Dziewczyny!
Przepraszam za takie uogólnienie ale... czytam tak i czytam o waszych
kłopotach z mężem. Że nie pomaga, wymiguje się od opieki nad dzieckiem, nie
stara się zrozumieć kiedy jest Wam źle i jesteście zmęczone.
A w zasadzie chodzi mi o coś więcej. Jakoś nie mogę uwierzyć, że facet przed
ślubem jest dobry, wyrozumiały, czuły i empatyczny a nagle po ślubie się
zmienia.
Ja jak wychodziłam za mąż to byłam w 100% przekonana, że mój mąż bedzie
świetnym partnerem we wszystkim co przyjdzie nam razem robić. I teraz naszą
córeczką zajmuje się z całym poświęceniem a jak wróciłam ze szpitala to
miałam ciągle ugotowaną świeżą zupkę (umyślił sobie, że to dobre w
połogu

.Ale nie to jest najwazniejsze. On po prostu mnie słucha - czego
potrzebuję, jak się czuję. I ja słucham jego. A słowa 'konflikt'
czy 'wyrzuty' nie znamy.
Co powoduje, że wychodzicie za mąż za egoistów? Jak czytam o facecie co od
zony zajmującej się non stop malutkim dzieckiem wymaga czystego mieszkania,
obiadu i seksu to nóż mi się w kieszeni otwiera!
Czy nie widziałyście tej cechy przed ślubem? Czy myślałyście, że się zmieni?
Nie rozumiem...
A myślę, że warto się zastanowić bo może przeczyta to dziewczyna, która
jeszcze nie dotarła ze swym oblubieńcem przed ołtarz...
Pozdrawiam Was naprawdę cieplutko
Walczcie o swoje prawa! (ja nie jestem feministką ale... może zostanę...)
Miniutka