w prowadzonej
              działalności?
              Przy gościu, który wypomniałby mi 18 zł na szewca nie wytrzymałabym
              psychicznie...Toz to jakimś absurdem totalnym zajeżdża! Autorko wątku- szukaj
              pracy, choćby pensja miała skalę kieszonkowego. Na początek każdy własny
              pieniądz się liczy...Przemyślenia o Twoim partnerze podnoszą mi ciśnienie. Nie
              rozwijam tematusmile
              • doral2 Re: na utrzymaniu partnera 11.02.07, 12:51
                T R O L L
                • ankab29 Re: na utrzymaniu partnera 11.02.07, 14:03
                  TROLL? Do mnie czy a propos partnera autorki???smile))
    • romario31 Re: na utrzymaniu partnera 08.02.07, 23:39
      ale dziwczyny wsiadłyście na mamutek12, przecież ona napisała że dziecko teraz
      poszło do przedszkola i chyba każda z nas wie ile pracy jest wdomu nawet jak
      się nie ma dziecka. Wydaje mi się że razem uzgodnili, że dziecko będzie w domu
      a on będzie utrzymywać dom (czy tak mamutek12?) więc wychodzi na to, ze jest
      chytry (chyba że zanim pojawiło się dziecko to było inaczej)i w dodatku nie
      docenia swojej zony. Jeśli nie porozmawiacie poważnie i spokojnie o swoich
      uczuciach to kurcze może być źle. Wytłumacz mezowi, że potrzebujesz jego
      wsparcia w staraniach o pracę (czy on popiera w ogóle twoje poszukiwania
      pracy?).
      • aluc Re: na utrzymaniu partnera 08.02.07, 23:52
        IMHO ona potrzebuje dostępu do pieniędzy ergo karty do konta tego pana i
        zdrowych relacji finansowych, a pracy to dopiero w drugiej kolejności
        odśnieżania, o ile w ogóle
      • kosheen4 Re: na utrzymaniu partnera 11.02.07, 14:11
        > chyba każda z nas wie ile pracy jest wdomu nawet jak
        > się nie ma dziecka.


        bez przesady - jak się nie ma dziecka to wystarczy odpowiednia organizacja, i do
        południa robocizna jest wykonana. ugotowanie obiadu też nie zajmuje całego dnia
        - przy skomplikowanych potrawach licząc nawet kilka godzin, od szesnastej można
        śmiało liczyć wolny czas.
        no, chyba że pan mąż po przyjściu z pracy zrzuca walonki i rozsiewając słomę ze
        skarpet metodycznie bałagani i paskudzi smile
    • alfama_1 Re: na utrzymaniu partnera 08.02.07, 23:57
      Wylicz mu ile kosztuje Twoje zajmowanie się domem i wystaw rachunek, może być
      wstecznie. Widać, że mąż z tych co cenią konkrety.
    • lizavietta Czytajcie uwazniej!!!!!!!!!!! 09.02.07, 00:03
      Z tego, co pisze autorka wcale nie wynika że są małżeństwem- wręcz przeciwnie-
      pisze, że jest na "utrzymaniu partnera"- to duża różnica. Może włąśnie dlatego
      nie mają wspólnego konta w banku ani wspólnej kasy...

