Dodaj do ulubionych

pokonac własny lęk, pierwsza wycieczka syna

19.06.07, 06:29
syn jedzie na pierwsza w zyciu wycieczke,
syn ma 3lata i 2 mies, po roku przedszkola
boje sie jak nie wiem co, pierwsza euforia po spotkaniu w przedszkolu
zniknela, najpierw bylo fajnie, panie na zebraniu powiedziały, ze dosyc
katowania dzieci akadeniami, ze zysk tylko dla mamus, a dzieci musza cwiczyc
i do momentu wystepu sa juz tak znudzone bajeczka o kotku, ze na probach sie
buntuja, ze 4 lata temu po raz pierwszy zrezygnowali i wreszcie cos dla
dzieci, tzn na koniec roku jada na wycieczke, do stadniny koni, bedzie dojazd
busem 8km, potem przejazd bryczka, karmienie kucykow, jak dzieci beda chcialy
jazda na kucykach,
mam nie zapraszaja, bo pan jedzie w brud, pierwszy raz bylo kilka mam ale
dzieci sie do mam przyklejaja, inne wyja dlaczego mojej nie ma itp, wiec nie,
sa dodatkowe panie ze starszych grup, pasy i zabezpieczenia sa, pielegniarka
jedzie, skladki nie trzeba bo ramach oplat (przedszkole panstwowe), na ten
dzien dodatkowe ubezpieczenie wykupuja,
fajnie pomyslalam...tydzien temu....teraz zawalilam juz druga noc, bo wypadek
pielgrzymki byl, kobieta zginela, a jak oni beda mieli? a jak beda szalec,
albo w trakcie drogi, albo na miejscu, a beda bo to trzylatki....
dodtkowo tesciowa zadzwonila mnie'podbudowac' i opiewiedziala o swiezo
zaslyszanym wypadku corki sasiadow z podstawowki....
sranie, zyganie, siwienie...
a mialam byc taka mama do przodu, co to nie wychowa mami synka, syn bedzie
otwarty, dobrze wychowany i bedzie wiedzial jak sie wlacza pralke i zelazko
i z tymi ostatnimi nie ma problemu, ale ta wycieczka....
maz twierdzi ze tak jak z przedszkolemem rok temu, pierwsze koty za płoty, ze
rok pokazał, ze warto było, ze rownie dobrze w pierwszej klasie bede
panikowac, ze wtedy to bedzie 50km i ze trzy panie na 30 osob, teraz jedzie 5
na 15 osob....
o co mi z tego, do 12 zwarjuje chyba ze sto razy
kiedy wasze dzieci po raz pierwszy pojechaly na wycieczke szkolna?
bo ja juz widze ze kiedys wyjazd na biwak z kumlami przyplace wariatkowem...
Obserwuj wątek
    • edytkus Re: pokonac własny lęk, pierwsza wycieczka syna 19.06.07, 06:48
      >bedzie wiedzial jak sie wlacza pralke i zelazko
      > i z tymi ostatnimi nie ma problemu,

      z ciekawosci zapytam, po co trzylatkowi taka wiedza? bo chyba w praktyce do prac domowych tego
      stopnia jeszcze go nie wdrazasz? w kazdym razie moja czterolatka tego nie umie a od zelazka ma
      przykazane trzymac sie z daleka. Co do tematu wycieczek to mam takie same obawy jak Ty (a nawet
      gorsze, ale oszczedze Ci opisow) ale nie zapominam ze na pewno bedzie miec frajde na wyjazdach
      letnich i pod kloszem do konca zycia jej i tak nie utrzymam.
      • rotera Re: będzie... 19.06.07, 08:38
        rotera -'mama do przodu, co to nie wychowa mami synka, syn bedzie
        otwarty, dobrze wychowany i bedzie wiedzial jak sie wlacza pralke i zelazko'

        edytkus -'z ciekawosci zapytam, po co trzylatkowi taka wiedza? bo chyba w
        praktyce do prac domowych tego stopnia jeszcze go nie wdrazasz?'

