lola211
25.03.07, 10:58
Wlasnie jestem po burzliwej rozmowie tel. z matka.Jak zwykle podniosla mi
cisnienie.Sytucje ma dosc ciezka finansowo.Ma emeryture(jakies 900 zł.),
dorabia sobie, z czego ma kolejne 800 zl(opieka nad dzieckiem plus wynajem 1
pokoju).Niedawno wykupila mieszkanie na preferencjnych warunkach, wiec splaca
kredyt plus rachunki z 1000 zł.Na zycie zostaje malo co.Mieszkanie jest 4
pokojowe, mieszka z moim bratem, ktory aktualnie jest za granica, ale wraca.
Nas jest trojka - ja i 2 braci.Tylko ja jedna wysłuchuje jej bolaczek , bywa
ze pomagam finansowo czy tez zalatwiam jej rozne sprawy.
No i dzis sie dowiedzialam, ze jestem wredna, nieczula, nic sie nia nie
interesuje, czy ma jesc itd.- bzdura według mnie, bo jak ja normalnie pytam,
to twierdzi, ze sobie radzi i ma to, czego potrzebuje.
Kazdy moj pomysl jej zły- zeby znalazla sobie prace np. w sklepie (ma raptem
57 lat)- nie, bo jest za stara i schorowana(a wedlug mnie jest
hipochondryczka- to juz odrebny problem), wynajem drugiego pokoju- nie, bo
ona nerwowo nie wytrzyma z kolejnym lokatorem., itd.
W rozmowie wyszlo, iz ona oczekuje, ze my powinnism placic jej czynsz- czyli
jakies 600 zl.miesiecznie.Bo ona jst stara(!) matka, ma trojke dzieci i taka
pomoc sie jej nalezy.Jak znam zycie zaden z braci placic jej nie bedzie,
pozostaje tylko ja.
Powiem szczerze, ze z lekka mnie jej postawa roszczeniowa zaskoczyła.Ona est
przekonana, ze naszym obowiazkiem jest jej pomoc i juz.Co myslicie na ten
temat?
Rozwiazaniem pozostaje sprzedaz mieszkania i kupno mniejszego, a wlasciwie
kawalerki- tylko gdzie podzieje sie brat? Na dwa nie wystarczy kasy.A poza
tym- dlaczego tylko jedno z nas mialoby na tym skorzystac( tu juz wlacza mi
sie lampka, ze sprawiedliwe to by to nie bylo).
Napiszcie, jak widzicie te sprawe, o ja sila rzeczy obiektywna nie jestem.