      Natomiast sytuacja tej dziewczyny jest faktycznie trudna- brak na fryzjera,
      ubranie, kosmetyki...Jak ty kupujesz np. podkład albo krem? A ubrania dziecku
      albo zabawki?
      Na pewno musisz coś w tej sytuacji zmienić...
      • aluc Re: Czytajcie uwazniej!!!!!!!!!!! 09.02.07, 00:26
        jestem na utrzymaniu partnera, posiadamy wspólne konto oraz wspólną kasę
        (zarabianą przez niego)
        jest to rozwiązanie prawnie możliwe, życiowo pożądane i do załatwienia
    • figrut Re: na utrzymaniu partnera 09.02.07, 00:31
      Ja też żyję w konkubinacie i główne dochody w domu są z warsztatu samochodowego
      w którym obecnie głównie pracuje mój facet [ja dorywczo]. Był jednak czas, kiedy
      tylko on zarabiał a ja nie miałam żadnych dochodów. Portfel jednak u nas jest
      wspólny i nikt nikomu o nic się nie prosi. Nie ma wyliczania za paliwo, ciuchy
      czy cokolwiek bym nie kupiła. Nie układa nam się dobrze, ale portfel mogę
      wyczyścić do zera, a on tylko skwituje "znowu cały portfel wyczyściłaś ?" i
      jeśli akurat nie ma na stanie samochodu w warsztacie i pieniędzy brak, to bierze
      się za sprzątanie tego warsztatu i wywozi złom z czego zawsze kilka stówek się
      uzbiera [bo sprząta rzadko tongue_out]. Wiele bym mogła o nim złego napisać, ale dla
      niego, żeby kobieta musiała się go prosić o pieniądze byłoby poniżające, bo
      uważa, że od tego jest facetem żeby kobieta mogła pieniądze zarobione przez
      niego zagospodarować.
      • zuzanna56 Re: na utrzymaniu partnera 09.02.07, 07:02
        Jeśli źle się czujesz psychicznie będąc na utzymaniu partnera i do tego nie
        masz własnych pieniędzy na kosmetyki i fryzjera to może po prostu pójdziesz do
        pracy?
        Nie wiem jak to jest nie mieć własnego dochodu bo zawsze pracowałam
        (niekoniecznie na cały etat) i miałam własne pieniądze. Nawet gdybym przez
        jakiś czas nie pracowała, nie sądzę aby mąż mi to wypominał. Dla mnie jest
        dziwne to co piszesz. Partner ma firmę a ty musisz prosić go o pieniądze albo
        nie daj Boże iść do pracy. To chyba nie ma nic do rzeczy. Znam facetów którzy
        zarabiają 10.000 zł a ich żony pracują bo mają na to ochotę.
        • agnieszkas72 Re: na utrzymaniu partnera 09.02.07, 08:51
          Nie widzę szans,żeby praca autorki watku zmieniła na lepsze chory układ w jej
          rodzinie.No,chyba,ze potrzebne jest usamodzielnienie się bo związek nie ma szans
          na przetrwanie,a partner jest niereformowalny.Od 9 lat jestem na utrzymaniu
          męża-nigdy nie musiałam go prosić o pieniądze.Wiem,ile mamy i na co możemy sobie
          pozwolić.To,że zajmuję się dziećmi jest naszą wspólną decyzją i mój mąż uważa
          moją pracę za równie ważną.Moje potrzeby po prostu dostosowuję do tego,co
          wspólnie mamy do wydania.
          Ale prawdę mówiąc nie zdecydowałabym się zdać razem z dzieckiem całkowicie na
          mężczyznę,który nie byłby moim mężem.Kochający i odpowiedzialny mężczyzna dąży
          do ślubu,więc może tu jest źródło problemów autorki wątku.
          • wieczna-gosia no widzisz aluc! 09.02.07, 15:09
            > Ale prawdę mówiąc nie zdecydowałabym się zdać razem z dzieckiem całkowicie na
            > mężczyznę,który nie byłby moim mężem.Kochający i odpowiedzialny mężczyzna dąży
            > do ślubu,więc może tu jest źródło problemów autorki wątku.

            nie ludz sie kochana nie ludz. Porzuci cie, zabierze portfel, karte i nie
            wiadomo co jeszcze.
            • aluc Re: no widzisz aluc! 10.02.07, 16:45
              cholera, a ja ciągle w mylnym błędzie LOL
          • zuzanna56 Re: na utrzymaniu partnera 09.02.07, 17:11
            Agnieszka ale ty masz normalnego męża a mąż autorki wątku wydziela jej
            pieniądze.
            • agnieszkas72 Re: na utrzymaniu partnera 10.02.07, 18:39
              Ona nie ma męża-ma "partnera"D,czyli funkcjonuje od kilku lat jako bezpłatna
              służąca,której za pracę nie należą się nawet nowe buty,gdy stare się zedrą.
              • wieczna-gosia Re: na utrzymaniu partnera 10.02.07, 19:02
                agnieszka czy ty myslisz ze faceci dziela sie na mezow i wyzyskiwaczy? Bo mnie
                sie jednak wydaje ze dziela sie na mezczyzn i nie- mezczyzn i ze slub w tym malo
                co zmienia. Powiem wiecej- brak slubu z dzieciakiem jest jednym z lepszych
                pomyslow w zyciu.
                dziewczyna funkcjionuje tak bo tak sie ustawila. I w malzenstwie funkcjonowalaby
                tak samo. I tez by tych butow nie miala.
              • monia145 Re: na utrzymaniu partnera 10.02.07, 19:19
                Czyżbyś nie znała,chociażby z opowieści, prawowitych żon, sprowadzonych przez
                mężów do roli darmowej służącej, praczki, kucharki itp?smile

                Zgadzam się z Wieczną Gosią- to nie ma nic wspólnego z posiadaniem lub nie,
                przez dziewczynę statusu żony- to taka mentalność człowieka( dotyczy to zarówno
                autorki, jak i jej partnera)
                • agnieszkas72 Re: na utrzymaniu partnera 11.02.07, 00:11
                  Macie rację.Tragicznie mi po prostu zabrzmiało słowo"partner" w opisanej sytuacji.
    • maga202 Re: na utrzymaniu partnera 09.02.07, 15:14
      Jesteś d.... wołowa. Ja tam bym powiedziała daj na kozaki albo bym sobie sama wzięła. Kopać w d..... takiego skąpca (jak on nawet dojazd do szewca policzył). Bycie takim skąpcem jest upokarzjące. Ja bym tak nie żyła. Ale skoro 6 lat tak żyjesz to pewnie Ci to odpowiada.
      • czarna.porzeczka Re: na utrzymaniu partnera 09.02.07, 17:51
        Napewno masz racje wtym co do niej piszesz, ale swoja droga pieknie sobie
        rozmachalas nozke w tym kopaniu lezacego.
        Polska, bialo czerwoni!!!
    • mbwj88 Re: na utrzymaniu partnera 09.02.07, 18:19
      dla mnie to jest jakieś dziwne
      i jedyne buty które wytrzymują 5 lat
      w czym chodziłaś jak buty były u szewca
      Może czas zacząć wymagać od partnera??

      • rita75 Re: na utrzymaniu partnera 10.02.07, 19:11
        > w czym chodziłaś jak buty były u szewca

        pilnowala domu- hau hau
        • kama3570 Re: na utrzymaniu partnera 11.02.07, 13:38
          A może najprostszym rozwiązaniem jest zaczac żądać,mówić mu,że masz
          potrzeby.Mój mąz jest z gatunku tych co mogą i dziesięc lat chodzić w jednych
          butach,więc napewno gdybym chodziła 5 lat w swoich nie wpadł by na to żeby mi
          zaproponowac"słuchaj kochanie widze,że powinnas sobie już sprawic
          buty"widocznie skoro tak długo w nich chodze to jestem do nich bardzo
          przywiązana;P.Sama napisałas,że nie lubisz go o nic prosić tylko biegniesz do
          mamy,facet uznał,że tak jest O.K,albo wręcz w ogóle o tym nie myśli...Dla
          mojego męza ciuchy są rzeczą kompletnie nie wazną.Czasami trzeba wsadzić paluch
          w oko żeby chłop zrozumial...
          • mamutek12 Re: na utrzymaniu partnera 12.02.07, 12:34
            dodam, że całą ciążę byłam na podtrzymaniu i byłam na zwolnieniu lekarskim,
            później na macierzyńskim, pieniądze za chorobowe i macierzyńskie całe mu
            oddawałam, dalej przysługiwał mi się 3 letni zasiłek 400zł ale tego mu już nie
            dawałam bo stwierdziłam, że jak mam się o wszystko prosić (nie chodzi tylko o
            mnie ale o dziecko też on nie widzi, że dziecku trzeba kupić nowe ubranie,
            wyprawkę do przedszkola, zabawkę, przez cały 2006 rok kupił dziecku oprócz
            jedzenia adidasy i na gwiazdkę dźwig zdalnie sterowany i domino) to wolę mieć
            to dla siebie i jak widzę, że coś brakuje to kupuję, rachunki za moją komórkę
            opłacałam z tych pieniędzy. Jak się skończyły to zostawałam bez niczego. Przez
            ten czas co byłam w domu a dziecko było w przedszkolu wystawiałam mu aukcje na
            allegro, pomagałam przy pakowaniu przedmiotów, przegrywałam płyty, więc dla
            niego było lepiej jak siedziałam w domu idę do pracy z własnej woli, nawet
            gdyby dzielił się ze mną zarobkami to poszłabym do pracy bo nie wiadomo co
            będzie za kilka lat. Wczoraj powiedziałam mu o finansach a on
            wybuchnął "przecież ja tu wszystko utrzymuję" więc skończyłam
            dyskusję "utrzymanie nie polega tylko na opłaceniu rachunków i kupieniu
            jedzenia" Jutro idę do pracy, na rękę zarobię 950zł myślę ile mu z tego dawać a
            ile zostawić dla siebie. Co byście zrobiły? Niżej odpowiedzi do niektórych z Was
            Jeżeli chodzi o moją "pozycję" to ja z dzieckiem jesteśmy zameldowani u mojej
            mamy gdzie w każdej chwili mogę wrócić.
            Z kozakami nie zmyślam jak były u szewca to byłam w domu (i tak wychodzę dwa
            razy w miesiącu, chyba, że mam coś do załatwienia)
            Po Waszych odpowiedziach zastanawiam się, czy nie odejść, ale boję się, że
            odejdę od skąpca, zazdrośnika, bałaganiarza a trafię na takiego który bije,
            pije i włóczy się po nocach z kolegami, bo muszę przyznać, że ma też zalety,
            wykształcony, nie pije, jest domatorem, często coś ugotuje.




            • triss_merigold6 Jaja sobie robisz? 12.02.07, 12:44
              Ostatnie pytanie mnie rozwaliło.
              Żyjesz od paru lat w kopniętym układzie pan-służąca i martwisz się czy nie
              trafisz gorzej... jakość nowego faceta to ostatnia rzecz o jaką powinnaś się
              martwić.
              BTW aktualny pan Cię tak łatwo nie puści, nawet w XIX wieku służące otrzymywały
              jakieś pieniądzie i tzw. wychodne więc drugą taką frajerkę nieprędko znajdzie.
            • wieczna-gosia Re: na utrzymaniu partnera 12.02.07, 12:49
              nie uwazam wcale ze musisz natychmiast odchodzic- zreszta to nei moje zycie a
              twoje.
              uwazam tez ze to ze zarobisz 950 dokladnie NIC nie zmieni tzn ty sie z pewnoscia
              bedziesz lepiej czula, ale jestescie RAZEM, WSPOLNIE prowadzicie dom i to kto
              zarabia i ile % nie ma dokladnie ZADNEGO znaczenia. Tak tak, ja wiem ze prawo w
              konkubinacie tego nie reguluje. AAle stosunki miedzyludzkie to reguluja. On
              przez te pare lat wkladal aktywa a ty wkladalas wlasny czas w to by byc
              opiekunka ( w Warszawie sobie spiewaja ok 1000- 1200 zlotych za 9 godzin, a ty
              bylas cala dobe), sprzataczka i Bog wie kim jeszcze a wszystko mozna policzyc.
              Ty tez masz wklad w wyglad tego domu i w jego utzrymanie. trzeba sie szanowac.
              Dziecko kosztuje- mozna miec oddzielne portfele wcale nie uwazam ze ludzie
              powinni pic sobie z dziobkow i co twoje to i moje- ale wklad w zwiazek istniec
              musi. Tylko jedno zarabia- prosze bardzo siadamy i spisujemy wydatki na dom.
              Zarabia bardzo dobrze- ustalamy kwote ktora na dom musi istniec doliczamy
              wakacje, oszczednosci czy inne takie "na czarna godzine" i reszte prosze bierz i
              rzadz. Ale utrzymanie rodziny to tez buty dla zony do jasnej ciasnej. Idziesz do
              pracy? Zmienia sie tylko tyle ze ty tez zarobisz. Ale wydatki na mieszkanie
              pozostaja, na wakacje sie jezdzi. Jak facet ma silna potrzebe niezaleznosci-
              zalozcie trzecie wspolne konto na budzet domowy.

              Szczerze ci radze ureguluj to. Bo to ze idziesz do pracy NIC nie zalatwia. Pan
              za pare lat wezmie aktywa i pojdzie w swiat, a ze na kobiete i dziecko
              specjalnie sie nie szarpal to sporo zaoszczedzi. Na brak szacunku wiele poradzic
              nie mozna.

              > Po Waszych odpowiedziach zastanawiam się, czy nie odejść, ale boję się, że
              > odejdę od skąpca, zazdrośnika, bałaganiarza a trafię na takiego który bije,
              > pije i włóczy się po nocach z kolegami,
              to tez odejdziesz. Szybciej.
              • triss_merigold6 Re: na utrzymaniu partnera 12.02.07, 12:52
                Zawsze może odejść i dostawać alimenty na dziecko. Stałą kwotę, bez rozliczania
                czy kupiła 2 jogurty czy 3 serki i czy aby starych rajstop już na pewno nie da
                się zacerować. Przy wysokich dochodach z firmy faceta warto powalczyć o
                konkretną sumę.
                • wieczna-gosia Re: na utrzymaniu partnera 12.02.07, 12:54
                  sie zgadzam oczywiscie.

                  chodzilo mi o to ze jesli dziewczyna nie chce odchodzic- i tak te sprawe
                  zalatwic trzeba. Bo dziewczyna pojdzie do pracy, sprawa sie rozmyje bo na buty
                  bedzie miala a facet sie utwoerdzi w przekonaniu ze robi dobrze bo nieroba do
                  roboty pogonil dzieki temu ze mu kase wydzielal.
                  • triss_merigold6 Re: na utrzymaniu partnera 12.02.07, 12:59
                    Z tych 950 zł NIC jej nie zostanie a facet jej tylko będzie wypominał, że
                    taaaką kasą nie potrafi gospodarować.
                    Pan ma dziecko i służącą najtańszym kosztem.
                    • afryka11 Re: gdzie sprawiedliwość?? 14.02.07, 19:38
                      my, kobiety, chcemy równouprawnień. A tu piszecie jaki to partner autorki jest
                      zły i niedobry. Ja właśnie szukam pracy. Mimo, żę mąż zarabia, jak na polskie
                      warunki,nie najgorzej. Mimo, że mam 2,5-letniego synka i 13-mies. córeczkę,
                      mimo, że mam duże mieszkanie - jest czym sięzajmować. Ale nie wyorażam sobie,
                      że biorę od męża pieniądze na swoje "luksusy". Nigdy, przenigdy nie poszłabym
                      sobie np. do solarim czy co mies. do fryzjera za kasę męża. Bo niby czemu. Też
                      mogę pracować. Lubie sibie rozpieszczać ale za swoje pieniądze. Wiadomo, zimą
                      kupujemy całej czwórce kurtki, buty, latem inne ubrania - zawsze robimy zakupy
                      razem dla wszsytkich. Kosmetyki też kupuje - te które są dla kobiety niezbędne
                      ( krem, balsam, podkład, itp). Na zakupy jeździmy zwykle razem - wsobotę. Jest
                      mi wygodniej. Ale nigdy nie wyciągnęła mężowi pieniędfzy z portfela bez
                      informowania go o tym. Nigdy nie dał mi sowjej "pensji" ( własna działalnośc)
                      do ręki. Bo nigdy nie chciałam i nie chce. Bo jestem zdrową, wykształconą
                      kobieta i mogę również zarabiAĆ.Męża nie ma po 12 godzin dziennie. Nie
                      wyolbrzymiajcie wysiłku włożonego w prowadzenie domu ( robię to sama, mając
                      dwójkę maleńkich dzieci).Inne kobiety roboą to samo pracując.Poza tym, jeśli
                      kobieta idzie do pracy, to mąż powinien przejąćcześc obowiązków. Proste. I
                      kobiety chcą równouprawnienia??!!
                • mamutek12 Re: na utrzymaniu partnera 12.02.07, 13:13
                  tylko, że nie wykazuje się prawdziwymi zarobkami (niby ma ok 1000zł miesięcznie)
                  powiedział, że jak byśmy się rozstali to będzie płacił na dziecko 500zł
                  • wieczna-gosia Re: na utrzymaniu partnera 12.02.07, 13:15
                    bezie placil tyle ile mu sad przysoli a komornik z pensji sciagnie.
              • aluc Re: na utrzymaniu partnera 12.02.07, 12:55
                gosia mi z ust wyjęła

                dodam od siebie - nie wierz, że to wszystko dlatego, że nie jesteście
                małżeństwem, jeśli którykolwiek pan mąż łoży hojnie tylko dlatego, że go prawo
                do tego zobowiązuje, to ja tam bym od takiego też uciekała gdzie pieprz rośnie

                ale do tego wszystkiego potrzeba mniej więcej równych pozycji w związku, a
                równej pozycji on ci prawdopodobnie nie da ani z łaskawości swojej ani po
                twojej uprzejmej prośbie, tylko będziesz ją sobie musiała wydrapać pazurami