        odp - czas przyszły, zakładam sobie jak chciałabym go wychowac...czas przyszły
        co do terazniejszego to jak wstawiam rzeczy do prania, to on wkłada do
        pralki, pozwalam mu naciskac guziczki itp, prasujemy sobie tez razem, ja ma
        swoja deske i zelazko, on swoje zelazko z muzyczka i spryskiwaczem i moja stara
        deske i 'prasuje' koszulki swojego misia czasem tatusiowi koszule (ktora
        oczywiscie nadaje sie potem tylko do prania), bo on musi POMAGAC i nie ja go do
        tego namawiam, ale on sam wiecznie 'musi' jak nie to placz, ze on tez chce,
        wiec w miare mozliwosci i rozsądku mu pozwalam
        a roznice pomiedzy swoim a moim zelazkiem zna, wyklad jest non stop, wie ze nie
        wolno itp,
        czym skorupka za młodu...
        uprzedzajac oskarzenia o wyzsykiwanie dzieci,mamy gosposie wiec to prasowanie
        to nam sie zdaza w malych ilosciach
        ale nie o tym ten watek, bo ten temat moznaby rozwijac w nieskonczonosc
        • edytkus Re: będzie... 19.06.07, 15:15
          rotera napisała:

          > odp - czas przyszły, zakładam sobie jak chciałabym go wychowac...czas przyszły
          > co do terazniejszego to jak wstawiam rzeczy do prania, to on wkłada do
          > pralki, pozwalam mu naciskac guziczki itp, prasujemy sobie tez razem, ja ma
          > swoja deske i zelazko, on swoje zelazko z muzyczka i spryskiwaczem i moja stara
          >
          > deske i 'prasuje' koszulki swojego misia czasem tatusiowi koszule (ktora
          > oczywiscie nadaje sie potem tylko do prania), bo on musi POMAGAC

          aa, no taki wiek, niedlugo mu przejdzie wink
    • mysiam Re: pokonac własny lęk, pierwsza wycieczka syna 19.06.07, 06:49
      rozumiem cię doskonalewink
      Moj syn w piatek był pierwszy raz na wycieczce z przedszkola.Też mialam masę
      obaw ,co do przejadu autokarem (odleglośc dosc spora -chyba ok. 70-80 km).Zero
      pasow,zero fotelików-a ja na tym punkcie mam przeczuleniewink
      Stwerdzilam jednak ,ze tak myśląc ,nie puszczę go jeszcze na wiele wycieczek
      przedszkolnych i szkolnych ,ktore go czekają....
      Pojechał ,wrocil cały ,zdrowy i zadowolony,choć ja poł dnia myslalam prawie
      tylko o tym jak oni dojadą ,czy nic się nie stanie...
      Gdyby zwycięzył moj lęk ,moze ja byłabym spokojniejsza ale syn by sie świetnie
      nie bawił -a chyba jest fajnie ,kiedy wszystkie dzieci opowiadają o
      wycieczce ,a ktos kto na nia nie pojechal slucha i zazdrościwink)
      Będzie dobrze-odległośc jest maleńka ,wiec to duży plus-choc wiem ,ze nie o
      ilośc kilometrow tu chodzi..
      pozdrawiam,
    • esi1 Re: pokonac własny lęk, pierwsza wycieczka syna 19.06.07, 07:42
      rozumiem cię, że się denerwujesz, bo sama mam synka w przedszkolu i na Dzień
      Dziecka był w wiosce indiańskiej. Było super!
      A co do różnych obaw - ja czasem mam straszne myśli, że przechodząc z synkiem
      przez ulicę rozjedzie go jakiś wariat, że ktoś go porwie z placu zabaw, itp. itd
      Myślę, że matki są mistrzyniami w wymyślaniu różnych okropności wink
    • lena99 Re: pokonac własny lęk, pierwsza wycieczka syna 19.06.07, 08:36
      Moje dziecko pojechało mniej więcej w podobnym wieku, jakiś miesiąc po
      rozpoczęciu przedszkola. Też się wtedy denerwowałam..... a teraz się z tego
      śmieję. Było super, wrócił szalenie zadowolony. Od tej pory mieli sporo
      wycieczek w przedszkolu, czasem nawet dość "dalekich".
      A 8 km to my mamy do przedszkola, to żadna odległość, poza tym równie dobrze
      coś może się stać 5 metrów od domu, nie zamartwiaj się!
    • anaj75 Re: pokonac własny lęk, pierwsza wycieczka syna 19.06.07, 08:52
      Mój synek (3;8) na dzień dziecka pojechał z przedszkolem do stadniny w Kaniach
      (k. W-wy) też pare kilometrówsmile
      Najpierw rozpatrywałam, czy mu pozwolić, bo...sama wieszwink
      Dopóki autokar nie wrócił, siedziałam jak na szpilkach. Wszystkie znane wypadki
      i przypadki stały mi przed oczami. Ale było ok. Dziecko zadowolone, że jeździło
      konnno i bryczką.
      Byle młody był pod opieką osób zaufanych i życzliwych.
      Jest ryzyko, które musimy nauczyć się ponosić, oswoić je. W końcu wsiadamy do
      samochodu, mimo, że statystyka wypadków do tego nie zachęca.
      W przeciwnym wypadku będziemy stale myśleć, ze niebezpiecznie jest nawet
      siedzieć w domu, bo np. samolot nań spadnie. Życie jest ryzykowne ale za to
      jakie barwnewink
    • karanissa Re: pokonac własny lęk, pierwsza wycieczka syna 19.06.07, 10:35
      Moj synek (3 lata 8 mcy) wlasnie teraz jedzie sobie z cala grupa na wycieczke
      do Powsina. A nawet chyba juz dojechali.

