nik.na.chwile
15.02.07, 16:17
Witam.
Nie mam sie do kogo zwrocic o rade, prosze, podpowiedzcie mi co robic...
Pare miesiecy temu dowiedzialam sie przypadkiem, ze nie moge liczyc na
prawdomownosc mojego meza. Niby nic strasznego sie nie stalo, ale przekonalam
sie, ze dla niego to nie problem patrzec mi prosto w oczy i zaklinac sie, ze
mowi prawde, a caly czas klamac. Jego wytlumaczenie jak wszystko wyszlo na
jaw: 'klamalem, bo nie chcialem cie denerwowac'. Rece mi opadly...
Taka sytuacja zdarzyla sie pare razy. Za kazdym razem chodzilo w sumie o
glupoty, on przepraszal, obiecywal, ze juz nigdy mnie nie oklamie... Mialam
powoli dosc. Pare miesiecy temu dalam mu ostatnia szanse. Zaklinal sie, ze
juz wie, co jest problemem i ze nigdy wiecej juz nie powie mi nieprawdy.
Uwierzylam, ostroznie, ale uwierzylam, bo strasznie chcialam, zeby nam sie
udalo.
Wczoraj przeszedl sam siebie. Znowu poszlo o pierdolke, ale jak sie
zorientowalam, ze klamie, to zaczelam drazyc. Odpowiadajac na kilka moich
pytan sklamal.za.kazdym.razem. Nie rozumiem tego. Odpowiadal, ze sklamal w
pierwszym przypadku, ale cala reszta jest prawda. Udowodnilam mu, ze nie do
konca, to mowil, ze ok, cos tam jeszcze faktycznie sklamal, ale reszta to juz
szczera prawda... itd. Mialam dosc, stwierdzilam ze nie popuszcze i
sprawdzilam wszystko, co mi powiedzial. Okazalo sie, ze on plakal, jak to mu
przykro, ze mnie zawiodl, zaklinajac sie, ze tym razem mowi juz prawde i...
caly czas klamal.
Glupi, ze klamal w kwestii bardzo latwo sprawdzalnej...
I teraz wlasnie potrzebuje rady bardziej doswiadczonych zyciowo.
Nie moge na niego patrzec, czuje sie wykorzystana i potraktowana jak ktos, z
kim sie nie trzeba liczyc. Nie chce dawac kolejnej szansy. Najchetniej bym go
wiecej nie ogladala na oczy. Tylko, ze moze przesadzam? Nie pije nie bije, a
ze klamie? Da sie przezyc...? Moze faktycznie robie problem z niczego?
Zachcialo mi sie szczerosci w malzenstwie, moze to ja jestem jakas wadliwa?..
Czy to moze byc powod do rozwodu?
Ja jestem od 2 tygodni w kiepskiej sytuacji finansowej- stracilam prace i
(przejsciowo, mam nadzieje) jestem na jego utrzymaniu. Oszczednosci nie mamy.
Nie stac mnie na wynajecie mieszkania. Mieszkamy za granica, daleko od
Polski, nie mam na bilet lotniczy. Nie mamy tu ani rodziny, ani przyjaciol.
Za to mamy mala coreczke, ktora ja sie opiekuje, wiec musialabym sie
wyprowadzic z nia. Jego nie spakuje i nie wyprowadze z domu, bo zostane bez
pieniedzy...
Przepraszam, ze tak chaotycznie, ale od wczoraj trudno mi sie pozbierac. Tyle
planow i marzen poszlo sie pasc...
Prosze, napiszcie jaki Waszym zdaniem mam wybor, jezeli mam, i co byscie
zrobily na moim miejscu.