                właściwa kolejność - najpierw się usamodzielnij w związku, potem ewentualnie
                będziesz się zastanawiała nad odejściem, ucieczka do mamy IMHO zmieni jedynie
                jedną zależność w drugą
                • triss_merigold6 Re: na utrzymaniu partnera 12.02.07, 13:01
                  IMO kiepskim pomysłem jest przerywanie awantury. Jak już się kobieta
                  zdecydowała coś powiedzieć to niech skończy i zwerbalizuje się w pełni.
                  • aluc Re: na utrzymaniu partnera 12.02.07, 13:03
                    tylko że jak skończy, to trafi z deszczu pod rynnę
                    czasem trzeba być lisem
                    • triss_merigold6 Re: na utrzymaniu partnera 12.02.07, 13:05
                      Przynajmniej by wiedziała konkretnie na czym stoi. Nie chce pan pokrywać
                      wydatków nie-tylko-na-żarcie? Powie wprost, że nie chce? To wtedy żegnamy.
                      • aluc Re: na utrzymaniu partnera 12.02.07, 13:07
                        myślisz, że jeszcze nie wie? nawet jak miała jakiekolwiek złudzenia, to chyba
                        po lekturze tego wątku skutecznie jej się rozwiały
                        • triss_merigold6 Re: na utrzymaniu partnera 12.02.07, 13:09
                          Ja bym wróciła do rodziców. Lepsze to, 950 zł pensji na start i konkretne
                          alimenty ustalone sądownie niż życie w takim układzie. Nie szarpałabym się na
                          wynajem samodzielnego mieszkania tylko nareszcie cieszyła, że mogę bez
                          tłumaczenia kupić sobie krem czy buty.
                          • wieczna-gosia Re: na utrzymaniu partnera 12.02.07, 13:14
                            Triss czasami zanim sie do tych rodzicow wroci- trzeba troche pobyc lisem jak
                            pisze aluc. Tym bardziej ze na alimenty chwilunie sie czeka- to raz a dwa
                            mieszkanie z rodzicami tez ma swoje koszty.
                  • triss_merigold6 Re: na utrzymaniu partnera 12.02.07, 13:04
                    To tak a propos tekstu "to ja tu wszystko utrzymuję". Gdyby panna miała
                    sprzątaczkę, niańkę, złotą kartę kredytową na drobne wydatki to ewentualnie pan
                    mógłby cos kwękac na temat obciążeń finansowych.
                • malila Aluc 12.02.07, 13:26
                  co masz na myśli pisząc o usamodzielnieniu, bo się trochę zgubiłam? Czy
                  optujesz za tym, żeby zacząć od pójścia do pracy?
                  • aluc Re: Aluc 12.02.07, 13:48
                    optuję za wyjściem z układu zależności
                    jeśli pójście do pracy ma jej w tym pomóc - to również optuję za pójściem do
                    pracy
                    problem bowiem nie leży IMHO w tym, że nie są małżeństwem albo że ona nie
                    pracuje albo że on jej nie daje pieniędzy, ale w tym, że ona jest totalnie od
                    niego uzależniona, i to raczej nie tylko finansowo, oraz że zgodziła się na
                    zajęcie podrzędnej pozycji w związku
                    • malila Re: Aluc 12.02.07, 14:07
                      Rozumiem i popieram. Chociaż obawiam się, że pójście do pracy sprawi tylko
                      tyle, że on się będzie musiał mniej dokładać.
                      Ale dlaczego w takim razie jesteś przeciwko robieniu "awantury" (celowo w
                      cudzysłowiu)? Bez jego wiedzy i bez wymuszenia na nim innych zachowań
                      równouprawnienia nie da się przeprowadzić. A sama napisałaś i ja się z tym
                      zgadzam, że będzie się pazurami trzymał tego, co zdobył.
                      • aluc Re: Aluc 12.02.07, 14:15
                        malila, nieporozumienie - ja nie jestem przeciwko wydrapywaniu pazurami,
                        natomiast jestem przeciwko temu, co proponuje triss, znaczy skończyć awanturę,
                        zabrać zabawki i zmykać
                        to, w jaki sposób mamutek pisze o strachu przed kolejnym partnerem draniem,
                        nasuwa mi przypuszczenie, że z taką samą łatwością wejdzie w każdy kolejny
                        współuzależniający układ - czy to z własną matką czy z kolejnym gościem

                        więc jak powtarzam za Makiawelem: trzeba być lwem i lisem, w związku też
                        • malila Re: Aluc 12.02.07, 14:33
                          Ok, poniałasmile
                          Jedno tylko "ale". Wydaje mi się, że z matką Mamutek wciąż jest w układzie
                          współuzależniającym. Takie mam wrazenie, kiedy czytam o tym, jak ważny jest dla
                          niej jakikolwiek mężczyzna (bo nie myśli przecież o pozostaniu samodzielną,
                          tylko o następnym związku) i jak ważne jest to, żeby miał obiektywnie pozytywne
                          cechy typu: wykształcenie. Bo to oznacza, że nie robi tego dla siebie, tylko
                          dla kogoś.
                          No i jeszcze kwestia przekonania, ze że za to, co się dostaje, trzeba zapłacić
                          wysoką cenę. Czyli męża, który nie pije, jest domatorem i czasem coś ugotuje,
                          nie można mieć dlatego, że się na takiego zasługuje. Trzeba za to zapłacić i w
                          tym wypadku nawet dosłownie.