      I szczerze mowiac, nawet przez glowe nie przeszla mi mysl, zeby sie denerwowac.
      Spedzi milo czas! Autokar sprawdzony, to wiem na pewno, odleglosc niewielka.

      Glowa do gory - a taka tesciowa to bym pogonila. Toksyczne opowiesci.

      Bedzie dobrze, bo MUSI byc i nie ma innej opcji.
    • mathiola Re: pokonac własny lęk, pierwsza wycieczka syna 19.06.07, 10:56
      rozumiem cię, też niedawno przeżywałam pierwszą wycieczkę mojego dziecka smile)
      Przeżyłam jednak. Myślę, że z czasem człowiek się hartuje, potem z każdą
      wycieczką będzie już łatwiej smile
      • lola211 Re: pokonac własny lęk, pierwsza wycieczka syna 19.06.07, 17:12
        To cie zmartwie- za kazdym razem czlowiek sie denerwuje i to bardzo.

        -----------------------------------------------------------
        Człowiek mądrzeje z wiekiem. I zwykle jest to wieko od trumny.
        • bi_scotti Re: pokonac własny lęk, pierwsza wycieczka syna 19.06.07, 17:29
          Tak naprawde najgorszy lek to jest wtedy jak Twoj 16 lub 17-latek po raz
          pierwszy jedzie sam samochodem na party albo na nocny seans w kinie, ma wrocic
          np. o polnocy i spoznia sie 3 minuty. Takie 3 minuty trwaja wiecznosc.
          Wycieczka z przedszkola na konie to na pewno wielka frajda. Paniom
          przedszkolankom naleza sie wielkie brawa za pomysl smile
          • verdana Re: pokonac własny lęk, pierwsza wycieczka syna 19.06.07, 17:46
            To ja Cie pocieszę - człowiek się naprawde przyzwyczaja z czasem. Ja nawet nie
            od paru lat wiem, o ktorej córka wraca - śpię.
    • rotera Re: pokonac własny lęk, pierwsza wycieczka syna 19.06.07, 19:15
      uff juz mam to za sobą
      wrocili,cali i zdrowi
      dzieci rozgadane, roztrekotane, bo stałysmy pod sala z banda mam ktore
      specjalnie przylecialy na ten dzień szybciej z pracy
      dzieci sie wylały z sali rozbawione, buzie im sie nie zamykały, a moj synek na
      końcu...smutny z łzami w oczach lekko obrażony,
      pytam jak było, czy fanie, a on mi ze nie fajnie, bo były panie, a dlaczego on
      nie mogl byc z mamą, tatą i braciszkiem? bo on z paniami nie chcial, bo
      zwierzatka on oglada z mama, tata i braciszkiem, no to tłumacze, że inne
      dzieci tez byly bez rodzicow, a on mi na to ze zwierzatka to on tylko z
      rodzina całom oglada, bo on najpierw musi jechać z tata po jabluszka dla słonia
      i marchewki dla osiołka, a tu były koniki i osiołek i on nic nie miał i w ryk.
      no wiec suma sumarum odebrałam rozżalone dziecko bo on nic nie miał dla osiołka
      i tata i braciszek i mama osiłka nie widzieli a on chciał zebysmy widzieli...

      ....a ja głupia sie bałam, wymyslałam sobie rozne scenariusze, a on sie o te
      marchewki rozpłakał! w domu chodził struty i sie dopytywał czy jednak
      pojedziemy do niego potem samochodem i damy mu te marchewki...
      no i chyba czeka nas kursik w sobote....

      A Panie w przedszkolu ma rzeczywiscie rewelacyjne, całą czworke, szkoda że za
      rok mu sie zmieniaja, bo tu niestety Panie nie idą za dziecmi

      A co do wycieczki to te marchewki to taki fajny prysznic, w następnym roku
      pewnie bede latac po wrzywniakach...

      ale mimo to takiego wypadu w wieku 17 lat to sobie narazie nie wyobrażam!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka