renia1807
12.05.07, 23:57
Wprawdzie to nie moja sprawa, ale nie daje mi to spokoju.
Kolega mojego męża( dobry kolega z pracy), niespełna 3 lata temu stacił żonę.
Zmarła nagle(młoda kobieta) pozostawiając mu 1,5 roczną córkę.
X (tak go nazwę)załamał się i długo nie mógł wrócić do normalności.
Nie stoczył się jednak na dno, nie wpadł w alkoholizm, ale jego stan
psychiczny uniemożliwiał mu normalną opiekę nad córką, którą zresztą od
samego początku zajęli się jego teściowie.
Stosunki z teściami zaczęły jednak szybko się psuć, zaczęli traktować go jak
intruza, zwłaszcza, że X mieszkał razem z nimi w jednym domu, tzn. na piętrze
które prawnie należało do jego żony ( miała zapisane).
Teściowie szybko zażądali od niego, aby spisał się ze swojej części, doszło
nawet do tego, że rozpanoszyli się u niego, przeszukiwali mu mieszkanie ,
zabrali nawet pieniądze, które dostał z ubezpieczenia po żonie i bez jego
zgody wpłacili na książeczkę dla dziecka.
Wnuczkę jednak bardzo pokochali, stała się dla nich właściwie córką.
To oni zabierali ją na wakacje, do lekarza , robili właściwie wszystko to co
robią wszyscy rodzice, poświęcając jej cały swój czas a X patrzył z boku jak
rośnie jego córka u boku dziadków. To babcia nawet decydowała czy dziewczynka
może wyść na spacer z tatą.
Parę tygodni temu, X zwierzył się mężowi, że poznał pewną kobiete z którą
zresztą zamieszkał wraz z jej dzieckiem w wynajętym mieszkaniu.
ALE SWOJEJ CÓRECZKI NIE ZABRAŁ ZE SOBĄ!!!!
I ta wiadomość mną zatrzęsła!!!
Miałam dla tego człowieka naprawdę dużo sympatii, ale teraz zaczynam go coraz
niżej oceniać.
Ja wiem, ze on ma prawo ułożyć sobie życie na nowo, ale w/g mnie powinien
najpierw zapoznać swoje dziecko z tą kobietą, zobaczyć jak ona na nie
zareaguje a nie od razu rzucać się na głęboką wodę, pozostawiając swoje
dziecko na brzegu.
Często rozmawiamy o tym z męzem, mąż nawet próbuje go tłumaczyć, że on jest
nadal zagubiony w całym tym zamieszaniu, że może chce oszczędzić dziecku
stesu związanego z rozstaniem z dziadkami z którymi jest bardzo zżyte.
Ale mój babski rozum mówi mi, że on krzywdzi w ten sposób swoje dziecko,
które i tak już nie ma matki, więc dlaczego ma nie mieć jeszcze ojca.
Dziewczyny !
Czy ja powinnam nakłonić męża, żeby z nim porozmawiał i próbował mu dać do
zrozumienia, że postępując w ten sposób straci własne dziecko!
A może nie powinnam sobie zaplątać tym głowy, bo to przeciez nie moja sprawa,
ale z drugiej strony myślę sobie, że on może potrzebuje, aby ktoś kto patrzy
z boku wstrzasnął nim, żeby się obudził i zdał sobie sprawe z powagi
sytuacji, zwłaszcza, że zagrożenie może stać się bardzo realne, bo dziadkowie
już mu zapowiedzieli, że wystąpią o prawną opiekę nad dzieckiem.
Nigdy nie byłam w takiej sytuacji i to może ja się mylę i żle go oceniam i
być może to on ma rację, a dziewczynce też może będzie lepiej przy dziadkach
niż przy nim i przyszłej macosze...
Jedno jest pewne, że zrobił podstawowy błąd, pozwalając córce bardziej
związać się emocjonalnie z dziadkami niż ze sobą, a może to było zwykłe
wygodnictwo?
Sama już nie wiem....