                          Mamutek, nie musisz mieć faceta. Bycie w związku nie zmienia Twojej wartości. A
                          mężczyźni nie są w większości wybrakowani, nie musisz wybierać mniędzy jedną
                          wadą a drugąsmile
    • jolusia20 Re: na utrzymaniu partnera 12.02.07, 14:40
      widze ze kazdemu łatwo komentowac, ja niby tez nie wyobrazam sobie takiego
      zycia, u nas było zupelnie inaczej chociaz maz poszedł do pierwszej pracy ajk
      sie dziecko urodziło i zarabiał niewiele i musielismy sie sami utrzymac a ja
      mialam to co chcialam i nawet sam mnie namawiał zebym sobie cos kupiła dla
      siebie. A z drugiej strony mam kolezanke ktora nie pracuje, maja dwoje dzieci,
      on niezle zarabia, kupuje sobie co chce, sprzet rtv maja taki jak mało kto, a
      ona wszystko w szmateksie dla dzieci i dla siebie kupuje i nawet na jedzenie
      musi go prosic, ostanio wsciekł sie ze dwa dania dzieciom gotuje na obiad bo za
      duzo kasy idzie i ze nie nauczyła 1,5 roczenego dziecka najadac sie chlebem bo
      to by było taniej. Dodam ze pojscie do pracy nic nei zmieni, bo nawet gdyby
      dała dwoje zdieci do pzredszkola to musiałaby pracowac do 15 zeby zdazyc je
      wybrac, na opiekunke nie bedzie ja stac, bo w naszej miejscowosci z jej
      wykształceniem dostanie ok 700 zł na reke
      • malila Re: na utrzymaniu partnera 12.02.07, 14:49
        Jolusia, niepotrzebnie się irytujesz. Jeśli w tym wątku padają nieprzyjemne
        komentarze, to wyłącznie pod adresem męża Mamutka. Jeśli natomiast chodzi o te
        domorosłe próby analizy jej sytuacji, to mają one jedynie na celu uwidocznienie
        pewnych zależności, których z bliska często nie widać, a które, kiedy je sobie
        człowiek uświadomi - pomagają.
      • wieczna-gosia Re: na utrzymaniu partnera 12.02.07, 14:57
        A z drugiej strony mam kolezanke ktora nie pracuje, maja dwoje dzieci,
        > on niezle zarabia, kupuje sobie co chce, sprzet rtv maja taki jak mało kto, a
        > ona wszystko w szmateksie dla dzieci i dla siebie kupuje i nawet na jedzenie
        > musi go prosic, ostanio wsciekł sie ze dwa dania dzieciom gotuje na obiad bo za
        >
        > duzo kasy idzie i ze nie nauczyła 1,5 roczenego dziecka najadac sie chlebem bo
        > to by było taniej. Dodam ze pojscie do pracy nic nei zmieni, bo nawet gdyby
        > dała dwoje zdieci do pzredszkola to musiałaby pracowac do 15 zeby zdazyc je
        > wybrac, na opiekunke nie bedzie ja stac, bo w naszej miejscowosci z jej
        > wykształceniem dostanie ok 700 zł na reke

        no wlasnie jolusia piszemy ze fakt czy to maz czy to nie maz nic nie zmienia.
        niektorzy forsa posluguja sie jak narzedziem wladzy i wprowadzajac w rodzinie
        posadke chlopa panszczyznianego. Wcale nie jest latwo radzic. Mysle po prostu ze
        tak jak od panszczyzny niektorzy dawali rade uciec tak i od chorego ukladu
        mozna. Problem w tym ze do tkwienia w takim ukladzie tez pewnych predyspozycji
        psychicznych trzeba i ze osoby pewne siebie i przebojowe w cos taiego zazwyczaj
        nie wpadaja- a zeby uciec z takiej petli i pewnosci siebie i przebojowosci
        jednak potrzeba.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka